Secrets of London
[01.08.72] Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało. - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [01.08.72] Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało. (/showthread.php?tid=2669)

Strony: 1 2


[01.08.72] Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało. - Heather Wood - 11.02.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz tajemnic IV
Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Był to całkiem przyjemny dzień. Przynajmniej taki się zapowiadał, bo jak to mówią, nie można chwalić dnia przed zachodem słońca, a tak się składało, że przed chwilą ono dopiero wstało. Umówiła się z Brenną na śniadanie, ostatnio spotykały się często również poza pracą, co bardzo cieszyło pannę Wood. Naprawdę ceniła sobie tę znajomość, zabawne, że na początku się jej tak obawiała, a teraz nie wyobrażała sobie swojego życia bez Brenny Longbottom.

Umówiły się w niewielkiej kafejce przy Alei Horyzontalnej. Nie było to szczególnie uczęszczane miejsce, miało jednak swój urok, najwyraźniej jednak znajdowało się za bardzo na uboczu, aby wzbudzić zainteresowanie większej ilości czarodziejów. Może i dobrze, myśl ta była dosyć samolubna, ale przynajmniej powodowała pewność, że na pewno znajdą tam wolny stolik i będą mogły cieszyć się chwilą.

Ruda wybrała się tam spacerem, pogoda zachęcała do tego, żeby skorzystać z nóg. Wyglądała dzisiaj trochę inaczej niż zazwyczaj, ubrana w zwiewną, niebieską sukienkę, nie zdarzało się to zbyt często, było jednak Lammas, a więc jeden z tych bardziej wyjątkowych dni w roku, a dzień święty należy świecić.

Wybrała stolik, który znajdował się na dworze. Miała wrażenie, że świeże powietrze powodowało, iż apetyt był większy. Dzięki temu będzie mogła zjeść więcej, aby mieć siłę, by przeżyć ten dzień jak najlepiej, bo ponoć śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia.

Ze złożeniem zamówienia postanowiła poczekać na swoją towarzyszkę. Siedziała więc na krześle, a raczej bujała się, bo nie potrafiła usiedzieć w bezruchu i obserwowała okolicę wypatrując panny Longbottom.




RE: [01.08.72] Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało. - Brenna Longbottom - 11.02.2024

Jeśli szło o Brennę, to chociaż bardzo lubiła i spacery, i bieganie, aportację ceniła jeszcze wyżej: umożliwiała skuteczne zarządzanie czasem. Dlatego skoro świt aportowała się w punkcie w pobliżu biblioteki Parkinsonów i wpadła tam jak po ogień, a konkretnie pożyczyć dwie książki, które chciała przejrzeć pod kątem sprawy wyspy i Salta. Obie traktowały o legendarnych wyspach i tym podobnych, i miała nadzieję, że znajdzie tam cokolwiek więcej niż pięćdziesiąt wersji mitu o Atlantydzie oraz o Avalonie.
Stąd do knajpy miała zaledwie rzut kamieniem, wpadła więc do środka punktualnie, dokładnie w chwili, w której wskazówki zegarka na jej nadgarstku przesunęły się, wskazując umówioną godzinę spotkania. Normalnie zjadłaby pewnie coś w biegu albo zajrzała do Nory po kanapkę i by pogadać z Figg chociaż parę minut, ale chciała spotkać się z Heather. Nie tylko dlatego, że ją lubiła, i warto było czasem spędzić kilka chwil razem poza biurem, Nokturnem albo Lasem Wisielców, ale w dużej mierze, bo miała paskudne wyrzuty sumienia.
Heather ucierpiała na podziemnych ścieżkach i naprawdę niewiele brakowało, by skończyło się to gorzej.
Co gorsza Brenna wiedziała, że to nie pierwszy i nie ostatni raz. Bo ryzykowali wszyscy. Bo Wood będzie chciała teraz udać się na wyspę, która pojawia się i znika, chociaż Brenna najchętniej odsunęłaby ją od sprawy – nie tylko dlatego, że Heath była młoda, że uszkodziła sobie tę nogę, ale i dlatego, że mieli strzec się swoich pragnień. Brenna biła się w tej sprawie z myślami: wiedząc jednocześnie, że nie może odsuwać Wood od wszystkiego, i że jakby się zastanowić, to z sił bojowych Heather była jedną z lepszych osób, które można by wybrać.
Na razie nie podjęła ostatecznej decyzji, miotana pomiędzy myślą o tym, że może Heather jest na to wszystko za młoda, a świadomością, że młodość nikogo nie chroni, że jeśli śmierciożercy dostaliby w swoje ręce tę broń, zabijaliby i dzieci, a Morpheus chciał iść na wyspę – czyli sprawa była poważna. Może poważniejsza niż Brennie się wydawało.
– Cześć, Ruda – rzuciła jednak lekkim tonem, gdy podeszła do stolika, a uśmiech nie zdradzał żadnych przemyśleń, krążących po głowie Brenny. Zresztą, mimo nich, miło było przecież się ot tak spotkać, prawda? – Zamówiłaś już? Cameron, mam nadzieję, naprawił ci nogę? Szkoda, żeby ominęła cię dziś zabawa – powiedziała, odsuwając sobie krzesło.


