Secrets of London
[20.06.1972] - Interes rodzinny | Richard & Robert - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [20.06.1972] - Interes rodzinny | Richard & Robert (/showthread.php?tid=2643)

Strony: 1 2


[20.06.1972] - Interes rodzinny | Richard & Robert - Richard Mulciber - 07.02.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Richard Mulciber - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Sesja rozliczona w osiągnięciu Badacz Tajemnic przez Roberta Mulcibera.


20 czerwca 1972
Posiadłość Mulciberów



Ostatnie kilka dni, niby upłynęły spokojnie, to jednak nosiły ze sobą nowe informacje. Zaskakujące i niepokojące. Zgodziwszy się wspomóc brata, w sprawie kobiety zagrażającej ich organizacji, jednego zaplanowanego dnia Richard udał się do Ministerstwa Magii dokonać rozeznania, wstępnego zaobserwowania reakcji pracowników, na jego pojawienie się. Być może wzbudził zainteresowanie, zaskoczenie? Pokazał się, ale nie na tym poziomie Departamentu, co by każdy mógł z góry założyć. Nie Departament Tajemnic, ale Przestrzegania Prawa. Mogli pomyśleć, że Mulciber przybył z kimś się spotkać. Porozmawiać? Temat zagadka. Powód, w jakim się pojawił, znała tylko jedna osoba. Ta, która go przyjmowała. Został niespodziewanie ugoszczony przez uprzejmego doświadczonego już Brygadzistę. Który zaskoczył Richarda, chęcią udzielenia pomocy. Który wprowadził go we wstępne informacje, dotyczące naboru. Lecz później, z tą samą osobą, spotkał się dnia poprzedniego. Prywatnie. Nie tyle co niepokojącą informacją okazało się tego dnia aresztowanie Juliusa Mulcibera, tak zaskoczeniem okazało się poznanie syna swojego brata. Dopiero dzisiaj, z rana Richard przy śniadaniu zakomunikował bratu, że muszą porozmawiać. Nie zrobił tego wczoraj, późnym wieczorem, kiedy wrócił do domu. Musiał przemyśleć kilka spraw. A jedną z nich, były wątpliwości dotyczące swojej pracy w Ministerstwie. Ta sprawa nieco komplikowała jego dostanie się tam, że mogą faktycznie mu patrzeć na ręce ze względu na nazwisko. Akurat o tym rozmawiał z Borginem. Musi to także przegadać z Robertem. Krewny. Ale daleki.

Po porannym posiłku, bracia najpewniej skierowali się do gabinetu. To były sprawy, które Richard nie chciał omawiać nawet przy kręcących się skrzatach czy w obecności córki brata. Nie musiał mu nawet mówić o co chodzi, gdzie wystarczyło spojrzenie, albo pokazanie mu artykułu z ostatniego dnia Proroka Codziennego. Otwartego na stronie opisującej areszt ich dalekiego krewnego.

- Aresztowanie Juliusa nie komplikuje nam planów?
Zapytał brata, jak on to widział. Pytanie Richard zadał, kiedy byli już w gabinecie i zamknął za nimi drzwi. Pytaniem tym, nawiązywał do ich zadania, związanego z podjęciem swojej pracy w Ministerstwie Magii. Chciał poznać zdanie Roberta. Czy nadal chce ciągnąć to ryzyko? Teoretycznie nie było żadnego problemu, aby Richard spróbował. Ale praktycznie?



RE: [20.06.1972] - Interes rodzinny | Richard & Robert - Robert Mulciber - 07.02.2024

Wszystko zdawało się wracać do normy.

Odkąd wrócił do Londynu, wszystko powoli wracało na swoje miejsce. Życie Roberta zdawało się na nowo biec tym samym rytmem co zawsze. Choć jego sytuacja była inna, wiele się zmieniło, Mulciber zaczynał z wolna funkcjonować tak, jak to miał w zwyczaju. Śniadanie. Poranna lektura. Długie godziny spędzone w gabinecie bądź pracowni. Spotkania z ludźmi, z którymi pozostawał w różnych układach. Od czasu do czasu wizyta na Nokturnie. Sprawdzenie na własne oczy tego czy w Olibanum wszystko działa jak należy.

Czuł się z tym komfortowo.

Czuł, że powoli odzyskuje nad wszystkim kontrole.

O tym, że sprawy się niespodziewanie skomplikowały – przynajmniej do pewnego stopnia – dowiedział się ledwie Prorok Codzienny trafił w jego ręce. Miało to miejsce wczoraj, podczas posiłku. Nie miał jak dotąd czasu podzielić się tymi rewelacjami z Richardem. Obydwaj zajęci byli własnymi sprawami. Poza tym, Robert musiał sam się nad tym pochylić.

Musiał to wszystko przeanalizować.

Przemyśleć.

Potrzebował na to czasu. Przynajmniej tych kilku godzin.

Kiedy Richard poinformował go podczas śniadania, że muszę omówić pewne sprawy, bez trudu domyślił się, że musiało to wiązać się z tą drobną niedogodnością. Skinął głową, zapraszając go do swojego gabinetu. Było to jedyne miejsce, w którym mogli swobodnie rozmawiać na tego rodzaju tematy. Bez obawy o to, że cokolwiek dostanie się do nieodpowiednich uszu. Ryzyko takiej wpadki było tutaj niewielkie.

