Secrets of London
[26.07.1972] I want to dance on the horizon line - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [26.07.1972] I want to dance on the horizon line (/showthread.php?tid=2635)

Strony: 1 2


[26.07.1972] I want to dance on the horizon line - Lyssa Dolohov - 06.02.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono osiągnięcie - Piszę więc jestem - Lyssa Mulciber

Uśmiechnęła się nieco szerzej, wyraźnie zadowolona z siebie, kiedy podłapała że jej komentarz na temat Loretty chyba przypadł mu do gustu. Miło było wiedzieć, że ktoś doceniał nie tyle jej własne spostrzeżenia, co te które starannie wybrała z całego katalogu, który miała w głowie. Było też coś w tym, co mówił na temat wyczynom pojedynkujących się, które jeszcze nie tak dawno mogli obserwować na parkiecie. Nie były poruszające - Lyssa złapała się na tym, że chyba faktycznie nic co tam na dole się działo, nie mogło równać się w jej mniemaniu z takim chociażby omdleniem Vakela. Tym przejęła się okropnie i nawet nie chodziło o to, by zrobić taki pokaz magii, który by to zmartwienie przebił w jakiś sposób, ale jej serduszko ani na moment nie zatrzepotało bardziej, kiedy Louvain tak machał tą różdżką i machał. Ale może to nie była jego wina. Może to jego przeciwnik był tak mało wymagający.

- Nie zastanawiałam się nad tym wcześniej, ale może powinien, biorąc pod uwagę okoliczności - uśmiechnęła się do niego wesoło, zanim wsunęła mu ochoczo dłoń pod zaoferowane jej ramię. Szybko doszła do wniosku, że bardzo podobało jej się to, jak Lockhart się w ogóle prezentował. Brakowało mu pewnej drapieżności, owszem, ale z ochotą była gotowa przyznać, że jego prezencja młodego gentlemana również była ujmująca. Mogła sobie teraz iść pod rękę po Horyzontalnej z przystojnym chłopakiem i inne dziewczyny mogły jej tylko zazdrościć.

Miała tylko szczerą nadzieję, że Vakel nie będzie o to bardzo zły.

- A ty też mieszkasz gdzieś w okolicy czy...? - zawiesiła pytanie w powietrzu, spoglądając na niego ciekawsko. Odgarnęła z twarzy parę zbłąkanych kosmyków, które uciekły spod ciemnych okularów, które wcześniej dumnie nosiła na nosie dla upodobnienia do Vakela, a które potem przesunęła na głowę, kiedy Eden zgubiła ją gdzieś w tłumie i nagle wydawały jej się dziwnie nie na miejscu. - Może mógłbyś skorzystać z naszego kominka w razie czego. Myślę, że nikt nie miałby nic przeciwko... - zasugerowała, jednak dało się w jej głosie wyczuć pewną ostrożność, jakby nie była tego w stu procentach pewna, albo też tego, jakie wrażenie było w stanie wywrzeć mieszkanie Dolohova na innych ludziach. Sama świetnie pamiętała swoją reakcję, kiedy pierwszy raz przekroczyła próg jego kamienicy, gdzie przywitał ją dzik Bonifacy, albo pełnoprawna fontanna. Tego typu luksusów, albo raczej zbytków, nie miała we Francji, nawet jeśli wiodły z matką życie na poziomie, dzięki pieniądzom Mulciberów.
- Muszę też przyznać, że jakkolwiek miły nie jest nasz spacer, to nieco mi szkoda tego afterparty. Znaczy, wiesz, miałam małą nadzieję, że sobie może dzisiaj z kimś potańczę... - zmarszczyła nieco nos przy uśmiechu który mu posłała, jakby nieco wstydząc się swoich zachcianek, które w gruncie rzeczy były trywialne. Bo potańczyć to sobie mogła nawet na murku tej fontanny w domu ojca i nikt niemiałby nic przeciwko.