RE: [01.08.72] Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało. - Heather Wood - 11.02.2024

Tutaj bardzo, ale to bardzo się różniły. Heather nienawidziła teleportacji, gardziła tym sposobem przemieszczania się. Miała urazę już od czasów nauki w Hogwarcie, kiedy to odbywała pierwsze lekcje. Spowodowane było to na pewno też tym, że była to jedna z nielicznych rzeczy, która nie wychodziła jej od razu. Później pojawiły się kolejne powody, które powodowały, że miała związane z tym same negatywne uczucia, jednym z nich było to, że robiło jej się niedobrze, za każdym razem, praktycznie zawsze kończyło się to wymiotami, dlatego też postanowiła unikać tego sposobu podróżowania.

Ich ostatnia wizyta w Podziemnych Ścieżkach dała jej wiele do myślenia. Nie chodziło tu wcale o tę uszkodzoną nogę, a o możliwości, jakie się pojawiły. Miała świadomość, że są znikome. Nie zamierzała jednak oszukiwać, okropnie chciała pozbyć się tej klątwy, która uprzykrzała jej życie, jeśli miała choć cień szansy, coś z tym zrobić, to zamierzała spróbować. Oczywiście zdawała sobie sprawę, iż nie mogła narażać misji zakonu, jednak może akurat znajdą chwilę, aby zająć się i tym problemem. Jeśli nie, to na pewno później będzie zamierzała coś z tym zrobić.

Co do stopy, to Cameron bardzo szybko ją poskładał, jak zawsze zresztą. Miała niesamowite szczęście, że jej chłopak był uzdrowicielem, może jeszcze nie do końca oficjalnie, bo jednak nadal się uczył, jednak wyśmienicie radził sobie z takimi urazami. Ceniła sobie jego wyrozumiałość, to, że jej nie oceniał, tylko po prostu działał. Nie wypytywał, wiedział, że nie może mu udzielić odpowiedzi na wszystkie pytania, chociaż bardzo by chciała.

Z rozmyślań wyrwał ją głos Brenny. - Hejka! - Krzyknęła z entuzjazmem, a na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech. - Nie zamówiłam, czekam na ciebie. - Wybrała już co zje na śniadanie, więc przesunęła w stronę Brenny kartę, aby ta wybrała coś dla siebie. - Tak, Camiś jest niezastąpiony, jak zawsze sprostał zadaniu, mam niesamowite szczęście, że jest przy mnie. - Nie miała problemu, żeby mówić o swoich uczuciach, bo naprawdę kochała tego chłopaka i mogła się podzielić z tym całym światem. Zabawne, że jeszcze kilka miesięcy temu miałaby problem, żeby się czymś takim dzielić. Może trochę dojrzała, kto ją tam wiedział.




