![]() |
|
[23.06.1972r.] Wodzisz mnie na pokuszenie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [23.06.1972r.] Wodzisz mnie na pokuszenie (/showthread.php?tid=2625) Strony:
1
2
|
[23.06.1972r.] Wodzisz mnie na pokuszenie - Neil Enfer - 04.02.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I Suma przypadków: Drewniane Molo Wiele razy słyszał całą masę komplementów od zielarzy na temat tego miejsca, jednak samemu było mu zawsze jakoś tak trochę nie po drodze, a jak już tu był, to miał inne rzeczy na głowie. Tym razem było inaczej. Tak czy siak musiał pojechać tu w okolice, to uznał, że zboczy nieco z trasy i zahaczy o Dolinę, aby w końcu wyżyć się na biednych roślinach, które nikomu nic nie robił, a przecież mogły, tak przynajmniej słyszał i czytał w książkach. Słońce już powoli kończyło swoją podróż, już tylko jednym okiem wyglądając zza horyzont, a on nadal siedział na molo, oglądał zebrane w słoikach rośliny, rysował ich schematy, wertował książkę, czy to o nie chodziło, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jedno złe zioło i zamiast ulgi przyniesie śmierć. Ołówek szurał po kartkach kiedy bosymi stopami muskał wodę pod sobą, przyjemnie nagrzaną po całym dniu. Podobało mu się to skupienie, nic go nie rozpraszało, choć umysł często dalej był zakryty masą drażniących myśli wszelkiego rodzaju. Błędy ostatnich tygodni, niezręczności i decyzje mimo wszystko odbijały się na nim mocno, co widać było po fiolecie pod jego oczyma. Zrezygnował nawet na jakiś czas z kadzideł, bo chwilowo wydawały się nie dawać rezultatów, a po co marnować zapasy? Przymknął oczy wsłuchując się w odgłosy jeziora. Chlapanie małych fal rozbijających się o drewniane podpory mostu, chlupanie ryb, łapiących w swoje pyszczki komary, które zbliżyły się zbyt blisko tafli. Przechylił lekko głowę w bok, słysząc kojącą melodię przywodzącą wspomnienia, o których nie chciał myśleć, a teraz załagodzenie ich wydawało się być takie łatwe. Wsparł się po bokach o deski mola, płynnym ruchem podciągnął też na nie i nogi, po czym wybił się gładko, wskakując do wody, zapominając pomyśleć czy to bezpieczne, czy woda dalej od brzegu na pewno jest ciepła, czy przypadkiem nie zrzucił do wody również swojego cennego notatnika. Płynął w głąb, ciągnięty dalej i dalej do dna, czując na swoich ustach jego usta, ponownie marzenia wróciły, ale podchodził teraz do nich dużo chłodniej, bardziej racjonalnie, dziecięca naiwność mocno z niego wyparowała, co sprawiało, że teraz wątpił we wszystko co czuje. Gorące usta były coraz chłodniejsze, aż w końcu zimne, mokre i odbierające dech w sposób jakiego nie chciał czuć. Szarpnął się, ugryzł, odepchnął, kopnął pod wodą, sięgnął po różdżkę, a ta rozbłysła światłem zaklęcia, którego słowa utonęły w pęcherzykach powietrza uciekających z ust wilkołaka. RE: [23.06.1972r.] Wodzisz mnie na pokuszenie - Morpheus Longbottom - 05.02.2024 Skrobanie pióra zatrzymało się w połowie, gdy przez głowę Morpheusa przesunęły się wizje przyszłości, wyjątkowo wyraźne, niezaprzeczalnie bliskie. Widział wielką wodę, znajome miejsce, w którym często kąpał się jako dzieciak, a później Neila na pomoście i nagle sam stracił oddech, będąc pod wodą tylko w swojej głowie. Szarpanina w toni i ciemność. Nagle rozbłysk i znów wielka woda, spokojna i ciało na brzegu, widział bielmo na oczach i obrzęk od wody, i Erika, który zakrywa ciało białym prześcieradłem i w końcu trumnę i ciemną ziemię. Nie była to przepowiednia, ale coś sięgnęło ku niemu