Secrets of London
[02.07.1972] kocie harce | Norka & Leo - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [02.07.1972] kocie harce | Norka & Leo (/showthread.php?tid=2561)

Strony: 1 2


[02.07.1972] kocie harce | Norka & Leo - Nora Figg - 15.01.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Zbliżał się wieczór. Słońce powoli chowało się za horyzontem, chociaż widziała, że zachodzi jedynie przez szyby okien. Dzień minął szybko, jeden z wielu spędzonych w klubokawiarni bez wyjścia na zewnątrz nawet na chwilę, no, nie licząc niewielkiego ogrodu, który znajdował się za nią. Pracy było wiele. Zaczęły się wakacje. Ulica Pokątna była pełna rodziców z dzieciakami, którzy bardzo chętnie wstępowali do Nory na coś słodkiego. Nie było czasu, aby odetchnąć.

Było jej trochę łatwiej, kiedy zatrudniła nowe osoby do pomocy. Nie musiała się dwoić i troić, aby ogarnąć każde z możliwych stanowisk. Pozwalało jej się to skupić bardziej na tych rzeczach, które musiała robić sama, mogła też odrobinę więcej czasu spędzić na pomocy Zakonowi Feniksa. Wczoraj udało jej się nawet wyrwać z Nory, by pomóc potrzebującemu ich wsparcia mężczyźnie. Tyle, że dzisiaj przez to musiała więcej pracować. Jeden dzień nieobecności w tym miejscu dokładał jej sporo dodatkowych czynności, jednak na to nie narzekała, cieszyła się, że może pomóc tym, którzy tej pomocy potrzebują, nawet jeśli wiązało się to z pracą dwadzieścia cztery na dobę.

Przygotowała zamówienie na najbliższe kilka dni. Musiała zorganizować trochę składników do ciastek, bo powoli spiżarka zaczynała świecić pustkami, a do tego nie mogła dopuścić. Zamówiła również sporo alkoholu, bo czarodzieje chętnie się nim raczyli po pracy. Szczególnie, gdy wieczory były takie ciepłe spędzali czas na zewnątrz wypijając kilka drinków w tej przyjemnej, kwiecistej oprawie.

Panna Figg siedziała w kuchni, było to miejsce, w którym najczęściej można ją znaleźć. W piecu znajdowała się ostatnia partia ciastek, które miały być gotowe na kolejny dzień. Znajdowała się w kącie, siedziała na niewielkim taborecie z zeszytem w notatnikiem w dłoni, wykreślała z niego kolejne podpunkty, zbliżała się do zakończenia listy zadań, które miały być zrobione na jutro. Na szafce stała szklanka do połowy pełna, w której czekało na nią mojito, uwielbiała jego smak w gorący, letni dzień, świetnie gasił pragnienie i pomagał radzić sobie z gorącem, który panował na kuchni. Nie było łatwo spędzać tu tyle czasu, gdy żar lał się z nieba. Ubrana była jak zawsze - bardzo kolorowo, w sukienkę w fiołkowym kolorze, zdecydowanie zbyt krótką, ale tak lubiła najbardziej. Zdecydowanie nie pasowało to do kuchcika. Buty, oczywiście na wielkim obcasie, to dziwne, że ze swoją koordynacją tak świetnie sobie z nimi radziła. Powinna jeszcze przygotować jedną partię ciasta na pączki, żeby rano móc upiec je bez zbędnych komplikacji, póki co jednak czekała jeszcze na znak od nieba, że to jest ten moment, aby się tym zająć.




