![]() |
|
[08.07.72, wieczór] Ukoić lęki - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [08.07.72, wieczór] Ukoić lęki (/showthread.php?tid=2231) Strony:
1
2
|
[08.07.72, wieczór] Ukoić lęki - Brenna Longbottom - 08.11.2023 adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I Niezależnie od tego, jak mocno Heather Wood chciałaby zabrać małego Marka od rodziców, nie było to coś, co mogłaby przeprowadzić ot tak. Z wielu różnych powodów, z których tylko pierwszym była skomplikowana sytuacja prawna - wszak był synem mugoli, i de facto jedyną możliwością byłoby chyba porwanie, a porywanie małych mugolaków szybko sprawiłoby, że Wood zostałaby aresztowana. Szczęście w nieszczęściu: w lipcu Mark Sender ukończył jedenaście lat, a to oznaczało, że na progu jego domu pojawił się pracownik ministerstwa z listem wypisanym zielonym atramentem. Już we wrześniu chłopiec miał trafić do szkoły skrytej gdzieś w Szkocji przed oczyma mugoli, a do domu - jeżeli nie zdecyduje się przyjechać na święta i ferie - powróci dopiero w kolejnym roku. Rodzice Marka nie pałali entuzjazmem ani wobec myśli, że ich syn był czarodziejem, ani że miałby pójść do magicznej szkoły. Brenna doskonale o tym wiedziała, bo zamieniła z nimi więcej niż kilka słów tamtej nocy, gdy sprowadziły z Wood chłopca do domu, a Heather szeptała w jego pokoju zaklęcia. Bardzo postarała się też postawić wtedy sprawę jasno: chłopak musiał uczyć się magii, i ich protest niewiele tutaj zmieni. Heather, starając się monitorować, co działo się u chłopca, mogła z kolei dość szybko zorientować się, że Senderowie nie mogli może mu zabronić pójścia do Hogwartu, ale już ani myśleli zaopatrzyć go w potrzebne "żabie skrzeki" czy wykładać na to pieniędzy. Gdyby Brenna była nieco bardziej filozoficznie nastawiona do życia albo gdyby nie miała talentu do wpadania na ludzi o ciekawych życiorysach i wielkich kłopotach (uciekających przed śmierciożercami na przykład, zaręczonych z wampirami albo wpadającymi do limbo), może pomyślałaby, że jej życie obrało dziwny kierunek. Ale ponieważ było jak było, kobiecie nie przyszło nawet do głowy, że jest coś dziwnego w tym, że po pracy wchodzi do Dziurawego Kotła ze swoją partnerką z pracy, do niedawna gwiazdą quidditcha, i mugolskim chłopcem, z którym w gruncie rzeczy nie łączyło jej absolutnie nic. - Trzymaj się Heather, dobrze? - poprosiła, zwracając się do chłopca. Był blady, jak na swój wiek niewysoki i kościsty. Nie głodzono go raczej, i na pewno nie mieszkał w żadnej komórce pod schodami, ale nie był też najbardziej zadbanym dzieckiem na świecie. Milkliwy, odzywał się rzadko i podchodził chyba do nich trochę nieufnie - ale magia fascynowała go na tyle, że wyraźnie chciał zobaczyć ten magiczny Londyn i przekonać się, że to wszystko nie było żadnym oszustwem. Na słowa Brenny kiwnął tylko głową. - Masz listę zakupów? - zapytała, prowadząc ich przez pub, by zatrzymał się za murem z tyłu i wyciągnąć różdżkę. - Mam. - No to świetnie, zaczniemy od różdżki, bo nie ma nic lepszego niż zakup pierwszej, magicznej różdżki. A potem możemy przejść się do Esów i Floresów, w sumie sama mam do kupienia tam parę rzeczy... Heath? Bardzo proszę, nie kupuj mu miotły, kiedy się odwrócę, pamiętaj, że pierwszoroczni nie mogą ich przywozić do zamku. - Miotły? - spytał Mark niepewnie i skulił ramiona, jakby zawstydzony własną śmiałością. A potem rozdziawił szeroko usta, kiedy Brenna