![]() |
|
05.03.1972 Thes i Ger - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: 05.03.1972 Thes i Ger (/showthread.php?tid=233) Strony:
1
2
|
05.03.1972 Thes i Ger - Geraldine Greengrass-Yaxley - 21.10.2022 adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - Piszę, więc jestem Geraldine dzisiejszy dzień spędziła nad jeziorem. Dostała zlecenie na kilka druzgotków. Wyszła z mieszkania na poddaszu kamienicy dosyć wcześnie, nie chciała obudzić swojego współlokatora. Siedziała nad tym nieszczęsnym jeziorem do południa i praktycznie nic się nie działo. Udało jej się nawet zaliczyć krótką drzemkę. Kiedy się przebudziła postanowiła zmienić miejsce obserwacji, która trwała już praktycznie pół dnia. Okazało się to być strzałem w dziesiątkę. Natknęła się bowiem na kilka stworzeń, które ją interesowały. Obserwowała je przez dłuższą chwilę, nie chcąc ich spłoszyć. W pewnym momencie postanowiła zaatakować. Cóż, nie był to niestety jej dzień. Jakoś tak wyszło, że stworzenia się rozbiegły, a ona wylądowała w jeziorze. - Zawsze coś.- mruknęła pod nosem. Nie zamierzała siedzieć tam cała przemoczona, wsiadła na miotłę i wróciła do domu. Weszła na ostatnie piętro kamienicy, otworzyła drzwi i znalazła się w mieszkaniu. - Kurwa mać.- powiedziała grzecznie na przywitanie. Naprawdę się zirytowała tym, co się wydarzyło. Jutro będzie musiała powtórzyć wycieczkę. Weszła w głąb mieszkania, żeby zobaczyć, czy Thes jest na miejscu. Głupio jej było, że musiał widzieć jej porażkę. Nie znosiła przegrywać i nie spełniać swoich założeń. Dzisiaj wszystko poszło nie po jej myśli. Dobrze, że miała jeszcze kilka dni na zrealizowanie zlecenia. Może za drugim razem się jej uda? - Jak Ci minął dzień?- próbowała nadrobić to cudowne pierwsze wrażenie po wejściu do mieszkania. RE: 05.04.1972 Thes i Ger - Theseus Fletcher - 22.10.2022 - Tobie też dzień dobry. – powiedział głośniej niż zazwyczaj. Nie wyszedł jej naprzeciw, był czymś zajęty. W innym wypadku pewnie nawet nie spotkaliby się w ogóle. Zarówno Theseus, jak i Geraldine byli bardzo zabieganymi czarodziejami. Ich praca wymagała zaangażowania w terenie. Czas trwania zlecenia uzależniony był od wielu czynników. Mężczyzna siedział na niewielkim zydelku, wyglądał na skupionego. Był ubrany w skórzany fartuch i lekkie, usmarowane czymś odzienie. Najprawdopodobniej nie odszedł od tego co robił ani na krok. Zazwyczaj, kiedy poświęcał się pracy rzemieślniczej, czas przestawał dla niego istnieć. Umysł wchodził w niewymuszony rytm i płynął wraz z dźwiękami wydobywającymi się zza otwartych na oścież okien balkonowych. - Zlecenie nie siadło? – zapytał już normalnym głosem, wiedząc, że prędzej czy później blondynka przyjdzie się z nim zobaczyć. Projekt, który w tym momencie kończył miał być zdobionym pasem. Nie było to zamówienie, po prostu coś, co zwróciło jego uwagę, kiedy przechodził pasażem handlowym. W momencie, gdy Geraldine pojawiła się w mieszkaniu, zajmował się wydrążaniem dziurek w owym pasku. Za chwilę miał wstać i podejść do stołu warsztatowego, aby dokończyć żłobienia, wypolerować surowe brzegi i nałożyć wosk. - Właściwie to cały czas byłem