Secrets of London
[06.07.72] Opowiedz mi o Egipcie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [06.07.72] Opowiedz mi o Egipcie (/showthread.php?tid=2606)

Strony: 1 2


[06.07.72] Opowiedz mi o Egipcie - Cathal Shafiq - 01.02.2024

adnotacja moderatora
Sesja rozliczona przez Camille Delacour - Piszę, więc jestem

Cathal Shafiq wcale nie chciał tkwić w rodzinnej kamienicy przy Horyzontalnej.
Był człowiekiem, który przez znakomitą większość czasu przebywał dokładnie tam, gdzie chciał, kiedy chciał, robiąc to, co chciał. Wrodzony upór, brak bliskich krewnych oraz pewne wsparcie od tych dalszych sprawiały, że zwykle mógł pozwolić sobie na niezależność. Niestety, istniała pewna jednostka, która wymagała od niego Odpowiednich Zachowań, a on zaciskał szczęki i jej niekiedy ulegał - bo po pierwsze, była siostrą jego zmarłego wuja i mentora, po drugie, współfinansowała wykopaliska w Walii.
A teraz ciocia zażyczyła sobie pochwalić się przed sąsiadką i klątwołamaczką z szanowanego rodu eksponatami, które Cathal umieścił w rodzinnym muzeum (na podstawie umowy dotyczącej współfinansowania projektu w Egipcie) wiosną tego roku.
Shafiq podejrzewał, że chciała też popisać się nim, bo przecież inaczej zaprezentowałaby je sama, nie uciekając się do marnej wymówki "możesz opowiedzieć jej o nich więcej". Nie był pewien, co o tym myśleć i co ciotka dokładnie miała na celu, bo przecież nie był tym najbardziej reprezentacyjnym potomkiem rodu. Oczywista pozornie odpowiedź "swaty" niekoniecznie znajdowała zastosowanie w przypadku Marianne Shafiq. Równie dobrze mogło chodzić o nie, jak o chęć rozpropagowania muzeum czy o to, że próbowała poprawić reputację krewniaka i zadbać o to, by zadzierzgnął więcej znajomości, skoro - po wielu latach ciągłych podróży - najbliższy czas miał spędzić na wyspach.
Czekał na Deleacour przed wejściem.
Kamienica Shafiqów była zadbana, otoczona wysokim murem, a otaczający ją ogródek, choć niewielki, przy panującym w okolicy ścisku architektonicznym świadczył o zamożności głównej linii rodu - do której Cal jednak nie należał. I może dlatego, może trochę na przekór ciotce, nie wystroił się na to spotkanie ani trochę, czyniąc jedynie takie ustępstwo, że nie przyszedł w znoszonych, nie zawsze czystych ubraniach roboczych. Jasne włosy wysokiego, potężnie zbudowanego mężczyzny były lekko rozczochrane. Egipska opalenizna znikła już wprawdzie, ale wciąż karnację miał dość ciemną jak na kogoś o niebieskich oczach i blond włosach - wskazującą na to, że ten mężczyzna bardzo dużo czasu spędza na zewnątrz. Cathal czekając palił papierosa - uczynił jednak dobrym manierom za dość na tyle, że odrzucił go i zdeptał, kiedy zobaczył zbliżającą się Camille.
Pamiętał ją.
Nie z powodu jej niezwykłej urody, a głównie dlatego, że pamiętał wszystko – bo nigdy nie mieli okazji zadzierzgnąć bliższej znajomości. Cathal miał jednak na Horyzontalnej mieszkanie, w którym bywał od czasu do czasu w ostatnich miesiącach, a niegdyś wpadał tutaj okazyjnie. Bale, przyjęcia i sabaty odwiedzał raczej niezbyt często, ale i to się zdarzało. Nie było więc możliwe, aby Camille nigdy nie mignęła mu chociaż w tłumie i zapamiętał takie drobne migawki, które teraz wtłoczyły się do jego głowy i sprawiły, że powitanie wygłosił parę sekund później niż nakazywałyby reguły dobrego wychowania.
– Panna Delacour. Witam. Cathal Shafiq.