RE: [02.07.1972] kocie harce | Norka & Leo - Leo O'Dwyer - 20.01.2024

Czary mary, czary mary, twoja stara to twój stary - dokładnie tak powiedziałem do jednego czarnoksiężnika na ulicy Śmiertelnego Nokturnu, po czym spierdzieliłem w kilku susach za pomocą kocich mięśni. I tyle mnie widział. I dobrze, bo z takimi ludźmi nie zamierzałem dyskutować, bo szkoda było tak wspaniałego dnia na czcze dyskusje o mordowaniu mojej osoby.
Gorzej, bo nie wiedziałem, gdzie skierować swój koci zadek, kiedy już go obmyłem nieco na jednym z dachów na Pokątnej. Pewnie bym podreptał do biblioteki żeby nieco przekimać się na książkach, aleee... Ujrzałem jednego z tych futrzaków od Norki, co to gadać potrafiły, ale nie zagadałem z nim, bo ja pod postacią kocią to nie gadałem, ale za to pomyślałem sobie, że w sumie skoro kot jej nie wspiera, to potrzebowała ciepłego kociego zastępstwa w ten upalny dzień! Więcej ciepła! Norka wytrzyma!
Taka to była ta moja przeurocza logika, więc żeby ożywić też nieco siebie i atmosferę, wpadłem tam niczym chochlik kornwalijski i zacząłem skakać po szafkach, po ścianach, po garnkach, robiąc hałasujący chaos totalny, ale bałagan względny, bez przesady. Zrobiłem też kolejkę powrotną i ponownie w drugą stronę, bo uwielbiałem biegać, szczególnie kiedy miałem tory z przeszkodami, ale w końcu jednak się zmęczyłem, więc padłem na kocie plecy, przemieniając się w Leoleoleo. Oddychałem ciężko, ale się śmiałem jak ten najbardziej beztroski kot na świecie, którym właściwie byłem.
- Co... robisz, śliczna? - zapytałem Szefowej. Teraz zapewne próbowała pozbierać myśli na ten mój napad albo trzymała się przestraszona za serce, albo zamierzała właśnie złapać za miotłę...? Jeśli złapie za miotłę, to ja jeszcze znajdę siłę, żeby poskakać przez kijek w kociej postaci, próbując go uniknąć... Albo też pofrunąć swoim zadkiem daleko, co też byłoby piękne. Zawsze spadałem na cztery łapy. Te moje łapska były tak giętkie, że spadanie było samą przyjemność.
- Znajdzie się miska mleka dla biednego kociaka w ten upalny dzień? - odezwałem się błagalnie, żebrząc właściwie, bo mi się tak sucho zrobiło na wargach, a jeszcze jak mleko będzie schłodzone, to będzie wtedy najlepsze mleko w moim życiu. Niezaprzeczalnie.


RE: [02.07.1972] kocie harce | Norka & Leo - Nora Figg - 21.01.2024

Wykreślała kolejny punkt ze swojej listy, kiedy do kuchni coś wbiegło. Nie coś, a ktoś, bo rudy kocur, którego już znała, w sumie traktowała jak jednego z rodzimych kotów. Uniosła wzrok znad notatnika, który miała w dłoni i obserwowała go uważnie. Biegał po szafkach, jakby go Merlin opuścił, zastanawiała się, czym to jest spowodowane. Mrugnęła przy tym kilka razy, co wcale nie było dobre, bo kocur znajdował się co rusz w innym miejscu, trudno jej było za nim nadążyć. Wprowadził nieco życia do tego spokojnego miejsca, nawet trochę zbyt dużo, jednak pannę Norkę nie tak łatwo było zdenerwować hałasem.

Wylądował wreszcie na podłodze, gdzie to wrócił do swojej ludzkiej postaci. Zawsze zazdrościła trochę animagom tej ich umiejętności, bo sama w magię była raczej słaba i pewnie nigdy by się nie nauczyła takich cudów. Zastanawiała się, jakie to uczucie tak zmieniać się w kota, chodzić swoimi ścieżkami i urządzać kocie harce.

Cisza szybko została zakłócona, bo ledwie Leo się przemienił to postanowił się odezwać. Delikatny rumieniec pojawił się na jej twarzy, bo raczej rzadko kiedy ktoś nazywał ją śliczną, co było dla niej nieco wstydliwe. Czuła, że policzki zaczynają ją piec, że też nie potrafiła nad tym zapanować. - Nic ciekawego, odhaczam tu sobie rzeczy do zrobienia na jutro. - Pomachała notesem w powietrzu, żeby zademonstrować mu w pełni to, czym się zajmowała.

- Cóż cię opętało, czy to zew natury? - Chciała zapytać o to wcześniejsze przedstawienie, które jej przed chwilą urządził, bo było dosyć mocno niespodziewane. Wcale nie zamierzała łapać za miotłę i za nim gonić, miała baaardzo dużo cierpliwości do kociaków.

