![]() |
|
[12.07.72] Z szumem fal i krzykiem mew - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [12.07.72] Z szumem fal i krzykiem mew (/showthread.php?tid=2519) |
[12.07.72] Z szumem fal i krzykiem mew - Bard Beedle - 03.01.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Bajarz III Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Sesję prowadzi Brenna L. Morze tego dnia było spokojne: woda obmywała raczej plażę i przybrzeżne kamienie niż uderzała o nie z furią, powierzchnia miała zielonkawą barwę, niemal pozbawioną pasm bieli morskiej piany. Jednostajny szum niewielkich fal mieszał się z nawoływaniami mew, krążących ponad plażą. Nie było tutaj tłumów – głównie przez mało atrakcyjną linię brzegową, nieco zbyt kamienistą i pełną ciemnych skał, utrudniających rozłożenie się z kocem czy leżakiem, uniemożliwiających zabawę z dziećmi. Ale zarazem przez to okolica stawała się idealna na spacer dla kogoś, kto nie chciał wpaść na mugoli i… na przykład przyleciał na miotle. Wiatr niósł ze sobą wilgoć i zapach wodorostów. A w dźwięki, tak naturalne dla tej okolicy, w szum wiatru, w krzyki mew, w pomrukiwania fal, wplótł się kolejny dźwięk. Pieśń, pozbawiona zrozumiałych słów, za to tak pełna emocji, że instynktownie dało się poczuć, o czym śpiewa pieśniarz, skryty gdzieś pośród skał – a śpiewał o morzu, o jego pięknie i grozie, o tym, że dawało i odbierało, że stanowiło zagadkę, której nie da się rozwiązać. I wraz z każdym kolejnym wersem, wyśpiewywanym w obcym języku, słuchaczowi mogło się zdawać, że morze na jego oczach się zmienia, że jego zielonkawa barwa staje się błękitem, a potem stalą, że raz jest spokojne, jak było chwilę wcześniej, a potem fale stają się wielkie, groźne, jakby za moment miały pochłonąć brzeg. Że pomiędzy nimi migają syrenie ogony. Mrugnięcie. Morze znów było spokojne, a pieśń milkła powoli, przebrzmiewały ostatnie jej nuty. RE: [12.07.72] Z szumem fal i krzykiem mew - Heather Wood - 03.01.2024 Dzień jak ten idealnie nadawał się na krótką wycieczkę. Ruda miała wolne w pracy, postanowiła je wykorzystać. Nie znosiła siedzieć bezczynnie w domu, latanie było dla niej bardzo ważne, więc gdy tylko mogła wsiadała na miotłę i znikała na całe dnie. Odpoczywała w ten sposób. Gdy wzbijała się w powietrze przestawała myśleć o wszystkim. Była tylko ona, ten kij między nogami i wiatr, który plątał jej włosy. Kochała tę wolność, którą nie wszyscy rozumieli, ale nie musieli. Wydawało jej się, że każdy ma coś takiego - swojego, co pozwalało mu na moment się zapomnieć. Szybowała nad chmurami, całkiem szybko. Dzięki temu utrzymywała ciągle swoją formę, a po Beltane było to dla niej ważne, bo czuła, że była wtedy niewystarczająca, że powinna wymagać od siebie więcej. Realizowała więc ten plan, bardzo dużo ćwiczyła, dbała o swoje ciało, aby kolejny raz jej nie zawiodło. Przynosiło to oczekiwane skutki, bo nie odczuwała już prawie wcale bólu po urazie, który odniosła. Frunęła przed siebie, nie zastanawiając się, gdzie ją miotła poniesie. Nie musiała się nigdzie spieszyć. Dotarła nad morze, gdzie wiatr był silniejszy, i nieco zimniejszy, co było całkiem przyjemne, bo słońce mocno dzisiaj prażyło. Postanowiła na moment wylądować, aby móc nacieszyć się pięknym widokiem. Szczególnie, że miejsce wydawało się być opuszczone, co dla Wood czyniło je bardziej atrakcyjnym. Oparła miotłę o jedną ze skał, a sama się na nią wdrapała. Widok zapierał dech w piersiach, mimo, że Ruda nie należała raczej do estetów. Potrafiła jednak docenić piękno Matki Natury. Do jej uszu dotarła piękna pieśń, zupełnie znienacka. Miała wrażenie, że