![]() |
|
[22.06.1972] Porozmawiajmy o tobie | Theon, Camille - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [22.06.1972] Porozmawiajmy o tobie | Theon, Camille (/showthread.php?tid=2443) |
[22.06.1972] Porozmawiajmy o tobie | Theon, Camille - Bard Beedle - 15.12.2023 adnotacja moderatora
Tym razem nie uciekała, nie przekładała spotkania. Nieprzyjemna konfrontacja w dniu poprzednim podczas Lithy może i nie ucieszyła kobiety, ale zdawało się, że trochę sprowadziła ją na ziemię i doprowadziła do lekkiego poprzestawiania swoich planów. Wiedząc, że Theon "niezbyt lubi się ze szpitalami", jak to sam określił, Delacour zaprosiła go do siebie. Nie lubiła takiego rozwiązania, zawsze starała się odcinać życie prywatne od zawodowego długą, czarną i grubą krechą. Ale teraz nie miała wyjścia. Gdy w grę wchodziły koneksje rodzinne i powiązania, a także odbieranie przysług, należało być elastycznym. W granicy swojego komfortu, oczywiście - i chociaż ta sytuacja balansowała na tej granicy, to Camille była w stanie to przełknąć.Sesja rozliczona przez Camille Delacour - Piszę, więc jestem Czekała na mężczyznę, skrobiąc piórem po pergaminie. Nie chciała popełnić żadnego błędu, z samego rana udała się do Munga i wzięła kilka niezbędnych eliksirów oraz dokumentów, by móc należycie przygotować się do... Rozmowy. Bo od tego musieli zacząć. Theon powiedział jej wczoraj wiele ciekawych rzeczy, ale nie rozwiązywały one jego problemu. Tutaj trzeba było poszukać głębiej, kopać tak daleko, jak to tylko było możliwe. Była profesjonalistką i chcąc nie chcąc musiała podejść do jego przypadku od samego początku. Rozmowa, badanie, potem analiza różnych wypadkowych, a także podobieństw i różnic między nim a innymi przypadkami. Wiedziała, że nie będzie to proste, zwłaszcza że Theon był niecierpliwy, ale nie chciała popełnić błędu. Bo to nie tylko on by za niego płacił, ale i ona. Siedziała przy stole, starannie kreśląc kolejne litery. Nie musiała zerkać na zegar, wiedziała że Theon miał trochę czasu. Ona w tym czasie mogła się skupić, dokończyć kawę. Jej mieszkanie było zawsze czyste - łatwo było utrzymać w czystości miejsce, w którym nie przebywało się za często. Zwłaszcza że w mieszkaniu Delacour nie było wielu zbędnych rzeczy. Wazon z kwiatami, eleganckie poduszki na kanapie, ładne zasłonki i kilka figurek z różnych zakątków świata: bibeloty, ocieplające wnętrze urządzone w stylu prowansalskim, ale nie przytłaczające go w żaden sposób. Pasowała do takiego wystroju - w takim się wychowała i takie odtworzyła w Londynie. RE: [22.06.1972] Porozmawiajmy o tobie | Theon, Camille - Theon Travers - 17.12.2023 Punktualność nie zaliczała się nigdy do grona tych cech, które można było przypisać Theonowi. Dla niego czas był pojęciem mocno względnym, a pięć czy tam dziesięć minut, ewentualnie cała godzina spóźnienia, z reguły nie stanowiły jakiejś wielkiej różnicy. Nie przykładał do tego większej wagi, choć potrafił się postarać o zachowanie pozorów, kiedy mu na czymś zależało. I może nawet zadbałby o nie również tym razem, gdyby alkohol, który o tej porze wciąż dość mocno wpływał na jego organizm. O spotkaniu z Camille pamiętał. Z wiadomych względów zależało mu na nim dość mocno. Gdyby było inaczej, tym razem on sam byłby autorem listu zawierającego informacje o potrzebie jego przełożenia. Na to niestety pozwolić sobie nie mógł. Dlatego pomimo paskudnego samopoczucia, udało mu się ogarnąć, doprowadzić się do względnego porządku, i opuścić znajdujące się przy Pokątnej mieszkanie. Zmierzając w kierunku Alei Horyzontalnej, zahaczył o jedną z okolicznych kawiarni, zakupując kawę. Tak potrzebną, żeby zacząć względnie normalnie funkcjonować. Gdyby nie to, być może nawet pojawiłby się o czasie. Albo przynajmniej kilka minut wcześniej. Przy okazji też zgarnął drugi kubek dla Camille. Na oślep, bo nie znał jej wystarczająco, aby określić co byłoby odpowiednim wyborem. W zasadzie to nie znał jej prawie w ogóle. Kiedy dotarł na miejsce, zapukał do drzwi, dając tym samym znać, że się pojawił. Spóźniony