Secrets of London
[13.06.43] Co spotkało Martę Warren? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [13.06.43] Co spotkało Martę Warren? (/showthread.php?tid=2416)

Strony: 1 2


[13.06.43] Co spotkało Martę Warren? - Bard Beedle - 11.12.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Bajarz III
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty

Odkryj wiadomość pozafabularną
Sesję prowadzi Brenna L.
Informacje na temat otwarcia Komnaty, pertyfikacji uczniów, Olivii Hornby, Marty Warren i okoliczności jej śmierci, na podstawie Harry Potter i Komnata Tajemnic, rozdział 13: Very secret Diary, rozdział  rozdział 17: Heir of Slytherin oraz Harry Potter i Czara Ognia, rozdział 25: The Egg and the Eye.

In my fifth year, the Chamber was opened and the monster attacked several students, finally killing one.
*

I died in this very cubicle. I remeber it so well. I’d hidden because Olive Hornby was teasing me about my glasses.
*

Took them hours and hours to find my body. I know, I was sitting there waiting for them. Olive Hornby came into the bathroom.
*

Are you in here again, sulking Myrtle? Because Professor Dippet asked me to look for you…
*


Od kilku godzin nikt nie widział Marty Warren.
Gdyby chodziło o jakąś inną uczennicę, być może jej nieobecność zaniepokoiłaby kogoś wcześniej. Większość adeptów miała przyjaciół, krewnych czy choćby kolegów z dormitorium, którzy w pewnym momencie zaczęliby się rozglądać za takim zaginionym. Zwłaszcza w roku 1943, po kilku miesiącach wydarzeń niepokojących, które skłaniały zarówno uczniów, jak i nauczycieli do większej ostrożności. Po snuciu domysłów, po powtarzanych przyciszonymi głosami opowieściach, powtarzanych w Pokojach Wspólnych, po listach od zaniepokojonych rodziców, którzy rozważali zabranie dzieci ze szkoły, po tym, jak niektórzy nieco częściej niż dotychczas sięgali po Historię Hogwartu.
Martą Warren jednak nie przejmował się nikt. Może było to okrutne - a może normalne. Warrenówna była nie tylko mugolaczką, co w tych czasach nie zjednywało sympatii niektórych, ale też dziewczynką płaczliwą, łatwo wpadającą w histerię, którą mało kto lubił. Znikła zresztą właśnie po takim ataku histerii - niekoniecznie nieuzasadnionym, bo dziecięce serce bywa miękkie, a grupka dziewcząt z Olivią Hornby na czele dość bezlitośnie wyśmiała Martę, w szczególności jej okulary, grube jak denka od słoików. Wszystko zakładali, że zaszyła się gdzieś, by zawodzić nad swoim losem.
Po kilku godzinach tym, który zorientował się w sytuacji i zaniepokoił nieobecnością dziewczyny na lekcji, był dyrektor, profesor Armando Dippet. On też wyznaczył do poszukiwań właśnie Olivię, być może świadomy, że to ta uczennica przyczyniła się do ucieczki Warrenówny.
Może było to posunięcie sprytne.
A może wręcz przeciwnie, skoro w zamku ostatnio działy się dziwne rzeczy i doszło do niepokojących ataków...?
- Niedługo zrobi się ciemno... - rzuciła dość nerwowym tonem Fianna, jedna z Gryfonek z roku Morpheusa, gdy wędrowali po schodach, wracając z kolacji do Wieży Gryffindoru. Zbliżali się właśnie do drugiego piętra i Fianna rzuciła spojrzenie ku oknom: ku ciemniejącemu powoli niebu. Pertyfikacja kilku uczniów sprawiała, że dziewczyna bała się po prostu przebywać na korytarzach z dala od nauczycieli. Zwłaszcza gdy zbliżał się zmrok. – Słyszałam, że wysłali paru Krukonów, żeby rozejrzeli się za Martą Warren.
Zamarła, mocniej zaciskając dłoń na poręczy, gdy gdzieś z drugiego piętra ich uszu dobiegł dziewczęcy krzyk.


