Secrets of London
[09.07.72] Zapachy lata, barwy jesieni - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [09.07.72] Zapachy lata, barwy jesieni (/showthread.php?tid=2272)

Strony: 1 2


[09.07.72] Zapachy lata, barwy jesieni - Christopher Rosier - 17.11.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange (Otwarty na nowe doznania, Tuż za Dziurawym Kotłem).
adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Victorii nie wprowadzono prosto do pracowni Christophera – wstęp tam miały wyłącznie osoby, które zabierał osobiście. I nikt nie mógł wejść tam pod jego nieobecność, a Rosier w tej chwili przebywał innym pomieszczeniu, do którego Lestrange poprowadziła asystentka: bardzo szczupła i wyraźnie czymś zestresowana. Ledwo zresztą ta zapukała nieśmiało do drzwi i je uchyliła, stało się jasne, o co chodziło, bo Christopher Rosier natychmiast się odezwał.
- Nie, nie, nie... Coś ty mi tu przyniosła? Są fatalne, fatalne po prostu. To na przykład pachnie jak deser. Jaka kobieta chciałaby pachnieć jak deser? Prawdopodobnie jakaś dziwna. Zapachy kojarzone z naszą kolekcją mają być eleganckie. Zabierz to stąd, spal, spopiel, wrzuć do kominka! – zawołał zapalczywie, po czym podniósł wzrok znad cieniutkiego tomiku, nad którą się pochylał. Nie była to jednak książka: w środku znajdowały się dziesiątki kolorowych papierków, za pomocą magii nasączonych próbkami różnego rodzaju perfum.
Rosier, jak zwykle, prezentował się nienagannie. Zawsze dbał o swój wygląd, ale zatrzymywał się przed tą granicą, za którą kryłoby się nadmierne wręcz wymuskanie. Odziany w błękitną koszulę własnego projektu, podkreślającą kolor oczu, starannie uczesany. Na jego twarzy malował się wyraz irytacji, ale rozpromienił się, kiedy dostrzegł za Jennifer aurorkę. Miał pewną słabość do Lestrange: może dlatego, że była ładna, może bo była zwykle miła i spokojna, a Rosierowi od małego tłuczono do głowy, że właśnie takie powinny być kobiety czystej krwi. A przy tym niegłupia - Christopher cenił ładne buzie, ale nie potrafił znieść głupich kobiety.
– Moja droga Victorio! – przywitał się i odbił od blatu, by do niej podejść, gotów zgodnie ze starym obyczajem ucałować jej dłoń, gdyby tylko na to zezwoliła. W tego typu sytuacjach nieodmiennie przestrzegał dobrych manier. – Wybacz, nie miałem pojęcia, że to już ta godzina. Wybieram próbki zapachów, ojciec wymyślił „współpracę”, perfumy zaprojektowane specjalnie dla naszej kolekcji „Zapachy lata”. Najwyraźniej lato powinno pachnieć jak deser – westchnął, obrzucając asystentkę niechętnym spojrzeniem, jakby to była jej osobista wina. Po prawdzie może i trochę była, bo to ona wybrała perfumerię, z usług której skorzystano. Christopher nie był zbyt zadowolony, że nie udano się po prostu do Potterów.
– Bardzo się cieszę, że znalazłaś czas na spotkanie. Jak się miewasz?


RE: [09.07.72] Zapachy lata, barwy jesieni - Victoria Lestrange - 19.11.2023

Była umówiona, a Victoria nie miała w zwyczaju się spóźniaj. Prędzej można się było spodziewać, że przyjdzie przed czasem niż po czasie – gdyby miała się spóźnić, to znaczyło ni mniej ni więcej, że stało się coś bardzo, bardzo złego, co ją zatrzymało. Albo, że świat się właśnie kończył. Dziewiątego lipca jednak nie został wyznaczony w kalendarzu czasu jako dzień ostateczny i Lestrange zjawiła się w salonie Chistophera punktualnie. Szybko została rozpoznana przez jego asystentkę, która chyba tylko pro forma zapytała „Panna Lestrange?” i zaprowadziła ją… nie tam, gdzie pracował Chris, nie. Zapukała, a Victoria nie mogła się oprzeć wrażeniu, że kobieta jest tak zestresowana, jakby miała zaraz zemdleć. Obserwowała ją przez moment kątem oka, a niemal natychmiast poszła litania znajomego głosu. I znajomej twarzy, gdy asystentka projektanta szerzej otworzyła drzwi.

Z kamienną twarzą słuchała narzekań Christophera, który pochylał się nad jakąś książką; wyglądał jak zawsze: nieskazitelnie i ze smakiem, zresztą czego innego spodziewać się po mężczyźnie jego kalibru i profesji? Sama Victoria nie przyszła w swoim mundurze z pracy, a w granatowej sukience do kolan, w talii ściągniętej cieniutkim paskiem. Na ramiona i ręce nałożony miała sweterek, nie po to, by było jej ciepło; po pierwsze było lato, po drugie nic nie było w stanie jej ogrzać i po ponad dwóch miesiącach już zdołała przywyknąć do dojmującego zimna. Długi rękaw miał zakrywać srebrzystą bliznę na przedramieniu i wierzchu dłoni. Kiedy Christopher uniósł na nią spojrzenie i ją zauważył, porzucając na moment to, co robił dotychczas, to się do niego uśmiechnęła, oczywiście pozwalając na ujęcie i ucałowanie dłoni (jakieś szczęście, że to ta lewa nosiła blizny, a nie prawa…).

