[11.02.1972r.] Robert & Richard - Richard Mulciber - 23.11.2023
adnotacja moderatoraRozliczono - Robert Mulciber - osiągnięcie Piszę, więc jestem
11 luty 1972r.
Londyn, Posiadłość Mulciberów
Od ślubu Roberta, minął ponad miesiąc. Richard nie planował wracać do Londynu dość szybko. Czego jednak nie robi się dla brata, który prosi o materiały z różnego zakątka Skandynawii, na temat pieczętowania i run? Richard wywiązał się ze swojego zadania, na początku lutego informując listownie Roberta, w jakich dniach się pojawi, gdyż wcześniej nie może. W pracy miał też chwilami napięty grafik. Wysyłanie materiałów pocztą sowią czy kruczą, mijało się z celem. Nawet gołąb by tego nie udźwignął. Materiały swoje warzyły i prędzej puściłby je chyba jakimś kondorem albo harpią. Bezpieczniej byłoby już dostarczyć osobiście.
Weekend od popołudnia jedenastego lutego, Richard miał wolne. Poinformował swoje dzieci, że wybiera się na trzy dni do brata, dostarczyć mu to, co pozbierali. Skoro Robertowi zależało na czasie, a praca Richarda chwilami ograniczała w podróżach, poprosił synów o przysługę. Nie miał z nimi problemu. Każdego wysłał do innego kraju w Skandynawii o pozyskanie cennych informacji w bibliotekach na temat pieczętowania i run.
Tego umówionego dnia, Richard pojawił się w Londynie z pomocą świstoklika. Lądując w zaułkach ulicy Pokątnej. Z niej przedostał się przez Kocioł do Londynu i prostą drogą, późnym wieczorem dotarł do drzwi ich posiadłości. Na sobie miał czarny płaszcz z granatowym szalikiem. Nie wyglądały na nowe a już trochę noszone. Mimo dobrych zarobków, gdzie biedy nie klepał, to jednak żył oszczędnie. Nie mając ochoty wysilać się na szukanie kluczy, zapukał, gdzie drzwi otworzył mu znany skrzat.
- Robert w domu?
Rzucił na dobry wieczór pytaniem do skrzata. Wchodząc do środka i przy wieszaku stawiając torbę podróżną, w której miał to o co prosił Robert.
- Tak, Panie.
Stworzenie potwierdziło.
Richard zdjął płaszcz, który był nieco zmoczony przez Skandynawski śnieg. Tutaj widocznie mieli spokojniejszą pogodę, choć w obu krajach zima dawała popalić.
- Powiedz mu, że jestem.
Skrzat przyjął do wiadomości i udał się powiadomić gospodarza. Richarda ciekawiła też jedna rzecz, jak bratu minął miesiąc małżeński. Niewiele pisali o takich sprawach w listach, ze względu na zachowanie ostrożności, w obawie o przemycenie zwierząt powietrznych.
W lustrze Richard poprawił trochę swoją fryzurę, aby nie wyglądać jak żul po przejściach. Choć winna temu była wietrzna pogoda na zewnątrz. Miał zarost ale nie tak duży jak miesiąc temu. Widocznie zaczął tego bardziej pilnować. Ubrany w jasną koszulę i ciepły ciemny sweter.
RE: [11.02.1972r.] Robert & Richard - Robert Mulciber - 23.11.2023
Każdy kolejny dzień, w przypadku Roberta prezentował się w dość podobny sposób. Poranek spędzał przy mocnej kawie. Ze skromnym śniadaniem znajdującym się na wyciągnięcie ręki. W towarzystwie najnowszego numeru Proroka Codziennego. Następnie zajmował się wszystkimi mniej i bardziej istotnymi sprawami. Jadł obiad. Pojawiał się na umówionych spotkaniach. Zajmował zadaniami, które wykonywał na Jego zlecenie. Niekiedy zajmowało go to do późnych godzin wieczornych. Czasami jednak zdarzało się, że tych kilka godzin mógł przeznaczyć wyłącznie na własne potrzeby.
To też miało miejsce tego konkretnego wieczoru.
Zamiast w swoim gabinecie, zaszył się w bibliotece. Pomieszczeniu, które lata temu stanowiło kaprys Francisa, przekonanego, że zdoła zgromadzić w nim wiele cennych pozycji. Ostatecznie nie zdołał zapełnić nawet połowy ustawionych tu regałów. Pomimo tego nadal można jednak mówić o stosunkowo licznym zasobie, jaki znajdywał się rękach Mulciberów.
Stosunkowo cennym.