RE: [06.07.72] Opowiedz mi o Egipcie - Bard Beedle - 02.02.2024

Camille za to z przyjemnością przyjęła zaproszenie. Nie tylko dlatego, że tak wypadało - tak dawno nie była w muzeum i nie oddawała się przyjemnościom, że zaproszenie Marianne Shafiq spadło na nią niczym białe anielskie pióra z nieba. Nieco problematyczne było ustalenie terminu, w którym Delacour mogła odwiedzić kamienicę przy Horyzontalnej, bo chociaż sama mieszkała niedaleko - tak niewiele miała czasu, który mogła poświęcić na odwiedzenie muzeum. Najprościej było przesłać daty, które na ten moment nie były zapełnione w jej kalendarzu, a potem porównać je z wolnymi terminami, które oferowała Marianne. Bo o tym, że oprowadzać będzie ją Cathal, dowiedziała się tuż przed.

Było już za późno, by odwołać spotkanie. Delacour podejrzewała również, że taki afront byłby odebrany zbyt personalnie. Na dodatek jej własna matka zdążyła wyrazić swoje zdanie na temat ostatniego przekładania wizyt z “przyjaciółmi rodziny”. Nie była zadowolona z tego, że musiała tłumaczyć się przed panią Travers czemu ściąganie klątwy tyle trwało. Najwyraźniej masz za dużo wolnego czasu, moja droga. Może mąż wybiłby ci głupoty z głowy? Na samo wspomnienie wyjca, którego dostała, wzdłuż kręgosłupa blondynki przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Nie tylko strachu, ale i obrzydzenia. W ostatnich latach jej rodzicielka zdawała się wznosić na wyżyny złośliwości - również w kwestii zamążpójścia i wyboru partnera.

Weszła spisek w tym spotkaniu. W ostatniej chwili zdecydowała się ubrać zwyczajnie, w beżową spódnicę do połowy łydki oraz śnieżnobiałą koszulę. Jasne kolory sprawiały, że czuła się pewniej, na dodatek zawsze były doskonałą wymówką do opuszczenia towarzystwa. Do tego brązowa torebka, okulary przeciwsłoneczne - bo w końcu było lato, czemu nie - i tyle. Jej matka dostałaby szału, mimo że w zasadzie Delacour nie wyglądała źle czy niechlujnie. Wyglądała po prostu zbyt zwyczajnie.
- Miło mi. Marianne wspominała,że będziesz czekał - powitała Cathala oszczędnym uśmiechem, bo wciąż z tyłu głowy miała wiadomość od matki. Możliwe, że to zaproszenie pani Shafiq wystosowała zupełnie przypadkowo, lecz Delacour nie wierzyła w przypadki. Przeczuwała, że to ma być kolejna próba upokorzenia jej, więc mimo iż egipska opalenizna w połączeniu z blond włosami i niebieskimi oczami wyglądała zjawiskowo - tak Camille zachowywała dystans. - Dziękuję, że znalazłeś czas.
A może, tak jak ja, też nie miałeś wyboru?


