[2.06.1972r.] Biuro Aurorów – Laurence, Rodolphus, Chester - Laurence Lestrange - 19.11.2023
adnotacja moderatoraRozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Piszę, więc jestem
2 czerwca 1972r.
Ministerstwo Magii, Biuro Aurorów, 2 piętro.
O wydarzeniach jakie miały miejsce w Dolinie Godryka miesiąc temu, słyszeli już niemal wszyscy. Laurenca pochłonął trochę budżet odbudowy części zniszczonej domu. Całe jednak szczęście, że kominek w tym wszystkim nie ucierpiał. Dzięki temu mogli przenieść się do Ministerstwa. Kuzyna Laurence puścił jako pierwszego. On w tym czasie zamknął porządnie dom od środka i ruszył do kominka, używając do tego odpowiedniej ilości proszku fiuu. Wypowiedział wyraźnie, gdzie chciał się udać i zamknął oczy, otwierając je już na miejscu. Otrzepał trochę marynarkę i dołączył do Rodolphusa, z którym udali się prosto na drugie piętro, gdzie znajdował Departament Przestrzegania Prawa. Starszy Lestrange miał dzisiaj dzień pracujący. Spostrzegawcze osoby, mogły by zwrócić uwagę na to, że Laurence miał nieco inny kolor marynarki. Nie zwracał na to szczególnej uwagi. Miał potrzebę wrócić nawet do domu i ją zmienić.
Mijające osoby, które jeszcze tego dnia ich nie widzieli, witali się kulturalnie, mijając nie tylko pracownika Departamentu Tajemnic, ale i Zastępcę Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof. Laurence odpowiadał im na zwyczajne "dzień dobry".
Do swojego Departamentu zamierzał udać się dopiero po odbyciu rozmowy w Biurze Aurorów, aby wiedzieć też, w jakim celu wysłać swoich uzdrowicieli na obserwację stanu zdrowia niejakiej Anne Millan. Jak dobrze pamiętał Laurence jej nazwisko. Kobieta została zaatakowana w alei w Dolinie Godryka. Znalazł ją Rodolphus. Udzielenie pierwszej pomocy było dość pilne i nie mogli jej tam tak zostawić. Zagadką pozostawało dowiedzieć się, kim jest, że posiadała przypominajkę, ale nie było przy niej różdżki.
Kierując się prosto do Biura Aurorów, Laurence dostrzegł wchodzącego do pomieszczenia Chestera Rookwooda.
- Rookwood! Poczekaj chwilę.
Zawołał, aby czarodziej chociaż zatrzymał się przy wejściu do Biura, żeby mogli do niego dołączyć.
- Miałbyś chwilę na rozmowę? Potrzebujemy analizy jednej sprawy z punktu widzenia Aurora.
Zapytał, mając nadzieję, że te pięć do dziesięciu minut Chester im poświęci. Laurence wolał zapytać kogoś już na tyle doświadczonego w swoim zawodzie, udzielając konkretne odpowiedzi, niż amatora lub Aurora dopiero co rozwijającego się zawodowo.
RE: [2.06.1972r.] Biuro Aurorów – Laurence, Rodolphus, Chester - Rodolphus Lestrange - 20.11.2023
Rodolphus otrzepał białą koszulę z popiołu i ruszył za kuzynem prosto do biura aurorów. Czy nie tu pracowała jego kuzynka? Zadziwiające ilu Lestrangów kręciło się po Ministerstwie. To było niemal niebezpieczne. Gdy mijali kolejne osoby, Rodolphus odruchowo kiwał im głową, kojarząc ich mniej lub bardziej. On miał dzień wolny i na zdziwione spojrzenia osób ze swojego departamentu tylko wzruszał ramionami, nie mając zamiaru później tłumaczyć się ze swojej obecności w tym miejscu. Szedł równym krokiem za Laurencem aż pod drzwi, przy których najwyraźniej spotkał osobę, o którą mu chodziło.
Rolph zatrzymał się nieco za kuzynem, w takiej odległości by wszystko słyszeć, ale i by nie narzucać się swoją obecnością. Skinął Chesterowi krótko głową na powitanie. Znał go, jak każdy tutaj. Nie miał zamiaru jednak wychodzić z szeregu, pozwalał więc by to Laurence kierował całą rozmową. W zasadzie podejrzewał, że gdyby wrócił do domu, to rozmowa nie straciłaby na jakości. Ale musiał się pokazać, grać tego zatroskanego losem być-może-czarownicy, żeby nikt nie pomyślał, że zostawia sprawy by biegły własnym torem. I tak się pewnie dowiedzą o tym, co stało się w Dolinie Godryka. Lepiej było wiec być na miejscu.