RE: [01.08.72] Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało. - Brenna Longbottom - 11.02.2024

Brenna opadła na miejsce. Była ubrana w zwykłe, czarodziejskie szaty. Siniak i krwiak prawie znikły z jej twarzy, naprawione dla Dani, a ta odrobina, która jeszcze została, nikła pod pudrem. Kobieta zerknęła szybko na kartę, a potem rozejrzała się za kelnerką. Nie zastanawiała się długo nad wyborem - bo chciała przede wszystkim coś zjeść, a należała do tych osób, które nie były szczególnie wybredne, póki danie zostało dobrze przyrządzone.
Zresztą w tej chwili, mimo tego, że Brenna naprawdę doceniała smacznie jedzenie, interesowała ją przede wszystkim kawa.
- Cieszę się, że to nic poważnego - powiedziała szczerze, kiedy pracownica przyjęła już zamówienie. Naprawdę martwiła się, że Heather będzie musiała spędzić parę dni w łóżku po tym skręceniu czy co tam dokładnie się stało na podziemnych ścieżkach. - Czy Cameron wie, że większość mojej rodziny i pewnie połowa znajomych myśli, że już się pobraliście? Powinnam go unikać w najbliższych dniach, żeby nie umrzeć z wyrzutów sumienia na widok jego spojrzenia? - spytała, a uśmiech, który czaił się w kącikach jej ust był na poły zakłopotany, na poły rozbawiony. Oczywiście, tłumaczyła później, że tylko się przejęzyczyła, ale nie była pewna, czy wszyscy jej uwierzyli, zwłaszcza ciotka Eva, która tamtego dnia akurat odwiedziła matkę. Własne rozkojarzenie trochę się wtedy zemściło i Brenna wiedziała przynajmniej, że musi być bardziej ostrożna. Ale tak, odrobinę ją to bawiło, zwłaszcza że Wood nie wydawała się ani trochę przejęta rozchodzącą się powoli w kręgach znajomych plotką.
– A. Co do wczoraj. On nie chce wspominać nikomu, że tam był, więc przy odrobinie szczęścia nie wspomni o nas. Gdyby jednak rozpuścił jakieś plotki i ktoś cię pytał, zabrałam cię, żeby szukać informatora, nie dowiedziałyśmy się od niego bardzo wiele, nie znasz szczegółów, odsyłaj w razie do mnie – zrelacjonowała Brenna, trochę zniżając głos. Chociaż knajpa była niemal pusta, a mówiła wszystko tak, że nawet gdyby ktoś podsłuchał, nie padło przecież ani jedno obciążające słowo i mogły rozmawiać o setkach rzeczy. Ostrożności jednak nigdy za wiele, prawda? – Poproszę parę osób o zebranie dla mnie informacji i… zobaczymy - dodała


RE: [01.08.72] Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało. - Heather Wood - 11.02.2024

Wood wybrała jajka na bekonie, nic specjalnego, była jednak pewna, że jest to właściwy wybór. W przeciwieństwie do Longbottom nie zamówiła jednak kawy, wolała herbatę, chyba nie była jeszcze na tyle dorosła, żeby pić kawę. Kojarzyło jej się to zawsze ze starymi i zmęczonymi ludźmi, więc sama rzadko kiedy sięgała po ten trunek. Nie, żeby uważała Longbottom za starą i zmęczoną, nigdy w życiu!

- Złego diabli nie wezmę Bren. - Odparła z uśmiechem. Była przyzwyczajona do tego, że ciągle pojawiały się u niej jakieś niewinne uszkodzenia, zresztą to był standard od kiedy grała w quidditcha, który też był dosyć brutalnym zajęciem, nie bała się żadnych urazów, bo wiedziała, że większość z nich Cameron z łatwością może uleczyć. Może to też było nie do końca odpowiednie, trochę za pewnie się czuła w tym wszystkim.

- Coś Ty, Camiś jest kochany, na pewno by się o to nie złościł. Nie jest też pamiętliwy, ale chyba zapomniałam mu o tym wspomnieć, będzie zabawnie, jak przypadkiem się dowie, może wtedy skłoni go to do tego, żeby szybciej mi się oświadczyć. - Nie to, że zamierzała go stawiać pod ścianą, jednak nie obraziłaby się wcale, gdyby wreszcie postanowił nieco sformalizować ich związek, tym bardziej, że w gazetach brylowali jako narzeczeństwo już od dłuższego czasu.