i rzuciło mu kłębek życia Enfera, aby rozwinął ten supeł i nie dopuścił do zerwania nici. Wstał, aż krzesło się przewróciło i popędził po schodach w dół, omijając co któryś stopień, aby przyspieszyć swój ruch. Nikt go nie zatrzymywał, stopnie i poręcze w Warowni były wypolerowane pośpiechem oraz bieganiną jego mieszkańców. Wybiegł na dziedziniec, a stamtąd do miejsca, gdzie można się teleportować, aby zaraz zniknąć z cichym pyk. Na bezdechu zjawił się na samym krańcu molo, niemal wpadając do wody. Zamachał ramionami, aby utrzymać rónowagę, zmusił ciało do wzięcia głębokiego oddechu: — NEIL! NEIL! Rozglądał się, ale zawołanie spotkało się jedynie z ciszą, milczeniem jeziora i szumem wieczornego wiatru, który w uszach Morpheusa grał już marsz żałobny. Nagle kątem oka dostrzegł światło. Pod wodą. Za późno, czy przybył za późno? Nie, chyba nie. Szybko zdjął z siebie szatę i buty, skacząc na jednej nodze, aby wydostać się, bez rozsznurowywania ich i odrzucił je do tyłu. Musiał działać szybko. Trzymając w dłoni różdżkę, nabrał kolejnego oddechu, płuca panikowały, zaciskając się, ale musiał, musiał coś zrobić. Wskoczył do wody, moda od razu dostała się do oczu, do uszu, ubranie przylgnęło do ciała, poczuł otaczającą go szarą zieleń wody. Szukał ciemniejszej plamy kogoś, czegoś w wodzie, jakiegoś ruchu. Nie miał dobrej wydolności oddechowej, nie wytrzyma za długo, patrzył i... chyba znalazł. Szybko wynurzył się, złapał największy haust, na jaki pozwalała mu sytuacja i wrócił pod wodę, płynąc jak najszybciej w stronę Neila. Chyba Neila. Miał nadzieję, że w jego stronę. Wycelował różdżkę z myślą o Mobilicorpus, aby rozłączyć kotłujące się istoty, rozłączyć je od siebie. Mobilicorpus (Z)
[roll=Z]Prompt: Chodźmy nad wodę, na twoich kolanach zasnę RE: [23.06.1972r.] Wodzisz mnie na pokuszenie - Neil Enfer - 05.02.2024 Umieranie pod wodą brzmiało strasznie i jednocześnie na swój sposób uspokajająco. Kojący szum, połączenie z naturą tak bardzo odzwierciedlające jego życie animagię, wilkołactwo i miłość do ziół. Problem pojawiał się gdy jego śmierć wpłynie na innych, wywoła w nich smutek, żal, czy strach kiedy przypadkowe osoby znajdą ciało na brzegu. Krzyki znad wody go nie dotyczyły, gdy walczył z istotą, która po odgonieniu magią ponowiła atak, gryząc w rekę, łapiąc za koszulę, próbując pociągnąć jeszcze trochę w dół. Nie liczyła się dla niej walka, a to, żeby nie dał rady na czas wrócić na powierzchnię. Gdzieś w środku doceniał tę taktykę i chyba tylko głupota kazała mu wierzyć, że nie przyniesie ona skutków, kiedy powietrza w płucach miał coraz mniej, a w głowie czuł ucisk będąc tak głęboko pod wodą. Obca magia rozbłysła i choć nie przyniosła większych skutków, wywołała zmieszanie u wodnej istoty, która nie spodziewała się dodatkowych utrudnień. Dało to czas Neilowi na rzucenie zaklęcia. Srena w ławicę. Nie chciał jej zabijać, zmieniać w coś zbyt daleko od tego czym jest, pomimo zamiarów robiła co było w jej naturze, do tego chłopak polegał mocno na skojarzeniach. Pytanie czy zaklęcie się uda. RZUT NA TRANSMUTACJĘ POTWORA W ŁAWICĘ GUPIKÓW: [roll=Z] RE: [23.06.1972r.] Wodzisz mnie na pokuszenie - Morpheus Longbottom - 05.02.2024 Niemal przeklął świat, gdy spudłował, gdy widział starania, coraz bliżej, kara za bluźniercze słowa miała prędko nadejść, wraz z następnym zaklęciem. Morpheus kochał pływać i spędzać czas nad wodą, a pół roku na Simi pomogło mu znacznie z jego drogami oddechowymi, co nie oznaczało jednak, że nagle stał się pierwszorzędnym pływakiem. Jeszcze trochę, tak, mógł zweryfikować, że to Neil, jego sylwetka i czegoś... Czegoś w wodzie. Rozpoznał kształty znajomego ciała i nieznanej trwogi, grającej krwiożerczym welonem niby wodorostów, niby włosia. Miał nadzieję, że tylko tego. Wyciągnął przed siebie różdżkę, spróbował określić przestrzeń lepiej. Płuca go już paliły, spragnione powietrza. Kształtowanie (N)
