![]() |
|
[07.06.72, Św. Mungo] Niespodziewany koniec aranżowanego związku - Eunice & Ulysses - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +---- Dział: Klinika magicznych chorób i urazów (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=18) +---- Wątek: [07.06.72, Św. Mungo] Niespodziewany koniec aranżowanego związku - Eunice & Ulysses (/showthread.php?tid=2256) |
[07.06.72, Św. Mungo] Niespodziewany koniec aranżowanego związku - Eunice & Ulysses - Ulysses Rookwood - 14.11.2023 Bywały takie momenty w życiu, gdy należało przeciwstawić się ojcu i zachować jak prawdziwy mężczyzna. Od czasu do czasu Ulyssesowi zdarzało się przeciwstawiać Chesterowi Rookwoodowi. Zazwyczaj jednak robił to w sprawach małych, malutkich, takich które mógł sobie później wytłumaczyć jako nieistotne, które nie miały żadnego znaczenia. Cichy ruch oporu, gdy jako dziecko wybierał na śniadanie płatki z mlekiem a nie jajka i kiełbaski albo ta noc, gdy wymknął się przez okno a potem spędził ją w ruinach rezydencji Gauntów (razem z Shafiqiem próbowali odkryć naturę tego miejsca). Nic przesadnie ważnego. Chester Rookwood najwyżej zacząłby krzyczeć albo uderzyłby otwartą ręką w blat kuchennego stołu. Ale były też sprawy ważniejsze, gdzie Ulysses bardzo rzadko decydował się w ogóle zaprotestować, a co dopiero stanąć okoniem. I chociaż ostatnio coraz częściej próbował negocjować z ojcem, jeszcze chyba nigdy nie opowiedział się tak bardzo przeciwko jego decyzji jak w chwili, w której wchodził po schodach prowadzących do Św. Mungo i kierował się korytarzem, ku pomieszczeniu, gdzie miała przebywać Eunice Malfoy. Serce mu dudniło. Wybijało jakiś dziwny, zbyt szybki rytm, tak kompletnie niepodobny do tego, jak się zachowywało normalnie. Nawet wiadomość o aranżowanym małżeństwie z Eunice nie przyśpieszyła jego bicia, odwrotnie, jakby je ochłodziła. Teraz jednak biło jak szalone na myśl o czymś zupełnie przeciwnym, na myśl o zerwaniu. Musiał z nią zerwać. Po wieściach, które przekazała mu Vespera, to aranżowane małżeństwo nie miało racji bytu. Pewnych spraw nie dało się ot tak pogodzić. Małżeństwa jego siostry z Perseusem Blackiem nie dało się połączyć z małżeństwem jego i Eunice Malfoy. W teorii więc Ulysses wiedział, że postępuje właściwie. Ale był też w jego zachowaniu pewien cichy egoizm, pewna ulotna lekkość, gdy uświadamiał sobie, że znowu nie będzie miał narzeczonej. Owszem, lubił Eunice. Ba, traktował ją nawet jak swego rodzaju przyjaciółkę. Ale jej nie kochał. Ona też go nie kochała. A ich małżeństwo byłoby tylko dogodzeniem dwójce ojców, którzy upatrzyli sobie w takim mariażu własnych korzyści. I, paradoksalnie, to właśnie ten egoizm pomógł mu w podjęciu tak szybkiej decyzji. I bez niego wiedziałby, że nie może stanąć przeciw siostrze, ale nie szedłby korytarzem Św. Mungo a zamiast tego pukałby do drzwi gabinetu ojca i prosiłby go o pozwolenie na zerwanie z Eunice. Ulysses przełknął głośno ślinę. Przystanął przed drzwiami prowadzącymi do gabinetu, gdzie miała przebywać panna Malfoy. Z boku wyglądał tak samo schludnie jak zwykle: w nienagannym garniturze, z wypastowanymi butami, w białej koszuli i z krawatem, ale twarz miał inną. Zazwyczaj pozostawała pozbawiona przesadnej emocjonalności, tym razem sporo