RE: [26.07.1972] I want to dance on the horizon line - Darcy Lockhart - 06.02.2024

- Z pewnością powinien, zostawił panienkę na minutę i już miała panienka dwie opcje, wspólny spacer albo zabawę w klubie - skwitował, ruszając wraz z nią w stronę wyjścia, a potem wzdłuż Horyzontalnej.
Darcy też był Ślizgonem, a Tiara z pewnością nie popełniła błędu wysyłając go do Slytherinu. Potrafił być równie sprytny, manipulujący, mściwy i złośliwy, co cała banda Louvaina. A zarazem różnił się od nich mocno, i sposobem bycia, i czymś co tkwiło pod spodem. Nigdy nie należał do popularnej bandy nie tylko dlatego, że jego krew nie była aż tak krystalicznie czysta. Nie chodziło o wygląd, bo był dość przyjemny dla oka, ani nawet o pieniądze, ponieważ jego rodzina choć nie obrzydliwie bogata, zawsze była zamożna.
Choć nogdy nie dopuszczał do siebie tej myśli, to chyba podświadomie sam to wiedział. Tacy ludzie jak on byli po prostu tłem.
Lyssa miała rację. Nie było w nim za grosz drapieżności. I chyba nigdy nie umiałby zachować się wobec kobiety z tą ślizgońską bezczelnością, która jedne ujmowała, a inne przyprawiała o pragnienie mordu.
- Mieszkam pod Londynem, ale nie przejmuj się, potrafię się teleportować - zapewnił, wyłapując jej wahanie. Może i chętnie zobaczyłby dom Dolohova (I ani trochę nie poruszyłyby go fontanna i dzik, Daisy miała bogatą wyobraźnię, a magiczny dom Lockhartów spełniał każde jej życzenie), ale zauważył, że Lyssa nie była pewna, czy faktycznie nikt nie będzie miał nic przeciwko, poza tym... co innego odprowadzić dziewczynę, co innego wchodzić do środka, a on wciąż jeszcze myślał o Eunice.
A, i tak, ta jej niepewność trochę go ubodła. Nie wpadł o to, że chodziło o sam fakt bycia chłopakiem, założył natychmiast, że problemem był status półkrwi. Ale nie dał tego po sobie poznać.
Szybko rozpogodził się jednak na jej uwagę, bo przypomniała mu znowu las i taniec, a to było miłe wspomnienie i świetna inspiracja: zebrał wiele pochwał od swojego redaktora i czytelników za tę scenę.
- Co cię powstrzymuje? Mogę być twoim partnerem, a ulica i tak jest już prawie pusta - zaproponował wesoło, ale całkiem na poważnie, bo właściwie dlaczego nie? Nawet gdyby ktoś ich zobaczył, nawet gdyby rozpoznał, cóż to obchodziło Lockharta: jeśli ktoś uzna go za szaleńca tańczącego na ulicy i rozpuści plotki, to będą o nim mówić. A wszak był pisarzem. Ekscentryzm był u artysty wręcz wskazany! On był do tej pory o wiele za mało ekscentryczny i spontaniczny i właśnie pomyślał, że to chyba hamowało jego karierę!


RE: [26.07.1972] I want to dance on the horizon line - Lyssa Dolohov - 21.02.2024

Miała jeszcze trzecią opcję, jak na przykład siedzenie grzecznie na swoim miejscu, absolutnie znudzona, aż wreszcie cała ekipa opuści toaletę, w której utknął Eliott. W sumie też była jeszcze czwarta, to jest aktywne szukanie ojca, albo chociaż próba wyłowienia blond głowy Eden gdzieś w tłumie ludzi, którzy zaczęli przeciskać się do wyjścia. Żadna jednak nie była tak miła jak te, które podsumował Darcy.
- Oh, no dobrze - rzuciła, zwracając do niego twarz i uśmiechając się lekko. - Ja niestety nigdy nie opanowałam tej zdolności i muszę polegać właśnie na kominkach, albo innych środkach transportu. Ale może to i lepiej, bo teraz przysługuje mi spacer w miłym towarzystwie - przyjemny uśmiech pogłębił się, bo może i kłamać lubiła czy umiała bardzo dobrze, ale w tym momencie była jak najbardziej szczera.

Przyjrzała mu się uważnie, tak jakby jego słowa w pierwszym odruchu uznała jako żart. Nawet też pokręciła lekko głową, żeby dał sobie spokój z takimi podchodami, bo jeszcze się na nie złapie i co w tedy będzie. Ale potem do niej dotarło, ze nawet jeśli w jego głosie pobrzmiewała wesoła nuta, to mówił całkiem szczerze.
- Naprawdę? - zapytała, przekrzywiając przy tym jeszcze głowę, jeszcze trochę podejrzliwa. Nie chodziło o tym, że jakoś specjalnie przejmowała się tym, że ktoś by ich tutaj, na środku chodnika zauważył - o to dbała raczej w niewielkim stopniu. Wychodziła jednak z założenia, że Lockhart może mieć na tę całą sytuację o wiele inną perspektywę. Może nie chciał by o nim mówiono, że tańczył jak wariat wieczorową porą na Horyzontalnej, albo zwyczajnie aktualna sceneria wydawała się zbyt mało magiczna, by potem przekuć ją na dobrą historię. Bo miała wrażenie, że o to mu przede wszystkim w życiu chodziło. O dobre historie. Najwyraźniej jednak, ta chwila była wystarczająca.

