![]() |
|
[04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą (/showthread.php?tid=2676) Strony:
1
2
|
[04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą - Brenna Longbottom - 12.02.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz tajemnic IV adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II - Więc... - zaczęła Brenna, niepomna, że zdania nie zaczyna się od więc. - Twoi koledzy potwierdzili przybycie? Bo Perseus Black chyba dzień później się żeni? Machnięciem różdżki lewitowała drewnianą ławę, która opadła prosto na miękki mech, pomiędzy zielone paprocie. Nie, nie byli nigdzie w lesie: byli w pomieszczeniu, w którym miała odbyć się zabawa, ale w świecie czarów istniało wiele możliwości. Klub sam w sobie miał zaskakujący wystrój, a podczas niewielkiego przyjęcia dla krewnych i znajomych miał wyglądać jeszcze bardziej interesująco. Stała pod zaczarowanym niebem, na brzegu zaczarowanego parkietu, i szykowała miejsca, w których goście będą mogli odpocząć i siąść coś zjeść. Brennę dręczyły rzecz jasna wątpliwości. Bo może to za wcześnie. Na pewno na to za wcześnie. Po Beltane, po śmierci wuja, po śmierci Jasona. Ale jednocześnie czuła podskórnie, że przecież jest wojna: dobry moment może nigdy nie nadejść. Zawsze będzie jakiś atak, o którym napiszą w prasie, zawsze będzie ktoś znajomy, kto znikł na zawsze. Że chyba niektórzy potrzebowali oderwanie się, może spotkania w innych okolicznościach niż te odnośnie paskudnych zdarzeń. Że może chociaż raz sowa powinna ponieść zaproszenie na coś miłego, nie prośbę, aby coś zrobić. Brenna pamiętała zdziwienie Nory, gdy powiedziała, że zostanie z nią po zakupach i pomoże jej z eliksirami. I chociaż to nie tak, że miała wielkie chęci tańczyć i świętować, gdzieś w jej głowie utknęła myśl, że może w pewnym momencie więzi pomiędzy członkami Zakonu zaczną powoli pękać. Że jeśli będą zajmować się tylko tą całą wojną i pracą, w końcu zacznie brakować im sił. Nie była pewna, co z tym zrobić, więc ostatecznie postanowiła spróbować w ten sposób. Może zadziała, może nie, ale udawała, że tak naprawdę doskonale wie, co robi. Zaproszenia dostali wszyscy zakonnicy, którzy akurat mieliby ochotę przyjść i paru przyjaciół. Większość rzeczy mieli przygotować właściciele, a Brenna z ulgą sypnęła złotem, zwalając na nich sporą część obowiązków. Ale nie byłaby sobą, gdyby nie upewniła się, że wszystko jest jak należy i nie przyszła zadbać o drobne szczegóły. Drobne szczegóły miał znaczenie, poza tym skupienie się na nich pozwalało nie myśleć o innych sprawach. A że Erik akurat był pod ręką, jego też zgarnęła do roboty. I chociaż gryzła się w język i do tej pory nie wspominała o wysłanych zaproszeniach, z których jedno miała okazję zobaczyć, to była ciekawa, czy ktoś z zawsze czystych Blacków naprawdę wpadnie do tak nieczystego miejsca. - Zamówiłam magiczne drinki. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ludzie tak bardzo lubią pić coś, co może dać dziwny efekt, którego nie da się przewidzieć... RE: [04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą - Erik Longbottom - 12.02.2024 Ledwo zauważył, kiedy to się zaczęło. Czas płynął nieubłaganie, a Erik kompletnie za nim nie nadążał. Powiedziałby, że zaczęło się to jakoś w połowie lipca, ale po prawdzie sam już sobie nie do końca ufał w tej kwestii. Jakiś jego ruch musiał zapoczątkować ten łańcuch reakcji, z którym się obecnie borykał, czyż nie? Każdy dzień był dla niego wyzwaniem i niespodzianką.