RE: [13.06.43] Co spotkało Martę Warren? - Morpheus Longbottom - 11.12.2023

To był rok, w którym nie rozstawał się ze swoją talią kart. Rok, w którym po raz pierwszy tasował je nawet na niektórych lekcjach, zwłaszcza na Historii Magii. Cichy szelest stanowił ukojenie dla niego, kolejne kartoniki przesuwające się między palcami, w prawie godnej sztukmistrza cyrkowego u mugoli, który udaje, że odgadnięcie karty, którą wybrała dama, jest wielką sztuką magiczną.
Tego dnia Marta Warren szturchnęła go, karty się posypały, a pierwsza, po którą sięgnął, ukazywała Baphometa na tronie, trzymającego dwójkę ludzi przeciwnej płci na łańcuchu.
Diabeł.
Gryfon znał Martę pobieżnie. Miał z nią kilka różnych lekcji łączonych, ale nieprzyjemne usposobienie dziewczyny odpychało nawet najbardziej przyjazne osoby. Nie dość, że miała szalenie piskliwy głos, to jeszcze bardzo często wpadała w tantrum i wybiegała z płaczem z powodu najmniejszej niedogodności. Co prawda mieli grupowe zadanie na zajęcia z transmutacji, ale to dopiero na za dwa tygodnie.
W tamtym momencie nie zwrócił na to uwagi. Zebrał swoje karty, przeklinając po cichu, tak aby nie dostać kary od któregoś z prefektów, ułożył w talię, do pudełeczka i do kieszeni. Z jakiegoś powodu nie sięgnął po nie już więcej ani gdy odrabiał zadania domowe, licząc cale pergaminu, aby spełnić wymogi profesora ani gdy zawędrował do Wielkiej Sali, aby zjeść kolację. Atmosfera nadal była nerwowa, a on obawiał się, że szkołę zamkną. Nie dlatego, że pałał szczególną miłością do tego miejsca, ale miał konkretny plan.
Jako najmłodszy syn musiał przejść dłuższą drogę, aby nie wypominano mu przywilejów, jakie przychodziły z tym faktem.
Pewnie znów...histeryzuje nie wybrzmiało z ust Morpheusa, zakłócone przez wysoki krzyk, który odbił się echem po klatce schodowej. Młody Longbottom wyciągnął raptownie różdżkę, zakasał szatę i zawrócił w stronę krzyku, zeskakując co kilka stopni. Biegł ile sił w nogach, wpadając na drugie piętro, szukając osoby, która wydała z siebie krzyk i w panice szukając w głowie zaklęcia, które może mu pomóc w... Nie wiedział, sam w czym.
Pchała go głupia odwaga.


RE: [13.06.43] Co spotkało Martę Warren? - Bard Beedle - 11.12.2023

Głupia odwaga, było określeniem, którego zapewne wiele osób użyłoby w stosunku do Gryfonów i przynajmniej kilka – wobec Longbottomów. Fianna była jedną z tych Gryfonów odważnych nieco mniej. Zawahała się, a jej dłoń pobiegła ku różdżce dopiero, kiedy Morpheus wydobył własną. I chyba nie pobiegłaby ku źródłu krzyku – bo było jasne ktoś znowu został zaatakowany, gdyby nie to, że zrobił to Longbottom.
Co innego nie rzucić się do przodu w sytuacji potencjalnego zagrożenia, a co innego zostawić w potencjalnie niebezpiecznej sytuacji kolegę z roku samemu sobie.
– PANIE PROFEEESORZE!!! – wydarła się, wzywając profesora bliżej niesprecyzowanego, trochę w nadziei, że ktoś to wezwanie usłyszy, a trochę z myślą o tym, że jeżeli przed nimi był jakiś morderca bądź straszliwy potwór, to umknie może, słysząc, że może nadciągnąć grono pedagogiczne. A potem pobiegła w ślad za Morpheusem, również z różdżką w ręku.
A jednak tą, która wybiegła ku nim korytarzem, nie była żadna bestia. Olivia Hornby, ta sama, którą nie tak dawno posłano na poszukiwanie Marty, i która tego ranka dokuczała jej okrutnie z powodu brzydkich okularów, wypadła zza rogu i zderzyła się z Morpheusem. W pierwszej chwili zdawało się, że rzuci się do ucieczki, że okrutnie ją przeraził: z piskiem odepchnęła go, po czym wpadła na ścianę i wreszcie dotarło do niej, że wpadła na dwóch innych uczniów.
– O-ona n-n-n-ie żyje – wyksztusiła Olivia, trzęsąc się na całym ciele. – Ona tam j-jest – dodała jeszcze, wskazując palcem gdzieś w korytarz, nie precyzując ani kto nie żyje, ani gdzie jest. Fianna głośno nabrała powietrza w płuca, wolną ręką przysłoniła usta.
– Jak to: nie żyje?! Kto?!
– Marta! Marta Warren! Jest w łazience! Leży tam martwa i patrzyła na mnie! I powiedziała, że to moja wina! – zawołała Olivia, po czym osunęła się po ścianie w dół, na podłodze. Fianna zamarła znowu, przez chwilę niezdecydowana. Blada jak sama śmierć, przerażona.
– Biegnę po dyrektora, nie idź tam sam, Moprheus, zabierz stąd Olivię! – poprosiła, po czym nie czekając na odpowiedź ruszyła pędem korytarzem w przeciwną stronę.


