![]() |
|
[1 maja 1972] Nie ukryjesz się | część I - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [1 maja 1972] Nie ukryjesz się | część I (/showthread.php?tid=2434) Strony:
1
2
|
[1 maja 1972] Nie ukryjesz się | część I - Bard Beedle - 14.12.2023 adnotacja moderatora
Sesja rozliczona w osiągnięciu Badacz Tajemnic przez Roberta Mulcibera. adnotacja moderatora
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Bajarz I 1 maja, 1972
Dom Roberta Robert wrócił do domu późnym rankiem. Miał kilka zobowiązań, z których musiał się wywiązać - obowiązków, od których nie mógł i nie chciał uciec. Beltane było tuż tuż, a przygotowania do niego zajmowały mu przestrzeń w głowie bardziej, niż cokolwiek innego. Żona, przedłużanie rodu, nawet praca wydawały się blednąć przy tym przedsięwzięciu. Lecz tuż po przekroczeniu progu domu uderzyło go jakieś dziwne przeczucie. Coś było nie tak. Henrietty nie było, ale to nie było to - mieli przecież żyć obok siebie, nie ze sobą. Mieli być małżeństwem na pokaz, przecież nic do tej kobiety nie czuł. Powinna wypełniać małżeńskie obowiązki i nie wtrącać się w jego sprawy - w zamian on nie wtrącał się w jej. Nie, to nie było to. Dzwoneczki w jego głowie biły jednak na alarm. Dom wydawał się wypełniony ściskającą gardło pustką. Przeczucie, że coś się stało, nie dawało mu spokoju. Rozejrzał się - wszystko było na swoim miejscu. Szafki, szuflady, idealnie dosunięte krzesła. Każdy element w pomieszczeniu miał swoje miejsce i znajdował się tam, gdzie być powinien. Jednak coś tu nie grało. Przeszedł do gabinetu, swojego azylu, strefy zakazanej dla każdego poza nim samym, chyba że łaskawie pozwolił innym do niego wejść. Tu również wszystko było na swoim miejsce. Poza jednym - niedokładnie domkniętą szufladą, w której trzymał korespondencję i część odręcznych notatek, dotyczących w głównej mierze finansów sklepu oraz domowych. On nie pozwalał sobie na niedokładność. A może jednak? Zmęczenie ostatnio dawało się Mulciberowi we znaki. Może faktycznie jej nie domknął? Kilka kroków, jeden ruch ręką i już wiedział, że to nie to. Koperta, którą był pewny, że ukrył między kartami grubej księgi, była otwarta i spoczywała na samym wierzchu tak samo otwartych listów. Apisie, ulotki trafiły do metra przy Walworth na Landgdale przy Perial Park. Equus RE: [1 maja 1972] Nie ukryjesz się | część I - Robert Mulciber - 20.12.2023 Nie pozwalał sobie na niedokładność. Na brak należytej staranności. Wychowany przez człowieka, dla którego liczył się każdy jeden szczegół, sam również prezentował podobne podejście. Dzięki temu czuł, że posiada należytą kontrolę nad swoim własnym życiem. A kontrola w jego przypadku wiązała się z poczuciem bezpieczeństwa. W posiadłości zlokalizowanej w niemagicznym Londynie, życie toczyło się według stałego rytmu. Przez wiele lat niezmiennego, zaburzonego jednak przez pojawienie się Henrietty. Niby wiążące się z tym zmiany nie były szczególnie duże, ale dla człowieka przyzwyczajonego do pewnej rutyny – aż nadto zauważalne. Cholernie drażniące. Wracając do domu wczesnym rankiem, od progu poczuł, że coś było nie tak. Niby wszystko znajdywało się na swoim miejscu, niby wszystko było dokładnie tak jak trzeba. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Wrażenie jednak nie znikało. Dzwoneczki uparcie biły na alarm. Nie chciały zamilknąć. Nie zdejmując wierzchniego okrycia ani butów, pierw rozejrzał się po przedpokoju, następnie salonie, koniec końców zdecydował się ruszyć korytarzem w stronę gabinetu. Miejsca, które stanowiło strefę zakazaną dla wszystkich innych domowników. Korzystał z niego sam. Tylko on jeden miał dostęp do tego, co się tutaj znajdywało. A przynajmniej tak było do tej pory. Na biurku wszystko było jak zawsze – w idealnym porządku. Starannie ułożone. W samym pomieszczeniu też nic nie wzbudziło jego podejrzeń. Dopiero kiedy obszedł biurko, kiedy znalazł się po jego drugiej stronie, odkrył niedosuniętą szufladę. Lekko uchyloną. Czy sam ją tak zostawił? Pozwolił sobie na taki brak ostrożności? Niedokładność? W pierwszym momencie chciał ją po prostu domknąć, zająć się swoimi sprawami, odpocząć przed tym, co miało go czekać wieczorem. Ostatnie dni były ciężkie, pracowite, Beltane zaś miało stanowić ukoronowanie wszystkich podjętych działań. Zanim jednak postąpił w ten sposób coś go tknęło. Zdecydował się jednak zajrzeć do środka. Upewnić, że to wszystko nie jest jedynie kwestią zmęczenia ostatnich dni. Tym sposobem w jego dłoniach znalazł się znajomy list. Tym sposobem odkrył, że ktoś grzebał w jego rzeczach. Poczuł się nagle jakby ziemia miała mu uciec spod stóp. Przytrzymał się biurka. Powstrzymał się od wyrzucenia z siebie serii wulgaryzmów. Bo i tym co cisnęło się mu na usta, nie było w tym przypadku ledwie jedno przekleństwo. Potrzebował chwili. Potrzebował uporządkowania myśli. Tylko czy w obecnej sytuacji dysponował choćby kilkoma minutami? Niczym pijany – czy on kiedykolwiek faktycznie był pijany? – opuścił gabinet, kierując się na piętro, gdzie znaleźć było można prywatne pokoje członków rodziny. Udał się prosto do ostatnich drzwi. Prowadzących do pokoju przez lata wyłączonego z użytku, w ostatnim czasie zajmowanego jednak przez Henriette. Czy ten wybór był zupełnie przypadkowy? Czy to był przejaw czegoś na kształt intuicji? Bez tracenia czasu na pukanie, na podejmowanie się prób kontaktu z małżonką po prostu wszedł do środka. Nacisnął klamkę, otworzył drzwi do pomieszczenia. RE: [1 maja 1972] Nie ukryjesz się | część I - Bard Beedle - 21.12.2023 Robert czuł, jakby nagle ziemia zaczęła uciekać mu spod stóp. Ktoś przeczytał list, jego prywatną korespondencję. Naruszył świętą przestrzeń, przejrzał wszystko i spróbował zatuszować ślady, lecz nieudolnie. Czy mogła to być jego małżonka? Czy mógł posądzić ją o tak duże nieposłuszeństwo? I, przede wszystkim, o taką przebiegłość? Że włamałaby się do jego gabinetu, przetrzepała listy i schowała je z powrotem? Zrobiła to niechlujnie, więc być może… Ruszył na górę, potem korytarzem prosto do drzwi Henrietty. Czuł, jak serce na chwilę mu się zatrzymuje pod wpływem stresu. Adrenalina powoli zaczynała działać, zaburzając osąd. Bo co, jeśli kobieta jest w środku i na niego czeka? Co, jeśli jest przygotowana i to jest zasadzka? Nie sprawdził tego, wpadł do pokoju jak burza, bez pukania, bez kurtuazji. Tylko w pokoju niczego nie było. Na samym początku nie dostrzegł niczego podejrzanego. Pokój był surowy, acz Henrietta zdążyła go trochę urządzić po swojemu. Łóżko było starannie pościelone. Pachniało tu damskimi perfumami i obojętnością. Nie przychodził tu, nie miał porównania, ale ewidentnie czegoś tu brakowało. Dwóch ramek na ścianie, paru książek - takie rzeczy pedantom rzucały się w oczy. Może nie zdążyła ich powiesić, a książek kupić? A może je zabrała. Na miękkich nogach podszedł do sporej szafy, chwycił uchwyty dłońmi i otworzył ją. Była pusta - brakowało co najmniej połowy rzeczy. Zostały przepiękne, długie balowe suknie, zostały buty na obcasie, ale zniknęło kilka par spodni, koszul, pojedyncze