RE: [06.07.72] Opowiedz mi o Egipcie - Cathal Shafiq - 02.02.2024

– Nie wątpię – stwierdził Cathal, obdarzając Camille lekko zauważalnym, jakby leniwym uśmiechem. – Zawsze znajdę czas dla przyjaciół drogiej ciotki Marianne – dodał, a chociaż ton był jak najbardziej neutralny, to same słowa z tym uśmiechem mogły zabrzmieć jakby odrobinę kpiąco: nie była to kpina z samej Camille. Raczej z sytuacji. Zachowanie mało zgodne z zasadami dobrych manier, które Delecaur bez wątpienia kultywowała… ale Cathal nie był angielskim dżentelmenem i tak naprawdę chociaż ani myślał być niegrzeczny (nie miał w końcu do tego powodów), wcale nie zamierzał się szczególnie starać, by wypaść dobrze. Nie należał ani do skończonych chamów, ani do osób szczególnie poprawnych, ani wreszcie nawet tych popularnych, ślizgońskich chłopców, swobodnych, odrobinę zblazowanych i bardzo dbających w tym zblazowaniu o to, jak są postrzegani.
Wolny duch.
Ale czasem, owszem, nie miał wielkiego wyboru.
– Marianne uznała, że powinienem cię oprowadzić, bo sam przywiozłem te nowe eksponaty – powiedział, odsuwając się od ściany i otwierając drzwi, wiodące do domu. – Zapraszam więc za mną – stwierdził bez żadnych wstępów, bo zwyczajnie nie lubił tracić czasu: a wszak Camille podobno chciała obejrzeć najnowsze przedmioty w kolekcji Shafiqów.
Uzdrowicielka nie musiała obawiać się niecnych zakusów z jego strony. Nie planował podrywać panny Delacour. Była piękna, owszem, ale uroda przemijała, a by kobieta przyciągnęła jego spojrzenie na dłużej musiała być przede wszystkim interesująca. I to nie interesująca w takim sensie, jaki łatwo mógł przyciągnąć innych mężczyzn – mądra, wykształcona, czarująca czy obdarzona dobrym charakterem.
Cathal lubił po prostu zagadki i tylko te panie, których nie mógł odszyfrować od razu, zwracały jego uwagę. Nie znał jej, oczywiście, na tyle, by orzekać, jak byłoby w tym przypadku, ale po prostu że takich było niewiele… nie spodziewał się tego.
Zresztą, dlaczego francuska uzdrowicielka miałaby zainteresować się kimś, kto większość czasu spędzał babrząc się w ziemi i nie cieszył się najlepszą reputacją? Nie, Cathalowi nic głupiego nie roiło się w głowie.
Poprowadził kobietę przez przydługi korytarz ozdobiony szeregiem rzeźb z przeróżnych materiałów, wprost do pomieszczenia przywodzącego na myśl salę muzealną: jedną z kilku tego typu, które znajdowały się w domu Shafiqów, rodziny słynącej z zamiłowania do historii oraz archeologii. Camille niektóre z nich być może już oglądała w przeszłości, ale tę zaczęto zapełniać stosunkowo niedawno. Większość gablotek, z których niemal każdą zabezpieczono magią, została to ustawiona w ostatnich tygodniach, a pojedyncze pozostawały jeszcze puste.
W innych umieszczono klejnoty, posążki, kamienie runiczne, amulety, zwoje papirusu, naczynia i narzędzia.
– Wszystko, co tutaj widzisz, zostało przywiezione z Egiptu. Zdecydowana większość z nekropolii Umm al.-Kaab.


RE: [06.07.72] Opowiedz mi o Egipcie - Bard Beedle - 02.02.2024

Nie wątpię - normalnie zapewne musiałaby zachichotać, gdyby take zdanie usłyszała z 15, 20 lat temu. Teraz jednak mogła pozwolić sobie na wymuszony uśmiech, lekkie drgnięcie kącików ust - i nic poza tym. Uśmiech ten nie sięgnął jednak oczu, bo może i Cathal nie chciał być chamem, ale zdecydowanie na takiego w oczach Delacour wyszedł. Chociaż bardziej pasowałoby tu określenie: cwaniak. Cwaniak londyński importowany z Egiptu jak te piękne eksponaty, które miał jej zaraz pokazać.
- Na pewno będziesz w stanie opowiedzieć mi o nich więcej, niż ktokolwiek inny - brzmiało wiarygodnie, lecz Camille nauczyła się ostrożności w kontaktach z osobami, które mogły zostać wciągnięte w intrygę uknutą przez jej rodzicielkę tylko po to, by upokorzyć blondynkę. Camille i owszem, bywała na balach i Cathal miał pełne prawo ją kojarzyć: tak jak fakt, że zawsze przychodziła sama. Jakby nie interesowała się nikim, bo i na jej palcu nie było ani pierścionka, ani obrączki. Być może gdyby nie felerny wyjec lub niefortunne słowa, Camille nie podchodziłaby do tej wycieczki jak pies do jeża. Lecz stało się jak się stało, a że nie miała pojęcia czy Shafiq bierze udział w spisku (i czy w ogóle jakiś istniał) postanowiła być do bólu, bezlitośnie konkretna i trzymać się tego jednego tematu. Z reguły to odstraszało adoratorów każdego sortu, a i sprawiało, że nie wychodziło się na niemiłą - tylko po prostu nudną. Taka taktyka była bezpieczna i sprawdzona, nie sprawiłaby też nikomu zawodu. Była niemal idealna.