[a] – Dzień dobry – odpowiedziała na przywitanie nieco bardziej neutralnie, ale to głównie dlatego, że raczej po prostu nie była bardzo wylewną osobą jeśli ktoś nie był jej bardzo bliski. – W takim razie przerwa dobrze ci zrobi – odparła, udając, że nie widzi z jakim niezadowoleniem spojrzał na swoją asystentkę. – No chyba że potrzebujesz opinii kobiety spoza branży – w końcu jeszcze przed chwilą utyskiwał na to, że żadna normalna kobieta nie chciałaby pachnieć jak deser (i w zasadzie to miał rację). – Cała przyjemność po mojej stronie – był czas, że unikała Rosierów jak ognia, a wszystko przez jej byłego łamane na niedoszłego, który już dawno wąchał kwiatki od spodu, i przez jego matkę, których miała po dziurki w nosie. Czas jednak minął, piasek w klepsydrze się przesypał i jej złość i niechęć do całej rodziny zdążyła zniknąć. A Christopher naprawdę nie był taki zły. I przede wszystkim miał sobą nieco więcej do zaprezentowania niż zdanie własnej matki. – Ach może być, w pracy ciągle coś, ale radzę sobie – to prywatnie było o wiele, wiele gorzej.




RE: [09.07.72] Zapachy lata, barwy jesieni - Christopher Rosier - 21.11.2023

Christopher miał z pewnością wiele wad. Był trochę zapatrzony w siebie i bardzo w swoje dzieła. W pracy stawał się perfekcjonistą i cholerykiem, który stawiał swoim pracownikom bardzo wysoką poprzeczkę. Niekiedy też był aż nazbyt energiczny i władczy - głównie podczas pracy właśnie, kiedy coś go absolutnie pochłaniało. Miał o sobie bardzo wysokie mniemanie i ani myślał prezentować światu fałszywej skromności. Ale na pewno nie był echem swojej matki, bo swoje zdanie miał na każdy temat. I chociaż jego poglądy w pewnych sprawach skręcały mocno w stronę konserwatyzmu - co widać było choćby po tym, że w żadnym jego pokazie nigdy nie poszła ani jedna mugolaczka - ciężko było podejrzewać go o to, że w wolnym czasie biega w szatach śmierciożercy.
Przecież wykonując zadania dla Voldemorta, mógłby pobrudzić sobie krwią buty. Nie wspominając już o tym, że maski śmierciożerców uważał za szczyt bezguścia.
Niechęci Victorii do Rosierów pewnie nigdy nawet nie dostrzegł. Miał skłonności do ignorowania pewnych rzeczy, które nie pasowały do jego postrzegania świata.
- Bardzo chętnie, może to ja zupełnie nie rozumiem kobiet i Jennifer ma jednak rację - zgodził się, podchodząc do stołu, po czym wyciągnął w stronę Victorii kawałek materiału, wyciągnięty z książki, przesączony zapachem perfum, uaktywniającym się pod wpływem dotyku. - Spójrz. Mają przywoływać myśl o lecie. Moim zdaniem przywołują myśl o cukierni - oświadczył z pewnym zniecierpliwieniem. Dla Christophera liczyła się elegancja i dobry smak, i zapachy może i faktycznie orzeźwiające, jego zdaniem ani trochę nie pasowały do szykownej kolekcji letniej Domu Mody Rosier.
Podana Victorii próbka pachniała na podobieństwo deseru lodowego - mieszając w sobie aromaty czekolady, wanilii oraz truskawkowego sorbetu.
- A ten osobiście rekomenduje moja urocza asystentka Jennifer. Moim zdaniem to dobry zapach dla szamponu, ale nie do współpracy z ekskluzywnym Domem Mody - dodał, podając jej kolejną karteczkę, tym razem pachnącej mieszaniną różnego rodzaju owoców. - A tak, te wszystkie dziwności w Dolinie Godryka... zupełnie tam nie bywam, ale ktoś mi wspominał o jakichś potworach w lesie. Pewnie macie pełne ręce roboty - powiedział, chociaż zdawał się dużo bardziej zainteresowany zapachami niż tematem widm w Kniei. W końcu ten drugi zupełnie go nie dotyczył.


RE: [09.07.72] Zapachy lata, barwy jesieni - Victoria Lestrange - 23.11.2023

Christopher prezentował sobą obraz idealnego panicza czystej krwi. Kiedy ludzie myśleli o rodach czystokrwistych czarodziejów, a może w szczególności z Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki – to Chris byłby idealnym przykładem. Nieco pełny siebie, mający coś z arogancji, ślepy na to, czego nie chciał widzieć, władczy, perfekcjonista pochłonięty przez swoją pracę… albo przez ideę? To, że posiadał własne zdanie, było niezaprzeczalną zaletą, bo jedna sprawa to szanować rodziców, a druga być w nich wpatrzonym jak w obrazek do tego stopnia, że gadało się tylko o tym, co któreś z nich mówiło w domu. Jakkolwiek źle to nie brzmiało, to Victoria odetchnęła z ulgą i cieszyła się, że nie musi się już użerać z Violettą Rosier. Szkoda tylko, że finał skończył się na cmentarzu.