sukienki i obuwie codzienne. Brak ubrań na wieszakach był oczywisty, a w butach panował bałagan. Szuflada z bielizną była całkowicie pusta, staniki leżały porozrzucane na dnie szafy, zmięte w długą, krwistoczerwoną suknię. Część kiecek pospadała na dno, na drogie buty, o które Henrietta dbała. Robert spojrzał na górną półkę - brakowało dwóch podróżnych toreb. Henrietta uciekła. Ta mała, bezczelna i pyskata suka przejrzała jego listy i uciekła. Nie był w stanie powiedzieć, kiedy to się stało - widział pośpiech po szafie, ale może kobieta była już daleko? A może uciekła niecałą godzinę temu? Z tym, że godzina w magicznym świecie potrafiła dać ogromną przewagę uciekinierowi. RE: [1 maja 1972] Nie ukryjesz się | część I - Robert Mulciber - 26.12.2023 Przez lata mieszkał tu jedynie z córką. Obydwoje przestrzegali zasad, znane im były reguły obowiązujące w tym domu. Nigdy dotąd nie miał podstaw do tego, aby podejrzewać ją o to, iż grzebała w jego rzeczach. Interesowała się sprawami, które nie były przeznaczone dla jej uszu. Owszem, sprawiała pewne problemy, ale miały one zupełnie inny charakter. Natomiast Henrietta... tutaj wszystko wyglądało inaczej. Od samego początku wiedział, że jej obecność może doprowadzić do pewnych komplikacji. Był jednak skłonny podjąć to ryzyko. Samego siebie przekonał, że zdoła zapanować nad tą rudowłosą wiedźmą. Ostatecznie była przecież tylko i aż kobietą. Nie wahał się. Nie zastanawiał zbyt długo. Ruszył prosto do jej pokoju. Pierw po schodach, następnie korytarzem. Pozwolił na to, aby stres i adrenalina wymieszały się ze sobą, zaburzając osąd. Prowadząc do kolejnych błędów. Bo przecież wtargnięcie do pokoju Henrietty mogło się takim błędem okazać - w dodatku kosztownym. Miał w tym przypadku wiele szczęścia. Nie czekała na niego z wyciągniętą różdżką. Nie chciała się skonfrontować. Na pierwszy rzut oka pokój zdawał się wyglądać jak zawsze. Urządzony prosto, można powiedzieć - w sposób wręcz surowy. Henrietta umieściła w pomieszczeniu trochę swoich rzeczy, ale nie dało się powiedzieć, żeby uczyniła to miejsce swoim własnym. Może wcale nie chciała? Nigdy dotąd się nad tym nie zastanawiał. Nie interesował się jej sprawami. Podobnie wyglądało to w przypadku potrzeb kobiety. Zależało mu tylko na tym, żeby była. Wypełniała swoją rolę, wywiązywała się z zadań. Łóżko było starannie pościelone, w powietrzu dawało się wyczuć słabą nutę damskich perfum. Znajomych pomimo tego, że żyli obok siebie. Mijali się dzień po dniu, jedno nie wchodziło w drogę drugiemu, o ile nie zaszła taka potrzeba. Czy na tej ścianie nie znajdywał się jednak niewielki obraz? A tam... na półce... dałby sobie rękę uciąć, że stały książki traktujące na temat finansów. Nie odwiedzał Henrietty zbyt często, ale pewne szczegóły udało mu się zapamiętać. Zawsze miał do tego oko. - Nawet nie zdajesz sobie sprawę z tego, jak głupio postąpiłaś... - mówił sam do siebie. Niezbyt głośno, ale nie było to celowe. W żadnym razie. Czasami zdarzało mu się tak zachowywać, kiedy był czymś zajęty. Pochłonięty. Pomagało mu to uporządkować myśli. Uspokoić się. Podszedł do szafy, która wyglądała tak jak się tego spodziewał. Brakowało w niej sporej części rzeczy, wśród pozostałych panował bałagan. Po bieliźnie nie zostało nawet śladu. Zniknęły podróżne torby. Wnioski nasuwały się same. Ile czasu minęło? Kiedy opuściła kamienice? Dokąd się udała? Wiele pytań, wiele odpowiedzi, które musiał dopiero pozyskać. Czy gdzieś mogły kryć się jakieś informacje? Zerknął na prostą toaletkę. Może