Każdy inny, ale podobny w tym, że niósł ze sobą coraz więcej niewiadomych, które coraz bardziej go przytłaczały. To były intensywny okres, taki który potrafi wryć się w pamięć człowieka na długie lata. Czy to był ten moment, w którym zaczynał tracić kontrolę na poczet oddania jej siłom większym i potężniejszym od niego? A może po prostu gorszy czas, jaki nawiedzał każdego, a który po prostu trzeba było przeżyć, aby wszystko uległo zmianie na lepsze? Nie wiem, ja po prostu..., pomyślał Erik, gdy nieoczekiwanie odezwała się jego siostra. — ...Nie wiem — odparł automatycznie, kończąc swoją myśl na głos. Oderwał zmęczone spojrzenie od widoku za oknem lokalu i skierował je ku Brennie. Otworzył usta, jednak zaraz je zamknął, myśląc o zawartości ostatnio wysłanych zaproszeń. — Nie napisali, że nie będą w stanie przyjść, jeśli to się liczy. Liczę, że wpadną. — Jego głos brzmiał mrukliwie i marszczył przy tym czoło jak niedouczony student z dobrą wolą na zbyt trudnej dla niego lekcji. — Departament Skarbu jest chyba jedynym wydziałem, który nie wysyła swoich pracowników na urlop w trakcie lata. Nie wiem, na jak długo wpadnie Elliot. O ile uda mu się wyrwać. Odczekał, aż drewniana ława wyląduje na swoim miejscu, po czym rozłożył na nich małe świeczniki, aby zaraz zatknąć na nim kolorowe świeczki. Westchnął przeciągle, przyglądając się swojemu małemu dzieło. Niby nic specjalnego, ale liczył, że te małe akcenty pomogą w utworzeniu przyjemnej atmosfery w lokalu. Nie były to jednak klimaty, w jakich obracali się na co dzień; Erik był bardziej przyzwyczajony do organizacji eleganckich przyjęć, a nie potańcówek w Dolinie Godryka. Ale cóż, był to zdecydowanie lepszy sposób na zbliżenie do siebie ich krewnych i przyjaciół. — Perseusz ma tu z Lecznicy Dusz rzut kamieniem, więc raczej powinien trafić? — Zerknął na siostrę, przechylając głowę w bok, jakby dając jej tym samym znać, aby podeszła zobaczyć układ świeczników. — Chyba, że panna Rookwood stwierdzi, że go jednak nie puści na wiejskie tańce. — Uśmiechnął się półgębkiem. — W sumie, jest spore ryzyko, że na ślubie pojawi się z adoptowaną kozą, jak zostanie tu na całą noc. Rozumiał, że Brenna mogła się obawiać jego obecności na imprezie. Bądź co bądź, nikt nie chciał mieć na sumieniu ceremonii ślubnej i wesela młodego Blacka. Ktoś będzie musiał go mieć na oku i uważać, żeby opuścił lokal o jakiejś ludzkiej godzinie. O ile Elliot przyjdzie, to nie powinno być z tym kłopotu, pomyślał przelotnie. Jako współorganizatorowi, pewnie przypadnie mu obowiązek zadbania o to, aby za kulisami wszystko działało, ale zamierzał też spędzić trochę czasu pośród gości. Nie miał problemu z tym, aby przypilnować blacka i Malfoya. — Bo za dużo czasu spędzają w ściśle określonych ramach, więc każda okazja do spontaniczności jest jak ucieczka od codziennych problemów? — rzucił z nutą sarkazmu, pocierając lekko niewyspane oczy. — No i to impreza dla czarodziejów. Ludzie chcą tej mistycznej szczypty magii. RE: [04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą - Brenna Longbottom - 12.02.2024 Miała pewne obawy co do wizyty Perseusa, związane i z weselem, i z tym, że jego żona miała być Rookwoodówną, i czy na pewno Black wie, na jakie przyjęcie się wybiera. Na wieść o tym, że Erik zaprosił i Elliotta, uniosła lekko brwi – nie w oburzeniu, oczywiście, nie w zdziwieniu nawet, bo właściwie powinna była wpaść na to, że skoro zaprosił Blacka, zaprosi też Malfoya. Raczej chodziło o to, że Elliott zawsze był tak elegancki i tak dbał o maniery, że przez moment ciężko było jej wtłoczyć go nawet w wyobraźni pośród większość członków Zakonu. Nie, nie bała się, że on potraktuje kogoś niegrzecznie, ani nawet że ktoś jego tak potraktuje, a że może dojść… do małego zderzenia kulturowego. Może nie wpadnie, bo sam to wiedział? Ale nie chciała tego mówić. Zwłaszcza, że właściwie byli w całkiem podobnej sytuacji, on i dwójka jego kolegów Ślizgonów, ona i jej dwie ślizgońskie koleżanki, które jak Brenna podejrzewała, nie zechcą się pojawić. – Właściwie nie zdziwiłabym się, gdyby nie chciała go w wieczór przed ślubem wypuścić nawet na audiencję u królowej. To znaczy, gdyby czarodzieje mieli królową. I nie mogłabym jej za to winić ani mówić, że to dlatego, że Rookwoodowie to walnięta rodzina, bo chyba żadna panna młoda nie chciałaby tak ryzykować. Chociaż są walniętą rodziną – stwierdziła, a potem machnięciem różdżki ustawiła kolejny stół tam, gdzie wkrótce miała zacząć układać