o jakieś 20 minut. Może nieco mniej. Włosy w nieładzie. Ubranie nieco wymięte. On sam jakby wczorajszy, ale przynajmniej nie dało się wyczuć z jego strony nieprzyjemnej woni. Delacour mogła się domyślić co było na rzeczy. Zwłaszcza, że nieszczególnie się z tym krył. - Hej. Jeśli nie masz ochoty, to mi pewnie druga nie zaszkodzi. - przywitał się, kiedy znaleźli się wreszcie ze sobą twarzą w twarz. Wyciągnął w jej stronę jeden z zabezpieczonych pokrywką, papierowych kubków. Znajdujący się w środku napój wciąż był ciepły. Dało się to wyczuć. Za samo spóźnienie nie przeprosił, zachowując się jakby wcale nie miało to miejsca. Może nawet tego nie zarejestrował? Możliwe. Całkiem prawdopodobne. Czasem zdarzało mu się trochę nie nadążać. Zwłaszcza w takich sytuacjach jak ta obecna. RE: [22.06.1972] Porozmawiajmy o tobie | Theon, Camille - Bard Beedle - 17.12.2023 Camille czekała. Po upływie 5 minut spojrzała na zegar, by się upewnić, że dobrze obliczyła czas. Po upływie 10 odłożyła pióro i wstała, a po kolejnych kilku już siedziała na kanapie, przerzucając strony dzisiejszego Proroka Codziennego. Theon nie znał jej, a ona jego - widać to było już przy ich pierwszym spotkaniu, podczas którego mężczyzna dość łatwo przekroczył linię, oddzielającą jej życie prywatne od zawodowego, czego nie zrobiłby nikt, kto zna Delacour dłużej niż dzień. Teraz przekraczał kolejną, mając spotkać się z nią w jej mieszkaniu. Bo trzeba było wiedzieć, że nie zapraszała do siebie byle kogo. Tutaj nie bardzo miała wyjście, skoro Travers chciał uniknąć szpitali. Zrobiła dla niego wyjątek ze względu na matkę. Już słyszała tego wyjca, którego przesłałaby jej kobieta, gdyby odmówiła Theonowi. Nie tak cię wychowałam, po co nam uzdrowiciel w rodzinie, skoro nie możemy liczyć na przysługę? Jesteś niewdzięczna, skoro wydaliśmy już tonę galeonów na twoje wykształcenie i porzuciliśmy temat ślubu, to powinnaś przynajmniej spotkać się z młodym Traversem i spróbować mu pomóc. Czy naprawdę o tak wiele proszę? Aż się wzdrygnęła na to wyobrażenie. Mimo swoich lat na karku wciąż żyła pod silnym wpływem swoich rodziców - zarówno matki, jak i ojca. I raczej nie zapowiadało się, by ten stan rzeczy się zmienił. Najwyżej powie, że Theon zrezygnował z pomocy. To był dobry pomysł - w końcu nie przyszedł. Camille rozluźniła się i przewróciła kolejną stronę. Akurat wczytywała się w wywiad z którąś z gwiazd Quidittcha, gdy pan Travers postanowił się pojawić w jej drzwiach. Z ciężkim westchnięciem Camille wstała i ruszyła do drzwi, by przekręcić klucz w zamku i wpuścić mężczyznę do środka. - Spóźniłeś się - powiedziała chłodno, marszcząc brwi. Starannie zakluczyła je za mężczyzną. To, że przyniósł jej kawę, trochę złagodziło jej nastawienie. To nie tak, że była jakąś górą lodową czy kobietą bez uczuć - po prostu bardzo nie lubiła, gdy ktoś nie szanował jej czasu. Nie musiał tu być z dokładnością co do minuty, lecz dobrze by było, gdyby na wstępie nauczyli się, jak się w swoim towarzystwie zachowywać. Wzięła kubek z kawą ostrożnie, wyczuwając że napój w środku jest wciąż ciepły. - Uważasz, że spóźnianie się po tym, co wczoraj zrobiłeś i jak bardzo mówiłeś, że ci zależy, jest w porządku? Westchnęła po raz kolejny. Zachowywał się jak dziecko, a chyba nim nie był? Zmierzyła go wzrokiem. Wyglądał na więcej niż 20 lat, bo dwudziestolatkowi to jeszcze być może by wybaczyła i darowała sobie wykład, lecz nie chyba dorosłemu facetowi. Gestem zaprosiła Theona do salonu, wskazując na krzesło przy stole. Na blacie leżały dokumenty. - Wyglądasz, jakbyś nie spał - zauważyła, odstawiając kawę na bok. Przesunęła ją lekko w stronę Theona jedną ręką, a coś na kształt formularza: drugą. Były tam podstawowe informacje jak imię i nazwisko, wiek, przebyte choroby w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, informacje czy jest na coś uczulony, a także tabelka na aktualne objawy. Ona jednak była skreślona. - Tego na dole nie wypełniaj, to nie ma znaczenia skoro nie jesteśmy w szpitalu. Będę notować na bieżąco, nie