[15 kwietnia 1972] Posiadłość Traversów | Theon & Sebastian - Theon Travers - 20.12.2023
15 kwietnia 1972
Theon & Sebastian
Im dłużej mieszkał w Londynie, tym rzadziej pojawiał się w rodzinnej posiadłości. Zajęty swoimi sprawami, z coraz większym trudem znajdywał czas na odwiedziny. Dużo łatwiej natomiast przychodziło mu korzystanie z kolejnych wymówek. Kiedy jednak dwa dni temu otrzymał wyjca od samej Delilah Travers, wiedział że musi przestać się migać.
Przynajmniej chwilowo.
Odkąd posprzeczali się przed kilkoma miesiącami, relacje Theona z babcią były dość napięte. Ona nie zamierzała wspierać wnuka w ministerialnej karierze, on natomiast - mimo zaistniałych okoliczności - nie zamierzał ustąpić i złożyć wypowiedzenia. Był przekonany, że w przypadku takiej decyzji, straciłby zbyt wiele. Ostatecznie przecież podporządkował temu całe swoje dotychczasowe życie.
Ciężko było mu wyobrazić sobie samego siebie zajmującego się czymś innym.
Nie potrafił określić czym to coś innego miałoby być.
Do rodzinnej posiadłości przeniósł się przy wykorzystaniu świstoklika. Niewielkiego, czarnego guzika, który na co dzień trzymał w swoim mieszkaniu, wewnątrz szuflady szafki nocnej. Nie był to przedmiot mogący zwrócić uwagę przypadkowej osoby. Ubrany w czarne spodnie, biały podkoszulek i jeansową, jasną koszulę, wyglądał jak zwykle. Włosy w lekkim nieładzie, zarost którym wypadałoby się zająć - to z pewnością nie ucieszy babci.
...ale czy Delilah cieszyło jeszcze cokolwiek, co nie było kolejnym archeologicznym znaleziskiem?
Wylądował w przestronnym holu, gdzie niemal natychmiast został przywitany przez jednego z domowych skrzatów. Po ponad 30 latach nadal miał problem, żeby zapamiętać imiona każdego z nich.
- Babcia jest w salonie? - zapytał, nie tracąc czasu na przywitanie się. Rozejrzał się przy okazji po pomieszczeniu, w którym od czasu ostatniej wizyty nie zmieniło się nic. Podobnie było z resztą posiadłości, która od wielu lat wyglądała dokładnie tak samo.
- Pani ma właśnie gościa, paniczu Travers. - stworzenie udzieliło odpowiedzi. - Trzeba poczekać.
Poinformowany, poczuł lekką irytacje. Najpierw go tutaj wzywa, bo inaczej tego określić się nie dało, a później każe czekać. Niby powinien się do tego przyzwyczaić, ale po tych wszystkich latach... nadal mu się to nie udało. I nie zapowiadało się na to, żeby miało się to zmienić w najbliższym czasie. Niestety.
- Poinformuj mnie, kiedy będzie wolna. - wydał polecenie. Zrobił dwa kroki wgłąb nieruchomości, po czym zatrzymał się. - I przygotuj mi, proszę, herbatę. - dorzucił jeszcze. Skoro miał poczekać, to nie zaszkodzi się przy okazji napić czegoś ciepłego.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że rodziców tutaj nie znajdzie. Nie dzisiaj. Nie w tym dniu. Dwa tygodnie temu wyjechali bowiem w kolejną podróż. W ostatnich latach często się na takowe decydowali. Cieszyli się swoim towarzystwem. Na miejscu mógł jednak znaleźć wuja, ciotkę lub któreś z kuzynostwa. Zawsze to lepsze niż spędzenie godziny, dwóch, albo połowy dnia w samotności. Na czekaniu, za którym nie przepadał.
Posiadłość była na tyle duża, że znalezienie któregokolwiek z domowników, mogło stanowić pewne wyzwanie. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy nie przebywali oni w typowych dla siebie miejscach. Gdyby zapytał skrzata, ten skierowałby go we właściwym kierunku. Tego jednak Theon nie zrobił.
Nie pomyślał?
Na szczęście odnalezienie wuja Sebastiana, nie okazało się misją równie wymagającą, co upolowanie Nundu. W trakcie poszukiwań wuja, nie trzeba było w dodatku obawiać się pożarcia. Nie istniało ryzyko zostanie posiłkiem jakiejś dziwacznej, nieco pokracznej bestii...
- Cześć. - odezwał się, kiedy przekroczył próg salonu. - Kogo tym razem męczy babcia? Słyszałem, że ma gościa. - zadał pytanie, tak od progu, nie tracąc czasu na dłuższą wymianę uprzejmości i inne takie. Było to jednak w pełni zrozumiałe. Nie zdarzało się bowiem zbyt często, aby w posiadłości przebywał ktoś, kto nie był częścią ich rodziny. Delilah unikała zapraszania tutaj nawet najbliższych znajomych. Miejsce to traktowała jako azyl dla krewnych. Swoich dzieci i wnucząt. Nie chciała, aby przemieniło się ono w dom otwarty.