dźgnęła różdżką jedną z cegieł i mur zaczął zwijać się przed ich oczyma. RE: [08.07.72, wieczór] Ukoić lęki - Heather Wood - 09.11.2023 Praca jako brygadzistka pokazała Heather, jak brutalny jest świat. Ona sama wychowywała się w bardzo majętnej rodzinie, zdawała sobie sprawę, że nie wszyscy mieli tyle szczęścia, aczkolwiek nie potrafiła zrozumieć, jak to w ogóle możliwe, że ktoś podnosi rękę na swoje dziecko. Dało jej to do myślenia. Na pewno nie zamierzała zostawić chłopca samego z tym wszystkim. Może nie mogła zabrać go z tamtego miejsca (przynajmniej nie od razu), ale mogła zaangażować się w jego życie. Kiedy tylko znajdowała wolną chwilę zjawiała się w niemagicznym Londynie, żeby rzucić okiem na to, czy wszystko u niego w porządku, czy nie ma nowych siniaków, albo ran. Gdyby tylko coś zobaczyła nie zostawiła by tego bez konsekwencji. Obiecała mu, że to się więcej nie powtórzy, a Wood dotrzymywała słowa. Mark miał szczęście. Skończył jedenaście lat, będzie mógł uciec od tych okropnych rodziców i spędzić resztę dzieciństwa w Hogwarcie. Tam na pewno będą o niego dbać, w wakacje zamierzała go odwiedzać, żeby mieć pewność iż nadal wszystko jest w porządku. Na pewno o nim nie zapomni. Mała zamiar utrzymywać z nim kontakt listowny, aby czuł jej wsparcie. Oczywiście też wychodziła z założenia, że zasponsoruje mu całą szkolną wyprawkę, a nawet wszystko ponad to, będzie dbała o to, aby zawsze miał pełną sakiewkę. Jakoś tak się złożyło, że praca z Brenną była zdecydowanie na wyższym poziomie niż z kimkolwiek innym. Spędzały razem dużo czasu również po niej, w końcu razem należały też do organizacji, ale nie tylko. Heather chętnie towarzyszyła Brenn w różnych sytuacjach. Udało im się zabrać dzisiaj Marka na małą wyprawę. Ruda trzymała go za rękę, bała się bowiem, że gdy ją puści chłopiec się zgubi. Pojawiły się w Dziurawym Kotle, aby przejść na ulicę Pokątną. Humor jej dopisywał, była zajęta robieniem z siebie klauna, aby poprawić humor chłopcu. - Różdżka to ważna sprawa. Najlepszą dostaniesz u Ollivandera, ich rodzina od lat zajmuje się tym od lat. - Miała nadzieję, że chłopiec nie przestraszy się od tego natłoku informacji. Wiedziała, że musi mu być trudno odnaleźć się w tym świecie, szczególnie, że nie był niczego świadom jeszcze niedawno. Miał szczęście, że one dwie stanęły mu na drodze, mógł je zapytać o każdą głupotę. - Nie zamierzałam kupować, tata by zrobił miotłę specjalnie dla Marka, taką jakiej nie ma nikt inny. - Oczywiście, że już o tym pomyślała, ba nawet przedyskutowała ten temat z ojcem, musiała tylko się przyjrzeć chłopaczkowi, żeby była odpowiedniej długości. - Esy i floresy to w sumie dobry pomysł, ale później pójdziemy do tego nowego sklepiku z magicznymi słodyczami. Niech Mark ma coś z życia, no i Tobie też kupię czekoladową żabę. - Wiedziała, że Brenna jest ich fanką. - Czekoladowe żaby, to takie zaczarowane czekoladki, będziesz musiał ich spróbować. - Nachyliła się w stronę chłopca, aby mu wytłumaczyć o co właściwie jej chodziło. Wood skierowała się do sklepu z różdżkami, nie szła szybko, aby chłopiec mógł dotrzymać jej tempa. - Dzień dobry! - Rzuciła głośno i zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Zawsze ją to fascynowało, że też Ollivanderzy potrafili dobrać kawałek drewienka, który pasował dla danej osóby. RE: [08.07.72, wieczór] Ukoić lęki - Brenna Longbottom - 09.11.2023 - Może poczekaj chociaż aż odbierze