![]() |
|
[noc z 14 na 15 lipca, 1972] Wiecznie żywy | Felix, The Little Fox - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [noc z 14 na 15 lipca, 1972] Wiecznie żywy | Felix, The Little Fox (/showthread.php?tid=2695) |
[noc z 14 na 15 lipca, 1972] Wiecznie żywy | Felix, The Little Fox - Felix Bell - 15.02.2024 Scenariusz Tej nocy spali w przyczepie Elaine. Nie było to niczym dziwnym, wszak Felix często spał obok przyjaciółki, jeżeli ta tego potrzebowała. Dzisiejsza noc nie różniła się od innych nocy - spokojnych, poprzedzonych długim czytaniem na głos i rozmowami, przeplatanymi śmiechem. Jak zwykle młody Bell czytał do momentu, w którym Elaine nie zasnęła. Zwykle kalkulował to tak, by dziewczyna mogła pogrążyć się we śnie jeszcze przed nim. Sam nie wiedział czemu tak weszło mu to w krew - to oraz delikatne całowanie jej w czoło, gdy myśli powoli odpływały w kierunku krainy snów. Krainy snów... To ona była problemem, chociaż jeszcze nie zdawali sobie z tego sprawy. Gdy otworzył oczy, a przynajmniej tak mu się wydawało, nie znajdował się już w przyczepie. Był na lotnisku, w jednej dłoni ściskając walizkę, a w drugiej - dłoń przyjaciółki. Był zmieszany, bo nie pamiętał, co się działo. Ostatnie co pamiętał to zasypianie u jej boku, praktycznie w jej objęciach, a teraz byli przy terminalu, czekając na swoją kolej. Problem w tym, że nie pamiętał, by mieli wybierać się na wycieczkę: a na pewno nie samolotem! Co z cyrkiem, co z resztą rodziny? I gdzie, do cholery, miał bilety? Niepewny tego, co się wokół niego działo, puścił rękę dziewczyny i zaczął grzebać po kieszeniach. Drugim problemem był fakt, że lotnisko było tak cholernie jasne, że aż raziło w oczy. I było puste. Nie było tu obsługi, nie było innych pasażerów. Nie było tu nikogo - nawet dźwięki, które wydawali, wydawały się nienaturalnie głośne i jakby spod wody. - Elaine? - szepnął, bojąc się naruszyć tę dziwną, niematerialną granicę, którą wyczuwał ale której nie potrafił sklasyfikować. - Gdzie my jesteśmy? RE: [noc z 14 na 15 lipca, 1972] Wiecznie żywy | Felix, The Little Fox - The Little Fox - 15.02.2024 Była wykończona, prosiła Felixa, aby nauczył ją czytać i ta nauka była cholernie mozolna. Nawet w pewnym momencie się popłakała, gdy zaczęła mylić dwie podobne do siebie literki. Ćwiczyli na książkach kucharskich, bo to jej się dobrze kojarzyło, a gdy Felix zwracał jej uwagę, że czyta z pamięci to czuła się jak największy debil na świecie. W końcu poprosiła o przerwę, aby to on jej coś poczytał. Ubrała swoją różową piżamę, która składała się z koszulki na cienkim ramiączku i spodenek, które sięgały jej niżej pośladków. Wsunęła się pod kołdrę, przytuliła do niego, zamknęła oczy i słuchała jego kojącego głosu, który sprawiał, że znużenie dopadło ją zdecydowanie szybciej. ྾ ྾ ྾
Strach. To poczuła, gdy otworzyła oczy na lotnisku trzymana za rękę przez obcego jej mężczyznę. W sumie nie do końca obcego, bo jeszcze kilka chwil temu zamordował jej chłopaka. Patrzyła na niego z niedowierzaniem. Chyba miał jakieś zaniki pamięci, sama Elaine wiedziała, że chwilę temu chciał ją zabrać do samolotu. Zacisnęła mocniej dłoń na jego własnej dłoni czując, że to jedyna rzecz, która była jej znajoma, ale nie wiedziała dlaczego. Mniej znajome było to, że była ona cholernie zimna w porównaniu do jej własnej, która była ciepła. – Na lotnisku – odparła patrząc na niego i marszcząc mocno brwi – Miałeś zabrać mnie w bezpieczne miejsce – dodałaś jeszcze rozglądając się nerwowo po okolicy. – Ale coś się… schrzaniło, nie pamiętam… – dodałaś patrząc na jego bladą twarz. Była jej znajoma, ale dlaczego? RE: [noc z 14 na 15 lipca, 1972] Wiecznie żywy | Felix, The Little Fox - Felix Bell - 18.02.2024 Felix zdecydowanie miał zaniki pamięci. Nie pamiętał jak się tu znaleźli i po co byli na lotnisku, jednak nie to było najbardziej niepokojące. Lotnisko było opuszczone, ale wyglądało tak, jakby stało się to przed kilkoma minutami, a nie przed miesiącami. Światła nadal się paliły, drażniąc oczy i powodując ich łzawienie, przez co musiał na chwilę opuścić wzrok i przymknąć powieki, by odgonić uporczywe pieczenie, wyciskające łzy. Gdzieś w tle słyszał szum, być może taśmy bagażowej? Albo innego mugolskiego urządzenia, które miało ułatwić obsłudze pracę. - Widzę, że na lotnisku - odpowiedział, na chwilę ogniskując wzrok na ich splecionych dłoniach. Kiedy zdążyła się przebrać z piżamy? I kiedy on zdążył się przebrać? - To nie wygląda na bezpieczne miejsce. Powiedział, rozglądając