jedzenie. Zamówione w większości, ale starannie sprawdzone, oczywiście. Stoły uderzyły o siebie z głośnym trzaskiem, bo Brenna poświęcała nieco za mało uwagi ich ustawieniu, wzrok skupiając na bracie. Zastanawiała się, czy jest po prostu niewyspany, czy chodzi o coś więcej – wydawał się bardzo rozczarowany tym, że Elliott Malfoy ma teraz niewiele czasu i że jego obecność na potańcówce w Dolinie Godryka stoi pod znakiem zapytania. Brenna trochę żałowała, że Mavelle niezbyt jest chętna na tańce, i że to nie jest miejsce, do którego ciągnęłyby niektóre z jej przyjaciółek. Ale Erik przybierał wyjątkowo marsowe oblicze. Znała tę minę: znała przecież wszystkie wyrazy jego twarzy. Znali się o wiele za długo, a ona za dużą uwagę zwracała na zachowania brata, żeby mogło być inaczej. – Erik? Może chcesz wrócić do domu? – zapytała, przekrzywiając lekko głowę. Niezbyt przejęta tym, że stoły stanęły odrobinę krzywo, przyglądała się bratu bardzo uważnie, jakby chciała zajrzeć mu do głowy. Czy był zmęczony, rozczarowany brakiem odpowiedzi przyjaciół, czy coś jeszcze innego? Po Beltane przecież nie mogło być mu łatwo. A może stało się coś więcej. – Poradzę sobie z tym sama, jeżeli jesteś zmęczony. Machnęła ręką w stronę pudła z przyniesionymi naczyniami, świetlikami i owocami. A przez głowę przeszło jej, że może jednak się myliła, może wcale nie potrzebowali zabawy, spotkania, chwili zapomnienia i ładnych rzeczy, przypomnienia, że są nie tylko żołnierzami, ale też przyjaciółmi. Może potrzebowali spokoju. Albo jeszcze czegoś: czego ona nie potrafiła pochwycić, bo nie była na to dość spostrzegawcza. RE: [04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą - Erik Longbottom - 13.02.2024 Zaproszenie zarówno Blacka, jak i Malfoya wydawało mu się kompletnie naturalne. Może dlatego, że wraz z biegiem lat przyzwyczaił się do widoku członków tych rodzin spędzających razem czas? Percy był blisko nie tylko z Elliotem. Bądź co bądź, do niedawna były całkiem spore szanse na to, że młoda Eunice Malfoy stanie się żoną Perseusza. Erik odniósł jednak wrażenie, że nie zabiło to znajomości obu mężczyzn. Nieco zaskakujące, ale świadczyło też o mocnej relacji, jaka ich ze sobą łączyła.
— Percy nie ma nieskazitelnej reputacji, ale chyba nie jest z nim aż tak źle, żeby trzymać go pod kluczem do głównej ceremonii — wymamrotał, uśmiechając się krzywo. Miał wrażenie, że Blackowi niezbyt by się to spodobało, jednak miłość ogłupiała, więc kto wie, na co by się zgodził w tych warunkach? — Poza tym... Jeśli przyjdzie, to będę na niego uważał. Najwyżej znajdę mu jakąś miksturę trzeźwiącą i przyzwę Błędnego, zanim za bardzo się rozkręci. Ta noc mogła się skończyć na dwa sposoby: w jakimś niespodziewanie splocie przypadków mogła sprawić, że zła passa Erika kompletnie się odmieni i na powrót stanie się uśmiechniętym sobą. Może nawet zapomni o tej karuzeli emocji, na którą sam wskoczył, sięgając po bimber ich domowej skrzatki. Problem w tym, że świat był pełen dualności... Wszystko mogło się jeszcze zmienić na gorsze. I nie była to perspektywa, jaką Longbottom chciał sprawdzać. Może podświadomie wmawiał sobie, że jeśli przygotuje wszystko od a do z i będzie jak najlepszym gospodarzem, to pech przejdzie bokiem? — Po co? — Uniósł leniwie brwi, próbując skupić wzrok na siostrze. Naprawdę wyglądał tak źle, czy po prostu wyczuła, że ma za sobą nie najlepsze dni? — Nie ma takiej potrzeby, Bren. I tak zostało nam mało czasu, a jeszcze nie wszystko jest gotowe. — Zdusił w zarodku odruch ziewania. Poza tym spacer do Warowni też nie brzmiał jakoś wybitnie fascynująco. Właściwie to na samą myśl ogarniało go uczucie zmęczenia. — I tak potem muszę wrócić na chwilę po ciuchy, jak już skończymy. Nora stwierdziła, że ma jakąś koncepcję, którą chce na mnie wypróbować. Pokręcił powoli głową. Miał wrażenie, że za pomysłem panny Figg mógł stać jakiś zakład... Pytanie tylko, czy był to jeden z tych, jakie przegrał z nią przed paroma miesiącami lub latami, czy raczej nieco bardziej aktualny. Grymas przebiegł mu przez twarz na samą myśl, że mogło to mieć coś wspólnego z popijawą z końcówki lipca. Ale Nora przecież nie zrobiłaby mu żadnej krzywdy, prawda? I raczej nie powtórzyłaby tej sztuczki z przebraniem kota. Merlinie, miej mnie w swojej opiece, pomyślał Erik, sięgając do pudła, w którym znalazły się naczynia przeznaczone na imprezę. — To coś z naszego strychu czy kupiłaś z rozpędu cały zestaw? — spytał nieoczekiwanie, przyglądając się z bliska zdobieniom