Secrets of London
[18.06.1972] Wsiąść do pociągu byle jakiego... | Florence & Geraldine - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [18.06.1972] Wsiąść do pociągu byle jakiego... | Florence & Geraldine (/showthread.php?tid=2447)

Strony: 1 2


[18.06.1972] Wsiąść do pociągu byle jakiego... | Florence & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.12.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Ledwie trzy dni temu korzystała z pomocy panny Bulstrode, aby zerwać więź która podczas Beltane połączyła ją z jej najlepszym przyjacielem. Stwierdziła, że może niezbyt głupim pomysłem będzie w ramach rekompensaty zabrać ją na wycieczkę. Odwdzięczyć się za te wszystkie razy, kiedy Flo przychodziła jej z pomocą. Zresztą sama Geraldine potrzebowała chwili odpoczynku. Musiała odetchnąć, nie miała wielu przyjaciół, także postanowiła wyciągnąć ze sobą Florence. Upewniła się oczywiście wcześniej, że nie ma ona dyżury, wiedziała, że mało kto ma taką możliwość jak ona, aby z dnia na dzień robić to na co ma ochotę, jedna z niewielu zalet pracy na własną rękę.

Wysłała jej krótką notatkę o tym, żeby spotkały się w mugolskim Londynie. Uważała, że najwyższa pora przestać ciągle gdzieś gonić. Pociąg wydawał się jej być idealną opcją. Miałyby czas, żeby porozmawiać, podróż może i trwałaby długo, ale nie uważała, że w tym przypadku to mankament. Sama była ciekawa, co słychać u przyjaciółki, bo określała ją tym słowem, chociaż nie rozmawiały zbyt często. Wiedziała jednak, że zawsze może na nią liczyć, że jeśli tylko znajdzie chwilę, to przyjdzie, czym innym mogła być przyjaźń?

Gerry pojawiła się na dworcu chwilę przed czasem. Jako, że pogoda była całkiem ładna nie wyglądała standardowo, swój skórzany płaszcz i ciężkie buty zostawiła w domu. Wyglądała wyjątkowo dziewczęco jak na siebie, jakby była kimś zupełnie innym. Uważne oko na pewno zobaczyłoby kawałek jej blizny, który malował się pod ramiączkiem sukienki. Była paskudna, jednak nie chciała się jej pozbyć, uważała, że dodaje jej uroku i przypominała o tym, że nie była wystarczająco dobra. Przez ramię miała przewieszoną niewielką torebkę, w której znajdowała się różdżka i srebrny sztylet, zapalniczka i paczka fajek - czyli rzeczy bez których nie ruszała się z domu.

Oparła się o ścianę i przymknęła oczy. Głośne dźwięki, które dochodziły z otoczenia wcale nie przeszkadzały jej w tym, aby na moment odpłynąć. Była zmęczona, wykończona, ostatnio wiele się działo w jej życiu, a ona sobie z tym nie do końca radziła. Czuła się okropnie samotna, naprawdę potrzebowała towarzystwa. Wydawało jej się, że jeszcze moment i dosięgnie dna. Z tymi myślami kłębiącymi się w głowie czekała na pannę Bulstrode.




RE: [18.06.1972] Wsiąść do pociągu byle jakiego... | Florence & Geraldine - Florence Bulstrode - 15.12.2023

