Secrets of London
Lato 1972, 29 czerwca - Na skróty pod prysznic - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: Lato 1972, 29 czerwca - Na skróty pod prysznic (/showthread.php?tid=2581)

Strony: 1 2


Lato 1972, 29 czerwca - Na skróty pod prysznic - Eutierria - 21.01.2024

Na skróty pod prysznic


Bellowie rozłożyli swój cyrk przy mugolskiej Charing Cross Road, jednakże chcąc zachęcić do odwiedzenia większą ilość czarodziejów, rozbili jeden, maleńki namiocik na Pokątnej, dokładniej mówiąc na placu, na którym w Yule rozstawiane są stragany i świąteczne drzewko. Działający tak jak Szafka Zniknięć namiot okazał się być bardzo przydatnym skrótem - już nie trzeba było fatygować się z wciskaniem odpowiedniej cegły na ściance za Dziurawym Kotłem. Zamiast tego można było wejść do namiotu i cyk - pojawiałeś się po drugiej stronie. Leniwi czarodzieje zaczęli korzystać z tego triku regularnie, nawet zbyt regularnie. I wszystko byłoby okej (no bo w końcu robili sztuczny tłum, a to wzbudzało zainteresowanie) gdyby nie to, że ślepy Perseus Black pomylił namioty... I ze wszystkich namiotów, jakie mógł wybrać, wybrał ten, w którym znajdowała się łaźnia.

Kiedy tylko przekroczył jego próg, poślizgnął się na rozlanej wodzie i wpadł wprost w objęcia Harvina, któremu ledwo sięgał do brody. Jeżeli chciał opuścić to miejsce cały czerwony, to niestety, ale nie udało mu się to - drogę zagrodził mu Edge, z jakiegoś powodu posiadający przy sobie wielki nóż, chociaż ewidentnie mył się właśnie, bo i on i Berg byli ubrani tylko i wyłącznie w zawiązane na biodrach ręczniki.




RE: Lato 1972, 29 czerwca - Na skróty pod prysznic - Perseus Black - 21.01.2024

Żar lał się z nieba, jaskrawe kolory odbijały się w południowym słońcu w ten nieprzyjemny sposób, który zmuszał Perseusa do mrużenia powiek pomimo tego, że na jego nosie znajdowały się eleganckie okrągłe okulary przeciwsłoneczne (być może elegancja nie szła w parze z praktycznością), zaś panujący wokół gwar przytępiał zmysły i nie pozwalał usłyszeć własnych myśli. Na domiar złego odziany był w czerń; czuł, jak bawełniana koszula, niby lekka i przewiewna, powoli zaczynała przywierać do jego ciała w ten gryzący, nieprzyjemny sposób, usta zrobiły się spierzchłe i domagały się wody, a w głowie nieprzyjemnie mu się kręciło. Potrzebował schronienia przed słońcem, szklanki chłodnej lemoniady i zimnego prysznica. Kiedy więc tylko wyszedł z kowenu przy Charing Cross Road - a był tam po to, by zarezerwować datę ślubu, a sama ta krótka wizyta pośród chłodnych murów nie wystarczyła, by przynieść mu ukojenie w ten upadł - postanowił nieco skrócić drogę i przejść przez cyrkowy namiot Bellów. Przecież wszyscy tak robili!

Plan był dobry i dziecinnie prosty, ale jak to Perseus miał w zwyczaju, po drodze musiał wszystko spektakularnie zepsuć. Tak naprawdę, to wielką zagadką pozostawało to, w jaki sposób ten człowiek wiązał sobie sznurowadła. A może wcale nie wiązał? Może miał buty na rzepy transmutowane tak, by wyglądały na eleganckie sznurowane lakierki?

Pierwszym sygnałem, że coś jest nie tak, była woda pluskająca pod jego stopami i laską. Nim jednak zdążył skomentować to skonsternowanym hmm, poczuł, że traci równowagę. Och nie, zdążył pomyśleć i zamknął oczy. Spodziewał się upadku, bezpośredniego i bardzo nieprzyjemnego spotkania z twardym podłożem, ale jedyną twardą rzeczą, z jaką zetknął się Black, był męski tors. Przełknął ślinę, podnosząc głowę do góry. Cofnął się natychmiast, jakby bliskość olbrzyma - albo półolbrzyma, sądząc po jego gabarytach, choć to wcale nie poprawiało jego sytuacji - była czymś mierzącym. Z pewnością była niewłaściwa, o czym świadczyły jego spąsowiałe policzki.