zdradzała. Niebieskie oczy błyszczały żywo a blade policzki były nieco zaróżowione. Uniósł rękę i zapukał do gabinetu, a potem nacisnął na klamkę i pchnął drzwi, by zajrzeć do środka. - Eunice? Czy moglibyśmy porozmawiać? Teraz? RE: [07.06.72, Św. Mungo] Niespodziewany koniec aranżowanego związku - Eunice & Ulysses - Eunice Malfoy - 15.11.2023 Życie Eunice ponownie stawało na głowie, choć tym razem była nieco spokojniejsza niż wcześniej. Oględnie rzecz mówiąc, mniej więcej zdawała sobie już sprawę z tego, jak wygląda spędzanie z kimś życia pod jednym dachem, jak również... po prostu lepiej znała przyszłego małżonka. I jakoś już miała do niego więcej zaufania niż do Blacka, na którym koniec końców sparzyła się okrutnie. Nie mówiąc już o tym, że nie tak dawno odbyta rozmowa, po koncercie, na który to razem się wybrali pomagała ujrzeć świat w nieco jaśniejszych barwach; choć oczywiście zdawała sobie też sprawę z tego, że rozmowa rozmową - a rzeczywistość boleśnie to może zweryfikować. Tak, jak było to poprzednim razem. Cóż, rodzice nie zawsze wiedzieli, co jest najlepsze dla ich dzieci, ewentualnie tak naprawdę wcale a wcale ich to nie obchodziło. Bo gdyby obchodziło - to zapewne mogłaby zaryzykować i wskazać, że no, jest taki jeden, przez którego się uśmiecha na samą myśl o nim, bynajmniej nie starszy o jakąś dekadę i znakomicie rokuje na przyszłość, jeśli chodzi o kwestie finansowe, więc... no, dlaczego by nie? I jeszcze sama chciała, a to już dawało większe szanse na przetrwanie relacji niż zakucie w małżeńskie okowy jedynie z powodu widzimisię rodziców. No ale było, jak było, musiała grać tymi kartami, jakie otrzymała; z nadzieją, że jednak zagra dobrze i na dłuższą metę się ułoży. Tak że zdecydowanie nie spodziewała się, że jakiś chichot losu sprawi, iż córka Rookwoodów zejdzie się z - pożal się Matko - byłym mężem, a co dopiero praktycznie od razu nabawi się nieszczęsnego brzucha. I to w momencie, w którym to przecież uzgadniano mariaż jej brata. Tym bardziej więc nie spodziewała się nagłej wizyty w Mungu... prędzej założyła, że do pomieszczenia wszedł uzdrowiciel, który zlecił jej wykonanie zadania, bowiem... - Uporządkowałam już dwie szafki, trzecią zara... - urwała, uświadamiając sobie, że tenże uzdrowiciel bynajmniej by nie pukał, no i miałby inny głos. Odwróciła się, jeszcze ze słoiczkiem w dłoni, by na własne oczy się przekonać, iż słuch jej nie mylił. Zamrugała, obrzucając narzeczonego spojrzeniem. - Ulysses? - odłożyła naczynie z powrotem na półkę, po czym skierowała się w stronę mężczyzny. Błękitne spojrzenie wydawało się być zaniepokojone, zwłaszcza że... no co mogła pomyśleć? Zaróżowione policzki? Błyszczące oczy? Do tego wizyta w Mungu? Wprawdzie specjalizowała się głównie w eliksirach i roślinach, ale z przeziębieniem czy czymś w ten deseń zapewne też by sobie poradziła - Źle się czujesz? Piłeś ostatnio jakiś eliksir? - spytała, wyciągając już dłoń, żeby sięgnąć jego czoła i sprawdzić, czy nie jest zanadto ciepłe... RE: [07.06.72, Św. Mungo] Niespodziewany koniec aranżowanego związku - Eunice & Ulysses - Ulysses Rookwood - 19.11.2023 Ulysses zamarł. Pytanie Eunice nieco wytrąciło go z równowagi. Zmarszczył brwi, rozpaczliwie szukając w sobie jakiejś szybkiej riposty, czegoś co