na jednym z dzbanków. — Dziadek chyba kiedyś kazał wyciągnąć podobne na jakąś kolację. Coś po babci Slughorn, pamiętasz? To było Yule czy raczej Ostara? Nie był pewny, ale spośród meandrów pamięci wyłoniły się dawno zapomniane obrazy: odświętnie ubrana rodzina, elegancka zastawa, Malwa podająca do stołu i uwaga ojca, że powinni uważać, bo babka zwykła wspominać, że jej kolekcja talerzy, wazonów i mis była przeklęta i przynosiła pecha. Czy wynikła wtedy z tego powodu jakaś awantura? Nie pamiętał. Może dzieciaków w to nie włączano, bo byli zbyt młodzi, aby mieć nawet symboliczne prawo głosu przy rodzinnym stole. RE: [04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą - Brenna Longbottom - 14.02.2024 Jeśli chodziło o Brennę, to samo przyjęcie raczej nie miało w żaden sposób nią wstrząsnąć, ani pocieszyć, ani dobić bardziej. Myślała głównie o tym, co zrobić, aby każdy czuł się dobrze - żeby było niezwykle, ale nie jak na balu czystokrwistych, by wszyscy wiedzieli, że są mile widziani i żeby na jedną noc zapomnieli o problemach. Bardzo by chciała, aby zadziałało to i u Erika. Nie wiedziała, co dokładnie się dzieje - może go znała, ale nie czytała mu w myślach, i on też umiał ukrywać przed nią pewne rzeczy, tak jak ona bardzo starannie skrywała przed nim i całą resztą świata, że czasem trudno było jej utrzymać równowagę - ale dało się dostrzec, że coś jest nie tak. Mogło równie dobrze chodzić o wszystkie ostatnie wydarzenia w Anglii i w domu, jak i o żal, że Elliott Malfoy prawdopodobnie nie pojawi się na potańcówce. - Mój kochany braciszku, wątpisz we mnie? Oczywiście, że zdążę - zapewniła Brenna, obserwując go jeszcze przez chwilę. Na krańcu języka tańczyło pytanie, czy coś się stało, ale nie była pewna, czy powinna zadawać je akurat teraz, ledwo na kilka godzin przed zabawą. - Hm, mam nadzieję, że to nie strój labradora. To może nie elegancki bal, ale jednak jutro w prasie mogłyby pojawić się... interesujące nagłówki. Żartowała. Oczywiście, że żartowała. Chociaż przez głowę przeszła jej myśl... ...Nora by tego nie zrobiła, prawda? Prawda? - W najgorszym razie skończysz w różowej koszuli - dodała od razu uspokajająco, żeby Erik nie wziął sobie tej wizji za bardzo do serca i nie udał, że panna Figg jednak przebierze go za psiaka, tak jak kiedyś zrobiła to za kota. Przykucnęła przy pudle i ostrożnie wyjęła talerze. – Większość zamówiłam u Sama McGongalla. Jemu przyda mu się teraz trochę sykli i poczuje się potrzebny, a ja pomyślałam, że nie będą tutaj pasowały ani jakieś plastikowe paskudztwa, ani elegancka, porcelanowa zastawa… – stwierdziła Brenna, obracając w dłoniach kwadratowy, pokryty zdobieniami talerz. Miała szczęście: duże szczęście, że w takich przypadkach mogła bez mrugnięcia okiem po prostu wyciągnąć z kieszeni garść monet. – Nie jestem pewna – przyznała, przesuwając dłonią po drewnianej powierzchni i próbując sobie przypomnieć tamto Yule. Była jeszcze dzieckiem: pamiętała więc głównie prezenty, lalkę od matki i sztylet od ojca, wprawdzie zabezpieczony magią, tak że nie mógł naprawdę zranić, ale i tak Elise patrzyła wtedy na Jeremiaha morderczym wzrokiem. Pamiętała bożonarodzeniowy pudding, i robienie papierowego łańcucha na choinkę, który potem wujek Derwin zaklął tak, że przez godzinę podczas wigilijnej kolacji iskrzył, jakby wykonano go z prawdziwego złota i srebra, a nie błyszczących papierków. Wspomnienie zastawy i rozmów dorosłych zatarło się jednak w jej pamięci. – Chyba od dawna nie widziałam tej zastawy. Może dziadek wyciągał ją tylko na te okazje, które uznał za bardzo specjalne? Brenna stłumiła westchnienie i ułożyła talerze na brzegu stołu, by goście mogli zabierać je stąd i nakładać na nie porcje jedzenia. – Sądzisz, że przesadziłam? – spytała nagle, oglądając się na moment na zaklęty parkiet. Czary powinny przetrwać akurat do świtu: samo jeziorko nie było prawdziwe, oczywiście. RE: [04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą - Erik Longbottom - 15.02.2024 Trzymanie emocji w sobie nie pomagało, jednak Erik odczuwał irracjonalny lęk przed otwarciem się przed kimkolwiek w tak dużym stopniu. Miał wrażenie, że niektóre części składowe jego złego humoru ciągnęły się za nim już od dawna, a rozgrzebywanie przeszłości uznawał za coś, co nie mogło mu wyjść na dobre. Nie chciał tkwić w tym stanie przez kolejne tygodnie, ale na własną rękę nie potrafił stworzyć tego magicznego ''impulsu'', który popchnie go ku czemuś lepszemu. Może ta noc to zmieni?