Cóż za faux pas! Najmocniej pana przepraszam, pomyliłem namioty... Proszę... proszę przyjąć moje najszczersze przeprosiny — rzekł spokojnie, starając się wycofać, krok po kroku, zaraz też odwrócił się na pięcie gotów oddalić się z tego miejsca tak szybko, jak pozwoli mu schorowana noga, lecz wtedy, zupełnie niespodziewanie, wyrósł przed nim inny mężczyzna. Perseus na moment wstrzymał oddech. Nie z powodu noża, który ten trzymał - na ostrze zwrócił uwagę dopiero po chwili. Nie spodziewał się spotkać byłego kochanka; nie w tych okolicznościach, nie w tym momencie jego życia. Zdawało się, że Crow się nie zmienił. To znaczy był starszy, czas również odcisnął swoje piętno na jego twarzy, choć wcale nie ujmowało mu to atrakcyjności, jego skóra wydawała się zdrowsza i nieco ciemniejsza niż zapamiętał, a poza tym, chyba miał mniej tatuaży, kiedy po raz ostatni się widzieli. Poza tym, był wciąż tym samym człowiekiem z szelmowskim błyskiem w oczach, czarnymi lokami opadającymi na czoło i piękną twarzą, na którą mógłby patrzeć godzinami. A Perseus? Wyglądał poważniej i spokojniej, jak na dżentelmena z dobrego rodu przystawało. Nowością była laska, którą się podpierał, choć nie powinna wydawać się Crowowi niczym dziwnym - przed pięcioma laty zwierzył mu się z choroby, gdy leżeli zaplątani w pościeli.

Crow! — zwrócił się do niego z serdecznym uśmiechem, jakby witał starego przyjaciela (choć okoliczności, w jakich ich drogi się rozeszły, ciężko nazwać przyjaznymi), wodząc wzrokiem po jego sylwetce znad przyciemnionych szkieł. Nazywał go Crow, bo przecież nie wiedział, że teraz nosi zupełnie inne miano — Nie szukam kłopotów. Czy wybaczysz mi to małe nieporozumienie, jeśli postawię wam kolejkę, albo i dziesięć?

Starał się brzmieć pewnie, ale jeśli Crow-Edge zadał sobie tyle trudu, by go zapamiętać, łatwo mógł odgadnąć, że to tylko gra pozorów. Zdradzał go sposób, w jaki zaciskał palce na trzonku laski (podczas ich krótkiej, lecz bardzo intensywnej znajomości w podobny sposób chwytał inne przedmioty, gdy był zestresowany) oraz oczy, głębokie i smutne, pozbawione blasku. Jednej rzeczy na pewno im zazdrościł - tych ręczników na biodrach i chłodnych kropel spływających po nagiej skórze.

@The Edge @The Berg


RE: Lato 1972, 29 czerwca - Na skróty pod prysznic - The Berg - 22.01.2024

W pierwszym odruchu złapał upadającego Blacka. W drugim dość szybko go odepchnął. W trzecim zauważył ciemne okulary i laskę. Czy on właśnie popchnął niewidomego?
Zalała go fala wstydu, którą przykryło tsunami zażenowania własnym tokiem myślenia. Obcy nie był ślepy, tylko miał coś z nogami. Ulga jak nie potrwała długo. Czy on właśnie popchnął kalekę?

Najchętniej rozstał się z nieznajomym bez słowa i pozwolił mu wyjść jak najszybciej. Trochę dlatego, że się krępował, ale każdemu zdarzają się pomyłki i upadki. Jednak główną przyczyną takiego pragnienia w przypadku Berga była niechęć do wchodzenia żadną interakcję z obcym. Perseus niewątpliwie odszedłby w spokoju, gdyby nie Flynn i jego nieco zbyt duży nóż. Harvin nie zastanawiał się nawet, skąd brat go wytrzasnął w takim miejscu. Nauczył się już niczego nie oczekiwać, więc niewiele rzeczy było w stanie wywołać u Bella zaskoczenie. Dużo bardziej interesowało go, dlaczego Edge to zrobił.

