![]() |
|
1972, Lato | 25, 26 czerwca | Tym razem wrócę szybciej - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: 1972, Lato | 25, 26 czerwca | Tym razem wrócę szybciej (/showthread.php?tid=2269) |
1972, Lato | 25, 26 czerwca | Tym razem wrócę szybciej - The Edge - 17.11.2023 adnotacja moderatora
Rozliczono osiągnięcie - The Edge - Piszę więc jestem To była noc przed pełnią. Jutro Alexandra czekała bezsenna noc i Flynn z oczywistych względów wolał nie poruszać takich tematów akurat dzisiaj. Nie można było stresować ludzi przed bezsenną nocą, bo w bezsenne noce człowieka nawiedzały najgorsze z najgorszych myśli i nie dało się ich pozbyć. Po śnie na wszystko patrzyło się inaczej, bez snu... Ah. To wszystko miało sens, tylko że to była już któraś z kolei wymówka. Minął już ponad miesiąc, odkąd poprzednie życie zaczęło wchodzić do jego codzienności w brudnych buciorach... Sporadycznie czystych, ale to i tak prowadziło do rzeczy nieczystych. Ten gorszy człowiek, gorsza wersja jego samego wracała z każdym dniem coraz mocniej i dusiła go tak mocno, tak intensywnie, a czas mijał nieubłaganie i zbliżał go do tego, że będzie się musiał z rzeczami rzucanymi mu przez los jak kłody pod nogi zmierzyć. Widział, jak Alexander wraca do wozu. Ciężko było to przeoczyć, bo leżał wtedy na jego dachu, paląc papieros za papierosem jak jakaś lokomotywa i przygryzając paznokcie w lekkim, ale wyjątkowo upierdliwym stresie. Starszy Bell chyba już dawno zaakceptował jego dziwactwa i potrzebę wyciszenia, więc go wtedy nie zagadał. A może po prostu nie miał siły? Słyszał stąd głośne skrzypnięcie łóżka ledwie minutę po trzaśnięciu drzwiami. Musiał być zmęczony, więc to nie był dobry dzień, ale czy jak będzie tak sobie mówił, to jakikolwiek dzień będzie dobry? Ten był najgorszy z możliwych, ale przynajmniej był. Pewnie by się tak zastanawiał jeszcze z trzy godziny i znowu spał do czternastej, gdyby go z tego dachu nie przepłoszył zimny, letni deszcz. Może bardziej mżawka... No ale nie chciał być mokry, więc zeskoczył na dół i wszedł do środka. Alexander faktycznie, tak jak podejrzewał, leżał spokojnie przykryty pościelą, aż szkoda mu było ten spokój zmącić, ale kiedy się nosiło przy ciele tyle żelastwa, to nawet odkładanie tego na krzesło przy rozbieraniu się generowało bardzo dużo hałasu. Jeżeli to go nie obudziło, ani nie obudziło go skrzypnięcie desek podłogi, kiedy zbliżał się do ściany, to być może obudziło go zmarznięte, lekko wilgotne ciało, które wysunęło się pod kołdrę i objęło go od tyłu, zamykając w mocnym objęciu rąk gdzieś na wysokości pasa. A jeżeli nie to nawet, to być może to nocne pierdolenie podobne teraz pewnie do bzyczenia komara. - Misiu - zaczął, jakby to miało w jakikolwiek sposób ochłodzić tę chwilę - skarbie - dodał jeszcze, trzęsąc nim delikatnie. - Śpisz? - No teraz na pewno już nie spał, ale jakieś niepisane zasady wszechświata kazały mu to pytanie zadać. Oczywiście, że czegoś chciał. I tym razem nie mógł to być seks, bo do tego by się nie skradał jak mysz pod miotłą. - Muszę ci coś powiedzieć. - O matko, ale to zdanie przywróciło wspomnień sprzed trzech lat... Ale no kiedyś musiał mu powiedzieć, że idzie poszukać tego dzieciaka. RE: 1972, Wiosna | 25 czerwca | Tym razem wrócę szybciej - The Overseer - 