![]() |
|
[06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander (/showthread.php?tid=2227) Strony:
1
2
|
[06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - The Overseer - 07.11.2023 Miałem całkiem dobry humor dziś, mimo że wczoraj ściąłem się jednym z handlarzy. Zamiast zapłacić mi za towar jak się umawialiśmy, a przecież nie robiłem niczego za darmo, bo potrzebowałem pieniędzy, ten dał mi jakiś kupon. I chyba właśnie stąd brał się dobry humor... I może w tej szarlotki, co mi ją piękną, soczystą i słodką podsunęła Elaine... I ogólnie całkiem pogoda dopisywała. Za często nie zapuszczałem się w magiczne części Londynu. Głównie, kiedy załatwiałem sprawy służbowe związane z zezwoleniami albo szukałem jakiejś biednej sieroty... Inne, to jedynie te przypadki, kiedy bezczelnie się rozkładaliśmy gdzieś w pobliżu. Tym razem z Little Hangleton przywiał mnie na Pokątną, gdyż liczby się zgadzały i trzeba było odebrać nagrodę, tylko za nic nie mogłem namierzyć tego przybytku, w którym to się odbywało. Przeklęty sprzedawczyk obiecał, że prosta jasna droga, wszystko widoczne, ale jakoś tego nie widziałem. Musiałem kogoś zapytać, nie było innej drogi, więc poprawiłem co nieco odzienie i ruszyłem optymistycznie do pierwszej lepszej osoby. Jakiejś dziewczyny, wyglądając na całkiem sympatyczną. Uśmiechnąłem się delikatnie by jej może nie przerazić i odchrząknąłem. - Przepraszam, czy mógłbym zająć chwilę...? Chciałem zapytać o jedno miejsce. Nie mogę go namierzyć spojrzeniem - odparłem, zamierzając się powtórzyć, jeśli wymagałaby tego sytuacja. Bądź co bądź, to ja tak podchodziłem znienacka i zajmowałem zamyśloną głowę. Wzruszyłem bezradnie ramionami, bo nie miałem pojęcia nawet gdzie już szukać tego szyldu. Przeklęte, czarodziejskie uliczki. U mugoli wszystko jaśniej było opisane. RE: [06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - Avelina Paxton - 12.11.2023 Avelina miała burzę w głowie po wczorajszej kolacji z Augustusem. Czuła się dziwnie zmęczona, więc wyszła z pracy szybciej, a dokładnie to po czternastej. Nie mogła tam wytrzymać, gdy w jej głowie tańczyły wspomnienia z pocałunku z nim. Nie potrafiła opanować głowy, aby przestała o nim myśleć. Jak on w ogóle śmiał proponować jej bycie kochanką. Musiała skupić się na czymś innym, a dokładnie na znalezieniu lokalu pod nową aptekę, którą miała prowadzić z Olivią. Krążyła więc po Ulicy pokątnej przedzierając się przez tłumy i zatrzymując się co jakiś czas przy lokalach i czytając różne ogłoszenia dotyczące mieszkań oraz lokali pod biznesy. W końcu poczuła, że robi się głodna, więc zamierzała zajrzeć do piekarni po drożdżówkę, albo przejść się do Nory, aby tam zamówić sobie kawę i zjeść jakieś wypieki. Nie było jednak jej dane odpocząć, bo usłyszała głos jakiegoś mężczyzny tuż nad sobą, więc spojrzała na niego niepewnie. Wyglądał przyjemnie, więc nie wystraszyła się go. Spojrzała na jego los i uśmiechnęła się lekko. Na jej twarzy malowało się zmęczenie. – Tak, mogę pana zaprowadzić, bo jest to w jednej z uliczek, ale jeśli nie jest pan stąd to będzie ciężko trafić – odpowiedziała, a gdy wyraził zgodę ruszyła z nim w przeciwnym kierunku niż wcześniej zmierzała. Zagryzła war, które jak zawsze były muśnięte czerwoną szminkę. Ubrana była dzisiaj w