- To z pewnością spora niedogodność. – Richard nie musiał czekać szczególnie długo na to, żeby brat udzielił mu odpowiedzi. Robert zrobił to ledwie tylko dotarło do jego uszu pytanie bliźniaka. Nie zdążył nawet usiąść na swoim fotelu. Znaleźć się za drewnianym, masywnym biurkiem. Zatrzymał się ledwie kilka kroków od drzwi. Na beżowym dywanie. – Nie jestem w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

Przyznał się do braku pewności. Może nawet do pewnych obaw wynikających z ostatnich wydarzeń? Postawił na szczerość. Na grę w otwarte karty. Richarda nie powinno to zdziwić, Robert nie okłamywał go w tego rodzaju sprawach. Co najwyżej odmawiał odpowiedzi. Zawsze starał się być względem niego szczery.

Wskazał gestem na fotel. Sam obszedł biurko, zajął swoje miejsce. Może rzeczywiście powinien wreszcie rozważyć zmianę mebli na nowe. Przynajmniej ich części. Z biegiem czasu stawały się coraz mniej wygodne. Było to dość odczuwalne. Zwłaszcza dla kogoś, kto stale z nich korzystał.

- Ile na ten temat wiesz? – zadał pytanie, sięgając po gazetę, która leżała na biurku. Wczorajsze wydanie. Czekając na odpowiedź brata, otworzył Proroka na właściwej stronie. Tytuł rzucał się w oczy. Podobnie jak zamieszczone w tym miejscu zdjęcia, przedstawiające ponad 50 letniego mężczyznę. Dla Roberta nie był on nikim bliskim. Ot, daleki krewny, z którym nie utrzymywał bliskich kontaktów. Łączyły ich ze sobą jedynie praca w Ministerstwie oraz to samo nazwisko.




RE: [20.06.1972] - Interes rodzinny | Richard & Robert - Richard Mulciber - 07.02.2024

Richard od razu też nie podejmował rozmowy na temat Juliusa dnia poprzedniego, uznając, że skoro i tak ma rozmowę z Borginem wieczorem, może zahaczyć o ten temat. A skoro i Robert nie odnosił się do tego w żaden sposób, temat zostawili, do dnia dzisiejszego. Odpowiedź została od razu udzielona. Choć sam Robert nie wiedział jak się do tego odpowiednio odnieść. Ta sytuacja, może nie dosłownie, ale w pewnym stopniu trochę naruszyła ich plan działania. Stawiając w trochę innej sytuacji ich nazwisko.

- Nie wiele. Tyle, co opisuje Prorok. Choć w teorii nie powinniśmy się tym przejmować. To jednak pozostaje pytanie, czy faktycznie współpracował ze śmierciożercami, czy jest jednym z nich?
Odpowiedział szczerze. Kierując się w stronę wskazanego przez brata fotela, znajdującego się przed tym nieszczęsnym biurkiem, za które skierował się Robert. Zadał dość ważne pytanie, bo w tej kwestii to już Robert powinien coś wiedzieć o tych powiązaniach. O ile miał o tym jakieś pojęcie. W końcu dopiero niedawno Richard dowiedział się, że ich tożsamość w tej organizacji jest tajna do takiego stopnia, że zwracają się do siebie pseudonimami. Czy tak samo było w przypadku Juliusa? Wierzył bratu, że nie będzie go okłamywał. W końcu od lat działają razem. Tylko ostatnio Robert miał potknięcia, które trzeba było naprawić, wyjaśnić.
- Przez tyle lat był spokój. Nasze nazwisko nie widniało w gazetach do teraz. I to jak widać, nie moje pojawienie się w Ministerstwie do tego doprowadziło a jego działania, że dał się złapać.
Dodał swoje spostrzeżenie. Tym samym zaznaczając, że był w Brytyjskim Ministerstwie Magii. Te ostatnie dni, co wychodził z kamienicy to między innymi w tym celu. Jeżeli miał wykonać swoje zadanie, to musiał być w terenie. O tyle dobrze, że sytuacja Roberta się nieco uspokoiła, ale i tak on sam musiał być ostrożny. Identyczny wygląd, mógł przyciągać uwagę tych, którzy mieli coś do jego brata.

Richard rzucił spojrzenie na rozwiniętą przez brata gazetę. Wystarczająco wczoraj napatrzył się na ten artykuł, szukając rozwiązania i zastanawiając się, jak może ten proces się rozwinąć. Jak bardzo będzie to niekorzystne dla nich?

- Jeżeli ten proces okaże się dla niego niekorzystny, a dowody mocne. Mogą go skazać na Azkaban.
Dodał, dla informacji z aurorskiego punktu widzenia.