Życie Florence toczyło się zwykle utartym rytmem, bez większych niespodzianek i wstrząsów, dzielone pomiędzy szpital i bliskich. Niespodziewane wycieczki nie były w jej stylu, mimo to nie odmówiła Geraldine. Trochę dlatego, że miała wobec Yaxley ciepłe uczucia, a tych nie żywiła do bardzo wielu osób. A trochę, bo i tak został jej jeszcze dzień krótkiego urlopu, i może naprawdę warto było go wykorzystać faktycznie na odpoczynek i zrobienie czegoś innego niż spędzenie wieczora z filiżanką herbaty.
Wczorajszy dzień był zwyczajnie ciężki, mimo pozornie sielskiej atmosfery w domku letniskowym rodziców. Rozmowa z bratem sprawiła, że martwiła się o niego podwójnie, już nie tylko z powodu chłodu jego ciała, ale i pożaru, który zdawał się trafić jego umysł. Ze względu na przeczucie - siostry czy jasnowidza? - że szedł na skraju otchłani, a ona nie była pewna, czyja dłoń mogłaby go chwycić, gdyby stracił równowagę. Kłótnia z Edwardem zabarwiła jej aurę i zmartwieniem o Laurenta, rozpadającego się na kawałki.
Nie wspominając o tym, że przeczuwała problemy. Edwardem.
Pojawiła się więc na stacji, choć niezbyt lubiła i mugolskie pociągi, i niespodzianki. Obiecały w końcu sobie spotkać się w nieco mniej dramatycznych okolicznościach niż zwykle.
- Witaj, Geraldine - przywitała się, podchodząc do niej. Zlustrowała Yaxley uważnym spojrzeniem jasnych oczu, a że była uzdrowicielką, nie umknęło jej uwadze, że kobieta wygląda na zmęczoną.
Zdawało się, że to lato nie jest łatwe dla nikogo.
- Kupiłaś już bilety?
Ona sama wyglądała dość typowo dla siebie: przede wszystkim schludnie. Biała koszula, niebieska spódnica, a do tego kapelusz, mający chronić twarz przed słońcem, w kolorze dopasowanym do pojemnej torby i wygodnych butach na płaskim obcasie.


RE: [18.06.1972] Wsiąść do pociągu byle jakiego... | Florence & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.12.2023

Bardzo cieszyło ją, że Florence jej nie odmówiła. Wiedziała, że ma do podobnych eskapad raczej negatywne podejście, co tylko utwierdziło ją w tym, że nie jest jedynie jej uzdrowicielką. Dobrze było o tym wiedzieć, chociaż nie ukrywała, że bardzo ceni sobie to, że może korzystać z jej usług dosyć często. Jej zawód wiązał się z ogromnym ryzykiem i musiała mieć kogoś zaufanego, kto był gotowy poskładać ją kiedy przyjdzie taka potrzeba. Flo nigdy nie odmówiła jej pomocy, dla Gerry to było naprawdę ważne. Darzyła ją ogromnym zaufaniem, chociaż wydawać by się mogło, że Bulstrode jest raczej chłodna i zdystansowana. Nie przeszkadzało jej to wcale, w końcu i ona należała do tych osób raczej szorstkich w obyciu. W ten sposób została wychowana, a nie każdy to rozumiał. Brakowało jej delikatności, a mimo, że Florence wydawała się być zdecydowanie dużo bardziej od niej ułożona nie przeszkadzało jej to w tym, żeby prosić akurat ją o pomoc. Nigdy jej nie krytykowała, ani nie oceniała, co dla Gerry było naprawdę ważne, bo nie wszyscy potrafili powstrzymywać się od komentarzy na temat tego, jakie decyzje podejmowała.

Otworzyła oczy, kiedy usłyszała słowa wypowiedziane w jej stronę. Pozwoliła sobie nie nasłuchiwać, także nie zauważyła, że Florence pojawiła się w okolicy. - Witaj Flo, dobrze cię tutaj widzieć.- Tutaj, czyli poza murami jej mieszkania, bo to zazwyczaj tam się spotykały, kiedy walił jej się grunt pod nogami. Zmiana otoczenia dobrze im zrobi, przynajmniej tak się wydawało pannie Yaxley.

- Jeszcze nie, oczywiście, o tym zapomniałam, nie sądzę jednak, że będzie z tym jakiś problem. Mam ichnią gotówkę. - Wepchniętą gdzieś w tej drobnej torebce, co to ją miała przewieszoną przez ramię. - Dobrze wyglądasz, jak zawsze zresztą. - Powiedziała jeszcze uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. Podziwiała ją nawet za tę zawsze towarzyszącą jej schludność. Sama Gerry nie miałaby czasu, aby tak dbać o swoją aparycję.

- Poczekasz chwilę? - Rzuciła jeszcze nim odwróciła się na pięcie i ruszyła do kasy biletowej. Kolejka była o dziwo niewielka, więc szybko udało jej się załatwić sprawę. Nim Florence się obejrzała ponownie stała u jej boku.