Podobnie jak to miało miejsce w przypadku Richarda, Robert w ciągu ostatnich tygodni nie próżnował. Zdołał zgromadzić kilka interesujących prac, z którymi w wolnym czasie się zapoznawał. Również teraz pogrążony był w lekturze. Powoli pochłaniał kolejne strony pracy poświęconej pieczętowaniu w okresie średniowiecza. Albo raczej - analogicznego okresu w historii czarodziejów. Całość zawierała sporo przykładów. Dość interesujących, ale niestety nie oddających tego, co sam chciał osiągnąć. Nie oznaczało to jednak, że książka była dla niego bezwartościowa. Nadal bowiem dostarczała wielu informacji o charakterze ogólnym.
Kiedy zgodnie z informacjami otrzymanymi od skrzata, Richard znalazł się we właściwym pomieszczeniu, takiego właśnie zastał Roberta. Pochłoniętego lekturą. Robiącego co chwilę notatki. Unoszące się nad dziennikiem pióro, zdawało się zapisywać całkiem sporo informacji. Pomimo otrzymanej od skrzata informacji, bliźniak zdawał się być całkowicie tym pochłonięty. Dobrą chwilę mu zajęło, aby zarejestrować pojawienie się osoby, z którą nie widział się od kilku tygodni. Niby nie był to okres szczególnie długi, ale do krótkich również zaliczyć go było ciężko.
- Richard. - odezwał się. Dokładnie w tym samym momencie pióro opadło na stół. Książka zaś wylądowała na kolanach Roberta, który przed jej zamknięciem, odpowiednio oznaczył ostatnią przeczytaną stronę. - Myślałem, że już się dzisiaj nie zjawisz. - skomentował. Wydawało mu się, że umówieni byli na wcześniejszą godzinę. Niezbyt często się w tego rodzaju kwestiach mylił. Czyżby więc coś brata zatrzymało dłużej? Zajęło?
Wskazał mu drugi, wolny fotel.
- Coś Ciebie zatrzymało? - zainteresował się, nie brzmiąc na kogoś, kto brał pod uwagę, że się w danej kwestii myli. Nie było to czymś dla niego niecodziennym. Nietypowym.
RE: [11.02.1972r.] Robert & Richard - Richard Mulciber - 24.11.2023
Richard nie liczył za bardzo na to, że Robert przyjdzie go powitać osobiście. Wystarczyło, że skrzat go powiadomi i przekaże, gdzie go szukać. W czasie oczekiwania na informacje, doprowadził się trochę do porządku, przez pogodę na zewnątrz.
- Pan Robert jest w bibliotece.
Powiadomił skrzat, zjawiając się tak szybko jak wcześniej zniknął. Richard sięgnął po torbę aby zaraz tam się udać. Rozkład pomieszczeń w domu znał bardzo dobrze na pamięć.
- Przynieś mi kawę.
Polecił, gdyż potrzebował się trochę czymś rozgrzać. Innym niż alkohol, którym zapewne brat go poczęstuje, albo sam się obsłuży.
Dotarłszy pod drzwi biblioteki, Richard otworzył je i wszedł do środka, zamykając za sobą. Robert nie reagował. Wszedł głębiej, rozglądając się po wnętrzu znanego mu pomieszczenia. Tyle lat minęło, a te regały jak stały, tak zostały. Nadal niezapełnione.
Młodszy bliźniak ponownie spojrzał na brata i zmarszczył brwi. Uniósł rękę z torbą na wysokość swojego ramienia i puścił ją, robiąc trochę hałasu uderzenia pełnej torby materiałów o posadzkę, że pewnie i kurz się poruszył. Richard w ten sposób dał znać bratu, że jest już tutaj. W tym pomieszczeniu. Chyba podziałało, kiedy usłyszał swoje imię.
- Jestem słowny. Jak obiecałem.
Odparł na stwierdzenie Roberta o spóźnieniu się, aż Richard spojrzał na swój zegarek.
- Może z małym poślizgiem.
Dodał przyznając, że faktycznie miał być może wcześniej. Tak czy inaczej Richard podszedł do Roberta wyciągnąwszy dłoń aby uścisnąć na gest powitania. Uścisków nie potrzebowali. Zaraz po tym, zajął wolny fotel.
- Pogoda. W Norwegii mamy zamieć śnieżną i zasypało mi świstoklik. Podróżowanie tam jest utrudnione.
Usprawiedliwił swoje spóźnienie, zwalając winę na pogodę. W końcu mieli środek zimy. Nic dziwnego, że takie zjawiska pogodowe miały miejsce. Szczególnie na północy Europy.
Skrzat pojawił się na moment w bibliotece, aby na stoliku zostawić kawę dla Richarda, o którą wcześniej prosił.
- Możesz odejść.
Żadnego dziękuję, tylko proste odesłanie zaraz po wykonaniu zadania. Skrzaty traktował jak zwyczajną służbę, bez pochwalania i dziękowania za wykonanie polecenia. Stworzenie bez słowa opuściło pomieszczenie.