szersze, ciemne spodnie, jasny, kolorowy podkoszulek, a na to narzuciła ciemnozieloną marynarkę. Włosy, gęste i kręcone wpływały jej po plecach sięgając niżej łopatek i opadając po obu stronach okrągłej, ładnej buzi. – Wygrany los? – zapytała z ciekawości, aby nie pojawiło się niezręczne milczenie. Po chwili dotarli do niewielkiego sklepiku z loteriami różnego rodzaju, szyld był nieco schowany w rogu budynku, więc nic dziwnego, że Alex nie mógł go znaleźć. RE: [06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - The Overseer - 17.11.2023 Dziewczyna, którą zaczepiłem, okazała się być przemiła i przesympatyczna, a przy tym również przeurocza. Uśmiechnąłem się zadowolony, że postanowiła mi pomóc, bo sam pewnie krążyłbym i krążył, szczególnie że ten przybytek serio był ukryty głęboko, najgłębiej. Nie ręczyłem za siebie, kiedy ponownie spotkam tego sprzedawczyka, co mi wcisnął kupon w łapy i se poszedł. Menda straszna. Zrobił to by mnie zbyć i tyle. Następnym razem policzę mu podwójnie, niezależnie od tego, czy kupon był prawdziwy i wygrany. - Faktycznie kręta ta droga... Przyznam szczerze, że osobiście nie oddają swojego życia w ręce losu, aczkolwiek w tym przypadku ktoś podjął decyzję za mnie, więc... oto jestem! - przyznałem do nieznajomej, nieco się usprawiedliwiając, nieco podtrzymując rozmowę. Nie chciałem żeby zapadła niezręczna cisza, bo przecież nikt nie mógł się nudzić w towarzystwie cyrkowca. Co to byłaby za wizytówka, gdybym był przynudzającym dziadem, no nie? Już miałem wbiegać do środka, ale zatrzymałem w sobie ten ruch w połowie zaistnienia, więc mogła zauważyć, że się zawahałem. - Tak, raczej tak. Ewidentnie wygrany. Liczby się zgadzają, więc tej osobie się upiekło, aby wpakowała mnie w niezłe tarapaty z szukaniem tego miejsca... - zauważyłem, dziękując też jej za przyprowadzenie pod drzwi punktu z loteriami. Jakże mógłbym nie? Byłem naprawdę miły, przesympatyczny gość. A skoro przesympatyczny gość spotkał przesympatyczną dziewczyną, to musiało być przesympatycznie. - Co powie pani na kawę, kiedy tylko odbiorę nagrodę...? Jakaś rekompensata za zabrany czas się należy, a przy okazji... może będę mógł prosić o jeszcze jedną przysługę? Nie jestem stąd, więc raczej nie będzie to zaskoczeniem, jeśli powiem, że nie znam żadnych godnych polecenia kawiarń na Pokątnej - odparłem nieco winny, bo jednocześnie zapraszałem na kawę i nie miałem pojęcia gdzie zapraszałem. Ani nie wiedziałem, czy mogę zapraszać, bo może na dobrą sprawę dziewczę było zajęte, a ja zamiast się grzecznie pożegnać, załatwić swoje sprawy i zniknąć, to stałem i wpatrywałem się w jej twarz. Miała duże, brązowe oczy, opaloną skórę oraz te czerwone usta, bardzo kontrastujące z całą resztą. Może nic niebywałego, ale przykuwało swoją uwagę. Właściwie, taka była rola makijażu, czyż nie? RE: [06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - Avelina Paxton - 19.11.2023 Czuła przyjemne ciepło patrząc na nowo poznanego mężczyznę. Miał w swoim wyglądzie coś, co mówiło, że nie będzie sprawiać kłopotów, ale Augustus miał dokładnie to samo w swoich oczach. Nauczyła się już, że mężczyźni łatwo zwodzili zmysły, a zwłaszcza te, które należały do niej samej, więc musiała zachować szczególną ostrożność w tej kwestii. Gdy stanęli przed