[roll=N] Chciał uderzyć zaklęciem strumienia wody, tworząc sztuczny prąd. Tym razem jednak nie tylko nie trafił, ale pęd wody odrzucił go w tył z całą siłą zaklęcia, aż uderzył w belkę pomostu całą długością kręgosłupa, tracąc całe powietrze, które mu pozostało w płucach, nabierając w usta wody, która wdarła się do jego płuc. Jego chęć pomocy zawiodła go wprost w ramiona wodników, śmierć godna Longbottoma. Nie. Nie zamierzał umierać. Nawet jeśli ciemność od uderzenia powoli rozchodziła się przed jego oczami z braku tlenu. Musiał wydostać się na powierzchnię i to próbował zrobić. Bombek powietrza z jego ciała uniósł się na powierzchnię. Translokacja (Z)
[roll=Z] Nagle jakaś siła z niebios odciągnęła Neila od istoty, szarpnięcie, jakby ktoś próbował go wyjąć za koszulę, magia przyciągania, Neptun spojrzał łaskawie i nie pozwolił jednej ze swoich cór zatopić zębisk w miękkim ciele wilkołaka. O rzymski Neptunie, który pędzisz nad słodkich wód i jezior falami, o władco strumieni i ojcze syren. O Panie, odległy i tajemny patronie wielkich marzeń. Władco mórz, który jak najgłębsze wody zamieszkujesz najgłębsze płaszczyzny świadomości. Wzywam Cię, Neptunie Wizjonerze, przewodniku uduchowionych, Ty, który wskazujesz zagubionym i poszukującym drogę i miejsce na ziemi, który panujesz w królestwie nieokreśloności, władasz wszystkim, co niewidzialne, zrywasz łańcuchy, zacierasz granice! Zaklęcie nie dało rady wyjąć całkowicie Neila z wody, ale wyszarpnęło go z jej uścisku i stworzyło między nimi dystans. Czasami bóg spełnia prośby swoich żarliwych wyznawców. RE: [23.06.1972r.] Wodzisz mnie na pokuszenie - Neil Enfer - 05.02.2024 Nigdy nie był mistrzem zaklęć, a dziedziny w jakich coś mu wychodziło nieraz były bezużyteczne, bo w końcu co mają kadzidła i świece do podwodnej walki ze śmiercią? Do tego emocje, panika, strach i chęć połączenia rzucania zaklęć z wstrzymaniem oddechu. To wszystko nie łączyło się ani trochę, jednak z sekundy na sekundę coraz bardziej przygasało. Wola walki zanikała, a niepokój i nadzieja zostały zastąpione przez obojętność otumanionego umysłu. Światło powierzchni oddalało się niespiesznie gdy puste płuca pozwalały ciału opadać swobodnie na dno, gdzie stanie się częścią jeziora. Ostateczne połączenie z przeszłością, bo każde życie zaczyna się w wodzie. Dopiero później błona zostaje przerwana, po kobiecych nogach spływa ciecz do tej pory będąca domem istoty, która choć nie chce, to musi zmierzyć się z zimnem otoczenia i pierwszym zachrypniętym oddechem, którego musi się dopiero nauczyć. Robiło mu się coraz chłodniej i nie myślał co jest tego powodem, czy oddalanie się od nagrzanej powierzchni, czy spowolniony przepływ krwi, w której dalej trwała adrenalina, ostatni ratunek dodający nadludzkiej siły i szybkości. Dzisiaj zawiodła. Przymknął oczy gdy słuch przejął wodze, a ciało nie miało sił na dalsze próby. Mdły szum otoczenia, a jednak słyszał wszystko, każdą rybę, która uciekała w popłochu przez zamieszaniem, każdego ślimaka chowającego się w muszli, każdego ptaka, jaki przysiadł na wodzie zaintrygowany