- Widzę że poważnie wsiąkłeś w temat.
Stwierdził, widząc książkę na kolanach Roberta, oraz odnosząc się do całego bałaganu materiałów na biurku czy stole. Część z tego pewnie leżała na podłodze. Pieczętowanie, runy, historia tego wszystkiego. W Anglii pewnie za wiele z materiałów nie było można dostać. Być może same ogólniki.
Czując potrzebę zapalenia papierosa, Richard wyjął paczkę i zapałki. Wyciągnął jednego i wsadził do ust, aby zapalić z pomocą zapałek. Brata nie częstował wiedząc, że ten lubuje się w cygarach. Jemu zdecydowanie wystarczały papierosy. Były krótkie, ale za to idealne podczas przerwy w pracy aurorskiej. Tego nawyku wyuczył się najpewniej obserwując w młodzieńczych latach Chestera. I tak mu zostało. Z pomocą różdżki przywołał sobie popielniczkę.
RE: [11.02.1972r.] Robert & Richard - Robert Mulciber - 27.11.2023
Był przekonany, że tylko coś ważnego mogłoby zatrzymać Richarda w Norwegii. Sprawa na tyle istotna, aby wizyta w Wielkiej Brytanii musiała zostać odłożona na najbliższe możliwe później. O ile Robert nie zwykł wierzyć w ludzi, to w przypadku bliźniaka ta zasada przestawała obowiązywać. Każdy człowiek musiał na kimś polegać. Mulciber nie stanowił na tym polu żadnego wyjątku, choć co niektórym mogło wydawać się inaczej.
Nie otrzymawszy żadnej wiadomości, która mogłaby wskazywać na to, że ich plany uległy zmianie, cierpliwie czekał. Zajęty zapoznawaniem się materiałami na temat starożytnych run i pieczętowania, jakie udało mu się do tej pory zgromadzić, nie zwracał większej uwagi na upływ czasu. W pełni skupił się na tym, czemu poświęcał w ostatnim czasie niemalże cały swój wolny czas.
A tego czasu, wbrew pozorom, nie posiadał szczególnie wiele.
- Zapomniałem już, jak wygląda Norwegia o tej porze roku. - skomentował.
Kraj, w którym zamieszkał jego brat, miał przyjemność odwiedzić ledwie kilka razy. Nieszczególnie przypadł mu do gustu. Było zbyt zimno. Było też zbyt nieprzewidywalnie. Po powrocie w rodzinne strony, niewiele brakowało aby zaczął całować brytyjską ziemię.
Na szczęście do tego rodzaju scen nigdy nie doszło.
Pojawienie się skrzata domowego, sprawiło że zamilkli. Na moment. W domu Mulciberów unikało się rozmów na mniej czy bardziej istotne tematy przy tych stworzeniach. Niby służących danej rodzinie, ale czy to znaczyło, iż można było im faktycznie zaufać? Francis miał na ten temat konkretne zdanie. Synowie tę ostrożność przejęli. Robert odezwał się dopiero, kiedy ponownie zostali sami.
- Wiesz, że nie zwykłem odkładać spraw na później. - zauważył. - W ostatnim czasie starałem się zebrać trochę materiałów. Na ten moment nic szczególnego, ale może znajdzie się choćby jedna, przydatna informacja. - o ile nie znał się na tej tematyce jakoś wybitnie, to z runami i pieczętowaniem miał okazje spotkać się w przeszłości. Dzięki temu posiadał mgliste pojęcie na ten temat. Łatwiej było mu określić, gdzie powinien zacząć. Na czym konkretnie się skupić. Nadal jednak potrzebował w tym wszystkim wsparcia. Nieoceniona zapewne byłaby pomoc kogoś, kto się w runach i pieczętowaniu rzeczywiście specjalizował. Miał już nawet na oku kilka osób, do których mógłby się zwrócić. - No ale zostawmy to. Rozumiem, że z pustymi rękoma nie przyjechałeś? - wreszcie zainteresował się torbą. Była ona dla niego znacznie bardziej interesująca niż papierosy, za którymi nigdy nie przepadał.
Nie przeszkadzało mu jednak, kiedy ktoś inny sięgał po nie w jego towarzystwie. Bo i niby dlaczego miałoby przeszkadzać?
Kiedy Richard sięgnął po papierosa, Robert zainteresował się cygarem, które jakiś czas temu zdążyło zgasnąć, oparte o popielniczkę. Wyciągnął w jego stronę dłoń. Ponownie zapalił. Niby nie potrzebował tego robić, ale jakoś tak bardziej komfortowo było trzymać coś w ręku. Czymś ręce zająć. Po alkohol zaś musiałby ruszyć się do salonu bądź swojego gabinetu. Trochę dalej.