RE: [2.06.1972r.] Biuro Aurorów – Laurence, Rodolphus, Chester - Chester Rookwood - 22.11.2023
Ubrany w mundur Aurora, na który składał się komplet czarnych ubrań (koszula, marynarka i spodnie, skórzany pasek z klamrą w kształcie litery M oraz czarnych butów), Chester wchodził właśnie do Biura Aurorów z zamiarem rozpoczęcia kolejnego dnia w swoim miejscu pracy. Jego myśli zaczynały krążyć wokół czekających na sporządzenie raportów, tych które należało po raz ostatni przeczytać przed złożeniem na biurko swojej szefowej, wyjścia w teren, wypalenia kolejnego papierosa. Wszystko to stanowiło jego codzienną rutynę w tym departamencie.
Jego zmiana nie zdążyła się nawet dobrze rozpocząć, nie zdążył nawet przekroczyć progu biura i dojść do swojego biurka w wydzielonej przestrzeni roboczej, kiedy usłyszał za sobą znajomy głos, nakazujący mu zatrzymać się na chwilę. Stanąwszy w miejscu, obejrzał się na obu Lestrange'ów. Laurence'a i Rodolphusa. Pierwszemu, jak i drugiemu skinął głową na powitanie.
— W takim razie miałbym chwilę na rozmowę. Wejdźmy tylko do biura. — Z racji, że chcieli uzyskać analizę jakieś sprawy z punktu Aurora to Rookwood nie znalazł podstaw ku temu aby im odmówić ułamka swojego czasu pracy i nie wysłuchać ich, jak to miałoby miejsce gdyby chcieli po prostu pogadać. Musieliby z tym poczekać do przerwy. Wolał jednak nie rozmawiać na korytarzu, dlatego zalecił im przekroczenie wraz z nim progu Biura Aurorów i pozwolenie mu usiąść na zwróconym do nich oparciem krześle, którego zagłówek wykorzysta do oparcia na nim rąk.
RE: [2.06.1972r.] Biuro Aurorów – Laurence, Rodolphus, Chester - Laurence Lestrange - 22.11.2023
Rodolphus mógł powiedzieć kuzynowi, że dzisiaj nie pracuje bo ma wolny dzień. Wtedy Laurence nie brałby go ze sobą do Ministerstwa. Najwyżej jutrzejszego dnia, wróciliby do sprawy kobiety, jeżeli zajdzie taka potrzeba, aby młodszy Lestrange wypowiedział się co widział.
Sprawa może nie byłaby pilna, gdyby chodziło o samo życie mugolaczki. Ale zastanawiające było posiadanie przez nią przedmiotu zwanego przypominają. Dlatego Laurence chciał się poradzić w tej sprawie, jak dalej ją traktować z punktu uzdrowicielskiego. Czy konieczne będzie wysyłanie tam swoich młodych czarodziei.
Rookwood miał czas, być może zaczynał dopiero pracę, a może był w innym miejscu Ministerstwa coś załatwiać. Wszystko jedno. Ważne, że miał chwilę. Laurence wszedł do środka, zerknąwszy na krótko w stronę kuzyna, jakby w upewnieniu, czy wchodzi czy woli poczekać. Tak czy inaczej, jego przypuszczenia też mogą coś pomóc w rozwiązaniu zagadki.
Znajdując się przy wydzielonym segmencie pracy Chestera, Laurence przeszedł do rzeczy.
- W Dolinie Godryka, w jednej z alei znaleźliśmy ciało poważnie rannej kobiety. Prawdopodobnie została napadnięta i dźgnięta bronią ostrą. Udało mi się w miarę możliwości udzielić pomocy uzdrowicielskiej, ale nie zmienia to faktu, że jej stan zdrowia jest krytyczny. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby okazała się mugolem, ale zastanawia nas obecność przedmiotu, jaki Rodolphus znalazł w jej otwartej torebce.
W tym momencie Laurence spojrzał na kuzyna, który miał przy sobie poniszczoną własność poszkodowanej kobiety. Chodziło o przypominajkę, która tam spoczywała. Lestrange mówił poważnie, z opanowaniem, chcąc dowiedzieć się, co na ten temat może myśleć Chester. Pozostałe informacje może dodać Rodolphus.