RE: [15 kwietnia 1972] Posiadłość Traversów | Theon & Sebastian - Sebastian Travers - 21.12.2023
Przebywający w salonie Sebastian siedział na kanapie, ukrywając się za czytanym numerem Proroka Codziennego. Nie zareagował na dźwięk znajomych kroków swojego bratanka, dopóki on się nie odezwał do niego. Zamknął trzymaną w dłoniach gazetę, następnie ją składając i odkładając obok siebie na kanapę. Ubrany był w dżinsowe spodnie, niebieską koszulę z rękawami podwiniętymi do łokci i nałożoną na nią dwukolorową kamizelkę, której przednia część była czarna, natomiast tylna czerwona. Pod nią wpuścił czarny krawat.
— Cześć. — Przywitał Theona, uśmiechając się do niego. — Swojego pomagiera, Rawlinsona. Stawia się na każde wezwanie mojej matki niczym dobrze wytresowany pies. Ona planuje zorganizować kolejną wyprawę archeologiczną i w tym celu wezwała go do naszej posiadłości. Czekam aż skończą rozmawiać i ten archeolog opuści nasz dom. — Sebastian zdradził swojemu bratankowi tożsamość jednego z nielicznych, regularnie zapraszanych gości. Pozostając stosunkowo dobrze zorientowanym w tym kto przekracza próg posiadłości potrafił rozpoznawać większość współpracowników swojej matki. Przedłużająca się obecność Rawlinsona w tych murach nie była mu w smak. Nie przepadał za tym podstarzałym czarodziejem.
— Zostałeś wezwany na rozmowę? Nie cieszy mnie ta wasza kłótnia sprzed paru miesięcy. Wszyscy chcemy dla ciebie jak najlepiej, w tym przypadku twojego bezpieczeństwa. Czy stęskniłeś się za babcią, wujem i ciotką? — W pierwszej chwili przemawiał całkiem poważnie, dopiero podczas zadawania swojemu krewniakowi tego pytania pozwolił sobie na niefrasobliwy ton głosu. Sebastian znał dobrze swoją matkę i doskonale wiedział, że ona dostawała wszystko, czego zapragnie. Starał się rozumieć obie strony - swojej matki, z którą w dużej mierze się zgadzał, i Theona - któremu musiało się całkiem dobrze układać w pracy w Ministerstwie Magii. Nie chciał uczestniczyć w pogrzebie swojego bratanka, kolejnego członka rodziny, który został zamordowanego przez tego samego łowcę.
RE: [15 kwietnia 1972] Posiadłość Traversów | Theon & Sebastian - Theon Travers - 23.12.2023
Rawlinson. Theon powinien był się tego domyślić. Henry był jedną z osób, które pojawiały się w posiadłości dość regularnie, od wielu lat. Przez ten czas zdołał osiągnąć mistrzostwo we wchodzeniu w tyłek babci. Zabierała go na każdą kolejną wyprawę, włączała do każdych, prowadzonych badań. Podobnie jak inni członkowie rodziny, dawno zauważył, że ten szczur budował swoją własną karierę na osiągnięciach Delilah. Dlaczego jednak babka na to pozwalała? Nie reagowała w żaden sposób?
Na to już odpowiedzi nie znał.
- Widzę, że ten szczur dość prędko otrzymał nagrodę za swoje ostatnie wybryki. - skomentował, wiedząc że z Sebastianem może na ten temat rozmawiać otwarcie. Nie musiał kryć przed nim swojej niechęci. Znał zdanie wuja, tak samo jak i swojego ojca. Bracia zdawali się być w tej kwestii ze sobą zgodni. Podobnie zresztą jak w wielu innych sprawach. - Dokąd chce tym razem wyruszyć na te badania? - mimo wszystko dopytał, zainteresował się. O ile samego Theona do tych rzeczy nieszczególnie ciągnęło, to posłuchać było po prostu... miło. Archeologia była ciekawą dziedziną nauki. Za młodu nawet trochę go w tym kierunku ciągnęło, z biegiem czasu coraz mniej. Chemia zaczęła zanikać. Dzisiaj ograniczał się już tylko do słuchania niewątpliwie fascynujących opowieści o kolejnych wyprawach do Egiptu, Turcji czy Maroko. Rzadziej były to kraje europejskie czy Ameryka.
Pozwolił sobie zająć jeden z foteli znajdujących się w salonie. Skoro zapowiadało się na to, że na spotkanie z babcią będzie musiał poczekać, to trochę tak głupio było tutaj stać. Zwłaszcza, że swoje spotkanie mogła skończyć zarówno za 5 minut, jak i kilka godzin. Zależnie od tego ile tematów mieli razem z Rawlinsonem do omówienia. Z czasów kiedy sam jeszcze mieszkał w rodzinnej posiadłości, pamiętał że zdarzały się dni, podczas których ich spotkania zaczynały się koło godziny 10, a kończyły nawet po północy.
