Secrets of London
Lato 1972, 27 czerwca - Nooooo, Felix, NOOOOO - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24)
+--- Wątek: Lato 1972, 27 czerwca - Nooooo, Felix, NOOOOO (/showthread.php?tid=2406)

Strony: 1 2


Lato 1972, 27 czerwca - Nooooo, Felix, NOOOOO - Eutierria - 11.12.2023

Nooooo, Felix, NOOOOO


Proszę to odpalić żeby złapać odpowiednią fazę


Pakujący się Bellowie jak zawsze robili to na ostatnią chwilę i ciągle przypominali sobie o czymś, co porzucili w losowym miejscu w Little Hangleton. Jako dwójka najmłodszych osób (ale jednocześnie na tyle dużych, żeby przemierzać miasteczko samopas), zostaliście wybrani do pozbierania wszystkiego, co wasze rodzeństwo pogubiło po okolicznych barach, trzepakach i... tym dziwnym mrocznym lesie nazywanym przez niektórych Lasem Wisielców, w którym trzymaliście ukryte materiały pirotechniczne, żeby Jim nie odpalił ich kichnięciem. Jako że jesteście najbystrzejszymi z gromady, udało wam się zgubić po zaledwie dwudziestu minutach i zaczęliście krążyć po tym jakże upiornym miejscu. O dziwo nie przerażało was to jakoś bardzo, bo zamiast na wiszące na drzewach trupy natrafiliście na... wielką szachownicę! Ale śmieszne! Można było nawet wejść na konia, a miejsce wieży było puste, zupełnie jakby ktoś miał tam stanąć. Oczywiście podjęliście głupią decyzję wejścia na pole do gry i okazało się, że nie możecie opuścić go do zakończenia rozgrywki. Niestety nie znacie zasad, a Elaine nie potrafi czytać... Czy podołacie? A może jednak będzie musiała uratować was rodzina?




RE: Lato 1972, 27 czerwca - Nooooo, Felix, NOOOOO - Felix Bell - 11.12.2023

To nie tak, że był lekkomyślny - w gruncie rzeczy Felix był dopiero dzieciakiem, na dodatek bardzo żywiołowym i ciekawskim, więc siłą rzeczy to musiało się stać. Najpierw byli w jednym z barów, gdzie na pewno Flynn zgubił którąś z części swojego ubioru (gacie? A może buta?), a potem do kolejnego, w którym Fiery próbowała okraść jakiegoś żebraka. Nie miał pojęcia po co w ogóle próbowała, może ćwiczyła swoje umiejętności?

Felix był przezorny i wziął ze sobą plecak, do którego wrzucał poszczególne rzeczy trupy cyrkowej. Tutaj but, tam kurtka, tutaj krzyżyk. Był przyzwyczajony do tego, że schylał się i podnosił rzeczy, które pogubili. Teraz było jednak odrobinę inaczej, bo musieli się z Elaine wysilić, szczególnie gdy śmieci nie leżały na ziemi, a weszły w posiadanie osoby trzeciej. Na szczęście Lisica jak zwykle miała ze sobą koszyk, więc prawie im się udało zebrać wszystko - chyba - o czym wiedzieli. Pozostawał jednak ten las.

Felix nie bardzo chciał tam iść, bo co jak co, ale Las Wisielców to nie była zachęcająca nazwa. Tylko co z tego, że on nie chciał, jak ruda już wystrzeliła do przodu i zniknęła mu z oczu? Co z tego, że ją wołał i gonił, wywracając się po drodze kilka razy, skoro w efekcie wylądowali oboje na szachownicy?
- Kurwa, Elka, ja nie umiem grać - syknął, stojąc na miejscu wieży, o czym nie wiedział. Dla niego to po prostu było jedno z dwukolorowych pól. Elaine stałą trochę dalej. Próbował opuścić szachownicę, lecz wielkie pionki wyciągnęły schowane do tej pory miecze. Felix nie był debilem, a mieszkając wśród Bellów doskonale nauczył się odczytywania "subtelnych aluzji", takich jak ta. - Myślisz, że naprawdę nam utną głowy?