pozwoliłoby mu od razu przekierować rozmowę na właściwe tory. Kiedy zmierzał do niej korytarzami Św. Mungo, to wydawało się jakieś prostsze. Miał wejść i powiedzieć, że muszą się rozstać. Tylko tyle. Aż tyle. Eunice poczuła, że czoło miał ciepłe, ale nie gorące. Raczej nie trawiła go gorączka, najwyżej stan podgorączkowy. Nie odsunął się od niej, ale i się nie przysunął. Po prostu stał zamarły, gubiąc się we własnych myślach. Ulysses otworzył usta i zamknął je. Znowu je otworzył. Znowu zamknął. No dalej, znajdź jakąś odpowiedź, przecież zadała ci proste pytanie! Ale nie chodziło o „nie”. Chodziło o ubranie słów w taki sposób by stojąca przed nim młoda, ładna kobieta zrozumiała, że to na pewno nie była jej wina, że to nawet nie była jego wina (chociaż gotów był wziąć ją na swoje barki) i w żadnym wypadku winną nie była też Vespera. Czasami rzeczy po prostu się działy. W przypadku jego i Eunice, może nawet działy się same aż za bardzo. Przecież jednakowo nie chcieli tego małżeństwa. Jednakowo ulegali wpływom ojców i podporządkowywali się ich zachciankom. Ulysses może nie potrafił rozpoznawać wszystkich emocji, ale umiał dostrzec – może przez to, że takich osób nie było wiele, albo bo właśnie już (jak mu się zdawało) poznał jedną taką – że Eunice go nie kochała. Tak, jasnowłosa lubiła go i była to przyjemnie pokrzepiająca myśl (bo lubili się oboje, bo może na tej sympatii udałoby się im nawet stworzyć jakiś zgodny, pozbawiony wzlotów i upadków związek), ale nie darzyła żadnym głębszym uczuciem. I on zresztą też jej nie kochał. - Nie. Nic nie wziąłem. Nic nie piłem – odpowiedział, przypominając sobie rozmowę, którą odbyli wcześniej. Miał jej nie ignorować. Rozmawiać z nią. Odpowiadać jej na pytania. Nie zostanie jej mężem, ale mógł chociaż zastosować się do ich ustaleń. – Musimy porozmawiać – powtórzył ciszej. Oczy mu nadal płonęły. – Na osobności. To dość pilne, Eunice. RE: [07.06.72, Św. Mungo] Niespodziewany koniec aranżowanego związku - Eunice & Ulysses - Eunice Malfoy - 20.11.2023 Ten aspekt Milforda potrafił być niezwykle irytujący - rozmawiasz z kimś, a nagle ta osoba się zacina, niczym nienaoliwione zawiasy. Potrafił być - ale i też Eunice zdawała sobie sprawę z tego, że naprawdę to nie jest wina Ulyssesa, że tak działał jego umysł... nieświadoma, że w tej konkretnej sytuacji to nie choroba wywołała taką, a nie inną reakcję Rookwooda. To jej pytanie wywołało swego rodzaju "zawieszenie się", to poszukiwanie właściwej odpowiedzi, konkretnych słów najwyraźniej najzwyczajniej w świecie się przedłużyło... tylko tyle i aż tyle; wystarczyło, żeby podczas tej chwili mogła nie tylko upewnić się, że temperaturę miał względnie w normie (względnie, ot, może ciut cieplejszy, ale ostateczny werdykt mógł wydać tylko termometr; z pomocą dłoni to mogła co najwyżej stwierdzić, że skóra nie parzy, co kwalifikowałoby się do natychmiastowego wysłania pod kołdrę. Co najmniej) i nawet nieco się odsunąć. Cierpliwie poczekała, aż natężone procesy myślowe znajdą swój koniec... Skinęła lekko głową, skreślając zatem kolejne możliwości. Nie pił. Nie jadł. Więc dlaczego, skoro nie chodziło o dolegliwości...? Zmarszczyła brwi. Rozmowa? Przygnał tutaj tylko dlatego, że chciał porozmawiać? Nie mógł wysłać sowy i poprosić