odpowiednim miejscem Ave wskazała mu drzwi i chciała zaczekać, aż on za nimi zniknie, nawet widziała to zawahanie, że chciał już tam polecieć, ale zatrzymał się. Spojrzała na niego pytająco, a potem nawet zdobyła się na ciepły uśmiech. Był gadułą, przeciwieństwem Aveliny, która naprawdę kochała niezręczną ciszę. Lubiła po prostu obecność ludzi i nie czuła z tego powodu krępacji. – Takie sytuacje są zawsze nieprzewidywalne, a można się czasem miło zaskoczyć – odpowiedziała i zaczesała kosmyk włosów za ucho. – W sumie to sama szłam teraz do kawiarni mojej kuzynki. Jest w pobliżu, mogę na pana poczekać i możemy iść tam razem – odpowiedziała zakładając ręce do tyłu, a potem przypomniała sobie, że w sumie nie zna jego imienia, co było dosyć nieodpowiednie. Obiecała sobie, że nie będzie chodzić na jakieś schadzki z obcymi mężczyznami, a zrobiła to tuż po tym jak zdjęto z niej Beltanową klątwę. – Nazywam się Avelina – dodała i poczekała, aż mężczyzna wejdzie i zrealizuje swój los, a potem do niej wróci. RE: [06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - The Overseer - 21.11.2023 Ucieszyłem się, kiedy wspomniała o kawiarni swojej kuzynki - oznaczało to ni mniej, ni więcej, że zaproszenie zostało przyjęte i będę mógł się odwdzięczyć za pomoc. Fajnie, przynajmniej będę mógł poznać nową duszę, może zarazić cyrkiem, a przy okazji miło spędzić czas. Z reguły tkwiłem całymi dniami w cyrku, rzadko wychodząc poza jego granice, a kiedy już się to zdarzało, to głównie wyrywały mnie do tego obowiązki... biurokratyczne, więc wcale nic dobrego. Dawno temu skończyły się czasy, kiedy nierozważnie umykałem na wolność by nieco pobalować, ale z wiekiem i ze stanowiskiem człowiek robił się bardziej odpowiedzialny, czasami aż zanadto, więc... cieszyłem się bardzo z kawki na mieście. - Alex jestem. Miło mi - rzuciłem do niej, zastanawiając się chwilę, czy jej nie przytulić tak na powitanie, na przedstawienie się z dobrej strony, ale ponownie się zawahałem. Za rzadko przebywałem z ludźmi spoza cyrku, więc ewidentnie dziczałem. Mrugnąłem do niej okiem i rzuciłem aby krótko. - Zaraz wracam. Odwróciłem się niemalże niczym primabalerina, po czym w podskokach pokonałem drogę do budynku. Była w tych moich ruchach swego rodzaju delikatność, lekkość, rytmiczność może...? Albo przesadzałem. Cóż, nie na długo mi było tak lekko i tanecznie, bo kupon loteryjny okazał się być przeterminowany. Wtopa pierwsza, że dałem się tak wziąć pod włos sprzedawczykowi. Wtopa druga, że Avelinie wspominałem, że tu mam wygraną do odebrania, a wychodziłem, cóż, z niczym. Dosłownie wychodziłem z niczym aż rozłożyłem bezradnie ręce. - Niestety, kupon miał złą datę. Nie zwróciłem uwagi - przyznałem nieco zasmucony. To oznaczało, że zostałem bez towaru i bez pieniędzy. Na szczęście miałem trochę oszczędności ze sobą aby zabrać Avelinę na kawę. - Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Obiecałem ci kawę i obietnicy dotrzymam, o ile ty dotrzymasz swojej ze wskazaniem... kawiarni twojej sisotry, tak? - zapytałem niepewny, czy dobrze zapamiętałem. Byłem pewien, że to krewna, ale nie na sto procent, czy aby na pewno tak bliska. - Mam przeogromną nadzieję, że ma też w menu przepyszne ciastka. Nie będę ukrywał, że jestem łasuchem - zapowiedziałem