![]() |
|
[7.06.1972] Tańcz, tańcz, tańcz | Olivia, Avelina - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [7.06.1972] Tańcz, tańcz, tańcz | Olivia, Avelina (/showthread.php?tid=2301) Strony:
1
2
|
[7.06.1972] Tańcz, tańcz, tańcz | Olivia, Avelina - Olivia Quirke - 21.11.2023 adnotacja moderatora
Rozliczono - Olivia Quirke - osiągnięcie Badacz Tajemnic 7.07.1972
The Loft Gdy tylko Olivia otrzymała sowę Aveliny, miała wrażenie że jej serce na chwilę przestało bić. Trzęsącą się ręką odłożyła list, a potem chwilę się w niego wpatrywała. Krótką chwilę, bo do 20 miała niewiele czasu. Kusiło ją wystrzelić jak strzała tu i teraz, ale wiedziała, że to było bezcelowe. Trochę pocieszała się faktem, że Avelina użyła słowa PRAWIE. Więc do niczego nie doszło, prawda? Nie miała ochoty robić makijażu. Przypudrowała tylko nos, czoło i brodę, policzki musnęła różem, a rzęsy tuszem. Przebrała wyciągnięty dres i wczorajsze spodnie - nie szła na imprezę, tylko rozprawić się z Aveliną. Ostrzegała ją, że ta kolacja nie była dobrym pomysłem, ale... Czy ona nie miała być wcześniej? W takim razie o co jej chodziło? Ruda pośpiesznie wciągnęła dżinsy na tyłek, a na grzbiet wciągnęła czarną bluzkę z dekoltem. Do tego buty na obcasie, szara kurtka, torebka i byłą gotowa. Włosy przeczesała palcami, nie mając czasu na operowanie szczotką. Niemal jak oparzona wybiegła z mieszkania, rodzicom rzucając krótkie "idę z Aveliną, będę późno". Mieli o niej naprawdę dobre zdanie, dlatego nie pytali o nic. A dobre zdanie to mieli chyba tylko dlatego, że o połowie rzeczy, które robiły, ani słowem nie wspomniała rodzicom. Do The Loft dotarła chwilę po 20. Niecały kwadrans. Gdy znalazła się w środku, musiała chwilę stać przy drzwiach, żeby przyzwyczaić oczy i słuch do feerii barw i innego światła. Wypatrywała Aveliny. Spodziewała się, że zastanie przyjaciółkę gdzieś pod stołem, w tragicznym stanie. Oby się myliła. RE: [7.06.1972] Tańcz, tańcz, tańcz | Olivia, Avelina - Avelina Paxton - 26.11.2023 Po tym jak tylko Augustus wrócił do swojej żony usiadłaś do biurka i napisałaś list do Olivii. Była ostatnio jedną z niewielu osób, którym byłaś w stanie cokolwiek powiedzieć o swoim życiu. Czułaś, że jesteś na skaju istnienia, że cała ta sytuacja z nim cię przerasta. Byłaś w stanie dzisiaj mu się oddać tylko dlatego, że jego dotyk działał na ciebie w tak elektryzujący sposób. Bałaś się tych uczuć, chciałaś z nimi walczyć, ale nie byłaś w stanie. Na samą myśl o jego pocałunkach dreszcz przechodził po twojej skórze, łapał cię w objęcia chłodu uświadamiając ci, że nigdy nie będziesz z nim szczęśliwa. Plułaś sobie jednak w twarz, że nie mogłaś się zgodzić na ten wyjazd, chciałaś leżeć w łóżku i płakać, ale nie mogłaś. Nie byłaś tego rodzaju człowiekiem, prawda? Chciałaś być logiczna, pragmatyczna, rozwiązywać swoje emocje za pomocą świętej i niezawodnej logiki. Emocje zawsze wszystko psuły, popsuły nawet twoją relacje z własnym umysłem. Nigdy nie chciałaś być przyczyną zdrady, a teraz? Prawie do tego doszło. Twoje policzki rumieniły się, gdy tylko pomyślałaś o jego dłoniach, które wędrowały w zakazane emocje, z żadnym mężczyzną nie czułaś się, aż tak dobrze