ruchem, licząc na łatwy posiłek. Śmierć jest tragedią tylko dla jednostek zaangażowanych w nią. Dla reszty świata jest nic nieznaczącym wypadkiem, godnym natychmiastowego zapomnienia. RE: [23.06.1972r.] Wodzisz mnie na pokuszenie - Morpheus Longbottom - 06.02.2024 Morpehus kochał życie uparcie. Nawet jeśli był synem swojej matki, to gdy spoglądał w lustro każdego ranka, wyciągając brzytwę i goląc na gładko policzki, wdział swojego ojca. Był jego synem również. Odepchnął się ostatkiem od dna, nie tak głębokiego przy samym molo, aby spróbować wydostać się na powierzchnię. Wtedy będzie mógł pomóc Neilowi. Nadal ściskając różdżkę w dłoni, złapał się deski i próbował podciągnąć na molo na wątłych ramionach. Czuł się tak bardzo bezradny, tak słaby w swojej powłoce. Przełożył różdżkę między zęby. Chciał się wydostać, musiał walczyć. Palce zaczepiły się o mokre drewno. Spoglądając w górę, ujrzał siebie samego, dostrzegł wzgardę w swoim własnym spojrzeniu, mokre odzienie przyklejało się do jego ciała, nadając mu upiornego wyglądu, a u stóp czarne morze szaty. Wyciągnął sam do siebie rękę, uścisnął ją i wyciągnął siebie z wody, z widocznym wysiłkiem, a jednak Longottomowi wydawał się jakby wspanialszą wersją siebie, zawsze tak było, gdy spotykał się na chwilę z samym sobą podczas zmieniania czasu. Opadł bez siły na deski, kaszel w jego płucach zebrał się razem z okropną, mulastą wodą, którą zaciągnął podczas tragicznego wdechu pod wodą. Musiał zamknąć oczy. Gdy kaszlał, wypluwając wodę na molo, drugi on, jakby lepszy on, posłał w wodę kolejne zaklęcie. Z zaciętą miną, z dumną postawą szermierza, nawet jeśli włosy przykleiły mu się do czoła, a czarna koszula przylegała ściśle do skóry, oświetlony przez zachodzące słońce, wyglądał pięknie. Dumnie. Kolejne zaklęcie i wtedy na powierzchni pojawiło się ciało. Uratowali go, uratowali Neila... on go uratował. Przyszły-przeszły on przykląkł przy teraźniejszym-nim, dotknął miękkimi dłońmi swoich policzków, przyłożył czoło do czoła, krople opadały im na charakterystyczne nosy, spływając nierównymi ścieżkami, każda inną, a przecież powinny taką samą. Tak mu się wydawało, w końcu to był on tylko, że... no właśnie kiedy? Przesunął czule po własnym nosie swoim nosem. Czas nie istniał. — Uratuj go — szepnął sam do siebie, łączył go ze sobą tylko oddech. Zrobił krok w tył i zniknął, a wtedy jedyny Morpheus wyciągnął czasozmieniacz zza swojej koszuli, przekręcił, czas zawirował, tu i teraz, tam wtedy. Przechylił się przez molo, na brzuchu, rzucił kolejne zaklęcie. Przyciągnął do siebie Neila i zaczął wyciągać go z wody. Ciało bolało, paliło mięśniami. — Nie umieraj mi tu... — jęknął z wysiłku. RE: [23.06.1972r.] Wodzisz mnie na pokuszenie - Neil Enfer - 06.02.2024 Otulenie przez chłód i zimno trzymało go uparcie w objęciach, korzystając z tego, że ofiara nie walczy nawet w najmniejszym stopniu, że daje się zatopić i przyjmuje biernie swoją rolę pożywienia dla jeziornej flory i fauny. Pewne elementy żywego świata na powierzchni nie chciały jednak za nic odpuścić, choć wilkołakowi byłoby już wszystko obojętne będąc z innym świecie, po tej mistycznej drugiej stronie owianej złą sławą i tajemnicą. Wszyscy wiedzą jak wygląda życie, ale co dzieje się po śmierci? Może wszystko zaczyna się od nowa, dopóki nie przeżyje się życia poprawnie, a może istnieje się w ciemnej pustce i zawieszeniu już na wieki w miejscu, w którym czas nie istnieje. Ciało wypłynęło na powierzchnię, za pomocą magii znalazło