Uzdrowicielka nie nawiązywała kontaktu z mężczyzną - szła obok, lekko za nim, pozwalając mu prowadzić. Niewysoki obcas letnich butów ginął między ścianami, wygłuszony flekiem. Camille jednak z ciekawością rozglądała się po korytarzu, choć tylko wodziła oczami. Nie wyginała szyi z ciekawością, raz tylko odruchowo przekrzywiła głowę, chociaż nie można było stwierdzić co ją tak zaciekawiło - bo przecież najciekawsze było przed nimi, za drzwiami.
- Najstarsze odkrycia datuje się chyba na 3800 rok przed naszą erą? - zapytała, podchodząc najpierw do klejnotów. Niczym sroka, ale bez chęci kradzieży. Starożytne klejnoty nie były w jej guście, lecz uwielbiała w myślach porównywać kamienie do tych współczesnych. - Jesteście w stanie stwierdzić do kogo należały, czy grobowce zostały rozkradzione a znaleziska pomieszane?
Nie miała pojęcia jak to działało, a w przeciwieństwie do Cathala - nie miała problemu by “zaśmiecać głowę” ciekawostkami. Nawet jeśli Egiptem niezbyt się interesowała.


RE: [06.07.72] Opowiedz mi o Egipcie - Cathal Shafiq - 02.02.2024

Camille i Cathal żyli w inny sposób i w innych wręcz światach. Ona kalkulowała w tej chwili starannie swoje zachowanie: on o własne niezbyt dbał, przynajmniej dopóki rozmówczyni niczym go nie irytowała, a na razie zachowywała się po prostu neutralnie – czyli dokładnie tak, jak spodziewałby się po czystokrwistej damie. Nie uczynił żadnego gestu, by zmniejszyć dzielącą ich odległość, dostosował jedynie krok mniej więcej do jej tempa, bo sam był człowiekiem bardzo wysokim i nawykł do sadzenia długich, szybkich kroków.
Zatrzymał się jakieś trzy kroki za drzwiami, pozwalając, by Camille ruszyła przodem i sama wybrała, który eksponat chce obejrzeć najpierw. Jej pytanie wskazywało na to, że albo trochę się tym interesowała, albo sprawdziła pewne fakty, zanim tu przyszła – być może więc faktycznie chciała obejrzeć eksponaty muzealne, a nie przystała na propozycję Marianne z grzeczności.
– Najstarsze konstrukcje powstały mniej więcej w tamtym okresie. To nekropolia, która powstała na terenach Abydos, Arab El-Madfurnah, Pogrzebanego Arabatu. Dziś jest tam tylko mała wioska i pustynne piaski, ale niegdyś wznosiły się tam potężne miasta, także Tinis, miejsce pochodzenia słynnego faraona Narmera… a wisior, na który właśnie patrzysz, spoczywał w grobowcu jego żony – czarownicy, skrytym tysiące lat przed oczyma zarówno mugoli, jak i czarodziejów – powiedział Shafiq. Mówił dość leniwie, obserwując przy tym nie wisior, a samą Camille. Głównie po to, by sprawdzić jej reakcję i przekonać się, czy warto kontynuować, czy też lepiej zamilknąć, bo tak naprawdę niczego nie chciała wiedzieć – i pozwolić jej jedynie pozachwycać się przedziwnym, zielonym wisiorem, jednym z tych, których tajemnica produkcji do dziś była zagadką i dla czarodziejów, i mugoli. Nie miał nic przeciwko ani trzymaniu się ściśle tematu, ani milczeniu. – To krzyż Ankh, symbolizujący nieśmiertelność. Komnata nagrobna pozostała nienaruszona i niczego nie ukradziono: chroniły ją potężne zaklęcia, rzucone zapewne albo za życia przez samą królową, albo później przez któreś z jej dzieci. Żadni zwykli złodzieje grobowców nie mogliby go obrabować. Ale kilka lat temu mugole odkryli komnatę nagrobną jej męża, w pobliżu której znajdowało się wejście do jej grobowca i magia ochronna zaczęła… robić odrobinę zamieszania. Trzeba było zdjąć klątwy, a potem upewnić się, że nie zostanie tam nic magicznego, co mogliby znaleźć.