RE: [2.06.1972r.] Biuro Aurorów – Laurence, Rodolphus, Chester - Rodolphus Lestrange - 22.11.2023
Wszedł zaraz za kuzynem, ustępując pola starszemu Laurencowi. Prześlizgnął wzrokiem po Chesterze bez większego entuzjazmu. Widywał go, kojarzył jak wygląda - teraz po prostu dopasowywał kolejne elementy układankowego ubioru do swojego wyobrażenia, nie chcąc jednak nazbyt się gapić. Nie był w pozycji, by nawet próbować wywołać w dyskomfort w Rockwoodzie, wiec nawet tego nie próbował. Swoją uwagę skupił na biurze aurorów, na wnętrzu i osobach, które się tu przewijały bądź też nie. Poczuł dziwny dreszcz, biegnący mu wzdłuż kręgosłupa.
Gdy Laurence skrócił to, co się wydarzyło w alejce, Rolph otworzył ostrożnie torebkę, którą ściskał w jednej dłoni. Wyjął z niej przypominajkę i uniósł na wysokość swoich oczu, wzrok wbijając w Rockwooda. Przypominajka nie uruchomiła się na dotyk młodego Lestrange, nie wypełniła zmieniającym kolor dymem. Rodolphus obrócił ją w dłoniach, a następnie odłożył ostrożnie na biurko Chestera, podobnież jak uczynił z torebką.
- Nie sprawdziliśmy portfela czy ma naszą walutę, czy mugolskie pieniądze - rzucił, przesuwając w stronę Rockwooda torebkę. - Nie miała przy sobie różdżki. Nie mówiła nic, co świadczyłoby o tym, że jest czarownicą, ale była w takim stanie, że ciężko było o jakąkolwiek sensowną rozmowę. Zabrali ją do mugolskiego szpitala. Laurence zrobił co mógł, żeby jej pomóc, ale jest duże prawdopodobieństwo, że umrze. W głowie pojawiła nam się nieprzyjemna myśl, że jeśli była czarownicą - napastnik ukradł różdżkę.
W zasadzie pomyślał o tym teraz. Laurence wcześniej mówił, że mogła ją zostawić w domu, że mogła ją zapomnieć, ale co jeśli napad nie był napadem na tle rabunkowym w takim znaczeniu, jak mówili mugole? Ktoś mógł się dowiedzieć o czarodziejach i ukraść różdżkę. Bo przecież portfel został przy kobiecie.
- Oczywiście mogliśmy spłoszyć napastnika, dlatego nie zabrał tego, po co najpewniej przyszedł, ale jest to jedna z... ewentualności - przeniósł spojrzenie na kuzyna. Celowo mówił w liczbie mnogiej, nie mając zamiaru zdradzać, że w alejce był jako pierwszy, skoro Laurence tego nie zrobił.
RE: [2.06.1972r.] Biuro Aurorów – Laurence, Rodolphus, Chester - Chester Rookwood - 26.11.2023
Chester bardzo doceniał to, że ktoś szanował jego czas i przechodził od razu do rzeczy. Swoim zwyczajem postanowił zawsze wysłuchać tego, co mają mu do powiedzenia wszyscy ludzie, którzy zwracają się do niego w jakiejkolwiek sprawie zanim zabierze głos. Podczas wysłuchiwania zeznania Laurence'a mimika jego zmęczonej życiem twarzy ulegała stopniowym zmianom, zaś jego rysy znacznie się wyostrzyły. Pojawiło się niezadowolenie, świadczące o tym że ten dzień zaczął się parszywie. Po tym, co usłyszał, nie miał co do tego wątpliwości. Z tą sprawą zwrócił się do niego zastępca szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof oraz Niewymowny. Dostrzegł od razu kilka uchybień w ich postępowaniu albo przemilczenie pewnych informacji.
— Znaleźliście poważnie ranną, prawie na skraju śmierci kobietę i nie wezwaliście kogokolwiek z Departamentu Przestrzegania Prawa czy pominęliście to w swojej opowieści? Znaleźliście ją na miejscu zbrodni, w tym przypadku napaści. Narzędzia zbrodni nie było obok ofiary? To, czy była mugolką, czarownicą, charłakiem może potwierdzić albo wykluczyć przesłuchanie jej, jak i żyjących w okolicy miejsca zbrodni mieszkańców Doliny. I jeszcze zabraliście dowód w sprawie napaści? Proszę was o przekazanie go w moje ręce. — Przemawiał na pozór spokojnie, z typową dla siebie powagą jednak jego głos w każdej chwili mógł zostać podszyty lekką irytacją. Wybrzmiała w nim także doza pogardy do mugoli, mugolaków i charłaków, wynikająca z poczucia wyższości jakie zaszczepiono w nim przed wieloma laty w domu rodzinnym. Znalazłyby się osoby, które twierdziłyby, że taka postawa nie przystoi Aurorowi. Z czego co wiedział albo podejrzewał, to obaj Lestrange'owie nie zaliczali się do tego grona. Będzie musiał spisać protokół z przyjęcia tych zeznań i przejęcia jedynego dowodu w tej sprawie. Ta sprawa zdecydowanie powinna trafić do właściwego departamentu.