RE: [13.06.43] Co spotkało Martę Warren? - Morpheus Longbottom - 12.12.2023

Morpheus szybko przypadł do Olivii, próbując mało fachowym okiem sprawdzić, czy nie jest ranna, a gdy ta osunęła się po ścianie, objął ją ramieniem, chcąc ją pokrzepić i nieco spanikowanym wzrokiem łani, która napotkała myśliwego, patrzył to na nią, to na Fiannę, to na miejsce, na które wskazywała, jakby chciał zobaczyć na własne oczy, o czym bełkotała. Nie do końca rozumiał, jak to Marta Warren nie żyła? Nawet nie zauważył, że podczas biegu jego karty wysypały się i w stronę korytarza wskazywała dziesiątka mieczy.
Mężczyzna, leżący na brzuchu, przebity mieczami, pokonany, chociaż bez krwi, za to z czerwoną płachtą, a zanim woda, spokojna, stateczna woda, gotowa przyjąć ciało w swoje zimne objęcia. Jedna z najtrudniejszych kart, jakie znajdowały się w talii, z największym bagażem znaczenia, zawsze złego, zawsze negatywna energia. Dziesiątka Mieczy oznacza koniec, ale nie byle jaki koniec. Ten wiąże się z ogromnym bólem, stratą i wszechogarniającą ostatecznością. To jest koniec drogi. To kosmiczny znak od wszechświata, że po prostu nie możesz iść dalej.
Biegnij, ja zostanę. — Miał dopiero czternaście lat, jego dłoń drżała, zaciskając się na gładkim trzonku różdżki, w jego głowie ostatniego bastionu obrony. Każdy chłopiec wyobraża sobie, jak bohatersko staje w obronie jakiejś białogłowy i staje się rycerzem jego serca, rzeczywistość jednak okazała się dużo bardziej brutalna i przerażająca. Zdjął wierzchnią część swojej szary i otulił nią Olivię.
Jak to twoja wina? Jak powiedziała? To żyje czy...czy przez przypadek ją zabiłaś, Olivio? wtrąciła się intruzywna myśl w głowę Morpheusa. Nie, to na pewno nie było to... — Zostań tutaj, czekaj na dyrektora, ja idę zobaczyć, co się stało.
Nerwowo przeczesał czarne loki, odstające na wszystkie strony i podniósł się do pionu.


RE: [13.06.43] Co spotkało Martę Warren? - Bard Beedle - 12.12.2023

Fianna oddaliła się - znikła na schodach, które pokonywała tak szybko, że groziło to upadkiem, i tylko dobiegały wciąż ich uszu echa jej krzyków, gdy już biegnąc wzywała profesora Dippeta.
Olivia spoglądała zaś na Morpheusa pełnym przerażenia wzrokiem. Nie była ranna. Nie było na jej ubraniu krwi, szata nie nosiła śladów walki, dziewczyna nie trzymała w ręku różdżki. Coś jednak przeraziło ją straszliwie, naznaczyło twarz trupią bladością, napełniło oczy szaleństwem. Trzęsła się, chyba bardziej z szoku niż zimna, ale odruchowo otuliła się szatą, którą oferował jej Morpheus.
- Jest martwa. Jest martwa. Leży tam. I unosi się - wybełkotała, a w jej oczach zalśniły łzy. Wyciągnęła rękę, jakby chciała odruchowo schwycić jego dłoń, gdy postanowił wstać i zrobić dokładnie to, przed robieniem czego przestrzegała go Fianna - ach, ci Longbottomowie i ich głupota albo odwaga, ewentualnie oba... - ale jej dłoń zaraz opadła. Nie próbowała go zatrzymywać. Może uznała, że najlepiej, jeżeli ktoś zobaczy dokładnie to samo, co ona?
Za zakrętem znajdowała się damska toaleta.
Jej drzwi były otwarte na oścież, podobnie jak wejście do jednej z kabin. Wystarczyło zajrzeć do pomieszczenia, aby natychmiast zrozumieć, co tak przeraziło Olivię. Marta Warren leżała na podłodze, częściowo w kabinie, częściowo poza nią – być może umarła w środku, a kiedy Hornby otworzyła drzwi, wypadła na zewnątrz? Albo upadła tak już wcześniej, zsuwając się z toalety, na której pewnie siedziała płacząc, i po prostu nikt nie znalazł jej tak długo – bo nikt nie chciał wejść do tej łazienki, wiedząc, że ona pewnie tam zawodzi?
Nie była spetryfikowana, zamieniona w kamień jakąś przedziwną magią, którą dało się odwrócić. Była martwa. Jej okulary, te same, z których parę godzin temu wyśmiewała się Olivia, przekrzywiły się. Martwe oczy wpatrywały się gdzieś w sufit. Na ciele już pojawiły się charakterystyczne plamy – gdyby Morpheus znał się nieco lepiej na anatomii, od razu mógłby odgadnąć, że dziewczynka leżała tutaj od jakiegoś czasu.
Tajemniczy „potwór” zdołał ją dopaść? Cierpiała na jakąś chorobę? Pobiła się z Olivią Hornby? Rozbiła sobie głowę o umywalkę albo skrzywdził ją jakiś uczeń…?