rozbawiony, mimo wszystko szczęśliwy, że będę miał okazję się poobiadać. Nie było tego po mnie widać, raczej mogłem swobodnie zostać określony mianem zgrabnego, ale zjeść swoje potrafiłem. Czasami z reguły w podwójnych porcjach. RE: [06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - Avelina Paxton - 26.11.2023 Avelina była raczej typem osoby, która bała się uciekać, bała się szaleć. Dopiero w ostatnim czasie zaczęła robić więcej głupot jakby życie statyczne zaczynało ją przerażać. W jej głowie rodziła się myśl, że nie chciała tak umierać, że zazdrościła swoim rodzicom tego szczęścia, które sobie tworzyli. Zawsze chcieli ją wciągnąć w fascynacje podróżami, ale bała się tego i wolała wić sobie tutaj sieć przyjaciół, z którymi mogła spędzać czas i mieć poczucie złudnej przynależności, a wtedy pojawił się Augustus i wszystko zepsuł, bo przypomniała jej się miłość do niego, a to zabolało. Potrzebowała teraz czegoś, co ją od tego odciągnie. Gdy Alex mrugnął do niej uśmiechnęła się. Poczuła coś ciepłego w okolicach żołądka, mężczyzna miał przystojną aparycję, ale na razie nie potrzebowała się pakować w relacje międzyludzkie, prawda? Westchnęła jednak ciężko i oparła się o poręcz schodów prowadzących do pomieszczenia, gdzie zniknął jej rozmówca. Był zaskakująco lekki, zwinny i przyjazny. Nie spodziewała się czegoś takiego po obcym człowieku. Zagryzła nerwowo wargę jak zastanawiając się, czy nie pójść dalej, ale obiecała go zaprowadzić do kawiarni, więc może nie powinna go tak wystawiać? Nie spieszyła się nigdzie, musiała się rozluźnić, musiała przestać myśleć o tym, co wydarzyło się wczoraj i do czego był zdolny Augustus. Chciała mu dać szansę, ale tylko jako przyjaciel. Nie mogła przecież z nim być… nie mogła rozwalać jego małżeństwa, nie chciała być tego częścią, powodem skandali, które Rookwood by wywołał odchodząc od swojej żony i trójki dzieci. Gdy wyszedł z smutną informacją Avelina poklepała go po plecach. – Nie ma co się przejmować – odpowiedziała, ale sama byłaby sfrustrowana na jego miejscu. Ciekawe skąd miał ten kupon. – I kuzynki i tak zaprowadzę cię. Powiem ci, że w nocy zamienia się w klub, więc można się tam też pobawić – uśmiechnęła się i ruszyła w stronę Klubokawiarni Nory. – Nora ma naprawdę świetne wypieki, jest coraz bardziej znana w okolicy – odpowiedziała z nieukrywaną dumą. – Skąd pan jest? – zapytała przytrzymując jedną ręką swoją torbę i zerkając na niego z uwagą. Dziwiło ją to, że mężczyzna nadal był w dobrym humorze po tym jak okazało się, że jego kupon był przeterminowany. RE: [06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - The Overseer - 27.11.2023 Faktycznie byłem w dobrym humorze, bo chociaż moje marzenia - i właściwie też oczekiwania - się nie ziściły, to jednak dalej pozostawałem w jednym kawałku, a z kasą jakoś dam sobie radę, co nie? Jak nie w tę stronę, to w tamtą i tak dociągniemy do końca miesiąca, a nawet i dłużej. Nie pierwszy i nie ostatni raz miałem okazję stąpać po podobnie niebezpiecznych linach, więc... Byle ta lina nie była na wysokości, to sobie poradzę, o! Ze swojego poziomu upadków się nie bałem, bo zawsze mogłem wstać i iść dalej. Na przykład do klubokawiarni, co brzmiało nad wyraz egzotycznie. Nie sądziłem, że można by połączyć kawiarnię z klubem, a