Spokojnie podeszła do stolika, do którego zaprosił ją Rosier, poprawiła tylko pasek torebki na ramieniu i delikatnie ujęła w dłoń materiał, który podał jej mężczyzna. Przysunęła go sobie pod nos i na moment zamyśliła. Zapach nie był ciężki i przywodził na myśl nuty, które Victoria czasami wyczuwała na kobietach odkąd zrobiło się cieplej na zewnątrz.

- Faktycznie ma to coś z deseru – chociaż kiedy tak to zaprezentował, to pomyślała, że chodzi o jakiś zapach pączka z lukrem, albo czegoś absurdalnie słodkiego. - Nie jest taki zły, ale bardziej pasuje na wyjście na plażę, niż do kolekcji domu mody – zawyrokowała i oddała Chrisowi materiał, przyjmując w dłoń kolejny. Ten był zupełnie inny, mocno orzeźwiający, i co prawda z szamponem jej się nie kojarzył, ale z żelem pod prysznic, czyli już bardzo blisko. - Niee. Znaczy ładny, ale na pewno bym tak nigdzie nie wyszła – chociaż bezsprzecznie pasowało to do lata. Jednak Victoria była fanką mocniejszych zapachów, z dodatkiem piżma – ono dodawało takiego… ciepła do perfumów i właśnie elegancji. Niech każdy chodzi jak chce ale rozumiała dlaczego Christopher nie chciał, by takie zapachy utożsamiane były z jego kolekcją. - I wszystkie są na taką modłę? Już widzę jakiś bankiet i te wszystkie starsze panie pachnące jak lody – a mówiąc to absolutnie sobie tego nie wyobrażała.

- Tak, las w Dolinie, a niedawno ten nieszczęsny statek… Ciągle coś się dzieje – odparła, ale prawdę powiedziawszy nie do końca chciała gadać o pracy. - U ciebie wszystko w porządku? – zapytała, woląc przenieść rozmowę dalej od niej samej.




RE: [09.07.72] Zapachy lata, barwy jesieni - Christopher Rosier - 23.11.2023

Sam po prawdzie nie przepadał za swoim kuzynem. Głównie dlatego, że gdyby chciał wiedzieć, co powiedziała jego ciotka, mógłby zapytać ją bezpośrednio. A Christopher nie miał cierpliwości do ludzi, którzy go nudzili lub denerwowali. Zdarzyło się mu nawet zażartować, oczywiście jeszcze za życia chłopaka, że zaręczyli Victorię nie z tym kuzynem: on może i nie byłby najlepszym z mężów, ale przynajmniej narzeczona zapewne interesowałaby go nieco bardziej niż własna matka.
Gdyby Christopherowi podetknięto pod nos perfumy pachnące pączkami i oświadczono, że ma być to zapach nowej kolekcji Rosierów, prawdopodobnie mimo młodego wieku doznałby zawału. Alternatywą byłoby zrobienie czegoś gwałtownego - na przykład posłanie w stronę delikwenta jakiejś klątwy i szybkie spaczenie duszy. Na szczęście nie było z tym aż tak źle.
- Cieszę się, że się ze mną zgadzasz - odparł, odkładając próbkę z powrotem do książki. Rzecz jasna nie miał wątpliwości, że ma rację, ale zawsze pozostawał argument pt. "nie jesteś kobietą", więc dobrze było mieć kobiecą opinię na podparcie swojego zdania. - Większość z nich, niestety. Spójrz na ten. Mam nieodparte wrażenie, że pachnie zupełnie jak ciasto waniliowe z budyniem.
Wyciągnął kolejny kawałek materiału ku Lestrange. Może nie był tu obiektywny, ponieważ wczoraj jadł dokładnie taki deser, ale...
- Nawet jeżeli przyjmiemy, że wanilia to elegancki zapach, niezbyt rozumiem, dlaczego miałaby kojarzyć się z latem? - stwierdził, kręcąc głową, po czym sam sprawdził następną próbkę, po którą wcześniej nie miał okazji sięgnąć. - Tu jest trochę lepiej. Główny zapach to lawenda, poza tym chyba jeszcze werbena i paczula? Chociaż muszę przyznać, że sam nigdy nie byłem wielbicielem woni lawendy, zdaje mi się za ciężka - oświadczył, przekazując materiał ku Victorii. Jak zawsze, skupiał się na swojej pracy na tyle, że prawie zaskoczyła go jej odpowiedź na pytanie, i potrzebował dwóch sekund, aby zrozumieć, o czym kobieta mówi.
- Na statku? Obawiam się, że nie słyszałem o żadnych statkach.
Nie pracował w końcu w Ministerstwie Magii. Prasę śledził, owszem, ale głównie pod kątem najważniejszych wydarzeń oraz tych, które go interesowały - czyli towarzyskich.
- Mówiąc szczerze, całkowicie skupiam się na szykowaniu jesiennej kolekcji, a raczej chciałbym się na tym skupić, ale... to - powiedział i machnął ręką w stronę próbek zapachów, z nieco zniesmaczoną miną, jakby chciał podkreślić, że jest to coś okropnego, co odciąga go od codziennej pracy. - Jeżeli chcesz, możemy przejść do mojej pracowni, pokażę ci dwa projekty. Tylko pamiętaj, nikomu ani słowa: dotąd nie oglądał ich nikt poza mną, Merkurią i naszymi asystentami.
Lestrange chciał jednak w końcu namówić do udziału pokazu, wypadało więc jej zademonstrować, jakie kreacje miały pojawić się na scenie.