RE: [11.02.1972r.] Robert & Richard - Richard Mulciber - 27.11.2023
Gdyby tak było, że coś ważniejszego by zatrzymało Richarda w Norwegii, Robert otrzymałby jakąś wiadomość. Może i nawet spóźnioną sowę. Młodszy bliźniak jednak pozostawał słowny i o ile nie miał zamiaru podróżować transportem mugolskim, co wydłużyłoby mu dotarcie do Anglii, w tej śnieżycy tam panującej odszukał świstoklik na czas i pojawił w wyznaczonym miejscu.
- Może warto kiedyś wpaść i sobie przypomnieć?
Stwierdził, brzmiąc tak jakby zapraszał brata do siebie. Zdawał sobie sprawę z tego, że ten kraj Robertowi nie przypadł do gustu. Warunki tam panujące były niekiedy surowe. Zimy były zimniejsze. Jednakże Richardowi to nie przeszkadzało. Przyzwyczaił się i ten kraj był dla niego drugim domem. Nawet udostępnionym dla Roberta, gdyby potrzebował gdzieś się zatrzymać.
Po otrzymaniu swojej kawy i odprawieniu skrzata, mogli wrócić do kontynuacji rozmowy. W między czasie, Richard zapalił papierosa. Nawet nie pytał się brata czy może, bo i po co? Jest u siebie.
- Pewnie same ogólne i nudne lektury, jakie w Hogwarcie mieliśmy zakuwać.
Edukacja w Hogwarcie zawsze była nudna i ogólnikowa, przynajmniej w odczuciu Richarda. Wiele z zajęć wydawała mu się zbyt prosta do zapamiętania, ale były też takie, co sprawiały problemy. Nauka bardziej ścisła. Niejednokrotnie zdawało się, że kiedy siedzieli w szkolnej bibliotece, gdzie Robert zakuwał a Richard spał na otwartych podręcznikach, czekając aż brat zrobi zadanie domowe, aby później od niego ściągnąć. Bądź w nadziei, że jak będzie na nich spał, to samo wejdzie do głowy. W zamian pomógł bratu nauczyć się paru fajnych zaklęć czy opanować coś na zaliczenie w praktyce. Uzupełniali się.
Richard zaciągnął się papierosem, wypuszczając dym ustami. Robert chciał przejść już do rzeczy w temacie, o jakim teraz rozmawiali.
- Z obszernie pełnymi. Ze względu na napięty grafik w swojej pracy, zaangażowałem dzieciaki do pomocy. Najwięcej materiałów mamy z Norwegii i Danii. Również oryginalne zapiski. Nieco mniej ze Szwecji i Finlandii. Na chwilę obecną, powinno Ci wystarczyć.
Na pewno Richard nie przywiózł trupa jakiegoś wikinga, skoro trochę torba ważyła ze swoją zawartością. To co Robert w niej zobaczy, powinno go zadowolić. Bo nawet Richard, przeglądając te materiały u siebie w domu, był pod wrażeniem ich informacji. Liczył się także czas, a młodszy z bliźniaków nie lubił odwlekać spraw. Robertowi zależało na tych materiałach z głównych źródeł, więc Richard postarał się.
- Musiałem trochę wyłożyć na magiczną torbę z głębszym dnem, aby dać radę dostarczyć Ci tutaj wszystko.
Dodał dla informacji, biorąc filiżankę kawy w dłoń, aby upić łyk. Papierosa trzymał w drugiej, między dwoma palcami.
W samej torbie, znajdowały się stare pergaminy z językiem skandynawskim, zapiski runiczne. Księgi opisujące historię pochodzenia run oraz ich tłumaczenia. Jak interpretowane są na przestrzeni mijanych epok. Znajdą się także rysunki okręgów z odpowiednimi układami run, które miały swoje znaczenia w świetle czarowania, wykonywania rytuałów. Czy to oczyszczania, ochrony, uzdrawiania. Były też księgi szczegółowo opisujące znaczenia poszczególnej runy. Z pieczętowania także znalazło się sporo obszernie opisywanych egzemplarzy. Wiele z tego było wykonanymi kopiami, gdyż nie było możliwości otrzymać lub zabrać ze sobą oryginału. Wypożyczane były z bibliotek i przepisywane w domu lub kopiowane w wybranych miejscach. Dodatkowo były też mapy Skandynawii, z oznaczonymi miejscami kultów dawnych wikingów czy innych sekt, ugrupowań. Tak jak Richard wspomniał, najwięcej zapisków uchowało się z krajów, skąd pochodzili wikingowie. Richard poświęcił nawet swój czas, na tłumaczenie niektórych pergaminowych zapisków z norweskiego na angielski, aby ułatwić bratu zrozumienie treści. Nie zdążyli jednak przetłumaczyć wszystkiego oraz zebrać część materiałów ze Szwecji, ale do następnego miesiąca powinni się z tym uwinąć. Jeżeli Robert będzie nadal potrzebował.