- Za dziesięć minut odjeżdża, to ten - Wskazała palcem na pociąg, który znajdował się przy najbliższym peronie. - Możemy już wsiąść, wagon piąty, dwa miejsca obok siebie. - Dodała jeszcze, po czym ruszyła pierwsza, aby znaleźć ich miejsca. Udało im się wejść do środka pociągu bez większych trudności, Geraldine zdarzało się podróżować po świecie w ten sposób, więc nie była to dla niej żadna nowość. - To nasze miejsca, wolisz przy oknie? - Zapytała jeszcze Bulstrode nim usiadła.




RE: [18.06.1972] Wsiąść do pociągu byle jakiego... | Florence & Geraldine - Florence Bulstrode - 15.12.2023

Florence i Geraldine różniły się, jak niebo i ziemia. Ta pierwsza zrównoważona, nieco chłodna, zawsze elegancka, przestrzegająca dobrych manier i uprzejma nawet w złośliwości. Ta druga nieco gwałtowna, trochę nieokrzesana, pełna energii i nie dbająca o zasady. Być może gdyby poznały się teraz, gdy obie przekroczyły już trzydziesty rok życia, nie polubiłyby się ani trochę – ale Florence pamiętała Geraldine z Hogwartu i zadzierzgnięte wtedy nici sympatii ułatwiały dogadanie się. Nie wtrącała się i w jej życie, nawet jeżeli czasem kręciła głową nad kolejnym poparzeniem czy unosiła brwi, zastając w sypialni mężczyznę wyraźnie dziwacznego.
To w końcu były wybory Geraldine, a Florence nie była jej matką, siostrą czy przełożoną w szpitalu, by pozwalać sobie na słowa krytyki.
– To dobrze, bo ja nie mam nawet funta. Tylko sykle – przyznała Florence szczerze. Po niemagicznym Londynie chadzała zwykle spotykając się z Patrickiem i na co dzień nie nosiła ze sobą mugolskiej gotówki. Zdecydowanie wolała więc oddać Yaxley pieniądze za bilet w magicznej walucie niż wystawać przed bankiem Gringotta. – Dziękuję. Ciebie ledwo z daleka poznałam – powiedziała Florence, ale uśmiechnęła się przy tym lekko, nie wyglądało więc na to, że to przytyk: raczej dostrzeżenie różnicy pomiędzy tym, jak Yaxley prezentowała się zwykle, a jak teraz. Ona sama zawsze nosiła ubrania starannie dobrane i dość neutralne, bo ze swoją nerwicą natręctw po prostu nie umiała inaczej, z kolei strojenie pozostawiała na specjalne okazje.
Pociąg zmierzyła nieco nieufnym spojrzeniem, ale wsiadła do środka za Geraldine. To nie tak, że pociągi były jej całkiem obce – ba, kojarzyły się całkiem przyjemnie, bo z Hogwarts Express, a Florence całkiem lubiła szkołę. Ten jednak był… cóż, na wskroś mugolski.
– Przy oknie, proszę – oświadczyła, bez oporów wyrażając swoje preferencje i zajęła miejsce, po czym wygładziła spódnicę. – Chcesz odwiedzić w Dolinie Godryka konkretne miejsce? Mam nadzieję, że nie Knieję. Pamiętaj, że ja nie jestem Gryfonką: nie mam dość odwagi, żeby łowić widma – powiedziała. Co nieco o tej sprawie wiedziała, w końcu ukazywały się artykuły, a i jej bracia byli aurorami, ojciec i wuj natomiast pracowali w Departamencie Tajemnic. W Dolinie Godryka było jednak i kilka innych lokacji, które mogły nadać się na beztroski wypoczynek poza miastem w ciepły, letni dzień.


RE: [18.06.1972] Wsiąść do pociągu byle jakiego... | Florence & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.12.2023

Może też dzięki temu się nadal ze sobą trzymały? Ponoć przeciwieństwa się przyciągały, a nie dało się nie zauważyć, że one były zupełnie różne. Odmienne charaktery, zupełnie inny styl bycia, a jednak umiały znaleźć nić porozumienia. Czasem się dziwiła, jak to właściwie jest możliwe, ale wolała tego nie drążyć. Odpowiadało jej to, że Flo należała do jej bliskiego otoczenia, naprawdę lubiła z nią przebywać, pomimo tych różnic. Zupełnie jej to nie przeszkadzało, ale Gerry też należała do tych osób, które w innych widziały głównie zalety, nigdy nie skupiała się na wadach, bo po co? Nie miało to większego sensu. Wtedy musiałaby być też bardziej krytyczna wobec siebie, a nie do końca lubiła się biczować.