tutaj. – powiedział sadowiąc się na fotelu, który przysunął o dwa cale do stołu. Zerknął w jej stronę. - No... nie wyglądasz jakbyś miała dobry dzień. - dodał, Sherlock. Nauczył się, że nie powinien mówić ludziom wprost "nie wyglądasz najlepiej". Nie we wszystkich przypadkach. Omiótł sylwetkę kobiety wzrokiem. Włosy miała w nieładzie, lepiące się lekko od brudnej wody, która pewnie nieprzyjemnie wyschła wprost na niej. Nawet jeśli Geraldine użyła jakiegoś zaklęcia, aby poradzić sobie z tą niedogodnością, niesmak było widać wprost po jej minie. RE: 05.04.1972 Thes i Ger - Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.10.2022 Oczywiście mogła się tego spodziewać. Nie obejdzie się bez świadków tej potężnej kompromitacji, no ale, żeby nie było wyprostowała się, i udawała, że wszystko jest w najlepszym porządku, choć nawet ślepy by zobaczył, że tak nie jest. Ale o tym później. Podążyła za głosem, żeby zbliżyć się do mężczyzny, była ciekawa, nad czym pracuje. Powinna zapewne w pierwszej kolejności udać się pod prysznic i spłukać z siebie wstyd tego dnia, jednak ciekawość jej na to nie pozwoliła. - Nie siadło to lekko powiedziane. Druzgotki mi zwiały, co tam, że zwiały, to bym jeszcze przeżyła, ale wpakowałam się do jeziora, a kąpiel w kwietniu nie należy do najprzyjemniejszych.- Przy polowaniu zdarzały się jej różne sytuacje, nie była to więc dla niej żadna nowość, jednak zawsze tak samo ją irytowały. Podeszła do Theseusa i stanęła za nim, zaglądała mu przez ramię, chciała bowiem zobaczyć nad czym pracuje. - Ładne...- postanowiła skomentować, jakby ją ktoś pytał o zdanie. Trochę mu zazdrościła tego, że dzisiaj nigdzie nie wychodził, ale tylko trochę, gdyby nie jej wyjście to byłaby teraz sucha, jednak pozbawiona tej adrenaliny, która pojawiała się, kiedy polowała na magiczne stworzenia. - Trochę zazdroszczę, wiesz, w domu omijają cię dodatkowe atrakcje typu kąpiel w jeziorze.- Parsknęła słysząc jego kolejne słowa. - Zdecydowanie miewałam lepsze, dobra idę pod prysznic bo śmierdzę mułem, jemy coś? Jadłeś coś?- zapewne nie, podejrzewała, że jak już zasiadł przy tym stoliku i zaczął dłubać w skórze, to zapewne od niego już nie wstał. - Może zrobię nam zaraz jakąś kolację?- nie należała do specjalnie uzdolnionych w tej dziedzinie, no ale z głodu nie umrą. Odwróciła się na pięcie i poszła do łazienki, pozbyła się tych śmierdzących ubrań, umyła włosy, w których można jeszcze było znaleźć ślady glonów z jeziora. Prysznic zajął jej krótką chwilę, następnie znalazła się w kuchni, żeby przygotować im posiłek. Zajrzała do lodówki, jak zawsze nie było tam zbyt wiele. Ciekawe, że żadne z nich nie odczuwało potrzeby aby ją napełniać. Najważniejsze, że było mięso, inaczej bez sensu byłoby gotować, bo nie dałaby rady zaspokoić głodu. Krzątała się po kuchni dosyć krótko, w końcu nie należała do wybitnych kucharzy, jednak była w stanie zrobić jajka na bekonie. Kiedy skończyła gotowanie, nałożyła dwie porcje i udała się z talerzami do salonu, pokoju dziennego, czy jak kto woli. - Smacznego!