RE: [06.07.72] Opowiedz mi o Egipcie - Bard Beedle - 03.02.2024

Camille słuchała uważnie - jak na dobrze wychowaną kobietę przystało. Nie spuszczała jednocześnie wzroku z wisiora, który przyciągnął jej spojrzenie jako pierwszy. Zaraz jednak błękitne spojrzenie powędrowało do Cathala. Na twarzy kobiety odbiło się coś w rodzaju zainteresowania. Nieudawanego i wcale niewymuszonego.
- A złodziej, którzy są czarodziejami? Zdarza się, że podejmują się prób kradzieży? - to było w sumie pytanie, które nasuwało się jako pierwsze. Bo to, że mugole nie byli w stanie dostrzec pewnych elementów otaczającej ich rzeczywistości, wiedział każdy kto należał do magicznego świata. Ale nie od dziś było wiadome, że nie każdy czarodziej bywał uczciwy. Szybki i być może łatwy zarobek powinien chyba skusić przynajmniej jedną osobę?- Co masz na myśli mówiąc “odrobinę zamieszania”?
Teraz już całą uwagę skupiła na mężczyźnie. Klątwy, zaklęcia ochronne, uroki - to było coś, co ją fascynowało. Powodowało, że oddech lekko przyspieszał a oczy zaczynały błyszczeć, nęcone obietnicą odkrycia kolejnej tajemnicy. To, co mówił Cathal, okazało się dużo ciekawsze od jej wyobrażenia o tym spotkaniu.


RE: [06.07.72] Opowiedz mi o Egipcie - Cathal Shafiq - 03.02.2024

Shafiq nie odpowiadał długą chwilę – mogłoby się wydawać, że zignorował Camille, choć w istocie porządkował jedynie myśli, informacje, wciskające się do głowy wraz z jej pytaniem: a miał szczery zamiar odpowiedzieć wyczerpująco, skoro obiecał ją oprowadzić, a ona zdawała się faktycznie zainteresowana. I gdy zdawało się, że nie powie już nic, odezwał się wreszcie.
– Magia w starożytnym Egipcie nie przyjmowała takiej postaci, jaką znamy obecnie. Nie było tam szkół, przekazywano wiedzę z mistrza na nauczyciela, bez ksiąg i bez różdżek. Polegano na rytuałach, na przedmiotach, które miały katalizować moc i tak dalej. Nikt z pospólstwa nie miałby możliwości się jej nauczyć. Takie dzieci zwykle albo szybko ginęły, albo przeżywały życie nie mając pojęcia o swoim talencie. Kapłani czy szlachta nie włamywaliby się do grobowców. Te zabezpieczenia były zaawansowane, a z kolei później… grobowiec został pochłonięty przez pustynię – wyjaśnił Cathal. Wejścia chroniły klątwy, pieczęcie oraz pułapki: ich ekipa zdołała się przez nie przedrzeć tylko dlatego, że byli do tego wyszkoleni i pracowali systematycznie, całymi miesiącami, zanim ostatecznie dostali się do środka.
Przeszedł powoli przez salę, zatrzymując się przed kilkoma runicznymi kamieniami, ułożonymi w jednej z gablot.
– Te kamienie na przykład tworzyły barierę. Gdyby mugole zdołali się do nich dostać, musieliby zrozumieć, że to magia. Na samym wejściu ciążyła klątwa, która zabiła kilku mugoli, na początku XX wieku wieku pracujących w okolicy. W ekipie był jeden mało utalentowany czarodziej, Anglik, który nie ukończył Hogwartu. On dostrzegł znalazł pewne inskrypcje, na ich zgubę – powiedział. Nie był w stu procentach pewny, w jaki sposób działała klątwa: w końcu to Alethea miała zajmować się takimi rzeczami. On natomiast odszyfrował inskrypcję w starożytnych runach, zapisaną w pobliżu wejścia. – Według inskrypcji ci, którzy zakłócą spokój wielkiej królowej mieli zstąpić do krainy Anubisa i z tego, co mówiła nasza klątwołamaczka, faktycznie pozostawiono tam dość paskudne, podstępne przekleństwo, które sprowadzało chorobę na tych, którzy nadmiernie zbliżyli się do wejścia. Był też czar, który wywoływał halucynacje. Nie wspominając już o pułapkach, do których mugole na szczęście nigdy nie dotarli.
Uśmiechnął się lekko, mimowolnie, nie do niej, a do własnego wspomnienia: dnia, gdy podłoga dosłownie porwała całą ich grupę i wrzuciła do komnaty z grobowcem, za to pozbawionej drzwi wyjściowych.