- Mleka tutaj dostatek, może być ze szklanki? - Zapytała podnosząc swój zadek z krzesła. Oczywiście, że nie odmówi mu tej przyjemności. Nadal ją nieco bawiło to, że w ludzkiej postaci również lubił raczyć się tym napojem, bo mało osób znała, które przepadałyby za mlekiem. Ruszyła w kierunku sporej lodówki, aby wyjąć z niej szklaną butelkę pełną mleka. - Chyba, że wolisz prosto z butelki? - Musiała zorientować się w jego upodobaniach, to był dobry moment na zdobycie takich istotnych informacji.




RE: [02.07.1972] kocie harce | Norka & Leo - Leo O'Dwyer - 02.02.2024

- Zdecydowanie zew natury i... nuda - stwierdziłem rozbawiony, szczerząc się. Miotła nie ruszyła w ruch, ale może to jednak dobrze, bo im dłużej leżałem na podłodze, tym było mi coraz bardziej leniwie, więc nie sądziłem bym się szybko zmobilizował do kolejnej zabawy. Ach. Ale jednak wstałem, bo słowa mleko i dostatek w jednym zdaniu, to jednak potrafiły podbić moje serce totalnie, więc wyglądałem tej szklanki, kiwałem prędko głową, że tak, że może być, tylko dawaj mi to babo, na bogów dawaj mi to szybko, bo zwariuję, oszaleję oraz zwariuję i oszaleję jednocześnie.
- Wszystko jedno byle mleko i byle szybko - pospieszyłem ją, ale oczywiście w taki pozytywny, zabawny sposób, bo chamem nie byłem. Może czasami. Ale to do specyficznych osób, a do Norki Szefowej to jakżebym śmiał. Ja kochałem Norkę Szefową, mimo że mi szefowała od jakiegoś miesiąca, może pół, a może od trzech dni. Nieistotne. Pani Norka to była cudowna kobieta, inaczej bym tu nie przebiegł w podskokach i nie żebrał o mleczko.
- A to odhaczanie takie w tym notatniku... do zrobienia rzeczy na jutro, to jakaś gra jest, to coś pomaga czy po prostu Pani Norka się nudzi??? - zapytałem ją bez ogródek, podnosząc się jedynie na klęczki by spojrzeć w te tajne informacje.
Sam osobiście niczego nie notowałem, bo nie miałem do tego głowy. Nawet nie miałem głowy do tego by pomyśleć coś o notowaniu czegokolwiek. Kiedy uczyłem się tych rzeczy pozaklęciowych na staż, to też nie robiłem notatek, co mój współlokator uważał za... W sumie nie pamiętam, za co uważał, jak to widział czy też nie widział, ale nie robiłem notatek. Ostatnio robiłem je w szkole, ale tylko wtedy kiedy kazali, a kiedy nie musiałem, to wolałem skupić się na obserwowaniu wszystkiego i niczego albo chociażby książki. Zależało od pozycji siedzenia i momentu, i od możliwości moich do skupienia się w danej chwili, a czasami było z tym ciężko. Najgorzej to przed SUMami.
- A mamy kubek dla najlepszego kota na świecie...? - zapytałem rozbawiony, ale cicho-sza. Tylko tak pozytywnie dokuczałem. W szklance, w butelce, w misce, byleby było mleko-mleko-mleko. - To może jednak z butelki... Czy to nie oznacza, że wtedy dostanę najwięcej...? - dodałem, tak rozważając jednak tę decyzję, bo mogła być z tej kategorii decyzje o wadze życia bądź śmierci.


RE: [02.07.1972] kocie harce | Norka & Leo - Nora Figg - 03.02.2024

- Ciekawy sposób na nudę. - Dodała z uśmiechem. Zastanowiła się przez chwilę, kiedy ostatnio ona mogła narzekać na nudę. Nie umiała sobie przypomnieć takiej sytuacji, wiecznie gdzieś pędziła, ciągle miała coś do zrobienia, w zasadzie to bywało i tak, że nie miała kiedy się podrapać po tyłku. Trochę mu tej nudy zazdrościła. Może kiedyś i jej będzie dane mieć choć chwilę, żeby nie robić nic, wierzyła w to szczerze.