starczyłoby pewnie miejsca, żebym rozpisała co się z tobą dzieje. Powiedziała, wyciągając czystą kartkę i drugie pióro. Jeżeli spodziewał się fajerwerków, mógł się niemiło rozczarować. Na ten moment wyglądało na to, że Delacour naprawdę chce go przesłuchać od A do Z z podstawowych rzeczy. Bo przecież się nie znali z żadnej strony - a żeby mu pomóc, musiała go poznać. - Kawa ci się bardziej przyda niż mnie, ale dziękuję że pomyślałeś - ugryzła się w język, pragnąc dodać uszczypliwość że nie spodziewałaby się tego po nim. Często gryzła się w język w obecności innych, pozwalając by takie drobne złośliwostki pozostały w jej umyśle i nigdy nie zostały wypowiedziane. Uśmiechnęła się za to lekko i przekrzywiła głowę, obserwując Traversa. Podkrążone oczy, lekko przekrwione, pomięte ubrania, rozkojarzony. Sama to na siebie sprowadziła. Powinna była mu wcisnąć eliksir i po sprawie, spałby jak dziecko. Ale tak ją zdenerwował na Lithe, że nie pomyślała, że działając na jego niekorzyść, sama pod sobą wykopie dołek. No nic, stało się, jakoś to przeboleje. - Stało się coś wczoraj, o czym powinnam wiedzieć? RE: [22.06.1972] Porozmawiajmy o tobie | Theon, Camille - Theon Travers - 25.12.2023 Chłodny ton głosu nieszczególnie na niego działał. Theon miał to szczęście, aby wychować się w posiadłości, w której niepodzielnie rządziła Delilah Travers. Nauczył się radzić sobie z tym, że inni niekoniecznie byli z niego zadowoleni; że niekoniecznie im się coś podobało. Po tych wszystkich latach nie bardzo go to ruszało. Przynajmniej tak długo, jak pozostawał względnie obojętnym względem jakiejś sprawy bądź osoby. - Brzmisz w tym momencie jak moja babcia, a Delilah, choć jest oczywiście cudowna, ma ponad 70 lat. Tak gdybyś się zastanawiała. - poinformował ją jedynie, reagując tymi słowy na wypomniane przez Camille spóźnienie. Mógł dodać przy okazji coś na temat tego, że było ono w jakimś stopniu wynikiem jej wczorajszych rad, ale jakieś resztki zdrowego rozsądku podpowiadały mu, że dolewanie oliwy do ognia, to niekoniecznie najlepszy pomysł. Zwłaszcza, że jednak miał do kobiety dość istotny interes i byłoby dobrze gdyby się nim zajęła. Na ten moment, całe szczęście, zaprosiła go jednak do salonu. - Bo nie spałem. - poinformował ją. Próbował. Miał nadzieje, że alkohol z tym faktycznie pomoże, że go po prostu znokautuje. Stało się jednak inaczej. Kolejne godziny mijały, a on nadal nie był w stanie się wyciszyć. Dopiero nad ranem udało mu się zamknąć oczy na jakąś godzinę, może koło dwóch. Było to zdecydowanie mniej w stosunku do tego, czego faktycznie potrzebował jego organizm. I to dało się zauważyć. Zajął miejsce przy stole, zainteresował się podsuniętym mu formularzem. Pierwszy raz miał okazje wypełniać go samodzielnie. Podczas swoich niezbyt licznych wizyt w Mungu, z reguły odpowiadał jedynie na pytania, które zadawał mu pracownik lub pracownica szpitala, mający to szczęście aby zajmować się jego osobą. - Powinienem uwzględnić lykantropie? - zapytał, kiedy zapoznał się z poszczególnymi polami formularza. Następnie dorzucił jeszcze jedną informacje, która mogła się okazać istotna, choć też niekoniecznie musiała. No ale ostatecznie, to chyba było lepiej podać więcej informacji niż mniej. - Poza tym niekoniecznie działają na mnie standardowe dawki leków. Zanim zaczął wszystko wypełniać, z uwzględnieniem otrzymanych informacji, sięgnął po kubek kawy. W krótkim czasie ubyło całkiem sporo napoju, który całe szczęście nie zdążył jeszcze wystygnąć. Wyglądało na to, że kubki faktycznie dość długo utrzymywały ciepło i nie był to tylko chwyt marketingowy, żeby przyciągnąć większą liczbę frajerów. Będzie musiał zapamiętać, żeby w przyszłości tam jeszcze zajrzeć z ten raz czy dwa. Może dziesięć. - Nie wiem czy o to pytasz, ale w nocy wysłałem całkiem sporą kolekcje listów do mojej... - zawiesił się, próbując znaleźć odpowiednie określenie. Nie była jego dziewczyną, nie mógł jej nawet nazwać znajomą. Widzieli się tylko ze dwa, może trzy razy. - ...do tej dziewczyny, z którą spędziłem