Secrets of London
17 Kwietnia 1972, Pracownia Loretty | List do rąk własnych | Loretta X Anthony - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: 17 Kwietnia 1972, Pracownia Loretty | List do rąk własnych | Loretta X Anthony (/showthread.php?tid=2349)



17 Kwietnia 1972, Pracownia Loretty | List do rąk własnych | Loretta X Anthony - Anthony Ian Borgin - 30.11.2023

Nie mógł odmówić swojej siostrze. Nikt z Borginów właściwie nie odmawiał młodej i każdy traktował ją, jak księżniczkę, trzymając z daleka od tego całego gówna, w którym świat się taplał. Była rozpieszczona, ale też dobra i grzeczna, nic więc dziwnego, że gdy wbiła w niego te wielkie oczy, które opatulał wachlarz długich rzęs, to obiecał, że załatwi jej sprawę następnego dnia po pracy. A czym była ta pilna sprawa, nad którą Panienka Borgin tupnęła pantoflem? Otóż rysowała, hobbistycznie. Obiło się jej uszy, że Tosiek znał Lorette, która była siostrą jego najlepszego przyjaciela i los chciał, jedną z ciekawszych i lepszych artystek ostatnich lat w Londynie.
I tak oto stanął przed drzwiami, uderzając w nie krótko i westchnął, obracając w dłoni samotnego kwiatka. Nie chciał przyjść z gołą ręką, a nie był pewien, czy lubi czekoladki lub alkohol. Wybrał więc peonię o ładnym kolorze, pozbawioną jednak zbędnych ozdób. Ubrany był elegancko, jak na komornika przystało i adekwatnie do pogody. Dopasowany, szyty na miarę garnitur i również doskonale skrojony płaszcz w kolorze karmelu na dwa rzędy guzików. Był prosto z pracy, w dłoni wciąż zaciskał skórzaną teczkę, wypełnioną papierami z biura komorniczego.
Gdy otworzyła mu drzwi, obdarzył ją przeciągłym spojrzeniem, prędko odnajdując drogę do jej oczu i uśmiechnął się zadziornie, wciąż w sposób podobny do tego z czasów Hogwartu.
- Witaj piękna. Wybacz, że tak bez zapowiedzi, zajmę Ci tylko chwilę, jeśli mogę? - zapytał, nie ruszając się z progu. Mogła mieć gości, mogła nie mieć teraz czasu lub ochoty. Wręczył jej peonię i ukłonił się, łapiąc jej dłoń i całując jej wierzch, bo przecież Lestrange była damą, tak należało ją traktować. No i on był gentlemanem, powtarzał to sobie, jak mantrę. Stachu też oczekiwał, że zawsze godnie będzie reprezentował ich dom, czuł więc presję tego, aby robić dobre wrażenie i nie sprawiać kłopotu. Wyprostował się, poprawiając teczkę w dłoni i raz jeszcze przyjrzał się kobiecie, która mu otworzyła drzwi. Trochę się zmieniła od czasów szkoły, ale wciąż była śliczna i miała w sobie coś nieprzyzwoicie figlarnego. - Widzisz Lor, wysłała mnie tu moja młodsza siostra z ważną misją. Jest wielką fanką Twoich prac i miała nadzieję, że zechcesz przeczytać jej list i doradzić w kilku sprawach związanych z rzeczami plastycznymi. No i oczywiście potem będę musiał odwiedzić sklep, aby je nabyć. - wyjaśnił z bezradnym wzruszeniem ramion, pozwalając sobie na uśmiech. Musiał jej przecież wyjaśnić cel swojej nagłej wizyty bez żadnej odpowiedzi, bo niezbyt często tak robił. - Będę wdzięczny, jeśli to nie będzie problem, bo to dla niej ważne.  - dodał, przekręcając głowę na bok, a niesforny kosmyk opadł mu na czoło, uwolniony ze służbowego zaczesania. Wolną dłonią poruszył niespokojnie, sięgając w kierunku głębokich kieszeni, które miał noszony przez niego płaszcz i zagrzebał w jednej z nich. Napotkał pod palcami paczkę papierosów, ale to nie było to, czego szukał. Kluczyk, kilka galeonów.. Ściągnął brwi, a potem spojrzał w dół i gdy dostrzegł teczkę, prychnął na siebie rozbawiony. No tak, przełożył ten list rano w biurze, aby się nie pogniótł. Tak to jest, gdy człowiek tonie w papierniczej, nudnej robocie. Jego spojrzenie wróciło na kobietę, a on potrząsnął delikatnie teczką sugerując, że ów list znajdował się właśnie w jej wnętrzu.