RE: [09.07.72] Zapachy lata, barwy jesieni - Victoria Lestrange - 24.11.2023

Na szczęście w przypadku Victorii, nie trzeba się było bać o przedwczesny zawał, albo o jakieś agresywne ruchy – mało było w jej życiu rzeczy, które tak głęboko by nią wstrząsnęły, by wyprowadzić ją z równowagi. Zwykle starała się wyciszyć, zepchnąć złe emocje w kąt, by móc je przeanalizować na spokojnie w lepszym momencie, niekoniecznie na gorąco. Ale nie zawsze się tak dało, nie zawsze było to możliwe. To nie tak, że Lestrange nigdy się nie denerwowała, albo że nie potrafiła podnieść głosu i krzyknąć – a owszem, umiała. Działo się to jednak tak rzadko, że możliwe że nawet najstarsi Indianie o tym nie pamiętali. Nie była kobietą gwałtowną, nic z tych rzeczy, ludzie mieli ją za życiowo powolną… do czasu aż działo się coś, co wymagało szybkiej akcji i jeszcze szybszych decyzji. Wtedy można było odnieść wrażenie, że Victorii na co dzień po prostu nie chce się marnować energii.

Wzięła od Christophera kolejną próbkę i bardzo szybko ją oddała.

- Coraz bardziej zbliżamy się do nadzienia z pączka. To nazwałbym zapachem drożdżówki – odparła i uniosła jedną brew w konsternacji. Być może miała takie skojarzenie, bo wczoraj nie jadła takiego ciasta jak Rosier. - Do wanilii nic nie mam, ale w nadmiarze potrafi być trochę mdłe. Raczej nie mam skojarzenia z latem… a nie ma tu czegoś co byłoby połączeniem jabłek, jakiegoś kwiatu i piżma? Myślę, że znacznie lepiej pasowałoby do elegancji, ciepła i nie kojarzyłby się z żadnym jedzeniem – stwierdziła po chwili zastanowienia, łatwo potrafiła dać się wciągnąć w takie sprawy, poniekąd trochę się tym interesowała – a już na pewno znacznie bardziej niż jakimś rękodzielnictwem. Lubiła dobrze się prezentować, wyglądać z klasą i nie przepadała za niedopasowanymi zapachami. Sama zresztą posiadała toaletkę z co najmniej kilkunastoma flakonami różnych perfum, głównie od Potterów. Niektóre kupiła sama, niektóre wysłała jej Jane. Przyjęła jednak kolejną próbkę od mężczyzny i aż się zdziwiła. Głównie jego słowami, że tu jest lepiej, bo ona z kolei bardzo szybko odsunęła to od nosa, kręcą głową. - Nie, nie. To na pewno nie. Wiesz z czym mi się to kojarzy? Wybacz za porównanie, ale z jakimś odświeżaczem powietrza, zwłaszcza w toaletach. U mugoli czasami tak pachniało – pośpieszyła z wyjaśnieniem. Ostatnio łapała się na tym, że miała zadziwiająco dużo takich historii z czasów pracy jako amnezjator i restaurator. - Albo wieszali to w szafach. Z jakiegoś powodu wierzyli że ten lawendowy zapach odstrasza mole – aż przekrzywia głowę patrząc krytycznie na próbkę, którą szybko oddała Rosierowi.

- Hmm nie słyszałeś? To dość głośna sprawa i chodzi o statek widmo. Wypłynął znowu w okolicy Lithy i kilkoro zbyt ciekawskich ludzi się tam zakręciło – teraz przynajmniej mieli te wszystkie odpowiedzi, że wiele zaginionych na przestrzeni dziesiątek lat ludzi znalazło się właśnie tam, nigdy wcześniej nie odnalezieni – i nic dziwnego skoro poszli na dno wraz z ponownymi cyklami zatapiania się statku. Ale po stwierdzeniu Chrisa tylko się do niego uśmiechnęła – czyli u niego nic się nie zmieniło i było po staremu. To… dobrze. - Oczywiście, jeśli tylko czujesz się gotowy – by zabrać ją do tej pracowni. Oderwanie się od tych zapachów na chwilę powinno oczyścić mu głowę, ale już wiedziała, że będzie się o to długo złościł. - Spokojnie. Nie powiem nikomu – zadziwiająco dużo rzeczy potrafiła zostawiać samej sobie i z tym nie miało być inaczej. Rozumiała potrzebę zachowania takich rzeczy w tajemnicy. Tym niemniej jeśli chodziło o to namawianie… Victoria nie kłamała jeśli chodziło o ryzyko związane z jej zawodem. W tej chwili na przykład jej włosy mogły to ukrywać, choć wystarczyło założyć kosmyki za ucho, albo po prostu się poruszyć, by Christopher mógł zobaczyć delikatną, bo cienką, ale jednak – wyglądająca na dość świeżą, poziomą ranę na jej prawym policzku. Nic głębokiego, ani bardzo szpecącego, z rodzaju tych, które za kilkanaście dni znikną zostawiając za sobą ledwie leciutki ślad dający się ukryć pod makijażem – jednak fakt pozostawał faktem. A Victoria miała kilka blizn, o których pewnie będą musieli porozmawiać, jeśli się zdecyduje.