Jeden mógł być problem, możliwy jednak do rozwiązania. Wiele z tych materiałów, była pisana w języku danego kraju. Norweskim, duńskim, szwedzkim, fińskim. Nieznajomość ich mogła utrudniać rozczytanie. Część udało się pozyskać w języku angielskim. Z norweskim by Richard mógł pomóc. Z resztą, mógłby być trochę problem. Ciekaw był, jaka będzie reakcja brata, jak zobaczy zawartość torby.
RE: [11.02.1972r.] Robert & Richard - Robert Mulciber - 05.12.2023
Przebywając w rodzinnej posiadłości, Richard nie musiał o nic pytać. Dla Roberta czymś oczywistym było, że kamienica była również jego domem. Tu, w Londynie. Nie miało w tym przypadku większego znaczenia to, co w tym temacie dawniej uważał ich ojciec. Francis już o niczym nie decydował, choć pewne zasady, które wprowadził przed laty, nadal zdawały się obowiązywać.
Również te, których obydwaj bliźniacy nie wspominali najlepiej.
- Chciałbym temu zaprzeczyć. - przyznał bratu racje, pozwalając sobie na westchnięcie, w którym wybrzmiało coś jakby rezygnacja? Od pewnego czasu z wolna godził się z tym, że Wielka Brytania nie dostarczy mu odpowiednich informacji. A już na pewno, nie dostarczy mu tego, czego zdawał się potrzebować. Czasami trzeba było sięgnąć prosto do źródła. Całe szczęście, dzięki Richardowi okazało się to możliwe do zrealizowania.
Cieszyło go, że sprawy szły do przodu. Choć nie zawsze potrafił to odpowiednio okazać - człowiekiem był bądź co bądź dość specyficznym - doceniał wsparcie ze strony brata. Nie chciałby go stracić.
- Zakładam, że trochę czasu zejdzie przy tłumaczeniu tego na angielski... - przyłożył do ust końcówkę cygara. Dym wprowadzał do organizmu delikatnie, przy pomocy płytkich pociągnięć. Zupełnie inaczej niż miało to miejsce w przypadku o wiele bardziej pospolitych papierosów. - aczkolwiek nie stanowi to większego problemu. Myślę, że powinienem dać radę szybko się z tym uporać. - rozważał przy okazji różne opcje, ale tymi już się z Richardem nie podzielił. Nie było takiej potrzeby. A i ojciec zdołał im obydwu wbić do głów jedną, ważną zasadę. Mówiła ona, że co za dużo, to niezdrowo. - Mam nadzieję, że będę mógł im podziękować niebawem za pomoc. Osobiście. - wreszcie skomentował też to, iż w całym tym procesie, istotną role odegrały dzieciaki Richarda. Po części bratu tego właśnie zazdrościł. Rodziny, której sam nie zdołał założyć. A przynajmniej - nie miał jej takiej, jakiej by chciał. Los dał mu jedynie córkę. Nie dopuścił do tego, aby na świecie pojawił się syn noszący nazwisko Mulciber. Był to dla Roberta olbrzymi zawód. Przez długie lata nie potrafił się z tym pogodzić. W zasadzie nie nastąpiło to również teraz. Stąd też między innymi wynikała decyzja o zawarciu kolejnego małżeństwa. Nie były to tylko i wyłącznie względy finansowe, choć tak swego czasu to przedstawiał.
- Może jeszcze kiedyś się przyda. - następnie skomentował kwestie torby, podnosząc się ze swojego miejsca i ruszając w kierunku łupu dostarczonego przez brata. Zajrzał do środka. Chwilę przyglądał się zawartości, po czym wyciągnął pierwszą pozycje z brzegu. - Nie sądziłem, że uda Ci się ją zdobyć. - trochę czasu minęło, zanim padło z jego ust. Słowa pełne uznania, książka o której Robert słyszał. Wiekowa. Ponoć zachowało się tylko kilka egzemplarzy. Byle komu jej nie udostępni. Byle kogo nie poprosi też o przetłumaczenie. Pozycja była zbyt cenna, należało odpowiednio się nią zaopiekować. - Myślę, że znam kogoś, kto będzie w stanie z tym wszystkim pomóc. Będę musiał na dniach skontaktować się z pewnym dawnym znajomym. Planuje też zatrudnić pomoc, zamieściłem nawet ostatnio na ten temat kilka ogłoszeń.
Mówił już do samego siebie czy w dalszym ciągu kierował jednak słowa do Richarda? Z każdą kolejną minutą można było mieć co do tego większe wątpliwości. Skupił się na czymś, co go mocno interesowało. Powiedzieć można, że trochę zafiksował. Nie był to w jego przypadku pierwszy raz, ani też ostatni w życiu.