— Otrzymujecie w tym momencie status świadków w tej sprawie. Czy mogą być jeszcze inni świadkowie, chociażby gapie, które ściągnęły wasze działania? Jeden z was pokaże mi miejsce zbrodni. — Poinformował ich o takim obrocie spraw, który pozostawał dla niego oczywistością. Na razie nie ma jakichkolwiek dowodów na to, że są podejrzanymi. Potrzebował dotrzeć do pozostałych świadków, jeśli takowi istnieją. Powinien zobaczyć miejsce zbrodni, nawet jeśli od popełnienia przestępstwa minął już jakiś czas. Przejęcie dowodu pozwoli mu skonsultować się z Widmowidzem, który zdołałby dostrzec przeszłość powiązaną z tym przedmiotem, może nawet w trakcie napaści na kobietę.
— Przypominajka? Interesujące. — Stwierdził, gdy ów magiczny przedmiot został mu pokazany i ostatecznie trafił na jego biurko wraz z torebką należącą do ofiary. Docenił tego rodzaju współpracę.
— Zajmę się tym. — Zapewnił ich odnośnie sprawdzenia zawartości portfela ofiary. — Do którego mugolskiego szpitala ją zabrali? Zamierzam z nią porozmawiać, skoro jest szansa na to, że może przeżyć. Jest taka możliwość, że potrzeba posiadania różdżki popchnęła napastnika do ataku. — Udanie się do mugolskiego szpitala nie było dla niego idealnym sposobem na spędzenie paru godzin swojego życia, jednak to było coś, co musiał zrobić. Zeznania ofiary mogą rzucić nowe światło na tę sprawę. Dobry mugol to martwy mugol. Pomyślał święcie przekonany o słuszności swoich poglądów.
— Potwierdzi to albo wykluczy przeprowadzone dochodzenie. — Zwrócił się do Rodolphusa. Spoglądał na obu Lestrange'ów badawczo, jakby chciał ich zapytać czy chcą mu coś jeszcze przekazać. Zatajanie czegokolwiek nie wyjdzie im na dobre.
RE: [2.06.1972r.] Biuro Aurorów – Laurence, Rodolphus, Chester - Laurence Lestrange - 26.11.2023
Przedstawiając sprawę próby zabójstwa na nieznanej im kobiecie, Laurence także obserwował Chestera, zauważając zmianę w jego mimice twarzy, która świadczyłaby, że czegoś nie zrobili. Zapomnieli? Przypomniał im o tym, w swojej wypowiedzi. Sytuacja była nagła, gdzie zagrażało jej życie. Jednakże Aurora na ulicach w Dolinie Godryka, który mógłby być w pobliżu, nie dostrzegli. Przynajmniej Laurence, nie miał tego szczęścia widzieć, czy ktoś patrolował to miejsce. Czy ze względu na ostatnie wydarzenia, nie mieli bardziej czuwać nad miejscem, w którym w ostatnim czasie doszło do tragedii? Czy może za mało mają aurorów lub BUMowców?
Rodolphus przedstawił od siebie kolejne wersje zdarzenia, co było, czego nie było i w skrócie jak przebiegło całe zdarzenie.
Kiedy padło pytanie o wezwanie kogokolwiek z Departamentu Przestrzegania Prawa, Laurence położył dłonie na swoich biodrach i z westchnięciem spojrzał na kuzyna. Oczywiście, że nie wezwali. A tym samym nie zrobił tego na pewno młodszy Lestrange. Laurence dobrze pamiętał, co widział, gdy zajrzał do środka. Rodolphus pod takim względem okoliczności może być podejrzanym, jako jedyny przebywający w zaułku alei i przyglądający się rannej. Na kuzyna spojrzał jedynie krótko, po czym znów na Rookwooda, aby wyjaśnić brak wezwania jakiegokolwiek Aurora. Warto zaznaczyć, że oba departamenty działały na innych zasadach. O ile Laurence wiedział, że to należy uczynić, tak jednak w sytuacji jakiej się znalazł, nie dopilnował tego. Najważniejsze, że uratował życie kobiety, zebrali z kuzynem jej rzeczy mogące posłużyć za dowody. Przyszli od razu do Departamentu Przestrzegania Prawa zgłosić sprawę. Nie czekali nie wiadomo ile czasu. A miejsce można zdążyć jeszcze zabezpieczyć.