pierwsze lekcje latania? - poprosiła Brenna z westchnieniem. W końcu chłopiec mógł tego nie polubić, nie mieć talentu albo bać się wysokości. Nie była pewna, czy cieszyć się, czy martwić takim zaangażowaniem Heather. Z jednej strony pokazywało to tylko, że Wood ma dobre serce, a Brenna sama często... włączała się w pewne sprawy aż za bardzo. Z drugiej w ich robocie trzeba było mieć grubą skórę. - Poza tym do przyszłego roku Mark na pewno urośnie. Spojrzała wprost na chłopca i uśmiechnęła się do niego, nie chcąc, aby poczuł się pominięty w tej dyskusji, toczącej się niejako nad jego głową. - Czarodzieje często poruszają się na latających miotłach. Poza tym możemy się też teleportować, ale tego drugiego nauczysz się dopiero za parę lat - wyjaśniła, nim wyszli wprost na gwarną ulicę Pokątną. Krążyły po niej dziesiątki czarodziejów, spora część w tych bardziej tradycyjnych szatach. Na ścianach wisiały ulotki, plakaty i reklamy, spośród których spoglądały ruchome sylwetki. W kiosku sprzedawano prasę, ktoś wędrował ciągnąć za sobą wózek pełen klatek z podskakującymi zwierzętami, jakieś dzieciaki zachwycały się przedmiotami wystawionymi w sklepie z zabawkami. Mark, który do tej pory trzymał rękę Heather chyba tylko dlatego, że bał się zaprotestować, teraz mocniej zacisnął palce na jej dłoni. Nie był już malutkim dzieckiem, ale miejsce pełne dźwięków, kolorów, zapachów, tak różne od wszystkiego, co znał ze zwykłego Londynu, musiało go przytłaczać. Po części dlatego sklep Olivanderów był dobrym pomysłem. Cichy, odwiedzany przez ludzi z rzadka - bo klientów nigdy nie było tu wielu, wszak różdżki kupowano na lata, za to ceny towarów były wysokie - nie przytłaczał bodźcami. Zakurzona lada, dziesiątki pudeł, i sprzedawca, tym razem nikt z rodziny, więc chyba ktoś, kto akurat tego dnia ich zastępował. - Dzień dobry - przywitała się Brenna. - Szukamy różdżki dla tego dżentelmena. Pierwszy raz do Hogwartu - powiedziała, przesuwając się, by pokazać mu Marka. - Praworęczny. - Hm... - mruknął mężczyzna, spoglądając na chłopca. Machnął własną różdżką i taśma miernicza przyfrunęła do chłopca, chociaż Brenna za nic nie pojmowała, po co to komu potrzebne. Wszak różdżka była kupowana na lata. - Gdybyś mógł spotkać smoka, jednorożca i feniksa, którego z nich chciałbyś zobaczyć, chłopcze? Mark przestąpił z nogi na nogę, zerknął na Heather, niepewny, jakby nagle poddawano go jakiemuś testowi. - Smoka? - powiedział, chociaż brzmiało to bardziej jak pytanie niż odpowiedź. Tymczasem sprzedawca zaczął ściągać z półek pudełka. - W takim razie zaczniemy od standardowego połączenia, włókno z serca smoka i angielski dąb, a tutaj mamy włókno z serca smoka i heban, elegancka i doskonała do transmutacji. Sprawdźmy też, jak sprawdzi się włos z ogona jednorożca, na początek z jarzębiną, będzie sprawdzać się przy zaklęciach obronnych. Weź pierwszą, młodzieńcze i nią machnij... RE: [08.07.72, wieczór] Ukoić lęki - Heather Wood - 10.11.2023 - Przecież musi mieć odpowiedni sprzęt do nauki, to ważne. - Latanie było zdaniem Wood bardzo istotne, dla niej samej najważniejsze podczas całej edukacji w Hogwarcie, co zresztą było widać po jej ekscytacji. - Oczywiście, że urośnie, ale co to ma do rzeczy, tata będzie strugał nowe miotły na bieżąco. - To robił najlepiej, a na pewno nie odmówi swojej ukochanej, jedynej córeczce specjalnych zamówień. Potrafiła go sobie owinąć wokół palca, a do tego