gdzieś tam znajdywała się korespondencja? Jakieś zapiski? - Selar! - kierując się w stronę mebla, przywołał skrzatkę, od lat służącą ich rodzinie. Ona również mogła posiadać na ten temat pewne informacje. Choć zasady panujące w tym domu były jasne, głupotą było rezygnować z wypytania o ostatnie wydarzenia stworzenia, które przebywało w budynku 24 godziny na dobę, przez 7 dni w tygodniu. Nie zamierzał pozwalać sobie na takie zaniedbania. Czekając aż stworzenie się pojawi, zaczął przeglądać szuflady. Spróbował zajrzeć do wnętrza pustej szkatułki. Może Henrietta, w pośpiechu, zostawiła ą pewne wskazówki. Nie zdołała zatrzeć wszystkich śladów. Zapomniała o niektórych szczegółach. RE: [1 maja 1972] Nie ukryjesz się | część I - Bard Beedle - 28.12.2023 Słowa Roberta nie odbiły się złowieszczym echem - głównie dlatego, że pomimo iż Henrietta zabrała część swoich rzeczy, to nie było tu pusto. Głos niknął w ścianach, meblach i książkach, które zostawiła. Nie odpowiedział mu ani własny głos, ani głos Henrietty. Po prostu rzucił swoje słowa w eter, retorycznie wręcz. Toaletka była dobrym tropem - ona również była zabałaganiona, lecz nie było tego widać na pierwszy rzut oka. Znajome perfumy zostały, podobnie jak pędzle czy puder i inne mazidła do makijażu. Zupełnie tak, jakby Henrietta wyszła na chwilę po sprawunki i zaraz miała wrócić. Na blacie nie było ani pyłka kosmetyków, jakby kobieta dbała o to, by toaletka pozostawała czysta. Na pędzlach skrzyły się drobinki białego proszku, zupełnie jakby niedawno ich używała. Może dzisiaj, może wczoraj - na pewno miała jednak czas, by wytrzeć blat. Lustro było pokryte w niektórych miejscach smugami, jakby kobieta nie do końca dbała o to, by czyścić je na błysk codziennie. Kolejna ryska na tafli emocji Roberta, który przecież słynął z pedantyzmu. Jak można było się malować przy brudnym lustrze? Szafki były strzałem w dziesiątkę. Jedna była niemal całkowicie pusta, a patrząc na to, jak w dzisiejszych czasach kobiety - zwłaszcza w tym wieku - dbały o urodę, to na pewno wcześniej znajdowały się tu kosmetyki. Widział puder, jakieś jasne plamy na drewnie, jakby coś się rozlało. Otwarta i wrzucona byle jak szminka. W drugiej szufladzie był notes. W środku jednak był niezapisany. Ale na pewno go używała, bo środkowe kartki zostały wyrwane, a na jednej stronie odznaczyły się wyżłobienia ołówka, których jednak nie mógł odczytać nawet pod światło. Musiałby znaleźć na to inny sposób. Skrzatka domowa zjawiła się prawie od razu z charakterystycznym dźwiękiem jakby materializującego się powietrza. Czekała w milczeniu, najpierw skłaniając się Robertowi, a potem wodząc wielkimi, wyłupiastymi oczami za swoim panem. Nie odzywała się nieproszona, czekała posłusznie na pozwolenie lub na zadane pytanie z dłońmi ściśniętymi na podołku, na brudnej… brudnym - czymś w rodzaju odzienia. Wyglądała jednak na poddenerwowaną. Nie przebierała nogami, nie piszczała, ale po jej minie widać było, że coś ją w środku uwiera i gniecie, że chciałaby wiedzieć, czego Robert szuka i mu pomóc na wszelkie możliwe sposoby. W końcu był jej panem, to właśnie mu służyła i chciałaby mu jakoś pomóc, ale nie zapominała o zasadach, tak boleśnie przypominanych. Zwłaszcza że Mulciber wyglądał na prawie tak samo zdenerwowanego, jak i ona sama. Z tą różnicą, że u niego to było zdenerwowanie wywołane gniewem, a u niej - niepewnością i strachem. W szkatułce brakowało rodzinnej biżuterii Henrietty. Zostały jakieś naszyjniki, kolczyki i bransoletki. Oraz obrączka. RE: [1 maja 1972] Nie ukryjesz się | część I - Robert Mulciber - 29.12.2023 Posiadała multum wad, przy których bladły nieliczne zalety. Zbyt uparta. Niezależna. Nieposłuszna. Nie pasowali do siebie. Okazała się problemem, którego Robert nie powinien był brać na swoje barki. Ściągać do swojego życia. Smugi na lustrze przypominały o tym, jak bardzo była nieodpowiednia. Popełnił w jej przypadku błąd, a przecież to mu się dotąd na zdarzało. Nie na taką skale. Nie były to błędy tak poważne. Istotne. Oderwał spojrzenie od lustra, skupiając się na notesie wyciągniętym z szuflady. W jaki inny sposób byłby w stanie rozszyfrować ślady pozostałe po ołówku? Jeśli nie pomagało światło, może metoda odwrotna? Rozejrzał się za czymś, co mogło posłużyć do pisania. Może kredka do oczu? Nie znał się na tym całym gównie, sam w końcu nie korzystał. Mimo tego jednak zaczął wszystko układać. Porządkować. Sprawdzał co jest czym i do czego może się przydać. Jeśli ostatecznie nie natrafił na odpowiedni przedmiot – stworzył go przy użyciu różdżki. Wszak cały czas miał ją przy sobie. Następnie przy pomocy kredki czy ołówka, zamalował ostrożnie część kartki, na której znajdywały się wyżłobienia, licząc na to, że po czymś takim ślady będą nieco łatwiejsze w identyfikacji. Możliwe do oczytania? Zanim zdążył ocenić efekt, na miejscu zjawiła się Selar. Zmierzył ją uważnym spojrzeniem. Oceniającym. Coś wiedziała? Coś zauważyła? - Kiedy widziałaś ostatni raz Henriettę? Co się działo w domu pod moją nieobecność? – zadał dwa pytania. Pierwsze dość konkretne, drugie ogólne. Nie wiedział do końca na co zwrócić uwagę, czego szukać. Opcji było dużo. Część z nich musiał dopiero sprawdzić. Zweryfikować. Selar powinna być w stanie mu w tym aspekcie pomóc. Od tego tutaj była – aby im wiernie służyć. Czekając na informacje, ponownie zahaczył spojrzenie o lustro. Tym razem nie zdołał go zignorować. Zaczął powoli doprowadzać je do porządku. Pozbywać się kolejnych smug. Śladów. Pomagało mu to uspokoić się, ale też poukładać w głowie myśli. Miał ich na ten moment wiele, a to nie pomagało. Niczego nie ułatwiało. Potrzebował czym prędzej sobie z tym poradzić. Wrócić do swojego normalnego stanu. RE: [1 maja 1972] Nie ukryjesz się | część I - Bard Beedle - 31.12.2023 Błąd, który popełnił Robert, był czymś więcej niż tylko niedopatrzeniem. Pytanie tylko, czy błędem było niezbyt należyte zabezpieczenie gabinetu, czy może sprowadzenie Henrietty do swojego życia i domu? Wszystko wskazywało na to, że to drugie było pierwszą kroplą z wielu, które tak długo drążyły skałę, że spowodowały pokaźne pęknięcie. Gdyby nie Henrietta, mógłby teraz odetchnąć i przygotować się do Beltane. Ale nie mógł. Jeżeli kobieta uciekła, uzbrojona w informacje, które znalazła, to… Lepiej było nie myśleć, jak to mogło się dla Mulcibera skończyć. Kredek do oczu znalazł kilka - każda była zużyta w innym stopniu. Leżały w nieładzie, czarne i brązowe, a nawet jedna zielona. Wziął pierwszą lepszą i delikatnie zaczął pocierać żłobienia, ujawniając pierwsze litery, które Henrietta zanotowała na kartce. Remuald Carrow. Robert znał to imię i nazwisko, kojarzył mężczyznę i doskonale wiedział, czym on się zajmował. Ale to nie wszystko - poniżej dostrzegł kolejne litery. Je również potarł. Saint-Malo. Wyglądało jak nazwa miasta. Selar drgnęła na ton głosu Roberta. Wbiła przestraszone spojrzenie w ziemię. - Wczoraj ledwo tknęła kolację, panie - zaszczebiotała służka, mnąc szmatę, w którą była odziana. - Selar zrobiła pyszne warzywa faszerowane, jedne