Beltane. Czy wolałby o tym nie pamiętać? Może gdyby nie nazywał się Theon i nie miał na nazwisko Travers, byłoby mu trochę głupio i inne takie. A tak to było mu to raczej obojętne. Stało się, płakanie nad rozlanym mlekiem nie miało większego sensu. Człowiek musiał z tym żyć i tyle. Poza tym w życiu zdarzały się większe katastrofy. Mogłeś chociażby obudzić się po 20 dniach snu i na dokładkę tego odkryć, że z powodu ostatnich wydarzeń jesteś zimny niczym trup. Czujesz to sam i czują to też inni - przynajmniej póki nie zdołasz tego jakoś ukryć. Ot, taki tam psikus losu. Taka drobnostka. RE: [22.06.1972] Porozmawiajmy o tobie | Theon, Camille - Bard Beedle - 27.12.2023 Camille zmarszczyła brwi. Theon wyglądał młodo, a zachowywał się jakby miał jeszcze mniej lat niż tyle, na ile wyglądał. Miała jednak to nieszczęście, że na przytyk dotyczący jej wykładu, musiała zareagować uśmiechem. Sztucznym i wymuszonym, ale nie miała wyjścia. Złamie klątwę jak najszybciej będzie mogła, a potem pożegna Traversa raz na zawsze. Musi się tylko chwilę przemęczyć. - To miłe, że mnie porównujesz do cudownej kobiety - odpowiedziała, przekrzywiając głowę. Mógł sobie mówić, co chciał - jeśli chodzi o poczucie własnej wartości, to żaden mężczyzna nie miał nad nią władzy. Camille odwróciła głowę i spojrzała za okno. Obserwowała chmury, przesuwające się na niebie. Liczyła je, odgadywała co jej przypominają. Jeden wyglądał jak czajnik, drugi - jak głowa jednorożca. - Tak. Wszystkie tego typu informacje jak wilkołactwo, niestandardowe leki, inne dawki eliksirów: wszystko, czego brak mógłby zaważyć na ewentualnym leczeniu. Wolę być przygotowana na każdą ewentualność, a przecież nie możesz nie spać do tego czasu. Gdybym dała ci normalną dawkę eliksiru nasennego, bo zataiłeś przede mną tę istotną informację, to by ci nie pomógł. Więc zaszkodziłbyś tylko sobie, bo byłbyś niewyspany i zły. Wyjaśniła, chcąc na przykładzie pokazać mu, z czym może się wiązać pominięcie nawet z pozoru błahych informacji. Oboje tylko by zmarnowali czas. Na chwilę przeniosła spojrzenie na Theona, a jej brwi powędrowały w górę. - Serię pijackich, miłosnych listów? - na początku nie do końca wierzyła w to, co słyszała. Chwilę jej zajęło przetrawienie tej... zdecydowanie interesującej informacji. Nie roześmiała się jednak, chociaż w duchu aż ją skręcało. - Więc moją pierwszą radą będzie odstawienie alkoholu i zażywanie eliksirów nasennych. Czy pijesz także wywary, które łagodzą skutki przemiany? Takie rzeczy też zapisz. Zapewne chciałbyś zdążyć przed pełnią? Camille wstała. Potrzebowała świec, kadzideł. Nie miała tego w domu, a jej gabinet był zajęty. Zdecydowanie powinna wynająć jakieś pomieszczenie na tego typu przypadki, zamiast dzielić przestrzeń ze znajomą ze szpitala. Albo chociaż powinna przedzielić tamto pomieszczenie na pół. Blondynka zaczęła odruchowo zapisywać to, co jej będzie potrzebne. - Jak reagujesz na eliksiry uspokajające? W odpowiedniej dawce, oczywiście - mogło się zdarzyć, że będzie niespokojny przed rytuałem. Wolałaby więc nie siłować się z dużo wyższym i silniejszym od niej mężczyzną, gdyby coś poszło nie tak podczas przerywania więzi. Ale niektórzy źle reagowali na tego typu wywary. Dawały albo odwrotny skutek, albo wywracało im żołądki na drugą stronę i rzygali jak koty. RE: [22.06.1972] Porozmawiajmy o tobie | Theon, Camille - Theon Travers - 31.12.2023 Theon wyglądał młodo, a do tego faktycznie zachowywał się tak, jakby tych lat miał znacznie mniej niż w rzeczywistości. Wielokrotnie zdarzyło mu się to słyszeć. Zwłaszcza z ust babki oraz rodziców. Niekoniecznie odpowiadało im to, w jaki sposób młodszy z braci Travers funkcjonował, zachowywał się, po prostu żył. Tylko czy dało się coś na to zaradzić? - Najlepszej. - dorzucił. I w zasadzie, to nawet nie kłamał. Pomimo napiętych stosunków, jakie łączyły go z Delilah, swoją babcie szczerze uwielbiał. Po prostu nie był przy tym ślepy na liczne wady, które ta posiadała. Jak każdy, również ona nie była ideałem. A kim był on, Theon, żeby ją