Rzucił akrobacie szybkie spojrzenie, pytające "O co temu czubkowi chodzi?". Mężczyźnie zdarzało się zapominać, że Flynn lata temu opuścił cyrk na dość długi czas. Chłopak musiał mieć wtedy jakieś życie, ale Harvin raczej o nie nie wypytywał. Radko, kiedy to robił, w końcu ludzie wiedzą, ile chcą mu powiedzieć. Nie ma potrzeby ciągnąć kogokolwiek za język w takich kwestiach. Teraz jednak został zaczepiony przez jakiegoś kulawego niezdarę w przebraniu ślepca.

Black wspomniawszy o alkoholu, zdołał zaskarbić sobie większą uwagę giganta. Z obcymi Harvin mógł rozmawiać bez wyraźnego powodu tylko przy butelce, inaczej nie widział w tym większego sensu. Dziesięć brzmiało, jak dobra liczba, jednak w dalszym ciągu nie odezwał się nawet słowem, wyczekując reakcji brata, z rękoma założonymi na piersi. Najwyraźniej kiedyś byli z tym okularnikiem dobrymi znajomymi albo Perseusowi znów coś się pomyliło. Decyzja pozostawała w rękach Edge’a.


RE: Lato 1972, 29 czerwca - Na skróty pod prysznic - The Edge - 13.02.2024

Flynn często słyszał o sobie, że wygląda, jakby nie był szczególnie dobrze zaprzyjaźniony z prysznicem i co prawda z bólem egzystencjalnym, ale także stosowną dawką samoświadomości musiał przyznać przed samym sobą - to była jedna z tych obelg, które może nie były do końca trafione, ale posiadały w sobie ziarno prawdy... Tutaj było to nawet coś więcej niż ziarno, bo on w istocie mył się trochę z przymusu... No i właśnie dlatego nieszczególnie dobrze reagował na to, kiedy mu ktoś zaburzał spokój tego miejsca. Czy wyjaśniało to dlaczego miał pod prysznicem nóż, którym mógłby kogoś z łatwością zabić? Cóż, nie. Nie zabrał go tutaj ze sobą, aby straszyć gagatków, co by postanowili obejrzeć jego lub jego brata w negliżu, Flynn był najzwyczajniej w świecie bardzo ostrożny z poruszaniem się bez broni po świecie, w którym miał aż tylu wrogów. Niby nikt poza Cainem nie znalazł go jeszcze w Fantasmagorii, ale to była tylko kwestia czasu. Może nie przyjdą tu dziś, może nie jutro, ale kiedyś...

Kiedyś przyjdą po niego na pewno.

I sam zabił już tyle osób, że bardzo dobrze wiedział, w jakich sytuacjach chciałeś zastać swoją potencjalną ofiarę. Samotną, śpiącą, w miejscu, do którego nikt normalny nie zabiera ze sobą broni.

Widząc obcą sylwetkę, od razu wyciągnął nóż, ale słysząc głos Blacka od razu zrozumał - nie czekało ich tutaj żadne większe niebezpieczeństwo. Podroczył się z nim, podrzucając przedmiot kilka razy, za każdym razem łapiąc go w idealny sposób, charakterystyczny dla siebie sposób, jakby chciał przy okazji rozciąć nim powietrze. Kiedy Perseus się wreszcie ogarnął i zorientował z kim właściwie miał do czynienia, Flynn uśmiechnął się szerzej, pokazując przy tym zęby.

- Czekałem na to, aż mnie poznasz. Co mi postawisz? Bo nie dosłyszałem przez to jak trzęsą ci się portki. - Żartował. Ale z jakiegoś powodu podejrzewał, że Berg się z tego nie zaśmieje... Przeniósł spojrzenie na brata, podrzucając przy tym nóż jeszcze raz. - Możemy przekazać Fiery dobre wieści, odwiedził nas psychiatra. Co prawda okazał się przy okazji podglądaczem, ale... - Zmarszczył brwi, odrobinę nawet ciekaw, czy Black będzie temu zaprzeczać.