- Wyjątkowo to ja się przygotowałam. - Mrugnęła do niej jeszcze nim ją opuściła. Było to coś nowego, bo Geraldine jako ta bardziej chaotyczna zawsze zapominała o tym, co miała przygotować. Tym razem jednak było inaczej, może to jej szczęśliwy dzień?

- Nie dziwię ci się, pewnie sama bym siebie nie poznała. Rzadko kiedy ściągam mój płaszcz i spodnie ze skóry, ale dzisiaj nie zamierzam biegać po lesie. - Dodała z uśmiechem. Wiedziała, że wygląda zdecydowanie inaczej, ale czasem i ona miała w sobie coś z kobiety, chociaż zdarzało się to naprawdę rzadko. Profesja, jaką sobie wybrała była typowo męska, nosiła się też po męsku, brakowało jej przez to tej kobiecej delikatności, jednak bywały dni jak te, że potrafiła zadziwić samą siebie. Oczywiście jeśli zdarzała się okazja, jak bal, lśniła niczym diament. Zazwyczaj osoby jak ona wydawały się wtedy zdecydowanie bardziej zadbane, bo bardzo mocno kontrastowało to z tym, jak wyglądały na co dzień.

Gerry lubiła pociągi, nie zawsze miała czas, aby z nich korzystać, bo podróże tym środkiem komunikacji zazwyczaj zabierały go sporo, jednak akurat dzisiaj im się nigdzie nie spieszyło. Miały przed sobą cały dzień. - Rozgość się więc przy oknie. - Przesunęła się, aby wpuścić Florence na jej miejsce. Następnie zajęła miejsce obok przyjaciółki. Chwilę jej zajęło wygodne usadzenie swojego tyłka, bo z jej wzrostem wcale nie tak łatwo było się wpasować w pociągowe otoczenie. Musiała nieco skulić nogi, ale jakoś jej się udało. - Nie zabrałabym cię do Kniei, byłam tam już, polowałam na widma, widziałam je nawet, chociaż widziałam to chyba zbyt dużo powiedziane. Okropne to uczucie, kiedy pojawiają się w pobliżu. - Na samą myśl o tych stworzeniach po plecach przeszedł jej dreszcz. Wolałaby do tego nie wracać i nie natknąć się na nie przypadkiem.

- Bardziej myślałam o tym, że możemy pójść na spacer do wioski, niewiele jest podobnie urokliwych miejsc. Zastanawiałam się nawet kiedyś, czy by tam nie zamieszkać, chociaż mam wrażenie, że brakowałoby mi zgiełku miasta. - Chociaż, czy właściwie była jakaś różnica i tak nie spędzała w domu zbyt wiele czasu.




RE: [18.06.1972] Wsiąść do pociągu byle jakiego... | Florence & Geraldine - Florence Bulstrode - 16.12.2023