o poświecenie chwili? Co takiego musiało się stać, że już, teraz, natychmiast? Cóż, niewątpliwie zaraz się tego dowie. - Chwileczkę - stwierdziła w końcu, starając się ukryć niepokój i wyminęła mężczyznę, żeby otworzyć drzwi, wychylić przez nie głowę, upewnić się, że przypadkiem nikt się tu nie kręci... i żeby z powrotem cofnąć się do pomieszczenia oraz przekręcić klucz w zamku. Jak na osobności, to na osobności; może lepiej, żeby nikt nie wparował w środku rozmowy, która zresztą nie wyglądała na udzielanie pomocy. - Rozumiem, że to nie może poczekać, aż stąd wyjdę? - bardziej stwierdziła niż spytała, opierając się jednocześnie plecami o drzwi - Raczej nie mamy wiele czasu, zanim uzdrowiciel tu przyjdzie, ale... - wskazała gestem dłoni krzesło; na najwygodniejsze specjalnie nie wyglądało, tak samo jak raczej nie było co liczyć na gorącą herbatę. RE: [07.06.72, Św. Mungo] Niespodziewany koniec aranżowanego związku - Eunice & Ulysses - Ulysses Rookwood - 09.12.2023 Ulysses stał z bijącym sercem i obserwował działania Eunice. Czekał niby to cierpliwie, ale cierpliwość wynikała tylko i wyłącznie z jego nieporadności, z tego, że celowo odwlekał moment, że zbierał w głowie myśli i starał się je ubrać w słowa jakoś tak, żeby były… znośniejsze? Lżejsze dla uszu Eunice? Tylko, że chyba nie dało się ich wypowiedzieć tak, żeby nie zabrzmiały tak niewłaściwie, jak niewłaściwe były w jego głowie. Wszedł za nią do pomieszczenia. Poczekał aż zamknie drzwi. Przełknął ślinę. Potrząsnął głową, odrzucając propozycję, by usiąść na krześle. Nie, nie, nie. To była taka rozmowa, gdzie stanowczo należało stać. Patrzył prosto w oczy jasnowłosej. Jego własne ciągle błyszczały intensywnie, choć poza wzburzeniem dało się w nich dostrzec również zmieszanie i pełzający strach. - Muszę zerwać zaręczyny – powiedział wreszcie. Głos młodego Rookwooda wydawał się zdeterminowany, mimo że lekko zadrżał, gdy wypowiadał to zdanie. Wiedział, że postępuje tak, jak powinien a jednak paliła go myśl, że mógł ją niepotrzebnie zranić. - Nie chodzi o ciebie. To znaczy… - o, do licha, oczywiście że chodziło o Eunice. Gdyby tylko nie była wcześniej żoną akurat Blacka… Potrząsnął głową. To była jedna z tych chwil w jego życiu, gdy rozpaczliwie żałował, że natura nie obdarzyła go większymi zdolnościami komunikacyjnymi. Byłoby prościej, gdyby potrafił ubrać słowa jakoś ładniej. Ale czy właściwie dało się powiedzieć to jakoś ładniej? - Vespera jest w ciąży. Z twoim byłym mężem. Dzisiaj mi powiedziała. Ulysses wreszcie odwrócił wzrok od Eunice. Rumieniec na jego policzkach tylko się pogłębił. Czuł się jak zdrajca, choć tak naprawdę nie wiedział, kogo właściwie zdradził. O ciąży Vespery i ślubie z Perseusem, jasnowłosa i tak by się dowiedziała w niedalekiej przyszłości. Więc może chodziło o ojca? O to, że samowolnie podjął naprawdę istotną decyzję? A może o samą Eunice? W jakiś sposób wiedział, że ją zawiódł, nawet jeśli wcale nie pałała do małżeństwa z nim wielkimi chęciami. Stał ze sztywno opuszczonymi rękami wzdłuż ciała. - Najmocniej cię przepraszam – zaczął po chwili. – Po prostu wolałem powiedzieć ci sam. RE: [07.06.72, Św. Mungo] Niespodziewany koniec aranżowanego związku - Eunice & Ulysses - Eunice Malfoy - 11.12.2023 Bał się, zdała