wszystkiego przybliżała mu nieco sytuację chłopca i uważał, że dobrze iż się w to zaangażowała, bo ostatnio docierały do niego jedynie informacje na temat jej jakże bogatego życia uczuciowego. Dreszcz przeszedł jej po plecach na samo wspomnienie Longbottom o teleportacji, Ruda nadal nią gardziła, nie znosiła tego środka transportu. - To nie wszystko, na latających dywanach też, jest wiele możliwości, możemy również przemieszczać się przy pomocy kominków, wszystkiego dowiesz się w szkole, na pewno ci się spodoba. - Nie potrafiła sobie wyobrazić ile nowych informacji będzie musiał przyjąć, świat magii był przecież bogaty w najróżniejsze rzeczy ułatwiające życie, a on jeszcze kilka tygodni temu w ogóle nie słyszał o jego istnieniu. Heather nie chciała go przytłaczać wiedzą, jednak nie było to wcale takie proste. Ulica Pokątna mieniła się różnymi kolorami, było tu bardzo tłoczno. Czarodzieje pędzili przed siebie, aby ogarnąć swoje sprawunki, a później wrócić do pracy. Miała nadzieję, że nie przestraszy to Marka, wiedziała, że może poczuć się nieswojo. Z czasem pewnie do tego przywyknie, ale potrzebował czasu. Poczuła, że jego palce zaciskają się mocniej na jej dłoni, również poprawiła swój uścisk, aby go nie zgubić. Różdżka była podstawowym przedmiotem, który musiał posiadać młody czarodziej, także od tego musiały zacząć. Miała nadzieję, że Ollivander szybko dopasuje mu jedną, a wtedy będą mogły pokazać mu więcej swojego świata. Na pewno nie wyjdą z Pokątnej bez żadnej zabawki, chłopiec zasługiwał na jakiś prezent. Wood przyglądała się uważnie mężczyźnie, kiedy zaczął ściągać pudełka z różdzkami, było ich tu bardzo wiele. Nie miała pojęcia, w jaki sposób był w stanie dopasować kawałek patyka do czarodzieja. To była dla niej zupełnie nieznana dziedzina magii. Kiedy chłopiec na nią zerknął uśmiechnęła się do niego serdecznie, aby dodać mu odwagi. Wiedziała, że ta pytania mogą być dla niego abstrakcyjne. - Smok to wyśmienity wybór! - Upewniła go w tej decyzji, chociaż wcale nie wiedziała, czy faktycznie tak jest. Chłopiec sięgnął po pierwszą z różdżek, którą podał mu mężczyzna dosyć niepewnie. Wziął ją w rękę po czym przeniósł wzrok tym razem na Brennę. Chyba nie do końca wiedział, jak ma nią machnąć, więc wstrzymał się na moment. RE: [08.07.72, wieczór] Ukoić lęki - Brenna Longbottom - 10.11.2023 Brenna zerknęła na Heather, a wszystkie argumenty przeciwko dawaniu pierwszoklasiście z mugolskiego domu wyścigowej miotły przemknęły przez jej głowę jak najnowszy model Nimbusa. I odleciały w siną dal, bo Brenna doskonale wiedziała, że żaden z nich – od tego, że takie rzeczy są za drogie, aby traktować je jako jednorazowego użytku (bo choć była równie bogata jak Wood, inaczej podchodziła do pieniędzy), przez fakt, że mogło wywołać to niezdrową zazdrość kolegów aż po ten, że uczniowie nie bez powodu uczyli się latania na wolniejszych modelach. Do Heather trzeba było odpowiedniego podejścia. – Mark musi przywyknąć do Hogwartu. Nie byłoby chyba dla niego dobrze, gdyby zaczął od szlabanu za złamanie zakazu posiadania mioteł – powiedziała łagodnym tonem. Nie wtrącała się w wyliczenia Heather, chociaż sama uważała za najlepszą teleportację, a i nie wspominała o sieci Fiuu, bo czuła, że to byłoby za dużo informacji dla chłopca. Ten zdawał się jednocześnie zafascynowany i przytłoczony – zarówno tym, o czym opowiadały, jak i całym otoczeniem. * – W ten sposób. Brenna