RE: Lato 1972, 27 czerwca - Nooooo, Felix, NOOOOO - The Little Fox - 11.12.2023

To nie tak, że była… NO DOBRA, Elaine była cholernie lekkomyślna, naiwna i ufna. Uwielbiała wszelkiego rodzaju kłopoty, przygody i znajomości. Nie potrafiła przejść obojętnie obok dziwnego człowieka i nie zapytać o to dlaczego jest smutny, albo nie pomóc zejść kotu z drzewa, który okazuje się być jakimś animagiem. Kochała ludzi, kochała ich poznawać, ale kochała też nowe miejsca, więc prędzej czy później zaciągnęłaby Felixa w jakieś nieodpowiednie miejsce. Znalazła pod jednym z barów nóż Flynna, dalej jakieś zapalniczki, kurtkę, drugiego buta, ale niekoniecznie do pary z tym Felixowym. Znalazła też miskę, którą ktoś jej ukradł z jej wozu i wiele innych rzeczy, które należały do Bellów. Gdy Felix przeczesywał jeden z barów Elaine zajęła się jednym bezdomnym, który miał na sobie koszulę Alexa. Wymieniła się z nim za łyżkę drewnianą do zupy. Wszystko lądowało w koszyku, gdzie miała kanapki, które wcześniej przygotowała w wozie. Chyba powinni zacząć grawerować ich wszystkie rzeczy i wyszywać ubrania opisując adresem Bellów, bo byli niemożliwi w rozrzucaniu tego wszystkiego po mieście.

W końcu dotarli do lasu, gdzie Elaine nawet się nie zawahała tylko weszła między drzewa. Tam też znalazła kilka rzeczy, ale z czasem odkryła, że jednak się zgubili. Czuła, że Felix był sfrustrowany, ale bawiło ją to trochę. Gdy dotarła do szachownicy oczy aż się jej zaświeciły w zachwycie. Weszła na nią jako pierwsza i wspięła się sprawnie na konika. Szybko jednak odkryła, że miejsce było najwyraźniej zaczarowane. Uśmiechnęła się przepraszająco do jej przyjaciela, a gdy chciała zsunąć się z konia ten zarżał głośno i poruszył się niebezpiecznie.

– Kurwa, Felix, ja też – przedrzeźniła go i skuliła się, gdy miecze wystrzeliła w stronę Felixa. – Uważaj, nie ruszaj się – rzuciła. – Mam nadzieję, że nie. Chcesz kanapkę? – zapytała patrząc na swój koszyk zawierzony na uchu konia.




RE: Lato 1972, 27 czerwca - Nooooo, Felix, NOOOOO - Felix Bell - 12.12.2023

Uniósł brwi. Teraz? W tej chwili? I co on miałby robić z tą kanapką? I jak niby ona miałaby mu ją wręczyć? Rzucić? Byli od siebie za daleko, żeby mogli sobie ot tak podać jedzenie. Zwłaszcza że Elaine musiała, po prostu musiała wspiąć się na tego konia. Felix nabrał powietrza w płuca, ale wypuścił je z cichym świstem. Miał ochotę krzyczeć, ale tego nie zrobił. Tylko spokojnie, jakoś dadzą radę.
- Elaine, to nie jest zabawne - powiedział tylko, marszcząc brwi. Wiedział, jaka była i że bywała naprawdę lekkomyślna, ale w takiej sytuacji powinna wziąć na wstrzymanie. Westchnął po raz kolejny. I co teraz?

Na ich szczęście weszli na planszę od strony czarnych pionków. Gdy Felix intensywnie myślał, jak by tu ich wydostać z opresji, jeden z pionków poruszył się wolno o dwa pola. Towarzyszył temu okropny zgrzyt przesuwanego kamienia o kamień. Bell aż zatkał uszy.
- Świetnie. I co teraz? Chyba te na przodzie powinny się ruszyć same? - zapytał, chociaż nie spodziewał się odpowiedzi. Elaine nie potrafiła czytać, wątpił więc, by wiedziała jak grać w szachy - zresztą sama powiedziała, że nie potrafi. Felix czekał i czekał, ale nic się nie działo. Zerknął na Lisiczkę z lekką obawą. - One nie miały ruszać się same? W Hogwarcie grali w szachy czarodziejów, ale były mniejsze... Właśnie! To ma pola!
Palnął się otwartą dłonią w czoło. Nie znał zasad szachów, ale przecież jak zostawał na przerwę świąteczną, to widział jak inni grali. To znaczy miał to głęboko w dupie, ale słyszał że chłopaki mówią jakieś A2 czy inne F16. Problem w tym, że nie widział przez pionki oznaczenia pól.
- Elaine, skarbie, skup się teraz. Jesteś najwyżej, widzisz po bokach litery i cyfry? Powiedz pionek na jakąkolwiek litera i cyfra.