17.11.2023 Byłem niesamowicie wyjebany z energii. Już czułem podenerwowanie z powodu zbliżającej się pełni, więc paradoksalnie gorzej spałem i gorzej funkcjonowałem przez sam stres, a jeszcze parę problemów, kilkanaście spraw codziennych i jedzenie na szybko, na wariata, wcale nie pomagało w zaistniałej sytuacji. Na koniec pragnąłem jedynie oddać się kołderce i słodkiemu snu, dlatego też nie zaczepiałem Flynna na dachu. Chętnie bym się w niego wtulił i zniknął, ale to oznaczałoby też przełożenie moich planów w czasu, zanim sam Flynn by się z dachu zebrał i za mną ruszyła, a jeszcze powiedział słowo, może nieco mnie pozaczepiał, a tak padłem mordką na twarz. Po drodze zrzuciłem z siebie co nieco, więc ubrania walały się gdzieś pod ścianą, ale przyrzekłem sobie, że temat ogarnę jutro albo najlepiej za tydzień. Teraz postanowiłem rozkoszować się miękkością podusi oraz krótkim wspomnieniem Flynna przesiadującego na dachu mojego wozu. Wciąż tam był, u góry i to jakoś sprawiało w pokrętny sposób, że było mi cieplej na sercu. Flynn wciąż był ze mną i byliśmy drużyną... I był swego rodzaju kotem, skoro tak tam przesiadywał wysoko i łaził własnymi ścieżkami, ale na szczęście wciąż potrafił trafiać do mnie, do mojej przyczepy czy serca, więc wszystko w tym przypadku było w jak najlepszym porządku. I tak sobie myśląc o tych lekkich, miłych rzeczach już prawie spałem, niemalże chrapałem. Kiedy usłyszałem otwierające się drzwi przyczepy, kilka żelastw opadających na szafkę, a zaraz potem owionął mnie intensywny zapach papierosów. Tak silny, że nie mógłbym tego zignorować, gdybym nie był tak mile otulony kołderką i wręcz śpiący. Cholera! Niestety zadrżałem, kiedy objęło mnie jego chłodne, wilgotne ciało, więc nijak nie mogłem udawać śpiącego... Czy może jednak mogłem? Może chrapnę dla przedstawienia? Może wyszepczę niby przez sen jego imię...? Nieee. Nic mi nie pozwoli wyjść z tego cało, bo mój kurwikleszcz zaczął bzyczeć. Cykać. Albo co. Ogólnie wydawać ciche, szeptane dźwięki. Obróciłem się w jego stronę twarzą, ale nie zamierzałem rozmawiać. Nie zamierzałem rozmawiać. Zamierzałem spać. Cmoknąłem go w czoło, ale to tyle. Na nic więcej nie mógł dziś liczyć. Byłem totalnym flakiem i to nie tylko tam na dole, ale całym sobą fizycznym oraz psychicznym. - Wiem, Flynn, kochasz mnie. Śpij, śpij - wyszeptałem do niego by przypadkiem się nie poczuwał do głośnych rozmów do północy. Objąłem go ręką i przysunąłem się jeszcze bliżej by wtulić się twarzą w jego pierś. Postanowiłem tak zniknąć, tak odpłynąć, tak odpocząć. O tak. Delikatne westchnienie wydobyło się spomiędzy moich warg. Na szczęście, oprócz dymu czuć było we Flynnie również samego Flynna. @The Edge RE: 1972, Wiosna | 25 czerwca | Tym razem wrócę szybciej - The Edge - 19.11.2023 Alexander był tak zaspany, że nie wyczuł zmartwienia w tonie głosu brata, czy po prostu miał to gdzieś? A może Flynn znowu przesadzał, zamartwiając się tym wszystkim, może to wcale nie było takie skomplikowane, tylko on sam sobie tworzył w głowie ten wisielczy nastrój, bo zwyczajnie nie potrafił egzystować szczęśliwy? W końcu był autorem lub współautorem przynajmniej połowy problemów, na temat których chciał z nim tak zawzięcie porozmawiać. Było tak ciężko o tym myśleć, kiedy ten ciepły człowiek