RE: [13.06.43] Co spotkało Martę Warren? - Morpheus Longbottom - 14.12.2023

Unosi. Czy Warren została duchem? Oczy Morpheusa zrobiły się jeszcze większe na tę wiadomość, ale nie zamierzał poddawać się i ewentualnie spotkać z duchem koleżanki z roku. W końcu nie mogła być taka zła jako duch, prawda? Próbował uziemić się w chwili, gdy szedł, krok za krokiem w stronę damskiej łazienki i nie panikować. Przede wszystkim złamie sanctum tego miejsca, przeznaczonego tylko dla żeńskiej części uczniów. Nie, przede wszystkim idzie zobaczyć martwą dziewczynę. Serce waliło mu w piersi, mózg jeszcze nie łączył do końca faktów, siłując się ze skrawkami informacji, nie próbując ich przetwarzać, aby nie wpaść w panikę.

Gdy zobaczył ciało Marty, zrobiło mu się niedobrze i ciarki przeszły mu po plecach. Musiał powstrzymać odruch wymiotny i spazm, który zgiął go prawie w pół.

Olivia nie kłamała i Krukonka była martwa. Przez chwilę on stał jak spetryfikowany w miejscu, nie mrugając, aż dotarł do niego zapach towarzyszący śmierci, wtedy mimowolnie zatkał usta, aby stłumić smród wydzielin z ciała martwej rówieśniczki. Nie było wątpliwość co do tego, że tutaj już nikt nie mógł nic zaradzić. Cofnął się o krok do tyłu, ale wtedy w całym szoku ujrzenia sceny zbrodni, przypomniał sobie o tym, że Hornby widziała ducha.

Marta? — powiedział, ciszej niż zamierzał. Jego głos poddał się i wyszedł bardziej piskliwy, niż powinien, jak w czasie mutacji, którą przeszedł dwa lata wcześniej. Chociaż próbował być odważny, strach przybywał coraz bardziej, razem ze świadomością swojej niemocy oraz słabości. Należał tylko do uczniów, był tylko czwartoklasistą, nikim potężnym, nie prefektem nawet. Różdżka mu prawie wypadła z ręki. To nie tak, że nigdy nie widział martwej osoby, żegnał się ze swoją babką, te doświadczenia różniły się jednak diametralnie. Nie było tu żadnego poszanowania dla śmierci, żadnego zachowania godności ciała. Groteska i tragedia.

I z jakiegoś powodu pierwszą rzeczą, jaką pomyślał, było: Marta raczej już nie skończy swojej części zadania domowego.