- Wyobraź sobie, że wysłała mi wyjca. - westchnął, odchylając głowę do tyłu. Do czego to doszło, żeby Delilah wysyłała dorosłemu wnukowi wyjce? Potraktowała go jakby był nadal tym niesfornym dzieciakiem uczęszczającym do Hogwartu. Z drugiej strony trzeba było przyznać, że w ostatnim czasie nie pojawiał się szczególnie często w rodzinnej posiadłości. Unikał tego, wychodząc z założenia, że jeśli nie będzie pokazywał się babce na oczy, problem jaki stanowiła jego praca w Ministerstwie, rozwiąże się sam. Jakoś tak zniknie lub coś podobnego. - Ale to nie znaczy, że się za wami wszystkimi wcale nie stęskniłem. - dodał. - Trochę dużo się ostatnimi czasy działo. Po prostu. - sięgnął po mało konkretną wymówkę. Nie podał żadnych szczegółów, bo i takich nie było. Gdyby Sebastian zaczął go teraz o te dużo wypytywać, musiałby coś naprędce wymyślić. Improwizować. - Wiesz może jak długo może jeszcze potrwać to spotkanie? - spróbował wrócić do poprzedniego tematu, licząc na to, że tym sposobem kwestia tego, jakoby był w ostatnim czasie bardzo zajęty, zostanie pominięta. Sebastian o to nie zapyta. Po prostu przyjmie jego słowa.
RE: [15 kwietnia 1972] Posiadłość Traversów | Theon & Sebastian - Sebastian Travers - 23.12.2023
Sebastianowi nie podobało się to, że ten mężczyzna buduje swoją karierę na osiągnięciach jego matki. Nie zamierzał wnikać w ich sprawy i odbyć poważną rozmowę z tą kobietą. Jedynie trzymał rękę na pulsie aby w razie potrzeby samemu rozmówić się z tym szczurem. Jeśli nie przekonałoby go jego słowa, to użyłby magii albo własnych pięści.
— Gdyby to ode mnie zależało to dawno bym go pogonił i zadbał o to, aby nie przekroczył progu naszej posiadłości. — Zwierzył się z tego, jak chciałby rozprawić się z tym mężczyzną. Odsunięcie go nie stanowiło dla niego problemu, jednak to nie obyło się bez konsekwencji ze strony swojej matki. — Tym razem padło na Indie. Z tego co wiem to udadzą się do Sanchi. — Odpowiedział Theonowi na pytanie o wybraną przez matkę destynację. Jako dziecko i niepełnoletni czarodziej z zapartym tchem słuchał opowieści swojej matki o tych wszystkich wyprawach archeologicznych. Z biegiem lat to uległo zmianie - spowszedniało mu to.
— Czego dotyczył tym razem ten wyjec? — Zawtórował ciężkim westchnięciem swojemu bratankowi. Zaczął się zastanawiać, czy ten list nie miał związku z tą różnicą zdań, jaka wywiązała się między Theonem a jego babcią. On otrzymywał wyjce jak był uczniem Hogwartu. Jako ojciec starał się unikać wysyłania tego rodzaju listów swoim dzieciom za każdym razem, gdy otrzymywał list od opiekuna ich domu informujący go o tym, co tym razem przeskrobały. — Jeśli znowu waszej różnicy zdań odnośnie wykonywania przez ciebie pracy na rzecz Ministerstwa Magii to z pewnością wiesz, że ona chce dla ciebie dobrze - przede wszystkim twojego bezpieczeństwa. Jak my wszyscy. Obrane przez nią metody osiągają odwrotny skutek od zamierzonego. Ten problem sam nie zniknie, a żadne z was nie chce ustąpić. — W tym konflikcie Sebastian czuł się niczym między młotem a kowadłem. Nie powinien jednoznacznie popierać swojej matki ani swojego bratanka. Mając na uwadze jego bezpieczeństwo i pragnienie uniknięcia kolejnej tragedii w rodzinie wolał aby Theon zrezygnował z pracy w Ministerstwie. To jednak musiała być jego decyzja. Liczył, że on ją podejmie. Pozostawał przeciwny wywieraniu na niego nacisków. Stosowanie uników nie pozwalało na rozwiązanie problemu.
— Powinieneś częściej nas odwiedzać. Do Banku Gringotta, w którym pracuję, masz całkiem blisko z Ministerstwa. — On również stęsknił się za swoim bratankiem. Przypomniał mu o tym, że zawsze może odwiedzić go w czasie przerwy od pracy. — Opowiesz mi? Chętnie o tym posłucham. — Skoro dużo się działo u Theona to chciał się o tym dowiedzieć. Może oprócz pracy opowie swojemu wujowi o tym, czy spotyka się z jakąś dziewczyną.
— Nie jestem w stanie tego przewidzieć. — Odparł na pytanie młodszego mężczyzny, którego nadzieje okazały się w tym momencie płonne.
RE: [15 kwietnia 1972] Posiadłość Traversów | Theon & Sebastian - Theon Travers - 25.12.2023
Przekonanie Delilah do tego, że w danej kwestii nie miała racji, stanowiło spore wyzwanie. Była cholernie uparta. Nie dało się jej zbyt łatwo przegadać. A jakby tego było mało, naprawdę nie lubiła, kiedy inni za bardzo interesowali się tym, co dotyczyło jej osoby. Bo przecież z większością swoich spraw była w stanie sobie poradzić. Sama. Niezależnie od tego jak bardzo drażnił go szczur o nazwisku Rawlinson, Sebastian powinien być świadom, że w tym konkretnym przypadku jeden niewłaściwy krok mógł sprawić, że on i Delilah będą ze sobą jeszcze bliżej niż to miało miejsce do tej pory. Czy chciał ryzykować doprowadzeniem do takiej sytuacji? Czy gra była warta świeczki?