— Ta, jasne. Oboje wiemy, że nie zdążysz — rzucił z krzywym uśmiechem, czując się sprowokowany do tego, aby dalej podpuszczać swoją siostrę. — Poza tym... Naprawdę myślisz, że potrzeba stroju labradora, żeby pisać o tym przyjęciu? Przyjdzie tu pół rodziny, przyjaciół i kilku współpracowników. A nasze nazwiska nie są jakieś szczególnie mało powszechne. Zwłaszcza w obecnych czasach. Nie wiedział, w jakim stopniu Brenna i właściciele lokalu aktywnie promowali imprezę, jednak skoro wieść o takowej niosła się już od kilku dni po Dolinie Godryka, to mogła dojść także i do przedstawicieli mediów. Wprawdzie przez aferę z Widmami popularność Doliny nieco zmniejszyła się w pewnych aspektach, tak zainteresowanie miasteczkiem mogło szybko powrócić. Tak jak i jego mieszkańcami. Gdyby wpadło im w oko parę nazwisk i powiązaliby to wszystko z ostatnimi doniesieniami z Beltane i cofnęli się nawet o parę miesięcy wstecz.. Widział potencjał na artykuł pod tytułem ''A tak bawią się bohaterowie spod Polany Ognisk". — Róż to nie jest mój kolor. — Pokiwał kategorycznie głowę, gdy do jego umysłu wdarło się na wpół zatarte wspomnienie z ostatniej popijawy, gdy z jakiegoś powodu... Założył na siebie marynarkę własnej matki? Wzdrygnął się na samą myśl, gdy smak wypitego wówczas bimbru niemalże poczuł na języku. — Jesteś pewna, że McGonagall? Jeszcze nie Longbottom? — Zaśmiał się krótko. Od czerwca zdążył zorientować się, że mężczyzna ma rękę do takich rzeczy, jednak nie wpadłby na to, aby zamówić u niego zestaw talerzy. — Mam wrażenie, że Sam jest na dobrej drodze do adopcji. Zaraz po Thomasie, Julianie, Alice i tak dalej i tak dalej. Dosyć szybko przyzwyczaił się do obecności Samuela na terenie posiadłości. Bądź co bądź, osobiście go do niej sprowadził. Już pierwsze dni potwierdziły, że była to dobra decyzja. Płot, od którego rozpoczęto naprawy, był już w o wiele lepszym stanie i wszystko wskazywało na to, że podobnych efektów będą w stanie uświadczyć również w mniejszych budynkach na terenie Warowni. Poza tym była jeszcze kwestia przywiązania Sama do Kniei i tego, że chciał aktywnie pomóc w razie potrzeby. Erik nieco się nachmurzył. Czas mijał, a działania... Stały w miejscu? Robiły małe kroczki? Nie był już pewny. — Mamy w domu dużo innej — dodał ugodowo, skoro nie byli w stanie wypełnić wzajemnych dziur w pamięci. Po pytaniu Bren otaksował wnętrze beznamiętnym wzrokiem, starając się pozostać obiektywnym. Nie było to proste. Sam nie wpadłby na to, aby poświęcić tyle czasu i kreatywności, żeby przekształcić stodołę w zaczarowany las. Rozumiał jednak zamysł swojej siostry: coś niesamowitego, coś, co miało odseparować ich od rzeczywistości na zewnątrz. — Czy jak powiem, że jest na bogato, to uznasz że jest dobrze, czy źle? — spytał przyciszonym głosem z grymasem na ustach. RE: [04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą - Brenna Longbottom - 15.02.2024 - To wyzwanie, prawda? Chcesz wrócić do Warowni i chcesz, żebym wykopała cię stąd przemocą tylko po to, żeby ci udowodnić, że zdążę? I jeszcze nie wpuściła tu Dory, jak przyjdzie pomóc z kwiatami? - zapytała Brenna, po czym zaczęła ustawiać także półmiski, by wypełnić je owocami, przyniesionymi w skrzyneczkach. - Hm... właściwie dlaczego by mieli? To nic oficjalnego i właściwie jedyne znane osoby, które tu będą... to ty i być może Elliott. Nawet Mav i Patrick nie są pewni czy przyjdą - powiedziała, ale nagle z niepewnością w głosie, jakby nawiedziła ją obawa, że ktoś owszem, napisze. Do tej pory nie brała tego pod uwagę, bo wprawdzie wokół Zimnych panowało pewne zamieszanie, ale jednak opadało powoli wraz z upływem czasu, a większość ich bliskich znajomych nie należała do tych z pierwszych stron gazet. Prawda była też taka, że Brenna nie promowała tej imprezy wcale. Plotki co najwyżej przekazywano z ust do ust między ich znajomymi albo bliskimi właścicieli - Brenna nie zamierzała robić problemu, jeżeli ci zechcą wejść, bo jednak wątpiła, by pośród nich byli jacyś śmierciożercy. Tańców nie przygotowała z myślą o dobrej prasie, o artykułach, o inicjatywach charytatywnych. Robiła to wszystko, by na chwilę znajomi i rodzina mogli pobawić się we