jak z nim. Siedziałaś już od pół godziny przy barze i piłaś drugą szklankę whisky z lodem. Ohydny trunek, który sprawiał, że chciałaś się krzywić, gdy tylko znajdował się w twoich ustach. Już nie śmierdziałaś jeziorem, w którym jeszcze parę godzin temu pływałaś, pachniałaś na powrót tą przeklętą lawendą, ubrana byłaś w wąskie czarne spodnie i jasną, kolorową bluzkę. Włosy były lekko spuszone, na szybko rozczesane i niedbale wygładzone w niektórych miejscach, aby nie wpadały ci na twarz. Zwykle musiałaś im poświęcić więcej czasu, ale tym razem nie miałaś na to ochoty. Na szyi wisiał ci złoty naszyjnik z granatowym oczkiem, który dostałaś od rodziców na piętnaste urodziny. Zakładałaś go, gdy naprawdę było ci źle, gdy nie potrafiłaś ogarnąć swojego umysłu i emocji, gdy logika zawodziła. Usta nadal były krwiście czerwone, jedynie to się nie zmieniło. Twoja prawa noga nerwowo podrygiwała w oczekiwaniu na twoją przyjaciółkę. Ludzie za plecami podskakiwali, bawili się, śpiewali i tańczyli, a ty siedziałaś spięta rozglądając się po pomieszczeniu. Czekałaś na Olivie, ale pragnęłaś zobaczyć tutaj kogoś innego, prawda? Słodkiego zapomnienia z twojej przeszłości. W końcu oczy rzuciły ci się ude włosy, zmrużyłaś oczy i pomachałaś do Olivii. – Dobrze, że jesteś – szepnęłaś jej do ucha i zamówiłaś u barmana całą butelkę whisky. Poprosiłaś jeszcze o wiaderko lodu, rzuciłaś odpowiednią sumę pieniędzy i ruszyłaś w stronę jakichś stolików z kanapą w rogu klubu. RE: [7.06.1972] Tańcz, tańcz, tańcz | Olivia, Avelina - Olivia Quirke - 26.11.2023 - Whisky? - Olivii nie umknął wygląd Aveliny. Nieułożone włosy, smutek w oczach, które były dziwnie rozbiegane, pełne niewypowiedzianej tęsknoty. Ona nie musiała pytać, co się stało - doskonale wiedziała, do czego doszło. Nawet nie w kwestii fizycznej, a na poziomie psychicznym. Zdrada emocjonalna potrafiła boleć bardziej, niż zdrada fizyczna. Rudowłosa nie miała zamiaru jednak prawić morałów Avelinie: nie w tej chwili. Przyciągnęła przyjaciółkę do siebie i zamknęła ją w mocnym uścisku. - Zawsze będę. Powiedziała w odpowiedzi, przebijając się przez takty muzyki. Olivia dzisiaj pachniała perfumami, nie zdążyła jeszcze przesiąknąć zapachem tytoniu, który namiętnie paliła. Były mocne i ostre, ciężkie, korzenno-drzewne. Jak zawsze, chociaż zwykle przebijała się przez nie dominująca nuta papierosów. Olivia odsunęła od siebie przyjaciółkę na wyciągnięcie ramion i dopiero wtedy wypuściła ją z uścisku. Wzięła obie szklanki i udała się za Paxton w stronę stolików. Ta nie musiała nic mówić - było źle. Widać to było po sposobie, w jaki chodziła, po całej mowie ciała, po tym jak się ubrała. I po tym, że Olivia miała wrażenie, że z oczu Aveliny zniknął ten blask, którym zawsze otaczała świat. Z ciężkim sercem opadła na krzesło i przesunęła szklankę w stronę przyjaciółki, wolną ręką sięgając po butelkę. - Nie będę cię oceniać, cokolwiek się stało. Wysłucham cię po prostu. Jeśli powiesz, że masz ciało do zakopania, pomogę. Proszę cię tylko, żebyś nie pominęła niczego, bo jeśli tego z siebie nie wyrzucić - będzie cię to zjadać od środka. Dobrze? - nalała sobie whisky do połowy szklanki, dopiero później