![]() |
|
[02.07.72] New Forest || Jackie & Vincent Prewett - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [02.07.72] New Forest || Jackie & Vincent Prewett (/showthread.php?tid=2263) |
[02.07.72] New Forest || Jackie & Vincent Prewett - Jackie Carrow - 19.11.2023 “Good friends, good books, and a sleepy conscience: this is the ideal life.” ― Mark Twain ♫ 02 lipca 1972, południe – Jackie & @Vincent Prewett – Jackie pracowała w New Forest już od dwóch tygodni i musiała przyznać, że bardzo jej się praca podobała. Na początku podążała krok w krok za Laurentem oraz innymi pracownikami rezerwatu, słuchając i ucząc się wszystkiego co było jej niezbędne w pracy przy abraksanach. Poznawała kolejne konie, ich zwyczaje, preferencje, specjalne zalecenia i sposoby postępowania. Czasami praca była ciężka, bo osprzęt abraksanów sporo ważył, dużo aspektów jej pracy wiązało się z pracą fizyczną a rąk do pracy nigdy nie było zbyt wiele. Dawała jej jednak wiele satysfakcji, szczególnie kiedy Vincent lub jeden z innych, starszych doświadczeniem pracowników, doceniał jej wysiłek. Co więcej, Jackie czuła się przez ostatnie dwa tygodnie lepiej niż przez poprzedni rok. Nie była pewna, czy była to zasługa psychicznego spokoju płynącego z posiadania stałej, konkretnej pracy, obecności abraksanów czy może przebywania całymi dniami na świeżym powietrzu. Prawdą jednak było, że jej policzki nabrały zdrowej, rumianej barwy a blada skóra zaczęła przybierać brązowawy odcień pod wpływem promieni słonecznych. Tego dnia wykonała wszystkie swoje obowiązki, wynikające z jej porannego przydziału i siedziała właśnie na ogrodzeniu jednego z padoków w towarzystwie karej klaczy, która poruszała z ciekawością chrapami. Dziewczyna otworzyła na kolanach tobołek - zawierał dwie kanapki z serem żółtym, ciastko z granolą i duże, dorodne jabłko. Od kilku dni zaczęła tutaj spędzać swoje przerwy na lunch. Za każdym razem klacz o wdzięcznym imieniu Sariel zbliżała się do niej nieco bardziej, szczególnie że Jackie rzucała jej połowę jabłka. Dzisiaj Sariel stała już tuż za dziewczyną, górując nad nią a jednak wciąż nieco niepewnie wyciągając łeb i przestępując z nogi na nogę. Jackie odgryzła parę kęsów jabłka, po czym położyła je na otwartej dłoni i wyciągnęła ją do tyłu, oferując owoc klaczy. Ta najpierw odsunęła się nieco, ale już po chwili wróciła bliżej. Bardzo powoli i ostrożnie wyciągnęła łeb, po czym delikatnie falując wargami zabrała z dłoni dziewczyny podarek. Jackie uśmiechnęła się, słysząc za sobą zadowolone chrupanie. Powoli zabrała dłoń i wytarła ją o poprzecierane, jeansowe ogrodniczki - razem ze zwykłym mugolskim T-shirtem stanowiły jej roboczy strój. Z zadowoleniem podniosła kanapkę do ust i odgryzła jej kęs. RE: [02.07.72] New Forest || Jackie & Vincent Prewett - Vincent Prewett - 20.11.2023 Vincent był ostatnio w wielkim szoku, bo niedawno podczas sprawdzania okolic lasów i samego miejsca, w którym żył, co robił cholernie często dostrzegł w zaroślach nienaturalnej wielkości wilka. Obserwował go z daleka i bezpiecznej odległości, bo nie widział tego stworzenia wcześniej w tych rejonach. Powiadomił o tym już Laurenta i zajął się mocniej zabezpieczeniami zwierząt, a przede wszystkim abraksanów na noc, aby przypadkiem ta bestia ich nie pożarła. Gdzieś z tyłu głowy nawet miał ochotę ją złapać, ale póki nie zbliżała się do stajni i innych miejsc zamieszkanych przez zwierzęta nie zamierzał drażnić zwierzęcia. Już w oddali dostrzegł nową współpracownicę, o której wspominał mu bratanek. Uśmiechnął się pod nosem i z fajkiem w gębie ruszył w jej kierunku. Pogoda była naprawdę przyjemna, wręcz zbyt gorąca, ale mu nie przeszkadzało. Miał na sobie ciemny podkoszulek i luźne spodnie, trochę ubrudzone, bo ogarniał swoje smoczogniki. Miał chyba nawet gdzieś wypaloną dziurę w nich. Gdy dotarł do dziewczyny oparł się obok niej o murek, na którym siedziała i sięgnął do kieszeni wyciągając kawałek marchewki, którą dał abraksanowi za jej plecami. Przywitał się też z dziewczyną, żeby nie było, że jest jakimś gburem. – Smacznego – dodał zerkając na nią