RE: [11.02.1972r.] Robert & Richard - Richard Mulciber - 06.12.2023
Aby móc nadal uznawać kamienicę rodzinną w Londynie, za swój dom, Richard mógł dopiero po śmierci ojca, przy zapewnieniom Roberta. Odkąd został wydalony za granicę, nie czuł się mile widziany przez rodzica, głowę ich rodu. Mając wrażenie, że z wyjazdem stracił coś, co także było dla niego bardzo ważne. Dopiero gdy uwolnili się od tyrana rodziny, odczuwając wewnętrzny spokój, Richard mógł bez problemu czuć się tutaj zdecydowanie jak u siebie.
W odpowiedzi brata Richard wyczuł zawód zebranych przez niego zbiorów, jakie udało się zdobyć w całej Brytanii. Nic dziwnego, że poszukiwana wiedza, znajdowała się najbardziej u źródła ich pochodzenia. Richard postarał się zebrać wszystkiego jak najwięcej. A że czas również gonił, nie obijał się i od razu przystąpił do działania. Proste zlecenie, ale wymagające czasu na zebranie wszystkiego.
- Bardzo możliwe. Część zbiorów przetłumaczyłem Ci z norweskiego, więc tragedii nie ma.
Dodał po słowach brata, który zapewnił, że być może ma odpowiednie osoby na oku, które mogłyby zająć tłumaczeniami. Norweski miałby z głowy, tłumaczenia wymagałyby pozostałe języki.
Richard nie oczekiwał po bracie jakichś nie wiadomo jak oficjalnych pochwał, podziękowań, uścisków czy coś, za dobrze wykonanie swojej roboty. Wystarczyło mu samo to, że był po prostu z tego zadowolony. Tyle lat się znają, to mają nieco specyficzne okazywanie sobie podziękowań. Po to byli rodziną, aby sobie pomagać, nawet na odległość. Młodszy Mulciber nie dopytywał nawet o to, komu brat zleci tłumaczenia. Nie było to już jego interesem.
- Będziesz miał okazję. Powiedziałem im, że potrzebujesz dodatkowo poszerzyć swoją wiedzę, aby w jakiś sposób rozwinąć naszą działalność rodzinną. Tyle im na razie wystarczy wiedzieć.
Richard wiedział tyle ile powinien, po co Robertowi ta wiedza o pieczętowaniu i runach. Dzieciaki szczegółów znać nie musiały. A że coś trzeba było im powiedzieć, aby móc skorzystać z ich pomocy, przedstawił wersję bratu, żeby czasem przy spotkaniu z nimi, wiedział jak pociągnąć temat.
Po tej odpowiedzi, Richard zaciągnął się papierosem ponownie i strzepnął popiół do popielniczki. To że Richardowi poszczęściło się z rodziną, Robert nie powinien się zbyt mocno przejmować. Nazwisko rodzinne mają zabezpieczone u synów Richarda, którzy w przyszłości powinni doczekać swoich męskich potomków. Rozumiał jednak jego zawód posiadania jedynie córki a później już nic. Może Robert za mało się starał? Nie Richardowi oceniać.
Gdy Robert postanowił zajrzeć do zawartości bagażu, Richard z papierosem w ustach, dołączył do niego, aby spojrzeć o jaką książkę mu chodziło. Stary znany egzemplarz.
- Wpadła mi w ręce chyba nie przez przypadek. Kiedyś mi chyba o tym wspominałeś, że nie mogłeś nigdzie dostać?
Odniósł się do starego egzemplarza, jaki trzymał Robert. Cenny nabytek, negocjacje o jego uzyskanie nie były łatwe. Dla Richarda nie było rzeczy niemożliwych. Intuicyjnie wiedząc, że to będzie coś naprawdę cennego dla brata, zrobił wszystko aby ją zdobyć.
Puste regały, na które spojrzał Richard, mogły się teraz zapełnić.
- Trochę segregowania będziesz miał. No i może w końcu te regały nie będą już stać puste.
Dodał. Przeniósł spojrzenie na brata, który chyba wydawał się być już nieobecny. Gadając już o tym, że zna kogoś do tłumaczenia zbiorów. Dając ogłoszenie do współpracy. Brew uniosła się Richardowi ku górze.
- Rozumiem. Masz Ty czym im zapłacić za pracę, czy chcesz iść w stronę przysługi za przysługę?
Zapytał z czystej ciekawości. Może ten sklep dzięki jego towarom jeszcze się trzyma na tyle dobrze, że Robert będzie wstanie opłacać nowe osoby do pracy przy tłumaczeniach? Mimo to, Richard dodał dla informacji:
- Zostanę do niedzieli i mogę pomóc Ci z tłumaczeniami norweskimi, jeżeli chcesz. Będziesz miał już coś znów do przodu nim wrócę do siebie i zostawię Cię z tym wszystkim.