wrzuciła lód. Wyciągnęła paczkę papierosów i wyciągnęła jednego, a potem podała ją Avelinie. Jeśli zechce, weźmie. Jeśli nie - więcej dla niej. RE: [7.06.1972] Tańcz, tańcz, tańcz | Olivia, Avelina - Avelina Paxton - 27.11.2023 Skinęłaś jedynie głową na jej pytanie. Nie byłaś w stanie jej wyjaśnić, dlaczego ten trunek, ale nic nie mogłaś poradzić, że chciałaś się jak najszybciej upić, aby zapomnieć, aby ponieść się temu cholernemu uczuciu bezwładu, który powodowało upojenie alkoholowe. Serce waliło ci tak szybko, a oczy zaszkliły, gdy tylko spojrzałaś na rudą. Olivia była teraz tym czego potrzebowałaś, ale czułaś się jednocześnie winna, że wciągałaś ją w swoje problemy. Czułaś jednak, że Olivia swoją naturą idealnie wejdzie do twojej głowy i zniszczy to, co w niej miałaś. Chciałaś tego, aby sprowadziła twoje serce na ziemię, aby zwyzywała za ciebie Rookwooda, aby sprawiła, że naprawdę pozbędziesz się go ze swojego serca. Wiedziałaś też, że nie było to takie proste, że Augustus się w nim cholernie mocno rozsiadł i zniszczył twoją logikę. Ramiona Olivii były dla ciebie opoką, idealnie sprowadzały cię na ziemię, trzymały tu i podpowiadały, że wszystko się ułoży. Gdy już siedziałyście na kanapach zagryzłaś mocno wargę obserwując bawiący się tłum. Kiepskie miejsce do rozmów, ale nikt was nie podsłucha, nikt nie pozna nazwiska Rookwooda i nikt nie rozniesie o tobie plotek, prawda? – Piątek byłam z nim na kolacji – zaczęłaś w końcu siedząc blisko niej i patrząc gdzieś na jej usta, aby nie patrzeć w jej oczy – Wyznał, że chce, aby to była randka. Oczywiście powiedziałam mu, że jest głupi i nie powinien tak myśleć, bo ma żonę, sprowadziłam go lekko na ziemię, ale zaproponował mi romans – czułaś, że brzmi to tak paskudnie, że zamknęłaś ze wstydu oczy. Jak mogłaś w ogóle myśleć, że przyjaźń między wami ma rację bytu? – Wyszłam, ale wtedy on poszedł za mną. Jest cholernie uparty, tak cholernie uparty – odważyłaś się spojrzeć Olivii w oczy, ale nie dałaś jej dojść do słowa – Pocałował mnie, było to naprawdę przyjemne uczucie – w oczach znowu pojawiły ci się łzy, ale tym razem tego nie powstrzymywałaś. – Zawsze tego chciałam, ale zakazałam mu tego, powiedziałam, że ma tego nie robić, ale dzisiaj… dzisiaj zabrnęło to za daleko. Pojechałam z nim na wycieczkę, chciał ze mną o tym porozmawiać, dałam mu w końcu ultimatum, że jeśli chce się ze mną przyjaźnić musi odpuścić z tym chorym pomysłem na romans, ale… nie podziałało… ja prawie… się z nim… przespałam – gula w gardle wręcz przeszkadzała ci w mówieniu, więc napiłaś się whisky, wypiłaś wręcz wszystko, co sobie nalałaś na jednego łyka jakby miało ci to pomóc w wyrzuceniu tego z siebie – Do niczego nie doszło, bo sam przerwał, chyba zobaczył, że… nie mogę… ale tak bardzo – policzki zapiekły cię ze wstydu, oparłaś się o zagłówek kanapy i ukryłaś twarz w dłoniach. Nie mogłaś spojrzeć na Olivię, za bardzo palił cię wstyd, bo naprawdę chciałaś wejść w ten romans, upaść, zniszczyć swoją duszę. – Zaproponował mi, że ze mną ucieknie na drugi koniec świata byle ze mną być, a gdy powiedziałam, że to nie możliwe wyznał, że kocha swoją żonę, ale jednocześnie też mnie. To ja jestem tu