Pokiwał głową, słysząc co na temat tej znajomości uważał Sebastian. Theon chętnie by mu w tym pomógł, gdyby tylko istniała szansa na powodzenie takiego przedsięwzięcia. Rozumiał niezadowolenie swojego ojca i wuja. Sam również swego czasu miał okazje zobaczyć jedną z ostatnich prac Rawlinsona. Wiedział na tyle dużo, żeby wyciągnąć wówczas stosowne wnioski.
Na razie niestety nie mogli zrobić z tym wszystkim porządku, należycie zareagować. Ciągnięcie tematu nie miało więc większego sensu.
- Nie byli tam 5 lat temu? - ciężko było się w tym wszystkim połapać. Pomimo swojego wieku, Delilah pozostawała aktywna na tle zawodowym. Regularnie organizowała kolejne wyprawy, dużo podróżowała po świecie. Łatwo było się w tym wszystkim pogubić. Indie, Egipt, Maroko, Turcja, kierunków było w ostatnim czasie na tyle dużo, że Theonowi można było wybaczyć to, iż niekoniecznie nadążał.
Zwłaszcza w ostatnich latach - kiedy mieszkał w Londynie, a rodzinną posiadlość odwiedzał maksymalnie kilka razy w miesiącu. Z reguły na krótko.
Wiedział jakie zdanie jego najbliżsi mieli na temat Ministerstwa; na temat ludzi, którzy zajmowali tam najważniejsze stanowiska. On sam się w jakiejś części z tym zgadzał. Nie był ślepy. Zarazem jednak nie chciał przekreślać lat, które spędził w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Znaleźli się tym samym w sytuacji, kiedy żadna ze stron nie chciała ustąpić. Z taką przeszkodą, takim problemem, ciężko było sobie poradzić. Nie dało się tego tak po prostu przeskoczyć.
- Zdaje sobie z tego sprawę, ale nie mogę jej tak po prostu ustąpić. - nie chciał się na ten temat rozwodzić. Ze wszystkiego tłumaczyć przed wujem. Zwłaszcza, że temat wałkowali już wielokrotnie. Zabierali się za niego z każdej możliwej strony. - W zasadzie nic szczególnego, dużo bzdur, które zajmują zdecydowanie zbyt wiele czasu. Wiadomo jak to jest. Z ciekawszych rzeczy, to kilka dni temu na jednym z ministerialnych przyjęć poznałem kobietę. - skoro już wuj zapytał, to coś tam mu opowiedział. Nieszczególnie za przyjęciami wszelkiego typu przepadał, ale czasem trzeba było się na takim pojawić. Takie tam niezaprzeczalne uroki pracy w Ministerstwie. - Grała na wiolonczeli. Blondynku, młoda, całkiem ładna. Samo przyjęcie było jak zawsze cholernie nudne, strata czasu, żegnaliśmy człowieka, który w ostatnich latach odpowiadał za Komitet ds. Utylizacji Niebezpiecznych Stworzeń. - na co można było zwrócić w tym przypadku uwagę? Na jedną rzecz. Nie dość, że Theona nie ciągnęło w stronę poważnych związków, to kolejny raz zainteresował się blondynką. Posiadał w tym przypadku dość konkretny typ kobiet, który można było opisać krotko. Zaledwie w kilku słowach. Były to kobiety bez najmniejszych szans na to, aby utrzymać jego zainteresowanie na dłużej.
Kto wie - może nieprzypadkowo właśnie na takie zwracał uwagę? Nie musiał się obawiać, że będą z tego dzieci, albo pojawią się jakieś inne komplikacje.
Nie oczekiwał, że Sebastian będzie w stanie powiedzieć coś konkretnego na temat spotkania, w którym brała udział Delilah. Zarazem jednak nie był w stanie powstrzymać pewnej irytacji. Babcia chciała się z nim zobaczyć koniecznie dzisiaj, w tym dniu. A teraz nie miała czasu. Może było to z jej strony celowe? Ot, drobna złośliwość.
Zanim zdążył cokolwiek w tym temacie powiedzieć, pojawił się skrzat z herbatą. Przyjął od niego szklankę. Podziękował.
- Może dla odmiany Ty powiesz coś o tym, co dzieje się u was? - zamiast ciągnąć temat dziewczyny i tego nieszczęsnego przyjęcia, albo wrócić znów do Delilah i Rawlinsona, zapytal Sebastiana o to, co działo się u niego i jego bliskich. Może będzie w stanie podzielić się czymś ciekawym?