oceniać? Pokiwał głową, kiedy Camille wyjaśniła mu, na co powinien zwrócić uwagę przy wypełnianiu formularza. Rozumiał co i jak. Wszystko brzmiało dość logicznie. Nieśpiesznie zaczął nanosić niezbędne informacje. Pismo miał niezbyt staranne, ale odczytanie tego, co napisał nie powinno stanowić większego problemu. A przynajmniej do tej pory nie zdarzyło się, żeby ktoś mu na to narzekał. - Wydaje mi się, że to będzie wszystko. - raz jeszcze rzucił okiem na kolejne pola formularza, upewniając się, że nic więcej nie powinno się w danym miejscu znaleźć. Przy okazji zwlekał z udzieleniem odpowiedzi na pytanie zadane przez Camille. Nie zareagował też na jej reakcje dotyczącą wysłanych pod wpływem alkoholu listów. Skupił się na jednej rzeczy, nie był w stanie się rozdwoić. Zwłaszcza w swoim obecnym stanie, który - nie oszukujmy się w tym aspekcie - daleki był od ideału. Obydwoje musieli zdawać sobie z tego faktu sprawę. - W zasadzie nie potrzebujemy eliksirów łagodzących przemianę, ale... - ostatnia pełnia miała miejsce krótko po jego przebudzeniu się, okazała się wyjątkowo męcząca. Kontroli nad sobą nie stracił, ale siły... no, najlepiej z nim nie było. Trochę go to wszystko zmęczyło. Zdecydowanie bardziej niż to miało miejsce w normalnych okolicznościach. - powinienem sobie poradzić, tak myślę. - ostatecznie ograniczył się do tego. Dotąd nigdy nie miał na tym polu większych problemów. Klątwa chyba... nie powinna tego zmienić? Ani przez chwilę nie pomyślał o tym, że pewne zmiany zachodzące w tym czasie, mogły wpłynąć na Stellę. Nie można powiedzieć, żeby w obecnej sytuacji w ogóle się blondynką jakoś bardziej przejmował. - Nigdy nie stosowałem, przynajmniej nie przypominam sobie. Dotąd nie zdarzyło mi się szczególnie źle reagować na jakieś substancje, nie stwierdzono u mnie żadnych alergii. - rozwinął nieco swoją odpowiedź. Czy to było wystarczające? Potrzebowała czegoś więcej? Zadawała całkiem sporo pytań, tylko ile z tego faktycznie było jej potrzebne? Liczył na to, że sprawnie udzieli mu pomocy, a tutaj pyta o pełnie. Znów stara się wszystko przesunąć w czasie? Do kogo wysłała go matka? Może to wszystko było celowe? Tarah poprosiła Camille, żeby nie zajmowała się z tym szybko, pozwoliła mu się pierw trochę z tym pomęczyć? Byłoby to nawet w jej stylu. RE: [22.06.1972] Porozmawiajmy o tobie | Theon, Camille - Bard Beedle - 31.12.2023 Camille pokiwała głową na znak, że rozumie. Sięgnęła po szklankę z wodą i upiła łyk, dając Theonowi czas na wypisanie wszystkiego, a także na odpowiedzenie na wszystkie pytania. Skoro przyszedł do niej po pomoc, to zakładała, że nie będzie niczego zatajał, zwłaszcza po tym jak mu wyjaśniła, czym to może grozić. Co prawda przykład, który podała, nie był specjalnie groźny, lecz nie odczuwała potrzeby, by straszyć mężczyznę. Był dużym chłopcem - chociaż się tak nie zachowywał - powinien więc zdawać sobie sprawę z konsekwencji. Gdy skończył, sięgnęła po formularz. Na szybko przeleciała po literach wzrokiem. Nie miał idealnego pisma, ale było ono czytelne - na tyle, że nie musiała dopytywać o poszczególne słowa. To jej powinno wystarczyć. Theon mógł odczuć pewną irytację, ponieważ Camille na dłużej zatrzymywała się przy niektórych rubrykach i wczytywała się w kolejne zdania na tyle długo, jakby sama ze sobą w głowie prowadziła jakiś dialog. Czy robiła to specjalnie? Być może - możliwe, że chciała dać mu nauczkę za to, co się zdarzyło wczoraj. A może po prostu była osobą, która do wszystkiego podchodziła skrupulatnie i musiała zdobyć pełen wywiad, zanim zacznie wymachiwać nad nim różdżką? Ta druga opcja wydawała się bardzo prawdopodobna - Camille wyglądała na osobę pedantyczną i niezwykle dokładną, sumienną. Może nie chciała popełnić błędu. Ale z drugiej strony sama go wczoraj posłała na minę z tym alkoholem. - Nie, mam wszystko co jest mi potrzebne. Zamknij oczy i postaraj się rozluźnić - Delacour wstała i sięgnęła po różdżkę, która leżała na stole. Piękny przedmiot - drewno z głogu, smukła i długa, ze żłobioną rękojeścią. Idealnie