Ruda zupełnie nie przejęła się tą plotką, gdyż nie uważała, żeby Brenna zrobiła coś złego. Zresztą naprawdę kochała Camerona całym swoim sercem, miała wrażenie, że czasem, aż za bardzo, chociaż czy właściwie dało się kogoś kochać za bardzo? Raczej nie, te uczucia potrafiły być tak ogromne, że nie miały żadnych granic, nie spodziewała się, że kiedyś poczuje to i ona, a tutaj los przyniósł jej taką niespodziankę.

Spoważniała, kiedy Longbottom wspomniała o dniu poprzednim. Nadal nie dawało jej spokoju, skąd właściwie wziął się tam Bulstrode. - Brenn, przepraszam za bezpośredniość, ale czy Was coś łączy, coś takiego, jak mnie i Camerona? - Patrzyła na nią bardzo poważnym wzrokiem. Wyczuwała między Brenną i Atreusem jakieś dziwne napięcie, jednak nie potrafiła go nazwać.

- Oczywiście, że będę odsyłać do ciebie, wolałabym przypadkiem nie palnąć czegoś głupiego. - Tak było zdecydowanie bezpieczniej.




RE: [01.08.72] Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało. - Brenna Longbottom - 11.02.2024

Brenna bardzo lubiła herbatę. Naprawdę. Wolała ją nawet od kawy. Ale mocna kawa, bez mleka, bez cukru, stanowiła całkiem dobre paliwo napędowe. Dlatego kiedy kelnerka postawiła przed nią filiżankę espresso oraz dobrze wysmażone kiełbaski z tostami, z przyjemnością wciągnęła zapach kawy, a potem zabrała się do jedzenia, pozwalając tej najpierw nieco wystygnąć.
– Bardzo się kochacie – powiedziała, uśmiechając się mimowolnie. Nie bała się tego komentarza, bo Heather przynajmniej ostatnio, po Beltane, nie zdawała się na tym punkcie ani trochę wrażliwa czy zawstydzona. Byli młodzi: ale i Brenny nie zdziwiłoby, gdyby faktycznie trafili przed ołtarz. Żyli w niebezpiecznych czasach, i niektórzy rezygnowali z prób budowania przyszłości zupełnie, świadomi czy że może się to źle skończyć, czy uznając, że to nie pora na to… a inni… inni wręcz przyspieszali śluby i wesela, pobierali się w tajemnicy, decydując, że nie ma na co czekać: że jutro może nie nadejść. – Pamiętaj, że gdybyście chcieli uciec z miasta, dalej jesteście do nas zaproszeni – dodała. – I Heather, to może zabrzmi dziwnie, ale czy Cameron przypadkiem… nie uważa, że już jesteście zaręczeni? Skoro wszyscy tak to powtarzają, to… to właściwie nie byłabym zaskoczona.
Lupinowie byli kochanymi, ale odrobinę specyficznymi ludźmi.
Przełknęła parę kęsów kiełbasek i tosta. Sięgnęła po filiżankę i, na nieszczęście, zdążyła wypić ostrożny łyk gorącego napoju, co skończyło się lekkim zakrztuszeniem i szybkim nakryciem ust dłonią, żeby przypadkiem nie opluć Wood kawą. Nawet nie mogła jej jakoś winić za takie wnioski, bo chociaż do tej pory zdaniem Brenny nie miała żadnych podstaw do czegokolwiek, to ta wczorajsza aportacja była naprawdę d z i w n a.
– Bogowie, skąd ci to przyszło do głowy? Nie, zdecydowanie nie jak ciebie i Camerona – oświadczyła, i była to przecież stu procentowa prawda, bo tak jakby ta dwójka była zaręczona, to znaczy no miała być zaręczona, a nawet jeżeli nie była, to przecież zachowywali się, jakby byli. Jeżeli chodziło o status jej relacji i aurora, to pewnie dokładny opis brzmiały nawet nie „to skomplikowane”, a „ja już, do cholery, nie mam pojęcia, co właściwie się dzieje”. – Przy odrobinie szczęścia nikt nie będzie o nic cię pytał i się nie zorientuje. Wszystko zostało… odpowiednio załatwione – mruknęła jeszcze odnośnie Salta, sięgając po serwetkę, by wytrzeć dłoń i usta.