sobie z tego nagle sprawę. Bał się – dlaczego? Ten fakt sprawiał, iż ta chwila urastała do rangi jakiegoś absurdu; bo z jakiego powodu Ulysses mógłby się bać? Ściągnął sobie na głowę jakąś katastrofę i potrzebował wpływów Malfoyów czy ki pieron…? Zaskoczył ją. Nie wyglądała na zranioną, bardziej na naprawdę zaskoczoną tym faktem – zwłaszcza że ich małżeństwo zdawało się być już przypieczętowane przez siły większe niż oni sami, znaczy się, przez ich ojców. A wola ojców przeważała nad ich własną wolą – bo przecież nikt ich nie spytał, czego by sobie życzyli, tylko zostali postawieni przed faktem dokonanym. W ciąży z twoim byłym mężem. Początkowo zamarła, chyba nie dowierzając własnym uszom. Naprawdę to powiedział? Zaraz, zaraz, teraz mieli czerwiec, rozwiodła się początkiem kwietnia… aż uniosła dłoń i w skupieniu zaczęła rozprostowywać i zginać palce. Niezmiennie wychodziło to samo. Trzy. W zasadzie to może nawet nie powinna trzeciego rozprostowywać, bo jeszcze ten miesiąc nie przeminął, ale przynajmniej upewniła się, że raczej umiała liczyć. Zaś wedle jej wiedzy – w kalendarzu magicznie nie pojawiły się kolejne kartki pomiędzy kwietniem a czerwcem. Ramiona dziewczyny zadrżały. Nie, nie płakała. I zapewne nie była to reakcja, jakiej Ulysses by się spodziewał. Bo Eunice się zaśmiała. Najzwyczajniej w świecie się zaśmiała, jakby opowiedział jej najlepszy żart. - Perseus „nie będę cię zdradzał” Black, dobre sobie! – wykrztusiła, ocierając oczy. O Matko, co za numer…! Zdawała sobie sprawę z tego, że w zasadzie dała mu wolną rękę, bo przecież również i to małżeństwo zostało skojarzone przez ojców. Zatem, nie oczekiwała specjalnie wierności, ale w momencie, gdy sam się tak zarzekał... Matematyka tutaj wyglądała dość bezlitośnie, przynajmniej z punktu widzenia Malfoy - Nie minęły nawet trzy miesiące i okazuje się, że już ma inną? Tak bardzo chciał być ojcem, że postanowił się zabezpieczyć i zatroszczyć się o bękarta? – pokręciła głową; trudno orzec, czy z politowania nad Vesperą, że jej się taki mężczyzna trafił, co obiecywał, obiecywał, a koniec końców robił co innego czy też było to coś z gatunku „i ja myślałam, że on ma jednak trochę więcej oleju w głowie?”. - Nie przepraszaj, naprawdę – dodała zaraz, bardziej miękko – I dziękuję. To byłoby bardzo… niezręczne, gdybyśmy jednak się pobrali – mogła wiele złego o Blacku powiedzieć, ale nie sądziła, żeby całkiem się wypiął na potencjalną przyszłą matkę dzieci (ewentualnie jednak zbyt słabo go poznała i była zbyt naiwna, jeśli faktycznie byłby w stanie to zrobić), co prowadziłoby do bardzo niezręcznych rodzinnych obiadków. I to eufemistycznie mówiąc. RE: [07.06.72, Św. Mungo] Niespodziewany koniec aranżowanego związku - Eunice & Ulysses - Ulysses Rookwood - 17.12.2023 Ulysses patrzył intensywnie na twarz Eunice. Czekał na jej reakcję. Czekał na... w sumie nie miał zielonego pojęcia na co czekał. Chyba na cichy atak złości. Albo okrzyk niemego bólu. Albo oznakę udanego zobojętnienia, idealnie odegranego, ale kompletnie nieprawdziwego. Nie dało się usłyszeć pewnych informacji i pozostawać nieczułym. A ona się roześmiała. Młody Rookwood zamrugał, jak zwykle skonfundowany, bo zrozumienie cudzych reakcji po raz kolejny go przerosło. A potem, wreszcie (czyli jednak nie pomylił się aż tak, jak mu się wydało), Eunice okazała bardziej pojętą dla niego emocję: złość. Nawet jeśli przykrytą sporą dawką rozbawienia. - To moja siostra – przypomniał. I nie, to nie tak, że nie zauważył jak niewiele czasu minęło między rozwodem Perseusa i Eunice a ciążą Vespery. To była zbyt banalna matematyka, by ją przeoczyć, nawet jeśli bardzo próbował to zrobić. Chodziło o to, że rozmawiali akurat o jego siostrze i miał nadzieję, że ta nijak nie przyczyniła się do rozpadu małżeństwa Blacków. Zresztą, nawet jeśli się przyczyniła to była… była jego siostrą. Kochał ją. Nie chciał by była obrażana. Już i tak krążyły o Vesperze nieprzyjemne plotki związane ze śmiercią jej dwóch poprzednich mężów. - O ile wiem, chcą się pobrać. – Tak przynajmniej twierdziła jego siostra a on nie miał powodu, by jej nie wierzyć. Ulysses podniósł rękę i dotknął palcami nasady nosa. Potarł mocno, zdając sobie sprawę jakie to było pokręcone i nieprzyjemne jednocześnie. Jakaś jego część chciała przepraszać Eunice. I już nawet nie za to, że przyszedł z nią zerwać, ale za całą tę sytuację. I za to, że się trochę cieszył, że jednak nie musieli się pobierać. - Strasznie niezręcznie. Pozabijalibyśmy się wszyscy jeszcze przed podaniem zupy – zgodził się odruchowo. Przez parę sekund wyglądał nawet tak, jakby sam się miał roześmiać – raczej nerwowo i mało wesoło. Chyba do całej sprawy podszedł dużo mniej lekko niż jego (była już, chyba, w tej chwili) narzeczona. Już to widział: on, Eunice, Vespera, Perseus, ich dziecko, Imogen, Augustus, trójka ich pociech oraz, oczywiście, głowa rodu Chester Rookwood, przy wspólnym obiedzie. Ten obiad zakończyłby się katastrofą. - Mogę ci coś poradzić? – zapytał niespodziewanie. Zwilżył językiem spierzchnięte wargi. – Gdyby twój ojciec miał pretensję, możesz wszystko zrzucić na mnie. To moja decyzja. Ja myślę, że właściwa, że tak trzeba. - Myślał też o tym, że Eunice była młoda, ładna i mądra. I zasługiwała na związek z człowiekiem, który będzie ją szczerze kochał, nawet jeśli pierwsze małżeństwo miała nieudane a oficjalny związek z nim trwał krótko i w ostatecznym rozrachunku przypominał niechcianą farsę. - Chciałbym... chciałbym, byśmy jednak pozostali w przyjaźni. O ile to możliwe. RE: [07.06.72, Św. Mungo] Niespodziewany koniec aranżowanego związku - Eunice & Ulysses - Eunice Malfoy - 25.12.2023 Siostra. No tak, w tym wszystkim ten aspekt bardzo łatwo uciekał – kochanką Perseusa okazywała się siostra Ulyssesa. Kogoś, kogo jednak darzyła sympatią, więc chyba niekoniecznie wypadałoby, mniej lub bardziej subtelnie, stawiać Vespery w rzędzie razem ze wszystkimi wywłokami tego świata, co rozbijały małżeństwa. Bo mogły, bo chciały, bo cokolwiek innego. Sięgnęła dłonią do karku, na którym pozostała i miała pozostać jeszcze przez chwilę. - Przepraszam – wyrzekła przepraszającym tonem, chociaż inna sprawa, czy faktycznie przepraszała czy też jednak to było kłamstewko, które gładko spłynęło z jej warg – Po prostu… wiesz, kiedy się wszystko się posypało, też byłam w ciąży. Więc... – pokręciła powoli głową, nie kończąc zdania. Dwa miesiące i parę dni, żeby być dokładnym. Dodając do tego jej wcześniejsze wahanie, czy w ogóle zdecydować się urodzić to nieszczęsne, nieplanowane