oddający ci się bezgranicznie mimo posiadania tak licznych wad, przytulał się do ciebie i mówił spokojnym głosem, żebyś zasnął. Nie chciał spać. Chciał rozmawiać, chciał mu wyszeptać do ucha wszystkie te rzeczy, jakich się bał od lat. Byli ze sobą już ze trzy, a on mu nadal nie wyjaśnił jak bardzo go ta relacja z Fontaine i ukształtowała i na kogo, nie miał nawet odrobiny odwagi na zwierzenie się z tego jak często o niej myślał i tęsknił. Tona spraw z przeszłości, zagrzebanych gdzieś głęboko, tak żeby nie wystawały spod sterty liści. Ale te liście rozwiewało jeden po drugim i szczyt tej głupoty już było widać, zaraz los odsłoni przed Alexandrem cały pomnik tej porażki, jaką było jego życie - zawiedzie się? To mało powiedziane. - Tak, kocham cię - powtórzył za nim, obejmując go rękoma i układając się wygodnie, nawet jeżeli już teraz wiedział, że nie zaśnie całą noc. Ale mógł przynajmniej nad nim czuwać. - Ale porozmawiamy o tym jutro, tak? - Zawahał się. - Już śpię. - Tak naprawdę to nie spał. Ani teraz, ani przez następnych kilkanaście godzin. To, że nie spał, odbiło się na nim następnego dnia. Wyglądał i zachowywał się jak trup, bo obiecał pomóc w masie pierdół, przy których tak naprawdę nie chciał pomagać i zgodził się tylko dlatego, że nie mógł już udawać wiecznie zajętego (niestety rodzinka zorientowała się, że kiedy szedł do miasta, to najczęściej ucinał sobie drzemkę na drzewie, po tym jak pobił go tam Bulstrode), a nie miał nic sensownego do roboty. Po obskoczeniu każdego w potrzebie i wyskakaniu codziennego minimum na trampolinie nie wszedł, a wczołgał się do tego łóżka na wpół przytomny. Kiedy do wozu wrócił Alexander, zastał następującą scenę: buty, skarpetki, spodnie i koszulka Flynna leżały w równej linii prowadzącej od drzwi do śpiącego delikwenta, porzucone tam tak, jakby idąc ściągał z siebie cokolwiek z zamkniętymi oczami i pozostawiał to dokładnie tam, gdzie spadło. On sam leżał na pościeli kompletnie rozjebany, pokrywając ciałem większość powierzchni materaca i chrapał w najlepsze, chociaż nie dobiła jeszcze północ. Znając go, będzie trwał w tej pozycji do godziny czternastej dnia następnego. RE: 1972, Wiosna | 25 czerwca | Tym razem wrócę szybciej - The Overseer - 21.11.2023 Los bywał okrutny. Jednej nocy nie mogłeś zasnąć ty, drugiej - twój partner, kochanek, brat czy jak zwał, tak zwał. Może w zależności od sytuacji? Cóż, pełnia dawała mi się we znaki. Tego dnia nigdy nie czarowałem, bo nie mogłem zebrać myśli, niczego, więc czułem się totalnie zmęczony i niepotrzebny, a jeszcze księżyc w pełni bezczelnie śmiał się ze mnie wieczorami i nocami, zaglądając przez okna do środka. Nie dość, że jasno, to jeszcze emanował tą destrukcyjną energią. Kompletnie zapomniałem o tym, że Flynn chciał pogadać. Nie miałem do tego głowy poprzedniej nocy, a dziś mi się o tym przypomniało dopiero, kiedy wracałem do swojego wozu. Flynna nie było tym razem na jego dachu, więc zastanawiałem się, gdzie się podziewał, ale tylko drobną chwilę, póki nie przestąpiłem progu drzwi. No tak. I najgorsze było to, że nie zapytałem go, o co chodziło, a chyba wydawał się być wczoraj przejęty... Ale może to nie było nic istotnego, skoro nie zaczepił mnie w ciągu dnia? Gdyby to było coś ważnego, to dokładnie tak by się to