RE: [20.06.1972] - Interes rodzinny | Richard & Robert - Robert Mulciber - 13.02.2024

Pośpiech nie był wskazany. Nie prowadził do niczego dobrego. Wprowadzał zbyt duży chaos. Wiązał się z brakiem odpowiedniej dokładności. Precyzji. Oznaczał nadmierne ryzyko. Mógł prowadzić do błędów, na które nie mogli sobie pozwolić. W ostatnim czasie Robert popełnił ich zbyt wiele. Kolejne mogły wiązać się z konsekwencjami, których ponosić nie zamierzał. Czas ich nie gonił. Mogli pozwolić sobie na to, aby wszystko sprawdzić. Względnie dokładnie przeanalizować. Zapoznać się z tym, co na temat tej sprawy można było odnaleźć w mediach. Nie tylko Proroku Codziennym.

Teraz, niestety, dysponowali przede wszystkim tym ostatnim.

A także wiedzą, którą Robert zgromadził przez ostatnie lata jako Apis.

- O ile mi wiadomo, nie posiadał mrocznego znaku. – wiedziałby, gdyby jakiś krewny, inny Mulciber, należał do grona Śmierciożerców. Przyglądał się temu, kto dołączał do ich szeregów. Pełniąc funkcje Lewej Ręki Czarnego Pana, starał się być w tym aspekcie odpowiednio zorientowany. Wiedza to potężna broń, z której zawsze bardzo chętnie korzystał. – Julius mógł oczywiście dołączyć do organizacji w ostatnich tygodniach, wtedy z wiadomych względów mogło mi to umknąć, ale nie sądzę, żeby miało to miejsce.

Zakładał – słusznie lub nie – że po jego odejściu, Czarny Pan nie byłby zainteresowany wprowadzaniem kolejnych Mulciberów w szeregi Śmierciożerców. Zwłaszcza, że jego odejściem, nagłym zniknięciem, wydawał się być rozczarowany. Ponadto, gdyby Julius był jednym z nich, wokół całej sprawy zrobiłoby się znacznie więcej zamieszania. Nie mogli przecież dopuścić do tego, aby Śmierciożerca stanął przez Wizengamotem. Mogłoby okazać się to opłakane w skutkach. Nie mogli pozwolić sobie na tak duże ryzyko. Na mierzenie się z potencjalnymi konsekwencjami tego zdarzenia.

- Jak dla mnie może zdechnąć, trafić do Azkabanu, albo wyjechać do jakiejś Rumunii. Oczywiście na stałe. – wyraźnie dał do zrozumienia, jak mało obchodził go los tego człowieka. Był dla niego kimś obcym. Krew nie miała znaczenia. - Problemem jest natomiast to, co jego skazanie będzie oznaczało dla nas oraz dla organizacji. Prawdopodobnie będę musiał skontaktować się z kimś, kto może dostarczyć mi informacji o tym czy planujemy cokolwiek w sprawie tego człowieka. Byłoby czymś prawdziwie niefortunnym, gdyby pociągnął za sobą na dno kolejne osoby. – choć było mu to mocno nie w smak, wiedział że najbardziej odpowiednią osobą do rozmów, będzie w tym przypadku Rookwood. Mógł też spróbować zebrać informacje drogą okrężną, ale wtedy zajmie mu to zdecydowanie więcej czasu. – Najlepszym rozwiązaniem byłoby pozbycie się tego człowieka, ale nie mam odpowiedniej… cóż, mocy sprawczej. Poza tym nie wpłynęłoby to korzystnie na sytuacje naszej rodziny. Jak słusznie zauważyłeś, trafiliśmy na pierwsze strony gazet i nie jest to tym, na czym nam dotąd szczególnie zależało. Gdyby Julius został teraz zamordowany, opinia publiczna odebrałaby to zapewne jako przyznanie się do tego, że jest on jednym z nas. Doprowadziłoby to do powiązania całej naszej rodziny z organizacją.

Wolałby tego uniknąć. Tak samo jak i wiążącego się ze sprawą rozgłosu. Zdecydowanie lepiej pracowało mu się, kiedy był człowiekiem anonimowym. Nieznanym. Obecnie zaś, nazwisko Mulciber będzie najpewniej prowadziło do zadawania pytań przez każdego kto je usłyszy. Cóż jednak mogli na to poradzić? Stało się. Nad rozlanym mlekiem nie było sensu płakać. Trzeba było to wszystko jakoś wykorzystać. Trochę wedle zasady, że kiedy masz cytrynę, to zrób z niej lemoniadę.

Tylko co mogli zrobić w tej sytuacji? Jakie korzyści dla siebie uzyskać?




RE: [20.06.1972] - Interes rodzinny | Richard & Robert - Richard Mulciber - 14.02.2024

A zatem ich daleki krewny nie posiadał mrocznego znaku. Skoro zarzucają mu współpracę ze śmierciożercami to znaczy, że dla nich pracował, albo jednego z nich. Nawiązał współpracę, albo został do tego przymuszony. Pytanie tylko, co chciał tym osiągnąć? Narobił tylko problemu sobie i rodzinie, od której się odciął. Nawet Robert za wiele w tej prawie nie wiedział. W Proroku zaznaczyli, że rusza proces. A razie bez szczegółów. Gdyby tylko o tym jego wyskoku wiedzieli wcześniej, przepytaliby go pewnie po swojemu. A że trafił w ręce Aurorów, nic w tej chwili zrobić nie mogą. Nie porozmawiają z nim, jeżeli ten siedzi teraz w areszcie. Odwiedzanie go odpadało, gdyż zwróciliby na siebie jego uwagę jak i Ministerstwa. Nie chcieli tego.