dziecko – czy tak trudno jest pomyśleć, że jednak chciał mieć opcję zapasową? Zwłaszcza w świetle tego, jaką jej koniec końców ukazał twarz. Jedno musiała przyznać: ładnie się maskował przez cały okres narzeczeństwa i – szczęśliwie krótkiego – małżeństwa. - Ach tak – skwitowała, jakby to była oczywista oczywistość. Zapewne była, skoro w końcu przyszedł tutaj, żeby zerwać zaręczyny. Bo czy ciąża sama w sobie byłaby przeszkodą, gdyby nie wiązało się to czymś bardziej sformalizowanym, czymś, co prowadziło do tego, iż ten zaaranżowany związek miał się skończyć zanim na dobre się zaczął? Nie, żeby miała coś przeciwko temu, skądże znowu. Bo jeśli czegoś się nauczyła w tym swoim krótkim nadal życiu – zdecydowanie nie licząc wiedzy wyniesionej ze szkoły – to tego, że małżeństwo nie jest czymś, w czym chciałaby utknąć. Nie na tym etapie życia. I choć wierzyła, że z Ulyssesem byłaby w stanie stworzyć o wiele bardziej udany związek niż wcześniej, to jednak, jednak… … nie byłoby to dokładnie tym, czego by chciała. - Bardzo prawdopodobne, że tak to by się skończyło – zgodziła się, unosząc kąciki warg ku górze. Taak. Vespera, Perseus, Ulysses i ona sama przy jednym stole, dodać jeszcze całą resztę, z Daphne na czele (zwłaszcza gdy byłby to naprawdę rodzinny obiad)… no, to gotowy przepis na katastrofę. - Tak? – ni to spytała, ni to stwierdziła. Po części zachęta do wyrzucenia z siebie tego, co chodziło mu po głowie, po części sygnał, że wysłucha tej rady. Tej samej rady, po której usłyszeniu zacisnęła lekko wargi. - Szczerze powiedziawszy, coraz mniej zaczyna mnie obchodzić, co myśli i mówi mój ojciec – przyznała. No, chyba że narzucał jej pewne wybory, to wtedy mimo wszystko musiało ją to obchodzić. Trudno, żeby całkiem zignorowała plany chociażby odnośnie ponownej zmiany nazwiska. I w końcu – uśmiechnęła się, raczej naprawdę szczerze. - Oczywiście że tak. Nie jest twoją winą, że nasi ojcowie wpadli na taki a nie inny pomysł – zapewniła – Więc jeśli byś czegokolwiek potrzebował, to wiesz, gdzie mnie szukać. Zwłaszcza że sam pomagał wybrać nowe lokum, nieprawdaż? RE: [07.06.72, Św. Mungo] Niespodziewany koniec aranżowanego związku - Eunice & Ulysses - Ulysses Rookwood - 02.01.2024 Ulysses zamrugał, zaskoczony odpowiedzią Eunice. Mimowolnie skierował wzrok na jej płaski brzuch, jakby czas przeszły czający się w jej słowach nie do końca do niego dotarł. Albo inaczej: dotarł, ale chociaż go zrozumiał, zareagował instynktownie. Otworzył usta, by coś powiedzieć. I kolejny raz pomyślał, że to była jedna z takich sytuacji, gdy właściwie nie miał pojęcia, jak powinien zareagować. Co mówiło się kobiecie, która była w ciąży, ale potem przestała? Nawet nie wiedział czy poroniła, czy usunęła, czy w ogóle chciała zostać matką. A to wszystko miało znaczenie. Z pewnością na wszystkie te sytuacje trzeba było inaczej zareagować (choć możliwe, że istniała jakaś jedna właściwa reakcja, tylko on nie potrafił jej znaleźć). Wreszcie wypalił, bo tylko tak można było określić to, co wypadło z jego ust: - Chciałabyś, żebym cię przytulił? W zasadzie nie był pewien, czy przytulenie Eunice w jakikolwiek sposób wyczerpywało to, co należało uczynić w takiej sytuacji, ale było jedynym pomysłem, który przyszedł mu do głowy. Przestąpił