- W takim razie, paniczu Lockhart - wysunęła dłoń spod jego ramienia i zrobiła kroczek w tył, dygając ku niemu dwornie. - Uczyni mi pan tę przyjemność i zatańczy ze mną tu i teraz? - wesoły uśmiech pojawił się na jej twarzy, kiedy wyciągnęła ku niemu dłoń, gotowa dać się poprowadzić.


RE: [26.07.1972] I want to dance on the horizon line - Darcy Lockhart - 21.02.2024

Darcy wyprostował się jeszcze tylko dumnej, gdy Lyssa wspomniała o tym spacerze w dobrym towarzystwie, bo był chłopcem łasym na komplementy. I nawet gdyby kłamała, chłopak nie wyłapałby pewnie tego, bo chociaż sam łgać potrafił, to w jej słowa po prostu chciał wierzyć. I w to, że ktoś spacer w jego towarzystwie uważał za miły, chociaż mógł iść na zabawę z tymi popularniejszymi chłopcami.

- Naprawdę - potwierdził, próbując przybrać poważniejszą minę, chociaż oczy mu się śmiały. Nie miał nic przeciwko temu, że wezmą go za wariata. Oczywiście, wolałby, aby mówiono o nim jako o ekscentrycznym pisarzu czy ciekawej osobowości, i pewnie mógł się zezłościć o krytyczne uwagi, ale to, co znieść było mu najtrudniej, to niewidzialność. Był niewidzialny przez cały Hogwart i jakiś czas po nim: za nic nie chciał do tego stanu rzeczy wracać.
Niech mówią, co zechcą. Byleby mówili.
Jeśli więc nawet ktoś miał zobaczyć ten taniec i go rozpoznać, Darcy nie miał zamiaru narzekać. Bo opowieści liczyły się dla niego bardzo, ale to nie tak, że wszystko musiało być inspiracją dla opowieści.
- Z panienką zawsze i wszędzie, panienko Lysso - powiedział, skłaniając się dwornie, gdy wyciągnęła ku niemu rękę, a potem ujął jej dłoń, a koniuszki drugiej oparł o jej talię.
Tym razem nie było jeszcze całkiem ciemno, a na niebie nie dało dostrzec się Księżyca i gwiazd, i otaczały ich wysokie kamienice Horyzontalnej zamiast drzew. Za to na bruku łatwiej było tańczyć niż na leśnym podszyciu i mieli nawet muzykę: z daleka dobiegały ciche dźwięki dobiegające z Fontanny Szczęśliwego Losu, a Darcy gdy zdał sobie z tego sprawę, odruchowo spróbował dostosować krok do tej melodii. Może nieco wolniej niż by należało, ale irlandzkie piosenki bywały nazbyt żywiołowe, a on jednak nie zniósłby ani gdyby sam się przewrócił, ani wstydu, jakim byłoby dopuszczenie do potknięcia się partnerki.
I byłaby to może nawet odrobinę romantyczna scena, gdyby nie przeklęty miesiąc miłości, co zaraz miał ją absolutnie zrujnować...


RE: [26.07.1972] I want to dance on the horizon line - Vakel Dolohov - 10.03.2024

Jeżeli to wszystko było sprawką bogów, to zapewne zaśmiali się gorzko z tego, jak blisko rozszczepienia znalazł się przez samouwielbienie. Wir teleportacji, w jaki wpadł wbrew swojej woli, szarpał nim we wszystkie strony, póki w ostatnim, już chyba najbardziej skrajnym i krytycznym momencie do jego łba nie zawitał obraz jego córki i teraz... Teraz kiedy pojawił się tutaj wraz z głośnym, gwałtownym świstem powietrza, Dolohov zastanawiał się, czy to nie był jakiś test. Głupi dowcip, na jaki kompletnie sobie nie zasłużył, ktoś sobie na pewno z niego żartował, bo to wszystko było zbyt głupie, aby wydarzyć się naprawdę.