głupia, czy on… on jest manipulantem? – nie wiedziałaś jak to nazwać. RE: [7.06.1972] Tańcz, tańcz, tańcz | Olivia, Avelina - Olivia Quirke - 27.11.2023 Słuchała, tak jak jej obiecała. Była przy niej, głaskała i przytulała, gdy Avelina tego potrzebowała. A gdy w końcu poczuła, że ta da jej dojść do słowa, westchnęła cicho i zgasiła papierosa w metalowej, brzydkiej popielniczce. - Jest dupkiem i moim zdaniem powinnaś wyjebać go z życia raz, a dobrze - powiedziała spokojnie, wprawiając okrężnym ruchem whisky w drżenie. Chwilę wpatrywała się w płyn, a potem przeniosła spojrzenie na Paxton. - Może kocha was obie. Ale posłuchaj samej siebie - najpierw ci obiecuje, że z tobą ucieknie, a potem że jednak nagle kocha żonę. Nie uciekłby. Ma wygodny układ, piękną i chętną kobietę, majątek i dzieci. Nigdy nie był osobą, która stroniła od wygód, zresztą kto z nas by zostawił tak przyjemne życie, nawet dla miłości? Zaczęła powoli, starając się tak dobierać, słowa, by nie zranić Aveliny. Ale czasem miała wrażenie, że przyjaciółka też potrzebuje solidnego kopa w tyłek. Quirke odpaliła kolejnego papierosa. - Dziewczyno, on cię zniszczy. Zabawi się tobą, poromansuje na boku a potem cię zgniecie lub, co gorsza, zostawi z tak połamanym sercem, że nigdy nikomu nie zaufasz. Kochasz tylko swoje wyobrażenie o nim, a nie jego samego. Podam ci przykład - odchrząknęła, zastanawiając się jak powiedzieć o tym, co się stało całkiem niedawno u niej samej. Tak, żeby Avelina nie domyśliła się, że to chodzi o nią. - Dajmy na to Mery poznaje lata temu czarującego mężczyznę. Ich drogi się splatają i rozplatają, związek jest burzliwy i pełen emocji. Odkąd go zobaczyła po raz pierwszy, nie mogła przestać o nim myśleć. W końcu dopięła swego i go posiadła, ale okazało się, że nie jest on typem mężczyzny, który da się uwiązać do jednej osoby. Mery była zdruzgotana, zraniona tak bardzo, że odcięła się od wszystkich... A potem prawie umarła. Cudem ją odratowali. Dla cielesnej i być może emocjonalnej przyjemności zniszczył ją, chociaż nie świadomie. Ale wiesz - o to chodzi. On to zrobił Mery nieświadomie, to dobry chłopak był, mówił dzień dobry i takie tam. Kochała to, jaki był w jej oczach. A nie tym, kim był naprawdę, ze wszystkimi wadami, bo przecież niewierność to wada, przynajmniej dla mn... Mery. A Augustus dobrym chłopakiem nigdy nie był. Czy uważasz, że odpuści? Jest uparty, wiesz o tym. Bywa gwałtowny, zaborczy. Co zrobisz, jak się tobą znudzi? A może do końca życia będziesz musiała patrzeć, jak publicznie mizdrzy się do swojej żony i podrzuca dzieci, z każdym kolejnym dniem wyrywając ci kawałek serca? Spojrzała na przyjaciółkę uważnie. Mimo ostrych i prostych słów miała przyjazny, ciepły ton głosu. Olivia uśmiechnęła się smutno i zaczesała rude włosy za ucho. - Mery się pogodziła z rozstaniem, bo jej na to pozwolił, a ona zrozumiała pewne rzeczy, gdy zaczęła czytać o nim, co wyprawia i z kim. Ale nadal jej serce krwawi. Kto wie, czy się zrośnie? W twoim przypadku jednak mam wrażenie, że to nie serce będzie krwawić, a ciało - mruknęła. Nie znała Rockwooda na tyle dobrze, by posądzać go o agresję, ale wiedziała, że bywał cholernie