własnej gronie. I przy okazji właściciele tego miejsca mogli zarobić, bo zwykle urządzano tutaj wesela i urodziny, ale po Beltane niewiele osób chciało robić przyjęcie weselne w Dolinie Godryka. - Nie wymagamy zmiany nazwiska w celu dokonania adopcji - stwierdziła, a kąciki ust drgnęły jej lekko. - Poza tym on został przygarnięty wiele lat temu. W pewnym sensie - powiedziała, spoglądając na jeden z talerzy z zastawy, zdobiony we wzór liści. Samuel był dzieckiem z Kniei. I nie miał praktycznie nikogo: od czasów, kiedy nagle dość brutalnie zerwała się jego przyjaźń z Norą Brenna nie była pewna, czy miał kogokolwiek poza nią i chyba przez to czuła się za niego podwójnie odpowiedzialna. I podwójnie cieszyła się, że ten zdecydował się przyjść na tę potańcówkę. Kiedy Erik wydał swój osąd na temat wystroju wnętrza, jej wzrok też prześlizgnął się po okolicy. Zaklęte niebo i pokryte żywą zielenią ściany były tutaj zawsze, tworząc tło dla imprez, ale reszta była już efektem tego, że Brennę trochę poniosło przy pomysłach, a właścicielka całkiem entuzjastycznie jej asystowała. Powstało już jezioro, podłogę też pokryto leśnym dywanem mchu i paproci, wyhodowano nawet parę pojedynczych, magicznych drzew, a jeszcze miały pojawić się tutaj krzewy – kupione u Sproutów specjalnie na tę okazję. – Nie jestem pewna – przyznała. – O tym chyba będą musieli zdecydować goście. Może następnym razem urządzę głosowanie, co sobie życzą. Czy mam ich zaprosić do mugolskiej remizy strażackiej czy przygotować… na przykład bal z motywem przewodnim kosmosu. Chociaż znając taką Norę, powie, że najlepiej oba. RE: [04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą - Erik Longbottom - 15.02.2024 — Ta logika jest tak pokręcona, że nawet ja nic z tego nie rozumiem — wypalił ze zblazowaną miną, gdyż trudno było mu się rozeznać w tym, co właściwie chciała udowodnić jego siostra. — Nie zapominaj o Perseuszu. On też pod to podpada. Black to jednak Black.
Próbowała zastosować na nim jakąś odwróconą psychologię? A może chciała pokazać, że to on próbował przetestować ją na niej, ale ona odkryła jego plany i teraz chciała zrobić to samo, żeby go sprowokować jeszcze bardziej, żeby potem... Na czole Erika pojawiła się pojedyncza zmarszczka. Zaczynała go od tego boleć głowa. Zaraz jednak sarknął na jej komentarz. — Powiedziała Brenna Longbottom, która po przygarnięciu zagubionego chłopca zmieniła mu twarz, stworzyła fałszywy życiorys, a na koniec zaproponowała, zostanie kuzynostwem — mruknął pod nosem, trącając ją lekko ramieniem. Nie powinien żartować z losu młodego Rookwooda, bo ten był w gruncie rzeczy dosyć smutny, jednak gdyby spojrzeć na tę sprawę z nieco innej perspektywy, to faktycznie wyglądało to tak, jakby włączali potrzebujących do swojej rodziny. — No powiedz mi, że nie ma w tym trochę prawdy. Wyzywam cię. Nie miał jej tego w najmniejszym stopniu za złe. Nasiąknęli tym, czym byli karmieni przez swoich rodziców i innych krewnych w Warowni. Poza tym nie był wcale lepszy od niej pod tym względem. Ba, może nawet był gorszy? Był bardziej ufny niż siostra i utrzymywał prostą wiarę w to, że większość ludzi na tym świecie faktycznie chce dobrze dla siebie nawzajem. To tylko wzmagało poczucie, że powinni pomagać, gdy nadarzała się ku temu okazja. Chyba nawet paromiesięczny pobyt w Lecznicy Dusz nie zdołałby z nich tego wyplenić. — Czyli trochę spóźniłem się z własnym wnioskiem adopcyjnym — stwierdził, uśmiechając się krzywo, chociaż kąciki jego ust zaraz znów powędrowały w dół. — Nie pamiętam go za dobrze sprzed lat, wiesz? — W jego głosie rozbrzmiało zażenowanie. — Ceszę się, że to na niego padło z pracami renowacyjnymi, a nie z jakąś ekipą z Londynu. Jest trochę specyficzny, ale... Kto nie jest? — Wzruszył krótko ramionami. — Stawiam, że my uchodzimy za lokalnych wariatów, biorąc pod uwagę, chociażby to, jak ty się we wszystko angażujesz. Żyjesz za troje. Dziwiło go poniekąd, że z lat młodości zostało mu tak mało wspomnień dotyczących Sama. Zazwyczaj Erik kręcił się tam, gdzie buszowała Brenna i Nora. Tylko, czy zawsze tak było? Chociaż ich kręgi znajomych często się pokrywały i łączyły ze sobą nawzajem, zarówno Erik, jak