jednak! - Przyznam szczerze, że przywykłem do krętaczy i oszustów. Tak bywa, kiedy chcesz komuś pomóc, nie robić pod górkę. Ten kupon miał być zapłatą za towar, ale wyszło jak wyszło... - przyznałem się, nieco drapiąc po szyi, bo to w sumie brzmiało niesamowicie naiwnie, ale też nie chciałem wyjść na kompletnego idiotę, co kupuje przeterminowane kupony, może też chciał oszukać obsługę punktu na wygraną, ani też na kogoś, kto grywa, oddaje się w ręce hazardu. Byłem, powiedzmy, że przykładnym obywatelem... z kilkoma drobnymi uchybieniami. - Alex, mówi mi Alex. Albo Alexander. Jak zresztą wolisz - zaśmiałem się z tej pełnej wersji swojego imienia, ale wiedziałem, że brzmiała dosyć szacownie, więc niekiedy pozwalałem sobie na jej używanie, aczkolwiek dla przyjaciół, to po prostu Alex. Albo Al. Kwestia inwencji twórczej. - I jestem z cyrku... Fantasmagoria, niekiedy znanego jako cyrk Bellów. Jeśli nie miałaś okazji nas oglądać, to zapraszam. Aktualnie nasze namioty są rozstawione w Little Hangleton - wyznałem w ramach jej zapytania, a przy okazji reklamy. Nie miałem nic przeciwko dzieleniu się z innymi swoim zawodem, szczególnie że Fantasmagoria nie tylko była moją pracą oraz źródłem utrzymania, ale również domem. Byłem dumny z niego i z tych wszystkich ludzi... Poza tym nic poza cyrkiem nie miałem. - Coraz bardziej znana w okolicy? To debiutantka wśród pokątnych wypieków? - zapytałem z ciekawością, zmieniając też temat, bo Nora Nory brzmiała mi już na moje ulubione miejsce w okolicy. WYPIEKI brzmiały nad wyraz smacznie, tak smacznie, że będę musiał coś wziąć na wynos Flynnowi... Albo i nie, bo nie wiem, w jaki sposób Elka zareagowałaby na zjadanie ciastek konkurencji? Mogłoby być jej przykro, że wolimy inne zamiast jej. RE: [06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - Avelina Paxton - 03.12.2023 – Mi się jeszcze nie zdarzyło coś takiego, ale ludzie czasami przychodzą do mnie w potrzebie i zdarza mi się dać im eliksiry za darmo, bo pracuje jako mistrzyni eliksirów w aptece na pokątnej – wyjaśniła, ale jakoś nigdy nie umiała z odwagą mówić o sobie jako o mistrzyni. Czuła, że wszystkiego jeszcze nie wie, że jeszcze czasem zdarzy się jej popełnić jakiś błąd mimo, że pracuje w swoim zawodzie odkąd skończyła szkołę. – Nie jest to przydatna cecha przy prowadzeniu biznesów, ale akurat to miejsce, w którym pracuje ma już swoje lata i renomę, więc można sobie pozwolić wspomóc osoby w potrzebie – wyjaśniła. Sama Avelina bardzo kochała robić eliksiry, uwielbiała godzinami siedzieć nad kociołkami dodając, mieszkając i poznając nowe składy na eliksiry, czasami eksperymentując i tworząc nowe wywary. Sama często siedziała w domu czytając nowe artykuły z tej dziedziny nauki, nowości z zakresu alchemii, bo interesowała się też tym działem i często próbowała swoich sił w tworzeniu antidotów. Jeszcze nie miała takiej wprawy w ich tworzeniu jak jej szef, ale z każdą próbą szło jej coraz lepiej. Chciałaby też wynaleźć coś na wszystkie choroby, aby ludzie już nie cierpieli, a zwłaszcza na te choroby genetyczne, które uprzykrzają i odbierają ludziom życie. – Oh, cyrk. Byłam tam kiedyś z tatą, gdy miałam osiem lat. Cudowne miejsce, ale tata chyba nie za bardzo przepadał za tamtym miejscem. Mówił, że ktoś ukradł mu