Przejechał zmęczonym już spojrzeniem po budynkach ulicy, na której się znalazł i z ulgą odkrył, że nie wywiało go daleko – to wciąż była Horyzontalna, ale kompletnie nie powinno go tutaj być – nie po to się przecież zakradali na tę arenę, żeby teraz znalazł się na środku drogi obok tańczących dzieciaków...

Tańczących dzieciaków.

Obok swojej córki i kogoś, kogo absolutnie nie znał, nie był pewny, czy w ogóle chciał poznawać, bo szok związany z rozrywającym drzemiącą w nim magię kichnięciem, to co się stało przed chwilą z kanclerzem, wcześniejsza utrata przytomności... Na Absolut, na wszystko, co kochał (czyli głównie na siebie...?), ten dzień trochę go przeciągnął po podłodze i mimo ekstrawertycznej natury nawet on miał ochotę zaszyć się teraz gdzieś w swoim pokoju, schować głowę po poduszkę i posiedzieć w samotności.

Ale był tutaj - oglądał jak Lyssa pozwala ująć się za dłoń, jak dobrze się bawi i nie do końca wiedział, co miałby teraz zrobić - na odchrząknięcie było już za późno, bo narobił hałasu. I powinien się zbierać do Praw Czasu, zanim go ktoś tutaj zobaczy. Tylko że nie wróci przecież bez niej. Odchrząknął więc, niby nie sugestywnie, ale zaznaczył swoją obecność. Poprawił przekrzywione okulary, po czym splótł ręce na wysokości klatki piersiowej i spoglądał na nich z góry.


RE: [26.07.1972] I want to dance on the horizon line - Lyssa Dolohov - 26.04.2024

Nie była pewna czy chciała być brana za wariatkę, ale wiedziała, że chciała teraz bardzo zatańczyć. Powtórzyć ich mały moment z Ostary, kiedy pierwszy raz się spotkali i udało im się utkać z tego całkiem urokliwą historię. Albo raczej udało się to Darcy'emu, bo to książka zatytułowana jego nazwiskiem trafiła do księgarń, a także na półkę towarzyszącej mu teraz czarownicy.

Posłała ku niemu jeden ze swoich najładniejszych uśmiechów, ten z rodzaju jak najbardziej szczerych, kiedy odpowiedział jej dwornym skłonem, dołączając do tego jej małego teatrzyku. Jakaś jej część bardzo chciała, żeby i ten moment był jak najbardziej magiczny, ale nic chyba nie mogło się równać z przesyconym magią Ostary lasem. Ale czerwieniejące niebo, wysokie kamienice zamiast drzew i rytm Fontanny Szczęśliwego Losu, po chwili zaczął jej wystarczać.

Faktycznie, ta scena była nawet odrobinę romantyczna, co dziewczyna przyznała z pewnym ociąganiem przed samą sobą, bo przecież gotowa była podobne historie i sytuacje w książkach krytykować za sztampowość. Teraz jednak uśmiechała się do swojego partnera wesoło, podążając za nim tym sprawniej, kiedy uświadomiła sobie do jakiej melodii próbuje się dostosować.

I przez moment nawet, odrobinę zapatrzyła się w jego oczy.

Dziewczyna wzdrygnęła się na trzask teleportacji, który zaburzył ich małą chwilę radości. Odwróciła twarz w stronę, z którego dobiegł ich dźwięk i potknęła się, absolutnie nie spodziewając, że jej spojrzenie trafi na ojca.
- Papa? - zatrzymała się, przez moment zwyczajnie stojąc tak, wyraźnie wybita z rytmu i jakby niepewna, czy umysł nie płata jej figli. Ale im dłużej tkwiła w miejscu, wpatrzona w Vakela, który z kolei znacząco chrząkał i patrzył na nich z góry, tym dobitniej uświadamiała sobie, że jednak była to prawda.