i jego siostra mieli przyjaciół i znajomych, którzy nie byli powszechnie znani drugiemu z rodzeństwa. Część kojarzyli ze słyszenia lub z tego, że mijali się na szkolnych korytarzach czy na mieście, a i od tego bywały wyjątki. — Osobiście kłóci mi się to trochę z pojęciem ''wiejskiej imprezy'' — przyznał, wychodząc z założenia, że szczerość z jego strony, to najlepsze co może spotkać jego siostrę. — Przynajmniej długo tego nie zapomną. Zwykła popijawa w stodole dosyć szybko by się zatarła w pamięci, ale to? Trochę to zajmie wspomnieniom. RE: [04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą - Brenna Longbottom - 16.02.2024 – Logika nie może być pokręcona, mój drogi braciszku, ty po prostu nie nadążasz za równaniem – powiedziała żartobliwym tonem i dźgnęła go lekko palcem w ramię, zanim wróciła do ostrożnego przesypywania malin na niewielkie miseczki. – Hm, ma sławne nazwisko, ale on sam chyba raczej rzadko trafia na okładki gazet? Może przy okazji szybkiego rozwodu i szybkiego ślubu, ale Brenna niezbyt widziała reporterów czających się na Perseusa Blacka pod stodołą w Dolinie Godryka. Chyba spośród gości tylko Erik był ostatnio na tyle popularny, aby przyciągać taką uwagę, zwłaszcza po tym, jak został drugim z kolei najpopularniejszym kawalerem w Wielkiej Brytanii… (Pewnie dziennikarze mogliby zainteresować Atreusem, ale akurat o tym, że jego zaproszono, Brenna nie miała pojęcia…) – Nie ma w tym ani słowa prawdy – oświadczyła wyzywająco, spoglądając na Erika z uśmiechem, błąkającym się po ustach. Czy sytuacja Charliego ją bawiła? Ani trochę. Współczuła mu z całego serca, chciała pomóc na tyle, na ile potrafiła, odnaleźć się w nowej sytuacji i wyjść z żałoby, czuła się za niego odpowiedzialna i pragnęła, by był bezpieczny. Podejrzewała, że dziś nie zechce tu przyjść – nie, skoro Heather i Cameron byli już umówieni gdzieś indziej – i tylko martwiła się trochę bardziej. Ale nie mogła wciąż zachowywać powagi: ktoś musiał czasem żartować w tej paskudnej, wojennej rzeczywistości, kiedy tylko było to możliwe. – W końcu nosi nazwisko Fitzpatrick. Dużo ładniejsze niż nasze. Chociaż tak naprawdę chodziło raczej o to, że czystą linię Longbottomów za łatwo było prześledzić. – Jakieś dziesięć lat – przyznała Brenna, wracając do rozstawiana na stole naczyń i tego jedzenia, które mogło się tutaj znaleźć wcześniej. – Hm… nie chwaliłam się najpierw, kiedy go poznałam, a miałam wtedy jakieś piętnaście czy szesnaście lat, a potem ty już pracowałeś w Brygadzie – powiedziała. Początkowo nie opowiadała nikomu o chłopcu z lasu: trochę z obawy, że może rodzice zechcą jej zabronić czasem w letnie dni zbaczać z utartych ścieżek, by się z nim poznać. To był też już ten czas, gdy nie chodziła za bratem krok w krok, on zaczynał pracę i mógł nie kojarzyć za dobrze chudego wyrostka, jednego z kilku dzieciaków przecież, do których Brenna zapałała sympatią. – Bez przesady. Ja po prostu nie lubię się nudzić – zbyła jego uwagę i uniosła jeden z półmisków, by przyjrzeć się dokładniej umieszczonemu na nim wzorowi. – Tak, mniej więcej o taki efekt mi chodziło. To znaczy chciałam, żeby było dla nich trochę wyjątkowo? I wiesz, takie naprawdę dla n i c h, nie wielki bal z tłumem gości. Brenna odstawiła półmisek, podparła się o stół i chociaż Erik miał o tyle rację, że faktycznie powinni zagospodarować dobrze czas – bo trzeba było jeszcze zadbać o parę rzeczy, a później oboje musieli iść się naszykować – przez moment po prostu przyglądała się bratu, spod lekko zmrużonych powiek. – Chcesz o czymś porozmawiać, Erik? RE: [04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą - Erik Longbottom - 16.02.2024 Słowa Brenny ugodziły go jak już w serce, a na jego twarz wstąpiła zbolała mina. Nie wiedział, co bardziej go rani: jej złośliwość, czy dźgnięcie palcem. Spuścił nos na kwintę i zaczął rozmasowywać sobie teatralnie ramię, jakby chciał w ten sposób wyzbyć się bólu. Wprawdzie nie zrobiła mu żadnej krzywdy, ale co by było, gdyby jej paznokcie przebiły się przez materiał koszuli i zadrapały go do krwi? Ból byłby taki, jakby szarpała jego duszę, a nie tylko skrawki skóry. Westchnął dramatycznie jak dama w opresji.