z ukosa. – Jak ci idzie? Nie potrzebujesz z czymś pomocy? – zapytał głaszcząc konia po pysku. RE: [02.07.72] New Forest || Jackie & Vincent Prewett - Jackie Carrow - 25.11.2023 Jackie widziała, że Vincent się zbliża. Znajdowali się w końcu na otwartej przestrzeni, gdzie raczej ciężko byłoby się ukryć. Najpierw myślała jednak że może idzie w kierunku dalszych padoków, a nie konkretnie do niej. Do tej pory otrzymywała polecenia raczej od młodszych stażem pracowników, sam Vincent był - o ile dobrze rozumiała - kimś w rodzaju zarządcy, kiedy Laurenta nie było w pobliżu. O ile rozumiała, miała potencjalnie kiedyś zajmować podobne stanowisko co on, ale póki co musiała się nauczyć wszystkiego co była w stanie o funkcjonowaniu Rezewratu a szczególnie tej jego części, która zajmowała się abraksanami. Uśmiechnęła się do niego uprzejmie, kiedy podszedł do niej bliżej. Zastanawiała się, czego od niej chciał, ale kiedy podał marchewkę klaczy pomyślała, że może właśnie po to przyszedł? Przełknęła gryza kanapki, którego właśnie żuła. - Nie, dziękuję. Robię sobie przerwę, ale mogę skończyć wcześniej, jeśli jestem potrzebna? - odezwała się do Vincenta. Nie onieśmielał jej tak bardzo jak Laurent, który był czymś w rodzaju ruchomego posągu. Vincent był bardziej przyziemny, spokojniejszy i bardziej wyważony. Mężczyzna z krwi i kości. No, właściwie to składał się też z mięśni, dosyć pokaźnej ich ilości, ale to nie było zaskakujące, zważywszy na to z jakimi zwierzętami pracował. Mimo wszystko był jej bezpośrednim przełożonym, więc odzywała się do niego przyjaźnie i uprzejmie, ale z pewną rezerwą. Nie do końca jeszcze wiedziała, na jaką ilość otwartości może sobie przy nim pozwolić. - Ta tutaj dama ma na padoku całe drzewo czereśniowe, ale zamiast je sobie zrywać to przychodzi do mnie po jabłka. - dodała wskazując na abraksana za nimi. - Nie to, żebym jakoś bardzo narzekała, bo dzięki temu buduję sobie jej zaufanie, ale bardziej leniwej ko... - nie zdążyła dokończyć, bo klacz - która najwidoczniej rozumiała każde jedno słowo dziewczyny - poczuła się najwidoczniej dość obrażona takimi insynuacjami dotyczącymi jej osoby i parsknąwszy głośno, zarzuciła łbem, popychając plecy Jackie i w efekcie spychając ją z ogrodzenia. Dziewczyna mogła wydać z siebie tylko ciche Oj!, upuszczając pudełko i kanapkę i poleciała do przodu. No super, znowu zedrę kolana... pomyślała tylko, wspominając akcję oczyszczania ogrodu z bratem w czerwcu. RE: [02.07.72] New Forest || Jackie & Vincent Prewett - Vincent Prewett - 10.12.2023 Vincent lubił sprawdzać, co robili pracownicy. Jackie była nowa, więc chciał ją też poznać, aby wiedzieć jak się czuje, czy nie ma z czymś problemów. W końcu musiał wiedzieć wszystko o tym miejscu. Z drugiej strony czasami miał ochotę nie czuć odpowiedzialności za to miejsce, bo czasami miał ochotę wyjechać bez słowa, a wtedy złamałby zaufanie jakie zbudował z synem swojego brata, więc wiedza na temat osób, które tu pracowały były dla niego istotne. – Nie, spokojnie – zaprotestował szybko, aby się nie przejmowała – Chciałem tylko sprawdzić, czy nie ma żadnych problemów w otoczeniu twojej pracy – dodał szczerze z szerokim uśmiechem. Patrzył na nią cały czas jak mówiła i pokręcił głową, a gdy klacz szturchnęła dziewczynę łbem wyciągnął swoje długie łapy i złapał dziewczynę bez problemu, aby nie nabiła sobie jakichś niepotrzebnych siniaków. Jeszcze będzie chciała wyciągnąć jakieś ubezpieczenie, albo jaki chuj. Trzymał ją krótką chwilę w pasie, a gdy upewnił się, że wszystko w porządku postawił ją na ziemi. – W porządku? Lepiej uważać na swoje słowa w obecności tych cudaków – zaśmiał się cicho. – Na twoim miejscu bym ją przeprosił i dał jakiegoś smakołyka – wcisnął dłonie w kieszenie swoich spodni. – Idziesz się przejść? – zaproponował – Widziałem ostatnio tu w lasach wielkiego wilka, więc chciałem też cię ostrzec, abyś się przypadkiem nie zapuszczała za daleko, albo chociaż kogoś poinformowała, że idziesz w te rejony. Stworzenie było niesamowite. Nigdy wcześniej nie widziałem takiego wilka – wyrzucił z siebie potok słów. |