RE: Lato 1972, 29 czerwca - Na skróty pod prysznic - Perseus Black - 14.02.2024

Z pewną dozą obawy obserwował nóż trzymany przez Crowa, a gdy ten postanowił okrutnie sobie zażartować i podrzucić ostrze, Perseus wstrzymał oddech i odruchowo się cofnął, znów zderzając się z drugim mężczyzną. Podniósł wzrok na milczącego wielkoluda (był niemową? nie znał angielskiego? a może czekał tylko na rozkaz, by skręcić mu kark, niczym pisklęciu, które przedwcześnie wypadło z gniazda?), a później znów na dawnego znajomego i gdy tylko zrozumiał, że ta broń to tylko taki straszak - przynajmniej taką miał nadzieję - ulga odmalowała się na jego twarzy.

Jak mógłbym cię nie rozpoznać?, pomyślał z tym swoim osjanicznym uśmiechem, po czym zdjął te nieszczęsne okulary i zaczepił je zausznikiem o koszulę.

Na pewno nie wytrawne wino, bo w twoim przypadku byłoby to czyste marnotrawstwo — odciął się, lecz bez ani jednej nuty złośliwości wybrzmiewającej w łagodnym barytonie. Wciąż pamiętał jak obejmował go w pasie na moście, aby nie podzielił losu treści swojego żołądka i nie wpadł razem z nią do Sekwany i próbując stłumić śmiech powtarzał, że więcej z nim nie pije (choć następnego wieczora, rzecz jasna, znów lał się alkohol).

Podglądacz? Że niby Perseus? Brwi powędrowały do góry, a pierś nadęła się jak balonik, jakby zaraz miał naprawdę rzucać gwałtownymi protestami, ale w porę się powstrzymał, wypuścił to całe wstrzymywane powietrze i skupił się na pierwszej części wypowiedzi Crowa. Nie zamierzał dawać mu satysfakcji wdawaniem się w słowne potyczki, choć podejrzewał, że niejako już to uczynił samą swoją reakcją.

Kim jest Fiery? Potrzebuje pomocy? — zapytał więc, przenosząc spojrzenie z jednego mężczyzny na drugiego i czuł, że od tego zaczyna mu się kręcić w głowie.


RE: Lato 1972, 29 czerwca - Na skróty pod prysznic - The Berg - 25.02.2024

Zgodnie z przewidywaniami Flynna wyraz twarzy Berga pozostawał niewzruszony i nie zmienił tego ani dość słaby żart, ani wzmianka o ich siostrze. Jednak wypowiedź bruneta zmieniła coś w podejściu wielkoluda do nowego przybysza. Jeszcze chwilę temu gotów był faktycznie zapomnieć o całej sprawie, a nawet faktycznie się z nim napić, teraz wszelkie chęci odeszły.
P s y c h i a t r a. Harvin pałał niechęcią do wszystkich, którzy próbowali wchodzić innym ludziom do głów. Legilimenci, psycholodzy, psychiatrzy, terapeuci — poza tymi pierwszymi, wszystkich postrzegał jako szarlatanów pasożytujących na ludziach z problemami. Nie, żeby cyrkowcy nie uciekali się do takich występków, jak kradzież, manipulacje czy też innych machlojek. Jednak Bellowie stanowili margines, robiący co mogliby przetrwać, a o ile Berg się orientował, do zostania takim oszustem trzeba skończyć studia, na które też jednak potrzeba pieniędzy. To wszystko wyglądało mu bardzo podejrzanie.

Ponownie odsunął od siebie Perseusa, tym razem delikatniej, ale jakby z obrzydzeniem. Sam również zrobił krok w tył, pragnąc uniknąć kolejnego zderzenia z psychiatrą. Chciał, żeby nieznajomy już sobie poszedł, ale z drugiej strony wymiana zdań między tą dwójką zaczynała zyskiwać zainteresowanie wielkoluda.