RE: Lato 1972, 27 czerwca - Nooooo, Felix, NOOOOO - The Little Fox - 26.12.2023

Wiedziała, że nie było to zabawne, ale tak reagowała na stres i zagrożenie. Po prostu je bagatelizując i zajadając kanapkami, a raczej karmiąc innych dokoła, bo sama nie była teraz w stanie nic zjeść. Było jej wstyd, że weszła na szachownicę, ale wyglądała tak pięknie i magicznie w tym miejscu, że nie mogła się powstrzymać, aby tam wejść. Nie potrafiła grać, ale zawsze chciała się tej gry nauczyć. Najgorsze, że to był jedne z najgorszych momentów do tego. Spojrzała na Felixa mając nadzieję, że ten coś wymyśli. Był przecież sprytny, nie? Gdy ten zaczął gadać Elaine zamrugała kilka razy słuchając tego, co mówił. Dziewczyna nie była zbyt bystra jeśli chodziło o takie rzeczy. Ugotuje ci perfekcyjnie doprawione danie w kuchni, ale nie zrozumie wywodu na temat Hogwartu i tych szachów.

– Feliiiix! Nooo! Nie stresuj mnie! – krzyknęła na niego rozglądając się i zasłaniając na chwilę uszy, gdy jeden z białych pionków poruszył się do przodu. – On jest na polu z literką z mojego imienia i to jest chyba pole cztery – powiedziała patrząc na to, gdzie pojawił się pionek przeciwnika. – Mogę postawić tego samego pionka na tym polu przed nim? Czy jak? Poruszył się o dwa pola? Nasz też ma się tak poruszyć? – zapytała patrząc na Felixa podrygując nerwowo nogą. – To by było pole pięć? Czy musze powiedzieć numer pola naszego pionka, a potem tego na który ma iść?




RE: Lato 1972, 27 czerwca - Nooooo, Felix, NOOOOO - Felix Bell - 28.12.2023

Zamrugał kilka razy, a nawet podrapał się po głowie. Czy mogli skopiować szachowy ruch... Nie był pewien. Cośtam wiedział, ale bardziej widział, że pionki się poruszają po szachownicy, ale zasad nie ogarniał. Nigdy nie interesował się szachami czarodziejów, całą wiedzę, którą teraz posiadał, miał z obserwacji. Czyli cośtam mogło przeskoczyć, cośtam biło kogośtam... I wiedział, że jak inny pionek wejdzie na pole, na którym oni staną - to mogą oberwać.
- Tak, musisz na głos. Spróbuj. Tylko skarbie - błagam, nie ruszaj się na razie swoją figurą. To szachy czarodziejów, na mniejszych planszach były dość brutalne, możliwe że tu działa ta sama zasada - powiedział, marszcząc brwi. - Bądź ostrożna, dobrze? Najwyżej przegramy, ale musimy zrobić wszystko, żeby nie oberwać. Tylko jak to się porusza...
Powoli w głowie układał plan. Bo przecież jak źle wypowiedzą pole (coś kojarzył, że pionki się różnie ruszają), to nic się nie stanie. Więc ta partia powinna być dla nich bardziej partią zapoznawczą. Bo tak to się chyba nazywało - partia? A może gra. Och, czemu podczas ferii zimowych nie słuchał kolegów, tylko szwendał się po Hogwarcie i rozrabiał?