nieprzewidywalny. I wybuchowy. Może nie uderzył, ale być może zacznie? A może im się uda pozostać przyjaciółmi? Nie. Olivia potrząsnęła głową. - Kurwa, Ave, naprawdę chcesz przyjaźnić się z kimś, kto ma żonę i chce cię pieprzyć na boku? Przecież to... złe! Huknęła szklanką whisky o stolik, gdy nieco zbyt mocno odstawiła naczynie na blat. Dolała sobie i Avelinie alkoholu, machnięciem ręki zbyła kilka ciekawskich spojrzeń, które posłali im stali bywalcy. A niech spierdalają, teraz panie rozmawiają. - Ja wiem, że łatwo mówić. Bo serce jest durne, uwierz mi wiem coś na ten temat. Ale czasem trzeba pocierpieć w samotności, żeby odciąć się od tego wyidealizowanego wyobrażenia o facecie. Daj sobie czas, możemy go sprawdzić. Bo skoro ciebie próbuje namówić na romans, to kogo jeszcze po kątach macał? Myślałaś o tym, co robił przez te wszystkie lata? RE: [7.06.1972] Tańcz, tańcz, tańcz | Olivia, Avelina - Avelina Paxton - 04.12.2023 I słuchałaś ona mówi, jak opowiada, a twój umysł otumaniony alkoholem nie był w stanie przypisać tej anegdotki do Olivii. Może jakbyś była bardziej trzeźwa, mniej zraniona, lepiej skupiona to być połączyła kropki, wypytała o tą [/i] Mery[/i], ale nie potrafiłaś, bo twoja głowa była nadal pełna myśli i wspomnień o tym jak do ciebie mówił, patrzył, dotykał twojego ciała. Chciałaś zastąpić jego dotyk kimkolwiek, dlatego przyszłaś do baru, dlatego przyszłaś do klubu, bo chciałaś się najebać i wpaść w wir rozgrzanych, spoconych ciał, tańczyć i może wpaść w czyjeś przypadkowe ramiona, aby zapomnieć, aby nie myśleć o Augustusie, aby zastąpić jego dotyk dotykiem innego mężczyzny. Dlatego napisałaś w ostatniej chwili do Olivii, aby cię przed tym powstrzymała, abyś nie popełniła głupstwa, abyś nie wpadła do łóżka obcego mężczyzny, bo nie byłabyś w stanie spojrzeć sobie w twarz. Słuchając jej słów czułaś, że ma rację, ale nie chciałaś jej przyznawać, bo to by oznaczało, że to koniec ciebie i jego. Ty byś może i zostawiła przyjemne życie dla miłości, ale nie wtedy, gdybyś miała dzieci. Nigdy nie porzuciłabyś swojej rodziny, ale jakbyś była sama nie miałabyś przeszkód, aby porzucić wygody, a on chciał porzucić rodzinę, dlatego tak cholernie wzbraniałaś się przed tym, co chciał ci od siebie dać. Wyobrażenie o człowieku zawsze niszczy postrzeganie rzeczywistości o nim, ale czułaś, że on nie był taki, że nie chciałby cię zranić, bo gdyby chciał cię tylko wykorzystać już dawno by to zrobił. Już dzisiaj miał ku temu okazję, a jednak przerwał, bo się zawahałaś. Mógł przecież nie przerywać, zignorować twoje nieme protesty, które nie były silne, bo naprawdę chciałaś się z nim przespać, ale myśl o tej przeklętej Imogen sprawiała, że nie byłaś w stanie mu ulec. Czy Augustus byłby w stanie cię uderzyć? Pierwsze wasze spotkanie sugerowało, że byłby w stanie cię zabić, ale uznałaś to po prostu za słowa bez pokrycia, bo jak nastolatek mógłby być zdolny do zamordowania kogoś, nie? Nie zapaliła ci się lampka, ale sam Augustus był naprawdę mocno porywczy i to sprawiało, że źle się czasami czułaś. Jednak byłaś w stanie go opanować, jedno twoje słowo i robił, co chciałaś, a jednak teraz chciałaś, aby cię zostawił to jednak tego