- Skoro wszystko jedno, to trzymaj i sobie nie żałuj. - Wręczyła mu w dłonie piękną, szklaną, a co najważniejsze pełną butelkę zimnego mleka. Zdążyła zauważyć, iż był to jego najulubieńszy przysmak, co nadal nieco ją dziwiło. Nie spodziewała się, że w ludzkiej postaci animagom zostają zwierzęce przyzwyczajenia. Brenna bowiem kochała słodycze, nie widziała, żeby jadła surowe mięso - skoro była psim animagiem, to analogicznie spodziewałaby się podobnej sytuacji.

- Chciałabym się nudzić, niestety nie pamiętam, kiedy ostatnio mi się to przydarzyło. To lista rzeczy, które muszą być zrobione, nie chciałabym o niczym zapomnieć, bo mogłoby się to źle skończyć. - Zajrzała przy tym do pieca, żeby rzucić okiem na te ciastka, które powoli zaczynały już wyglądać, tak jak powinny. Jeszcze z pięć minut i będą gotowe, przynajmniej na jej oko, a nie można jej odmówić tego, że jeśli chodzi o ocenę gotowości wypieków to było ono naprawdę spostrzegawcze. Lata praktyki robiły swoje.

Norka w przeciwieństwie do Leo notowała większość istotnych rzeczy. Bała się, że coś może jej umknąć, musiała jakoś panować nad tym całym zamieszaniem. Szczególnie, że bardzo mocno angażowała się też w sprawy zakonowe, bała się, że jej przyjaciołom mogłoby zabraknąć eliksirów, które mogły pomóc im działać. Także miała to wszystko na swojej głowie.

- Trzeba będzie ci zorganizować taki kubek, dobrze, że reszta kociej ferajny nie potrafi czytać, bo ktoś mógłby się poczuć urażony.- Na pewno zorganizuje mu taki kubeczek, żeby poczuł się tutaj wyjątkowo. Norka lubiła wyróżniać swoich pracowników, zależało jej na tym, żeby to miejsce im się dobrze kojarzyło.

- Może i oznacza, ale nie widzę w tym nic złego. - Nie będzie mu przecież żałowała mleka.




RE: [02.07.1972] kocie harce | Norka & Leo - Leo O'Dwyer - 18.02.2024

Norka to była fest baba. Rozumiała koty i kocie potrzeby, a że byłem kotem półkrwi, to jasnym było, że te kocie potrzeby tez dotyczyły mojej kociej osoby. Półkociej, a nawet może w pełni kociej... Wszystko zależało od momentu leżenia, bo czasami to się czułem człowiekiem, ale rzadko. Tak, hehe, odkąd udało mi się animagnąć, to mi odbiło totalnie na punkcie kotów. Wcześniej miałem fioła, a teraz to miałem totalnego, więc to może stąd te moje obsesje na punkcie mleka. Po prostu byłem kotem mentalnie. Jakieś schorzenie psychiczne. Bycie wariatem, świrem albo po prostu człowiekiem tak pozytywnym, że aż nadczłowiekiem...? NIEWYKLUCZONE.
Napiłem się z butli sowicie, jak gdybym mógł ja utracić w każdej chwili. Z drugiej strony, było dziś bardzo ciepło, a ja tu przybiegłem aż z Nokturna, więc trochę drogi było, a też jej część, to ja uciekałem, więc tym bardziej tempo było energiczne. Spaliłem wszystkie kalorie, które dziś zjadłem, więc zapewne jak tylko odsapnę, to się dorwę do tych ciasteczek. Niech one tylko trochę ostygną. Ja też ostygnę. A potem połączymy się w jedno.
- A co tam jest na tej liście? Może ja pomogę? Ja mogę pomóc bez problemu. Wiesz, że ja lubię pomagać - stwierdziłem nagle jakby ożywiony, choć zapewne dla Norki to już nie było nic nadzwyczajnego, bo pewnie już zdążyła się na mnie poznać. A może nie? Kto wie? Norka wie, ale nie zamierzałem ją o to pytać, bo mieliśmy inne sprawy na głowie. Tajemnicza listę, której nie zdążyłem przeczytać, bo coś innego zwróciło moją uwagę. Już nie pamiętałem nawet co. Prawdopodobnie  sam fakt istnienia listy, więc to dopiero było historia!
- Będę miał swój własny kubek!? ALE JA SIĘ CIESZĘ, NAWET NIE WIESZ JAK SIĘ CIESZĘ JUŻ NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ AŻ GO ZOBACZĘ... Ale to na spokojnie, nie pali się przecież, ja poczekam, a w międzyczasie możemy zająć się rzeczami niecierpiącymi zwłoki, ale kubek to będzie fajna rzecz i będzie imienny dla najlepszego kociaka... Ale, Norka, ty tak uważasz? Że zasługuję na taki kubek??? - zapytałem ją tak właściwie, po tym jak się niesamowicie podjarałem. Nie chciałem na niej wymuszać uznawania mnie za bóstwo, ale jeśli już zamierzała, to nie będę oponować. Moje kocie ego mogłoby sięgać księżyca, gdyby chciało. Wolało jednak kierować się ku słońcu, więc wystawiłem swoją męską mordkę w kierunku Norki, jak gdybym szykował się dostać w mordę, ale nic z tych rzeczy. Nasłuchiwałem odpowiedzi. Pięknej, niezmąconej, czułej może trochę.