RE: [01.08.72] Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało. - Heather Wood - 11.02.2024

Śniadanie ekspresowo pojawiło się przed dziewczętami. Mogły więc zjeść i na spokojnie porozmawiać. Wood jadła bardzo szybko, niezbyt elegancko, widać było, że faktycznie zgłodniała. Sięgnęła po herbatę, żeby wypić ją nim wystygła, bo lubiła gorącą.

- Czasem zastanawiam się, czy nie za bardzo, ale chyba do niemożliwe nie ma czegoś takiego, jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało, prawda? - Spoglądała na Longbottom, jakby szukała zapewnienia, że jest tak, jak się jej wydaje. Była w stanie zrobić dla niego wszystko, dosłownie wszystko bez momentu zawahania. Tak chyba powinna wyglądać miłość, czyż nie? Była gotowa do poświęceń, może wreszcie dojrzała do takiego silnego uczucia. W zasadzie nie spodziewała się, że dotrze to do niej w tak młodym wieku, bo przecież ledwo skończyła dwadzieścia lat, może miała szczęście, znalazła tak wcześnie kogoś, kto był dla niej stworzny?

- Na pewno skorzystamy z zaproszenia, musimy jedynie dopasować nasze grafiki, wiesz jak jest. My i on pracujemy na zmiany, przez co dosyć ciężko się mijamy, jak tylko uda nam się znaleźć jakąś lukę w kalendarzu, to na pewno do Was przyjedziemy. - Perspektywa wyjazdu za miasto, nawet na te kilka dni wydawała się być niezwykle atrakcyjna. Mogliby spędzić ze sobą cały wolny czas, w bardzo przyjemnym miejscu.

Na jej twarzy pojawiło się zamyślenie po kolejnych słowach Brenny. Nie myślała o tym nigdy w ten sposób. Faktycznie wszyscy mówili o ich zaręczynach, czy Lupin mógł pomyśleć, że to już za nimi? Tak bez pierścionka? - Nie patrzyłam na to nigdy w ten sposób, myślisz, że powinnam go o to zapytać? - Coby nie mówić, było to dla niej trochę niekomfortowe, bo nie chciała też wyjść na jakąś desperatkę, która naciska na te zaręczyny. Trudny był żywot Heather Wood.

- Tak nie wiem, dziwne to było i on tak patrzył na ciebie, nie wiem, może sobie coś ubzdurałam... - Reakcja Brenny była dosyć nietypowa, znaczy może wręcz przeciwnie, bo zobrazowała to, co jej mentorka myślała o tym, co ona powiedziała. Kamień spadł jej z serca, bo może i Brennę naprawdę kochała, jednak miałaby problem, żeby tolerować kręcącego się wokół niej Atreusa, pewnie z czasem by się do tego przyzwyczaiła, jednak zajęłoby to na pewno dosyć długo. - Myślę, że znalazłabyś sobie lepszego kawalera, jak coś. - Postanowiła to dodać, gdyby przypadkiem zastanawiała się nad tym, czy nie związać się z aurorem w ramach desperacji, chociaż Brenna nie wyglądała jej na kogoś, kto szukał aktualnie wybranka. Broń Merlinie, nie uważała tego za nic złego.

- To dobrze, chociaż ostatnio naprawdę się staram i pilnuję, żeby czegoś nie palnąć. - Odstawiła herbatę i zaczęła kontynuować jedzenie.




RE: [01.08.72] Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało. - Brenna Longbottom - 11.02.2024