- Sytuacja wymagała pilnego udzielenia pomocy, gdyż kobieta poważnie krwawiła. Do przesłuchania potrzebujemy żywej, nie martwej. Rodolphus na moją prośbę, szukał pomocy, aby ktokolwiek zabrał ją do kliniki i to w trybie pilnym. Druga sprawa. W okolicy nie spotkałem żadnego patrolu aurorskiego czy BUMu. Nie mam pojęcia, czy macie tam wyznaczony grafik patroli. Narzędzia zbrodni na miejscu nie widziałem.
Odpowiedział dość poważnie, ale też z zapewnieniem, że nie kłamie. Laurence zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji i nie zamierzał w żaden sposób utrudniać dochodzenia.
Na prośbę o oddanie dowodów Chesterowi, to już należało do Rodophusa, który oczywiście uczynił to. Im dalej od tej sprawy, tym dla nich lepiej. Choć nie do końca. Właśnie Chester nadał im status świadków. Wspaniale.
- Nie mam pojęcia, czy ktokolwiek ją widział przed nami. Skoro nie udzielono jej pomocy. Gapie pojawili się w momencie potrzeby przetransportowania jej do kliniki. Kilkoro mieszkańców znam, bo tam mieszkam. Spiszę nazwiska. Rodolphus pójdzie z Tobą.
Tutaj Laurence spojrzał na kuzyna, czy się na to zgadza. Miał pecha, że akurat tak się zjawił w niewłaściwym miejscu i czasie. Dzień wolny miał widocznie pełen atrakcji. Nieplanowanej. Jeżeli nie mógłby, to wtedy będzie Laurence musiał to zrobić, ale dopiero jak zrealizuje swoje zadanie, które przedstawił w następnym wyjaśnieniu.
- Im szybciej tam zaraz się udacie, to zdążysz zabezpieczyć miejsce zbrodni.
Tutaj zwrócił się już do Chestera, jak i w kolejnych słowach.
- Wyślę uzdrowiciela do kliniki, aby miał oko na ranną. Ze względu na jej stan krytyczny, tak szybko możesz nie mieć możliwości jej przesłuchać. Miej to na uwadze.
Wyjaśnił. Dzisiaj nie uda się z nią porozmawiać. Medycyna mugolska się nieco różniła od czarodziejskiego uzdrowicielstwa.
W razie potrzebnych więcej informacji, Laurence pozwolił sobie za zgodą Chestera, wziąć kartkę z jego biurka i pióro, aby zapisać mu adres miejsca zbrodni, oraz nazwę kliniki w Dolinie Godryka. Jako że to jest małe miasteczko, taka klinika szpitalna mogła być tylko jedna. Rodolphus mógł dodać od siebie coś jeszcze w tej sprawie, jeżeli chciał.
Przy całej rozmownie, Laurence zachowywał cierpliwość, spokój i opanowanie. Nie zdradzał po sobie niczego, co by miało wskazywać w nim podejrzanego.
RE: [2.06.1972r.] Biuro Aurorów – Laurence, Rodolphus, Chester - Rodolphus Lestrange - 26.11.2023
Rodolphus był zaskoczony reakcją Chestera. Nie spodziewał się, że auror będzie aż tak... nieopanowany. Wyraził to jednak wyłącznie lekkim uniesieniem brwi i spojrzeniem na kuzyna. Podczas gdy Laurence opadł ręce na biodrach, on sam skrzyżował je na klatce piersiowej, marszcząc nieco czoło.