się. W teorii było tu bezpiecznie, ale odczuwał wewnętrzny niepokój i sam nie wiedział dlaczego. Czy to możliwe, że odczuwał strach przez to, że nie było wokół ludzi? Być może - wiedział jednak, że cokolwiek by się nie działo, to nie mógł puścić dłoni przyjaciółki. Przyjaciółki, którą kochał i dla której był gotów zrobić wszystko. Dlatego teraz pociągnął ją lekko w swoją stronę, a gestem głowy wskazał na odległy, pusty terminal. - Chodź, rozejrzymy się - mówił cicho, ale mimo to jego słowa niosły się echem po hali. Nieśmiało ruszył do przodu, kręcąc głową na wszystkie strony, mając nadzieję że kogoś dostrzeże. Ale nie - nikogo nie dostrzegł. Zaczynało go gnieść w dołku, przejmujący niepokój sprawiał, że zaczynał się pocić. A może i nie? Spojrzał ponownie na swoją rękę. Była cholernie blada, na dodatek sucha jak pieprz. - Co ja robię ze swoim życiem? Jestem taki blady. To chyba stres. Powiedział, unosząc lekko rękę, lecz nie puścił dłoni przyjaciółki. Obiecał sobie, że będzie ją trzymał bez względu na wszystko - jakby bał się, że gdy tylko ja puści, to Elainie zniknie, rozpłynie się w powietrzu. RE: [noc z 14 na 15 lipca, 1972] Wiecznie żywy | Felix, The Little Fox - The Little Fox - 28.03.2024 Wyglądało na to, że chłopak ją znał, a ona nie była w stanie sobie przypomnieć o co chodziło. Jak w jakimś głupim śnie, gdzie rzeczywistość zaciera się z koszmarami i musisz wytężyć umysł do granic możliwości, aby uświadomić sobie, że wcale nie musisz uciekać przed potworami, bo one nie istnieją. Elaine nigdy nie była mądrą osobą, była bystra, spostrzegawcza, ale totalnie głupiutka i naiwna. Wytężenie umysłu w takim miejscu graniczyło z cudem. Nawet nie pamiętała, że zasypiała w jego ramionach, że uczyła się czytać i pisać. Jej mózg tworzył nową rzeczywistość, do której chciała się dostosować, bo tak było łatwiej. – Jesteś martwy – mruknęła wbrew woli zaciskając na jego dłoni swoją własną. Była taka zimna i blada, ale nie była też pewna, czy to działo się naprawdę. Dostrzegła w oddali jakiś ruch, a w jej sercu zamajaczył strach, obawa, lęk. Jak wtedy, gdy masz uczucie bycia śledzony podczas wracania późno do swojego domu. Uczucie minie, gdy wrócisz w swoje ciepłe, domowe progi. – Ktoś się zbliża, chyba powinniśmy się schować – kierowało nią przeczucie. Nie była świadoma tego, czy miało ono rację bytu, więc pociągnęła niezgrabnie chłopaka w stronę jakiegoś korytarza. RE: [noc z 14 na 15 lipca, 1972] Wiecznie żywy | Felix, The Little Fox - Felix Bell - 29.03.2024 Felix zamrugał, jakby nie do końca rozumiejąc, co dziewczyna ma na myśli. Martwy? Przecież chodził, mówił i chyba oddychał? Dla pewności położył wolną dłoń na swojej klatce piersiowej. Czy to był odruch, czy może naprawdę napełniał płuca powietrzem? Nie, nie mógł być martwy. Był sobą, był Felixem, a obok miał swoją ukochaną Elaine i ściskał jej dłoń, żeby mu się nie zgubiła w nieznanym środowisku. Czy gdyby był martwy, to czułby stające powoli dęba włoski na karku? Czy czułby w ogóle cokolwiek? Chłód, miłość, potrzebę opiekowania się dziewczyną? Nie, nie mógł być martwy. Odmawiał uznania słów Lisicy - nie mógł być martwy. Nie i koniec. Nie wierzył jej, ale nie czuł gniewu na fakt, że w jego opinii go okłamała. Po prostu się pomyliła. On też pewnie by się pomylił, w końcu był taki blady i czuł takie potworne zimno. Chciał już otworzyć usta, by zaprzeczyć, ale nagle Elaine zmieniła temat. Ktoś się zbliża. Też to czuł. Dał się więc pociągnąć w stronę korytarza. Zostawił już tę cholerną walizkę, nie będzie przecież z nią biegł. Miał tylko wrażenie, że ich kroki i głosy odbijały się okropnie głośnym echem w pustym hallu lotniska. - Może powinniśmy zapytać tego kogoś o to, co tu się dzieje? - szepnął, przyciskając plecy do ściany. Korytarz był cholernie długi i nie miał żadnych drzwi, za którymi mogli się skryć, ale były za to ustawione jedna na drugiej walizki. Spoczywały spokojnie na wózku z kółkami, zupełnie tak, jakby ktoś przed chwilą go pchał, bo chciał wydostać się z kraju. Kiwnął głową w tamtym kierunku i lekko popchnął dziewczynę, dając znać, by kucnęła za walizkami. Sam miał zamiar robić to samo. Skoro wolała się ukryć, to nie będzie oponował. Wierzył w jej instynkt bardziej niż w swój. Zwłaszcza, że kroki które słyszeli, były dziwne. Jakby szurające. Jakby ktoś powoli powłóczył stopami. I się zbliżały - ostrożnie, metodycznie, w ich stronę. Felix wstrzymał oddech i zdał sobie sprawę, że wcale nie musiał go wstrzymywać. Może naprawdę był martwy? |