wyjęła własną różdżką i wykonała nią zamaszysty gest. Gdy zrobiła to po raz pierwszy, wiele lat temu, rozsypała po całym sklepie pełno złotych i szkarłatnych iskier, ale teraz ona i jej nieco kapryśna różdżka „dogadywały się” na tyle dobrze, że nic takiego się nie stało. Mark powtórzył gest kobiety. Też nie nastąpił żaden rezultat, sprzedawca pośpiesznie więc zabrał mu różdżkę i wetknął w rękę drugą. – Zrób to samo – zachęciła go Brenna. I tym razem kilka pudełek pospadało z lady, a Mark z wrażenia aż wypuścił różdżkę. – T…to ja? – Tak, ale nie przejmuj się, to normalne – zapewniła Brygadzistka, przykucając, by oddać różdżkę mężczyźnie. – To chyba jeszcze nie ta. I… och. Na pewno nie ta – parsknęła, pośpiesznie zabierając Markowi trzecią różdżkę, która zawibrowała w jego dłoni, jakby w proteście przeciwko temu, by ją trzymał. Chłopiec skulił lekko ramiona, mimo tego, że Longbottom uśmiechnęła się do niego pocieszająco. – Hm… hm… a może by tak… trochę nietypowe połączenie, ale spróbujmy – wymruczał człowiek, sięgając po kolejne pudełeczko. – Wierzba zazwyczaj najbardziej pasuje do rdzenia z włosem jednorożca, i wtedy jest idealna do magii leczniczej, ale w tym wypadku użyliśmy włókna ze smoczego serca. Lubi osoby chętne do nauki i… ale sprawdźmy to. Mark zawahał się, kiedy podano mu różdżkę. Może był trochę zdenerwowany brakiem rezultatów? W każdym razie tym razem na efekt nie musieli czekać: kiedy się zamachnął, różdżka rozbłysła błękitnym światłem, a Brenna uśmiechnęła się z satysfakcją. Wiedziała, że chłopiec też poczuł więź z różdżką: wpatrywał się w nią teraz oszołomiony i zachwycony. – Jedenaście sykli i dwa galeony, proszę – oświadczył sprzedawca, również uśmiechając się szeroko. – Mam nadzieję, że będzie panu dobrze służyła. RE: [08.07.72, wieczór] Ukoić lęki - Heather Wood - 10.11.2023 Na pewno żaden z argumentów Brenny nie trafiłby do Heather. Jej ojciec był wytwórcą mioteł, to trochę tak jakby szewc bez butów chodził, gdyby nie dała młodemu najlepszej miotełki. Jej dumna na to nie pozwalała, uważała, że musi zapewnić mu profesjonalny sprzęt. Jeśli chodzi zaś o szlaban, to miało większy sens, zdecydowanie. Nie, żeby Wood uważała szlabany za coś złego, sama dosyć często ich doświadczyła, jednak wolałaby, żeby Mark miał raczej lekko w szkole, szczególnie, że był mugolakiem, co na pewno nieco będzie mu utrudniało przeprawę, zważając na to, że w Hogwarcie można było trafić na dupków. Wolałaby, żeby nie przebywał z nimi przez głupi szlaban za posiadanie miotły. Miało to sens. - Dobra, niech będzie. - Pogodziła się najwyraźniej z tym, że nie da mu teraz tej miotły, chociaż miała kilka pomysłów jak obejść zasady, jednak wolałaby, żeby Mark nie miał przez nią żadnych kłopotów. Wood obserwowała, jak Brenna demonstruje chłopcu, co powinien zrobić. Jej partnerka była profesjonalistką, nikt nie mógł mu tego pokazać lepiej od niej. Przynajmniej zdaniem Heather. Później spojrzała na chłopca, aby zobaczyć, czy uda mu się wykrzesać trochę magii z tej różdżki, którą miał w dłoni. Nic się nie wydarzyło, najwyraźniej więc nie była ona odpowiednia. Ruda pamiętała, że sama musiała przymierzyć sporą ilość, nim znalazła tą właściwą, ale było warte. Teraz w zasadzie patyk był przedłużeniem jej ręki, spełniał wszystkie jej prośby i rzadko kiedy ją zawodził. Chłopiec mierzył kolejne różdżki, Heather czuła, że zbliżają się już do odpowiedniej. Słuchała