RE: [09.07.72] Zapachy lata, barwy jesieni - Christopher Rosier - 25.11.2023

– Zawsze wiedziałem, że masz dobry gust – pochwalił ją Christopher, kiedy porównała „zapach ciasta waniliowego z budyniem do „drożdżówki”. – A potem ludzie mówią, że przesadzam, kiedy narzekam na pracowników – dodał, kręcąc głową.
Christopher nigdy nie był w żadnym mugolskim domu i nie miał pojęcia, jak pachną ich odświeżacze powietrza. Kiedy Victoria wyjaśniła z czym kojarzy się jej zapach, który jej podsunął, Rosier wzdrygnął się lekko i odrzucił materiał tak, jakby nagle zaczął parzyć go w palce. Ekskluzywna kolekcja Domu Mody Rosier miałaby pachnieć jak… jak mugolska toaleta?! Była to wizja tak przerażająca, że natychmiast wzbudziła w nim ochotę wręczenia asystentce, która przyniosła tę książkę wymówienia. Najlepiej ze skutkiem natychmiastowym.
– Obawiam się, że nie ma tu żadnych cięższych perfum. Takich chciała unikać matka i w tym wypadku się z nią zgadzam, lato kojarzy się z lekkością. Zdecydowanie wolałbym jednak coś kwiatowego i najlepiej nie pachnącego mugolską toaletą, ale niewykluczone, że mam za wysokie wymagania – oświadczył z miną, która wyraźnie świadczyła o tym, że wcale nie uważa, aby te wymagania były za wysokie. – A ty, Victorio, jaki zapach kojarzysz z latem? – zapytał, zatrzaskując nieszczęsną książkę z próbkami i kierując się do wyjścia, by przeprowadzić Lestrange do swojej pracowni. Zmarszczył lekko jasne brwi, kiedy wspomniała o „statku widmo”, ale hasło nie wywołało w jego głowie żadnych skojarzeń.
– Nikt o tym nie wspominał, a jeśli pisali coś w prasie, musiałem to przegapić. Większość moich klientek ostatnio przeżywała raczej zestawienia z Czarownicy, oczywiście obsmarowując niemożliwie osoby, które się w nich znalazły… Słusznie zresztą, widać z góry, że to mało rzetelne artykuły – oświadczył, kierując się do pomieszczenia, w którym pracował.
Było to duże pomieszczenie, z dużymi oknami, zaklętymi tak, by z zewnątrz nie dało się zajrzeć do środka, ale jemu zapewniały dużo światła. Podzielono je niejako na dwie części – w jednej stało biurko oraz blaty, ustawione w kształt litery L, a na nich widać było mnóstwo szkicowników, rysunków, przyborów do malowania, a także różnego rodzaju próbki materiałów. Ścianę za nimi zalepiały rysunki, ale także zdjęcia i okładki magazynów. Na dwóch czy trzech był sam Christopher, zdarzył się jakiś męski płaszcz, ale większość przedstawiała suknie albo kobiety w tychże sukniach.
Druga część sali, teraz oddzielona specjalną zasłoną, którą Christopher ściągnął za pomocą zaklęcia, służyła mu do pracy „na żywo”. Tu był regał, manekiny, wieszaki, na których wisiały ubrania, przepierzenie, stołki i skrzynia. Rosier wyciągnął różdżkę i machnął nią, a zza przepierzenia „wyjechały” dwa manekiny. Na obu znajdowały się jeszcze nie ukończone w pełni suknie. Jedna z nich, nieomal już ukończona miała barwę głębokiego granatu, a dół spódnicy pokrywał wzór w kształcie kwiatów wrzosu, który potem piął się w górę, by pokryć część gorsetu. Był to projekt prosty i elegancki, w odróżnieniu od drugiego. Druga suknia płonęła czerwienią i złotem, zdobiona w ognisty wzór.
– Nad tą drugą jeszcze pracuję: to suknia, którą na pewno nie każda kobieta będzie mogła założyć, ale wszak właśnie takie suknie są najpiękniejsze. Ta pierwsza ma być Spokojem, ta druga Odwagą lub Miłością, nie zdecydowałem jeszcze. Mam też projekt jeszcze jednej, zdobionej jesiennymi liśćmi, ale na razie chcę dokończyć te, nim zabiorę się do trzeciej. Merkuria, z tego, co mi wiadomo, planuje na pewno Nieustępliwość.


RE: [09.07.72] Zapachy lata, barwy jesieni - Victoria Lestrange - 27.11.2023

– Skąd. Doceniam twój perfekcjonizm – skwitowała, bo całkowicie to rozumiała. Sama lubiła, jeśli coś, co sobie zamyśliła, wychodziło bezbłędnie. Owszem, potrzeba było w to przede wszystkim włożyć wysiłek, należało sprawdzić wszystko kilka razy, by wyeliminować wszelkie przeoczenia i pomyłki, trzeba było poświęcić na to więcej czasu niż na zrobienie coś jedynie „po prostu” poprawnie, ale efekt miał być przecież tego wart. I rozumiała, ze Christopher odczuwa coś podobnego względem swoich projektów i kreacji, gdzie zapach musi się łączyć nie „dobrze” a i-de-al-nie. Perfekcjonizm mógł być zmorą, bo solą w oku okazywało się, jeśli coś w małym ułamku odbiegało od ideału, ale czyż piękno nie wymagało takich poświęceń?