skończyło, co nie? Cóż, jako że Flynn tak słodko spał, to przykryłem i cmoknąłem w czoło, zaś sam zaszyłem się w rogu, zapalając słabą lampkę i biorąc się za kontynuację papierkowej roboty. Wiedziałem, byłem tego pewien, że szybko nie zasnę, więc sobie darowałem jakiekolwiek próby. Pisałem, przeliczałem, przeglądałem, póki nie zacząłem zbyt intensywnie ziewać. Wtedy, cóż, już kompletnie do niczego się nie nadawałem, szczególnie że czułem w głowie ucisk zmęczenia i tak dalej, długo by wymieniać. Rozebrałem się do bielizny i przywdziałem starą koszulkę określoną aktualnie mianem piżamki, po czym wsunąłem się do łóżka. Nie chciałem tego robić, ale godzina leżenia w mroku zrobiła ze mnie człowieka podłego. Postanowiłem przebudzić Flynna by mnie przytulił. Wczoraj tak szybko odpłynąłem, a to było COŚ. - Flynn, kocie... - szepnąłem, zaczepiając go nieco ręką, potrząchając nim delikatnie by się przebudził. - Flynn... - niemalże to wymruczałem, dając mu buziaka w szyję i zaraz w policzek, jeśli się udało i podniósł głowę. - Przytul mnie... Odpłacę ci to w naturze - obiecałem z desperacją w głosie, zmęczony i nieco zachrypnięty. Nie wiem, czy przebudzony w środku nocy cokolwiek przyswajał, ale jeśli było trzeba, to ja powtórzę. @The Edge RE: 1972, Wiosna | 25, 26 czerwca | Tym razem wrócę szybciej - The Edge - 23.11.2023 Flynn w tym stanie nie był kimś szczególnie responsywnym - widać było, że mimo potrząsania nim, wciąż znajdował się gdzieś głęboko w innym miejscu, ale jego sny były tematem dosyć interesującym. Nie było wiadomo, co jest tego dokładnym powodem, ale młodszy Bell nie śnił w takim rozumieniu, w jakim pojmowali to inni ludzie - nie dostrzegał w głowie żadnych wyraźnych obrazów, nie rozgrywały się tam żadne sceny, nie towarzyszyły temu żadne emocje - posiadał szczątkową wyobraźnię wizualną, ale nie objawiała się ona w snach - tam towarzyszył mu tylko i wyłącznie wewnętrzny dialog. Widział czarne, białe i szare plamy, czasami tylko układały się w mniej lub bardziej sensowne kształty, poza tym nic, jedynie słowa, różne głosy, różne rozmowy. Takie jak teraz. Alexander kolejnym potrząśnięciem wyrwał go do fazy półsnu, a w tej fazie nie pierwszy już raz Flynn zaczął gadać jakby sam do siebie, coś o tym, że nie chce tego robić, ale to nie miało żadnego związku z dotykiem brata. Kończył po prostu jakąś myśl, mamrotał coś bez sensu, nawet nie dało się wyłapać kontekstu, ale przy drugim Flynn zamknął się wreszcie, objął go ręką i nieprzytomnie wydusił: Tym razem wrócę szybciej, obiecuję. Poczekasz na mnie, tak? Muszę to zrobić, nie będzie mnie tylko chwilę... A później zatopił twarz w jego klatce piersiowej i nie było słychać już nic, póki nie oderwał się od niej, budząc się i oddychając ciężko. - Sorka - odpowiedział głupio, próbując się uspokoić - obudziłem cię? Całkowicie już zapomniał, że była dzisiaj pełnia. Nie to, że zawsze był jakimś tęgim umysłem, bo nie był, ale musiał być w jakiejś przynajmniej szczątkowej rozsypce. Wyglądał na kompletnie zaspanego. Włosy miał poplątane jak diabli, nie otworzył oczu zbyt szeroko, a teraz to je zamknął już zupełnie, bo wydawało mu się, że nie musiał mieć ich otwartych. RE: 1972, Lato | 25, 26 czerwca | Tym razem wrócę szybciej - The Overseer - 24.11.2023 Bezsenność bywała