tego, o czym mówił Ollivander, dziwiło ją, że jest w stanie zapamiętać te wszystkie właściwości, powinna się jednak tego spodziewać po takim specjaliście. Nietypowe połączenie, o którym wspomniał mężczyzna okazało się być tym właściwym. - Brawo! Mamy to! - Powiedziała Heather z nieukrywanym entuzjazmem. Pierwsza misja zakończona sukcesem, gdy sprzedawca wspomniał o zapłacie podeszła do lady i uregulowała opłatę. Mogli już stąd wyjść i udać się dalej. - Podoba ci się? - Musiała jeszcze zapytać chłopca o to, co myśli o swojej różdżce. Widać było, że poczuł więź jaka połączyła go z tym narzędziem. - Teraz Esy i floresy, tak? - Musieli kupić książki, było to dość istotne, a później przyjdzie czas na przyjemności. RE: [08.07.72, wieczór] Ukoić lęki - Brenna Longbottom - 11.11.2023 - T... tak. Jest wspaniała. Mark ściskał swoją różdżkę kurczowo i zdawał się niechętny do odłożenia jej do pudełka, które wyciągnęła w jego stronę Brenna. Kobieta czekała cierpliwie, a potem zamknęła opakowanie i podała je chłopcu. Może dopiero teraz, gdy różdżka zabłysła w jego ręku, naprawdę uwierzył, że jest czarodziejem. - Dbaj o nią. Można kupić nową różdżkę w razie straty poprzedniej, ale taka dograna już do ciebie, to skarb dla czarodzieja - powiedziała łagodnie. Mimowolnie znów pomyślała o własnej wizycie w tym sklepie i o tym, jak się wtedy czuła Jakby właśnie poznała kogoś nowego i od razu wiedziała, że zostaną najlepszymi przyjaciółmi. Może to było głupie, ale Brenna nie mogła oprzeć się takiemu uczuciu. - Będziesz mógł wypróbować podstawowe czary, ale tylko w swojej sypialni i tylko te z pierwszego rozdziału podręcznika, dobrze? A po ukończeniu pierwszej klasy, nie będziesz już mógł używać magii poza szkołą, chyba że działoby się coś poważnego - ostrzegła Brenna, po czym kiwnęła głową na pytanie Heather. Wyszła na tonącą w blasku słońca ulicę, by skierować się ku słynnej księgarni. W środku kręciło się zaledwie kilka osób, w tym trójka nastolatków, prawdopodobnie też kompletująca szkolną wyprawkę. Brenna z pewnym zaciekawieniem zerknęła przez ramię Marka na listę. - Wciąż te same, standardowe księgi zaklęć starej Bagshot - skomentowała. - Poważnie, ktoś mógłby pomyśleć, że magia stoi w miejscu. Zaraz... tak, są tutaj. - Ile to jest siedem sykli? - spytał Mark niepewnie. - Hm... no jeden galeon to siedemnaście sykli, a z kolei sykl to dwadzieścia dziewięć knutów. Sykle to te srebrne - wyjaśniła Brenna, wyciągając z kieszeni sakiewkę, by zaprezentować monety chłopcu. Ten spuścił głowę, a jego uszy pokryły się czerwienią. - A na funty? - spytał cicho. - Bo ja mam parę funtów. Dostałem od cioci. Och, pomyślała Brenna. Więc o to chodziło. Chłopak może i był młody, ale docierało do niego, że zakupy robią dla niego dwie zupełnie nowe osoby. A chociaż dla Brenny takie wydawanie pieniędzy nigdy nie było problemem... już dawno nauczyła się rozumieć cudze wstyd i dumę. Zawahała się na moment, szukając właściwej odpowiedzi... żeby tylko jeszcze wiedziała, jaka to będzie ta "właściwa". RE: [08.07.72, wieczór] Ukoić lęki - Heather Wood - 12.11.2023 Uśmiech pojawił się na twarzy Wood, gdy zobaczyła, jak Mark ściska swoją różdżkę. To był dopiero początek jego czarodziejskiej drogi, nie miał pojęcia, jak wiele dobra go jeszcze czeka. Tej myśli się trzymała, w Hogwarcie będzie bezpieczny i nikt już go nie skrzywdzi. - Tak, pierwsza różdżka wytwarza z czarodziejem bardzo silną