RE: [02.07.1972] kocie harce | Norka & Leo - Nora Figg - 18.02.2024

Nie oceniała. Kimże była, żeby to robić. Leo był całkiem słodkim kotkiem. Ba, świetny był w te kocie sprawy, bo wydawało się jej, że miałaby problem, żeby odróżnić go od takiego, kota, kota. Nie dało się ukryć, że akurat panna Figg na kotach znała się wyśmienicie, więc było to naprawdę wybitne osiągnięcie.

Uśmiechnęła się do siebie widząc, jak Leo łapczywie pije mleko, czy było coś piękniejszego dla oczu? Smakowało mu na pewno, trochę ją to dziwiło, bo sama nie byłaby w stanie wlać w siebie takiej ilości, ale on musiał być prawdziwym kotem. Był, aż tak spragniony, czy po prostu mu smakowało? Nie miała zamiaru pytać, przynajmniej jak na razie. Z tyłu głowy miała jedynie myśl, że musi zamówić więcej mleka, żeby nigdy mu go tutaj nie zabrakło. Zresztą mleko było też ważnym składnikiem w kuchni. Sięgnęła po swój notesik i dopisała w nim krótki komentarz, właśnie o tym mleku, coś w deseń Zamów dodatkowe dwadzieścia litrów.

- Wiem, wiem i strasznie mnie to cieszy. Na liście mam zamówienia i wszystko co muszę dzisiaj zrobić. Na całe szczęście większość już za mną, pozostało wyciągnąć te ciastka z pieca. - Pokazała wzrokiem na piec, w którym siedziały świeże wypieki. - To by było na tyle, następnym razem pojaw się szybciej, to może będę mogła cię w coś zaangażować. - Nadal ogromnie cieszył ją jego entuzjazm, nie wszyscy przychodzili tacy pozytywni do pracy, powodowało to, że i Norka była zadowolona, widząc go w takim stanie.

- Leo, skarbie, zasługujesz na wszystko co najlepsze. - Ton jej głosu zmienił się, gdy to mówiła na bardziej poważny, bo nie chciała, aby wziął jej słowa za żart. - Będziesz miał swój koci kubeczek, podpisany tak, jak tylko sobie życzysz. - Już ona o to zadba. Wystawił w jej stronę swoją głowę, miała ochotę go pogłaskać po twarzy, jak to się robiło kociakom, jednak nie odważyła się tego zrobić, to chyba byłoby przegięcie już takie konkretne.

- Rzeczy niecierpiące zwłoki to ciastka, które za kilka sekund trzeba będzie wyciągnąć z pieca, nie chciałabym, żeby się przypaliły, bo naprawdę nie chce mi się dzisiaj szykować kolejnej partii, kubek będzie jutro na ciebie czekał, piękny, twój, dla najlepszego kota na świecie. - Będzie musiała coś mu zorganizować, skoro już powiedziała to na głos.