Słuchając brata, Richard wyciągnął papierośnicę, aby wyjąć z niej papierosa. Jeżeli brat też chciał, to go poczęstował. Robertowi też było wszystko jedno, co z tym Juliusem się stanie. Jego sytuacja komplikowała im plan działania.

Robert zwrócił też uwagę na to, że usunięcie tego człowieka nie byłoby także na ich rękę. Zdecydowanie komplikowało to im sprawy.
Richard schował papierośnicę i wyjął zapalniczkę. Odpalił sobie papierosa. Zaciągnął się i po chwili wypuścił dym. Co powinni zrobić?

- Możemy poczekać do ogłoszenia jego wyroku sądowego, ze skazaniem na Azkaban. O ile do tego dojdzie. I zadecydować co dalej. Tylko, moja rola jest wtedy zawieszona i nie mogę działać od środka. Domyślam się, że nie na rękę nam tyle czekania. Nawet na to, aż ta sprawa na dobre ucichnie.
Westchnął.
- Albo trzymać się planu, tylko wtedy podjęte przeze mnie ryzyko będzie większe. Mogę złożyć papiery o pracę, mając nadzieję, że nie zostanę od razu prześwietlony i przepytany w sprawie Juliusa, ze względu na nazwisko. Gdyby tak było, musiałbym od razu oświadczyć, że nasza rodzina nie ma z tym człowiekiem nic wspólnego. A tym bardziej ja.
Przedstawił swoje propozycje, ale ostateczną decyzję zostawił Robertowi. Czy chce aby jego brat aż tak ryzykował? Czy jest gotów go tam wpuścić? Richard teoretycznie był czysty. Prawie żadnego powiązania ze swoją rodziną, gdyż nie pracował w Departamencie Tajemnic. Ojciec prawie się go wyrzekł. Nie posiadał mrocznego znaku. Był czysty.

Młodszy Mulciber zaciągnął się ponownie papierosem, po czym zaczął kontynuować. Jeżeli Robert nie odniósł się do jego słów. Strzepnął popiół do popielniczki, jaką znalazł na biurku.

- Wspomniałeś też o skontaktowaniu się z kimś w jego sprawie, masz może na myśli Rookwooda?
Zapytał. Wspominając o Rookwoodzie, miałby bardziej na myśli Chestera, niżeli Michaela. Nawiązując do zachowania tego starszego, w ostatnich kilku dniach wstecz. Jak to wykazał się brakiem kultury osobistej, waląc w drzwi i domagając rozmowy z Robertem.
- Ostatnio Chester nie zachowywał się… kulturalnie.
Zwrócił uwagę na tamto wydarzenie pod ich drzwiami. Wtedy nie dopytywał brata, co zaszło w gabinecie i dlaczego Chester pojawił się nagle, oraz był taki naładowany? Liczył może, że Robert sam mu wyjaśni, lecz do tego nie doszło. Richard mógł jedynie domyślać się, połączyć kropki ich relacji. Wykorzystując swój pobyt w tym domu, wypytał także ich skrzatkę Selar, jak często ten Rookwood bywał w tej posiadłości, podczas gdy on mieszkał w Norwegii. Zrobił sobie małe domowe dochodzenie. Mając odpowiedź od niej, jak i pojawienie się Chestera na dzień po powrocie Roberta z odebranej kary od Toma, Richard miał swoje podejrzenia, przypuszczenia? Potrzebował tylko potwierdzenia, lub zaprzeczenia.
- Czego wtedy chciał? Czy on też należy do tej organizacji?
Zadał kolejne dość konkretne pytania. Jakby teraz zmienił temat i zszedł z Juliusa na Chestera. Jako że Robert ostatnio zdradził mu tożsamość Rodolphusa, co było niemal zaskoczeniem dla Richarda, to jak miała się sprawa z Chesterem? Czy też był śmierciożercą? I co powinni z nim zrobić? Z Rookwoodami znali się od dzieciaka. Nie ufał im? A konkretnie temu jednemu?



RE: [20.06.1972] - Interes rodzinny | Richard & Robert - Robert Mulciber - 14.02.2024

Sprawa nie była prosta. W dodatku wpływała na ich możliwości. Poczynione wcześniej plany musieli na nowo przeanalizować, podjąć związane z nimi decyzje. Na jak duże ryzyko mogli sobie pozwolić? Jak daleko chcieli w to wszystko brnąć? Robert miał wątpliwości. Odczuwał też pewne obawy. Były one całkiem spore.

Nie poczęstował się zaoferowanym przez brata papierosem. Nie sięgnął również po cygaro. Zamiast tego skupił się w pełni na tym, co było w tym momencie najbardziej istotne. Wysłuchał słów Richarda. Starał się na spokojnie rozważyć obydwie opcje. Możliwości było tak mało.