RE: Lato 1972, 27 czerwca - Nooooo, Felix, NOOOOO - The Little Fox - 03.01.2024

– OKEJ, OKEJ. NIE STRESUJ BŁAGAM. OGARNĘ TO! – krzyknęła jakby do niego nie dotarły jego słowa. Sięgnęła do koszyka i wsunęła w usta cukierka z czekolady, którego zjadła nerwowo podrygując nogą. Okej, okej. – Pionek 7 E na pole 5 E – krzyknęła zasłaniając oczy i słuchając, czy coś się dzieje. Po chwili odsłoniła jeden palec, aby patrzeć jednym okiem. Pionek stanął na polu przed tamtym, ale nic się nie zadziało. Podskoczyła w siodełku zadowolona i zaśmiała się dumnie patrząc na Felixa.

– Udało się! Co teraz? – zapytała przyglądając się chłopakowi z uwagą, a potem figurom z przeciwnika. Jej umysł znowu się rozproszył, bo zaczęła się zastanawiać nad tym kto to tu umieścił i jaki był w tym cel. Dziwne. – Jak myślisz skąd się tu to wzięło? Co trzeba robić, aby przegrać? Albo co trzeba zrobić, aby wygrać? Przypomnisz mi jak się nazywały te literki w alfabecie po kolei? Nie chce popełnić błędów, że ce pomylę z e, czy coś... heh – wyszczerzyła się przepraszająco.




RE: Lato 1972, 27 czerwca - Nooooo, Felix, NOOOOO - Felix Bell - 04.01.2024

- PRZECIEŻ NIC NIE MÓWIĘ! - obruszył się, marszcząc brwi i wydymając usta w grymasie świętego oburzenia. Że nim on ją stresował? To przecież ona wleciała jak jakiś buchorożec na planszę z pionkami i wdrapała się na konia! Co za kobieta... Co on z nią miał. Nie był jednak zły - kochał ją taką, jaka była. Nie chciał, by kiedykolwiek się zmieniła. Po prostu wolałby, żeby odrobinę bardziej uważała, zanim wpadnie na kolejny sprytny plan.

Udało się! Czarny pionek gładko przesunął się po planszy (no, może nie tak do końca gładko, bo szuranie i skrzypienie było niesamowicie głośne i irytujące, niemal wżerające się mózg - do tego stopnia, że Felix aż zasłonił uszy) i stanął przed białym pionkiem. No. I... co teraz?
- Nie mam pojęcia. To las, i to dość dziwny, ale w okolicy magicznej, więc... Możliwe, że ta szachownica do kogoś należy. Może ktoś lubi takie zabawy? Ale to powinna być jakaś tabliczka z ostrzeżeniem - Bell podrapał się po głowie. Nie zastanawiał się nad tym, skąd w lesie wzięła się szachownica, dopóki Elaine nie zapytała. Ale nawet jak chwilę pomyślał, to... Także nie przyszło mu nic sensownego do głowy. - Wiesz co, nie mam pojęcia. Po prostu w pewnym momencie krzyczeli, że wygrali albo przegrali. Może dopiero jak wszystkie pionki zostaną zbite?
Rozejrzał się po szachownicy. W tym tempie to będą tutaj do rana, zwłaszcza że biały pionek z boku szachownicy poruszył się o jedno pole w przód, niezwykle powoli, znowu z takim samym obleśnym szuraniem.
- Mogę, ale... W sumie od prawej strony masz A, B, C, D, E, F, G, H jak stoisz przed planszą od strony białych, odwrotnie do nas. Ty stoisz na polu G8, drugi koń nasz stoi na B8. Tak samo stoją konie przeciwnika - powiedział, żeby Elaine mogła się jako-tako zorientować w sytuacji, przynajmniej swojej. - Ruszył się, spróbuj kopiować jego ruchy do momentu, w którym pionki nie przestaną się ruszać. Nie umiem grać nawet w zwykłe szachy, a co dopiero te czarodziejów.


RE: Lato 1972, 27 czerwca - Nooooo, Felix, NOOOOO - The Little Fox - 07.01.2024

Miała wrażenie, że głowa jej pęka jak Felix jej to wszystko opowiadał. Miała wrażenie, że zaraz zemdleje z tego stresu, czuła już jak pachy się jej pocą. Czemu nie było tu Alexa. On na bank potrafił grać, na pewno by wygrał te partię i mogliby pójść do domu. Brzuch zaczynał ją okropnie boleć, a Felix dalej gadał. Rzuciła mu na podłogę, na jego pole cukierka, aby zjadł na zaspokojenie nerwów. Powtórzyła za nim alfabet planszowy i spojrzała na ruch przeciwnika. Pojechał pionkiem 2A na 3A, więc ona powinna zrobić ten sam ruch.