Chłodne spojrzenie Florence, jakby dla odmiany, z łatwością wychwytywało wszystkie uchybienia – w szpitalnym magazynku, w domowej szafce, w dokumentach i w cudzych zachowaniach. Miała skłonności do wymagania wiele od innych i jeszcze więcej od siebie. Jednocześnie jednak była w niej ta odrobina hipokryzji, która sprawiała, że choć widziała i wady w swoich krewnych i bliźnich znajomych, to tutaj umiała przymknąć na nie oko, póki nie uznawała, że jest tak źle, że interwencji nie da się uniknąć.
– Myślę, że w taki dzień byś się w nim zgrzała – przyznała Florence, bo pogada nie sprzyjała skórzanym płaszczom.
Gdy zajęły już miejsca, a Geraldine przyznała, że polowała na widma, Bulstrode westchnęła tylko. Czy powinna być tym zaskoczona? Chyba nie. I ani trochę nie była.
– Moi bracia, zdaje się, również interesują się tą sprawą, podobnie jak ojciec. Jestem pewna, że to Atreus wciągnął w to Oriona – Ci pierwsi jako aurorzy, ten drugi jako pracownik Departamentu Tajemnic. Florence od dawna musiała żyć z tym, że wszyscy jej bliscy robili niebezpieczne rzeczy. Bracia aurorzy, ojciec i wuj Niewymowni, Vincent, który kochał kłopoty… Nawet Laurent, który, mogłoby się wydawać, obrał przecież zupełnie inną drogę, i nigdy nie zdawał się wojownikiem, coraz częściej kończył w niebezpiecznych sytuacjach.
Gdy spoglądała w ich przyszłość, widziała tylko nowe i nowe zagrożenia.
– Bądź z tym ostrożna. On… Voldemort… przeszedł samego siebie.
Wymawianie imienia Voldemorta sprawiało jej odrobinę trudności, choć przecież wcale nie była tchórzem. Robiła to jednak uparcie od dnia, w którym zaoferowała pomóc Patrickowi Stewardowi. I choć nie sądziła, by te istoty zostały przez czarnoksiężnika stworzone, to przecież nie bez powodu opanowały las właśnie po Beltane: po katastrofie, którą zapoczątkowali śmierciożercy.
– Moi rodzice mają domek poza miastem. Lubię tam bywać, ale przywykłam do miasta i tego, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Chyba nie mam duszy kogoś, kto mógłby odnaleźć spokój na wsi – stwierdziła Florence z zamyśleniem. Kto wie, może gdyby miała rodzinę? Ale nie miała i w domu gdzieś wśród zielonych wzgórz czułaby się z pewnością samotna. – Chociaż moi bracia być może ucieszyliby się, gdybym zostawiła ich wreszcie w spokoju. Z drugiej strony, musieliby wtedy nieco częściej odwiedzać szpital – powiedziała i uśmiechnęła się mimowolnie. Kiedy jesteś aurorem, całkiem dobrze mieć prywatnego uzdrowiciela na usługach. – Możemy zajrzeć do sklepu papierniczego Bagshotów. Podobno jest jeszcze lepiej zaopatrzony niż ten na Pokątnej. Jakoś nigdy nie miałam okazji tego sprawdzić.


RE: [18.06.1972] Wsiąść do pociągu byle jakiego... | Florence & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.12.2023

Tutaj również się różnił, Geraldine niby widziała wiele, świetnie odnajdywała się w tropieniu śladów zwierząt, jednak w przypadku swoich bliskich często nie zauważała najbardziej widocznych zmian. No, chyba, że ktoś przypadkiem podczas wakacji stał się wilkołakiem - to by jej na pewno nie umknęło.

- Piękne mamy lato, płaszcza szkoda, ale niedługo znowu będę mogła wyciągnąć go z szafy. - Czuła, że pogoda nie będzie ich rozpieszczać zbyt długo, zresztą zawsze wyglądało to podobnie, będzie mogła wrócić do swojego standardowego stylu. Ciężko było poruszać się po lesie, kiedy było tak gorąco, a z każdej strony czaiło się zagrożenie, w końcu nie pójdzie w teren w sukience, wolałaby również nie odparzyć sobie tyłka w skórzanych spodniach, ale coś za coś.

- Dużo osób interesuje się tym tematem, bo to coś zupełnie nowego. Właściwie spotkałam nawet Atreusa podczas jednej wyprawy, nic nam się jednak nie udało znaleźć. - Znała go tyle, co wcale, jednak wiedziała, jak wygląda brat Florence, on pewnie nawet nie miał pojęcia, że łączy je przyjaźń, co nie było niczym dziwnym.

- Tak, to przegięcie, przesadził faktycznie. Wiesz, że szukałam chłopca, który zaginął, a odnaleźliśmy go w ciele starego człowieka? W sensie, mentalnie nadal został dzieckiem, ale te widma zmieniły jego ciało, jakby żywiły się młodością, sama nie wiem, co powinnam o tym myśleć. - Nie do końca była to dziedzina, w której się odnajdywała. Jasne, mogła polować na różne stworzenia, ale widma wydawały się nie być materialne, nie sądziła jednak, że ministerstwo posiada specjalistów w tej dziedzinie. Było to przecież zupełnie nowe zagrożenie, jakiego świat jeszcze nie widział. Szukała informacji na ten temat, jednak nic jej się nie udało znaleźć i miała wrażenie, że nie tylko jej, zważając na to, że inni zwracali się również do niej.