Czy istniała jakaś trzecia droga?

- Jeśli zaliczysz choćby drobne potknięcie, możesz pociągnąć za sobą nas wszystkich. – zauważył. Może przemawiała przez niego jakaś paranoja, a może wręcz przeciwnie? Może spoglądał na to trzeźwo? Widział sprawy takimi, jakimi rzeczywiście były? – Nie jestem pewien czy powinniśmy aż tak mocno ryzykować.

Dlaczego, a Merlina, nie sięgnął po tego cholernego papierosa? Albo nie zapalił cygara?

Ciężko było mu w tym wszystkim lawirować. Poruszać się. Rozważać wszelkie za i przeciw, kiedy brakowało mu najbardziej podstawowych danych. Niezbędnych do tego informacji. Ale może właśnie na tym powinni się skupić? Zanim Richard złoży papiery, przeprowadzą jakiś zwiad? Zasięgną języka? Zorientują się w jaki sposób wyglądała sytuacja. Oczywiście sprawa Harper nie powinna była czekać nazbyt długo, zaliczała się do tych palących, ale nie bez powodu mówiło się o tym, że gdy się człowiek śpieszy…

Czasami należało zwolnić. Postawić na dokładność. Precyzje.

Być odpowiednio ostrożniejszym.

- Rookwood… na ten moment nie wydaje mi się, żeby miał być dla nas odpowiednią opcją. – nie wahał się. Zdążył już pewne kwestie przemyśleć. Poukładać elementy układanki. Dla niego Chester był skreślony. Czy definitywnie? Okaże się pewnie za jakiś czas. Na ten moment nie miało znaczenia to, od jak dawna się znali. Jak blisko były ze sobą związane ich rodziny. – Chester jest dość wysoko postawiony, w zasadzie… przed wydarzeniami z maja, blisko ze sobą współpracowaliśmy. Niestety, po ostatnim naszym spotkaniu, mam wątpliwości czy jest do tego wszystkiego… odpowiednią osobą. Wydaje mi się, że za bardzo urósł. Postawił siebie ponad organizacją. Może na równi z samym Mistrzem? – nie był pewien. Po prostu dzielił się swoimi spostrzeżeniami. Tym, co mu się wydawało na ten moment. Mógł się mylić, ale… cóż, nie zmieniało to tego, że Rookwood obecnie nie znajdywał się na szczycie listy jego ulubieńców. – Groził mi i próbował wymusić podjęcie się jednego z najbardziej idiotycznych działań. Oczekiwał, że pozbędę się Henrietty.

Nie miał oporów, żeby dzielić się tym wszystkim z bratem. Richard wiedział już wystarczająco dużo. Poza tym ufał mu. Brat był człowiekiem, za którym Robert najpewniej wskoczyłby nawet w ogień. Z jego strony, zakładał, liczyć mógł na to samo.

- Nie wydaje mi się więc, że zwracanie się o pomoc do niego to dobry pomysł. Trzeba rozważyć inne możliwości. Dostępne opcje. – zakończył.

Tylko jak wiele tych opcji mieli. Iloma możliwościami rzeczywiście dysponowali? Tutaj sprawy zdawały się komplikować. Trzeba było się nad tym pochylić. Zastanowić. Może warto byłoby wesprzeć się Stanleyem? Był tam. Pracował w Ministerstwie Magii. Zapewne więc byłby w stanie skierować Roberta i Richarda pod właściwe drzwi. Mógłby pomóc im nawiązać odpowiednie znajomości.

Na razie jednak tą koncepcją się nie podzielił. Była zbyt świeża.




RE: [20.06.1972] - Interes rodzinny | Richard & Robert - Richard Mulciber - 14.02.2024

Richardowi znacznie lepiej myślało się paląc, choć jednego papierosa. Skoro Robert odmówił, nie nalegał. Miał on też przecież te swoje cygara.

Wstępnie Richard przedstawił bratu dwie możliwości, które w chwili obecnej nasuwały się na myśl, co mogliby zrobić w sprawie Harper i Juliusa. Mogli przeczekać, mogli też ryzykować działaniem. Richard nie jednokrotnie bratu mówił i udowadniał, że zrobi dla niego wszystko. Jak będzie trzeba, to także wskoczy w ogień. Podejmując się ryzykownego działania w tej sprawie, było kolejnym temu dowodem. Ryzykował dla niego. Był jakby jego ochroniarzem. Tarczą. Kartą. Richardowi nie przeszkadzało to, że Robert go wykorzystywał. Razem byli silniejsi. Uzupełniali się umiejętnościami, w jakich się wyszkolili. W czym byli najlepsi.

- Wiem. Dlatego na razie badam stabilność gruntu. Nie zrobię nic, bez konsultacji z Tobą. Jeżeli coś jest niepewne.
Zapewnił, że zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i że potknięcie akurat w tym przypadku nie mogło mieć żadnego miejsca. Sprawa Juliusa mocno wiązała im ręce, aby Richard mógł bez problemu działać od środka, jako pewne źródło informacji dla swojego brata. Jednocześnie miałby też możliwość kontynuowania swojej pracy jako auror, tylko, że od podstaw, od początku. Mało pocieszające, ale czego też nie robi się dla rodziny.