nie robił, łaził za tobą jak rzep mówiący o przyjaźni z benefitami. Gdy szklanka Olivii uderzyła z łoskotem o stół podskoczyłaś zaskoczona ttm gestem, ale był on jak najbardziej uzasadniony. Byłaś głupia, naiwna, a Olivia chciała cię chronić. Mimo muzyki, która grała głośno to w tym miejscu, gdzie siedziały była ona cichsza, aby ludzie mogli odpocząć i pogadać, a nie tylko skakać. – Wiem, że to złe – odpowiedziałaś łapiąc się za głowę, a następnie wycierając oczy w dłonie. Nie chciałaś płakać, a jednak nie wychodziło, było to trudniejsze. – Gdyby tylko na pieprzeniu mu zależało to by to zrobił dzisiaj bez tych wszystkich durnot pod postacią słów – wyrzuciłaś i złapałaś za szklankę wypijając jednego, dużego łyka. Oddychałaś szybko. Powstrzymywałaś szloch, ale zdecydowanie było widać, że płakałaś. Pociągnęłaś brzydko nosem i spojrzałaś na nią – Nie chce urywać tego kontaktu z nim, ale jednocześnie nie mogę się z nim przyjaźnić, jak chcesz go sprawdzić? RE: [7.06.1972] Tańcz, tańcz, tańcz | Olivia, Avelina - Olivia Quirke - 04.12.2023 - Zamęczy cię - powiedziała, marszcząc brwi. Pokręciła głową jednak, bo nie miała pojęcia, jak się zabrać za sprawdzanie Augustusa. - Nie wiem. Z tego co kojarzę, Rockwoodowie są bogaci, nie? Może nie obrzydliwie, ale mają pieniądze i raczej ich używają do tego, by maskować zdrady i skoki w bok. Dotarcie do osób, które mógłby zranić Augustus, jest chyba niemożliwe. Muszę się zastanowić, musiałabym trochę za nim pochodzić, ale nie uśmiecha mi się to. Nie lubiłam go w szkole i tym bardziej nie lubię go teraz. Jeśli by się zorientował, musiałabym się bronić, a wiem, że jeżeli doszłoby między nami do starcia, to najbardziej ucierpiałabyś na tym ty. To był naprawdę ciężki orzech do zgryzienia. Quirke westchnęła po raz kolejny i przeczesała rude włosy palcami. Sytuacja była patowa. Nie była matką Aveliny, by jej rozkazywać, nie mogła jej też zakazywać kontaktu z Rockwoodem. Mogła tylko odwoływać się do rozsądku, ale przecież jeśli chodziło o miłość, to rozum przestawał działać. To było cholernie ciężkie. - Chcesz się z nim spotykać bo go kochasz, prawda? - zapytała w końcu, wbijając spojrzenie w Paxton. Nie było wbrew pozorom oceniające. W oczach Olivii był tylko smutek i troska. - Któraś z was będzie cierpieć. Pytanie tylko, czy jeśli wybierze w końcu ciebie, to czy wasze życie nie zmieni się potem w piekło. Uczucia można przeboleć, Ave, w końcu zblakną. A teraz... Wstała i wyciągnęła rękę do przyjaciółki. W jej oczach czaiły się iskierki rozbawienia. Nadal się martwiła, ale nie mogła zrobić nic ponad to, co już powiedziała. Chyba że pójdzie do Rockwooda i nie zapyta, czy znudziło mu się oddychanie prostym nosem. Absolutnie nie miała zamiaru iść do jego żony, nie będzie się wpierdalać w ten trójkąt, bo przecież ucierpią na tym dzieci. I sama Avelina. Ale jak go spotka, to facet wyląduje w Mungu. Teraz jednak był czas na zabawę. - Na ten jeden moment możesz o nim zapomnieć. Pomoże ci w tym alkohol i... coś jeszcze. Skołujemy trawę, co ty na to?