pasowała do jej karnacji i włosów, a także do wrodzonej gracji, którą kobieta niewątpliwie posiadała. Różdżka zdawała się być teraz przedłużeniem jej ręki. Blondynka szybko znalazła się za jego plecami. - Powiem ci, że to i jest łatwe zadanie, i nie jest. Widzisz, Theonie, każda klątwa jest inna. Zawsze jednak do ich rzucenia potrzeba złej woli - w mniejszym lub większym stopniu. I w zależności od tego ile tej złej woli włożyło się w klątwę, tym ciężej lub łatwiej jest ją przełamać. Co prawda nie zdarzyło się w Mungu, by ktokolwiek nie zdołał przełamać tej konkretnej klątwy, ale muszę mieć pewność, że i w tym przypadku pójdzie tak... Sprawnie. Theon poczuł delikatny dotyk dłoni na swoim ramieniu, jakby Delacour próbowała dodać mu otuchy albo po prostu przytrzymać, ustabilizować, żeby się zbytnio nie ruszał. Camille nachyliła się lekko w stronę jego ucha. - Postaraj się nie ruszać, dobrze? Muszę zobaczyć, co cię dokładnie otacza - powiedziała cicho, wracając do poprzedniej pozycji. Jej prawa ręka zatoczyła krąg wokół sylwetki Theona, a koniec różdżki rozbłysnął jasnym światłem. Camille wyszeptała zaklęcie, przymykając oczy. Dzięki zaklęciu wyczuwała napięte linie, ciasno oplatające sylwetkę Theona. Były grube, lecz jakby dymne, ulotne i niedostrzegalne gołym okiem. Do jej nozdrzy niemal od razu wdarł się swąd palonej siarki i węgla, zaatakował jej zmysły, a w umyśle pojawiła się ostrzegawcza lampka. Znała to uczucie. Nie widziała aury, nie widziała nici powiązań - bo nie potrafiła dostrzegać takich rzeczy. Pod jej zamkniętymi powiekami widziała więź, która uformowała się na kształt całunu, pokrywającego całe ciało Traversa. Uniemożliwiał jego duszy oddychanie, zaznanie spokoju. Ciągnął go, każda część w inną stronę. Nic dziwnego, że cierpiał, jeśli jego dusza była szarpana w różnych kierunkach. Teraz całun był w miarę spokojny, lecz rwał się wyjątkowo mocno w stronę drzwi, jakby chciał wyprowadzić Theona daleko stąd. Może do kobiety, z którą został połączony? Czy jeśli pojawiłaby się tu Stella, to połączyłby się z jej całunem? A może całun zmieniłby się w nić, którą łatwo byłoby przerwać? Tak, na pewno łatwiej byłoby jej to przerwać, gdyby była tutaj ta kobieta. Teraz jednak, gdy drugiej osoby przy nich nie było, nie było to tak proste, jak myślała. Nie wystarczy jedno machnięcie różdżką, a będzie potrzebne co najmniej kilkanaście cięć, żeby się tego pozbyć. Camille otworzyła oczy i machnęła różdżką, przerywając zaklęcie. Widziała dość i poczuła dość by wiedzieć, że ten przypadek nie był aż tak beznadziejny, jak zakładała. To dobrze. - Nie jest źle - powiedziała spokojnie, zabierając dłoń z jego ramienia. Opuściła rękę z różdżką i przeszła na bok, by nie mówić do pleców Theona. - Zakładam, że nie ma możliwości byś sprowadził tu tę kobietę? Poszłoby szybciej - o wiele szybciej. Wystarczyłby odpowiedni krąg i świece i byłoby po sprawie. Jeśli jednak nie istnieje możliwość, żeby ona tu przyszła, to potrzebny będzie większy wysiłek. Delacour odłożyła ostrożnie różdżkę na stół i sięgnęła po szklankę z wodą. W nosie nadal czuła swąd spalenizny. Dobrze, że bez zaklęcia go nie czuła - i nikt go nie czuł, bo Theon musiałby się kąpać w perfumach, żeby w ogóle do kogokolwiek zagadać. - Będę potrzebowała specjalnych świec i ziół. Mogę je załatwić, ale nie mam ich od ręki. Daj mi dwa dni i będzie po wszystkim - zmieniła się odrobinę barwa jej głosu. Ton był nieco cieplejszy, może trochę współczujący? Patrzyła też na Theona już nie z chłodną odrazą, którą mógł widzieć na Lithe, lecz z dozą współczucia. Co takiego zobaczyła pod wpływem zaklęcia, że nagle postanowiła zmienić front? - Wytrzymasz tyle? Chcesz eliksiry na sen do tego czasu? RE: [22.06.1972] Porozmawiajmy o tobie | Theon, Camille - Theon Travers - 01.01.2024 Zamknij oczy i postaraj się rozluźnić. To polecenie był w stanie wykonać. Przynajmniej tak Theonowi się wydawało? Zamknął oczy. Nabrał po czym wypuścił trochę powietrza. Następnie słuchał kolejnych słow Camille. Łatwe i zarazem skomplikowane? Jego