zdradziecka dla umysłu, ale kto wie, czy w tym konkretnym przypadku również? Nakręcałem się na każdą kolejną dziwną myśl, niepewność, wątpliwość, problem pojawiający się w mojej głowie. Księżyc sobie świecił niewzruszony, a ja popadałem w kolejne paranoje, stąd by kompletnie nie zwariować, uciekłem się do najgorszego, co mogłem zrobić - przerwałem sen Flynna. Skruszony, zakochany i wdzięczny, że się przebudził, że przytulił, tylko że... Doskonale dotarły do moich uszu jego ostatnie słowa, rzucone niewinnie, ale tnące niczym sztylety moje serce napastowane w tej chwili wyobraźnią i zmęczeniem. Choć serce przyspieszyło i zrobiło mi się gorąco, duszno wręcz niemożebnie, to oddech zatrzymał się zapewne wraz z czasem. Zamarłem, choć dudniło we mnie cholernie. Próbowałem się uspokoić, rzecz jasna, bo świrem nie byłem i niepotrzebnie się nakręcałem, kiedy Flynn po prostu śnił, ale jednak brałem wielokrotnie, podczas pełni szczególnie, pod włos temat jego zniknięcia poprzedniego i ewentualnego ponownego, ale... powinienem był się skupić na tym, że się we mnie wtulał i teraz mogłem swobodnie odpłynąć również do krainy snów. - To... to ja... ciebie obudziłem - odparłem po chwili, przyswajając chwilę, co też do mnie powiedział. Przez chwilę widziałem jego oczy, ale było to tak ulotne, że ponownie miał je zamknięte, ponownie odpływał, a ja, cóż, się nakręcałem. Niepotrzebnie, tak, ale nie mogłem sprawy zostawić tak rozoranej i paskudnie krwawiącej niczym otwarte złamanie. Przełknąłem ślinę i choć to było głupie, to jednak potrząsnąłem Flynnem by dopytać. Może jednak coś pamiętał z tego snu i pozwoli mi się uspokoić. - Słuchaj... Bo mówiłeś przez sen, że tym razem wrócisz szybciej... Powiedz mi, co ci się śniło? Pamiętasz? - zapytałem zatroskany szeptem, jak gdybym mógł siebie ocalić przed spełnieniem się tych słów, urzeczywistnieniem ich jeszcze większym, a może na dobre przebudzeniem Flynna. Był taki piękny, kiedy spał, kiedy był zaspany, ale... kutas we mnie był w tej chwili. Musiałem wiedzieć, inaczej nie dałoby mi to spokoju, a jak tylko Flynn powie jakąś bzdurę o swoim śnie, ja przestanę się przejmować i zasnę - oby!!! - i będę spał przyjemnym, głębokim snem. @The Edge RE: 1972, Lato | 25, 26 czerwca | Tym razem wrócę szybciej - The Edge - 24.11.2023 Flynn po prostu odpływał. Był zbyt leniwy na to, żeby się po takim „wysiłku” nie wymęczyć przeokrutnie (nawet jeżeli dla reszty rodziny to był po prostu kolejny wtorek), więc teraz leżał taki zmarnowany i wymięty jak porzucona obok łóżka koszula. Na wpół przytomny odpowiedział krótkie: - Mhm. Chciał jakoś dać znać, że go jeszcze słucha. Coś tam do niego dotarło, że to Al go obudził, ale jakie to miało znaczenie, skoro mogli zasnąć znowu? I zasnąłby na pewno, był kilka sekund od tego, ale starszy Bell nie chciał mu na to pozwolić. Czasami pytania zadane szeptem brzmiały w głowie głośniej, niż gdyby je zadać normalnym tonem głosu. Flynn nie odkrył jeszcze, czy była to kwestia ciszy, jaka panowała w Fantasmagorii po tym jak zapadał zmrok (dla kogoś, kto dotychczas mieszkał w stolicy i to z ludźmi nieznającymi takiego pojęcia jak pora snu to było coś kompletnie dziwacznego), czy to głos Alexandra znowu wywoływał w nim te dreszcze, a może to wszystko przez to, że się tym tak