Puściła Darcy'ego i wyprostowała się niczym struna, bo jej myśl natychmiast wskoczyły na nerwowy tor pytania siebie samej, co ją właściwie podkusiło, żeby wyjść bez niego z hali pojedynkowej. Powinna albo w niej poczekać, albo dołożyć wszelkich starań, żeby znaleźć Eden i trzymać się jej do samego końca. Zamiast tego pozwoliła sobie na samowolkę, zapomniała się i teraz... właściwie nie wiedziała co teraz, ale to nie było ważne.
- Przepraszam. Przepraszam, zgubiłam Eden i pomyślałam, że skoro nie mogę jej znaleźć, to pójście do domu nie będzie aż takim złym pomysłem - splotła ręce przed sobą w nerwowym geście, robiąc krok w jego stronę, troszkę niepewna czy zamierza jej teraz robić kazanie, czy może poganiał ją całym sobą do zabrania się do Praw Czasu. Pewnie nie byłaby taka spięta, gdyby Dolohov nie wylądował przed nimi, jakby dokładnie wiedział, gdzie właśnie się znajdowali.
- To Darcy, poznaliśmy się jeszcze na Ostarze. - obejrzała się na moment na Lockharta, próbując wyjaśnić w tę stronę. - Zaproponował, że mnie odprowadzi i się zgodziłam.


RE: [26.07.1972] I want to dance on the horizon line - Darcy Lockhart - 26.04.2024

Na jej uśmiech też odpowiedział uśmiechem, może odrobinę głupawym, ale Darcy właściwie był ładnym chłopcem – na tyle młodym, że to „ładny” pasowało chyba jeszcze trochę bardziej niż „przystojny” – o sympatycznej twarzy, więc to był całkiem ładny uśmiech. Jak tu się nie uśmiechać, kiedy ona znów podejmowała jego grę, i kiedy uśmiechała się tak pięknie (chociaż nie piękniej niż Eunice, to jeszcze ciągle odbijało się gdzieś w głowie Darcy’ego)?
Lockhart lubił odrobinę sztampowatości (choć nie lubił bardzo, gdy zarzucano mu taką w jego książkach) i bardzo lubił, kiedy w jego życiu, tak naprawdę przecież nudnym, zwykłym, nie obfitującym w żadne niezwykłe wydarzenia, przydarzyły się sprawy ciekawsze. O których mógł opowiedzieć, ubarwiając je nieco, które mogłyby być scenką w książce. (Oczywiście tylko dopóki nie groziło mu niebezpieczeństwo, tego nie lubił przecież ani trochę.)
Szybko jednak złośliwy los postanowił przypomnieć mu, że Darcy Lockhart nie jest bohaterem książki romantycznej, że nie jest mu pisany romans wszechczasów z żadną Elizabeth, który będzie poruszać wyobraźnię całych pokoleń i że to nie jest scena z powieści. Gdyby taką była, z całą pewnością tego tańca nie przerwałby ojciec tancerki…
Darcy drgnął, zdezorientowany, gdy trzasnęło i ktoś odezwał się tuż obok, zmylił krok. Ledwo sekundę później Lyssa już wyślizgiwała się z jego ramion. Pozwolił na to, chociaż stał jeszcze przez moment, głupio trochę wyglądając z wciąż uniesioną ręką, zanim ją opuścił. A gdy dziewczyna zaczęła tak nagle się tłumaczyć, poczerwieniał odrobinę, chyba ze wstydu. Nie było mu głupio, że ktoś ich zobaczy, ale co innego wpaść na Vakela, i jeszcze słyszeć tyle nerwowych wyjaśnień – oczywiście, Darcy natychmiast powiedział sobie, że bez wątpienia się go wstydziła. I trochę był o to zły, trochę to bolało. Przez ułamek sekundy miał ochotę teleportować się po prostu, zniknąć stąd, i ze złości na nią, i z obawy przed konfrontacją z Dolohovem, ale ostatecznie został na miejscu, bo to byłoby bardzo niebohaterskie, tak sobie uciec.
– Panie Dolohov – powiedział, trochę sztywnym tonem, prostując się przy tym tak dumnie, jak tylko potrafił. Czy powinien wyjaśniać ten taniec? Że odmówiła pójścia do klubu, i właśnie z żalu za utraconym tańcem wynikała ta scena? A może powinien ją ukarać za to, jak go potraktowała i powiedzieć coś, co zasugeruje, że tak naprawdę celowo z nim uciekła? Zerknął na Mucliber krótko, a potem po prostu zacisnął usta, bo mimo wszystko nie uraziła go jeszcze na tyle, by postanowił wpędzać ją w kłopoty, a kto wie, czy i próbując przyjść z pomocą i wytłumaczyć tę scenę, nie powiedziałby czegoś, co by jej zaszkodziło.


