Secrets of London
[10.06.1972] Mood | Felix, Xenophilius - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [10.06.1972] Mood | Felix, Xenophilius (/showthread.php?tid=2525)

Strony: 1 2 3


[10.06.1972] Mood | Felix, Xenophilius - Felix Bell - 05.01.2024

10 czerwca 1972
wczesny ranek

Felix prawie nigdy nie opuszczał cyrku - zwykle nie musiał tego robić, lecz czasem bywały takie dni jak ten, gdy wszystkie składniki, potrzebne do tworzenia oprawy dźwiękowej Bellów się po prostu kończyły. W innych miastach, w innych przypadkach nie było problemu z tym, żeby wysłać po nie kogoś bardziej... ogarniętego. Kogoś, kto nie da się naciągnąć i kogoś, kto nie jest oficjalnie uznanym za zmarłego. Kogoś, kogo spotkanie z demonami przeszłości nie będzie niosło ze sobą nieprzyjemnych skutków. Ale dzisiaj musiał ruszyć dupę sam. Po pierwsze dlatego, że nie zrobił listy, bo nie do końca pamiętał, co ma a co nie. A po drugie: potrzebował jednego rzadkiego komponentu, więc będzie musiał się nachodzić. Nie wkopałby w to swojego rodzeństwa, zwłaszcza że braki w zaopatrzeniu były tylko i wyłącznie jego winą. Nie powiedział więc dokąd idzie, wyszedł nad ranem i planował wrócić po południu, z potrzebnymi rzeczami. Nikt się nie dowie i nikt go nie zobaczy.

Przez chwilę zastanawiał się, czy nie narzucić kaptura na głowę, ale uznał, że wtedy bardziej rzucałby się w oczy. Poza tym skradanie się ulicami magicznego Londynu w kapturze było głupie i żałosne, a on nie był głupi i żałosny. Postawił wiec na prostotę, narzucając na siebie bluzę i ubierając znoszone, nieco za duże dżinsy. Na nogach miał trampki, a na ramieniu wysłużony plecak. Wyglądał normalnie, chociaż gdy tylko przekroczył granicę magicznego świata to już wiedział, że lepiej byłoby po prostu ubrać piżamę. Mugolskie ubranie zwracało uwagę, chociaż nie aż tak, jak paradowanie z zakrytym ryjem. No już, Felix, twarz masz podobną do nikogo, jest rano, dasz radę - powtarzał to sobie, wciskając dłonie w kieszenie spodni. Musiał dostać się na... Chyba Pokątną. Londyn i te uliczki przywoływały miłe wspomnienia, ale również obawy. Czy ktoś go rozpozna? Czy on rozpozna kogoś? Minęło już tyle lat, że pewnie nikt z roku o nim nie pamięta. Zmienił się - wydoroślał, chociaż nadal miał te same, dziecięce oczy, patrzące z ufnością na świat wokół. Nadal widać w nich było naiwność, nadal błyszczały, zwiastując chęć wpakowania się w kłopoty. Rysy twarzy jednak zmężniały, szczęka się zarysowała, jego sylwetka wyglądała zupełnie inaczej niż te kilka lat temu. Będzie dobrze.

Felix przeczesał palcami nieuczesane, sterczące na wszystkie strony włosy i skręcił w bok tylko po to, by zderzyć się z kimś, idącym z naprzeciwka. Uderzenie było bolesne, stuknęli się czołami, a z ust Bella wydobył się cichy stęk.
- Patrz przed siebie! - burknął, masując czoło. Cudem nie wylądował tyłkiem na ziemi. - Nie obudziłeś się jeszcze, czy co?
Dopiero teraz podniósł wzrok na mężczyznę, na którego wpadł. Ach, oczywiście że on sam mógłby uważać, ale zwalenie winy na nieznajomego było w zasadzie lepszą opcją. Chociaż... Czy na pewno nieznajomego? Felix zbladł. To nie był nieznajomy. Kurwa, dwie minuty w Londynie i już wpadł na kogoś, z kim chodził na zajęcia. Chyba nawet na zielarstwo. Wspomnienia uderzyły młodego Bella z taką mocą, że Felix się zachwiał, na chwilę tracąc dech.


RE: [10.06.1972] Mood | Felix, Xenophilius - Xenophilius Lovegood - 09.01.2024

W poszukiwaniu inspiracji, do napisania na nowo jednego artykułu, na Alei Horyzontalnej pojawił się także Xenophilius. Ostatnia rozmowa z wydawnictwem nie należała do dość przyjemnych, gdyż zaczęli rozważać rozwiązanie umowy, jeżeli nie poprawi jakości treści swoich artykułów, żeby sprzedaż była zadowalająca. Niby szczegół, ale młodemu Loovegoodowi nie zależało na niewiadomo jakiej popularności, a jedynie możliwości dzielenia się z pasją. Koniec końców, będzie musiał zarobione pieniądze przeznaczyć na sprzęt do samodzielnej produkcji i wydawania egzemplarzy Żonglera. Bezpieczniej, gdzie nikt nie będzie mu patrzył na ręce. A także zapewni samorozwój zawodowy. Każdy jednak swoje podstawy zaczyna od tego, żeby nawiązać współpracę i wykazać się swoimi umiejętnościami przekonywania i działania. Udało się, więc powinno udać dalej. Zostało mu tak niewiele do zakończenia całości, aby móc dać do wydruku.

Tego dnia postanowił zrobić sobie samotny spacer, w poszukiwaniu czegoś niezwykłego. Interesującego. Wspaniałego. Co pobudzi mu wyobraźnię. Odpowiednio ubrany do pory dnia i roku, w pomarańczowej koszuli i jasnych beżowych spodniach, w dłoniach trzymał zakupione dwie nowe książki o runach i astronomii. Zmierzał do zakrętu, obejrzawszy się na moment za siebie, a po chwili przed i dostał w czoło. Uderzenie było bolesne, że upuścił nowo zakupione książki. Drugą ręką szybko podparł się ściany, kiedy jedną trzymał się czoła. Zamroczyło go, że zaczął liczyć latające gwiazdki.

- Patrzyłem…
Nie patrzył. Ale skłamał. Potrząsnął głową, że jego blond długie włosy mógł rozwiewać wiatr. Jak tylko trochę jego mózg oprzytomniał, spojrzał na chłopaka przed sobą. Zaniemówił. Był zszokowany. Jak dawno się nie wdzieli? Kilka lat. Hogwart. Nie ukończył z nimi ostatniego roku.
- Felix?
Zapytał z nieukrywanym zaskoczeniem, ostrożnie się zbliżając, aby delikatnie dźgnąć go palcem w ramię, jakby sprawdzał czy to faktycznie człowiek. Z duchem by się nie zderzył tak mocno.
- Dobrze się czujesz? Zbladłeś.
Zapytał z troski, podejrzewając pewnie, że zderzenie mogło coś mu w głowie uszkodzić. Co on tutaj robił? Dlaczego on… Jak to możliwe? Wrócił z zaświatów? Czy to może nie on był tym zaginionym i odnalezionym, martwym? Jak to logicznie wytłumaczyć?
Xenio chwycił go za ramię, aby pomóc mu utrzymać równowagę. Jeżeli na to pozwolił.


RE: [10.06.1972] Mood | Felix, Xenophilius - Felix Bell - 09.01.2024

Jeżeli w środku Bella tliła się gdzieś nadzieja, że Xenio go nie pamięta, to mężczyzna szybko zgasił tę iskierkę, wypowiadając jego imię. Pamiętał go tak, jak on pamiętał jego. Ach, cholera jasna. W kilka uderzeń serca przypomniał sobie, dlaczego nie chodził do Londynu, dlaczego trzymał się od tego miasta z daleka. I czemu wybrał taką a nie inną porę dnia. A jednak musiał wpaść na kogoś znajomego, zupełnie jakby los postanowił z niego zakpić.

W pierwszym odruchu Felix chciał jego rękę odtrącić - najpierw gdy go trącał w ramię, a potem po raz kolejny, gdy go podtrzymał. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że gdyby nie ta pomoc, to wylądowałby na ziemi. Za dużo emocji uderzyło w niego w jednym czasie. Nie wiedział za bardzo, co ma robić. Hej, tak, to ja, ale spotkanie, super nie? No, spieszę się, może skoczymy jutro na kawę? - pewnie kiedyś by tak zrobił. I zniknął. Ale teraz, dzisiaj, był dorosły i wiedział, że za dużo osób wie o tym, że żyje. Cała misterna intryga zaczynała się sypać, sekret zaczął wypływać na powierzchnię. Co się stanie, gdy dowie się dyrektor? Ministerstwo? Czy zabiorą mu różdżkę?
- Nie, musisz mnie mylić z kimś innym - burknął w końcu, strząsając z siebie dłoń. Kłamał. I to niezbyt dobrze. Wydoroślał, zmężniał ale to wciąż były jego rysy twarzy. Te same wesołe, błyszczące oczy, te same włosy, choć teraz dłuższe i rozwiane, nieuczesane. Inna postura i brak szkolnej szaty nie mogły oszukać nikogo, nawet jeżeli w Hogwarcie należeli do innych domów. Kurwa. Młody Bell westchnął, przejeżdżając dłonią po twarzy. A potem chwycił Xenophiliusa za fraki i przygwoździł go do ściany, o którą ten przed chwilą się opierał. Na twarzy Felixa jednak nie malowała się złość czy żądza mordu - bał się. Nie chciał mu zrobić krzywdy, ale to był odruch, może niezbyt mądry, ale naturalny. Zrobił to szybciej niż pomyślał. - Jedno słowo komukolwiek, a pożałujesz, że nie zostałeś dzisiaj w łóżku.
Syknął, ale nie zabrzmiało to przekonująco czy groźnie. Lepiej to brzmiało w jego głowie. Ręce mu się trzęsły, uchwyt nie był zbyt pewny. Był tak blady, że przez chwilę naprawdę można było go pomylić z duchem. Ale był materialny, jego palce zaciskały się na ubraniu znajomego.
- Kurwa, sorry. Zaskoczyłeś mnie - powiedział w końcu. Felix rozejrzał się niespokojnie. Nie puszczał go jednak. - Nie widziałeś mnie, słyszysz? Nie widziałeś!
Podniósł odrobinę głos, jego twarz wykrzywiła rozpacz. Jakby to była sprawa życia i śmierci. Chyba nie był w dobrym stanie - w szkole był jednym z przeciętnych uczniów, nie licząc eliksirów. Pakował się w kłopoty, ale był wesoły, zawsze. Nawet gdy go poniżali, gdy Ślizgoni próbowali go złamać, to zawsze miał jakąś głupią odpowiedź. Teraz jednak zabrakło mu słów. Zachowywał się nieracjonalnie i dziwnie. Czy był ścigany? Tak chyba zachowywały się osoby, które ktoś gonił przez całe życie, prawda?


RE: [10.06.1972] Mood | Felix, Xenophilius - Xenophilius Lovegood - 11.01.2024

Minęło parę lat, jak Felix zniknął, nie ukończywszy tylko jednego roku w Hogwarcie. Ostatniego. Dlatego też nie było trudno zapomnieć rówieśnika, nawet jeżeli należeli do innych domów. To jednak dogadywali się na wspólnych zajęciach. Spędzali czasami czas na błoniach czy terenie szkolnym. Mimo swoich dziwnych zainteresowań oraz zmagania się dokuczającymi mu niektórymi osobami, miał kolegę.

Dlaczego Felix tak dziwnie zareagował na to spotkanie? Aż tak go zszokowała obecność Xenophiliusa? To spotkanie po paru latach? Nie cieszył się? Źle się czuł? Nagle pobladł. Ledwo utrzymywał równowagę, dlatego Lovegood mu chciał pomóc.

Słysząc słowa zaprzeczenia, aż sam Xenio nie wiedział jak to odebrać. Nawet na odtrąconą rękę. Sam teraz był w szoku i nie przejmował tym, że jego książki leżały na chodniku.

- Nie rozumiem..
Stwierdził szczerze, przestając się nawet uśmiechać. Nie rozumiał, jak mógłby pomylić kolegę z tej samej szkoły. Rysy twarzy były bardzo znajome. Może trafił na jego brata bliźniaka i ich pomylił? Ale to wtedy razem powinni chodzić do szkoły a drugiego takiego samego chłopaka nie widział na oczy.

Szukanie w głowie sensownego wyjaśnienia zaistniałej sytuacji, przerwało zaskakujące zachowanie kolegi, który złapał go za ubranie i przycisnął plecami do ściany. Xenophilius uniósł ręce w geście poddania, że raczej nie w planie mu robienie jakiejś krzywdy. Serce mu podskoczyło, na twarzy wymalowało lekkie przerażenie. Co on mu zrobił?

- Co… z Tobą?
Xenio nawet bał się już o cokolwiek zapytać. Co wyrosło z tego Felixa? W coś się wpakował nielegalnego? Może i kolega nie brzmiał przekonująco, to jednak Xenio nie planował się poruszać i stał w pozycji poddającej się, nie zamierzając się nawet szarpać. Nie przypominał sobie, aby czymś mu podpadł.

Lovegood skierował spojrzenie na dłonie kolegi, które drżały. Ostrożnie swoją położył na jego. Jakby chciał go chyba uspokoić.

- Uspokój się…
Przerażał go w tej chwili. Nie pamiętał, aby tak się w Hogwarcie zachowywał w jego obecności. To niepokojące rozglądanie się. Albo czegoś się obawiał, przed kimś ukrywał, uciekał. Przez ostatnie wydarzenia w Anglii nikt nie czuł się bezpieczny. Każdy się obawiał każdego na swojej drodze.
- Stoisz przede mną to Cię widzę. Jeżeli wyjaśnisz mi sytuację, to uznam inaczej.
Wziął dosłownie jego słowa, że nie będzie udawał, że go nie widzi.
- Możemy przejść w inne miejsce i porozmawiać?
Zaproponował. Nie zamierzał pogarszać swojej sytuacji, nie mając pojęcia czy Felix może być zdolny do czegoś więcej. Wolał zachować ostrożność o swoje bezpieczeństwo. Odwaga Felixa przekraczała chyba pewne granice. Ale jeżeli Xenio mógłby mu jakoś pomóc, musi poznać powód tej sytuacji. Nie da się ukryć, że nadal nie dowierzał iż go widzi. Ponoć zaginął, szkoły nie ukończył, a teraz trafiają na siebie na zwyczajnej Alei Horyzontalnej.


RE: [10.06.1972] Mood | Felix, Xenophilius - Felix Bell - 12.01.2024

- Nic ze mną - burknął, jakby odtrącając każdą chęć pomocy ze strony kolegi. Jakby chciał zbić każde jego pytanie, bo każde słowo mogło być atakiem. Lata w cyrku Bellów faktycznie sprawiły, że się zmienił. Mógł stać się bardziej agresywny, dostrzegł także, że przemoc często jest bardzo dobrym rozwiązaniem - najprostszym. Tak zachowywał się Edge, tak zachowywali się inni. Na dodatek jego moralność została wystawiona na ogromną próbę. Bellowie kradli, oszukiwali i knuli, chociaż robili to wyłącznie po to, żeby przetrwać. Jeszcze gdy był w szkole powiedziałby, że kradzież jest zła bez względu na motywy, które kierowały złodziejem. Teraz miał zupełnie inne podejście. Bardziej płynne i rozmyte. To w końcu była jego rodzina - w końcu miał rodzinę, która o niego dbała, karmiła, uczyła. Z którą czuł się dobrze i którą wybrał. Znał panujące w cyrku zasady i z pełną świadomością wszedł do niego, burząc na chwilę ustalony porządek. Ale był gotów poświęcić się całkowicie, bo... Zrobił to przecież z miłości.

Gdy Xenophilius położył uspokajająco dłoń na jego dłoni, wszystkie wspomnienia wróciły. Nic mu nigdy nie zrobił, przeciwnie - razem stawiali czoło przeciwnościom losu, razem odpierali ataki osób, które postanowiły obrać ich sobie za cel. Bo byli inni, dziwni i nie pasowali do ich wyobrażenia o magicznym świecie. Młody Bell westchnął ciężko, luzując uścisk.
- Przepraszam - mruknął, gdy w końcu dotarło do niego, że przecież Lovegood aż tak by się nie zmienił. Jaki miałby cel w tym, by go pogrążyć? Nie był złośliwy, nie był też złym człowiekiem. Czemu w ogóle mu, Felixowi, przyszło do głowy, żeby go zaatakować? Odpuścił - puścił jego ubranie i nawet spróbował je wygładzić, bo okropnie je pogniótł. - Tak, to dobry pomysł. Znasz jakieś miejsce? Ja... Nie byłem tu odkąd opuściłem Hogwart. Nie wiem już, gdzie co jest i co się zamknęło a co otworzyło.
Kucnął i sięgnął po książki. To z jego winy kolega je upuścił - i chociaż nie mógł w pełni naprawić tego, że to jego wina, że Xenia wystraszył swoim zachowaniem, to mógł chociaż zebrać książki z ziemi.
- Nie chciałem cię wystraszyć. Nikt nie wie, że żyję - mruknął cicho, rozglądając się czy nikogo obok nich nie ma. Zdecydowanie rozmowa o tym, co się stało gdy zniknął, nie powinna być przeprowadzona na ulicy, gdzie każdy mógł usłyszeć każde jego słowo. A tych miał do wypowiedzenia bardzo dużo. Felix podał mu niepewnie książki. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, który Xenophilius dobrze znał. To był jego uśmiech, ten charakterystyczny, nieco zakłopotany, ale sympatyczny. Felix też się aż tak nie zmienił. Chyba nie byłby w stanie zrobić mu krzywdy... Prawda? Po prostu się czegoś bał.


RE: [10.06.1972] Mood | Felix, Xenophilius - Xenophilius Lovegood - 13.01.2024

Jednakże Xenophilius nie miał powodów do atakowania, nawet słownego. Stał nieruchomo z rękoma uniesionymi, gdyż to on w tej chwili był ofiarą. Unikał jakichkolwiek walk i przemocy. Nawet jak przyszło mu żyć w tych trudnych czasach. Kolega jednak twierdził, że z nim nie dzieje się nic złego. No jasne. Tylko miał inny sposób witania się po latach zniknięcia i milczenia.

Dotknąwszy dłoni Felixa, Xenio nawet ostrożnie poklepał, jakby przez ten gest chciał mu powiedzieć ”już dobrze, dobrze”. Nie było powodów do paniki i obaw. Ale zarejestrował fakt rozglądania się. Dlatego zaproponował udanie się w inne miejsce, jeżeli mieli porozmawiać i jeżeli Xenio chciał dowiedzieć się, dlaczego Felix zachowuje się dziwniej od niego.

- W porządku.
Przyjął przeprosiny. Bell musiał chyba zbyt dużo przejść w ostatnich latach, skoro reagował gwałtownie. Ciekawe czy innych kolegów i koleżanki też tak wita.
Puścił go i jeszcze poprawił mu koszulę. Miło z jego strony.
- Coś znajdziemy. Skoro nie chcesz rzucać się w oczy. Tylko w takim wypadku, co tutaj robisz?
Zapytał przy okazji, obserwując jak Bell zbiera jego książki z chodnika. Odebrał je, słysząc po chwili wyjaśnienie swojego zachowania.
- Ja już wiem.
Potwierdził i posłał mu lekki uśmiech. Cieszył się z tego spotkania. Kolega ze szkoły żyje i nie jest duchem. Dopiero dotarło do niego, że mogą już ruszać, więc sam się rozejrzał  i zdecydował wtedy nie wychodzić na główną ulicę, ale cofnąć się, aby znaleźć jakieś miejsce, gdzie mogliby w spokoju porozmawiać.
- Preferujesz cichy kąt w jakimś barze, kawiarni, czy wolisz bardziej schowane miejsce?
Zapytał, aby wiedzieć, gdzie mógłby Felixa zabrać. Bar czy kawiarnia wchodziły w grę, mając na tyłach, albo z boku pomieszczeń jakieś samotne stoliki, z dala od okien. Mogli także udać się w jakiś otwarty teren w postaci parku i samotnie posiedzieć pod drzewem. Ewentualnie zatrzymać w jakiejś samotnej uliczce, między budynkami, do której jedynie zaglądają koty w poszukiwaniu jedzenia. Ewentualnie wejść w jakieś zaplecze innego budynku. Do siebie czy do wydawnictwa nie mógł kolegi zabrać.


RE: [10.06.1972] Mood | Felix, Xenophilius - Felix Bell - 14.01.2024

- Najwyraźniej jestem głupi, okej? - mruknął, odruchowo sięgając dłonią do włosów. Podrapał się po głowie, mierzwiąc czuprynę jeszcze bardziej, a potem westchnął. No właśnie, co on tu robił? Wiedział, że przychodzenie tutaj było niezwykle ryzykowne, ale z jakiegoś powodu postanowił wleźć prosto w paszczę lwa. Może liczył, że go nikt nie rozpozna? A może po prostu nie myślał? Już w Hogwarcie często mu to się zdarzało, najwidoczniej pod tym względem się niewiele zmienił. - Taa, ty wiesz.
Felix nie wyglądał na zachwyconego z tego powodu, ale w gruncie rzeczy lepiej że trafiło na Xenia, niż kogokolwiek innego, prawda? Przykładowo na jednego z tych chłopaków, którzy go dręczyli w szkole. Wtedy zwykła rozmowa by nie pomogła, ale z drugiej strony czy w ogóle by go rozpoznali po tylu latach? Istniała duża szansa, że nie, że po prostu przeszliby obok i nawet nie zwróciliby na niego uwagi. Bell westchnął.
- Obojętnie, tam gdzie nie będzie za dużo osób, wolałbym ograniczyć liczbę ludzi, którzy wiedzą, że nie zginąłem - mruknął, pocierając tym razem dla odmiany kark. - Lepiej schowane. Jeżeli chcesz wiedzieć wszystko, to będzie długa historia.
Zdecydowanie wolałby stąd wyjść i zapomnieć o wszystkim, ale musiał kupić jeszcze kilka rzeczy. Ale... Nie, to było zbyt ryzykowne - skoro już teraz, tak rano, spotkał kogoś znajomego, to pchanie się dalej w Pokątną byłoby skrajną głupotą. Wyśle potem Jima albo kogoś innego, najlepiej z listą zakupów. Kogoś kto umie liczyć i być może się targować. Felix rozluźnił się nieco i klepnął kolegę w ramię.
- To prowadź, ale ostrzegam że będzie to ckliwa i pełna łez historia - trochę wrócił mu humor, zdecydowanie w tej chwili przypominał dawnego siebie. - Więc mam nadzieję, że masz chusteczki.


RE: [10.06.1972] Mood | Felix, Xenophilius - Xenophilius Lovegood - 15.01.2024

Owszem. Felix był głupi. Skoro chciał ukryć fakt, że żyje, to mógł nie pokazywać się w tej okolicy. Nie miał nawet nic na głowie, co by pozwalało mu zakryć swoją tożsamość. Xenophilius westchnął i potwierdził jedynie drugi fakt, że on już jako osoba tutaj stojąca, wie o "zmartwychwstaniu" kolegi ze szkoły.

Ruszyli alejką, aby znaleźć dobre miejsce na spokojną rozmowę. A skoro miało zapowiadać się na coś dłuższego, jak opowieść książkowa, dobrze było znaleźć takie miejsce, gdzie mogliby nawet coś zamówić do picia. Kawa, albo coś mrożonego. Mieli lato, ciepło, to i magiczny deser lodowy by się przydał.

Xenio rozglądał się za jakimś małym lokalem, mniej w sumie znanym. Albo dopiero co otwierający się w porannych godzinach, że ludzi za dużo w nim nie ma.

- Coś znajdziemy.
Zapewnił. Co jakiś czas też spoglądając na Felixa, czy się trzyma. Był taki spięty, blady, wystraszony. Czy z jego zdrowiem jest w porządku. Ta wczesniejsza reakcja wyglądała, jakby wzajemnie w sobie ducha widzieli, ale to Bell bardziej przeżył owe spotkanie niż Lovegood.
- Mam czas.
Zapewnił. Dla każdej bliskiej lub znanej mu osoby, znajdował czas aby posłuchać, porozmawiać, doradzić, lub w czymś towarzyszyć. Swój interes powoli rozkręcał. Ale też zmagał z problemami, wybicia się.

Mała kawiarnia, rzuciła się Xenophiliusowi w oczy. Przez witrynę zauważył, że nikogo nie było poza obsługą lokalu.

- Możemy tutaj wejść.
Zaproponował. Jeżeli Bell nie miał nic przeciwko, Xenio wszedł pierwszy.
- Zajmij miejsce a ja zamówię dla nas kawę.
Zaproponował. Jeżeli Felix nie oponował, chcąc zapewne uniknąć styczności z obsługą kawiarni, zapewne skorzysta z pomocy kolegi.

Skromne pomieszczenie w stylu starodawnym boho, na ścianach posiadające porozwieszane dekoracje nadchodzących kowenów. Starają się widocznie co święto odświeżać dekoracyjnie lokal. Sądząc, że ludzi tym przyciągną. Być może tutaj prowadzony jest rodzinny biznes. Można było znaleźć w kącie wolne stoliki, oddzielane ozdobnymi, ręcznie wykonanymi parawanami. Aby każdy klient mógł zaznać prywatności w rozmowach i spotkaniach z towarzyszami.

Xenophilius podszedł do lady i zamówił dla nich kawę, lub dla Felixa coś innego, jeżeli miał inne preferencje. Dodatkowo wziął dla nich po dobrym ciastku, skoro mogą posiedzieć nieco dłużej.




RE: [10.06.1972] Mood | Felix, Xenophilius - Felix Bell - 16.01.2024

Felix nigdy nie należał do tych asów inteligencji, których w Hogwarcie było pełno. Uczniem był średnim, może nawet poniżej przeciętnej, z wyłączeniem części przedmiotów oczywiście. Ale nawet w nich nie był nazywany mistrzem. Jeśli zaś chodzi o życiową mądrość... To młody Bell miał dużo więcej szczęścia, niż rozumu. W kwestii wyboru miejsca całkowicie zdał się na kolegę, chociaż odrobinę zmarszczył nos, gdy zobaczył, że idą do kawiarni. Ale przecież w środku nie było nikogo, a i obsługi nie kojarzył, więc po krótkiej chwili zawahania wszedł za Lovegoodem do środka. Kiwnął głową na znak, że niech zamawia co chce, a sam podszedł do jednego z bardziej schowanych stolików. Nie tego tam w kącie, gdzie pewnie siedzieli mroczniejsi od nich, ale na tyle schowanego, by dawał odrobinę prywatności. Felix ciężko opadł na krzesło i rozejrzał się. Knajpa jak knajpa, odzwyczaił się co prawda od takich widoków, ale było tu całkiem... w porządku. Jakby niepewny tego, czy dobrze robił, poruszył się na krześle.
- Nawet nie wiem, od czego zacząć - stwierdził, gdy kolega do niego wrócił. Kiwnięciem głowy podziękował za kawę, ale na razie po nią nie sięgał. Łokieć miał oparty na blacie stolika, dłonią zwiniętą w pięść podpierał policzek. Wodził wzrokiem po otoczeniu, unikając wzroku Xenia. - Może najpierw mi powiesz, jak zareagowali na moje zniknięcie?
Ta rozmowa była dla niego pewnym wyzwaniem. Zastanawiał się co pomyli o nim Lovegood, gdy wypali z tekstem, że porzucił szkołę, plany i marzenia, by dołączyć do cyrku bo była tam dziewczyna, którą pokochał całym sercem. Czy uzna to za głupie? A może zrozumie? To zależało w sumie od tego, czy jego "śmierć" przeszła bez większego echa.
- Bo to, że nie moje ciało znaleźli, to wiesz na razie tylko ty - skłamał, ale miał do tego naturalny talent. Od dziecka kłamał, poruszał się na granicy kłamstwa i prawdy, balansował na tej cieniutkiej linie i łapał z gracją równowagę. Przychodziło mu to z łatwością - a teraz nie chciał tłumaczyć się koledze, że jego przyjaciele z roku, zaledwie kilku, także wiedzieli o tym, że żyje. - Jak ślepej kurze ziarno trafił mi się ten chłopak, nawet nie wiem co mu się stało, ale gdy uznali, że to ja... To co miałem zrobić? Chciałem zniknąć, więc wykorzystałem okazję.
Poczuł się w obowiązku, by odrobinę wytłumaczyć tę sytuację. Żeby Xenophilius przypadkiem nie pomyślał, że to Felix jest odpowiedzialny za zabicie tego chłopaka niedaleko okolic Hogwartu. Nie miał z tą śmiercią nic wspólnego, to był czysty przypadek.


RE: [10.06.1972] Mood | Felix, Xenophilius - Xenophilius Lovegood - 17.01.2024

Biorąc pod uwagę zachowanie kolegi, strach i jego atak, Xenio nie miał powodu szukać miejsca narażającego jego tożsamość. Ten lokal nie rzucał się nikomu za bardzo w oczy. Znajdował w jednej ze schowanych uliczek Alei Horyzontalnej. Choć jego wąska witryna rzucała się w oczy od głównej ulicy, to wejście miała z boku. Nie było tutaj nikogo, kto by Felixa kojarzył. Mógł poczuć się odrobinę bezpieczniej.

Lovegood zamówił kawę i ciastko dla nich. Aby osłodzić trochę to spotkanie po latach. Zapłacił także od razu. Wszytko podano mu na drewnianej tacy. A jako, że miał przy sobie książki, użył magii bezróżdżkowej, aby ów tacę z zamówieniem, skierować do ich stolika, zajmowanego przez Felixa. Magicznie znalazła się na blacie, a wtedy Bell postanowił się odezwać.

- Najlepiej od początku.
Polecił kolega. Zajmując wolne krzesło naprzeciwko, książki odkładając na bok. Wziął kawę do siebie i talerzyk z ciastem. Druga porcja była dla kolegi ze szkoły. Przy czym padło pytanie o reakcję w szkole. Tutaj, westchnął.
- Nie wiem jakie panowały emocje w Hafflepuffie, choć z obserwacji dostrzegłem zaniepokojenie, zmartwienie, przerażenie? Jak ogłosili zaginięcie, a potem… Wiesz co… To mieliśmy chyba tydzień żałoby. Niektórzy porównywali do przypadku Marty Warren. Ale nie miało to miejsca bezpośrednio w szkole. Spekulacje były różne. Zaskoczyło mnie, że to ciebie tam znaleźli. Jakoś nie potrafiłem w to uwierzyć.
Odpowiedział na pytanie, przy którym Felix przyznał, że to nie jego ciało zostało znalezione. A kogoś innego. Jakby potwierdził to, w co akurat Xenophilius nie był wstanie zaakceptować. Wierzył w teorie spiskowe, ale nie śmierć kolegi. Ale czy na pewno, tylko on poznał prawdę? Trudno uwierzyć. Choć mogło być to możliwe,  jeżeli Bell bardzo dobrze kamuflował się.
- Pytanie. Dlaczego?  Dlaczego to wykorzystałeś i zniknąłeś? Co Tobą wtedy kierowało?
Zapytał w końcu, posłodziwszy swoją kawę i mieszając. Musiał o to zapytać, gdyż Felix trochę omijał te wyjaśnienia. Chciał zniknąć. Ale dlaczego? Dlaczego też wykorzystał martwe ciało innego chłopaka w jego wieku? Przed kim się ukrywał? Kogo się bał? Uważnie spojrzał na Felixa, czekając na wyjaśnienia.