RE: [13.06.43] Co spotkało Martę Warren? - Bard Beedle - 14.12.2023

Ciało Marty nie nosiło żadnych widocznych śladów przemocy. Nie było krwi, świeżych siniaków, rozdartego ubrania. Wyglądała, jakby po prostu padła martwa.
Istniały zaklęcia, które mogły doprowadzić do czegoś takiego. Konkretnie jedno zaklęcie, malujące świat zielenią - jasną i niewiele mającą wspólnego z nadzieją. Ale kto w Hogwarcie mógłby znać magię tak czarną i tak straszliwą? I dlaczego miałby użyć tego czaru wobec Marty, denerwującej, owszem, ale mającej zaledwie czternaście lat?
W łazience panowała cisza.
Nie było tu nikogo oprócz Morpheusa i...
...Marty Warren.
Dwóch Mart Warren.
Marta Warren umarła, ale nie odeszła. Porwana ku limbo, zawróciła ze ścieżki, a potem wróciła i czekała, czekała godzinami aż znajdą jej ciało. Wyfrunęła teraz z kabiny, jakby przyzwana swoim imieniem i spojrzała na Morpheusa, oczami, które zdawały się dziwnie wielkie przez szkła okularów. Bo wciąż nosiła te okulary, brzydkie, o grubych oprawkach, z których tak śmiała się Olivia Hornby. Śmierć nie uczyniła jej ładniejszą, nie odmieniła jej w żaden sposób: bardzo przypominała tę samą osobę, którą widział żywą ledwo tego dnia przy śniadaniu. Wciąż się garbiła, wciąż miała krosty na twarzy, wciąż była nieładną dziewczynką, pozbawioną uroku, nawet w jej oczach - jak często na korytarzach i podczas lekcji - wciąż lśniły ślady łez. Tyle tylko że teraz była półprzezroczysta, emanująca chłodem, jak wszystkie inne duchy, nawiedzające Hogwart. Wciąż była tutaj, po tej stronie, a jednak Morpheus, może przez Trzecie Oko, a może tylko przez wyobraźnię, czuł całym sobą, że dziewczyna nie należała już do tego świata.
I nieważne, jak mocno by się starał, nie potrafiłby zobaczyć jej przyszłości.
Marta Warren właściwie jej już nie miała – po tej stronie pozostał po niej tylko ślad, który chwilę temu zapewne tak przeraził Olivię Hornby.


RE: [13.06.43] Co spotkało Martę Warren? - Morpheus Longbottom - 14.12.2023

Co powiedzieć komuś, kto właśnie umarł? Nie uczyli tego na żadnym przedmiocie. Na nic zdawały się regułki wpajane przez matkę, bo zwykle czternastolatkowie nie muszą mierzyć się z nowopowstałymi duchami, zwłaszcza z duchami swoich rówieśników. Wpatrywał się w Martę, przerażony. Nie widział jej przyszłości i to uderzyło go najbardziej. Ona już jej nie miała. Nie należała do tego planu istnienia, chociaż jeszcze niedawno mógł zobaczyć przebłyski przyszłych nastoletnich dramatów. Przypomniał sobie o Diable, który zawitał w jego talii tego ranka.
W swej istocie wiąże się z tematami władzy, kontroli, pokusy i zniewolenia. Wskazuje na negatywne zachowania, które powstrzymują nas, takie jak uzależnienie, strach lub zwątpienie w siebie. Zostają uwięzieni w niekończącej się spirali negatywności. I w takiej utknęła właśnie Marta.

Fianna pobiegła po dyrektora i... Ja... Marta... Kto ci to zrobił? Czy to była Olivia? — zapytał, starając się nie patrzeć na ciało, a na półprzejrzystą postać w okularach, której nikt nie lubił. Starał się nie myśleć o tym, że i on sam nie był najlepszym kolegą, że nie jest w stanie powiedzieć kilku miłych słów na jej temat i jak bardzo się boi, że będzie następny. Nogi miał jak z galarety i obawiał się, że jeśli zrobi krok w którąś ze stron, to nogi się pod nim załamią.

Połączenie kart Diabła i Dziesiątki Mieczy jest potężnym przypomnieniem, aby uwolnić się od tego, co cię powstrzymuje i iść naprzód w kierunku nowych początków. Dlatego właśnie zapytał:

Dlaczego zostałaś?[

Wtedy jeszcze nie wiedział, że jest to absurdalne i niegrzeczne pytanie.