– Trudno mi powiedzieć, Heather. Na pewno miłość może być… źle pojęta – stwierdziła Brenna dyplomatycznie. Sama kochała bardzo mocno mnóstwo osób, ale nigdy nie była najlepsza w filozoficznych debatach. I wiedziała jedno: często ludzie najgorsze rzeczy robili z miłości właśnie.
Jak Persefona Fawley.
Czy to znaczyło, że kochali za bardzo, czy może tylko czy ich uczucia były wypaczone?
– Pewnie, nie spieszcie się, może jakimś cudem uda się w ciągu najbliższych tygodni – skwitowała tylko, bo doskonale wiedziała, że w pewnym momencie ciężko spiąć wszystkie rzeczy, by się spotkać, zwłaszcza w tych paskudnych czasach. To nie był już Hogwart, ani czasy tuż po nim, kiedy z przyjaciółmi spędzało się każdą wolną chwilę. – Hm… mówiąc szczerze, ciężko mi powiedzieć. To znaczy, na pewno przecież znasz Camerona lepiej ode mnie, jest o tyle młodszy, że jakoś nigdy nie spędzałam z nim dużo czasu. Rozmawialiście w ogóle o możliwości zaręczyn? Albo tak ogólnie o planach na przyszłość? – zapytała ostrożnie znad swojego talerza. Może i była starsza od Wood, ale o związkach to Heather na pewno wiedziała więcej. Brenna zwyczajnie bała się udzielać tutaj jej rad, bo co jeżeli coś powie, Heath jej posłucha i tylko wszystko w efekcie się popsuje? Przecież nie chciała namieszać w związku tej dwójki. Zdawało się, że Cameron uwielbia Heather równie mocno, co ona, ale co jeżeli faktycznie poczuje, że ta go do czegoś zmusza? Albo wcale nie chciał się żenić, uważał, że są na to za młodzi?
Bardzo starała się zachować neutralny wyraz twarzy, gdy rozmowa zeszła na nieco inny temat. I nie zapytać „jak do licha” (można by mieć uzasadnione wątpliwości, co do jej awansu na Detektywa, skoro sama nie była w stanie powiedzieć, ale na swoje usprawiedliwienie miała to, że przez sporą część lipca ona z kolei starała się po prostu na niego nie patrzeć).
– Jakby chciał mnie zamordować? – zasugerowała, posyłając dziewczynie uśmiech. Odłożyła serwetkę, choć w duchu skręcała się trochę, bo tu był ten problem, że wcale nie chciała zwodzić Heather, ale tak jakby nie miała zielonego pojęcia, co mogłaby jej powiedzieć. Bo przecież nie byli parą. Właściwie nawet nie spotykali się niezobowiązująco. Ale i z czystym sumieniem nie mogłaby stwierdzić „nie ma niczego”. Sugestia, że znalazłaby sobie bez problemu lepszego kawalera, rozbawiła ją tylko, ale postanowiła jej nie podejmować, żeby nie kontynuować wątku.
Nie czytała w myślach Heather. Na całe szczęście nikt inny tego nie robił, ale Bulstrode pewnie znielubiłby Wood jeszcze bardziej, gdyby dowiedział się, że jej zdaniem zainteresować się nim można głównie z desperacji.
– Wiem i doceniam. To znaczy… hm, właściwie ja ciągle chlapię coś głupiego, po prostu nie o pewnych sprawach – stwierdziła znad filiżanki. – Nie powiedzenie czegoś głupiego przynajmniej raz dziennie chyba by mnie przerosło.


RE: [01.08.72] Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało. - Heather Wood - 11.02.2024

Bardzo uważnie słuchała tego, co Brenna miała jej do powiedzenia. Najwyraźniej była dla niej wzorem również w tej dziedzinie. - To fakt, każdy odczuwa to na swój sposób. - Nie tak łatwo było porównywać się do kogoś innego w tej dziedzinie życia, w końcu każdy odczuwał wszystko na inny sposób. Heather kochała wiele razy w swoim życiu, jednak nigdy nie kochała nikogo tak bardzo jak Camerona, miała wrażenie, że oszalała na jego punkcie i nie było to do końca zdrowe, jednak nie postanowiła się dzielić tą myślą w tym momencie.

- Na to liczę, wiele bym dała za taką chwilę wytchnienia. - Byli młodzi i zasługiwali na chociaż krótki moment oderwania się od rzeczywistości, przynajmniej zdaniem Wood. Wiadomo, że różnie bywa z dostępnością, bo musieli pracować (to trochę nieprawda, bo Ruda mogła żyć za hajs starych, ale starała się tego nie robić).