Odpowiedział, obserwując brata, którego chyba już świat runiczny wciągnął do siebie. Pokręcił głową i wrócił do stolika dopalając papierosa i gasząc niedopałek.
Zakładając, że Robert zgodził się skorzystać z tymczasowej pomocy brata, przy układaniu, segregowaniu i tłumaczeniu wybranych przez siebie interesujących zbiorów, jakaś część roboty była za nami i zawsze to mniej do uprzątnięcia. Bałagan bywał irytujący, a w uporządkowanych stosach pergaminów, książek i podręczników, łatwiej było cokolwiek znaleźć i odszukać. Dzięki temu także praca była łatwiejsza. Richard w przeciwieństwie do brata, często robił przerwy, aby się przewietrzyć, przeciągnąć, dać umysłowi odpocząć. Nie dawał rady siedzieć wielu godzin nad jednym zadaniem. Tyłek go od tego swędział.
RE: [11.02.1972r.] Robert & Richard - Robert Mulciber - 06.12.2023
Przetłumaczenie części materiałów, stanowiło olbrzymią pomoc. Poświęcając na to swój czas, Richard zrobił dużo więcej niż Robert od niego oczekiwał. Swoją drogą, miało to miejsce nie po raz pierwszy. Gdyby miał bratu za to wszystko zapłacić, zapewne do końca życia borykałby się z problemem jakim byłoby zebranie odpowiedniej kwoty.
Całe szczęście przejmować się tym nie musiał.
Wcale a wcale.
Mimo tych wszystkich przemyśleń, najzwyklejsze dziękuje nie było w stanie przejść mu przez gardło. Pewnych ograniczeń nie dało się łatwo przeskoczyć. Z drugiej jednak strony - ponoć czyny były więcej warte niż słowa. Pomyśli o tym. Tak nieco później.
- Nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutro. - skomentował drobne kłamstwo, jakim Richard uraczył swoje dzieci. I tak też do tego podchodził. Dzisiaj ta wiedza była mu potrzebna w dość konkretnym celu, ale w jaki sposób będzie to wyglądało jutro? Za tydzień, za miesiąc, za rok? Człowiek nie był w stanie przewidzieć tego, w jakim miejscu przyjdzie się mu znaleźć. Los dla każdego szykował niespodzianki.
Na nowo więcej uwagi poświęcił bratu, kiedy ten pociągnął temat najcenniejszej pozycji jaką udało mu się zdobyć. Oderwał spojrzenie od wiekowego tomiszcza. W oczach dało się wychwycić ślad tego, co działo się teraz we wnętrzu Roberta.
Tego, czego już chyba okazać nie potrafił - w pełni.
- Tak. Kiedyś już próbowałem ją zdobyć. - przyznał mu rację. Starożytne Runy, choć na wiele lat wypadły z kręgu zainteresowań Roberta, nie były dla niego czymś całkiem obcym. Przez pewien czas zgłębiał ten temat, za młodu, co teraz ułatwiało mu zacząć z tym wszystkim od nowa. Wiedział czego potrzebował. Wiedział po co powinien sięgnąć.
Spojrzenie ponownie przeniosło się na książkę. Otworzył ją. Natrafił na oznaczenie jakiejś... biblioteki?
- Chyba nie powinienem pytać, w jaki sposób ją zdobyłeś? - bardziej skomentował niż zadał to pytanie. Czasem bowiem lepiej było pewnych rzeczy nie wiedzieć. Nie zagłębiać się w to. Obydwaj bracia się tej zasady trzymali. - Naprawdę... ja.. doceniam. - wreszcie wyrzucił z siebie. Z trudem. Słowa brzmiały jakoś tak obco. Zdawały się nie pasować. Ale może też z tego względu warte były dużo więcej niż normalnie. W końcu Robert ich nigdy nie nadużywał.
Niektórzy mogliby nawet założyć, że nie były mu znane.
W ciągu następnych minut, wyjaśnili sobie z bratem pewne kwestie. Wytłumaczył mu jakie miał plany, w jaki sposób zamierzał je zrealizować. Rzecz jasna na tyle, na ile czuł, że może to zrobić. Sporą część informacji zachował dla samego siebie. Następnie rozdzielili się. Na odchodnym Robert przypomniał mu, żeby nie spóźnił się na kolacje. Ta od zawsze chyba miała miejsce o tej samej porze. Starszy z bliźniaków tego zwyczaju nie zmienił. Podobnie jak wiele innych.
Kiedy jakiś czas później Richard znalazł się w jadalni, na stole - poza zastawą - czekała na niego elegancka papierośnica. Drobny gest, na którego wykonanie Robert nie zdecydował się osobiście. Nie potrafił.