- Myślę, że przeszkadzałby mi spokój. Masz rację, że to całkiem wygodne mieć wszystko na wyciągnięcie ręki, mi jednak bardziej brakowałoby tego życia, które w mieście toczy się ciągle. Zawsze można spotkać jakieś ciekawe osoby, napić się z nimi i posłuchać historii. Do wsi wydaje mi się, że mało kto zagląda. - Takie przynajmniej miała wrażenie, być może zupełnie niepotrzebne i mylne. Dobrze jednak było raz na jakiś czas oderwać się od rzeczywistości i zobaczyć, jak to jest za miastem, gdy czas płynie zdecydowanie wolniej, a ludzie nigdzie się nie spieszą.

- Myślę, że szybko by zatęsknili, wiesz, jak to jest z rodzeństwem, niby ciągle na nich narzekasz, a gdy nagle znikną to zaczyna ci ich brakować. - Przynajmniej tak się jej wydawało. Sama Gerry oddaliła się nieco od rodziny kiedy zamieszkała w Londynie, to jednak nie zmieniało jej podejścia, ciągle myślała o swojej bardzo ciepło.

- Jeśli chcesz, to możemy tam podejść, przynajmniej będziemy miały jakiś cel. - Nie, żeby sklep papierniczy był pierwszym wyborem Geraldine, bo raczej nie odwiedzała takich sklepów, jednak skoro Flo miała na to ochotę, to pójdą tam zobaczyć, co Bagshoci mają do zaoferowania.

Westchnęła ciężko, jakby chciała coś powiedzieć, ale się powstrzymała. Najwyraźniej zabrakło jej odwagi, aby wspomnieć przyjaciółce o tym, co leżało jej na sercu. Sięgnęła do swojej torebki, z której wyciągnęła piersiówkę, znajdowała się w niej pigówka, wyciągnęła ją w stronę Bulstrode, chociaż wiedziała, że jej odmówi, ale nie chciała być niesympatyczna, później sama upiła z niej niewielki łyk.




RE: [18.06.1972] Wsiąść do pociągu byle jakiego... | Florence & Geraldine - Florence Bulstrode - 18.12.2023