- wyszczerzyła się, chociaż trochę wymuszenie, ale te rewelacje wstrząsnęły również nią. Musiała to wytańczyć, a dobra zabawa powinna też chociaż trochę pomóc przyjaciółce. RE: [7.06.1972] Tańcz, tańcz, tańcz | Olivia, Avelina - Avelina Paxton - 06.12.2023 – Nie sądzę, aby były jakieś inne kobiety. Nigdy wokół niego nie widziałam innych kobiet, zawsze był sam, albo z kumplami, albo z siostrą – upiłaś kolejnego łyka whisky. Nigdy nie widziałaś wokół niego kobiet, a jak były to na chwilę, albo je po prostu olewał. Nie wiedziałaś jednak jak było, gdy skończył szkołę. Może dopiero wtedy zaczął umawiać się z dziewczynami, częściej zdradzać żonę, ale gdyby tak było męczyłby ciebie tak długo? Już dawno zrezygnowałby z ciebie, prawda? Oszukujesz siebie po to, aby dać sobie powód, aby dla niego być, czy po prostu szukasz racjonalnego wyjścia z tej sytuacji? Nie chciałaś tracić z nim kontaktu, ale nie było to też, aż tak proste, gdy twoje serce rwało się do niego, czułaś, że był częścią ciebie, że był drugą duszą, która pragnęła połączyć się z tobą. Zagryzłaś wargę, gdy wspomniała o tym, że go kochasz. Oh, tak kochałaś go, ale też byłaś cholernie świadoma, że to nie miało sensu. Chciałabyś wybrać wymiar, świat, w którym on nie miał żony. Byłoby tak prosto, idealnie, wspaniale. Nie było jednak możliwości wybierania miejsca, aż tak daleko jak inny wymiar. – Nie pozwolę mu na to – spojrzałaś hardo w oczy przyjaciółki. – Nie pozwolę mu, aby był ze mną – dodałaś, a gula urosła do tak ogromnych rozmiarów, że prawie się znowu rozpłakałaś, ale Quirke jakby wyczuwając to wyciągnęła do ciebie dłoń, a ty ją bez zastanowienia złapałaś. Dopiłaś tylko alkohol i wstałaś. – Chętnie zajaram – dodałaś ze słabym uśmiechem i głosem równie zachrypniętym, bo chciało ci się nadal płakać. Wzięłaś głęboki oddech – Najpierw zatańczmy – dodała jeszcze, a w twojej głowie ostro zawirowało. Dopiero teraz poczułaś jak alkohol wszedł w twoją krew opanowując twój umysł. RE: [7.06.1972] Tańcz, tańcz, tańcz | Olivia, Avelina - Olivia Quirke - 07.12.2023 Uśmiechnęła się łagodnie. Teraz Avelina jej potrzebowała, ale biada Rockwoodowi, jeżeli kiedyś wpadnie na Olivię. Nie skończy się to wtedy dobrze. Ale teraz, w tej chwili, Quirke musiała zająć się przyjaciółką. Dość już wypłakała przez tego pajaca. I może sama wiedziała, że to nie najlepszy pomysł, żeby topić smutki w alkoholu, ale teraz ciężko było o cokolwiek, co sprawi, że Avelina na chwilę zapomni o tym, co się stało. Żeby takie rany się zasklepiły, potrzebny był czas, bliska obecność najbliższych i znowu - czas. A czasu nie miały, więc ten jeden raz postanowiła posłużyć się alkoholem i używkami. Ale najpierw zaciągnęła Avelinę na parkiet. Rudowłosa puściła jej rękę, lekko przymykając oczy. Pozwoliła, żeby muzyka otoczyła jej ciało i wdarła się do mózgu, wypierając wszystkie inne. Też miała swoje sekrety, też powinna była powiedzieć Avelinie co się stało i kiedy, ale czuła, że to nie jest dobry moment. Nie tego teraz potrzebowała. Teraz potrzebowała muzyki, obijających się podczas skocznych tańców ciał i alkoholu. Potrzebowała lepkich rąk przypadkowych osób, które niby mimochodem ocierały się o jej plecy i ramiona, potrzebowała zawrotów głowy i utraty tchu, potrzebowała nie tracić jej samej z oczu, żeby poczuła znowu, że żyje. Że życie nie