- postawiła talerz mężczyzny na stole, sama zaś usiadła na kanapie z talerzem w dłoni i zaczęła jeść. Włosy miała mokre, tym razem jednak nie śmierdziały mułem. - Nie jest to nic wybitnego, ale zdajesz sobie sprawę z mojego antytalentu kulinarnego.- humor jakby się już jej poprawił. RE: 05.04.1972 Thes i Ger - Theseus Fletcher - 22.10.2022 - Myślę jednak, że wiele straciłem nie widząc tego przedstawienia. – skwitował jej marudzenie. Może nie byłoby tak źle? Zirytowanie Geraldine wiele razy przyprawiło go o gromki śmiech w najmniej odpowiednich dla niego momentach. Jej pytanie rozmyło się gdzieś w powietrzu, dolatując do niego dopiero po paru minutach, kiedy Geraldine była już pod prysznicem. Mruknął więc do siebie, że nie jadł. Złapał może kawałek pieczywa i resztki pozostałe z wczorajszego obiadu. Czyli niewiele. Yaxleyówna miała chyba dwa żołądki i była zawsze głodna. Nie robili też zakupów specjalnie często, choć wszystkiego wystarczyło, kiedy zaszła potrzeba. Po skończonej pracy wstał i posprzątał swoje stanowisko. Odłożył pasek do niewielkiej „suszarni”. Skóra była naoliwiona i potrzebowała chwili, aby nabrać odpowiednich właściwości i kolorytu. Zbierając ścinki i porządkując narzędzia był gotów, do tego, by również pójść się odświeżyć. - Wiesz… myślałem, że możemy zjeść coś na mieście. – zaproponował, wsuwając się na krzesło przy stole. Jego włosy, również wilgotne, zakręcały mu się w niesforne fale. Potrząsnął głową i ta burza loków zaczęła żyć jeszcze bujniejszym życiem, dopóki nie założył ich za uszy. - Nie żebym krytykował twoją kuchnię. – pokazał jej zęby. – Masz jakieś plany? RE: 05.04.1972 Thes i Ger - Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.10.2022 - Na pewno jeszcze nie jedno zobaczysz w moim wykonaniu. - Yaxley miała tendencje do podejmowania irracjonalnych decyzji, które często kończyły się mniejszą lub większą katastrofą. Najgorsze, że wszystkie te rzeczy ściągała na siebie sama. Taki już miała charakter. Pozostawało jej się do tego przyzwyczaić, bo nie miała zamiaru oczywiście nad tym pracować. Geraldine przeżuwała powoli kolejne kęsy. Nie była jakoś specjalnie zadowolona z tego jakże wybitnego dania, jednak było w stanie zagłuszyć głód spowodowany całodzienną wyprawą. - Na mieście? - podniosła głowę znad talerza i spojrzała na Theseusa. Nie musiała się długo zastanawiać, decyzja mogła być tylko jedna. - Tylko zjeść, czy coś jeszcze? - brakowało jej ostatnio rozrywki, więc miała nadzieję, że może uda im się jakąś jeszcze znaleźć. - Nie no oczywiście, wcale nie traktuje tego jako krytyki... - wcale, ani trochę jej to nie zakuło. - Dobra, ja jestem za wyjściem, powinnam się chyba jednak wcześniej doprowadzić do porządku, skoro mamy razem podbijać Londyn, wyglądam trochę jak bezdomny. - Nie żeby to jej przeszkadzało, jednak kto wie, gdzie ich dzisiaj nogi poniosą? Warto było zadbać o schudną aparycję. - Masz już jakiś pomysł, gdzie chciałbyś pójść, pozwalam ci dzisiaj decydować, wiesz ze taka okazja zdarza się raczej niezbyt często! - nie żeby była jakimś tyranem, tylko Ger jak już się na coś nastawił, to nie ma zmiłuj. RE: 05.04.1972 Thes i Ger - Theseus Fletcher - 23.10.2022 - Na mieście. – pokiwał głową na potwierdzenie. Wbił widelec