- Osobiście mam wrażenie, że ten temat raczej niepokoi wiele osób, bo to coś absolutnie morderczego - odparła Florence, niezbyt zdziwiona, że Geraldine spotkała w lesie jej brata. Bulstrode, na całe szczęście, obdarzona była dość stoickim charakterem, a i miała lata, aby przywyknąć: do tego, że otaczają ją ludzie, którzy w ten czy inny sposób gonią za przygodą lub nawet niebezpieczeństwem. Niektórzy z nich wyruszali w świat, szukać wrażeń, inni wybierali karierę aurorów, jeszcze inni studiowali tajemną magię gdzieś w podziemiach Ministerstwa.
A ona mogła tylko czekać na ich powrót, by opatrzyć ich rany.
- Ale w Dolinie dzieją się dziwne rzeczy. Nie tak dawno temu, gdy tam byłam, natknęłam się na przedziwnego ducha, pozbawionego głowy. Nie przypominał do końca tych z Hogwartu: zdawał się przez moment prawdziwy, a kiedy przebiegł przeze mnie... zdawało mi się, że czegoś szukał - powiedziała Florence w pewnym zamyśleniu, zwracając spojrzenie ku szybie. Pociąg ruszył już i teraz za oknem migały szybko obrazy najpierw Londynu, a potem przedmieść.
Tamten duch pozostawił po sobie dziwne uczucie niepokoju.
- Biedne dziecko - mruknęła, znów spoglądając na Geraldine, z pewnym namysłem. - Nie wiesz, czy trafił do Munga? Ktoś go badał? - zapytała z zastanowieniem.
Niestety, wątpiła, by jakakolwiek magia mogła odwrócić proces starzenia, nawet nienaturalnego. Nie mogła jednak oprzeć się myśli, że może - tylko może - skoro młodość odebrały mu widma, to udałoby się ją odzyskać? Z jej ust jednak zaraz wydobyło się westchnienie. Nawet gdyby ta magia nie była zakazana - a zakazano jej nie bez powodu - pewnie nic by z tego nie wyszło.
– Hm… spokój sam w sobie by mi nie przeszkadzał. Obawiam się po prostu, że życie na wsi wywołałoby we mnie raczej irytację.
Zwłaszcza, że Florence niestety nie teleportowała się od czasów Hogwartu. Magia translokacyjna nie była nigdy jej mocną stroną i polegała na Sieci Fiuu. W efekcie każde wyjście do sklepu oznaczałoby konieczność korzystania z publicznych punktów Fiuu.
– Prawdopodobnie. Ale też naturalne jest, że rodzeństwo dorasta, zaczyna swoje życie, pewne więzi się rozluźniają. Myślę, że kiedy pierwszy z chłopców się ożeni, albo on wyprowadzi się z żoną, albo zrobię to ja. Niedobrze, gdy w rodzinnej posiadłości robi się zbyt tłoczno. Nikt nie ma prywatności i dochodzi do tarć.
Czy trochę było jej żal na myśl o takim scenariuszu? Owszem. Ale czy napawało ją to wielkim smutkiem? Nie. Taka była naturalna kolej rzeczy. Florence odkładała po trochu pieniądze i mogła pozwolić sobie na zakup niewielkiego, schludnego mieszkania, w sam raz na swoje potrzeby. Inna sprawa, że na razie nic nie wskazywało na to, by miało to nastąpić szybko. Orion był pochłonięty swoimi obowiązkami, Atreus zaś zerwał krótkie zaręczyny i wrócił do kawalerskich zwyczajów.
– Chętnie tam wpadnę – stwierdziła po prostu. Wszak jeżeli Geraldine chciała iść w jakieś konkretnie miejsce, to i tam mogły się wybrać, a ona zaopatrzy się w kilka piór i notatników. Na propozycję, owszem, pokręciła głową i podziękowała. To nie tak, że nie pijała alkoholu, bo to robiła, ale na pewno nie w podróży i w mugolskim pociągu.


RE: [18.06.1972] Wsiąść do pociągu byle jakiego... | Florence & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.12.2023

Zaśmiała się kiedy usłyszała opinię Florence. Jak widać, każdy patrzył na to inaczej. Dla jednych temat był interesujący przez to, że łączył się z ogromnym niebezpieczeństwem, które mogło zabić, a dla Ger i sporej części jej znajomych było raczej przeciwnie, oni chcieli odkryć nowy gatunek stworzeń, bo dotąd nie był znany. Widać podejścia mogą się bardzo różnić. - Wiesz jak jest, zależy kto patrzy. Wiadomo, że są mordercze, to nie wróży nic nowego, ale złapać takie i zbadać, to może zagwarantować ci miejsce w talii czekoladowych żab, a to już marzenie. - Kto nie chciałby się znaleźć wśród najbardziej znanych czarodziejów, zdaniem Ger ryzyko było warte świeczki. Nigdy nie podzieliła się tym z nikim jeszcze, że ma takie marzenie.

- Ludzie mówią, że można tam spotkać dużo anomalii, gdy byliśmy na małej ekspedycji z twoim bratem, spotkaliśmy ścianę, od której się odbijaliśmy, ale była niewidzialna. Voldemort mocno namieszał. - Dodała jeszcze. Sama zastanawiała się, czy te efekty kiedyś znikną, czy będą się mierzyć z konsekwencjami tych wydarzeń jeszcze długo.

- Wiesz co, myślę, że na pewno. Został przekazany funkcjonariuszom, ja zrobiłam swoje, więc nie do końca dalej interesowałam się tematem. - Miała tylko pomóc znaleźć chłopca, nic więcej. Zresztą był z nią Stanley, jej kuzyn z BUM, to on miał przekazać dalej wszystkie informacje. Wierzyła, że to zrobi, znał procedury w przeciwieństwie do niej. Ona potrafiła jedynie chodzić po lesie i szukać to, czego inni nie mogli znaleźć. Zastanawiała się, czy udało się jakoś pomóc chłopcu, chociaż w to nie wierzyła. Nie sądziła, żeby istaniały metody, które mogłyby przywrócić młodość, która została mu odebrana przez te okrutne stworzenia.