RE: [02.07.1972] kocie harce | Norka & Leo - Leo O'Dwyer - 03.03.2024

Jeśli Niebo istniało, to było położone w Norze Norki albo pod spódnicą Norki, bo właśnie rozpływałem się w niewysłowionej radości, że aż miałem ochotę tańczyć, więc wstałem i tańczyłem, zapominając o tym, że byłem totalnie zmęczony, że tyle biegłem tutaj na Pokątną i że po drodze gubiłem wariacki pościg, a za to wyciągając rękę po Norki rękę, złapałem ją za tę dłoń i pociągnąłem do wesołego tańca. Jak obstawiałem, pewnie coś w tyle leciało, bo w Norze zawsze było śpiewnie czy tanecznie, z pewnością muzycznie, więc dlatego to była najlepsza klubokawiarnia, w jakiej można było się znaleźć. Oczywiście, nie brałem pod uwagę, że to jedyna klubokawiarnia, jaką znałem, ale nie było to z kolei jakieś istotne w moim osądzie.
Obracałem raz, drugi, trzeci Norkę i pewnie zrobiłbym jakiś popisowy taneczny numer, ale nagle odskoczyłem od niej jak oparzony, bo mi się przypomniało o jedynym obowiązku, jaki gotowa była w tej chwili złożyć na moje barki. Wariat ja! Ja niedobry kocur do wypieków!!!
- Ciastka! Już je wyjąć? Otworzyć? Co ja mam zrobić??? - zapytałem Norki, pochylając się nad piekarnikiem. Z pewnością nie chciałem wskoczyć do środka, przynajmniej nie teraz, kiedy były takie upały i na pewno nie w ludzkiej postaci. Widziałem tam przez szybkę ciasteczka, ale nie chciałem ich zepsuć, tylko że jak je zobaczyłem, to jakoś zapomniałem o tym, że może mogłyby nie chcieć od razu do nas wychodzić, więc otworzyłem kuchenkę i mnie owionął ten ukrop, para uderzyła mi w twarz i na chwilę oślepiła. O, pamiętałem o tym, ale zapomniałem. Tak też było, kiedy próbowałem raz zrobić jabłecznik... Też mnie tak gorąca para zaatakowała. Musiałem sobie to zakodować, bo niebawem robiłem kolejne podejście do jabłeczniczka. Ale to na spokojnie! Zrobię to na spokojnie dla moich nowych przyjaciół z Podziemnych Ścieżek.
- Ale cieszę się bardzo, że będę miał swój kubeczek... Jutro go trochę opijemy - zaproponowałem. Dodałem trochę, żeby nie było, że będę siedział kompletnie pijany na zmianie jako barman albo - co gorsza - na stażu w Mungu, chociaż... nie mówiłem też nie takim wybrykom raz na jakiś czas. Złapałem za rękawice kuchenne, zapominając o magii i magicznym trickom na takie sytuacje, a za to z precyzyjnym spokojem i skupieniem, który raczej nie był mi na długo pisany, wyjąłem blachę z ciastkami z piekarnika.
- Gdzie postawić??? - zapytałem naprędce, bo to jednak trochę gorące było. Nawet bardzo. A dłonie były mi potrzebne do wielu różnych rzeczy. Między innymi do skakania z dachów i robienia drinków, jakichś prowizorycznych opatrunków czy do podlewania kwiatków.


RE: [02.07.1972] kocie harce | Norka & Leo - Nora Figg - 03.03.2024

Nie spodziewała się takiego wybuchu radości ze strony Leo. Uśmiechnęła się widząc, jak zaczął tuptać nóżkami. Miód na jej serduszko, naprawdę cieszyła się z tego, że sprawiła mu przyjemność. Norka od zawsze lubiła uszczęśliwiać wszystkich obok siebie, taką już miała naturę. Oczywiście, że w tle leciała muzyczka, bardzo skoczna. Panna Figg uważała, że dzięki temu ludzie są weselsi, no i ciastka też, więc zawsze było tutaj dosyć głośno.

Wtedy też Leo zupełnie znienacka podbiegł do niej i porwał ją do tańca. Nie opierała się temu specjalnie, co ten chłopak robił ze swoją szefową! Gdyby wpadła tu jakaś kontrola BHP, czy sanepid, mogliby się zastanowić nad tym, czy faktycznie wszystko z tym miejscem było w porządku. Kto normalny tańcował w kuchni? No nikt, ale akurat ciężko się było doszukać normalności w tej dwójce.