emocjonował przez ostatni miesiąc... W każdym razie niezależnie od powodu ten szept po nim roszedł tak głośno, jakby go ktoś wypowiedział w takiej pustej kaplicy i każde słowo poniosło się po niej echem, odbijając od ścian i zamykając go w duszącym ucisku myśli, które próbował od siebie odgonić. Niby mógł wciąż próbować zasnąć, ale zdążył już odetchnąć głośniej i poruszyć się nieznacznie, jakby go to poruszyło o wiele bardziej, niż powinno, skoro to był tylko sen. - Kurwa... - Przekleństwo wypowiedziane tak zaspanym głosem wciąż brzmiało bardziej jak majaki, niż coś wypowiedziane przez trzeźwego człowieka. Zdawał sobie z tego sprawę, więc zanim poruszył temat zbliżającej się niechybnie, dłuższej nieobecności, potarł oczy i dał sobie kilka sekund na to, żeby chociaż trochę powrócić do grona nieśpiących. - Daj mi chwilę. Jak wreszcie oprzytomniał, wciąż mówił cicho, ale to już przez wzgląd na jego charakter i to, że mu to niejako narzucała późna pora. Nie patrzył na niego wciąż - zamiast nawiązać kontakt wzrokowy, wolał go opleść rękoma i zbliżyć do siebie bardziej. - Tylko nie denerwuj się, proszę, bo to nie jest nic takiego... - Zaczął w najgorszy z możliwych sposobów, w ten od razu kuszący do czarnowidztwa, bo kto rozumny by kogoś uspokajał gdyby nic złego się nie działo. - Będę musiał na trochę zniknąć, Al. Nie wiem, ile mi to dokładnie zajmie, ale mogę nie wrócić na któryś z sierpniowych występów. RE: 1972, Lato | 25, 26 czerwca | Tym razem wrócę szybciej - The Overseer - 25.11.2023 Zaniepokoiłem się bardzo, szczególnie teraz rozbudzony, obserwowałem każdą reakcję Flynna, każdy jego najdrobniejszy ruch, aby odnaleźć potwierdzenie w swych teoriach, tylko byleby nie usłyszeć czegoś, czego tak naprawdę nie chciałem słuchać, a tym bardziej przyjmować do siebie. A Flynn potrzebował chwili by pozbierać myśli, a przecież rzucenie pomrukiem, że jakieś szatańskie bzdury mu się śniły, wcale nie potrzebowało skupienia, chwili, odpowiedniej pozycji. Bałem się, obawiałem się cholernie, a jeszcze ten księżyc świecił bezdusznie, monotonnie, jak co miesiąc, ale wciąż równie kurewski. Pokręciłem głową, chcąc zaprzeczyć. To się nie działo. Nic się nie działo. Mogłem śnić, mogłem mieć podłe sny, dokładni takie, jakie miał Flynn w moich snach. Incepcja, tak, ale to było wielce możliwe. Nie kontrolowałem swoich snów, tego, co się w nich działo. To był zlepek symboli, które mogły coś znaczyć, albo być zlepkiem bzdur życia codziennego. Tak mogło być, a jednak Flynn mnie przytulił, unikał kontaktu wzrokowego, a ja popadałem w paranoję, drżałem. A jego słowa nie pomagały. Przy pierwszym zdaniu wpadałem w panikę, a przy kolejnych miałem wrażenie, że tracę grunt pod sobą, że spadam w przepaść, bez dna wciąż i wciąż, nieubłaganie oczekując zderzenia z powierzchnią. - Nie rozumiem. Flynn, ja nie rozumiem... Czemu zniknąć? Dlaczego zniknąć? Gdzie zniknąć? ...na ile? - pytałem, mówiłem, sam nie wiedziałem. Jedno było zdecydowanie wyczuwalne, że to ostatnie wypowiadałem już z przerażeniem, ze ściśniętym gardłem, walcząc z całym sobą, by to powiedzieć, by oczekiwać odpowiedzi, by się z tym oswoić... może? I nie utracić jednak tego gruntu pod nogami, którego tak usilnie potrzebowałem. Konkretów, chciałem konkretów, inaczej odpłynę. Mieliśmy