z jej ulubionych, ale pani Henrietta prawie nic nie zjadła. Powiedziała, że jest zmęczona, a musi wcześnie wstać. Selar czekała na pana, panie Robercie, ale pan nie wracał, a pani Henrietta poszła wcześnie spać. Przed świtem powiedziała Selar, że chce panu zrobić niespodziankę i udają się państwo w podróż do Szkocji. Selar nie powinna puszczać pani Henrietty. Stwierdziła oczywistość, kłaniając się w pas. Jej dłonie zakończone ostrymi paznokciami powędrowały do przedramion, na których widniały stare blizny. Teraz skrzatka wbiła w nie paznokcie, jakby to był pierwszy wstęp do kary. Zrozumiała to w chwili, gdy Robert zapytał o to, gdzie jest pani Henrietta. Nie było żadnej niespodzianki i podróży - pani Henrietta ją okłamała, a głupia Selar się nie domyśliła. Powierzchnia lustra powoli zaczynała przypominać gładką, idealną taflę. W niej widział swoje odbicie. Był zmęczony, widział zasinienia pod oczami. Był też bledszy niż zazwyczaj. Ale poza tym - to był on, ten sam Robert. Poradzi sobie i z tym. To tylko chwilowe problemy, prawda? Wystarczy tylko znaleźć Henriettę i ją uciszyć. RE: [1 maja 1972] Nie ukryjesz się | część I - Robert Mulciber - 02.01.2024 Kredka okazała się pomocna, była w stanie poradzić sobie z drobną przeszkodą jaką były wcześniej niemożliwe do odczytania ślady tekstu. Gdyby tylko Henrietta tak mocno nie dociskała pióra do kartki; gdyby tylko trochę lepiej nad sobą panowała. Była w stanie kontrolować własne emocje. Tego rodzaju oczekiwania względem kobiety nie miały jednak żadnego sensu. Zajęty doprowadzaniem do porządku lustra, starał się uważnie słuchać Selar. Pozbywając się kolejnych smug, powoli umieszczał we właściwym miejscu kolejne elementy układanki. Zajmowanie się pewnymi porządkami, pomagało mu odzyskać spokój. Zanim się odezwał, odkładając ściereczkę na blat toaletki, ponownie zerknął na notes. Nerwy sprawiły, że chwilowo o nim zapomniał. Remuald Carrow. Nazwisko, które zdawało mu się coś mówić. Nie było obce, choć na ten moment ciężko było przyporządkować je do odpowiedniej osoby. Na pewno jednak zdoła jakoś połączyć ze sobą odpowiednie kropki. Zaraz do tego wróci. Za chwilę. Pierw musiał wyjaśnić inne kwestie. - Masz racje, Selar nie powinna była puszczać pani Henrietty. – odezwał się. Zasady panujące w tym domu były jasne. Niezmienne od wielu lat. To on decydował. To on wydawał polecenia. Bez jego wiedzy i zgody nie działo się tutaj nic. Nie było miejsca na żadne niespodzianki. Tych zresztą Robert szczerze nienawidził. – Czy Henrietta opuściła kamienice sama? I w jaki sposób to zrobiła? Nie potrafił się teleportować, możliwości miała więc ograniczone. Mogła skorzystać ze świstoklika, mogła posłużyć się kominkiem, który znajdywał się w salonie. Przenieść się w inne miejsce za pośrednictwem sieci fiuu. Mógł też ją zabrać ktoś, kto udzielił jej pomocy z całą tą ucieczką. Czy tym kimś mógł być Remuald Carrow? Nazwisko znalezione w notesie kojarzyło się właśnie z podróżami. Transportem. Mówiło też Robertowi coś więcej. Gdzieś już kiedyś na nie natrafił. Może mieli okazje się ze sobą spotkać? Tylko kiedy oraz w jakich okolicznościach? - Selar słyszała może w ostatnim czasie coś na temat Saint-Malo? – zamiast o Remualda, zadał pytanie dotyczące miejscowości. Henrietta była tylko kobietą. Jak każda przedstawicielka tej słabszej płci, popełniała błędy. Pozwalała na to, aby emocje brały górę. Kierowały podejmowanymi przez nią działaniami. Funkcjonowanie w taki sposób zawsze prowadziło do kolejnych problemów. Sprowadzało