— Okładki to nie wszystko — odbił piłeczkę bez większego zaangażowania. Walczył o uznanie Perseusza za celebrytę, aby siostra była zmuszona przyznać mu racji, niźli z faktycznej woli udowodnienie jej, że nazwisko Black nabiera znaczenia w kuluarów świata popularnych czarodziejów i czarownic. — Ludzie gadają, a czasem nie ważne, czy mówią o kimś dobrze czy źle. Percy wywodzi się z dobrego domu, jada w ekskluzywnych knajpach i ma rozległe znajomości. No i pogryzł go bóbr na naszym balu. — Uśmiechnął się słodko, wiedząc, że akurat tutaj nie było czemu zaprzeczać. — Ach, no i przyjechał na jeden z ostatnich sabatów na koniu, a przy okazji pracuje w Lecznicy Dusz. Mnóstwo punktów zaczepienia dla prasy. Zwłaszcza w przededniu ślubu. Gdyby tylko chciał, zapewne mógł sobie nieba uchylić, jednak czy Blackom zależało na tym, aby piąć się w górę jeszcze bardziej? Już i tak dziedziczyli imiona po gwiazdach, które dla większości świata były poza zasięgiem. Może nawet w życiach członków najczystszych rodzin świata czarodziejów przychodził taki moment, gdy to prostota zwykłego codziennego życia przemawiała do nich bardziej niż pokonywanie kolejnych stopni na drabinie popularności? — Mhmm... Muszę przyznać, że to bardzo ciekawy punkt widzenia — rzucił żartobliwie, odsuwając się nieco od tematu stricte Charlesa, a uderzając w same usprawiedliwienia tak dzielnie deklarowane przez Brennę. — Więc twoim zdaniem po to po prostu akt dobroci lub litości, że pozwalamy innym nie przyjmować naszego nazwiska? Zmieszał się mimowolnie, słysząc, kiedy pierwszy raz poznała Samuela. Który to musiał być... Sześćdziesiąty drugi? To dopiero byłby zbieg okoliczności, pomyślał, starając się trzymać myśli na wodzy. Musiała spotkać McGonagalla w odstępie zaledwie kilku tygodni lub miesięcy odkąd Erik trafił na Selwyna i całkowicie stracił głową. Czysty przypadek, ale jakże ironiczny, biorąc pod uwagę, że w obu przypadkach były to osoby, na których im zależało, a jednak tylko jedno z rodzeństwa wyszło z tej walki zwycięsko. Cholerny Selwyn, zaczął bezgłośnie złorzeczyć, wypuszczając powoli powietrze z płuc. — Tak, rozumiem — wymamrotał powoli, starając się utrzymać swój naturalny ton głosu. Dalej czuł na barkach przytłaczający ciężar przeszłości. — Jeśli znowu będziesz w takiej dramatycznej sytuacji, to daj znać. Ja ci chętnie znajdę jakieś zajęcie. Nauczyłaś już Łatka aportować na komendę? Dopiero gdy zaczął się rozglądać na boki, zorientował się, że Brenna wróciła do roboty. Stał jeszcze przez chwilę jak słup przy stole, zbierając się do kupy, aż przeniósł się w inną część zaczarowanej stodoły, aby tam zająć się nierozstawionymi jeszcze dekoracjami. Robił to w gruncie rzeczy mechanicznie; machał różdżką bez większego zaangażowania, pozwalając, aby pamięć ciała zrobiła swoje. Nie pierwszy raz pomagał przy organizacji takich przyjęć, więc ręce same wiedziały co robić, jakie naczynie postawić gdzie, a w które miejsce przesunąć wazon ze świeżo ściętymi kwiatami. Dopiero pytanie siostry, które padło nieco później wyrwało z marazmu. — Nie...? — zaprzeczył powolii, lustrując siostrę czujnym spojrzeniem. Coś go zdradziło, czy to po prostu ona była za bystra? Uniósł pytająco brwi, starając się podkreślić, że nie wie, o co chodzi. To była zbyt długa historia i co najgorsze, wiele wskazywało, że niedokończona. Nie chciał obarczać tym siostry. — A ty... Chcesz o czymś porozmawiać? — Skrócił dzielącą ich odległość o kilka kroków. — Może nie sypiam zbyt dobrze od ostatniej pełni i snuję się jak ghoul, ale... Ty też masz sporo na głowie. Jeśli czegoś potrzebujesz, to pomogę. Czy to wystarczy, aby odciągnąć uwagę jego siostry? Poniekąd powiedział jej prawdę: nie sypiał dobrze i termin poniekąd zbiegał się z lipcową pełnią. Inna sprawa, że akurat tym razem wilkołak gnieżdżący się na co dzień w jego duszy nie był głównym źródłem kłopotów, a ta ludzka strona Erika. Poza tym... Może powinien czuć się zmartwiony tym, jak się zachowywała Brenna? Bądź co bądź, taki tryb życia mógł wykończyć każdego. Praca, codziennie obowiązki, służba w Zakonie, a Dumbledore w końcu obdarzył ją sporym zaufaniem. Byli tylko ludźmi, nawet jeśli bardzo chcieli udawać, że nie mieli żadnych limitów i ograniczeń. |