RE: [26.07.1972] I want to dance on the horizon line - Vakel Dolohov - 11.08.2024

Nigdy jeszcze nie teleportował się bez własnej woli. Uczucie było na tyle dziwne, aby wciąż dudnić mu w uszach nawet mimo znalezienia się na Horyzontalnej i to tak blisko swojej kamienicy. Oczywiście, jak na Dolohova przystało, nie dał poznać po sobie narastającego wewnątrz dyskomfortu. Stał wyprostowany, z tymi splecionymi rękoma i łypał na tę dwójkę spojrzeniem... no, nie karcącym, ale sposób, w jaki analizował ich relację - to jak blisko siebie stali, w jaki sposób niejaki Darcy się przy niej zachowywał - to wszystko nosiło w sobie dwa pełne wiadra chłodu i szczyptę arogancji. Pomiędzy tymi składnikami, zupełnie dla niego niespodziewanie wyłaniała się troska. Pozwolenie własnej córce na cierpienie z tak prostego powodu, jakim było wystawienie jej na pożarcie dziennikarzom i karierowiczom chcącym zapewnić sobie bogactwo przez łóżko, byłoby zdecydowanie największą porażką rodzicielską Vasilija, zaraz po byciu nieobecnym przez większość jej życia.

Kiedy Lyssa zaczęła mówić, w jego gardle urosła wielka gula. Przepraszanie i obronne gesty rąk, chociaż nie raczył się jeszcze odezwać - czy  naprawdę był aż tak przerażający? Uczynił w swoim życiu naprawdę wiele, aby nigdy nikt nie mógł powiedzieć mu, że był podobny do swojego ojca, a teraz docierało do niego, jak wiele tych podobieństw nabrał nieświadomie wraz z upływem czasu.

Dmuchnął w grzywkę, narzucając jej tym samym powrót do nienagannego ułożenia.

- To sugeruje, że miałbym wrócić bez ciebie - zauważył od razu, poprawiając okulary, po czym przeniósł spojrzenie na tego całego Darcy'ego... - Darcy...? - Darcy jaki? Wykonał gest dłonią sugerujący, że czegoś mu tutaj brakowało. Nazwiska na przykład. Wyjaśnienia kim on w ogóle kurwa był. Lyssa robiła mu teraz wspaniałą reklamę, broniąc go od razu słowami zaproponował i zgodziłam się, zanim jej ojciec wpadł na pomysł zmasakrowania go gradobiciem niepochlebnych słów. Taka myśl jednak przez jego głowę przeszła - mógł być dobrym aktorem, ale porywczej natury nie był w stanie oszukać. - Jak rozumiem, ja nie muszę się przedstawiać? - Trzymając się za drugą ręką za łokieć i podpierając go wciąż na wysokości klatki piersiowej, Dolohov sięgnął dłonią do swoich okularów i zsunął je na nos, jeszcze raz mierząc Lockharta spojrzeniem. Zdecydowanie nie podobało mu się, że za tego całego Darcy'ego mówiła jego córka.


RE: [26.07.1972] I want to dance on the horizon line - Darcy Lockhart - 11.08.2024