się w zasięgu rąk czarodzieja, który wiernie żywił nadzieje, że jeszcze nie jest za późno. Nadzieja matką głupich, ale według niego nadzieja jest matką tych co się nie poddają. Choć w normalnych warunkach dość lekki, tak teraz wiotkość i przemoczenie nie ułatwiało ciemnookiemu zadania, ale zacięcie i poświęcenie niechętnie oddały swój dług. Chłopak leżał nieprzytomny na deskach mola, bez oddechu, w płucach mając jedynie wodę i ostatni krzyk nieudanego zaklęcia transmutacji. Już nie raz śmierć się o niego upominała czy to w postaci wściekłego wilkołaka czy w formie śmierciożerców. Może czas odpuścić i pójść z nią ramię w ramię na ostatni spacer? RE: [23.06.1972r.] Wodzisz mnie na pokuszenie - Morpheus Longbottom - 07.02.2024 Życie nie jest pozbawione sensu, ale raczej ma prawie zbyt wiele znaczenia. Gdy łuski spadają z oczu, świat wpada w ostrość, prezentując się z rodzajem wibracyjnej elokwencji, która na początku może być przytłaczająca. Wszystko mieni się, wszystko się wyjaśnia, wszystko walczy o uwagę. Drzewa wydają się nadzwyczaj rzeczywiste, ich korzenie zanurzone w ziemi, gałęzie rozciągające się ku niebu, ptaki stają się w świadomości duszami ciała i krwi, kruche życiem, niebo rozwija się i toczy, jezioro się rozpada, ludzie fascynują, książki jawią się piękne, dzieci to wirujące dynamo chaosu, psy szczekają, koty miauczą, kwiaty krzyczą, a Bóg przebiega jak helisa przez wszystkie te rzeczy. Świat czeka, brzęczący od znaczeń. Długie palce Morpheusa wpiły się w odzienie Neila, chwytając go za mokre ubranie i utrzymując jego głowę nad powierzchnią. Wciągnięcie go na deski pomostu nie należało do najłatwiejszych, ale z uderzeniem, jak mięsem o ladę w rzeźniku, udało się. Czarodziej zbladł, widząc sine usta młodzieńca i nieruchomą klatkę piersiową. Szybko zatkał dwoma palcami nos Neila, drugą ręką rozwierając jego żuchwę. W tym oddechu życia nie było nic z romantyczności. Wtłoczy całe powietrze, które miał w ciało młodszego mężczyzny, wziął kolejny, głęboki oddech i ponownie to zrobił, aby wymusić wykrztuszenie wody. — No dalej, Neil, kochanie, obudź się... — warknął, nie to do siebie, nie to do adresata, ale jakby w gniewie na niebiosa. Uniósł rękę, zacisnął ją w pięść i uderzył w klatkę piersiową topielca, aby ożywić go, zmusić płuca do pracy. Nie znał współczesnych sposobów na ratowanie podtopionych osób, ale gdy on był młody, tak właśnie go uczono. — Nie jesteś martwy. Kiedy był w podobnym wieku do Enfera, uczył się od ojca, jak powinien to zrobić, kiedy komuś coś się stanie w wodzie i nieco przestarzała metoda musiała wystarczyć. Modlił się o to, żeby zadziałało. O, Hadesie, królu i władco ciemności, nie zabieraj go ode mnie, od świata, on nie może umrzeć. Ponownie wtłoczył swój oddech w płuca Neila, przełożył go na bok i uderzył w środek pleców. RE: [23.06.1972r.] Wodzisz mnie na pokuszenie - Neil Enfer - 07.02.2024 Wstające słońce, które rankiem miało oświetlić zwłoki na brzegu, niepocieszone zniknęło na horyzoncie, zabierając ze sobą złote promienie, które barwiły bladą skórę w odcienie życia o które niezwykle zaciekle walczył czarodziej. Otrzymane powietrze walczyło o miejsce z wodą, dostarczając odrobiny nadziei sercu, które pojęło w końcu sens życia. Ktoś na niego czekał, ktoś robił wszystko żeby go przywrócić do świata, nie chcąc za nic pozwolić odejść bezpowrotnie. Kolejny oddech rozbudził jego wnętrze, dobijając się do umysłu młodzieńca. Słuch umiera ostatni. Trzymając śmierć za dłoń zatrzymał się