w swoją jajecznicę i zaczął się zajadać. Przesadzała, nie było tak źle. Wprawdzie ciężko jest zepsuć tak proste danie, ale nie miał zamiaru powiedzieć tego na głos. Wiedział jednak, że jego brzuch – skoro już ktoś przypomniał mu o potrzebie przyjmowania weń jedzenia - nie zostanie zadowolony tylko kilkoma jajkami, stąd pomysł na wyjście. - Najpierw coś zjeść, później zobaczymy. – odpowiedział zdawkowo. Ona jednak na tyle go znała, że mogła się domyślić. Miał interes do załatwienia albo chciał coś zaproponować. Coś, co mogłoby się Geraldine z początku w ogóle nie spodobać, a przedstawiona przed faktem dokonanym, nie miałaby już wyboru jak tylko przystać na kolejny z jego dziwacznych pomysłów. Oby nie były to tarapaty! - Jasne, sam się szybko ogarnę i możemy wychodzić? – zapytał, ale nie dał jej skończyć. – Będę w salonie. – dodał, był już przecież prawie gotowy. Kwiecień, choć zapowiadający coraz cieplejsze dni, był nadal chłodny. Theseus miał na sobie oliwkowe, wełniane spodnie i brązowy podkoszulek z długim rękawem i kilkoma guzikami rozpiętymi luźno pod szyją. Na to zakładał tylko ciepły tweedowy płaszcz w jednolitym, czarnym kolorze oraz brązowy szalik i kaszkiet. Wyszli jakiś czas później. Aleja Horyzontalna była jeszcze nieco schludniejsza niż tam, gdzie chciał później zabrać przyjaciółkę. Zatrzymali się i weszli do niewielkiej restauracji. Theseus wybrał miejsce bliżej okna, tak aby móc oglądać ulicę i harmider, który tworzyli przechodzący w tę i z powrotem ludzie. - Ja stawiam. – powiedział. A w towarzystwie Geraldine było to duże słowo. Dziewczyna jadła za dwóch. A wcale nie wyglądała jak dwoje! Wzrostem, może… owszem, ale nie tuszą. Zresztą, kto by na takie rzeczy zwracał uwagę. - Słuchaj, nie myślałaś może o tym, byśmy wybrali się razem w dłuższą podróż…? – zapytał. Miał na myśli podróż związaną z pracą. RE: 05.04.1972 Thes i Ger - Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.10.2022 - W sumie podoba mi się ten pomysł, dawno nigdzie razem nie byliśmy.- odparła z uśmiechem. W między czasie zjadła przygotowany przez siebie posiłek. Przynajmniej na moment nie będzie jej burczało w brzuchu, dźwięki, które wydawał jej żołądek, kiedy była głodna bywały naprawdę irytujące. - Zobaczymy? To mnie teraz jeszcze bardziej przekonujesz...- dawno nie wychodziła gdzieś spontanicznie, także pomysł coraz bardziej ją intrygował i zachęcał do realizacji. Tym bardziej, że miała świadomość, że Thes ją zaskoczy. Był nieprzewidywalny i nigdy nie wiadomo, co za świetny pomysł wpadnie mu do głowy. Oczywiście jej to nie przeszkadzało, ba nawet uważała to za zaletę, bo nie znosiła nudy, a przy nim nie można było się nudzić. - Dobra, daj mi chwilę, żebym się doprowadziła do porządku.