- Kobieta była w stanie krytycznym, dosłownie odpływała na naszych rękach. Priorytetem było zatamowanie rany by w ogóle przeżyła, a potem przewiezienie jej do najbliższej kliniki w jakikolwiek sposób, nie szukanie patrolu - odpowiedział spokojnie, wbijając intensywne spojrzenie w Chestera. Rodolphus miał nienaturalnie jasne oczy: gdyby dodać do nich błękitny odcień, śmiało można byłoby je określić, jako rybie. Były jednak jasnoszare, a brak obwódek wokół oka i małe źrenice nadawały jego spojrzeniu dość osobliwy wyraz. W jego głosie jednak przebrzmiewał brak emocji i chłodna rzeczowość, jakby cała ta sprawa w ogóle go nie obchodziła. Przedstawiał mu fakty. Mocno naciągnięte, bo gdyby tak uważał, to sam pobiegłby od razu szukać pomocy, a nie gapił się na kobietę z ciekawością. Liczył jednak, że Laurence będzie trzymał język za zębami. Jeśli nie - on miał dobrą opinię, nieskalaną niczym. Nawet Rockwood jej nie podważy, choćby bardzo się starał.
Rodolphusowi przeszło przez myśl, że Chester w ogóle powinien się cieszyć, że to zgłosili. I że pofatygowali się osobiście. Gdyby nie Laurence, młodszy Lestrange nie kiwnąłby palcem w tej sprawie - a przynajmniej nie tak szybko, co zrobił gdy na miejscu pojawił się jego kuzyn. Rolph wymienił z Laurencem kolejne porozumiewawcze spojrzenie. Właśnie spierdolił sobie dzień wolny. Poniekąd na własne życzenie.
- Raczej jedyną osobą, która ją widziała, jest napastnik, chyba że kto inny postanowił nie zareagować. A dzięki Laurencowi - mam nadzieję - będziecie mogli ją przesłuchać. Martwi nie pomagają - przypomniał delikatnie Rockwoodowi. W całej tej dyskusji nie podobało mu się szafowanie jego osobą, ale tylko westchnął. - Mam dzień wolny, to znaczy miałem. Z przyjemnością cię tam zaprowadzę i opiszę szczegóły. Znalazłem ją jako pierwszy, kilka sekund później dołączył Laurence.
Nagiął fakty, ale nie zadrżał mu przy tym głos. Nie spojrzał na Laurenca, ale w zasadzie nie musiał. Starszy Lesstrange powinien się z nim zgodzić albo po prostu powiedzieć, że nie wie ile Rolph tam stał. Naprawdę to mogło być kilka sekund. W jego głosie nie było absolutnie słychać tej przyjemności, o której mówił, lecz też nie wybrzmiała irytacja ani obrzydzenie. Ot, stwierdził fakt, dodał kurtuazyjne słówko dla zachowania uprzejmości.
RE: [2.06.1972r.] Biuro Aurorów – Laurence, Rodolphus, Chester - Chester Rookwood - 19.12.2023
Dla będącego służbistą Chestera wszystko musiało być jak należy, zgodnie z przepisami. Dla niego wszelkie uchybienia były niedopuszczalne. Miał niską tolerancję na nieposłuszeństwo w każdej postaci. Jednoznacznie orzekł, że podczas wykonywania przez nich tych wszystkich czynności powinien towarzyszyć im pracownik Departamentu Przestrzegania Prawa, mogący poświadczyć przed nim o prawdziwości przedstawionej przez tych dwóch czarodziejów wersji zdarzeń, mających uwiarygodnić ich zeznania albo ze świadków uczynić podejrzanych. W tych kategoriach nie powinien rozpatrywać czystokrwistych czarodziejów i to jeszcze pracowników Ministerstwa Magii, zastępcy szefa departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof we własnej osobie oraz Niewymownego.
— Pozostaje mieć nadzieję, że pozostanie żywa abym mógł ją przesłuchać. Muszę o to zapytać, czemu mugolski szpital? Lecznica Dusz posiada odpowiednie zaplecze magomedyczne. — Siedzącemu przed nimi Chesterowi bardzo zależało na tym, aby ta kobieta jednak przeżyła. Przynajmniej do czasu tego przesłuchania, potem przestanie go obchodzić. Odsuwając na moment cechującą go nienawiść do wszystkiego co mugolskie, medycyna czarodziejów zawsze będzie dla niego bardziej zaawansowana niż ta praktykowana przez niemagów i dlatego w Lecznicy Dusz kobieta teoretycznie miałaby większe szanse. Gdyby okazała się mugolką to wezwany przez niego amnezjator po przesłuchaniu kobiety usunąłby jej wspomnienia.
— Lista nazwisk i adresów bardzo mi się przyda. Przyjąłem do wiadomości. — Zwracając się do Laurence'a polecił mu dopisanie adresów mieszkańców, których zna tak aby nie musiał poszukiwać odpowiednich ludzi jak zwykły Brygadzista pukając od drzwi do drzwi albo rozpytywać o nich właścicieli lokali. Przez nadany Rodolphusowi status świadka wskazanie mu lokalizacji miejsca zbrodni stało się jednym z jego obowiązków i to nie podlegało dyskusji.