RE: [15 kwietnia 1972] Posiadłość Traversów | Theon & Sebastian - Sebastian Travers - 28.12.2023
Nie pierwszy raz Sebastian zadawał sobie pytanie jak daleko jest w stanie się posunąć, aby ochronić swoją rodzinę. Nie miał najmniejszych wątpliwości co do tego, że Meadowesa należy wykończyć, skoro nie mogli liczyć na Departament Przestrzegania Prawa. Pozostawał świadom tego, że podjęcie jakiegokolwiek działania przeciwko Rawlinsonowi mogłoby zwrócić się przeciwko niemu, ale także zbliżyć jego matkę i tego czarodzieja do siebie. Przy całej cechującej go cierpliwości trudno byłoby mu jedynie temu przyglądać się i pozwolić na to aby sprawy toczyły się swoim własnym torem. Nie będąc głową rodziny miał naprawdę ograniczone pole manewru. Jego matka musiała sama przejrzeć na oczy i zrozumieć, z kim ma do czynienia. Będzie wyczekiwać nadejścia tego momentu.
— Byli. Tylko w innym rejonie. To duże państwo. — Odparł będąc całkiem dobrze zorientowanym w większości przedsięwzięć swojej matki, która nawet po przekroczeniu siedemdziesiątki nie zamierzała cieszyć się w pełni zasłużoną emeryturą. Sebastian podejrzewał, że gdyby zakończyła swoją karierę i przebywała przez cały w rezydencji to starała się ich wszystkich bardziej ustawiać, niż zwykle. Podczas wyjazdów służbowych kobiety wszyscy mogli trochę odetchnąć i zwolnić tempo zamiast chodzić jak szwajcarski zegarek.
— Musicie dojść do jakiegoś porozumienia w tej sprawie. — Pomimo tego że bardzo dobrze znał swoją matkę i swojego bratanka, uważał że ten spór nie mógł dłużej trwać. Na tym zamierzał zakończyć tę rozmowę. — Spotykasz się z nią? — Podane przez Theona szczegóły dotyczące przyjęcia nie interesowały Sebastiana. Tego jednak nie mógł powiedzieć o tym, że jego bratanek poznał kobietę, kiedy jak dotąd nie ciągnęło go w stronę poważnych związków. Za wcześnie było na stwierdzenie, czy to coś poważnego, jeśli jego bratanek się z spotyka z tą blondynką. Życzył mu jak najlepiej, w tym udanego małżeństwa z piękną i mądrą kobietą. O ile tego chciał.
— Twoi rodzice nadal w podróży. Duch ojca rezyduje w ostatnim czasie coraz częściej rezyduje w bibliotece. Nie widziałem dzisiaj swojej siostry, pewnie jest w pracy. Miałem też trochę dodatkowej pracy poza Bankiem Gringotta. Na szczęście dostałem parę dni urlopu, o który wnosiłem w zeszłym miesiącu i chyba muszę się stąd wyrwać na trochę. Najlepiej z rodziną. — Starał się udzielić Theonowi najbardziej wyczerpujących odpowiedzi na zadane przez niego pytanie. Czy jego bratanek uzna słowa swojego wuja za wystarczająco interesujące? Pod wieloma względami dla niego była to codzienność. O swoich prywatnych zleceniach starał się rozmawiać jedynie ogólnikowo, strzegąc tożsamości swoich klientów i warunków swoich umów z nimi. Perspektywa opuszczenia tych murów choć na jeden dzień bardzo go satysfakcjonowała.
RE: [15 kwietnia 1972] Posiadłość Traversów | Theon & Sebastian - Theon Travers - 28.12.2023
Zdarzały się niestety sytuacje, w przypadku których człowiek musiał ograniczyć się do biernego obserwowania. Wystarczyć musiało mu wówczas trzymanie ręki na pulsie, pozostawanie względnie na bieżąco ze wszystkim tym, co miało miejsce. Podejmowanie jakichkolwiek działań, mogło przynieść skutek odwrotny od zamierzonego. Wiązało się ze zbyt dużym ryzykiem. Tak samo jak Sebastian, tak i Theon daleki był od tego, aby wchodzić pomiędzy babcie a Rawlinsona. A przecież cierpliwości posiadał znacznie mniej od swojego wuja. Zdecydowanie zbyt często zdarzało mu się postępować impulsywnie.
W sposób nieprzemyślany.
Widać nadal posiadał jakieś resztki zdrowego rozsądku.
- No tak. - przyznał Sebastianowi racje. Sam nie widział tutaj różnicy. Dla niego Indie to były Indie. Egipt to był Egipt. Ktoś kto był obeznany w temacie najpewniej godzinami byłby w stanie omawiać różnice między Dolnym a Górnym Egiptem i temu podobne sprawy. Theon się do grona osób zorientowanym w tej tematyce nie zaliczał. Tego rodzaju wiedza nigdy dotąd nie była mu potrzebna.
Wiedział, że tematu swojej sprzeczki z Delilah nie uniknie. Zwłaszcza, że sprawa była nadal stosunkowo świeża. Pojawiając się w rodzinnej posiadłości, musiał się liczyć z tym, iż ktoś do tego nawiąże. Zasugeruje, że powinien się z babcią dogadać. Theon również wiedział, że to wszystko nie miało sensu. Ten stan rzeczy go męczył. Co jednak miał zrobić? Tak po prostu odpuścić? Podporządkować się woli nestorki? Nie potrafił sobie tego nawet wyobrazić.