RE: [06.07.72] Opowiedz mi o Egipcie - Bard Beedle - 05.02.2024

Odpowiedź, którą uraczył ją Cathal, najwyraźniej zaspokoiła ciekawość Camille, bo blondyna kiwnęła głową. W starożytności wszystko było inne - nie było szkół, nie było nauczycieli... Inaczej też podchodzono do magii. Delacour przejechała wzrokiem po naszyjniku i zamyśliła się. Znała historię, lecz jej wiedza nie wykraczała poza tę szkolną i książkową. Nigdy nie zastanawiała się, jak czarodzieje wtedy żyli. Wszyscy wtedy ginęli szybko z wiadomych względów, ale czy faktycznie pospólstwo, w którym była odrobina magii, ginęło szybciej? Czy może wśród tłumu nie było czarodziejskiej krwi? Przecież zgodnie z tym, co mówili jej rodzice, czysta krew pochodziła od arystokracji, tych najlepszych ludzi w swoich czasach. To, że kapłani byli osobną wysoką kastą, było logiczne, podobnie było z faraonami czy królami. Ktoś mógł mieć inne poglądy, lecz Camille była nauczana w ten a nie inny sposób, nie wyprowadzono ich również z błędu na etapie wczesnej i późniejszej edukacji. To dlatego czarodzieje byli lepsi od mugoli - bo byli szlachetni, w ich żyłach płynęła błękitna krew. Na tę myśl blondynka się uśmiechnęła. Błękitna krew... Może poza Blackami, którzy krew mieli czarną jak smoła.

Camille ruszyła za mężczyzną, pozostałym eksponatom poświęcając minimum uwagi, skoro chciał jej pokazać coś innego, bardziej związanego z jej pytaniami. Kamienie runiczne były nieodłączonym elementem jej pracy - i chociaż na runach nie znała się tak, jak badacze, tak znała podstawy. Wiedziała, że mogą chronić przed klątwą: trzymać ją w środku i nie dopuszczać postronnych do jej aktywowania. Klątwy to był jej konik.
- Choroba nie brzmi jak coś potężnego. Kojarzy mi się ze słynną "klątwą faraona", którą okazały się zwykłe bakterie, na które turyści i badacze nie byli uodpornieni - zauważyła, przyglądając się kamieniom runicznym. Halucynacje jednak brzmiały poważniej - miała z nimi do czynienia w szpitalu. Potrafiły tak zmienić percepcję, że osoby które ich doznawały, targały się na życie swoje lub osób w najbliższym otoczeniu. - Ta klątwa, która zabiła mugoli, którzy weszli do środka - wiecie, jak działała? Z tego co mówisz to wnioskuję, że to było potężne zaklęcie, skoro przetrwało tyle wieków.
Odwróciła twarz w stronę Cathala. Czy wiedział, że ma do czynienia z klątwołamaczką? Nie było tajemnicą, że Delacour zajmowała się tym "po godzinach", ale również w szpitalu. Jej umiejętności były nieocenione chociażby po Beltane, ale nie tylko. Gdy Lord Voldemort postanowił sięgnąć po władzę, odsetek użycia czarnej magii znacząco wzrósł. Klątwy były naprawdę poważną, paskudną sprawą, ciężką do rozpoznania przez osobę, która nie była w nich obeznana. Czym innym było wziąć na logikę klątwę tak, jak na przykład w takim Egipcie, gdzie o klątwie mówiło się od wieków, a czym innym rozpoznać świeżą, dopiero co rzuconą. Z drugiej jednak strony rozpoznanie było tylko początkiem. Camille zastanawiała się, czy byłaby w stanie poradzić sobie z tak potężną, starożytną magią. Nie miała jednak zamiaru wpychać się między wódkę a zakąskę - po prostu rozważała, jak to naukowiec, za którego się uważała. Nie tylko leczyła, ale i dociekała. Nie można było leczyć bez szczegółowych badań. Jej umysł był zdecydowanie ścisły, paradoksalnie, patrząc na to z jakiej rodziny pochodziła.