Uniosła wyżej brwi, widząc jak Rosier zareagował na jej wzmiankę o mugolach.

– Możesz się pocieszać tym, że większość porządnych czarodziejów nie ma takich skojarzeń – ona miała. Nie ze względu na zamiłowanie do mugoli, a na czteroletnią pracę. To zostawało w człowieku. – Po prostu nie używajcie tego zapachu i po kłopocie – dodała i uśmiechnęła się delikatnie do mężczyzny. – To nie są wcale zbyt wysokie wymagania – w tym wypadku ich gusta i przemyślenia niewiele się od siebie różniły. Ale wcale nie rozpoznała, że dokładnie to samo myślał Christopher. – Jaki zapach? – powtórzyła za nim, odrobinę zaskoczona pytaniem. Zamyśliła się na krótką chwilę. – Bez. Kojarzy mi się z początkiem lata, kiedy bzy kwitną przez te kilka dni. I zapach wosku pszczelego. Nie samego miodu, tylko wosku – pszczoły zapylające kwiaty… Victoria naprawdę kochała rośliny. Już w głowie widziała pokoje w mieszkaniu na Pokątnej, to jak rozłoży tam wszystkie swoje kwiaty, by miały zapewnione odpowiednie warunki słoneczne i przewiewne. Żeby to wszystko się też dobrze komponowało. – Chyba po prostu nie lubię całkowicie słodkich zapachów, tylko coś… przełamanego – bo ani jeden ani drugi zapach jaki wymieniła, nie można było go uznać, za jeden z tych mdląco-słodkich.

– To pewnie przegapiłeś, bo pisali. Statek wynurzał się co ileś lat a potem tonął znowu, z kolei ludzie znikali – westchnęła. – No, nieistotne. Po prostu było z tym dużo roboty – wyjaśniła, nie chcąc się wdawać w niepotrzebne szczegóły, a potem wypuściła głośniej powietrze przez nos, w takim króciusieńkim śmiechu. – A tak, Czarownica – westchnęła.  Część znajdujących się osób w tych całych zestawieniach kojarzyła, część była jej kompletnie nieznajoma i szczerze mówiąc nie wiedziała, co tam w ogóle robili. Musieli to chyba być jacyś znajomi redaktorów, bo sama Lestrange miałaby kilka innych propozycji, gdyby ktoś ją zapytał o zdanie – ale nikt nie pytał.

Spokojnie przeszła za Rosierem do jego pracowni, po której rozejrzała się krótko, na moment zawiesiła oko na rysunkach na ścianie, ale w chwili, kiedy Christopher ściągnął zasłonę, pomachał jeszcze różdżką i ich oczom ukazały się dwie suknie, nad którymi pracował, to przestała się kręcić i po prostu spojrzała we właściwym kierunku. Były kompletnie różne od siebie… jak… jak ogień i woda. Victoria przyjrzała się najpierw tej ciemnej, w odcieniach niebieskiego i fioletu, by następnie spojrzeć na tę ognistą. Aż była ciekawa jaki będzie efekt końcowy czerwonej, biorąc pod uwagę jaki obrót przybrała granatowa – a była przecież piękna.

– Widzę, że poszedłeś tutaj w przeciwieństwa? – zapytała i odrobinkę uniosła głowę. – To nie podzieliliście się od startu? – sądziła, że już wiedziała w jakim mniej-więcej kierunku będą chcieli iść, ale słowa Christophera sprawiły, że się nad tym zastanowiła. – Więc… Jak ty byś to widział? – zagaiła ostatecznie, dość bezpośrednio i skierowała spojrzenie ciemnych oczu na Rosiera.




RE: [09.07.72] Zapachy lata, barwy jesieni - Christopher Rosier - 28.11.2023

Jeśli szło o własne projekty i o pokazy, przy których pracował, Christophera nie zadowalał żaden efekt poniżej perfekcyjnego. Jego suknie, płaszcze i spódnice musiały być zachwycające, a pokazy zapadać w pamięć. Nie chciał przeciętności - przeciętność była dla innych. Pracownikom płacił więc doskonale, wychodząc z założenia, że jakość kosztuje, ale... właśnie. Oczekiwał tej jakości.
Nie mugolskiego odświeżacza do powietrza.
- Obawiam się, że po dzisiejszej rozmowie już nigdy nie będę postrzegał zapachu lawendy tak samo - przyznał na jej zapewnienie, że większość dobrych czarodziejów nie będzie miało podobnych skojarzeń. - Wosk. Hm, intrygujący pomysł - stwierdził z pewnym zamyśleniem. - Może nie jest jeszcze za późno, aby poprosić Potterów o zaprojektowanie konkretnego zapachu, i wrzucenie tego... czegoś do kosza - stwierdził. Jemu lato kojarzyło się głównie z zapachem kwiatów, które pojawiały się latem w wazonach w domu rodzinnym - w jego własnym mieszkaniu nie było ich wiele, bo Rosier nie miał cierpliwości do dbania o takie drobiazgi.
Co do Czarownicy, oczywiście, że uważał, że zestawienie było zmanipulowane.
W końcu - inaczej on by się w nim pojawił, prawda...?
*