- wstała z kanapy zanim udała się jednak do swojej sypialni ruszyła w stronę kuchni, by wrzucić brudne talerze do zlewu. Nie lubiła kiedy walały się po salonie. Yaxley nie miała problemu z szybkim zebraniem się do wyjścia. Po jakichś pięciu minutach znalazła się w salonie gotowa, by podbijać Londyn nocą. Ubrana była w sztruksową, bordową sukienkę, która sięgała jej gdzieś przed kolana, miała krótki rękaw, więc pod spód ubrała czarną, prostą bluzkę. Na wierzch narzuciła stary, skórzany płaszcz, widać było, że służy jej już od jakiegoś czasu. Mogłaby sobie kupić nowy, ale jakoś za bardzo się do tego przywiązała. Na nogach miała ciężkie buty, w jej garderobie raczej brakowało typowo damskich laczków, miała 185 centymentrów wzrostu, nie mogła się przekonać do obcasów. Na głowie miała czerwony kaszkiet, który pasował do tej stylizacji jak pięść do nosa, no i najważniejsze, na twarzy ogromny uśmiech! Wyszli z domu w całkiem niezłych humorach, Ger ogromnie cieszyła wizja spaceru, jedzenia i niewiadomej później w towarzystwie najbliższego przyjaciela. Dotarli do restauracji, którą wybrał Theseus. - Jesteś pewien, pamiętasz, że lepiej mnie ubierać niż karmić?- odparła, kiedy usiadła na krześle. Była bogata, mężczyzna nie musiał za nią płacić, jeśli chciał jednak nie miała zamiaru nalegać. Wiedziała, że tu często chodziło o dumę, a nie miała zamiaru urazić go w żaden sposób. - Podróż?- zamyśliła się na moment. - W sumie moglibyśmy, masz na myśli jakieś konkretne miejsce?- ciekawiło ją, czy już miał przygotowany jakiś plan. RE: 05.04.1972 Thes i Ger - Theseus Fletcher - 25.10.2022 - Wiesz, przecież nie wykupisz całej restauracji. – zażartował. – Nie wykupisz, prawda? – dodał z udawaną zgrozą w głosie. Miał ochotę poczochrać ja po głowie, ale dostałby za to przez swój kręcony łeb. Szarmancko zaoferował jej ramię, pamiętając jak żartował sobie lekko z reakcji jej rodziny na to, że Geraldine zadaje się z jakimś szemranym typem półkrwi. Miał bardzo mieszane uczucia do jej rodziców, braci i tego całego otoczenia. Tak mieszane, jak jego krew, która mogłaby mieć jakiekolwiek znaczenie jakim był człowiekiem. Nieidealnym, taka była prawda. Pół zgrai, ach przecież to byłby żart, więcej znacznie osób z tego ich pełno i czysto krwistego światka, było gorsza niż niejeden mugolak. Czy nienawidził więc ich podejścia, tak jak oni nienawidzili jego ubrudzonych rąk? Restauracja, do której wstąpili nazywała się „Różany Labirynt”. Podawali tam całkiem niezłą herbatę. Różaną, oczywiście. Oprócz regularnych śniadań, obiadów i kolacji, słynęli ze wspaniałych słodkości - pączków o wielu nadzieniach, ciast i innych deserów. - Co chciałabyś robić, gdyby nic cię nie powstrzymywało? – zapytał. I było to pytanie intencyjne. Wiedzieli o sobie dużo, ale wielu rzeczy do siebie nie dopuszczali. Była między nimi nić porozumienia, która przechodziła przez materiały ich dusz, ale co innego przynosił język na usta. RE: 05.04.1972 Thes i Ger - Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.10.2022 Yaxley spoglądała na mężczyznę, a na jej twarzy malował się ogromny uśmiech. - Muszę cię zamartwić, to jedna z tych rzeczy, których nie mogę obiecać...