rodzina zajmowała się klątwami, coś na ich temat wiedzał. Nie był jednak w tym aspekcie żadnym autorytetem. Nie specjalizował się w tego rodzaju magii. Nigdy nie ciągnęło go jakoś szczególnie w stronę łamania klątw. Musiał więc w tym temacie zaufać Delacour. Nie było to łatwe, skoro blondynki w zasadzie nie znał. Trochę żałował, że podczas tej wizyty nie towarzyszył mu jednak ktoś, kto zareagowałby we właściwy sposób, jeśli coś poszłoby nie tak. Posiadałby odpowiednią wiedze. Może powinien był poprosić wuja, żeby mu towarzyszył? Sebastian wiedział bardzo dużo na temat klątw. Zajmował się nimi zawodowo, choć od innej strony niż Camille. Nie był uzdrowicielem, nie pracował w Mungu. Było jednak na to nieco zbyt późno. Poza tym czy aby na pewno chciał informować o swoim stanie kolejne osoby? Pewne wątpliwości były w tym przypadku jak najbardziej uzasadnione. - To trochę zaskakujące, że ktoś rzucił tego rodzaju klątwę podczas Beltane. - odezwał się. Nie potrafił zbyt długo siedzieć cicho, choć też nie da się powiedzieć, żeby był szczególnie gadatliwym człowiekiem. - Czy... wiadomo coś na temat tego, w jaki sposób do tego doszło? Poczyniono jakieś ustalenia? - po swoim przebudzeniu, miał okazje trochę na ten temat poczytać. Zgodnie z sugestią Louvaina, sięgał po kolejne wydania Proroka oraz innych gazet. Starał się nadrobić to, co miało miejsce w maju. Wzdrygnął się lekko, kiedy poczuł na ramieniu dłoń kobiety. Było to spowodowane pewnym zaskoczeniem, nie był na to przygotowany. Przeszkadzać, cóż... jemu niewiele rzeczy faktycznie przeszkadzało. - Jasne. - przytaknął, kiedy poprosiła go, aby postarał się przez chwilę pozostać w bezruchu. Kilka chwil raczej nie powinno stanowić dla niego wyzwania. Kiedy odezwała się ponownie, otworzył oczy. Poruszył się. Obrócił głowę z prawej do lewej, następnie z lewej do prawej. Czy mógł pozwolić sobie na sprowadzenie tutaj Stelli? Wydawało się mało prawdopodobnym, żeby Avery odmówiła, zwłaszcza że spotkanie miałoby na celu jedynie przełamanie klątwy. Jej również powinno było na tym zależeć? Przynajmniej tak zakładał Theon. Zarazem jednak nie był pewien tego czy w ogóle powinien kontaktować się z kobietą. Bo obiecał. Dał słowo, że pozbędzie się tej więzi, a sama Stella nie będzie ponownie obecna w jego życiu. I w tym konkretnym przypadku chciał tej obietnicy dotrzymać. Zależało mu na tym. - O ile to nie będzie stanowiło problemu, wolałbym zająć się tym bez obecności Stelli. - wreszcie podjął decyzje. Trzeba było się czegoś trzymać. Chciał naprawić swoje relacje z Lycoris. Od czegoś musiał zacząć. Wykonać ten pierwszy krok. Zwłaszcza, że wszystko posypało się tylko i wyłącznie z jego winy. - Dwa dni? - miał czekać kolejne dwa dni? Zachować więcej cierpliwości? Jakoś sobie z tym wszystkim radzić? Weź oddech, uspokój się. Nerwy w niczym nie pomogą. - A mam jakiś wybór? - słowa zabrzmiały nieco ostrzej, niż zamierzał. W końcu jaki był sens wchodzić w konflikty z uzdrowicielem? Medykiem? Mimo wszystko nie chciał być zmuszonym do tego, żeby szukać pomocy u innej osoby. - Eliksiry się niewątpliwie przydadzą. - dodał, choć widać było, że niekoniecznie był z tego powodu zadowolony. Nie odpowiadało mu to, w jaki sposób przebiegał cały ten proces pozbycia się klątwy. RE: [22.06.1972] Porozmawiajmy o tobie | Theon, Camille - Bard Beedle - 01.01.2024 - Tak, to zaskakujące - przyznała, wpatrując się w Theona uważnie. Miała swoje teorie, ale... Fakty mówiły same za siebie. - O ile mi wiadomo, zajmuje się tym Departament Tajemnic i Aurorzy. Niestety nie mam nikogo w Ministerstwie Magii, z kim byłabym na tyle blisko, by wypytać ich o to, kto za tym stoi. Mogę jedynie gdybać, że to osoby - bo na pewno nie jedna - które bardzo chcą zaszkodzić ustalonemu porządkowi w naszym świecie. Wiesz doskonale, jeżeli czytasz gazety, że wszystko wskazuje na Śmierciożerców. Aurorka Victoria Lestrange potwierdziła to w jednym z wywiadów, jeśli nie czytałeś - powinieneś na to zerknąć. Podobno byli w Limbo. Camille się zawahała. W zasadzie to