- Trochę? Ostatnio Cameron wspominał mi o wspólnym mieszkaniu, myślę, że to podobny poziom do zaręczyn, czy wcale nie? - Wydawało jej się, że sporo czasu spędzili na wspólnym przemyślaniu tego, w jakim momencie życia się znajdują, tyle, że w ich rozmowach brakowało konkretów. Zdecydowanie.

Nie podejrzewałaby nigdy, że Brenna nie ma doświadczenia w tej dziedzinie życia, wydawała się jej być osobą, która wszystko wie najlepiej, ufała jej we wszystkim. Może faktycznie było to nie do końca odpowiednie. Nigdy przecież nie wypytywała jej o sprawy sercowe. Nie miała pojęcia, jak Brenna podchodzi do tego typu rzeczy.

- Nie do końca o to mi chodziło... - Może faktycznie, coś sobie uroiła. Nie zamierzała też nikogo oszukiwać, że ma na temat Bulstrode'a wyrobioną opinię, która wcale nie była dobra, ale cholera jasna kręcił się ciągle wokół niej, zdaniem Wood chciał od jej mentorki czegoś więcej.

- Jesteśmy w tym do siebie trochę podobne. - Odparła kończąc swój posiłek. Naprawdę starała się walczyć ze swoimi nawykami, paplaniem na prawo i lewo, ale wychodziło jej to różnie. Oczywiście nie zdradziłaby tajemnic Zakonu pierwszemu lepszemu.




RE: [01.08.72] Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało. - Brenna Longbottom - 11.02.2024

- Brzmi, jakby chciał budować z tobą przyszłość - przyznała Brenna ostrożnie. Bo chyba nie chciałeś mieszkać z kimś jeżeli no... nie chciałeś być z tą osobą blisko? Poza tym Cameron zdawał się wodzić za Heather prawie tak zachwyconym spojrzeniem, jak wtedy, kiedy patrzył na kebaba, więc to już o czymś w jego wypadku świadczyło. - Może więc warto na początek wrócić do tego tematu i zobaczyć, jak to się potoczy? Ewentualnie mogę złapać Camerona i zapytać, kiedy wreszcie ci się oświadczy.
Żartowała rzecz jasna, bo to dopiero byłoby bezczelne. Chyba że też zapytałaby go o to w żartach, obserwując reakcję, ale nie to, że specjalnie ją do tego ciągnęło: sytuacja między Wood a Lupinem była trochę zbyt poważna, aby Brenna miała odwagę wmieszać się w nią bardziej niż po dostaniu dramatycznego listu wysłać mu bilety do wesołego miasteczka i zasugerować, by poszli na randkę.
Upiła ostatni łyk kawy, kiedy Heather przyznała, że nie do końca o to jej chodziło. A potem znowu się uśmiechnęła i po raz kolejny sięgnęła po swoją ulubioną sztuczkę.
Nie mów prawdy, nie wypowiadając ani jednego kłamstwa.
- Z ręką na sercu. Jestem pewna, że bardzo często miał ochotę mnie zamordować.
Na przykład wtedy, gdy w środku nocy biła się z Saurielem. Albo kiedy weszła do grobowca wampirzycy. Lub gdy smok zionął na nią ogniem. Albo gdy w New Forest poniewierano nią zaklęciami. Listę można by ciągnąć długo, ale liczyło się tylko to, że kiedy ona była zagrożona, on na pewno czuł się paskudnie: w końcu jej też ze trzy razy zdarzyło się wyczuwać, że dzieje się coś złego (i do tej pory nie miała pojęcia, że był to na przykład cios cegłą w głowę albo pobicie się z cyrkowcem).
– Czasem nie zaszkodzi, żeby ludzie brali cię za głupszą niż jesteś – mruknęła Heather, a w jej spojrzeniu znów błysnęło rozbawienie. Nie to, że nie robiła czasem pewnych idiotyzmów niechcący. Ta słynna gryfońska odwaga, granicząca z głupotą, zwodziła ją na manowce nie raz, nie dwa. Poza tym po prostu lubiła pajacować. Ale czasem było w tym odrobinę wyrachowania, zwłaszcza w ostatnich dwóch latach. – To co? Zbieramy się? W końcu trzeba jeszcze przygotować się do sabatu – stwierdziła, odsuwając pusty talerz.