Darcy Lockhart chciał być bogaty i sławny – ale zupełnie nie interesowały go cudze bogactwa i cudza sława. Pragnął własnych, i chociaż był gotów wyszarpywać je w niekoniecznie etyczne sposoby, i posuwał się przy okazji do całego mnóstwa drobnych manipulacji, wykorzystywania swoich przewag (oj, jego książki nie sprzedawałaby się tak dobrze, gdyby nie polecało ich jego czarownicowe alter ego, Helga Gossip, gdyby jego matka i siostra nie były dziennikarkami i gdyby ojciec nie polecał ich każdemu klientowi księgarni, jaki tylko się pojawił) i nawet kopał dołki pod konkurencją (na przykład celowo postarał się, by egzemplarz recenzencki jego konkurenta przypadkiem „zapodział się” w redakcji), to nigdy nie przyszłoby mu do głowy uwodzenie córek bogaczy. Zresztą, przecież dopóki nie zobaczył dziś Lyssy u boku Dołohova, nawet nie wiedział, czyją jest córką – a w jego głowie dopiero milkły echa pieśni Beltane, hymnu na cześć Eunice Malfoy.
Dobrze, że nie wiedział, co Vakelowi chodzi po głowie, bo i tak zżymał się w duchu, że Lyssa się tego spaceru wstydzi, a tak to chyba by nie wytrzymał i może rzucił się wytargać mężczyznę za tę znów idealnie ułożoną grzywkę.
Wyprostował się tak dumnie, jak tylko potrafił, gdy Vakel zwrócił na niego spojrzenie.
– Darcy Lockhart – powiedział, pewien wręcz, że usta Dołohova wygną się zaraz w jakimś pełnym pogardy wyrazie, bo nie był dostatecznie czystej krwi. Phi, jakby to cokolwiek znaczyło! Jego rodzina od paru pokoleń była czarodziejska, i on przynajmniej nie biegał po jakichś tam arenach, pojedynkując się o honor siostry, co przyszła na ten pojedynek z ćpunem, albo próbując udowodnić, że była partnerka honoru nie ma – to dopiero było śmieszne i źle świadczyło o człowieku, że chciał coś takiego udowodniać! – Widziałem pana na pojedynku – przyznał, z całym spokojem, na jaki było go stać. Darcy był chłopcem całkiem charyzmatycznym, wprawionym w sztuce kłamstwa, więc te swoje przywary charakteru umiał doskonale maskować. – Poproszono mnie o zrelacjonowanie jego przebiegu, więc zwracałem uwagę na gości.
Ani myślał udawać, że nie wie, kim jest Dołohov – jeszcze czego! Jako dziennikarz i pisarz (czy raczej pisarz i dziennikarz, za pisarza uznawał się w pierwszej kolejności!) musiał być zorientowany. Zaraz jednak odwrócił się do Dołohova i skłonił lekko przed jego córką. Niech sobie Vakel nie myśli, że on tu zrobił jakieś wielkie wrażenie, i panicz Darcy będzie się mu z czegoś tłumaczył!
– Skoro ojciec już zadba o panienki bezpieczeństwo, nie będę chyba potrzebny. Za to z chęcią skontaktowałbym się w sprawie rysunku, który dostałem. Niedługo ukaże się limitowane wydanie Utkanej z mgły i myślę, że doskonale sprawdziłby się jako ilustracja – powiedział, skinął później jeszcze głową Vakelowi, po czym ruszył ulicą dalej, z zamiarem teleportowania się za rogiem…
Postać opuszcza sesję



RE: [26.07.1972] I want to dance on the horizon line - Lyssa Dolohov - 10.09.2024

Lyssa nie była do końca pewna co ze sobą zrobić, ale kiedy Dolohov wreszcie zabrał głos, coś się w niej uspokoiło. Padło z jej strony o dwa przepraszam za dużo i za wiele obronnych gestów, ale nawet jeśli lubiła Darcy'ego i nie chciała by miał kłopoty, to nie broniła jego, a siebie i tego czego była niepewna. Bo tak naprawdę nie wiedziała, co powie na to wszystko Vakel. Jak to powie. Lata spędzone osobno odbijały się im czkawką, a jej już w szczególności, wypełzając na wierzch pod postacią nerwowości i niepewności. Czy już przekraczała jakąś granicę czy może była absolutnie bezpieczna? Rozgniewała go, czy może powie jej zaledwie, żeby więcej tego nie robiła? Nie wspominając już o tym, że zazwyczaj większość uwagi przy Dolohovie poświęcała właśnie jemu, okazyjnie może Peregrinusowi, bo ten siłą rzeczy zawsze kręcił się gdzieś dookoła, ale Lyssa z uporem maniaka odmawiała bawienia się przy ojcu w typowe dla siebie rozrywki czyli podrywanie miłych chłopców i przystojnych mężczyzn.

Uśmiechnęła się do Lockharta lekko, trochę przepraszająco, ale z jakąś iskierką ciepła, kiedy skłonił się i skończył mówić.
- Cieszę się, że aż tak ci się podoba - przyznała szczerze, przez moment jeszcze przyglądając mu się, kiedy odchodził, aż wreszcie spojrzała na Vakela. Nawet w sumie nie przeszło jej przez myśl, że szkoda iż Darcy nie zaproponował jej zilustrowania samej okładki.

- Czy wszystko dobrze? W sensie... pojawiłeś się tak nagle, papa. I mnie to bardzo zaskoczyło - przyznała z pewnym ociąganiem, bo niewątpliwie fakt że zmaterializował się tuż obok nich, jakby wiedział dokładnie gdzie są, grał dość istotną rolę w całym jej zmieszaniu.