RE: [11.02.1972r.] Robert & Richard - Richard Mulciber - 10.12.2023
Richard zgodził się ze słowami brata. ”Nigdy nie wiadomo co przyniesie jutro”. Nawet, jeżeli młodszy Mulciber miał jakiś poziom zaufania do swoich dzieci, to jednak dla ich bezpieczeństwa, nie zdradzał więcej niż było to konieczne. Niektóre prawdy, przeinaczając w kłamstwa. Jak to zauważył Robert. Kierując się zasadą w ich rodzinie im mniej wiesz, tym lepiej.
Wracając do cennego egzemplarza, jaki najbardziej dotknął wnętrze jego brata. Egzemplarz o jaki by mugole lub czarodzieje mogliby się bić na aukcjach. Richard wyłapał to w oczach brata, odpowiadając na to lekkim uśmiechem. Miał bardzo dobrą pamięć i kiedy zainteresowanie Starożytnymi Runami u Roberta powróciło na nowo, przypomniał sobie o tej pozycji, kiedy przeszukiwał regały bibliotek. Nie marnował czasu aby znaleźć mu cokolwiek, brał co wpadało mu w ręce. A przez te tłumaczenia egzemplarzy, pergaminów z Norweskiego, sam pogłębił swoją wiedzę na ten temat. Musiał przyznać, że temat interesujący, ale nie na tyle, aby on sam wziął się za jakiekolwiek praktykowanie.
Kiedy Robert zajrzał i zobaczył pieczątkę norweskiej biblioteki i to jeszcze nie byle jakiej a dość znanej w stolicy tamtego kraju, Richard się zawahał. Miał mu powiedzieć, że przeszedł samego siebie i poświęcił na tyle godności, aby to zdobyć? Nakupował się paru sztuk eliksiru wielosokowego. W tamtej bibliotece najłatwiej było mu poświęcić karierę młodej kobiety. Musiał być nią, aby tam się dostać i wynieść cenne książki. Obserwacja jej i wychwycenie charakterystycznych cech, nie była dla niego trudna. Miał nie kraść. W tym przypadku musiał. I to nie on ukradł a ta, która tam pracowała. Została zwolniona a książek i tak nie odnaleziono. Aby plan mu się udał, musiał z nią odbyć jedno do dwóch spotkań. I zadbać o to, aby o nim zapomniała.
- Cóż… Potraktuj to jako spóźniony prezent urodzinowy.
Poklepał brata po ramieniu, wybrnąwszy w ten sposób z tłumaczenia się, jak to zdobył. Chciałby o tej akcji jakoś zapomnieć. Nie czuł się komfortowo w ciele kobiecym. Czego jednak nie robi się dla brata. Słuszna uwaga, że nawet i Richard posiadał swoje sekrety, o których lepiej, aby brat nie wiedział.
Kolejne słowa były dość, niecodzienne i nie pasujące za bardzo do Roberta. Richard myślał, że się przesłyszał, aż oderwał wzrok od regałów i spojrzał na brata. Tak dziwnie miło zrobiło mu się wewnętrznie. ”Doceniam”. Niby na tyle było tylko stać Roberta, a miało bardzo duże znaczenie, było cenne dla uszu Richarda.
- Drobiazg.
Co wcale drobiazgiem nie było. Materiałów mu zgarnął naprawdę wiele. Nie dodał, że jego dzieci też poświęciły trochę czasu, aby choć jedną książę przetłumaczyć. Co mogło pomóc im także w utrwalaniu języka norweskiego i angielskiego.
Dzięki temu, Richard został wtajemniczony w plany brata na tyle, ile powinien. W to, czego jeszcze nie wiedział od ostatniej ich miesiąc temu rozmowy. Pracowali razem, czy też na zmianę. Przypominanie o godzinach posiłkowych, było czasami konieczne. Tutaj zasady się nie zmieniały. Lecz tam, w Norwegii, było już inaczej.
Jednej pory dnia, kiedy pojawił się w jadalni, dostrzegł że oprócz zastawy, przy jego miejscu gdzie zawsze zasiadał, znajdowało się coś jeszcze. Papierośnica? Rozejrzał się po pomieszczeniu, nawet na trochę zatrzymując spojrzenie w kierunku wejść. Ponownie spojrzał na niewielki podarek. Wziął ją w dłoń. Obejrzał. Uśmiechnął się. ”Wariat.” - pomyślał. Wiedział, że to od niego. Gest, którego Robert nie potrafił osobiście przekazać. Richard nie miał w sobie przywiązania do rzeczy materialnych. Nie kolekcjonował nic. Ta jedna rzecz, którą teraz trzymał w dłoni, stała się dla niego bardzo cenna.
Koniec sesji
|