jego zegarek od dziadka, ale był tam tłum ludzi, więc mógł to być każdy. On jednak twierdził, że to ktoś od was – zaśmiała się, bo jej tata był naprawdę paranoikiem – Ale tata nigdy nie daje się przekonać, że nie ma racji, więc nie przejmuj się. Chętnie was odwiedzę. Możesz mi podrzucić jakąś ulotkę waszych występów to położę w aptece na ladzie, robię w eliksirach Raven’a – wyjaśniła, a gdy na horyzoncie pojawiła się klubokawiarnia, na zewnątrz miała różowe ściany, więc można było się domyśleć, że to miejsce z jakimiś wypiekami. – Tak, otworzyła się w połowie marca, więc coraz bardziej robi się popularna na Pokątnej i w jej okolicach – wskazała różowy budynek – jesteśmy na miejscu, choć – weszła do środka i przywitała się z Wendy, która tutaj pracowała pomagając Norze odrobinę z biznesem, aby kobieta nie miała wszystkie na swoich barkach. Zamówiła dla siebie czarną kawę i drożdżówkę z jagodami, a gdy Alex złożył swoje zamówienie pokierowała go do swojego ulubionego miejsca w samym rogu. RE: [06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - The Overseer - 10.12.2023 Kiepsko wyszło, że jej tata został okradziony przez kogoś - prawdopodobnie - z naszych. Niestety, taki mieliśmy fach, że nie zawsze dało się wyciągnąć wystarczająco z tego, co zarobiliśmy na biletach czy sprzedaży gadżetów i jedzenia. Jakoś trzeba było sobie radzić, więc tylko zrobiłem zakłopotaną minę, ale nie powiedziałem nic. Kto wie...? Może nawet wtedy jeszcze nie należałem do cyrku, może to okradał ich ktoś z innego cyrku, a może ktoś ze starej gwardii? Może sam Tully? Tęskniłem za Tullym, ale był w każdym skrawku naszego cyrku. Był jego fundamentem. Nie mieliśmy go fizycznie, ale był w naszych sercach. Teraz poniekąd zastępowałem go ja, tworząc, dodając cegiełek do tej fortecy. Tam, gdzie bywały tłumy, bywali również kieszonkowcy. Jak to się mówiły, jeśli nie my, to ktoś inny by na tym bogactwie skorzystał, więc temat uznałem za zamknięty. Z kolei z ciekawością wszedłem do Nory Nory, od razu też namierzyłem swoim spojrzeniem rzeczy, które miałem ochotę zamówić, ale wybrałem tylko kilka z nich, bo nie mogłem, ale też nie chciałem sobie pozwalać na taką rozrzutność. Do kilku ciastek również dobrałem kawę, a właściwie do kawy te ciastka... Można było się pogubić, po czym zająłem miejsce w ulubionym kąciku Aveliny. - Skoro jesteś Mistrzynią Eliksirów, musiałaś dużo się uczyć w szkole... - zauważyłem, biorąc pierwszy łyk kawy. Właściwie chciałem to zrobić, ale okazała się zbyt gorąca, więc na razie odstawiłem filiżankę i zająłem się pierwszym kawałkiem ciasta. Nie musiałem mówić, że mnie całkowicie pochłaniał jego smak, bo to zdecydowanie było widać. - Uczyłaś się w Hogwarcie? I pewnie później jakieś... kursy? - dopytałem z ciekawością, chcąc ją bardziej poznać. To, co miała okazję przeżyć, oraz sposób, w jaki to opowiadała, mógł wiele o niej opowiedzieć, więcej niż mogłaby się spodziewać. Zerkałem na nią co chwila, też nic chcąc być zbyt nachalnym ze spojrzeniem, a też żeby mieć czas na pałaszowanie ciasta. Najchętniej bym je wciągnął na raz, ale postanowiłem zachować fason i jeść je tym razem kulturalnie. Na brak owej pozwalałem sobie w cyrku, wśród swoich, a nie mądrych, wyedukowanych kobiet, które mi pomagały w dotarciu na miejsce, a