Uśmiechnęła się, kiedy Flo opowiadała o swoich braciach. Chłopców. Całkiem uroczo to zabrzmiało z jej ust. - Tak, tłok nie sprzyja, też dlatego uciekłam z rodzinnej posiadłości. Mogę ci polecić mieszkanie samotnie, czasem trochę brakuje towarzystwa, przychodzą momenty, w których zastanawiasz się, czy faktycznie to ma sens, ale ogólnie nie jest najgorzej. - Bywały dni, kiedy nie do końca radziła sobie z samotnością, szczególnie, że ostatnio przywykła do tego, że ktoś zawsze był w jej mieszkaniu, musiała jednak na nowo się w tym odnaleźć. Wbrew pozorom Geraldine była człowiekiem bardzo stadnym i męczyło ją to na dłuższa metę.

- To idziemy, nie widzę przeciwwskazań. - Później będą mogły pójść na zimne piwo, żeby trochę się zregenerować, czy coś, ale jeszcze nie zamierzała zdradzać swojego cudownego pomysłu.




RE: [18.06.1972] Wsiąść do pociągu byle jakiego... | Florence & Geraldine - Florence Bulstrode - 20.12.2023

– Powiem ci coś strasznego, Geraldine. Nigdy nie przepadałam za czekoladowymi żabami – wyznała Florence, a po jej ustach przemknął uśmiech. Bulstrode nie była wielbicielką słodyczy. Zwykle nosiła przy sobie czekoladę, ale była to jedna z tych, które dawało się pacjentom, kiedy byli wyziębieni, przestraszeni i osłabieni. Bardziej lekarstwo niż przysmak. – Ale jestem pewna, że mój wuj i ojciec by się z tobą zgodzili.
Wszak pracowali w Departamencie Tajemnic.
Niewymowni kochali się w sekretach, a Bulstrodowie tę miłość mieli we krwi.
Spoważniała niemal natychmiast, gdy rozmowa zeszła na anomalie i potem na chłopca. Z jej ust wydobyło się tym razem westchnienie. Mogła wydawać się chodzącą górą lodową, ale w istocie umiała współczuć innym – zwłaszcza niewinnemu dziecku, jeszcze jednej z wielu ofiar Beltane i Voldemorta. Bo kogo obwiniać Florence nie miała wątpliwości. Jej wcześniejsza neutralność, podszyta chłodną niechęcią wobec okrucieństw, stopniała w płomieniach sabatu: może kiedy zbierała w lesie fragmenty ciała, może w namiocie medyków, a może jeszcze wcześniej, gdy biegła na polanę, a jej żołądek skręcał się ze strachu o braci i Patricka.
– Mieszkałam sama tylko przez rok, gdy robiłam staże, ale myślę, że dałabym sobie z tym radę. Chociaż na razie nie ma takiej potrzeby, każde z nas sporo pracuje… poza mamą, ale ona z kolei chętnie podróżuje po świecie. Zwykle całkiem dobrze czuję się we własnym towarzystwie – powiedziała Florence. – Cóż, zawsze możesz chyba odwiedzić rodzinę? Zdaje się, że macie dobre stosunki.
„Chłopcy”.
Dla niej pozostali i chyba na zawsze mieli nimi być, wszyscy młodsi Bulstrodowie i Prewettowie – nie tylko Atreus i Orion, ale także Laurent, a nawet Vincent. Chociaż trzeba było jej oddać, że przynajmniej przy nich starała się nie zdradzać z takim podejściem, akceptując, że dorośli i niekoniecznie potrzebują, aby siostra czy kuzynka ich matkowała.
– W takim razie mamy wstępny plan – zgodziła się Bulstrode, zwracając ponownie spojrzenie ku oknu: Londyn został już za nimi i teraz za szybą migały pola. Nie protestowałaby i przeciwko piwie, bo chociaż piła niewiele, i zwykle preferowała wino, to i zdarzało się jej sięgać po alkohol, a i mogła w ciepły dzień wybrać coś innego – jak długo przynajmniej Yaxley nie kazała pić jej piwa prosto z butelki. Tutaj Florence zapewne postawiłaby twarde weto.