Przy czym, pociągnięty przez Richarda został temat Rookwooda. Zajął w końcu wolny fotel u wysłuchał wyjaśnień Roberta. W samych słowach, było ukryte potwierdzenie, że Chester należał do śmierciożerców. Co zabawne, jeszcze piastował wysoką rangę? ”Władza odbiera rozum...” – pomyślał. Pewnym było, że nie można mu już ufać. Nie po tym, jak Robert wspomniał o otrzymanej groźbie, na to Richard zmarszczył brwi. Ale jak padła sprawa Henrietty, jedną z brwi uniósł ku górze.

- Powiedziałeś mu o Henriettcie? Zdurniałeś? Czy ze względu na jego pozycję, musiałeś to zrobić?
Po zadaniu pytania, westchnął, pocierając po chwili czoło. Opierając łokciem o podłokietnik fotela. W drugiej dłoni trzymał papierosa. Tego jeszcze im brakowało, żeby Chester mieszał się do ich rodzinnych spraw. Henrietty nie można było od tak się pozbyć. Podobnie jak Juliusa. Inne przypadki, a tak samo upierdliwe. Jeszcze brakowało im Chestera na głowie.
- Zostaje nam jeszcze jedna osoba.
Spojrzał na brata zaciągnąwszy się papierosem. Wypuścił dym, który nie tyle co ostudził mu nerwy, ale samym zapachem na niego działał uspokajająco.
- Jak byłem parę dni temu w Ministerstwie, spotkałem miłego chłopaka. Brygadzistę. Ugościł mnie przy swoim biurku kawą. O dziwo, jako jeden mnie rozpoznał, choć nie wziął bezpośrednio za Ciebie. Mieliśmy wczoraj miłą, rodzinną rozmowę. Stanley Borgin. Chcesz mi coś na jego temat powiedzieć? 
Patrzył na brata wymownie. Dając do zrozumienia, iż wie jaka więź łączy go ze Stanleyem. Pytanie tylko czy Robert planował uprzedzić o tym swojego brata? Kiedykolwiek mu powiedzieć, że ma nieślubnego syna? Czy Robert ufał Stanleyowi, żeby można było z nim współpracować, wykorzystać to, że pracuje już w Ministerstwie? Skoro Rookwoodowie odpadali. Richardowi wystarczyłoby zdobyć informacje, jakie osoby są najbliżej Harper, a potem tylko pobawiłby się w detektywa śledząc ich.



RE: [20.06.1972] - Interes rodzinny | Richard & Robert - Robert Mulciber - 20.02.2024

Wierzył, że brat rozumiał powagę sytuacji. Potrafił wszystko odpowiednio ocenić. Wyciągnąć właściwe wnioski. Polegał na nim. Ufał mu jak nikomu innemu. Z tego też względu nie potrzebował z jego strony żadnych dodatkowych zapewnień. Gwarancji. Dlatego też po prostu skinął głową. Zamknął tym samym temat, którego na ten moment kontynuować nie potrzebowali. Pozwolił na to, aby płynnie przeszli do kolejnych kwestii. Nie mniej istotnych. O nie mniejszym znaczeniu.

- Powiedzmy, że uznałem za zasadne wytłumaczyć mu pewne sprawy, wyjaśnić swoje decyzje. - odpowiedział.

Gdyby mógł w tym momencie cofnąć czas, zapewne rozegrałby to inaczej. Pominąłby pewne kwestie. Nie dzielił się nimi z Rookwoodem. A przynajmniej tak widział to teraz. W tym konkretnym momencie. Posiadał obecnie szerszy obraz tego, jak miały się sprawy wewnątrz organizacji. To nie pozostawało bez znaczenia.

Wręcz przeciwnie.

Słuchał tego, co brat miał do powiedzenia. Kolejnych jego słów. Uwag. Westchnął, kiedy padło nazwisko Borgina. Powinien był się tym zająć wcześniej. Powinien był ten problem rozwiązać. Ostatnie tygodnie były jednak na tyle intensywne, że zwyczajnie brakowało mu czasu. Zmusiły go do wybrania priorytetów.

Zanim zaczął wszystko tłumaczyć, wyjaśniać, podniósł się z dotychczasowego miejsca i podszedł do komody, na której stało kilka różnych alkoholi, a do tego kilka szklanek. Takich z grubym dnem. Tumbler. Zdecydował się sięgnąć po ten trunek, który został przyniesiony przez sowę dwa dni wcześniej. Butelka nie została dotąd napoczęta. Czekała na odpowiednią okazje?

Ta wydawała się jak najbardziej właściwa.

Kiedy wszystko było gotowe, postawił szklanki przed sobą i bratem. Na biurku. Ponownie usiadł też w swoim fotelu.