z nogi na nogę. Na dobrą sprawę, nawet gdyby Black nie poczuwał się do ożenku, Ulysses i tak przyszedłby zerwać z narzeczoną. A potem zająłby się poszukiwaniem Perseusa i rozmową z nim. W zależności od tego, jak ta by się potoczyła albo uprzejmie, albo hipnozą, ale zmusiłby go do zajęcia się Vesperą. Być może był zawsze spięty i zachowywał się mało emocjonalnie, ale tak naprawdę emocje kipiały pod jego skórą. Tylko nie potrafił ich wyrazić. Posłał Eunice dziwne spojrzenie. Naprawdę coraz mniej obchodziło ją co myślał i mówił jej ojciec? Czy też to było jedno z tych zdań, które wypowiadało się w złości i nie miały żadnego pokrycia dalej? Odwrócił głowę i uśmiechnął się pod nosem z zakłopotaniem. - Dziękuję. – Słowo wypadło mu z ust jak, niemal tak szybko jak poprzednie zdanie, ale to było całkiem przemyślane. Naprawdę chciał jej podziękować. Za to, że tak łatwo przyszło jej pogodzić się z ich rozstaniem. Za to, że jak mu się wydawało - jego dramatyczna wizyta z jeszcze bardziej dramatycznymi wieściami i konsekwencjami - tak niewiele zmieniła w ich znajomości. – Jeśli ty będziesz czegoś potrzebowała… - posłał dłuższe, wymowne spojrzenie. Zawsze mogła napisać. - Też wiesz, gdzie mnie znaleźć. Możesz też wysłać sowę. RE: [07.06.72, Św. Mungo] Niespodziewany koniec aranżowanego związku - Eunice & Ulysses - Eunice Malfoy - 08.01.2024 Pokręciła powoli głową. To nie tak, że nie doceniała tego gestu;Rookwooda nie łączyła zazwyczaj z tego rodzaju bliskością; przeważnie wydawał się być wielce odległy, niedostępny wręcz. Bardziej posąg, który należy podziwiać, oglądać, ale jednak nie dotykać. Objęła się rękoma, zaciskając nieznacznie wargi; cóż, może i Black należał do przeszłości, może i ostatecznie dzięki niemu (jakkolwiek by to nie brzmiało) nie została ponownie wepchnięta w małżeńskie okowy (ich ojcowie raczej mieli na dość rozumu, żeby uznać racje Ulyssesa i zgodzić się z tym, że z planów jednak nici), ale… no cóż, nie można powiedzieć, żeby była zachwycona udziałem Blacka w całej tej historii. Zwłaszcza że wyciągała takie, a nie inne wnioski, które naprawdę nasuwały się same i nie wymagały głębszych przemyśleń. - Naprawdę nie trzeba – zapewniła cicho i posłała blady uśmiech. Na poły podziękowanie, na poły zapewnienie, że na pewno nic jej nie jest i nie potrzebuje takich gestów. W końcu jest dużą dziewczynką czy coś, nie? - Niby za co? Daj spokój – uśmiechnęła się nieco szerzej. Ot, drobiazg. Przecież nie w jego mocy było pilnowanie poczynań innych, a co za tym idzie – ich konsekwencji. A ona zresztą naprawdę lubiła Rookwooda i… tak naprawdę właśnie poszedł jej mocno na rękę, nawet jeśli, patrząc pod konkretnym kątem, można by uznać, iż została wzgardzona. Co średnio mogło wróżyć na przyszłość, ale nie wyglądało, jakby miała się tym przejmować… Raczej jej myśli już biegły w dość konkretną stronę. List? Osobiście się pojawić? Nic nie robić…? - Jasne – skinęła lekko głową. Wiedziała. I było w tym coś pocieszającego – może i nie wyszło im z małżeństwem, ale czy musiało wpływać na relacje, jakie mieli lata przed tym najgłupszym pomysłem świata…? Gdyby nie znajdowali się w Mungu, to zapewne mogliby dłużej porozmawiać, ale tak jakby… no, ten pokój nie mógł być wiecznie zamknięty… Koniec sesji
|