- nie no, nie zrobiłaby tego w żadnym wypadku. Skorzystała z zaoferowanego ramienia. Reakcja rodziny jakoś nigdy specjalnie nie obchodziła Geraldine. Była im ogromnie wdzięczna za to, że miała takie wygodne życie, jednak nie dawała sobie wejść na głowę. Miała swój temperament, kiedy coś jej nie pasowało mówiła o tym w głos. Dzięki temu udało jej się skończyć w tym miejscu. Mieszkała ze swoim przyjacielem, choć rodzice patrzyli na to sceptycznie, sugerowali, że jeśli już chce, to niech jej będzie i wyjdzie za tego szemranego typa o nieczystej krwi. Oni jednak jakby nie patrzeć żyli razem już tyle lat i nigdy nie połączyło ich nic więcej niż przyjaźń. Dla Gerry Thes był jak brat, kochała go jednak w inny sposób niż uczucie romantyczne. Świetnie się dogadywali, dzielili pasje, a przy tym wszystkim Yaxley nie była samotna, miała do kogo gębę otworzyć gdy przychodziła do domu. Układ idealny. Spojrzała na szyld zanim weszli do środka. Nie była chyba jeszcze nigdy w tym miejscu, co ją cieszyło, bo uwielbiała poznawać nowe restauracje, może będzie tu wracać? Kto wie. - Tak właściwie, to czy teraz coś mnie powstrzymuje?- Gerry robiła to, na co miała ochotę. Podróżowała, zwiedzała świat, polowała na magiczne stworzenia, nie była uwiązana. Wydawało jej się, że nic więcej nie pragnie, ani nie potrzebuje. - Takie jedno, największe marzenie, jakie mam.- wiedziała, że jest głupie. Nie powinna się nim dzielić, bo jeszcze weźmie ją za kompletną wariatkę. - Chciałabym mieć smoka, latać na nim, wiesz. Wydaje mi się, że to może równać się prawdziwej wolności. Nikt nie będzie z tobą zadzierać, bo będą się bali. Możesz wszędzie polecieć, czuć się bezpiecznym, to chyba jest to.- spojrzała na Thesa, żeby zobaczyć jego reakcję. Czy ją wyśmieje? Miała nadzieję, że nie. - a Ty? co byś chciał robić?- była ciekawa jego odpowiedzi. RE: 05.04.1972 Thes i Ger - Theseus Fletcher - 27.10.2022 Czy coś cię w tym momencie powstrzymuje, pomyślał, przez chwilę skupiony tylko na jej rzęsach. Unosiły się i opadały, przysłaniając i odsłaniając całkiem ładne oczy, które wydawały się być szczęśliwe. Z policzków biło jej ciepło, dopiero zagrzewali się na swoich siedzeniach. Nie powiedziałby tego na głos, ale uważał się za kogoś, kto jest całkiem dobry w obserwowaniu innych ludzi. Mógł spojrzeć na stolik obok, na to jak jedna z kobiet wymachiwała rękoma w powietrzu, podekscytowana własna opowieścią o mijającym dniu, jej partnerka, pewnie przyjaciółka, słuchała jej z niby to uwagą, niby rozleniwieniem. Powrócił wzrokiem do Geraldine. Czy wyglądał podobnie do tamtej kobiety? Rzucił jej ostatnie spojrzenie i jakby na własne usprawiedliwienie, aby być pewnym, że nie zauważy tego jego przyjaciółka, poprawił się na siedzeniu, wyprostował, choć był już wyprostowany wystarczająco. Różnica była taka, że on faktycznie był ciekawy. Widział jak zastanawiała się nad tym, co powiedział. Miała już pewnie odpowiedź, ale podchodziła do niej z wahaniem. Czy zaskoczył ja pytaniem, kiedy akurat powoli cieszyła się z tego różanego ciasta, które zaraz spróbuje? - Czy nie będziesz wtedy odbierać tej wolności temu stworzeniu? – zapytał, zupełnie ciekaw, co mu na to odpowie. – Mnie zastanawia co one czują. Czy programujemy je do tego co miałyby czuć, jak się zachowywać. Czy twoja wolność jest też jego wolnością? Czy postrach, który wzbudza, jest twoim, jego postrachem? – rzucił w eter. Zamówił sobie jakieś lekkie danie i herbatę. Dla przeciwwagi ciężkich tematów. A to jeszcze nie było wszystko. |