kończy się na jakimśtam facecie. Nie potrzebowały mężczyzn tego typu w swoim życiu. Zeszły z parkietu po niespełna pięciu piosenkach. Alkohol robił swoje, chociaż to Ave wypiła więcej niż Olivia. Olivia, mimo wszystko, się hamowała, balansując na granicy podpicia i totalnego upicia się. Miała plany na jutro i musiała być w formie. I gdy zniknęła na chwilę w łazience, Paxton została sama przy stoliku ze swoimi myślami. Lecz nie na długo. - Mówiłaś, że potrzebujesz? - Quirke upuściła dwa skręty na stół. Miała zaróżowione policzki i roześmiane oczy. Ciekawe rzeczy sprzedają w tych mugolskich kiblach. RE: [7.06.1972] Tańcz, tańcz, tańcz | Olivia, Avelina - Avelina Paxton - 11.12.2023 Gdy wyszłaś na parkiet poczułaś jak muzyka wchodzi w twoje ciało, jak alkohol przejmuje nad nim kontrolę. Skupiłaś się tylko na sobie i na swojej przyjaciółce. Pozwoliłaś nawet kilka razy, aby jakiś mugolski mężczyzna z tobą zatańczył, ale nie chciałaś z nikim rozmawiać, nikogo poznawać. Od razu podkreślałaś, że będzie tylko taniec, tylko wicie ciała w rytm muzyki. Kontrolowałaś z ciężką głową opatuloną przyjemnym odurzeniem alkoholu to, czy Olivia jest gdzieś blisko. Nie za bardzo zwracałaś uwagę na to kto był przy tobie, jak wyglądał ten, który chciał z tobą zatańczyć, pragnęłaś tylko zapomnieć. Na chwilę. Na drobną sekundę o Augustusie, o jego dłoniach na twoim ciele, o tym jak ściskał twoje uda, całował usta. Nie chciałaś, aby to do ciebie wracało, chciałaś myśleć o lepkich łapach obcych mężczyzn, o tym, że Olivia była blisko i chciała ci pomóc. Wiedziałaś, że zrobisz swoje, ale cholernie dobrze było ci słuchać jej słów, ostrych wywodów na temat tego, że Rookwood mógł być fałszywą, zdradziecką świnią, że tak naprawdę cały czas cię oszukiwał, że szukał łatwego seksu nic poza tym. Nie potrafiłaś jedynie zrozumieć tego, że twoje serce tak bardzo rwie się do niego, tak bardzo go pragnie. Próbowałaś opanować emocje, próbowałaś nie płakać i nawet dobrze ci to wychodziło. Może już wylałaś odpowiednią ilość łez, aby zastąpić je swoją obojętnością? W końcu zdyszana, odrobinę szczęśliwa, odrobinę otrzeźwiała wróciłaś z Quirke do stolików, do zacisza, gdzie muzyka była delikatnie stonowana, nadal bębniła, nadal grała, ale mniej niż na parkiecie. Gdy Olivia zniknęła ty obserwowałaś ludzi, patrzyłaś na mężczyzn i kobiety, szczęśliwych, roześmianych, nikt nie płakał, nikt nie dramatyzował. Jedynie ty byłaś kłębkiem nerwów, który chciał się rozluźnić. Teraz nie myślałaś o tym, że twoja przyjaciółka miała tez problemy, wiedziałaś jednak, że jak ruda będzie potrzebować ciebie w swoim życiu to wyrwiesz się nawet ze spotkania biznesowego, czy też z jakiejś randki jeśli do jakiejś kiedykolwiek jeszcze dojdzie i polecisz do niej nawet na skrzydłach – mimo, że masz lęk wysokości. W końcu dziewczyna wróciła do stolika, a na nim pojawiły się dwa skręty. Mimowolnie uśmiechnęłaś się do niej i usiadłaś wygodniej, bardziej rozluźniona. – Dziękuję – odpowiedziałaś i przyciągnęłaś ją do siebie przytulając mocno. – Nie masz pojęcia jak ja cię kocham – wymruczałaś z zadowoleniem. Oh, tak, Olivia to była twoja miłość, ale taka przyjacielska, siostrzana wręcz. |