Fiery poradzi sobie sama — odezwał się po raz pierwszy w tej rozmowie, rozwiewając w ten sposób podejrzenia Blacka na temat jego milczenia. — Nie wiem, co zaszło między wami, być może nie chcę wiedzieć, ale nikt tu nie potrzebuje żadnego psychola — osiemnaście słów na w jednym zdaniu, zdawało się, że Harvin szedł po rekord w długości własnych wypowiedzi do obcych. Co więcej, był bardzo pewien tego, co mówił.

Przeniósł spojrzenie na brata, jakby pytając, czy mogą się już intruza pozbyć. Obowiązki dnia dzisiejszego bynajmniej nie kończyły się na prysznicu i Berg wolałby do nich wrócić szybciej niż później. Podobnie jak Edge nie należał do największych fanów mycia się, chociaż samą wodę uwielbiał. Dzisiejsza sytuacja na pewno nie sprawi, że jego nastawienie do prysznicy się poprawią.


RE: Lato 1972, 29 czerwca - Na skróty pod prysznic - The Edge - 08.03.2024

Black najwyraźniej całkowicie zrezygnował z okazywania strachu i chociaż rozumiał, dlaczego tak się stało - łączyła ich przecież w przeszłości pewna zażyłość - coś we Flynnie mówiło mu, że nie powinno tak być. Powinien wzbudzać w innych przynajmniej minimalny respekt, część tego strachu powinna w nim pozostać. Rozdzierać mu serce za każdym razem, kiedy ich spojrzenia się krzyżowały.

- Każde wytrawne wino to czyste marnotrawstwo zasobów - odburknął. Konsumując tak absurdalne ilości cukru jak Edge, człowiek przyzwyczajał się do tego smaku tak mocno, że ciężko tu było o jakikolwiek dalszy umiar, a wszystko, do czego nie dosypano kilku łyżeczek, wydawało się gorzkie. Wytrawne wino nie tylko sprawiało, że zbierało mu się później na wymioty - proces jego konsumpcji już sam w sobie przyprawiał go o mdłości, bo było najzwyczajniej w świecie obrzydliwe. Nie dostrzegał w tym żadnego sensu, żadnej radości.

Na pytanie nie odpowiedział, jedynie zmierzył wzrokiem Harvina i delikatnie zmarszczył przy tym brwi. Przez kilka długich sekund wpatrywał się w niego, wyrażając głęboką konsternację, a później parsknął szczerym, chociaż nieco nerwowym śmiechem.

- Nawet nie wiesz, jak dobrze trafiłeś tym określeniem - w sensie z psycholem, bo poznali się z szanownym panem psychiatrą, kiedy ten, który powinien leczyć dusze innych, próbował popełnić spontaniczne, wyjątkowo dramatyczne samobójstwo.

Fiery nie poradzi sobie sama. Ale Fiery lepiej niż na zadawanie jej niezręcznych pytań reagowała na blanty porzucane przez Flynna w jej wozie.

- Zdajesz sobie sprawę z tego, Black - nie miał zamiaru nazywać go po imieniu przy swoim bracie - że gdybyś zastał tutaj moją siostrę w negliżu, to upierdoliłbym ci przynajmniej jeden palec? - Fuknął, przerywając tę sielankę, jeszcze raz podrzucając w górę nożem. Ton jego głosu, niepotrzebnie agresywny, naładowany napięciem charakterystycznym dla Flynna, wskazywał na to... że nie żartował! I najwyraźniej chciał go przynajmniej odrobinę nastraszyć, jakby trafienie w takim miejscu na widmo przeszłości nie było wystarczającą karą za grzechy.


RE: Lato 1972, 29 czerwca - Na skróty pod prysznic - Perseus Black - 18.03.2024

To nie strach był dominującą emocją Perseusa. Owszem, odczuwał niepokój, ale był to ten rodzaj poruszenia, które towarzyszy człowiekowi, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli, a także tliła się w nim troska; o siebie, gdy Crow wymachiwał tak tym nożem, o niego samego, gdy ostrze znajdowało się niebezpiecznie blisko jego skóry oraz o każdego, kto przypadkiem podzieli jego los i naruszy prywatność cyrkowców. Tym, co przeważało w uczuciach Blacka był smutek - żal za tym, co było, rozpacz po tym, w jaki sposób się to zakończyło.