RE: [06.07.72] Opowiedz mi o Egipcie - Cathal Shafiq - 05.02.2024

- Z natury jestem sceptyczny, ale jeśli z kogoś obłazi skóra, a moja klątwołamaczka wspomina, że klątwa istnieje, to jej wierzę - odparł Cathal. On sam na klątwach znał się tylko o tyle, o ile mógł znać się ktoś, kto miał niekiedy z nimi styczność oraz czytał o nich w księgach historycznych, ale ani ich nie rzucał, ani nie łamał. - Dotknęła osób, które nie weszły do środka komnaty nagrobnej królowej, bo tego nie udało się im dokonać, a zaledwie znalazły się blisko wejścia. Gdyby weszły do środka, spotkałby je los jeszcze gorszy, bo Leta wspomniała coś o klątwę, od której wyrastała dodatkowa głowa. Starożytni mieli... specyficzne poczucie humoru.
Sam Cathal nie do końca pojmował sens zabezpieczenia grobowca właśnie w taki sposób, ale może królowa lub jej potomkowie czy kapłani uważali, że ktoś, kto naruszyłby jej spokój, zasługiwałby na szczególnie dotkliwą karę.
- Więcej o tym musiałaby opowiedzieć ci ona. Wiem tylko tyle, że potrzebowała trochę czasu, aby uporać się z tymi klątwami i musiałem sprowadzić dla niej kilka rzeczy... do dziś nie wiem, czy ten dzbanek małmazji faktycznie był jej potrzebny do łamania klątwy czy po prostu miała ochotę na małmazję. Ja raczej skupiałem się na tym... - Cathal urwał i uniósł dłoń, by postukać w szkło, za którym znajdowały się kamienie runiczne. Starożytne runy oraz pieczętowanie, to było to, do czego miał największą słabość i obok zarządzania całymi pracami jego główna, ukochana "działka". - Oraz tym - dodał, wskazując na pobliskie gabloty, w których umieszczono tabliczki oraz papirusy, cienkie, kruche, obłożone zapewne jakimiś zaklęciami, dzięki którym przetrwały podróż i nie miały rozsypać się teraz. Trudno było powiedzieć, co Shafiq dokładnie miał na myśli w tym przypadku: czy tłumaczenia, czy że dbał nie o zabezpieczenia, a to, co zabiorą z grobowca, czy jeszcze coś innego. Niekiedy miał skłonności do skrótów myślowych, które jak sądził są w pełni zrozumiałe, choć w istocie wcale nie były.
– To w większości modlitwy ku czci Anubisa, mające zapewnić królowej miejsce w zaświatach albo zapiski dotyczące jej życia. Są fragmentaryczne i nie udało się wszystkich przetłumaczyć w pełni, ale jeżeli choć część jest pełna, zapewne niektóre z dokonań faraona Namera to w istocie działania jego żony czarownicy. Posiadała także artefakt, który zdaje się działał na zasadach dzisiejszych różdżek i pozwalał jej na katalizowanie magii, ale jego tutaj nie znajdziesz.
Był to najcenniejszy z przywiezionych z wyprawy zabytków i jako taki trafił na mocy różnych skomplikowanych umów do Ministerstwa Magii. Między innymi z powodu tych wszystkich umów Cathal był tu dziś, bo przy nich pomagała Marianne – a w wypadku prac w Egipcie było to mocno skomplikowane. Część rzeczy trafiło do Shafiqów, część do Ministerstwa, część została oddana Egipskim władzom, a kilka mogli zachować sami członkowie ekipy.


RE: [06.07.72] Opowiedz mi o Egipcie - Bard Beedle - 05.02.2024

Już chciała zaoponować, że przecież nic nie powiedziała o tym, że klątwa nie istnieje, ale w porę się powstrzymała. Zacisnęła usta w kreskę, by zaraz wygiąć je w uprzejmy uśmiech numer pięć. Na wspomnienie o dodatkowej głowie sama przekrzywiła swoją, lecz postanowiła tego nie komentować.
- Jestem pewna, że małmazja była jej potrzebna - odpowiedziała dyplomatycznie, przechodząc do kolejnej gabloty. Obejrzała z ciekawością ich zawartość, ale nie czuła potrzeby, by wypytywać Cathala o szczegóły. Nie znała się na kamieniach runicznych, a modlitwy i papirusy to zupełnie nie była jej bajka. Zainteresowało ją jednak zupełnie co innego. - Znaleźliście go? Zastanawia mnie też na jakiej podstawie dochodzicie do porozumienia w kwestii... Dzielenia się znaleziskami z innymi państwami czy organizacjami.
Być może nie miała na myśli konkretnie Ministerstwa Magii, ale ciekawiło ją, w jaki sposób dzielili się "łupem". Czy to były słowne umowy, czy może jeszcze przed wykopaliskami spisywali wszystko? Ustalali jakieś zasady, czy potem się o nie kłócili? Wiedziała na przykładzie zwykłych muzeów, że to nie zawsze było takie proste, jak mogłoby się wydawać.