też przy okazji pozwalały się zabrać na kawę. - I swoją drogą to talent stworzyć tak niebiańskie miejsce - zauważyłem, wskazując widelczykiem wnętrze klubokawiarni. Bardzo klimatycznie, tak ciepło i domowo. Z pewnością, obiecałem to sobie, jeszcze kiedyś tu wrócę. Może z Flynnem, może z Elaine, a może jeszcze z kimś innym. Może ponownie z Aveliną...? - Jedna z moich podopiecznych uwielbia gotować. Jest świetna, ale nie ukończyła żadnych szkół... Nie potrafi czytać ani pisać, bo nie ma ku temu wrodzonego talentu, ale pomagamy jej, kiedy tylko możemy. Czytamy przepisy, a jak już wie co i jak, to potrafi zdziałać cuda - stwierdziłem z lekką nostalgią, bo Elaine, o której mówiłem, miała też na sobie wstrętną klątwę. Nie zapominałem o tym, ale starałem się jej dać tyle ciepła i spokoju, ile tylko mogłem. I spełniających się marzeń. RE: [06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - Avelina Paxton - 11.12.2023 Avelina nigdy nie myślała o tej sytuacji, była dzieckiem jak to się stało. Miała wtedy w głowie watę cukrową i podniebne akrobacje ludzi, którzy wyglądali jakby latali. Niesamowity widok, niesamowite przeżycie. Świetnie bawiła się jak na scenę wyszły klauni i rozśmieszali swoimi występami ludźmi. Jak jacyś ekscentryczni mężczyźni wychodzili z pułapek niemożliwych do opuszczenia. Było jej wtedy dobrze, przyjemnie i szczęśliwie. Tragedia ojca nie była dla niej ważna, a jeszcze potem poszła kilka razy na te występy, bo miała jeszcze ciotki, które chciały ją zabierać w takie miejsca. – Tak, niestety jestem tym człowiekiem, który siedział głównie z nosem w książkach i bibliotece – zaśmiała się cicho drapiąc się w tył głowy. Uśmiech nie schodził jej z ust, ale czasami nadal żałowała, że nie przyłożyła się bardziej do relacji z ludźmi i szalonych eskapad do Zakazanego Lasu. Często tchórzyła. Jedynym jej występkiem było na czwartym roku zakradnięcie się do szklarni, gdzie dostała szlaban od Augustsua. – Lubiłam książki, nigdy nie zawodziły. Moi przyjaciele to głównie byli przyjaciele mojej kuzynki. Mało kiedy zawierałam przyjaźnie. Kilka osób wykorzystywało moją wiedzę o transmutacji i przyrodzie, ale w zamian uczyli mnie pojedynków, bo one kiepsko mi szły. Potem odbyłam kilka kursów w Paryżu, ale nadal jeszcze się doszkalam, jeżdżę na różne spotkania i czytam sporo książek i artykułów naukowych – wyjaśniła. – A ty chodziłeś do szkoły? Od zawsze pracujesz w cyrku, czy wcześniej jednak miałeś życie wśród normalsów – zapytała, a zaraz potem ugryzła trochę drożdżówki i zapiła kawą. Uwielbiała czarną, gorzką kawę. Była wyśmienita do słodkości. Gdy wspomniał o tym, że jest to niebiańskie miejsce sama rozejrzała się po wnętrzu. Miał racje, bardzo podziwiała Nore. Zawsze chciała ją jakoś wesprzeć w prowadzeniu tego miejsca, ale sama też musiała na sobie się skupić, aby nie zostać na starość z niczym. – Nora szuka pomocy do cukierni. Nie chciałbyś jej polecić, aby mogła tu dorobić? – spojrzała na niego z ciekawością. – Myślę, że Nora jakoś by sobie poradziła z brakiem umiejętności czytania – ożywiła się lekko. – Chyba, że nie chcesz się dzielić waszą kucharką – zaśmiała się cicho. – Nie wiem, czy Nora jest dzisiaj w pracy, ale wiesz już gdzie to jest będziesz mógł wysłać do niej sowę – dodała jeszcze. |