- Tematem przewodnim są ludzkie emocje, a przy tym to kolekcja jesienna. Świat uczuć tymczasem jest bardzo różnorodny, a jesień ma nieskończenie wiele barw: od brązu opadłych liści przez złoto tych, które wciąż pozostają na drzewach po fiolet wrzosów. I wiele twarzy, bo niesie ze sobą deszczowe, chłodne dni, ale i te złociste, kiedy dopiero ustępuje jej lato. Chcę więc, żeby projekty to oddawały - powiedział Christopher, a w jego głosie pobrzmiewała pasja, bo tej wobec pracy mu nie brakowało. Rosier naprawdę lubił projektować, lubił cudzy zachwyt swoimi kreacjami i lubił sięgać po nowe rozwiązania. - Podzieliliśmy się wstępnie, ale proces twórczy nie znosi sztywnych ram. Wszystko jest jeszcze płynne. Co jeżeli suknia, która miała być odwagą, w ostatecznym rozrachunku po prostu krzyczałaby, że najlepiej pasuje do miłości? Na całe szczęście, mamy jeszcze trochę czasu i istnieje tutaj pole do zmian – stwierdził, po czym machnął różdżką. Wyczarowywał materiały, transmutował je, chcąc zademonstrować Victorii ostateczny efekt, jaki chciał osiągnąć: złocisty materiał spódnicy, wyglądający tu i ówdzie spod zewnętrznych warstw czerwieni, i płomienisty wzór, który miał sprawiać wrażenie, jakby brzegi sukni i rękawów naprawdę stały w ogniu. – Tę fioletową zainspirowało zdjęcie wrzosowisk w Dolinie Godryka, jestem pewien, że je widziałaś. Ta druga to płomień i pasja, ognie żegnające lato i witające jesień. Trzecia będzie zdobiona liśćmi, przeznaczona dla jesiennej królowej, we wszystkich jesiennych barwach, a czwarta, jaką przygotuje, będzie melancholią nadchodzącą wraz z nocą Samahain, ciemną jak ciemne mogą być strach i ta melancholia, ale kryjącą w sobie sugestię blasku gwiazd i nadzieję na powrót wiosny. Wreszcie piąta przyniesie mgłę, jak mgła ulotna i przesycona tęsknotą za tym, co w tej mgle się skrywa.
Opuścił różdżkę i uśmiechnął się do Victorii. Lubił mówić o swojej pracy - i wtedy na jaw wychodziło, że miał odrobinę poetycką duszę. Ale czy to było dziwne, skoro w pewnym sensie był artystą?
- Jak wspomniałem, chcę, aby ten pokaz był wyjątkowy. Zwykle liczy się tylko suknia: modelka ma być dla niej tłem, ma znikać za ubraniem, które nie jest przecież przeznaczone dla niej, a dla tych, którzy ją oglądają. To one mają w tej sukni później błyszczeć. Tym razem ma być inaczej, bo sednem przekazu są w końcu emocje, a tło nie zaprezentuje emocji. Najpierw planujemy wstępne przymiarki, później krótki kurs poruszania się, bo większość pań na scenie nie będzie typowymi modelkami. Przed samym pokazem oczywiście kilka prób, niezbyt wiele jednak, bo damy zaproszone do pokazów są zajęte. Buty mają zostać zaklęte, aby ułatwiały poruszanie. Zapewniamy miejsca w hotelu na Pokątnej, wynagrodzenie oraz udział w przyjęciu po pokazie. I jeżeli masz sugestie, kogo warto zaprosić do pokazu, chętnie ich wysłucham. Napisałem na razie list do Pandory Prewett, bo ma nietypową urodę, ale chyba przebywa poza domem Prewettów, bo wciąż nie odpowiedziała.
Nie dopuszczał do siebie myśli, że mogłaby go po prostu zignorować. Christophera Rosiera przecież się nie ignorowała.


RE: [09.07.72] Zapachy lata, barwy jesieni - Victoria Lestrange - 06.12.2023

Była w stanie zrozumieć tę pogoń za perfekcją, za tym, by być dalece od przeciętności – wszak w takich wartościach była ciężką i chłodną ręką wychowywana. Że czystokrwiści byli ponad przeciętnością, że należy mieć ambicje i sięgać wysoko, najwyżej jak się da. Że trzeba być najlepszym, a wszystko poniżej jest mało warte (w oczach Izabelli przynajmniej). Tak wysoce zawieszona poprzeczka potrafiła złamać człowieka, potrafiła wydrenować z niego wszelkie siły i radość z życia, jeśli od dziecka szkolonym było się tylko do jednego celu: by był najlepszym. To właśnie było życie Victorii, i choć ona sama czuła, że nie musi być najlepsza we wszystkim, że nie wystarczyłoby jej na to wszystko czasu, to jednak perfekcja i bycie ponad przeciętność były jej chlebem powszednim, dlatego zupełnie nie umiała na tym polu skrytykować działań i podejścia Christophera. Nawet jeśli sama nie do końca tak myślała – te ponad dwadzieścia lat wychowania trudno było z głowy wyrzucić, wpojonych zasad, reguł, tego, co według rodziny było ważne, a co nie. Pewnie, gdyby Isabella się dowiedziała, że w ogóle Victoria dostała propozycję od Chistophera, by wziąć udział w pokazie i że nie ma tam miejsc dla mugolaczek (a przynajmniej, że tak się w kuluarach mówi…) to byłaby taka dumna, i mówiłaby o światłej inicjatywie porządnych rodzin.