więź, to coś niesamowitego, dobrze by było, aby jak najdłużej ci służyła. - Sama Heather nie do końca rozumiała tę zasadę, jednak skoro była powtarzana z pokolenia na pokolenie, to musiało w tym coś być. Lepiej, aby chłopiec był tego świadomy i faktycznie pilnował tej różdżki, jak oka w głowie. - Musisz się trzymać tych zasad, wiesz. - Mówiła spokojnie, zależało jej na tym, aby chłopiec dowiedział się jak najwięcej, chociaż pewnie w szkole mu o wszystkim powiedzą. Dobrze było jednak, żeby i one przekazały mu te informacje. Udali się dalej, księgarnia nie znajdowała się daleko. Weszli do środka, nie było tłumów, co oznaczało, że do roku szkolnego mieli jeszcze trochę czasu. W sierpniu zapewne mógłby być większy problem ze spokojnym wyborem wszystkich ksiąg. To miejsce pękało w szwach. Lipiec jednak jeszcze był spokojny, dobrze, że wybrali się tutaj właśnie teraz. - Jak widać nawet tutaj mamy problem z jakimkolwiek postępem. Nie wiem, czy nie chcą, czy może nie ma kogoś, kto napisałby coś bardziej przystępnego. - Skomentowała jeszcze, gdy usłyszała słowa Brenny. - Z początku te księgi mogą wydawać się nudne Mark, ale się przyzwyczaić, nauczą cię w szkole wszystkiego, czego będziesz potrzebował, aby zostać wspaniałym czarodziejem. - Miała nadzieję, że grube tomiska go nie zniechęcą do nauki, chociaż wiedziała, że nie będzie łatwo. Wtedy odezwał się Mark. Widać było, że martwi się funduszami. Starała się to zrozumieć, chociaż wcale nie było to dla niej łatwe. Heather od zawsze była bogata, mogła pozwolić sobie na kupno każdej, najgłupszej zachcianki, wiedziała, że nie wszyscy tak mają, mimo wszystko nie do końca rozumiała ten problem. Brenna całkiem zgrabnie wytłumaczyła chłopcu, jak działają ichnie pieniądze, Ruda na pewno nie zrobiłaby tego lepiej. - Zachowaj funty dla siebie, kupisz sobie za nie słodycze. - Wtrąciła się Heather, nie chciała, żeby Mark źle się czuł przez to, że one zapewniały mu wyprawkę, uważała, że jest tego wart, zresztą miała tyle pieniędzy, że nie wiedziała, co z nimi robić. RE: [08.07.72, wieczór] Ukoić lęki - Brenna Longbottom - 13.11.2023 W tej chwili Mark chyba nie myślał jeszcze o łamaniu zasad, chociaż zdawał się odrobinę rozczarowany, że nie będzie mu wolno używać magii poza szkołą. Pudełko z różdżką włożył w każdym razie do torby i tulił je do siebie podczas całej drogi do Esów i Floresów. - Ewentualnie nawet jak ktoś próbuje, to i tak nie ma żadnych szans, bo nie ma odpowiedniego nazwiska - skwitowała Brenna lekkim tonem, chociaż gdy zerknęła na Marka pomyślała, że to bardzo ładnie obrazuje problemy, z jakimi chłopak będzie kiedyś się borykał. Nieważne, jak bardzo utalentowany jesteś. Konkurując z kimś z rodziny czystej krwi, a nawet z tych najbardziej znanych półkrwi - jak Bagshotowie czy Abbottowie - nie miałeś wielkich szans. - Księgi czarów mogą być nudne? - zdziwił się chłopak. Dla niego, wychowanego w mugolskiej rodzinie, dotąd siedzącego nad ułamkami, fizyką i geografią, wizja nauki zamiast tego czarów wydawała się zbyt fascynująca, aby mógł chociaż pomyśleć, że to kiedykolwiek go znudzi. - Niektóre - przytaknęła Brenna. - Po roku - dwóch pewnie będziesz miał niektórych rzeczy dosyć. Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale po pewnym czasie nawet to, że duch prowadzi zajęcia, przestaje na tobie robić wrażenie. - Duch? - powtórzył Mark, zerkając na nią podejrzliwie, jakby niepewny, czy kobieta sobie z niego żartuje, czy mówi poważnie. Brenna znów zawahała się przed odpowiedzią: zwykle wyrzucała z siebie słowa bez namysłu i w dużej ilości, ale teraz rozmawiała z dzieckiem, dla którego wszystko było nowe. Nie chciała dzieciaka nadmiernie przytłoczyć. - W Hogwarcie mieszka kilka duchów, ale są nieszkodliwe i przyjazne - zapewniła w końcu, mając w pamięci jeden, mugolski horror, na którym kiedyś była w kinie. Mark prawdopodobnie miał w głowie trochę inne zjawy niż Gruby Mnich z Hufflepuffu. Chłopiec spuścił nieco głowę, gdy kazano mu wydać pieniądze na słodycze. Brenna przygryzła wargę, przez chwilę się zastanawiając. Było raczej oczywiste, że dzieciaka po prostu nie stać na to, aby kupić wyprawkę samemu. Równie oczywiste było, że nie należał do tych dzieci, które nie miały problemu z proszeniem o pieniądze innych - zapewne rodzice niekoniecznie spełniali wszystkie jego zachcianki. Duma. Musiała nauczyć się ją rozumieć. Inaczej ze swoimi skłonnościami do obdarowywania wszystkich wkoło, prędko uraziłaby sporo osób. - Potraktuj to jako stypendium - poprosiła w końcu, mając nadzieję, że to właściwa droga. - Inwestycja w twoją przyszłość. Ucz się dobrze, a o tym, w jaki sposób się odwdzięczysz, porozmawiamy za parę lat, dobrze? RE: [08.07.72, wieczór] Ukoić lęki - Heather Wood - 13.11.2023 Zdaniem Heather zakaz używania magii poza szkołą nie był do końca przemyślany. Ona sama pewnie chętnie korzystałaby z takich możliwości, gdy jeszcze uczęszczała do Hogwartu podczas wakacji można było się dużo nauczyć, tyle że faktycznie mogło to przynieść jakieś straty, więc może nie było to tak do końca głupie. Ciężko jej było wybrać jedną stronę, po której by się postawiła jeśli o to chodzi. - Niestety, to prawda. - Wood liczyła na to, że wreszcie to się zmieni, zresztą ostatnio sporo się działo w magicznym świecie, miała wrażenie, że coraz więcej czarodziejów rozumie, że to nie nazwiska są najważniejsze, a umiejętności. Może dojdą do momentu, w którym zupełnie przestanie się to liczyć, miała nadzieję, że za jej życia jeszcze będzie dane jej zobaczyć te zmiany. - Mogą być nudne, zobaczysz jak bardzo, ale nie wszystkie. - Sama Heather wspominała wiele lekcji z naprawdę ogromnym sentymentem, niektórzy nauczyciele nawet te najnudniejsze przedmioty potrafili wyłożyć w taki sposób, że były one bardzo interesujące. Niestety nie wszyscy, a kiedy podręczniki były równie nudne, co prowadzący zajęcia... nie wróżyło to nic dobrego. Nie można jednak było mieć wszystkiego, tak już wyglądało życie. Chciała wspomnieć o tym, że nie tylko duchy są prawdziwe, że wampiry, wilkołaki, selkie i cała reszta, chyba jednak nie był to odpowiedni moment. Chłopiec miał już sporą ilość informacji do przetworzenia, nie było sensu go obarczać kolejnymi, nie chciała, żeby zaczął się bać magicznego świata. Dowie się wszystkiego w swoim czasie. - Potwierdzam, w szkole można spotkać same przyjazne duchy, na pewno będę chętne ci pomóc, jeśli będziesz czegoś potrzebował. - Potwierdziła jeszcze słowa Brenny. Ruda nie sądziła, że chłopiec spochmurnieje, kiedy wspomni o tym, że może wydać swoje pieniądze na słodycze. Nie chciała, żeby poczuł się źle. Może nie do końca przemyślała sprawę, ale nie miała innego pomysłu. Wiedziała, że może to być dosyć niewygodny temat. To, w jaki sposób podeszła Longbottom do sprawy, chyba pomagało. Wood nie odezwała się ani słowem, żeby nie popsuć niczego. |