słońce jej przygrzało, że za bardzo odpłynęła, bo jakim cudem szum fal zamienił się w taką cudowną melodię? Czyżby ktoś mącił jej w głowie? Słyszała opowieści o syrenach, Charlie opowiadał jej o spotkaniu z tą istotą, postanowiła znaleźć się bliżej wody, sama nie wiedziała dlaczego, ale chciała to zrobić. Nie zastanawiała się zbyt długo, tylko zeskoczyła ze skały i ruszyła przed siebie. RE: [12.07.72] Z szumem fal i krzykiem mew - Bard Beedle - 04.01.2024 Morze, które ledwo chwilę wcześniej zmieniało się na oczach Heather, teraz znów było spokojne. Gdy wylądowała, fale co rusz próbowały sięgnąć jej butów, ale poza tym nie działo się nic specjalnego. Coś chyba faktycznie zmąciło nieco jej zmysły, bo widziała rzeczy, jakich widzieć nie powinna, ale też nic nie było tak, jak w opowieści Charliego. Nie czuła żadnego przymusu, aby wejść pomiędzy fale. Nic nie opętało jej zmysłów. Wciąż myślała jasno, a wola Heather należała wyłącznie do niej. Ciche nucenie, tym razem nie zmieniające jednak w żaden sposób świata przed jej oczyma, lecz wciąż jakieś przedziwne – trudno było uwierzyć, że człowiek może śpiewać w ten sposób – znów dobiegło gdzieś spomiędzy pobliskich skał. Gdyby zdecydowała się tam zbliżyć, zobaczyłaby skrytego pomiędzy nimi chłopca. Niewiele starszego od niej, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Włosy miał czarne, wilgotne, częściowo pokryte piaskiem, a jego skóra również nie wyschła jeszcze, zwiastując, że niedawno zażywał kąpieli pomiędzy falami. To on nucił cicho, zapatrzony gdzieś na morze. Wyglądało i na to, że jest kompletnie nagi, okryty jedynie kocem… o ile to był koc? – niedbale narzuconym na biodra. Z jakichś powodów i ten koc, w kolorze bardzo ciemnej szarości, był wilgotny, jakby niedawno dopiero wyłowiono go z wody i jeżeli chłopak chciał się ogrzać, to wątpliwe, by to mokre okrycie cokolwiek mu dawało. Usłyszał chyba kroki, bo przestał śpiewać i zwrócił spojrzenie ku Heather. Jeśli mężczyzna mógł być piękny, to on taki był, a wielkie oczy miały tę samą barwę, jaką tego dnia przybrało morze, przedziwną mieszankę odcieni niebieskiego i zieleni. Na jego wargach zaigrał uśmiech. – Witaj. RE: [12.07.72] Z szumem fal i krzykiem mew - Heather Wood - 04.01.2024 Wood nie byłaby sobą, gdyby nie zaspokoiła swojej ciekawości. Skoro ten przepiękny śpiew nadal mogła usłyszeć gdzieś z oddali, zamierzała sprawdzić, któż że jest w stanie wydobyć z siebie takie dźwięki. Ten typ tak miał, nie była w stanie się powstrzymać jak zawsze chciała zobaczyć, co się kryje w tym wszystkim. Szła powoli, w stronę skał zza których słyszała głos. Nie było to wcale takie łatwe, bo podłoże nie należało do równych, a trampki, które miała na stopach wcale tego nie ułatwiały. Ślizgały się na otoczakach, które miała pod nogami, czego się jednak nie robi, aby ulżyć ciekawości. Wreszcie dostrzegła malującą się między skałami sylwetkę, chłopiec, wydawał się być jej równolatkiem. Mogła źle to oszacować, gdyż znajdowała się jeszcze sporo od niego. Nie odwróciła się jednak, nie czuła też, że może mu w czymś przeszkodzić. Heather nie do końca szanowała prywatność innych, gdy chodziło o uzyskanie informacji. Szła nadal przed siebie, z głową uniesioną do góry, wiatr przyjemnie muskał jej twarz, a włosy tańczyły w rytm dźwięku fal, które uderzały o skały. Gdy podeszła nieco bliżej zauważyła, że ma mokre włosy, mieniły się w promieniach słońca, dostrzegła też, że nie jest ubrany, przynajmniej do końca, może przed chwilą korzystał z dobrodziejstw pogody i taplał się w morzu? To było chyba najbardziej prawdopodobne. Jego śpiew się urwał, Wood nie przestawała się mu przyglądać, jednak najwyraźniej zauważył intruza. Nie speszyła się wcale, skoro została przyłapana na gorącym uczynku postanowiła do niego podejść, nie miała nic do stracenia. Gdy znalazła się tuż obok zobaczyła, że wyglądał nietypowo. Chyba jeszcze nigdy w swoim życiu nie spotkała tak pięknego mężczyzny, wyglądał niczym prawdziwe dzieło sztuki, nie dostrzegała w nim żadnej skazy, co powodowało, że poczuła się dziwnie. Jak to możliwe, że taka idealna istota stąpała po świecie? Jego oczy wydawały się mieć barwę morza, można było w nich utonąć. Jej spojrzenie zaczynało się robić nachalne, chociaż wcale tego nie chciała, po prostu jeszcze nigdy nie widziała kogoś takiego. Koc którym była okryta dolna część jego ciała wydawał się mokry, nie wiedziała, dlaczego się nim okrywa, może przez to, że ktoś go mógł zobaczyć. - Witaj, przepraszam, że przeszkadzam. - Wypadało mieć w sobie chociaż odrobinę przyzwoitości. - Twój śpiew mnie sprowadził, był niesamowity. - Postanowiła wytłumaczyć dlaczego postanowiła go tutaj nawiedzić. - Jeszcze nigdy w swoim życiu nie słyszałam czegoś równie pięknego. RE: [12.07.72] Z szumem fal i krzykiem mew - Bard Beedle - 05.01.2024 – Naprawdę? – spytał chłopak, a kąciki jego ust powędrowały w górę. Nie wydawał się po prawdzie jednak szczególnie zaskoczony komplementem: mimo wypowiedzianego pytania, zdawał się przyjmować ten zachwyt jak coś zupełnie oczywistego. Na pewno jednak był z niego zadowolony. – Śpiewałem o morzu. Moja rodzina to rodzina pieśniarzy, a wszystkie najpiękniejsze pieśni i opowieści zawsze są o morzu – powiedział, nie odrywając od niej spojrzenia wielkich, morskich oczu. Zdawał się po prostu zaciekawiony, może jej nagłym pojawieniem, może czymś w wyglądzie. Tak jak on wzbudzał jej ciekawość, tak ona chyba ciekawiła jego. Nie miał częstego kontaktu z ludźmi, i po prawdzie unikał ich zwykle, pomny nauk swoich sióstr i matki. Ale przecież to nie tak, że tym razem szukał ludzkiego towarzystwa, prawda? – Jak się tu dostałaś? Zejście na tę plażę jest strome i zwykle nie widuję tutaj ludzi – dodał. Miotła Heather w końcu pozostała oparta o skałę, a on nie mógł nawet wiedzieć, czy ma do czynienia z czarodziejką, czy z mugolką. Ba, w gruncie rzeczy Wood też nie miała stuprocentowej pewności, czy rozmawia z magiem, czy może raczej z jakimś mugolem: chociaż w jego śpiewie zdawało się kryć coś magicznego, co wskazywało, że ta pierwsza ewentualność jest prawdziwa. Podobnie zresztą jak jego oczy: Heather raczej nie miała wielu okazji, aby zobaczyć takie u osób, chodzących po lądzie. Nieco za mało czasu poświęciła nauce o morskich istotach, aby rozpoznać selkie – a może po prostu syna takowej, chłopca o mieszanej krwi? Ale mogła podejrzewać, że miał coś wspólnego z magią. Za to gdy się zbliżyła, dostrzegła, że „koc” chyba w istocie był skórą jakiegoś zwierzęcia albo po prostu miał taką imitować. Na pewno jednak nie było tak, że chłopak ledwo co ją ze zwierzaka zerwał – nie dostrzegała żadnej krwi ani śladów po takim procederze. RE: [12.07.72] Z szumem fal i krzykiem mew - Heather Wood - 08.01.2024 - Naprawdę. - Powiedziała spokojnie, bo naprawdę ją zachwycił jego śpiew, na muzyce znała się tyle, co praktycznie wcale, jednak potrafiła wyłapać, że jego umiejętności były ponadprzeciętne, zapewne inaczej by pewnie na to nie zwróciła uwagi. - Czyli to u was rodzinne, ciekawe. - Najwyraźniej wiele osób miało jak ona. Często się z tym spotykała, że dzieciaki pałały się tym samym zajęciem co rodzice. Genów się nie oszuka. - Nie znam się niestety na pieśniach, jednak wierzę ci na słowo, zapewne są najpiękniejsze, w końcu morza są niezbadane, pełne tajemnic, jest o czym śpiewać. - Sama Wood czuła pewną więź z wodą ze względu na swoją klątwę żywiołów, która wybrała właśnie ten żywioł, nie wiedzieć czemu, bo wszystko świadczyłoby o tym, że zapłonie w niej ogień. Może tak miało być? Miał uspokajać jej gorące serce i ognisty charakter. Heather była zaciekawiona tym chłopcem, czuła, że jest w nim coś niezwykłego. Na pewno nie był po prostu śmiertelnikiem, to niemożliwe. Niby jak by się tutaj dostał? Jej intuicja podpowiadała jej, że jest w tym coś więcej. Nie wiedziała jednak, czy może sobie pozwolić na dzielenie się pewnymi tajemnicami, bo co jeśli jednak się myliła? Powinna najpierw wybadać grunt. Gdy podeszła bliżej, dostrzegła, że nie ma na sobie koca, a skórę. Skąd ją wziął? - Czy to skóra? - Zapytała, jak na razie ignorując jego wcześniejsze pytanie. Może nieco jej się wyjaśni i wtedy będzie mogła mówić wprost, póki co bała się, że znowu będzie miała za długi język i powie coś, czego nie powinna.Tak było bezpieczniej, nie chciała go kłamać, więc lepiej było udać, że nie słyszała o co pytał. RE: [12.07.72] Z szumem fal i krzykiem mew - Bard Beedle - 09.01.2024 - Każdy zna się na pieśniach. Niektórzy nie umieją ich śpiewać, ale wciąż potrafią czuć - powiedział chłopak, wciąż z tym samym uśmiechem. – Wszystkie pieśni są w końcu o uczuciach, nawet jeżeli wydaje się, że opowiadają o czymś innym. Chciałabyś poznać morskie tajemnice? - zapytał z odrobiną ciekawości, kiedy wspomniała, że morza są niezbadane i pełne sekretów. Miała tu rację i nie miała zarazem. Dla selkie morskie odmęty były trochę jak ląd dla człowieka i widywały tam rzeczy, o których ludziom się nie śniło. Z drugiej strony, ląd miał przecież sporo sekretów i przed ludźmi, którzy krążyli po nim całe życie. O pewnych rzeczach typowy Anglik tylko słyszał - o afrykańskich sawannach, pustyniach, pingwinach na biegunie. Inne skrywały swoje tajemnice przed każdym. Nawet jeżeli spędził większość życia między falami, nie poznał wszystkich sekretów, jakie kryły morza i oceany. Dla niego jednak głębiny oceanu były bardziej znajome niż centrum Londynu czy nawet dowolny zakątek Anglii położony kilka metrów od brzegu. - Unikasz odpowiedzi - dodał, kiedy nie odpowiedziała na pytanie. Bez złości czy pretensji, raczej stwierdzając fakt i może tylko umiarkowanie tym zaciekawiony. Może słyszał już o czarodziejach i jeśli nawet nie o miotłach, to o teleportacji. A może tak naprawdę nie miało dla niego wielkiego znaczenia, skąd wzięła się tutaj dziewczyna z włosami jak płomień, skoro już tu trafiła. - Tak, to skóra - przytaknął, opuszczając wzrok na swoje okrycie. Wyglądała, jakby należała wcześniej do jakiegoś morskiego stworzenia, była szarą, ale niejednolitym odcieniem szarości, i nakrapiana na grzbiecie. - Nie martw się, nie zdarłem jej przemocą z żadnej żywej istoty. To spadek po mojej matce - powiedział z odrobiną rozbawienia i takim tonem, jakby nie widział niczego dziwnego w tym, że dziedzictwem po matce był kawałek skóry, i że w dodatku przywlekł go ze sobą na plażę może nie na krańcach świata, ale gdzieś w odludnych zakątkach Anglii. RE: [12.07.72] Z szumem fal i krzykiem mew - Heather Wood - 09.01.2024 - Możesz mieć rację. - Powiedziała z uśmiechem, bo faktycznie nawet laik, taki jak ona odczuwał emocje, kiedy słyszał muzykę. Piękne pieśni potrafiły wzruszyć nawet tych najmniej wrażliwych. - A kto by nie chciał ich poznać? Myślę, że mało osób ma wiedzę o morskich tajemnicach. - Morza i oceany nadal dla wielu pozostawały zagadką. Nie znała osób, które