Obrócił ją zwinnie kilka razy, towarzyszył temu jej śmiech, bo wyśmienicie się bawiła. Zupełnie zapomniała o szarej codzienności, o ciastkach w piecu, o śmierciożercach którzy czaili się za rogiem, aby zabić jej przyjaciół. Był to oddech, którego potrzebowała.

Na całe szczęście kotek miał głowę na karku i rozsądek, którego zabrakło pannie Figg. - Cholera jasna, ciastka! - Zawtórowała mu i odskoczyła od chłopaka jak poparzona.

- Otwórz, wyciągnij, uratuj je! - Skoro już znalazł się przy tym piecu i tam zaglądał, to zrobi to zdecydowanie szybciej od niej.

- Tylko uważaj... - Tyle, że o tym wspomniała chyba zbyt późno, bo Leo już wsadzał do środka swoją głowę. Biedny on, na pewno poczuł na twarzy zew gorącego powietrza. Powinna szybciej mu o tym powiedzieć.

- Na pewno opijemy, to będzie wspaniała okazja do świętowania. - Wiedziała, że jej pracownicy potrzebują trochę luzu, a skoro mogła bawić się z nimi, to chyba nikt na tym nie tracił, dopóki wszystko było robione odpowiedzialnie. Norce raczej nie brakowało rozsądku, no chyba, że pojawiał się obok niej ten kot, który powodował, że przestawała myśleć racjonalnie. Co dwie kocie głowy to nie jedna, nie ma co.

[b] - Postaw proszę tam na blacie, jest przystosowany do takich temperatur i uważaj na łapki słoneczko, szkoda, żebyś się poparzył.

- Nie wchodziła mu w drogę, bo wiedziała, że może się to skończyć wypadkiem przy pracy, a zdecydowanie wolała tego uniknąć.[/a]


RE: [02.07.1972] kocie harce | Norka & Leo - Leo O'Dwyer - 08.03.2024

Nie dość, że miałem najlepszą szefową pod słońcem, to jeszcze dostanę od niej kubek dla najlepszego kota, a żeby tym dobrodziejstwom nie było zadość, w dodatku nazwała mnie słoneczkiem. SŁONECZKIEM. Nie księżycem, ale słoneczkiem. Leo kochał słoneczko, ubóstwiał słoneczko. Traktował je nawet niczym swoją drugą pełnoprawną matkę, tuż obok tej prawdziwej mamuśki, z krwi i kości, rzecz jasna. Jej z kolei może daleko było do słońca, ale była bardzie ciepłą i kochającą matulą, więc w sumie... to trochę jednak było jej do słońca. Ale dosłownie słońcem nie była.
- HA! Można powiedzieć, że piekłem ciastka i pierwszy raz nie będzie zakalca, ha! Ale bosko! - zauważyłem, oczywiście będąc niezdrowo podnieconym. Nie przyłożyłem ani grama wysiłku do zrobienia tych ciastek, ale sam fakt, że wyjmę je - no prawie - w czas, napawał mnie dumą.
- I swobodnie możemy też wypić toast za niespalenie ciastek - stwierdziłem, prostując się dumnie by zaraz z pełną precyzją odstawić blachę na miejsce wskazane przez Norkę. Ja to potrafiłem być prawdziwym profesjonalistą. Jeśli chciałem. Jeśli tylko dostatecznie się przyłożyłem. Uśmiechnąłem się do niej dumnie i uniosłem prawą rękę nieco w górę by mi przybiła piąteczkę, bo to była praca zespołowa. Zarówno z zagapieniem się, jak i z wyjmowaniem ciastek. O tak.
- Jeszcze jakiś milion dni i będę maestro wypiekania - zauważyłem. Robota była zrobiona, to trzeba było ewidentnie lecieć dalej. Serce nie sługa, a że kochałem cały świat, to musiałem cały świat wyprzytulkać. Ale chwila! Zaraz! Jeszcze ze trzy babeczki musiały wylądować w mojej gębie... Ciekawe, czy dałoby się na wynos...? Może dla mamy bym wziął jedną. - Nooorciu, a myślisz, że mógłbym z jedną babeczkę wziąć na wynos dla mamy? - zapytałem ją, robiąc błagalne oczka, niewinne błagalne oczka, więc pewnie na dobra sprawę to nie miała nic do gadania ta moja Szefowa. Zbankrutuje, ale zbankrutuje szczęśliwa.