- Od czego powinienem zacząć? - zapytał. Pytanie było jednak z tych retorycznych. Jeśli Richard chciał jakoś na te słowa zareagować, Robert dał mu wyraźnie do zrozumienia, żeby zaczekał. Dał mu jeszcze chwilę. Odrobinę więcej czasu. - Stanley Borgin, jest moim synem, choć widzę, że nie stanowi to w tym momencie dla Ciebie niespodzianki. - nie zamierzał owijać w bawełnę, sprawdzać ile dokładnie brat wie, ile udało mu się do tej pory ustalić. Po prostu zaczął od tego, co wydawało się najważniejsze. - Dowiedziałem się jakoś... na początku kwietnia? Wszystko potoczyło się szybko, mieliśmy okazje spotkać się zaledwie kilkukrotnie. Powiedzmy, że jesteśmy wciąż na etapie poznawania się. - po tych słowach na moment urwał. Upił dwa niewielkie łyki rudego trunku. Ostrożnie, nieśpiesznie. Tak jakby oceniał walory smakowe alkoholu, choć po prawdzie, to nie do końca zwracał uwagę na te kwestie. Bardziej na temat, w kierunku którego potoczyła się ta rozmowa. - Chcesz dowiedzieć się czegoś konkretnego?

Na razie odłożył na później kwestie tego, na ile Stanley mógł okazać się dla nich przydatny. Mógł stanowić pomoc. Pierw jeden temat, później następny. Jeśli mieli pewne rzeczy wyjaśnić, omówić, musieli zrobić to po prostu... cóż, porządnie. Z dbałością o każdy jeden szczegół.




RE: [20.06.1972] - Interes rodzinny | Richard & Robert - Richard Mulciber - 20.02.2024

Zanim podejmie się odpowiednie kroki do działania, trzeba pierw zbadać otoczenie. Osoby i miejsce, gdzie trzeba zacząć, co należy zrobić, na kogo uważać. Niestety, nie wszystko idzie po ich myśli. Dlatego muszą opracować cały plan na nowo, jakby okrężnie. Tę część mieli na razie omówioną i niestety Richard musi wstrzymać się z dalszymi działaniami, póki nie podejmą decyzję co dalej. Do tego tematu młodszy bliźniak wrócił w kolejnej wymianie zdań, wspominając o trzecim dla nich pomocniku.

- Od teraz uważaj, co mu mówisz.
Ostrzegł brata. Nie ukrywał po sobie, że nie podobało mu się zachowanie Chestera i jeżeli ten jeszcze raz zacznie grozić jego bratu, sam się z nim policzy. I nie będzie pytał Roberta o zgodę. Nikt nie ma prawa grozić jego rodzinie. Czy to bratu, siostrom, czy nawet ich dzieciom. Nikt.
- Wiem, że teraz masz inne sprawy na głowie, ale nie zapominaj, że Henriettą też trzeba się zająć. Wiecznie nie może… być w takim stanie. To kwestia czasu aż zaczną jej szukać, dopytywać albo sama nam zejdzie. Będzie wtedy większy problem niż z Harper.
Upomniał, czy może przypomniał. Aby sprawę swojej żony, Robert też wziął za priorytet. Wracając po karze od Toma, Richard nie musiał jej zabijać. Miała kobieta szczęście, w nieszczęściu. Jednak i to nie mogło długo czekać. Jeżeli ktoś zainteresuje się jej stanem zdrowia, zgłosi zaginięcie? Brak kontaktu z rodziną? Będą mieli większy problem niż by tego oboje chcieli. Richard jako auror, zwrócił jedynie bratu uwagę na to, że i tutaj powinien zachować należytą ostrożność. Niech użyje hipnozy i doprowadzi ją do porządku oraz funkcjonowania. Inaczej nawet jego córka odkryje coś, czego nie powinna.

Kiedy i to było w miarę omówione, albo przynajmniej wymienili swoje uwagi i spostrzeżenia, Richard wrócił do pierwotnego tematu z Harper, a dokładniej, trzeciej osoby do pomocy. Opowiadając w skrócie swoje spotkanie z młodym Borginem. Gdy przychodziło do mało wygodnych tematów, albo takich, które były tajemnicą wymagającą wyjaśnienia, zawsze potrzebny był alkohol. Bliźniak tak samo był cierpliwy, więc poczekał aż brat zbierze myśli, szklanki i butelkę. W miedzy czasie dopalił sobie papierosa i zgasił w popielniczce.

- Od początku? Albo od momentu, który uważasz za warty, abym wiedział.
Zasugerował krótko. Nie wymagał opowieści z życia ponad dwudziestu lat wstecz. Ani tego, co robił z Anne. Richard znał ją. Wiedział, że chodziła z jego bratem. Ale, że mają nieślubnego syna to jest dopiero niespodzianka. Na opowieści rodzinne ze szczegółami może jeszcze przyjdzie czas. teraz raczej dobrze byłoby skupić się na konkretach.
- Stanowiłoby, gdybym dowiedział się od Ciebie, a nie od niego. Sam mi powiedział.
Wyjaśnił, nieco wtrącając się w jego słowa. Ale później dał mu mówić, sięgając po swoją szklankę wypełnioną trunkiem. Upił łyk, słuchając tym razem wersji Roberta. Pokrywała się z tym, czego dowiedział od Stanleya.
- Tak.
Miałby kilka pytań związanych ze Stanleyem, ale że były to sprawy rodzinne, postanowił zostawić je na później. Robert pytał o konkrety. Więc Richard nie będzie akurat z tym zwlekał.
- Czy Stanley, ma jakieś powiązanie z waszą organizacją? Choć sam mi nie potwierdził ani nie zaprzeczył, pozostawiając mi to w kwestii domysłu, chcę mieć pewność. Chłopak martwi się o Twoje bezpieczeństwo. Przekazał mi niepokojące informacje. A to, czego jestem świadkiem w ostatnich dniach, tylko potwierdza te obawy.
Zadał konkretne pytanie, zachowując powagę sytuacji. Bowiem tutaj nic do śmiechu nie było a ostatnie wydarzenia wołają o zachowanie większej ostrożności i bezpieczeństwa.