- Jasne. - skwitował w ten sposób słowa wuja. Nie chciał teraz wdawać się w takie dyskusje. Zwłaszcza, że powinien się szykować na bitwe. Spotkania z Delilah niekiedy można było do czegoś takiego przyrównać. Ojciec czasem twierdził, że on, Theon, był do archeolożki najbardziej podobny. Ponoć sporo go z babcią łączyło. - Raczej bez szans. Okazało się, że jest po części wilą i dość mocno zadziałał na mniej jej urok. Po tym jak się wygłupiłem, raczej wątpliwe, żeby dała się zaprosić choćby na kawę. - skrzywił się nieznacznie. Tradycyjnie pech zdawał się go wiernie trzymać. Jeśli ktoś musiał się wygłupić podczas oficjalnego przyjęcia, zrobić z siebie pajaca z powodu głupiego uroku, to cóż... istniało duże prawdopodobieństwo, że taką osobą okaże się właśnie Theon. Może ktoś powinien sprawdzić czy nie ciążyła na nim klątwa, ściągająca drobne nieszczęścia.
W końcu specjalistów w tej dziedzinie miał wśród swoich bliskich wielu.
Każdy z nich na poziomie co najmniej klasa światowa.
- Aczkolwiek i tak spróbuje. - dodał. I w sumie tego też można było się po nim spodziewać. Theon już tak miał, że kiedy coś nie szło po jego myśli, to starał się to jakoś naprostować. Czasem był przy tym na tyle upierdliwy, że druga strona ustępowała wyłącznie dla własnego, świętego spokoju.
Wysłuchał tego, co do powiedzenia miał Sebastian. O rodzicach wiedział. Na obecność ciotki nawet nie liczył. Zdawał sobie sprawę z tego, ile czasu ta spędzała w pracy. Może dlatego, że w rodzinnym domu zmuszona była do wysłuchiwania podobnych uwag, co Theon? Mógł się tylko nad tym zastanawiać. Nigdy o to nie zapytał.
- Szykują się jakieś wakacje? - zainteresował się. Sam chętnie by się dokądś wyrwał, ale po ostatnich wydarzeniach w pracy raczej nie mógł liczyć na to, że szefostwo przychylnym okiem spojrzy na jego wniosek urlopowy. Był na cenzurowanym. Wątpliwe, żeby szybko miało się to zmienić. Nie miał złudzeń. - Zamierzasz wreszcie zabrać ciocię, żeby spróbowała moai? Słyszałem, że jest naprawdę pyszne.- dorzucił. Taki żarcik, bo kiedy lata temu Delilah opowiadała o badaniach na Wyspie Wielkanocnej, ta trochę się we wszystkim pogubiła i uznała, że moai to jakieś specjalne danie przygotowywane z okazji ostary. Nieco się po wszystkim speszyła i chyba nawet zrobiło jej się po tej wpadce trochę głupio. No ale nie wszyscy jesteśmy alfami i omegami. Błądzić to rzecz ludzka i inne takie.
RE: [15 kwietnia 1972] Posiadłość Traversów | Theon & Sebastian - Sebastian Travers - 28.12.2023
— Tak to już jest z tymi kobietami. Nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Każda kobieta ma w sobie coś z wili, ale takiej będącej po części wilą naprawdę trudno się oprzeć. Wygłupienie się nie przekreśla wszystkich twoich szans. Zaproś ją. Najwyżej odmówi. — Starał się dać swojemu bratankowi kilka dobrych rad, opartych o zdobyte przez lata swoje doświadczenia z kobietami. W czasach szkolnych spotykał się z innymi dziewczynami, robiąc samemu wiele głupstw. Jako dorosły czarodziej spotykał się już z innymi kobietami. Z jedną z nich nawet się ożenił. — Nie masz nic do stracenia, a możesz sporo zyskać. — Poparł podjęcie inicjatywy przez Theona. Bierne czekanie w żadnym stopniu nikogo nie przybliżało do osiągania postawionych sobie celów.
— Mam nadzieję, że tak. — Odparł. Jeszcze nie zdecydowali się co do tego, czy faktycznie gdzieś się wybiorą i gdzie dokładnie. Wiedział jedynie, że nie chciał spędzić tych kilku dni w rodowej posiadłości i że nie chciał planować ewentualnego wyjazdu rekreacyjnego ze wszystkimi szczegółami. Spontaniczne wycieczki najbardziej mu odpowiadały.
— Jeśli będzie chciała spróbować tego dania to tak, zabiorę ją. — Odparł z rozbawieniem na żart Theona odnośnie posągów na Wyspie Wielkanocnej, które jego żona uznała za danie przygotowane z okazji Ostary. Stanowiło to całkiem zabawną anegdotę. Sebastian wiedział o ich istnieniu dlatego, że jego matka jest archeologiem. Od swojej żony nie wymagał aby była wszechwiedząca.
Siedzący w salonie Sebastian mógłby przysiąc, że otworzyły się drzwi do gabinetu, w którym jego matka rozmawiała z Rawlinsonem. Dopóki nie zobaczy tego czarodzieja przechodzącego przez salon i zmierzającego do korytarza nie mógł mieć co do tego pewności.