– Prawie mi przykro – bo rzecz jasna nie było jej ani trochę, że teraz lawenda nie będzie miała już dla niego tego samego… zapachu… co dotychczas. Nie zrobiła tego celowo, ale nie zamierzała się tym przejmować, bo to nie był jej problem. – Kto nie próbuje, ten nie pije szampana i ognistej whisky – odparła, bo jednak miała nadzieję, niezależnie od tego, czy sama weźmie w tym udział czy nie, że jednak Chris będzie zadowolony, a zapachy, jakie jej pokazał, nie mogły być dla niego ani trochę zadowalające. To był ten rodzaj dusząco-mdlących perfum, że ich słodycz może była ciekawa na początku, a po minucie zaczyna cię boleć głowa.


Słuchała Rosiera uważnie, nie przerywała mu, bo nie miała nic do dodania. Świat uczuć… Gdyby tylko Christopher wiedział, z iloma uczuciami i emocjami się w ostatnim czasie zmagała, ile było ścisków serca, zaprzeczenia sobie samej, mówienia, że rzuca to wszystko w cholerę, by za chwilę się odwrócić i westchnąć, bo wiedziała, że jeśli teraz się podda bądź odejdzie, to będzie tego żałowała do końca życia… Jaki mętlik miała – a to wszystko z powodu żywych emocji, które toczyły w niej walkę. W końcu musiały wybuchnąć. Przez lata spychania wszystkiego w kąt, gdy w końcu się otworzyła – oczywiste było, że woda wartkim strumieniem wyżłobi sobie koryto, by w odpowiednim momencie całą falą naprzeć na zamknięte dotychczas drzwi. I zgarnie i zniszczy wszystko, co miała na swojej drodze. To tylko porównanie, bo Victoria nie utożsamiała się w żadnym wypadku z wodą. Kochała rośliny, twardo stąpała po ziemi, była spokojna i nieustępliwa. A w jej żyłach i gdzieś na dnie serca, tlił się ogień – rzadko kiedy widoczny w odbiciu jej charakteru.

Spoglądała na efekt końcowy, który chciał osiągnąć na tej ognistej sukni i po chwili odwróciła głowę, uśmiechając się do Christophera. Mówił z taką pasją… Pasją, która mogła pociągnąć za sobą ludzi. Było coś miłego i fascynującego słuchać kogoś, kto tak był zatracony w swoich zainteresowaniach, że mógłby o nich opowiadać godzinami. Bo była pewna, że blondyn mógłby.

– Rozumiem – pokiwała głową i w zasadzie, co więcej mogła powiedzieć? Nie miała w sobie takiej pasji do rozmawiania o kreacjach i ubraniach. Mogłaby w ten sposób opowiadać o roślinach, eliksirach, swoich pomysłach na miksturowe eksperymenty. Albo o kotach. Kochała koty całą sobą. – Widziałam, oczywiście. Nie raz i nie dwa. To piękny widok. Zamiast zdjęcia powinieneś je kiedyś zobaczyć na żywo – była pewna, że zdjęcie, nawet jeśli ruchome, nie oddaje do końca tego, jak zachodzące słońce rozgrzewa kolory pięknych wrzosów, leciutko poruszanych na wietrze. – Czyli masz już głowę pełną pomysłów, nie spodziewałam się niczego mniej – powiedziała, wysłuchawszy, jakie miał plany na inne suknie, oprócz tych dwóch, które mógł jej tutaj dzisiaj pokazać. – Więc większość z wyborów na… hmm… powiedzmy, ze modelki, to kobiety, które nie mają za wiele wspólnego z branżą? – dopytała. Jakże odważne. Ale jeśli przyświecał im cel, by pokazać emocje, kobiety, które się za tym kryły, a ubrania miały być… jeśli nie dodatkiem, to wyrazem przekazania tych emocji – to chyba dobry ruch? Na pewno taki, który przyniesie szum i rozgłos.

Czy nie o to Victorii chodziło? O rozgłos. O broń w ręce, by jej rodzina była grzeczna.

– Pandora Prewett? Nie znam jej za bardzo, ale mam kontakt do jej brata. Opowiadał mi o niej, podobno trochę podróżuje, to pewnie nic dziwnego, że sowa mogła jej nie zastać – odparła i zastanowiła się przez chwilę nad tym, kogo mógłby zaprosić na taki pokaz. – Do głowy przychodzi mi Geraldine Yaxley, znasz ją? – powiedziała po kilku sekundach zastanowienia. – Ewentualnie Sarah Macmillan – stwierdziła, obie panie mogłyby go kompletnie zaskoczyć, tego była pewna. – A mnie w tym wszystkim jak byś widział? – zapytała w końcu i lekko się uśmiechnęła do Christophera.