Crow naprawdę złamał mu wtedy serce.

Gdyby nie obecność drugiego mężczyzny, zachowałby się zupełnie inaczej. Może nie szczędziłby mu słów. Może dałby upust łzom. A może wyszedłby z namiotu. Najprawdopodobniej wszystko to po kolei z bonusowym atakiem histerii. Zawsze byłeś odrobinę dramatyczny, Perseusie.

Mam w domu absurdalnie słodki likier i kilka nie mniej słodkich nalewek od czarodziejów z Doliny Godryka. Chcesz? — zaproponował, nie zważając na to, jak lekkomyślne to posunięcie.

Chciał się jakoś ogryźć, ale wtedy jego wzrok spoczął na jego bliznach, których przepasany w sam ręcznik Crow ukryć nie mógł i poczuł, jak żołądek boleśnie się kurczy, a sam pokornieje.

W swojej pracy wielokrotnie widział te blizny. Sam kilka takich nosił; w nieoczywistych miejscach, skrytych pod czarnym materiałem swojego odzienia - wstydliwych pamiątek z okresu, o którym mówił Crow. Ale przecież wcale się od siebie nie różnili, sądząc po ilości nowych szram.

A nie chciałbyś poczekać najpierw na moją narzeczoną? Bo ona z pewnością próbowałaby mnie pozbawić czegoś innego, gdyby się dowiedziała — odparł, wyraźnie akcentując słowo narzeczona. Co właściwie próbował tym osiągnąć? Podkreślić, że nie interesują go inne kobiety? Pochwalić się, że wziął sobie jego słowa sprzed lat do serca i znalazł sobie żonę? Czy może zasugerować, że otrząsnął się po ich krótkim romansie, zapomniał o nim i ruszył dalej (co nie do końca było prawdą, bowiem Perseus nigdy nie wyrzucał z pamięci swoich dawnych obiektów uczuć, nawet jeśli te zdążył pokryć już kurz)? Czegokolwiek sobie nie myślał i jak wyluzowanego przy tym nie próbował udawać, nie udało mu się ukryć, że słowa Crowa zrobiły na nim wrażenie, które objawiło się w mocniejszym zaciśnięciu dłoni na lasce, rozszerzających się źrenicach oraz gwałtowniejszym uniesieniu klatki piersiowej.


RE: Lato 1972, 29 czerwca - Na skróty pod prysznic - The Edge - 01.06.2024

On się wcale łamaczem serc nie czuł. No dobra - wiedział dobrze co robi, ale jednocześnie jego umysł zamykał to w ramach dążenia do większego szczęścia. Zabierając mu siebie, ofiarował mu szansę na szczęśliwe życie, a nie sczeznięcie w kanałach z kolesiem, który przez większość dni chodził przećpany, a... nie potrafiłby dostosować się do jego trybu życia. Do elegancji, do przepychu, do salonowych ról, do odgrywania kogoś, kim nie był. W piździe miał te wszystkie kosztowności, jego życie zaczęło się i toczyło na ulicy, tam, gdzie było jego miejsce - nie dało się go uwieść na wygody, nie obchodziły go piękne uliczki Paryża. Ale obchodzili go ludzie. Perseus go obchodził.

Nie wiedział więc do końca jak zareagować na wieść o narzeczeństwie. To była przecież w jego percepcji tak dobra, idealnie wręcz wpleciona informacja dająca znać, że to, co mu wtedy powiedział na tym balkonie, zanim wyszedł na ulewę i nigdy już nie wrócił... to się ziściło. Perseus miał narzeczoną. To była dobra, budująca wiadomość, nie wiedział nic przecież o jego wcześniejszym, nieudanym małżeństwie. Błysnęło mu więc w oku, napiął się, nabrał powietrza w płuca, chyba więcej niż powinien. Podrzucał ten nóż, rytmicznie, raz dwa trzy i ciach, ale wreszcie nie wytrzymał. Podskoczył w miejscu, przestał na moment udawać i zbliżył się po to, żeby go objąć mokrą ręką i poklepać po plecach. Trochę jak starego druha, a trochę jednak niezręcznie, bo bez uśmiechu i bez ciepła, jakiego by się każdy spodziewał po takiej scenie. Cokolwiek pomiędzy nimi było, nosiło w sobie niezręczność.