RE: [15 kwietnia 1972] Posiadłość Traversów | Theon & Sebastian - Theon Travers - 29.12.2023
Mógł sporo zyskać? Być może faktycznie. Prawda była jednak taka, że w dalszym ciągu niekoniecznie zależało mu na poważnym związku, choć zdaniem niektórych zapewne powinien był zacząć o takim myśleć. Poukładać swoje życie. Ustatkować się? Nie potrafił sobie tego wyobrazić. Był na to zbyt młody. Nadal niegotowy na tak poważny krok. Tak istotne zobowiązania. Oczywiście nie zamierzał się tu i teraz dzielić z Sebastianem swoimi przemyśleniami na ten temat. Po prostu się uśmiechnął, upijając zaraz po tym łyk herbaty. Gorąca. Trochę parzyła. Skrzywił się w reakcji na tą drobnostkę.
- W takim razie trzymam kciuki, żeby udało wam się zorganizować jakiś mały wypad. - odpowiedział.
Wiedział, że on i Sebastian mieli podobny stosunek do planowania, dlatego nawet nie tracił czasu na wypytywanie wuja o jakieś szczegóły. Jakieś takie wstępne ustalenia. Ograniczył się jedynie do żartu, wspomnienia zabawnej sytuacji z nie tak znowu odległej przeszłości. Przyjdzie moment, to będzie wiadomo, jak to wszystko ugryzą. Tak było najlepiej. Człowiek pozwalał sobie płynąć z prądem. Niczego nie robił na siłę, tylko dlatego że wcześniej daną rzecz umieścił na koszmarnie długiej liście.
Mniej stresu i więcej swobody.
- Chyba skrzypnęły drzwi? - zmarszczył brwi, nie pewny czy faktycznie to usłyszał, czy może tylko mu się wydawało. Nadstawił uszu. Czy to były kroku? Jakieś głosy w oddali? - Mamy jeszcze werbenę? Myślę, że warto byłoby teraz z niej skorzystać, żeby pozbyć się tej całej negatywnej energii. - tym razem mówił ciszej, nie chcąc żeby przypadkiem cokolwiek z tego usłyszała babka. Samym Rawlinsonem nie bardzo się przejmował. W końcu co mógłby mu zrobić szczur? Raczej niewiele. Z Delilah natomiast sprzeczać się nie chciał. Theonowi wystarczyło, że już teraz ich relacje były dalekie od ideału. A przecież jeszcze nie tak dawno temu dogadywali się bardzo dobrze. Łączyły ich bliskie relacje. Dolewanie oliwy do ognia najpewniej nie mogło pomóc w ich odbudowie.
Nie przesłyszeli się, zarówno Theon jak i Sebastian. Głosy stawały się coraz wyraźniejsze, odgłosy kroków również. Dało się nawet wychwycić o czym mówili.
- I pamiętaj, żeby do następnej środy złożyć niezbędne wnioski, potrzebujemy dokumentów zwłaszcza dla naszych praktykantów. - padło ze strony Delilah, która nawet po wyjściu ze swojego gabinetu, musiała coś więcej dorzucić na temat planowanych badań.
- Będę miał to na uwadze, wszystko zorganizujemy w terminie. - przytaknął znacznie młodszy od archeolożki mężczyzna, co zarazem nie znaczy, że młody. Ot, dzieliło ich jakieś 25, może 30 lat. Dzieciakowi być może łatwiej byłoby wybaczyć takie wykorzystywanie dorobku starszej kobiety, ale komuś w tym wieku? Na tym etapie własnej kariery? - Do weekendu powinienem mieć już wszystkie papiery, na nasze kolejne spotkanie. Jestem też umówiony z kilkoma kandydatami, będziesz chciała wziąć udział w rozmowach? Wiem, że zapewne jesteś zajęta, ale...
Krew zalewała na samą myśl, a w kieszeni otwierał się scy... różdżka sama chciała wystrzelić jakieś wyjątkowo paskudne zaklęcie. Slugulus Eructo mogłoby być w tym przypadku jak najbardziej odpowiednie.
- Wiesz, że na Tobie polegam John. - dało się zauważyć, jak starsza kobieta kładzie dłoń na ramieniu Rawlinsona, zatrzymują się w wejściu do salonu. - Wierzę, że odpowiednio się tym zajmiesz. Na mnie czekają jeszcze inne obowiązki.
I zapewne faktycznie tak było. Delilah zawsze dużo na siebie brała. Więcej niż powinna. Wiedzieli o tym wszyscy, którzy zdołali ją choć trochę poznać.
- W takim razie nie będę zajmował Ci więcej czasu. - z tymi słowy pozwolił sobie ucałować na pożegnanie kobietę w policzek. Cofnął się o jeden, dwa kroki. Na głowę nałożył dotąd trzymany w rękach kapelusz. Odwrócił się, zauważając siedzących w salonie Theona oraz Sebastiana. Na jego twarz powrócił uśmiech.
Tylko czy to jego przyjazne nastawienie kogokolwiek tutaj było w stanie kupić?
