![]() |
|
[ 19.06.1972 ] – Lew zakochał się w jagnięciu - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122) +--- Wątek: [ 19.06.1972 ] – Lew zakochał się w jagnięciu (/showthread.php?tid=2698) |
[ 19.06.1972 ] – Lew zakochał się w jagnięciu - Kim Skamander - 15.02.2024 Kim Skamander & Astaroth Yaxley
Zmierzch | Leśna Polana Było już późno, ale nie zraziło mnie to przed zorganizowaniem nam randki. Może i oficjalnie nigdy nie byliśmy w związku, ale czułam, że potrzebowaliśmy chwili wytchnienia, więc nic nie szkodziło nam wsiąść na mój motocykl i wybrać się na leśną polanę, aby spędzić tam razem czas. Miałam nadzieję, że Astaroth był w dobrym nastroju i nie czuł się wkurzony tym, że zmusiłam go do wybrania się ze mną na ten wypad. Potrzebowałam z nim spędzić czas trochę inaczej niż na dawaniu mu swojej krwi. Nie żebym narzekała, ale czasami to nie było przyjemne, więc chwila wytchnienia była nam teraz potrzebna. Na niebie świeciły gwiazdy, czasami po nim przesunęły się leniwie chmury, bo mimo wszystko nadal byliśmy w nieszczęsnej Anglii, a tu pogoda zmieniała się jak humor zgorzkniałej babuszki. W końcu zaparkowałam na leśnym miejscu do zostawiania pojazdów, zakluczyłam i wyjęłam z mini bagażnika torbę, w której miałam kocyk i trochę jedzenia (dla mnie oczywiście). Spojrzała na Yaxleya mrużąc oczy i przyglądając się mu uważniej. Był w tym miejscu jeszcze bardziej bledszy niż w domu. Westchnęła ciężko i złapałam jego zimną dłoń. Mój przyjaciel trup, którego kochałam. To jak jagnię zakochane w lwie, nie? Nie mówiłam takich rzeczy głośno, bo bałam się, że to zepsuje nasz układ, że on nie będzie chciał już przebywać w moim otoczeniu. W końcu ja miałam się zestarzeć, a on już był martwy, więc nigdy nie umrze. Patos! – Na co masz ochotę? – zapytałam zerkając na niego z ukosa. – Chwilę posiedzimy na polanie, a potem pójdziemy do pubu, co? Mam ochotę na dobre piwo – wymruczałam z zadowoleniem wspinając się po dzikiej ścieżce w głąb lasu. RE: [ 19.06.1972 ] – Lew zakochał się w jagnięciu - Astaroth Yaxley - 21.02.2024 Dałem się namówić na piknik na leśnej polanie, bo brzmiało to niewinnie oraz nieinwazyjnie, na dodatek ruszało mnie z domu, a nie chciałem by wraz ze mną gniła w nim Kimi. Tak, nie chciałem jej ograniczać przez swoją przypadłość, a też może poczuć się bardziej, hmm, żywym, tylko że ten czar świetnego pomysłu prysł, kiedy zsiadłem z motoru i spojrzałem, cóż, w mrok. To zakrawało o nieźle mroczny żart, że przyjechaliśmy piknikować do lasu po zmroku. Jeszcze bardziej śmieszne było to, że Kimi jako żywy człowiek zabrała na piknik wampira do lasu po zmroku. Przetarłem brodę swoją dłonią, jakby głęboko się nad czymś zastanawiając i właściwie wpatrując się w ten niebezpieczny obrazek przed nami. Majestatycznie. Sztuka sama w sobie. Jak z makabreski. Wyjęty. - Zakładając, że przeżyjesz piknik w ciemnym lesie o północy, to... chyba faktycznie dobre piwo będzie dla ciebie odpowiednią nagrodą. Już nawet się poświęcę, z tobą tam pójdę. Do tego baru. Ale to żeby bronić innych przed twoim towarzystwem, Skamander - stwierdziłem, jednak ostatecznie się rozpogadzając i stukając ją lekko w bok, ale tak żeby jednak trochę się zakołysała na tych swoich kaczych nóżkach. Dokuczałem jej. Była urocza, a jak się burzyła to jeszcze bardziej. Nie miałem zielonego pojęcia, co ona miała w tej swojej głowie, że nie bała się takich rzeczy. Wzięła i ruszyła w ciemny las roześmiana. Właściwie, to zadawałem sobie to pytanie za każdym możliwym razem, kiedy robiła coś właśnie tak niewyobrażalnego... I musiałem sobie po raz enty powtórzyć, że wcale nie byłem lepszy, bo jednak szedłem za nią w to bagno. - Nie wiem, co mógłbym chcieć porobić w ciemnym lesie... Hmm... Możemy zapolować na jakąś smaczną ofiarę. Dla mnie, rzecz jasna. Może trafią nam się zagubieni wędrowcy o smaku lasu? Zapachu, właściwie. Albo, hmm, pograć w baseball konarami? - zapytałem, schylając się i biorąc jeden z kijów w rękę. Dosyć potężna gałąź. Jakbym tak zdzielił Kim w czerep... to pewnie by mi oddała dziesięciokrotnie. Kultury mi zabrakło by ponieść jej torbę, ale przypomniałem sobie o niej, biorąc ją pod uwagę jako potencjalną piłkę. Albo mogliśmy ją po prostu wyczarować? Tylko że to byłoby zbyt proste. - Mogliśmy wtedy dłużej zostać w Ameryce... Bill z Gregorym obiecali mi mecz baseballa, a teraz tak szybko nie postawię tam nogi - zauważyłem z lekkim żalem, nieco narzekałem. Wszelkie plany wakacyjne diabli wzięli i teraz pozostały mi pikniki w ciemnym lesie. Miałem ochotę obnażyć zęby i postraszyć nieco Kimi, ale obawiałem się, że tylko bym się nakręcił na krew. Tak się to mogło skończyć. - Na pewno dobrze idziemy? - zapytałem ją, bo sam osobiście nie wertowałem mapy. Może jeszcze trafi nam zabłądzić? Kiedyś musiał być ten pierwszy raz w towarzystwie Kim. Nie mogła być chodzącym kompasem. Czy mogła? RE: [ 19.06.1972 ] – Lew zakochał się w jagnięciu - Kim Skamander - 28.03.2024 Słysząc jego słowa uśmiechnęłam się szeroko. Czyli miał dobry humor. Pacnęłam go w ramię z pięści i wywróciłam oczami. Wyciągnęłam przed siebie różdżkę, aby przyświecić sobie w drodze i nie wpaść w jakieś krzaki, ale znając moje szczęście – prędzej, czy później, o coś się na pewno potknę. Należałam do osób pechowych, bywałam w wielu różnych miejscach i wiele osób poznałam, zawsze pakowałam się w kłopoty, natrafiałam na pechowe sytuacje, a czasami nawet jak los dał to i potknęłam się o własny cień. – Oh, daj spokój, dobrze wiem, że kochasz moje towarzystwo. Beze mnie twoje życie byłoby nudne i szare – odparłam idąc w stronę miejsca, które kiedyś pokazał mi mój ojciec. