Secrets of London
[ 27 Czerwca 1972] Theon x Cynthia - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122)
+--- Wątek: [ 27 Czerwca 1972] Theon x Cynthia (/showthread.php?tid=2539)



[ 27 Czerwca 1972] Theon x Cynthia - Cynthia Flint - 08.01.2024

Słońce nieśmiało wyjrzało zza białych chmur, jego promienie padły na twarz jasnowłosej dziewczyny. Rześki podmuch wiatru, który zadawał się pachnieć wszelkiej maści kwieciem, ale i dziwnym aromatem góry, wdarł się jej do nozdrzy. Był orzeźwiający. Gdyby nie fakt, że doskonale nad sobą panowała i wiedziała, jak za pomocą magii wpłynąć na własny organizm, Cynthia niewątpliwie rozlałaby dziś herbatę z eleganckiej filiżanki z kwiatowym wzorem wprost na swoje kolana i sukienkę. Sukienka. Pudrowo-różowa, o perłowych guzikach i z delikatnego materiału, o przeźroczystych rękawach — powinna być pierwszym czerwonym światłem dzisiejszego poranka. Ona jednak głupio straciła czujność, miała to niebezpieczne poczucie stabilności i spokoju, a wizyta w domu Traversów wydawała się jej doskonałym zbiegiem okoliczności. Miała tu sprawę do załatwienia. Nie chodziło tylko o dostarczenie Nicholasowi nowej porcji ziół, a o krótki liścik, który dostała od Louvaina jakiś czas temu. Los bywał jednak kapryśny. Wciąż czuła to kilkusekundowe drżenie własnych palców, gdy trzymała w nich chłodną porcelanę, a jej ojciec niczym słodki skowronek przedstawił w akompaniamencie Państwa Travers prawdziwy powód, dla którego ją tu zaciągnął i polecił akurat tę sukienkę. Zawsze ją lubił w takich paskudnie dziewczęcych kolorach, a ona, dobre dziecko, chciała sprawić mu radość, utrzymując tworzoną od wielu lat grę pozorów. Odtwarzała ten krótki moment przed kilkunastoma minutami, zastanawiając się, czy powinna to przewidzieć. Czy mogła coś zrobić?
Zerknęła w stronę idącego obok Theona, przesuwając spojrzeniem po jego sylwetce i profilu. Wiedział? Chyba nie. Wyglądał na zaskoczonego, ukrył to znacznie słabiej, niż ona. Już raz przez to przechodziła, pewnie dlatego. Dlaczego ona w ogóle była zaskoczona? Przecież to musiało ostatecznie mieć miejsce, dopóki była towarem względnie młodym i wartościowym w oczach własnego ojca, zwłaszcza teraz gdy Castiel miał swoje obowiązki w głębokim poważaniu. Kolejna, chłodna fala rozeszła się po jej wnętrzu, a pochłonięty chaosem umysł przekształcił się w gładką i prostą taflę, trudną do zburzenia. Trwałą. Spokojną. Opanowaną. Chłodną. Przestrzeń, na której najlepiej funkcjonowała, utrzymując kontrole.
- To naprawdę piękny ogród. - rzuciła chyba tylko dlatego, że czuła, iż cisza robiła się ciężka i niezręczna, co nijak nie odpowiadało pogodzie dzisiejszego popołudnia. Wiedziała też, że zza kotar w oknach wielkiej posiadłości spoglądają na nich ciekawskie oczy jej mieszkańców. Wyglądała łagodnie, jej twarz nie pokazywała zbyt wiele, ba, nawet pozwalała sobie na delikatny uśmiech, bo przecież to był powód do szczęścia, prawda? Theon nie był stary, nie był brzydki i nie był zboczony, jak to było z Edwardem. Powiedzieć można, że tym razem wygrała na loterii. Powinna się trochę bardziej postać, wykrzesać odrobinę entuzjazmu, przynajmniej dopóki nie znajdzie odpowiedniego rozwiązania dla zaistniałej sytuacji, której nawet we własnej głowie nie mogła lub nie chciała nazwać po imieniu. - A więc Nicholas pracuje w Ministerstwie, a Ty zajmujesz się rodzinnym biznesem? - zapytała z zainteresowaniem, nieco śmielej odwracając twarz w jego stronę. Jej dłoń jednak nawet nie drgnęła, oparta palcami o jego ramię, co miało jej ułatwić poruszanie się po ogrodzie w obcasach. Pasma jasnych włosów zakołysały się pod wpływem ruchu właścicielki, a srebrne iskierki zatańczyły w nich leniwie, odbijając promienie słońca. Czy Nicholas był dla niej wtedy miły i ba, całkiem zaangażował się w rozmowę, co poniekąd konfliktowało z reprezentowaną przez niego naturą, bo tym pomyśle już w maju wiedział? Zwilżyła usta, prostując głowę i wypuszczając bezgłośnie powietrze spomiędzy warg, wolną dłonią przesunęła pukle na plecy, pozwalając im opadać swobodnie, aż do ich połowy. Znała Theona — bardziej z widzenia, niż dosłownie, a kiedyś nawet mu pomogła, ale minęło już przecież kilka lat od ich bliższego spotkania podczas marszu, a życie biegło szybko i nie wątpiła w to, że jego bardzo się zmieniło. Wydawał się jej kiedyś bardziej chłopięcy i niewinny, niż był teraz, ale to mogło być spowodowane jakimś wymysłem narzuconym przez wyobraźnie.


RE: [ 27 Czerwca 1972] Theon x Cynthia - Theon Travers - 15.01.2024

Abstrakcja. Jedno słowo, które – o dziwo - było w staniej dość dokładnie objąć to, co miało miejsce właśnie teraz, w tym konkretnym miejscu. Niby rozumiał, ale zarazem jakby nie do końca to do niego docierało. Czy to faktycznie się wydarzyło? Czy ktoś z jego bliskich rzeczywiście wpadł na taki pomysł? Theon kompletnie się tego nie spodziewał. Na coś takiego nie był przygotowany.

Czy na to w ogóle dało się przygotować?

Idąc obok znajomej-nieznajomej blondynki, był dość milczący. Zachowanie nie było dla niego typowe. Zazwyczaj do powiedzenia miał sporo. Niekoniecznie gryzł się w język, niekoniecznie się hamował. Nie widział takiej potrzeby. Nie odczuwał jej. Teraz jednak… cóż, nadal nosił nazwisko Travers, więc bezpieczniej było założyć, iż to co Cynthia mogła obserwować, stanowiło nie mniej i nie więcej, a ciszę poprzedzającą burze.

Albo może raczej – huragan?

Przemierzając ogród, oddalając się coraz bardziej od murów rodzinnej posiadłości, pozwolił sobie sięgnąć po wiernego towarzysza, którym była paczka fajek. Wygrzebał też z kieszeni zapalniczkę. Potrzeba zapalenia papierosa była w tej chwili na tyle silna, że nawet nie zapytał towarzyszącej mu blondynki o zgodę. Nie pomyślał o tym. Po prostu to zrobił.

Kogoś kto Theona znał, nie powinno to jednak zaskoczyć.

- Babka stara się o niego dbać. – zareagował na słowa dziewczyny. Jemu samemu cisza niekoniecznie przeszkadzała. Chyba nie był jeszcze gotowy na rozmowę. Z drugiej strony, czy bardziej odpowiedni moment do omówienia tematu faktycznie nastąpi? Ktoś taki jak Theon mógłby go wypatrywać w zasadzie w nieskończoność. Znajdując raz za razem argumenty przemawiające za tym, aby sprawę odłożyć na później. Przesunąć w czasie.

Ogród mógł robić wrażenie, podobnie jak cała rodzinna posiadłość Traversów. Zwłaszcza dla kogoś, kto do tego widoku nie był przyzwyczajony. Na Theonie dawno temu całość przestała robić wrażenie. O ile to wrażenie robiła kiedykolwiek. Ciężko było stwierdzić. Zwłaszcza w sposób jednoznaczny. Nie pozostawiający miejsca na choćby niewielkie wątpliwości. Nie bez znaczenia było to, że się w tym miejscu wychował. Znał je równie dobrze jak własną kieszeń. Dzięki temu dobrze wiedział, dokąd powinni się z Cynthią udać, jeśli zależało im na choćby odrobinie prywatności.

Na zniknięciu z radaru tych, którzy próbowali im układać życie.

- Biznesem? – w pierwszej chwili pozwolił, żeby pytanie zbiło go z tropu. Zaraz sobie jednak przypomniał, że przecież w ten sposób rodzina tłumaczyła ostatnimi czasy jego nieobecność. Theon był potrzebny. Musiał zająć się rodzinnymi sprawami. Wiedział o tym, zdawał sobie z tego sprawę, ale do tej wersji wydarzeń nie zdążył nadal przywyknąć.

Być może wynikało po części z tego, że nie potrafił wyobrazić sobie samego siebie w takiej roli.

- Jak skręcimy w tą alejkę, będziemy mogli schować się w ogrodowej altanie. Kilka minut drogi, ale nikt nie powinien nam tam przeszkadzać. – zamiast podjąć temat, zaproponował w pierwszej kolejności coś na kształt krótkiej wycieczki. Nie zamierzał przy tym wyprowadzać Cynthii poza teren posiadłości. Jedynie oddalić się od budynku oraz wścibskich oczu, które niewątpliwie ich śledziły. Bardziej ustronne miejsce powinno pozwolić im na więcej swobody.

Niezależnie od tego czy dziewczyna przystała na tą propozycję, przez kilka kolejnych chwil milczał, starając się wszystko poukładać sobie w głowie. Może nawet blondynka zdążyła już założyć, że tak będzie wyglądało ich spotkanie, że odpowiedzi się nie doczeka?

- To było chwilowe. Delilah, moja babka, poznałaś ją chwilę temu, potrzebowała wsparcia przy pewnym projekcie. Wiek i zdrowie nie zawsze pozwalają jej nad wszystkim należycie czuwać. – to ostatnie było kłamstwem, kobieta mimo jakiś… może nawet 80 lat na karku, wyglądała na pełną życia, sił, werwy. W pełni sprawą. - Nadal jestem pracownikiem Ministerstwa Magii. Pracuje w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. – doprecyzował, wskazując na dokładne miejsce pracy. Choć w zasadzie Cynthia powinna była się w tym wszystkim do pewnego stopnia orientować. Często odwiedzał przecież Lycoris, nachodził ją w miejscu pracy. Czasem przeszkadzał, czasem zapewniał nieco oddechu, który potrzebny był każdemu. – Miałaś już nadzieję, że przestanę do was wpadać z kawą?

Bo przecież to robił. Raz, może dwa razy w tygodniu. Zależnie od tego ile miał czasu, na ile mógł sobie pozwolić. Nie zawsze sprawdzał przy tym czy Cynthia się akurat ewakuowała. Zajęła się czymś innym, w innym miejscu. Jemu jej obecność nie przeszkadzała. A jeśli Flint miała na to inne spojrzenie… to cóż, tak to już bywa.




RE: [ 27 Czerwca 1972] Theon x Cynthia - Cynthia Flint - 22.01.2024

Abstrakcja.
Doskonałe określenie zaistniałej sytuacji. Zastawiona przez ojca pułapka okazała się skuteczna, bo jak mogłaby odmówić? Owszem, mogła łudzić się, że niefortunna seria zdarzeń będzie tylko złym snem, zostanie wspomnieniem po przebudzeniu się i otworzeniu oczu, ale po co? Ucieczka nie była rozwiązaniem. Sytuację najlepiej było opanować, gdy odzyskiwało się nad nią kontrolę, nawet jeśli uspokojenie własnego wnętrza i zagonienie we właściwe miejsce myśli wymagało ingerencji magicznej. Drobnej, takiej, którą uskuteczniała na sobie od wielu lat.
Nie mógł to być kiepski żart, bo w ich kręgach i w tym, co reprezentowały sobą ich rody, nie było miejsca na takie żarty. Byli tylko bydłem na przetarg, składnikiem, który miał na celu udoskonalenie linii oraz wpływów, drogą do lepszego produktu. Stłumiła westchnienie, zbierając się do kupy. Nie po to poświęciła tyle czasu i nauki, aby dotrzeć do miejsca, w którym była, żeby teraz zrezygnować. Zresztą, dzisiejsze spotkanie było tylko wstępem do szeregu kroków, które musieli podjąć, aby zawartą umowę sfinalizować. Nadal mogli to jakoś odkręcić. Bo Theon był przecież równie zaskoczony, co ona — dostrzegła to z dziecinną łatwością jeszcze w saloniku. A może po prostu chciała w to wierzyć? Skupiła się na ogrodzie, na kwiatach i jasnym niebie. Otaczający ją świat był naprawdę ładny, uspokajał, chociaż niekoniecznie pomagał w skupieniu i utrzymaniu myśli na właściwym, konkretnym torze. Mogli milczeć, udawać, że to wszystko ich nie dotyczy, ale nie było sensu. Wybrała odpowiednią aranżację, zaczynając rozmowę. On nie wyglądał, jakby miał to zrobić. Znali się przecież, zawsze był rozmowny i zabawny, a teraz tkwił w swoim własnym świecie, otulonym dymem z papierosa. Ah ten nałóg. Poczuła olbrzymią chęć po papierosa, ale nie mogła. Nie paliła w towarzystwie, a tu wszystko miało oczy, łącznie z podejrzanymi figurkami pomiędzy kwieciem.
- Doskonale jej to wychodzi. - odpowiedziała uprzejmie i miło, ze spokojem dotrzymując mu kroku. Zapach fajki zupełnie jej nie przeszkadzał, szybko mieszał się ze wszystkim dookoła i był porywany przez podmuchy letniego wiatru. Na jego słowo przytaknęła, nie drążąc jednak tematu werbalnie, jedynie posyłając mu zaciekawione, a jednocześnie nienachalne spojrzenie. Zważywszy na okoliczności, wypadało, aby poznali się lepiej. Słyszała to i owo, ojciec wspominał, że pomagał ostatnio w rodzinnych sprawach. Pamiętała o Ministerstwie, ale nie miała okazji spotkać tam go od dłuższego czasu. Czasem też się po prostu mijali, bo ona często brała zmiany na noc i nadgodziny popołudniowe, zamykając się w dodatkowej, malutkiej kostnicy, gdzie zajmowano się wyjątkowo zmasakrowanymi zwłokami. Nie chciała też przeszkadzać mu oraz Pannie Black. Oh tak, nie była ślepa, nawet jeśli o miłości miała pojęcie naprawdę malutkie. Tym bardziej całe to zdarzenie było jakieś niefortunne. - Oczywiście, jak sobie życzysz. Altanka brzmi doskonale.
Nie mogła brzmieć entuzjastycznie, bo by to źle wyglądało, ale perspektywa zejścia z oczu, które ich obserwowały? Doskonały pomysł. Musiała to jednak okrasić odrobiną nieśmiałości, aby zakryć zirytowanie faktem, że teraz zapewne dyskutowali o liście gości na oficjalne przyjęcie zaręczynowe. Kolejna iskierka magiczna sprawiła, że emocja zniknęła równie szybko, co się pojawiła.
Nie chciała go naciskać.
Skupiła na nim uwagę, gdy mówił. Nie wchodziła mu w słowo, a nienaturalnie błękitne tęczówki przesuwały spojrzeniem po jego twarzy. Przytaknęła. Jego babcia faktycznie nie wyglądała na niedołężną, ale musiała mu wierzyć na słowo. Każda rodzina miała swoje sekrety, czystsze i brudniejsze.
- Nie widziałam Cię tam od dłuższego czasu, wybacz, że uwierzyłam temu, że zrezygnowałeś z Ministerstwa. Mam nadzieję, że projekt się udał. - zaczęła z odrobiną zawstydzenia, przenosząc wzrok gdzieś na bok. Nie milczała jednak długo, zwłaszcza po takim pytaniu niby to retorycznym, a jednocześnie niby badającym grunt. - Nie, absolutnie. Twoje wizyty zawsze sprawią, że dzień był ciekawszy. I uszczęśliwiały Pannę Black. - dodała pogodnie, powracając spojrzeniem do oczu mężczyzny i uśmiechnęła się, wciąż wykorzystując nutę zawstydzenia z wachlarza swoich wyuczonych lub wymuszonych magicznie emocji. Gdy wyprostowała głowę, jasne pasma zsunęły się na plecy. - Ciesze się więc, że wróciłeś już do pracy. Zawsze sprawiałeś wrażenie kogoś, kto lubi swoje zajęcie. Podobnie zresztą, jak Twój brat. - dodała właściwie zgodnie z prawdą, bo tak ich dwóch zawsze odbierała. Niewielu ludzi mogło poszczycić się stwierdzeniem, że lubiło swoją pracą i sprawiała im ona jakąkolwiek satysfakcję.


RE: [ 27 Czerwca 1972] Theon x Cynthia - Theon Travers - 07.02.2024

Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, to co właśnie miało miejsce rzeczywiście można było uznać za całkiem niefortunne. W czasie, kiedy Theon starał się poukładać swoje życie, naprawić relacje jakie łączyły go z Lycoris, jego bliscy cichaczem planowali zaręczyny. Zdecydowali się na to, aby jeszcze bardziej skomplikować sprawy. Od jak dawna o tym myśleli? Od jak dawna rozmawiali o tym rodzice jego i Cynthii?

Bo przecież takie rzeczy nie działy się tak po prostu. Z dnia na dzień.

- Jakoś nie w smak mi pozostawanie na widoku. - spojrzał przez ramie, w stronę budynku oraz okien. Niby zawieszone były firany, eleganckie zasłony, ale nie miał wątpliwości, że ich obserwowali. Delilah nie byłaby sobą, gdyby nie trzymała ręki na pulsie. Zawsze starała się wszystko kontrolować. Czasami nawet bardziej niż powinna.

Prowadziło to do spięć wewnątrz rodziny.

W przeciwieństwie do Cynthii, nie bawił się w pozory. Nie starał się niczego udawać. Może i nie zachowywał się tak jak zawsze, tak jak miał w zwyczaju, ale Theon nadal był sobą - sobą wyprowadzonym w jakiejś części z równowagi. Swojego braku zadowolenia nie ukrywał. W zasadzie to nawet nie myślał o tym, w jaki sposób to wszystko miałoby zostać odebrane przez Cynthie. Nie przeszło mu przez myśl, że ta jego jawna niechęć mogłaby drugą stronę w jakimś stopniu dotknąć. Może nawet zranić?

- Uszczęśliwiają... - zaśmiał się, ale brzmiało to tak trochę ponuro. Nie było w tym zbyt wiele radości. Czyżby Flint to wszystko umknęlo? Od czasu sabatu z okazji Beltane, pomiędzy nim a Lycoris nie było kolorowo. Może gdyby miał możliwość nieco wcześniej wszystko jej wyjaśnić... nie, to nie był odpowiedni moment na to, aby myśleć o Black. - Skoro tak uważasz. - zamiast kontynuować temat Black, kolejne słowa wypowiedział już w reakcji na spostrzeżenie Cynthii dotyczące pracy. Czy faktycznie lubił swoją robotę? Chyba sam już nie był tego pewien. Na pewno wolał zajmować się tym, niż podporządkować się w tym względzie swojej rodzinie.

Z wiadomych względów, Traversowie nie spoglądali przychylnym wzrokiem na Ministerstwo Magii. Podobnie jak i na związanych z nim czarodziejów.

Nieśpiesznie pokonywali kolejne metry, coraz bardziej oddalali się od budynku, zbliżali się do altany, o której Theon wcześniej mówił; którą wskazał jako ustronne miejsce. Zapewniające prywatność, która zawsze była w cenie. Po drodze cały czas zajęty był swoim papierosem. Dość szybko zdołał go wypalić. Pozostałości tak po prostu rzucił na ziemie. Dogasił przy pomocy buta.

- Długo masz zamiar tak pierdolić? - może postawił na zbyt dużą bezpośredniość, może był przy tym za bardzo niegrzeczny, ale w pewnym momencie tak po prostu zatrzymał się, odwrócił w kierunku Cynthii. Zadał to pytanie. On sam nie potrafił funkcjonować w ten sposób. Pod płaszczykiem pozorów. Nie był dobrym aktorem, ale też nie próbował. Patrząc na Theona to właśnie Theona miało się przed sobą. Prawdziwego. Szczerego, choć nie zawsze było to przyjemne. - Nie wiem jak Ty, ale ja jestem po prostu wkurwiony. Nie potrzebuje, żeby układali mi życie.

Bo przecież sam potrafił się swoim życiem zająć. Czasami wiązało się z tym trochę chaosu, ale jakoś dawał radę. Był nawet zadowolony z tego, jak ono wyglądało. Nie uważał, żeby przedstawiało się jakoś szczególnie tragicznie.