- Sebastian! Dawno się nie widzieliśmy, a miałem do Ciebie pewną sprawę. Interes, można powiedzieć. - zamiast normalnego przywitania się, zaczął w ten sposób, następnie jeszcze spojrzał na Theona. - I młody Theon. Strasznie jesteś podobny do ojca. Jakby skóra zdjęta z mojego najlepszego przyjaciela.
Jakby on i Nevan tymi przyjaciółmi faktycznie byli. Można było na ten temat polemizować. Tylko czy miało to sens w tym momencie? Przy Delilah, która już zmierzała w ich stronę?
RE: [15 kwietnia 1972] Posiadłość Traversów | Theon & Sebastian - Sebastian Travers - 30.12.2023
Małżeństwo miało swoje blaski i cienie. Sebastian jako spełniony mąż i ojciec zawsze nie ukrywał swojego sceptycyzmu, ilekroć słyszał, że trzydziestoletni mężczyzna jest za młody na założenie rodziny. Tak można powiedzieć o osiemnastolatku, dwudziestolatku, maksymalnie dwudziestopięciolatku. Zdaniem Sebastiana tego typu myślenie sprawia, że nigdy nie będzie na to dobrego momentu. Upływające lata nie sprawią, że życie stanie się bardziej poukładane. To, co spotkało jego ojca, pokazało mu, że mają tylko jedno życie. Jedno życie na to, aby coś po sobie pozostawić i zostać zapamiętanym. Zdawał sobie sprawę ze swojej hipokryzji - mając jedno życie i świadomość, że jego ojciec nie chciał aby się mścił na tym łowcy, chciał go dopaść. To mogło go kosztować życie. Chciał myśleć, że jeśli dojdzie do wyrównania rachunków, jego rodzina nie będzie stała z boku. Nie chciał brać pod uwagę tego, że będą starali się go odwieść od tego. Na razie nie zamierzał truć swojemu bratankowi. Odwzajemnił uśmiech.
— Jeśli się uda to przywieziemy stamtąd sporo pamiątek. Dla ciebie również. — Zapewnił swojego bratanka. Dla jego matki, która przemierzyła już kawał świata, przywiezione przez niego pamiątki nie wywarłyby odpowiedniego wrażenia. Sebastian dobrze wiedział, że reszta rodziny bardzo lubiła je dostawać. Dlatego przywożenie pamiątek i obdarowanie nimi bliskich było jedynym stałym elementem wszystkich odbywanych przez niego i jego małżonkę.
— Tak właśnie mi się wydawało. — Odpowiadając na pytanie Theona oparł rękę na zagłówku kanapy i obejrzał się za siebie, samemu nasłuchując odgłosu zamykanych drzwi, kroków albo głosów. — Powinna jeszcze być na stanie. Nie wiem jednak czy cała zgromadzona w tym domu werbena wystarczy do tego. — Ponieważ sam nie szczędził złośliwości, zniżył głos do konspiracyjnego szeptu. Jakby matka to usłyszałaby to zmyłaby mu głowę. Rawlinson okazałby się głupcem, gdyby postanowił nieodpowiednio odezwać się do niego albo kogoś innego z ich rodziny, nawet w obecności jego matki. Obydwoje przekonaliby się, że jego cierpliwość ma swoje granice i że nie należy ich przekraczać.
Narastający odgłos kroków i docierające do nich głosy świadczyły, że wreszcie to spotkanie dobiegło końca. Sebastian usiadł wyprostowany, wręcz napięty niczym struna. Skupione jak dotąd na osobie Theona spojrzenie Sebastiana stało się znacznie twardsze, pozbawione niedawnej niefrasobliwości wywołanej rozmową o planach związanych z wypoczynkiem. Nie potrzebował sięgać po różdżkę aby samemu rzucić na tego mężczyznę jakieś nieprzyjemne w skutkach zaklęcie, które dałoby mu się we znaki. Znacznie większą satysfakcję sprawiłoby mu obicie mu mordy własnymi pięściami.
Nie wysilaj się, Rawlinson. W końcu zetrę z twojej twarzy ten szczurzy uśmiech. Sebastian nie uśmiechnął się do tego mężczyzny. Nie cieszył się na jego widok. Za to bardzo cieszyło go, że się dawno nie widzieli.
— Coś takiego. Widocznie za rzadko bywasz w naszym domu, skoro mnie nie widujesz. Wyślij mi sowę w sprawie tego interesu. Wtedy zastanowię się nad tym, czy to jest warte mojego czasu. — Zawartego w jego wypowiedzi sarkazmu nie należało mylić z zaproszeniem czy zachętą. Posiadłość była całkiem sporym domem i jeśli akurat przebywał w jego wnętrzu to Rawlinson nie musiał o tym wiedzieć. Za to on doskonale wiedział, kiedy Rawlinson przebywał w ich posiadłości... skrzaty domowe otrzymały polecenie informowania go o tym. Jeśli faktycznie ten mężczyzna wyśle mu ten list, najpewniej on trafi wprost w płomienie. Nie zamierzał wchodzić w nim jakiekolwiek konszachty. Na tym zamierzał poprzestać, skoro w ich stronę zmierzała jego matka.
|