koniec czerwca, a on mi mówił o sierpniowych występach. Chyba nie zniknie na ponad miesiąc...? I czemu nazywał to zniknięciem? CZEMU NIE PODRÓŻĄ? Czy zamierzał nie wrócić? Czy miał się spóźnić również na kolejne, sierpniowe występy? Kto go zastąpi? On był przecież niezastąpiony. Był naszą gwiazdą! Moją gwiazdą. Nie chciałem go nikim zastępować, a jednak... znikał. Nie zdawałem sobie sprawy, ale znowu nie oddychałem. Myślałem, głównie myślałem, nie byłem się w stanie skupić na innych rzeczach. Odepchnąłem się od niego, dłonie ułożyłem na jego piersi i odepchnąłem, tak, ale tylko dlatego by na niego spojrzeć, by to zrozumieć, bo w głowie mi się to nie mieściło. Tego nie było w skrzętnie ułożonych planach działania tego cyrku. Nikt nie wpisał tam nieobecności Flynna, nikt nie brał tego pod uwagę. Właściwie, to ja się tym zajmowałem i... on tam był w tych planach. - Flynn... Co się dzieje? - zapytałem, bo kompletnie nie rozumiałem. Czemu skrywał twarz przede mną? Czemu nie mówił mi tego wprost, tylko znowu unikał konfrontacji? Miał coś do ukrycia? Czy może znowu się nienawidził i miał za ścierwo największe w związku z...? @The Edge RE: 1972, Lato | 25, 26 czerwca | Tym razem wrócę szybciej - The Edge - 27.11.2023 Powinno szybciej do niego dotrzeć, że bez sensu czyni tę rozmowę jeszcze gorszą, niż powinien, ale to nie było takie proste, kiedy do człowieka dopiero co zaczęły docierać wszystkie bodźce. No i okej, czuł się strasznie otępiały, ale też znał Alexandra na tyle, żeby domyślić się wreszcie, że zwalił to po całości. - Przestań panikować, Al. Po prostu... - Nie dokończył, bo to było takie idiotyczne. Nikt nie przestawał panikować tylko dlatego, że ktoś ci mówił nie panikuj, to człowieka drażniło jeszcze bardziej, testowało jego limity, a on tak bardzo nie chciał sprawdzać jak daleko sięgała ta miłość. Mógł się zastanowić nad tym wcześniej. Zanim się zgodził pomóc Severine. Zanim poruszył światem Caina raz jeszcze. Ale już to zrobił. Zamierzał wyjechać na dłużej. Nie potrafił wybrać. Cenę za to miał ponieść człowiek, który mu jak gdyby nigdy nic powiedział, że wszystko w porządku, wybacza mu ucieczkę. I cierpiał z tego powodu ewidentnie, tak się teraz zestresował, że nawet Flynn zaczął się zastanawiać, czy dało się wyleczyć z traumy porzucenia, otaczając się jak pierzyną człowiekiem czyniącym cię jeszcze bardziej chorym... Wypuścił go z objęcia, ale tylko po to, żeby unieść się nad nim, opierając ciężar ciała na lewym łokciu. Pocałował go delikatnie, próbując patrzeć na niego mimo senności napierającej na jego powieki całą daną jej przez wszechświat mocą. - Kilka osób, które znałem jako Crow wróciło do mojego życia i będę musiał zrobić coś dla jednej z nich, bo ma na mnie trochę - dużo - papierów. - Czy powinien wchodzić tutaj w detale? Nie chciał przyznawać się do tego, z czego wyciągała go Crouch. Wstydził się dowodów, jakie na niego trzymała w swojej teczce, a także kar czekających na niego w Londynie, gdyby tylko ktoś przekazał te rzeczy Brygadzie. - Wrócę do ciebie, po prostu nie wiem kiedy. Spadła mi forma. - To przecież wymagało przygotowania. Miał porwać najpewniej dobrze pilnowane dziecko i... chciał się też upewnić, że podjęta decyzja jest tą dobrą. Pocałował go jeszcze raz. - Skarbie, obiecałem