na ciemnej ścieżce, obrócił za siebie. Słowa, uderzenia. Poczuł je boleśnie w piersi, upadając na kolana obok mrocznej zjawy, zaciskając mocno rękę na jej dłoni. Nie jest martwy? Zazgrzytał zębami, spojrzał na kostuchę patrzącą na niego cierpliwie. Nie nalegała, w końcu jej zadaniem nigdy nie było wyrywanie dusz z objęć życia na siłę, a jedynie przygarnięcie ich pod swoje skrzydła i bezpieczne odprowadzenie do zaświatów. Opuścił wzrok, wahając się jednak w obecności takiego bytu. Muszę iść... Spojrzał w puste oczodoły. Mogę? Zapytał niepewnie. Chwyt na jego dłoni się poluźnił, a on zerwał się do biegu i pędził ile miał sił. Czas się kończył, widział, jak ciężkie drzwi się zamykają i przecisnął się przez nie w ostatniej chwili. Kaszel, krzyk to pierwsze odgłosy po narodzinach, pierwsze oznaki życia, tak często kojarzone z chorobą i złością. Tym razem przyjmowały swoje pierwotne znaczenie. Ciało wilkołaka szarpnęło się, kiedy ożywione mięśnie spięły się do wykrztuszenia wody z płuc. Zachrypnięty, głośny kaszel, połączony był z jękami bólu gdy woda przelewała się wszędzie gdzie nie powinna, ale ważne, że na zewnątrz. Skulony przy czarodzieju zaskrobał paznokciami o deski, kaszląc i biorąc zachłanne wdechy na zmianę. Cały drżał z zimna, emocji i wysiłku jaki włożył w bieg po życie, jaki nie odbyłby się gdyby nie żarliwe zachęty Morpheusa, do którego kaszląc próbował po omacku sięgnąć. RE: [23.06.1972r.] Wodzisz mnie na pokuszenie - Morpheus Longbottom - 07.02.2024 Nigdy nie sądził, że ucieszy się na widok kogoś rzygającego mętną wodą na jego spodnie, a jednak tak właśnie było. Ogarnął z czoła Neila jego włosy czułym gestem. W połączeniu ze skórą niedoszłego topielca, dotyk był niezwykle ciepły, inaczej niż normalnie. Morpheus odetchnął, napięcie zniknęło z jego ramion. Przyciągnął swoją szatę, którą zdjął przed wejściem do wody i naciągnął na Neila, aby dać mu chociaż odrobinę ciepła. Sam zaczął odczuwać krępujące tarcie na skórze od szorstkiego, namokniętego lnu, który wpijał się w ciało przy każdym ruchu. Tylko umagiczniony żel trzymał jego włosy, a kropelki i tak spływały mu po twarzy. Prawie jak łzy, których nie musiał wylewać. Uświadomienie, że nie zniósłby kolejnej straty w tak krótkim czasie uderzyła go z siłą całego Dworu Mieczy, koloru w Tarocie, który odpowiada za nieszczęście i tragedię, za rozum, nosi najwięcej symboliki cierpienia. Nie mógł oderwać dłoni od Theo, gładząc go po ramionach, próbując zostawić mu przestrzeń do oddychania. — Dzięki Neptunowi, żyjesz. Wróciłeś. Bałem się, że cię straciłem. Oddychaj, głęboko oddychaj. Wziął sam głęboki wdech i w tym momencie zaczął kaszleć, aż musiał złapać się za klatkę piersiową i zgiąć nieco w pół. Wyrzucił z siebie resztki paskudnego mułu i otarł twarz rękawem. Gdyby nie zmieniacz czasu, oboje straciliby życia w toni, o krok od domu. Zacisnął zęby i odsunął się nieco od Neila, poprawiając poły szaty na ramionach młodzieńca, pachnącej jego stresem oraz kadzidlaną wodą po goleniu, której zazwyczaj używał. Rosły w nim coraz większe wyrzuty sumienia, jak słaby był, jak wszystkich ciągnął na dno. Dobrze, że łzy dało się wytłumaczyć wodą dookoła, tak samo jak urywany oddech. — Jestem tutaj, jesteś bezpieczny — mówił tak, jakby próbował przekonać sam siebie, że rzeczywiście był bohaterem tej opowieści, że go uratował, nie ktoś z innego czasu, lepsza wersja z innych światów, piękniejsza, silniejsza, bardziej pewna siebie. Może nawet szczęśliwy on. — Co się stało? |