nad głowę czarne chmury. Prowadziło do upadku. Z jak wysoka miała jednak upaść Henrietta? RE: [1 maja 1972] Nie ukryjesz się | część I - Bard Beedle - 02.01.2024 Gdy Robert się odezwał, Selar jakby skurczyła się w sobie. Wbiła wzrok w podłogę, a wielkie oczy zaszły łzami. Nie powinna była jej puszczać, nie powinna była nie pytać. Ale tak bardzo chciała, żeby pan Robert miał niespodziankę, poza tym była jego żoną. Zasady były jasne, ale nie sposób było się z Robertem wtedy skontaktować. Mogła protestować, ale nie potrafiłaby zatrzymać siłą czarownicy. Nie mogłaby - to się nie godziło. - Selar przeprasza - skrzatka rzuciła się do stóp Roberta, zalewając się łzami. NIe dotknęła jednak jego butów, nie chcąc ich brudzić. - Selar pomoże. Pani Henrietta skorzystała z kominka, była sama. Mówiła, że pan na nią czeka. O więcej nie śmiała pytać. Selar była tylko skrzatką, to nie było w jej pozycji, by kwestionować rozkazy żony swojego pana. Nawet jeśli to była tylko żona. Ona nie rozumiała, w jaki sposób funkcjonował mózg Mulcibera - chciała tylko mu służyć. Popełniała błędy, nie mogąc w pełni zrozumieć clue zakazów i nakazów. Ale starała się całą sobą, całym sercem. - Nie, panie. Selar myśli jednak, że to francuska nazwa. Pani Henrietta zabrała obrazek z wybrzeżem z Francji - skrzatka otarła łzy i wskazała drżącą ręką na puste miejsce na ścianie. - Wyrzuciła ramkę, ale obrazek wzięła ze sobą. Kiedyś Selar patrzyła na niego i pani Henrietta powiedziała, że to Francja i jest tam pięknie i chciałaby tam pojechać, ale Selar nie ośmieliła się pytać o nazwę miejscowości ani artystę. RE: [1 maja 1972] Nie ukryjesz się | część I - Robert Mulciber - 04.01.2024 Kiedy skrzatka rzuciła się do jego butów, zaczęła przepraszać, odsunął się krok, dwa do tyłu. Zarazem jednak stworzenia nie próbował w żaden sposób uspokoić. Nie powiedział, żeby Selar podniosła się. Przestała zalewać łzami. W zasadzie był na to wszystko tradycyjnie obojętny. Stworzenie popełniło błąd. Musiało teraz ponieść za to odpowiedzialność. Nie miał niestety dość czasu na to, aby zająć się dyscyplinowaniem. - Dobrze. Korzystając z kominka, trzeba wskazać lokalizacje. Selar słyszała, dokąd udała się Henrietta? - to mogło być kluczowe. Wskazać mu pierwszy etap jej podróży. Nie zakładał, że podążenie tym tropem doprowadzi go bezpośrednio do Henrietty, ale od czego należało zacząć. Nie posiadał niestety zbyt wielu opcji. - Wiem, gdzie znajduje się Saint-Malo. - nie był szczególnie cierpliwy. Nie o to pytał. Irytacje dało się wychwycić przez moment w jego głosie. Robert nie był równie opanowany, co zwykle. Aczkolwiek czy można się temu dziwić? Okoliczności temu w żadnym razie nie sprzyjały. - Ramkę? - zainteresował się. Rozejrzał po pomieszczeniu. Czy znajdywał się tu jakiś kosz na śmieci? Może wspomniana ramka nadal znajdywała się w tym pomieszczeniu? Zawsze istniała możliwość, że dostarczyłaby mu ona kolejnych informacji. Na ten moment wciąż miał ich niewiele. I jeszcze ten cały Remuald Carrow. Imię i nazwisko cały czas krążyło mu po głowie. Uparcie nie chciało wskoczyć we właściwe miejsce. - Czy w ostatnich tygodniach Henrietta kontaktowała się z Carrowem? Remualdem Carrowem? - wreszcie zdecydował się zadać pytanie. Jeśli sam miał w tym aspekcie problem, trzeba było spróbować ugryźć to wszystko w inny sposób. W końcu jakoś to poukłada. Rozwiąże tę zagadkę. Niewykluczone jednak, że przyjdzie mu za to zapłacić atakiem migreny. Nie było to coś szczególnie przyjemnego, ale życie właśnie takie jest... |