- Kurwa mać, włamać mi się do łazienki po tylu latach, żeby móc pochwalić się posiadaniem dziewczyny. W dupie z tymi twoimi nalewkami, po których rzyga się do wiadra, powiedz ty lepiej, czy się wreszcie zakochałeś w kimś poczciwym, a nie w mendzie. - Niby się odsunął i zacisnął palce na swojej broni, ale kiedy tak przekręcił łeb jak zaciekawiony pies, dało się wyczuć to, że dziwny ton wyczuwalny w tych słowach nie był drwiną, a iskrą nadziei.


RE: Lato 1972, 29 czerwca - Na skróty pod prysznic - Perseus Black - 02.06.2024

Zrozumienie, co Crow właściwie chciał osiągnąć, przyszło o wiele później, w oczach Perseusa za późno nawet; w dniu, w którym stanął przed ołtarzem z wybraną mu przez ojca żoną i z goryczą zdał sobie sprawę z tego, że przyczyniły się do tego jego własne niefortunne decyzje. Gdyby tylko posłuchał go wcześniej, otworzył się na kobiety, pokornie zaakceptował, że kiedyś musi się z jakąś ożenić... Być może wtedy nie wydarzyłaby się ta seria tragicznych wydarzeń, o których chciał Crowowi opowiedzieć, a jednocześnie oszczędzić, by przypadkiem nie doszukiwać się w nich swojej winy.

Odwrócił się jeszcze, słysząc za sobą charakterystyczne plaśnięcia, ale nikogo za Perseusem już nie było. Chwilę potem do jego uszu dotarł szum wody, zatem założył, że olbrzym postanowił wrócić do swoich spraw. Sam chciał go objąć, ale trochę obawiał się tego noża w jego rękach, dlatego ograniczył się tylko do oparcia swojego czoła o jego własne, ale już bez tego dawnego, okołomantycznego charakteru. To było, jak sam zauważył, pełne niezręczności.

Owszem, mon cher, szukałem cię we wszystkich łazienkach w Londynie, żeby ci o tym osobiście powiedzieć — roześmiał się, a potem jego twarz przybrała rozmarzony wyraz, gdy w myślach pojawiła się sylwetka Vespery — Jest... wspaniała. Piękna, mądra, wyrozumiała wobec moich dziwactw i pełna tych poetyckich epitetów, za którymi nie przepdasz, więc odpuszczę.

Nie tylko tego mu odpuścił; postanowił przemilczeć też fakt, że jego przyszła żona była śmierciożerczynią, która nie byłaby zadowolona z tej znajomości... I to była ta jedna - ale wcale nie taka drobna - rzecz, która kładła się cieniem na jego szczęściu.

Szukałem cię, jak wróciłem do Londynu. Poszedłem nawet na Ścieżki... — tu zrobił przerwę i skrzywił się nieznacznie na wspomnienie okropności, jakie go tam spotkały — Udało mi się dowiedzieć wreszcie, że odszedłeś, ale nikt nie wyjaśnił mi w jakim znaczeniu i bałem się... Bardzo się bałem, że już cię nigdy nie spotkam.

Ale on był przed nim. Żywy i zdrowy, i miał nadzieję, że szczęśliwszy niż na ścieżkach. Chciał go dotknąć, by się upewnić raz jeszcze, czy to Crow z krwi i kości, ale obawiał się, że ten dotyk mógłby zostać źle odebrany. Odsunął się więc nieznacznie, ze strachu o własne reakcje. Tęsknił za nim, a w swej tęsknocie był jak pies zostawiony na łańcuchu przez swojego właściciela, który radośnie machał ogonem na jego widok.

Masz jakieś plany na dziś? Bo jeśli nie... Możemy pójść gdziekolwiek...