by je eksplorowały, przynajmniej w jej otoczeniu nie było nikogo takiego. Ląd był jej zdecydowanie dużo bardziej bliski. Mogła wleźć praktycznie wszędzie, nie martwiąc się o to, że nie będzie miała czym oddychać. Z morzem było zupełnie inaczej, badanie tego, co znajdowało się pod wodą wymagało jej zdaniem większego przygotowania. Sama pewnie nie odważyłaby się na coś podobnego. - Tylko trochę. - Nie zamierzała udawać, że jest inaczej. Może nawet jej się głupio zrobiło, ale nie wiedziała póki co, czy może powiedzieć mu o tym, jak się tutaj dostała. Z każdą minutą rozmowy jednak coraz bardziej wydawało jej się, że w nim również jest coś magicznego, tyle, że ta magia była inna od tej, którą ona się posługiwała. - To dziwne. - Skomentowała informację na temat skóry, chociaż on najwyraźniej traktował to, jako coś zupełnie normalnego, bo nie zauważyła nic niepokojącego w tym, kiedy o tym wspominał. - Przyleciałam tutaj na miotle, inaczej bym się nie dostała na tę plażę. - Postanowiła, że zdradzi mu swoją tajemnicę, czuła, że nic nie straci, zresztą on sam przed chwilą podzielił się z nią tym, że skóra, jest po jego matce. Chyba przełamali lody, skoro nie mieli oporów, aby się dzielić ze sobą takimi informacjami. - Kim jesteś? - Postanowiła zapytać wprost, w końcu co jej szkodziło? Wolała się nie domyślać, bo zapewne nic konkretnego by nie wymyśliła, mogła jednak trochę bardziej uważać na zajęciach z opieki nad magicznymi stworzeniami. Z tych morskich kojarzyła jedynie trytony, a siedzący przed nią chłopiec nie wyglądał jak przerośnięta jaszczurka z płetwą zamiast ogona. RE: [12.07.72] Z szumem fal i krzykiem mew - Bard Beedle - 10.01.2024 - Mam Ci jakąś opowiedzieć? - spytał, przenosząc spojrzenie jasnych oczu z niej na fale. Milczała przez chwilę, zamyślony, jakby zastanawiał się, jakie sekrety morza jej zdradzić. - Daleko pomiędzy Anglią i Europą zatonął kiedyś statek. Podobno muzyka grała na jego pokładzie jeszcze wtedy, gdy się rozpadał i zalewała go woda. Na dnie wciąż spoczywają ciała i skarby, które czekają na odnalezienie. Nawet po latach ściany sali balowej wciąż są kolorowe, a w pokojach można znaleźć złoto i srebro. Nawet morski ludek nie może tam zejść bez magii, bo wszystkie te skarby spoczywają zbyt głęboko, na samym dnie oceanu. Może ludzie kiedyś go znajdą, ale na razie Titanic jest sekretem morza. I – choć nie wiedział tego ani chłopak, ani Heather – miał takim pozostać jeszcze przez trzynaście lat. – To szczera odpowiedź – powiedział, znów zwracając na nią wzrok i teraz uśmiechały się nie tylko jego usta, ale zdawało się, że wesołość gości także w zielononiebieskich oczach. – Powietrze, tak dalekie morzu, bo powietrze i ogień są sobie bliskie, a wodzie bliżej do ziemi. Ty tutaj przyleciałaś, ja tu przypłynąłem – odwdzięczył się jej, zdradzając w zamian, co takiego sam robił na tym niezbyt dostępnym kawałku plaży. A potem wyszczerzył się do niej w uśmiechu, kiedy stwierdziła, że to dziwne, że odziedziczył skórę po babce. Zęby miał zdrowe, bardzo mocne, może nawet zdawały się odrobinę ostrzejsze, niż były u przeciętnego człowieka – chociaż nie, nie przywodziły skojarzenia z wampirem. – Dla mnie dziwne jest latanie w przestworzach, płomiennowłosa. Przekazywanie swojej skóry zaś tak naturalne, jak oddychanie albo jak pływanie. W moich klanie kobiety często to robią, jeżeli zmieszają krew z kimś z lądu i nadchodzi ich czas – wyjaśnił. Może nie był w pełni świadom, że te wyjaśnienia niekoniecznie Heather wszystko wytłumaczą. Zdawał się całkiem szczery, odpowiadał na każde pytanie, ale wychowany nie tylko w innej kulturze, ale wręcz w innym świecie, sam nie do końca znajdował właściwe słowa, aby opisać wszystko w pełni zrozumiały sposób? – Jestem Caomhan, jeśli pytasz o moje imię. A jeżeli o coś innego… Chcesz zobaczyć? – uśmiechnął się, trochę filuternie, sięgając po tę przedziwną skórę, a potem podniósł się i pomiędzy fale. Wszedł do wody i kiedy zanurkował, znikł Heather zupełnie z oczu. Minęła minuta, jedna, druga – i mogłoby wydać się, że chłopak po prostu na jej oczach popełnił samobójstwo. Ale wtedy gdzieś w wodzie mignęła jej foka. O szarej, nakrapianej skórze, dokładnie takiej samej, jaką okrywał się chwilę temu siedzący przy niej chłopak… RE: [12.07.72] Z szumem fal i krzykiem mew - Heather Wood - 11.01.2024 Pokiwała twierdząco głową, kiedy zapytał ją, czy ma opowiedzieć jej jakąś historię. Chętnie jej wysłucha, w końcu pierwszy raz spotkała na swojej drodze kogoś takiego. Na pewno będzie mówił ciekawie, co do tego nie miała żadnych wątpliwości. Przyglądała mu się uważnie, gdy tak pięknie mówił. Jej myśli przeniosły się ku morskim głębinom i temu statkowi, o którym opowiadał. Jak to możliwe, że skarby nadal w nim pozostawały, opierały się potężnemu żywiołowi, jakim była woda? Nie miała pojęcia, nie wiedziała też, czy to tylko legenda, czy opowiada jej prawdę, chociaż, czy w każdej legendzie nie było odrobiny prawdy? Nie brzmiałoby to tak prawdziwie, gdyby chociaż część informacji się nie zgadzała. - To niesamowite, że tak sobie tam tkwi, jakby nigdy nic. - Naprawdę ją to zadziwiało, że też jeszcze nikt tam nie dotarł i nie zainteresował się tymi skarbami. - Wobec tego jesteśmy swoimi przeciwieństwami. - Odparła z uśmiechem, zauważyła też, że humor nie tylko jej dopisuje, najwyraźniej dla chłopca spotkanie kogoś jak ona też było atrakcją, a przynajmniej tak sobie starała wmówić. - Czyli możecie mieszać swoją krew, to interesujące, bo jeszcze nigdy nie spotkałam w swoim życiu nikogo o oczach, jak twoje. - Przynajmniej tak się jej wydawało, bo na pewno zwróciłaby na nie uwagę, były niesamowite, jakby można było w nich dostrzec fale i nienaturalnie niebieskie, jakby sam ocean się w nich odbijał. - Niby żyjemy tak blisko siebie, a jednak jesteśmy dla siebie zupełnie obcy. - Powiedziała nawet bardziej do siebie. Nie wiedziała, jak to możliwe, że nigdy wcześniej nie było jej dane spotkać kogoś tak niesamowitego. Może dobrze się ukrywali wśród głębin oceanu, a szkoda, na pewno mieli bardzo wiele do opowiedzenia. Będzie musiała udać się do biblioteki, aby poczytać nieco o morzach, bo jej wiedza póki co nie pozwalała jej na to, żeby stwierdzić, czym dokładnie jest siedzący przed nią chłopiec. - Caomhan - Powtórzyła jeszcze, po czym się przedstawiła. - Ja Heather, niezmiernie miło mi cię poznać. - Nie zdążyła nic więcej powiedzieć, bo wstał z tą skórą w dłoni i udał się w kierunku morza. Wood przyglądała mu się uważnie, bo nie do końca wiedziała, co właściwie się dzieje. Wszedł do wody i zniknął. Nie wiedziała, czy nie stała mu się krzywda, pierwszym odruchem byłoby wskoczenie tam za nim, aby się upewnić, że nic mu nie jest. Odsunęło ją od tego pomysłu dostrzeżenie foki, o kolorze dokładnie takim, w jakim była skóra, którą chłopiec trzymał na kolanach. Pomachała w kierunku zwierzęcia, a ono zniknęło w głębi morza. Została sama na tej plaży, mrugnęła kilka razy oczami, żeby upewnić się, że jej się to nie przyśniło, uszczypnęła się nawet dłoń, ale to poczuła, czyli to wszystko musiało być prawdą. Nie została tutaj długo, wróciła na miotłę i poleciała do domu, gdzie jeszcze długo rozmyślała o tym, co się jej dzisiaj przydarzyło. Koniec sesji
|