RE: [13.06.43] Co spotkało Martę Warren? - Bard Beedle - 14.12.2023

W Hogwarcie wiele było duchów.
Ale to były duchy takie jak sir Nicholas – mieszkający w zamku od czterystu lat – czy Szara Dama i Baron, niewiele młodsze od samej szkoły. Nie dziewczynka, która siadała w tej samej klasie lekcyjnej przez trzy lata. Nie czternastolatka, jeszcze tego ranka cała, zdrowa, żywa.
– To jej wina – oświadczyła Marta, pociągając nosem. – Mogła nie wyśmiewać się z moich okularów! Nigdy bym tutaj nie przybiegła, gdyby nie była taka wstrętna!!! Przez nią umarłam! – zawołała piskliwym głosem, a jej policzki zasrebrzyły się, jakby od gniewu. Zdawała się bardziej skupiona na swojej złości na obrażającą ją Olivię niż na tym, że nie żyje: i na tym, w jaki sposób do tego doszło. – Już ja jej pokażę! I nikt, nikt z was nawet nie zauważył, że tak długo mnie nie ma!
Krzyczałaby może coś jeszcze – ale gdy Morpheeus zadał pytanie, zamilkła, jakby skonsternowana.
Może nie była pewna.
A może nie chciała przyznać – przed nim, przed samą sobą? – że zatrzymały ją strach i niechęć do Olivii. Że nie odważyła się pójść… dalej.
Widmowa sylwetka zaczęła powoli się oddalać, ku ścianie. A Morpheus usłyszał czyjeś szybkie kroki i głosy. Najwyraźniej Gryfonka błyskawicznie znalazła któregoś z nauczycieli i właśnie tutaj się zbliżali.


RE: [13.06.43] Co spotkało Martę Warren? - Morpheus Longbottom - 15.12.2023

Smutek każdej osoby jest tak wyjątkowy, jak jej odcisk palca. Ale to, co łączy wszystkich, to fakt, że bez względu na to, jak się smucą, mają wspólną potrzebę, aby ktoś był świadkiem ich smutku. Nie oznacza to, że potrzeba kogoś, kto spróbuje go złagodzić lub zmienić. Potrzeba, aby ktoś był w pełni obecny wobec ogromu straty, bez próby pocieszenia. Gdy jesteśmy w żałobie, musimy czuć, że smutek jest uznawany i odzwierciedlany przez innych. Jednak w naszym zagonionym świecie żałoba została zminimalizowana i odkażona tak jak śmierć.

Marta? Co... Kto ci to zrobił. Co widziałaś? — Morpheus brzmiał na zdesperowanego. Mógł być odważny, bo odważnym można być jedynie, gdy jest się przerażonym, ale nadal był jedynie chłopcem z różdżką, który obawiał się o własne życie. Najpierw ostrzeżenia, petryfikacje, następnie prawdziwa śmierć. Czuł, jak łzy zaczynają tworzyć się w jego oczach, rozmywając jeszcze bardziej obraz ducha Marty, który zdecydowanie próbował odejść. Chciał ją zatrzymać na tyle, aby zdążył ją zobaczyć dyrektor. Nie wiedział jeszcze, jak działają duchy.

Wiedział, dlaczego nie mógł zobaczyć dla niej karty Śmierci bardziej dosadnie, niż w jakichkolwiek naukach. Ponieważ Śmierć jest zmianą, która ciągnie za sobą nową przyszłość. W kartach Śmierć przychodzi do króla i zmiana, która nastanie, nie dotyczy jego samego tak mocno, jak tych, którzy pozostają na ziemi. Tak, Warren przeszła zmianę, lecz ta zmiana była ostateczna, nie niosła za sobą niczego innego, bo duch zmaterializowany nad ciałem nie urośnie, nie dojrzeje, nie zmieni się, jest tylko wspomnieniem, jak chrząszcz w bursztynie, bez przyszłości, w zawieszeniu.

Śmierć jest nieunikniona, ale tylko ona czyni świat czytelnym, zrozumie to dopiero wiele, wiele lat później. I ten język, zapisany w pragnących, łamliwych ciałach, jest rozumiany przez wszystkie istoty jednakowo. Śmierć, która czeka nas wszystkich, jest jedyną rzeczą, która czyni ten świat sprawą zbiorową. Metabolizm przekształca materię w naszym kolektywnym ciele. A jej wrażliwość łączy nas w zbiorowego ducha.

Aż do tego momentu nie zastanawiał się, co się dzieje po śmierci i jak to jest być duchem. Zrozumiał, pojął szybko, patrząc na Martę, że nikt nie wie, oprócz zmarłych, a próba kradzieży wiedzy, do której tylko oni mają prawo, jest niewiarygodnie niegrzeczna. Pewnego dnia po prostu się dowie i nie ma sensu się tym martwić, dopóki oddycha i jego śmiertelna spirala trwa.

Nauczyciele nadchodzili, a on był na krawędzi rozpłakania się. Wyprostował się, pociągnął nosem, aby dodać sobie animuszu i ugryzł się w wargę, aby się opanować. Poczuł żelazo krwi, pierwszy raz ten zapach roztoczył się w tej scenerii i miał umknąć niezauważony.