— To czy tak było wykaże przeprowadzone dochodzenie. — Odpowiedział Rodolphusowi w sposób dobitnie wskazujący na to, że nie zamierza ferować wyroków, tylko polegać na dowodach. Nie zamierzał także polemizować co do aktywnego udziału martwych w śledztwie. Nie była to prawda, że nie pomagali. Wystarczyło aby po śmierci z przyczyn nienaturalnych trafili w ręce Cynthii Flint. Chester postrzegał ją jako najlepszą specjalistkę w swoim fachu. Zaangażowanie Laurence'a w uratowanie tamtej kobiety było godne podziwu, jednak z ust Chestera nie zwykły padać pochwały, wyrazy wdzięczności i pochlebstwa skierowane do osoby pracującej na wyższym stanowisku od niego. Nie zamierzał robić wszystkiego aby przypodobać się komuś, kto w przyszłości ma szanse zostać szefem departamentu.
— Informuj mnie na bieżąco o jej stanie zdrowia. — Odparł jedynie na słowa piastującego wyższe stanowisko czarodzieja. Nie odpowiadało mu to. Ile będzie musiał czekać? Dni, tygodnie albo miesiące? Nie zaprotestował, jeśli chodzi o użyczenie Lestrange'owi kawałka pergaminu, gęsiego pióra i atramentu. Przekazany mu pergamin po przeczytaniu i złożeniu wsunął do wewnętrznej kieszeni marynarki. Będzie mu potrzebna.
Przekazane mu dowody schował do swojej szafki. Zajmie się nimi po powrocie Doliny z Godryka, zwracając się do jednego z zatrudnionych w Ministerstwie Widmowidzów. Przez ograniczenie do minimum formalności wolałby zaangażować w to dochodzenie pracownika Departamentu Przestrzegania Prawa zamiast z innych wydziałów. Optymistycznie zakładając to, że w tym wydziale jest zatrudniony jakikolwiek Widmowidz. Odpowiednim źródłem informacji odnośnie poszukiwania przez niego odpowiedniego człowieka mogła okazać się Harper Moody, do której powinien się zwrócić o wskazanie mu kogoś takiego. W ostateczności pozostawało mu zapytanie swojej przełożonej o możliwość zaangażowania w to śledztwo spokrewnionego z nim Widmowidza - jego jedyna córka, Vespera posiadała ten rzadki dar i również pracowała w Ministerstwie Magii, tylko w Sali Artefaktów Departamentu Tajemnic.
Przyjdzie mu spędzić w Dolinie Godryka sporo czasu. Bo same oględziny miejsca zbrodni to jedno, ale zamierzał wykorzystać swój pobyt tam i odnaleźć wskazanych przez Laurence'a mieszkańców celem pozyskania ich zeznań. Jeśli ich nie zastanie pod wskazanym mu adresem to pozostawi im wezwanie do Biura Aurorów albo Brygady Uderzeniowej.
Oby ta sprawa okazała się warta jego cennego czasu, będąc faktycznie sprawą dla Aurora. Jeśli nie będzie mieć nic wspólnego z czarną magią to będzie to sprawa dla Brygadzistów, do których obowiązków należało reagowanie na pospolite przestępstwa i przestawianie niewłaściwie zaparkowanych mioteł. Jeśli po rozmowie z mieszkańcami uzna, że cała ta sprawa nie nosi znamion użycia czarnej magii przez sprawcę napaści na kobietę to będzie musiał przekazać to dochodzenie Brygadzie Uderzeniowej, włącznie ze spoczywającymi w jego szafce dowodami i świadkami, którzy będą musieli wszystko powtórzyć oddelegowanemu do prowadzenia tej sprawy Brygadziście.
— Zbieraj się, Lestrange. Nie mam całego dnia na rozmowy. Mam sporo roboty. — Polecił Rodolphusowi podczas wstawania ze swojego krzesła, które następnie obrócił siedzeniem z powrotem do biurka. Poprawił swój mundur, wygładzając czarny materiał, z którego został uszyty. Unosząc prawą dłoń wskazał młodszemu mężczyźnie kierunek, w którym mieściło się wyjście z Biura Aurorów i dalej wyjście z Departamentu Przestrzegania Prawa. Przed wyjściem w teren musiał poinformować o tym swoją szefową, której biuro zwykle mijał po drodze do swojego stanowiska pracy.