niezmiernie ją interesowała kwestia tego, kto i w jaki sposób nałożył klątwę na tyle osób i w taki sposób, lecz mówiła prawdę. Nie miała nikogo, kto mógłby zdradzić jej chociaż rąbek tajemnicy, kto mógłby rozjaśnić jej myśli i chmury, które się nad nimi zbierały. Bo skoro sama Lestrange to potwierdziła w taki a nie inny sposób, przez wywiad w Proroku, to... No, fakty mówiły same za siebie. Nie zamierzała wydawać jednak wyroków - po prostu przekazała Theonowi to, co sama wiedziała. - Wiem tylko, że osoby, które za tym stoją, muszą być bardzo potężne i sprawnie posługują się czarną magią. Inaczej nie byłyby w stanie rzucić klątwy, która was łączy i wpływa w taki a nie inny sposób na emocje, ale to chyba oczywiste. Obawiam się, że nie wiem więcej ponad to, co zostało przesłane do prasy - westchnęła. A mogła pracować w Ministerstwie, to uznała że to strata czasu. A teraz musiała czekać, tak jak inni, na wyjaśnienia. Nie lubiła czekać, ale tyle lat żyła na tym świecie by wiedzieć, że czasem należało wziąć na wstrzymanie. Mogła leczyć jedynie efekty, odkrycie przyczyny należało zostawić innym. Gdy wspomniał o Stelli, tylko kiwnęła głową. Rozumiała. Szkoda, bo byłoby łatwiej, ale trudno - poradzi sobie i bez tego. Po prostu będzie później musiała wymóc na swej matce coś więcej niż suche dobra robota. Bo łamanie klątwy bez drugiej osoby jawiło jej się jako dodatkowa praca, na dodatek darmowa i po godzinach. Gdyby nie chodziło o rodzinę, pewnie ucieszyłaby się na kolejny układ przysługa za przysługę. Problem w tym, że od jej matki te przysługi ciężko było wyegzekwować. - Rozumiem. I nie, nie masz wyboru. Chyba że masz na podorędziu tuzin rytualnych świec, kadzideł i ziół, których listę mogę ci dać - Camille ściągnęła brwi. Chociaż mu współczuła, nie zamierzała ukrywać, że zawoalowane prośby o przyspieszenie biegu wydarzeń nie mają racji bytu. I tak robiła, co w jej mocy. Nie myślał chyba, że to będzie takie proste i szybkie? Delacour sięgnęła po pergamin i pióro, a następnie nakreśliła kilka słów i złożyła podpis. Kartkę złożyła na pół i podała ją Traversowi. - Dostaniesz za darmo, podwójną dawkę, na dwie noce. Biorę je na siebie... A raczej na moją matkę. Nie przesadź z dawkowaniem, Travers, bo wolałabym dokończyć to, co zaczęłam, a do tego potrzebny mi jesteś żywy i w pełni sił. Uśmiechnęła się kącikiem ust. W sklepie, którego adres zapisała, powiedzą mu co i jak. Wręczyła mu też wizytówkę z adresem w Londynie. - Przyjdź za dwa dni pod ten adres. Wszystko przygotuję i obiecuję, że za dwie doby będziesz wolny od klątwy - przyjrzała mu się uważniej. To, że mu się to nie podobało, nie miało dla niej najmniejszego znaczenia. Chociaż bardzo by chciała, uprzedzała że nie ma potrzebnych narzędzi by mu pomóc. Ale były w przygotowaniu. Tak naprawdę powinien jej podziękować, bo równie dobrze mogła odesłać go do Munga i nie przejmować się tym, że niekoniecznie chciał tam iść. Dla niej rozmowa była skończona. Sięgnęła po szklankę z wodą, a potem obróciła się tak, by ułatwić Theonowi przejście do drzwi. Byleby tylko nie zgubił adresu - i jednego, i drugiego. Liczyła na to, że zależy mu na tym, by sprawę rozwiązać w miarę szybko, więc zadba o to, co mu dała. Tego dnia udała się do szpitala, do pracy. To był ciężki dzień i chociaż można by się spodziewać, że po powrocie do domu padnie na łóżko i zaśnie głębokim snem, to Camille miała swój rytuał. Najpierw umyć twarz, potem ciało. Rozczesać długie blond włosy, nałożyć kremy. Obejrzeć się, czy ciało wciąż było w idealnej formie. A potem eliksir. Eliksir na bezsenność, na którą cierpiała i doskonale wiedziała czemu. Delacour była tak znerwicowana i przeciążona, że jej organizm się buntował od lat. Może kadzidła dałyby ten sam efekt? Może, ale po co, skoro eliksir nasenny miała na wyciągnięcie ręki? To dlatego tyle o nich wiedziała, gdy rozmawiała z Theonem. Wyciągnęła z szafki niewielką buteleczkę i przelała ją do czystego kieliszka. Tak jak co noc wypiła jego zawartość duszkiem, a potem udała się do sypialni. Koniec sesji
|