ci przecież, że tak długo jak będziesz mnie chciał, to cię już tak nie zostawię. - Przejechał mu dłonią wzdłuż boku, w taki delikatny i zaczepny sposób. Znalazło to również odbicie w wyrazie jego twarzy - delikatne uniesienia kącika ust, zmrużone powieki. - Nikt ci tak nie wybrudzi pościeli i życia jak ja - powiedział, naśladując samego siebie, ton głosu świadczący o byciu nakręconym na coś więcej, ale w rzeczywistości był po prostu wredną mendą, próbująca odwrócić jego uwagę od drążenia tematu głębiej. RE: 1972, Lato | 25, 26 czerwca | Tym razem wrócę szybciej - The Overseer - 27.11.2023 - Ja nie panikuję - odparłem zbyt szybko, niemalże od razu, bez przemyślenia sprawy, kiedy tylko usłyszałem słowa Flynna. I to było totalnie głupie, bo oboje zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że panikowałem jak diabli, ale jak miałem nie panikować, skoro mi się tu księżyc udział i ta popieprzona historia między nami, w której Flynn miał zniknąć. ZNIKNĄĆ. Ni mniej, ni więcej. Po prostu zniknąć. Tak, próbowałem to przemyśleć, ale wtedy widziałem to słowo wszędzie oczami wyobraźni, jak gdyby na naszym głównym namiocie wcale nie było logo Fantasmagorii, tylko jebane Zniknąć. - Dobra, panikuję - przyznałem się, choć nie chciałem tego mówić, ale taka była prawda, a jak nazwiemy rzeczy po imieniu, to już nie będą takie straszne, no nie? Powiedzcie mi, że dokładnie tak będzie, proszę!!! Panikowałem, tak. I żadne pocałunki mi nie... A może miały mi pomóc? Na pewno lepiej było widzieć oczy Flynna, bo choć nie potrafiłem z nich czytać, to jednak swoje widziałem. Bynajmniej typowe zachowania Flynna. Nie podobało mi się to, że znikał by załatwić sprawy dawnego siebie. Mogły go na nowo wciągnąć albo mogły się okazać na tyle skomplikowane, że... Że Flynn po prostu nie wróci. Niezależnie od tego, czy robił to dla własnego bezpieczeństwa, naszego czy chuj wie po co, to raczej nie mogliśmy go z tym zostawić samego. Ja nie mogłem pozwolić mu iść samemu. I choć nie bywałem typem osoby kontrolującej, to jednak jak diabli potrzebowałem wiedzieć i najlepiej widzieć, co on tam robi i - przede wszystkim - czy jest bezpieczny. - N... - próbowałem pozbierać myśli i coś mu przekazać, ale mi tego nie ułatwiał. Czemu mi tego nie ułatwiał? - Flynn... - A jednak zagryzłem wargę, zastanawiając się... nad czym? - Flynn, ty kurwikleszczu! Przestań! Kiedy masz do załatwienia te sprawy? Kiedy... wyjeżdżasz? Może ci pomożemy. Ja, chłopaki, może Layla albo Baestie - zaproponowałem z troską, dalej mniej czy bardziej szeptanie. Byliśmy rodziną. Trzymaliśmy się razem. Czy to na dobre, czy to na złe. Powinienem o tym pamiętać, o tym wiedzieć. - Nie jesteś z tym sam. Przynajmniej nie musisz być - stwierdziłem, poprawiając się. Byłem zestresowany jak diabli, a jego bliskość mi nie pomagała w skupieniu się. Nie przekazywało się tak wstrętnych wieści, a potem nie dotykało w ten sposób. - I wiedz, że ja... ja cię będę chciał zawsze, Flynn. Nie zapomnij o tym, dobrze? - wyszeptałem ledwie słyszalnie, bo rosła mi gula z tego powodu. Nie chciałem by Flynn o mnie zapomniał, by wyjeżdżał, by znowu był gdzieś daleko i nie wiadomo na ile. Szczególnie kiedy na nowo uzależnił mnie od swojej obecności, na dodatek tej niemalże codziennej w łóżku. @The Edge |