RE: [20.06.1972] - Interes rodzinny | Richard & Robert - Robert Mulciber - 25.02.2024

Doskonale zdawał sobie sprawę, że w tamtym konkretnym momencie, podczas spotkania z Rookwoodem, zmieniło się wiele. Na tyle dużo, żeby wiekowy auror przestał być dla niego tym samym człowiekiem co dawniej. Nigdy nie byli przyjaciółmi. Teraz zaś, mieli przestać być wspólnikami. Znaleźli się po przeciwnych stronach barykady. Choć w szeregach organizacji, na ten moment to Rookwood był górą, Mulciber nie zamierzał tak po prostu się wycofać. Zrezygnować. Przeczuwał jakby, że zbliżał się czas zmian. Pytanie tylko, w jaki sposób to wszystko się ostatecznie rozwiąże?

Na otrzymane ostrzeżenie zareagował jedynie skinięciem głową. Nie było potrzeby dodawać niczego więcej. Zapewniać Richarda o tym, że był świadomy; że wiedział.

Ilość problemów, które nagromadziły się w ostatnim czasie, była spora. Kiedy udawał się w pościg za Henriettą, nie spodziewał się tego, że będzie to stanowiło zaledwie początek. Owszem. Robert zdawał sobie sprawę, że po czymś takim przyjdzie mu się zmierzyć z konsekwencjami. Nie przewidział natomiast tego, co w tym czasie zrobi Chester. Sprawy Juliusa Mulcibera. Zaniedbań, do których dojdzie w szeregach organizacji.

Nie był pierdoloną wróżką.

- Zdaje sobie z tego sprawę, ale... jakby nie podjąłem w tym przypadku jeszcze żadnych decyzji. - odpowiedział, na moment przymykając oczy. Ta konkretna sprawa doprowadzi go w końcu do bólu głowy. Tego można było być więcej niż pewnym. Nie było łatwo o dobre rozwiązanie. Sensowne. Nie dało rady uporać się z tym szybko, sprawnie, skutecznie. Całość była trochę za bardzo skomplikowana.

I pomyśleć, że zdaniem tego idioty, najbardziej odpowiednim posunięciem miało być morderstwo.

- Postaram się zamknąć to do końca miesiąca. Jakoś to poukładam. - zadeklarował się. Bo Richard miał pełne prawo go w tym przypadku poganiać. Upominać. Brał w tym udział i gdyby jakimś cudem wszystko wymknęło się spod kontroli... na dno mogli zostać pociągnięci obydwaj.

W przypadku relacji łączącej dawniej Roberta i Annę, określenie chodzić ze sobą, niekoniecznie było tym odpowiednim. Nie było tam żadnego uczucia. Prawdziwej bliskości. Obydwoje natomiast na tej znajomości korzystali. Odpowiadał im układ, w którym się znaleźli. Przynajmniej do momentu, kiedy pewne granice zostały przekroczone.

Kiedy wszystko nagle się posypało.

Nie czas to jednak, ani tym bardziej miejsce, żeby skupiać się na tej konkretnej historii. Richard miał pytania, a Robert - posiadał odpowiedzi. Części z nich zamierzał bratu udzielić. Albo może nawet wszystkich? Ostatnio coraz rzadziej odmawiał. Coraz bardziej go we wszystko wprowadzał. Wtajemniczał.

- Jest Śmierciożercą. Zdarzyło nam się ze sobą współpracować. Z tego względu początkowo chciałem być względem niego... ostrożny. Gdyby ta relacja nie ułożyła się po myśli, Stanley mógłby stanowić dla mnie problem. - zaczął, zastanawiając się co dalej. Ile jeszcze powinien powiedzieć? - Czy mówił Tobie coś konkretnego, odnośnie tego niebezpieczeństwa? Rozumiem, że z pewnych względów musiał kluczyć, ale wierzę też, że potrafisz wyciągać wnioski. - Richard wiedział na tyle dużo, że pewne elementy układanki mógł do siebie dopasować. Ze sobą połączyć. Czy był w stanie to zrobić w tym przypadku? Cokolwiek ze Stanleya wyciągnąć? Sam Robert również obawiał się o swoje bezpieczeństwo. Wiedział, że okoliczności mu nie sprzyjały.

Tylko co miał z tym fantem zrobić? Co zrobić mógł?