RE: [2.06.1972r.] Biuro Aurorów – Laurence, Rodolphus, Chester - Laurence Lestrange - 19.12.2023
- Ponieważ klinika mugolska była najbliżej. Jak tylko dowiemy się, że jej stan zdrowia nie jest już zagrożony, załatwię transport do Lecznicy albo Munga.
Wyjaśnił ze spokojem Laurence, mając nadzieję, że Chester jest świadom tego, że cały czas mówią mu oboje z Rodolphusem, w jak krytycznym stanie ją znaleźli. Teleportacja nie wchodziła w grę. Czekanie na pomoc z odpowiedniego miejsca, mogło być za późno dla rannej. Musiał działać natychmiast. Czy on ma mu jeszcze dodać, że zmuszony był użycia magii, w celu ratowania ludzkiego życia? Zadziałał jako uzdrowiciel. Dla mugoli jest znany w Dolinie Godryka jako lekarz po sąsiedzku. Czy jakoś tak.
W przypadku listy nazwisk i adresów, Laurence przyjął do wiadomości i przygotuje mu taką rozpiskę.
- Jeszcze dzisiaj dostaniesz.
Potwierdził. Zajmie się tym pewnie zaraz jak wróci do swojego biura. Dodatkowa robota mu się zrobiła przez to całe wydarzenie.
Starszy Lestrange nie wiedział, że jego kuzyn miał mieć dzisiaj wolne. Nie znał grafiku wszystkich pracowników, a skupiał tylko na swoim wydziale. Wyłapał też jego porozumiewawcze spojrzenie i nie odniósł się do jego poprawnych słów, zdradzając, że pierwszy odnalazł kobietę. Szczegół. Lecz prawda. Jedyną osobą jaka przed Rodolphusem mogła jeszcze tę kobietę widzieć to napastnik. Skoro nikt inny nie reagował na jej potrzebę udzielenia pomocy.
Uzdrowiciel nie potrzebował pochwał. Zrobił co uważał za słuszne, ratując ludzie życie, niezależnie od tego jakie jest jego pochodzenie. Jakiej jest krwi. Obowiązek zawodowy. Nawet, jeżeli jego nastawienie względem mugoli i mugolaków było średnio podobne do każdego czystokrwistego czarodzieja.
- Dostaniesz konkretne informacje o jej stanie zdrowia, jeżeli coś się zmieni.
Zapewnił Rookwooda ze spokojem. Dostanie informacje, jeżeli stan zdrowia kobiety się poprawi i czy poczynione zostaną czynności przetransportowania jej do innego miejsca medycznego, przeznaczonego dla czarodziei. Po prostu auror też musi być cierpliwy. Nie wszystko da się od razu załatwić. Potrzebują także ustalenie jej pochodzenia. Kobiety Laurence nie kojarzył. Mimo iż przedstawiła mu się jako Anne Millan, mogła nie mieszkać w Dolinie. Znalazła się przypadkiem? Może pracuje? Może ma tutaj rodzinę? Może z kimś się spotkała albo miała spotkać? Opcji i domysłów było znacznie wiele.
Skoro Rookwood postanowił ruszyć się w końcu na miejsce zbrodni, Laurence mógł wrócić do swojego biura.
- Gdybyś czegoś potrzebował, będę u siebie w biurze.
Poinformował na wszelki wypadek. O ile nie wypadnie mu jakieś spotkanie, lub szef osobiście go gdzieś nie wyśle.
Kuzynowi skinął głową w porozumieniu i życzyłby mu powodzenia i cierpliwości, wracając znów na miejsce zbrodni. Może skończy się to tym, że wskaże miejsce i będzie wolny do końca dnia.
Tymczasem, jeżeli nie było więcej spraw i pytań do starszego Lestrange’a, czarodziej opuścił biuro aurorów i udał się na wyższe piętro, gdzie znajdował się Departament Magicznych Wypadków i Katastrof. Nim wszedł do swojego biura, udał do pomieszczenia, gdzie przebywali uzdrowiciele i poprosił jednego z nich, aby udał się pod wskazany adres kliniki do Doliny Godryka, w celu pozyskania informacji na temat stanu zdrowia poszkodowanej dzisiaj kobiety. Wyjaśnił mu w skrócie co się wydarzyło, aby miał jakiś pogląd na sytuację. I żeby jeszcze dzisiaj, wrócił z jakimiś informacjami.
Postać opuszcza sesję
|