– A7 na A6 – powiedziała głośno drżącym ze strachu głosem. – Może w następnym ruchu spróbujemy stracić jakiegoś pionka? Ale nie wiem jak to zrobić. Jak one się biją? – zapytała niepewnie nawet nie wiedząc, czy tak się powinno mówić. Pionki się biją, czy zrzucają? Co one właściwie robią. – Felix, to jakieś popieprzone. Przepraszam, że nas w to wpakowałam. Już nigdy nie będę robić takich rzeczy, zostaję w kuchni! – krzyknęła, ale oboje wiedzieli, że była to bzdura. Ile razy już mu naobiecywała, że będzie myśleć nim wpakuje się na jakieś zaczarowane plansze, czy do dziwnych drzwi w środku lasu?

Elaine nie potrafiła planować swoich kroków. Zawsze podążała za białym królikiem i nigdy nie czuła się źle w tej roli. Zawsze poznawała tak nowych ludzi, nowych przyjaciół, nowe zabawy i miejsca. Uwielbiała chaos i spontaniczność. Jakby zaczęła uważać na to, co robi nie byłaby sobą. Nie byłaby tą słodką, lekkomyślną Elaine Bell.




RE: Lato 1972, 27 czerwca - Nooooo, Felix, NOOOOO - Felix Bell - 08.01.2024

Rzuciła mu cukierka - trochę jak dziecku, które za dużo gada. By się zamknął i przestał pierdolić. I w sumie... To poskutkowało, bo Felix schylił się, pochwycił cuksa i go zjadł. To znaczy najpierw odpakował go z papierka, oczywiście. Ale efekt był taki, jaki chciała Elaine: zamknął jadaczkę, zbyt skupiony na przeżuwaniu, by dalej perorować i snuć domysły. Nie należał jednak do najcierpliwszych osób na ziemi, więc zamiast zjeść łakocia tak, jak się powinno je jeść, to go po prostu rozgryzł. Chrupnięcie było głośne i tak samo nieprzyjemne, jak przesuwanie się pionków po szachownicy.
- Daj spokój, stało się - powiedział, zerkając na przyjaciółkę. Posłał jej pokrzepiający uśmiech - wiedział, że nie zostanie w kuchni, a przynajmniej nie na dłużej niż dobę. Miała w sobie zbyt wiele życia i radości, by spędzić całe lato w zamknięciu. - Ale tak, mogłabyś czasem zwolnić, może dałbym radę cię złapać za rękę, zanim weszłaś na szachownicę.
Nie chciał, żeby się zmieniała. Chciał ją po prostu chronić, chociaż naprawdę nie obraziłby się, gdyby dziewczyna była ociupinkę wolniejsza. Dzięki temu mógłby chociaż fizycznie powstrzymać ją przed głupimi pomysłami.
- Słuchaj, możemy ale ja nie wiem jak to się robi... Spróbuj przesunąć pionka tak, żeby stał tuż obok tego białego, co? - nie chciał jej mówić, że pionki napierdalają się jak złe: dosłownie, nie w przenośni. Bo to wiedział i widział. Po prostu nie wiedział jeszcze, jak do tego doprowadzić.

Białe figury tkwiły jak zaklęte, nie mając zamiaru się na razie ruszyć. Jakby czekały, aż Elaine i Felix przestaną rozmawiać. A potem koń z pola B1 skoczył. Odbił się z hukiem i z takim samym hukiem wylądował na polu C3, wzniecając tumany kurzu i drobinek, które leżały na kamiennej szachownicy. Felix zbladł - przysiągłby, że oczy konia na moment spojrzały się prosto na niego.
- Eee... - już nawet się nerwowo nie uśmiechał. Jeśli to było takie ciężkie... Jeśli któreś z nich oberwie: to po nich. KTO WYMYŚLIŁ TAK BRUTALNY SPORT?!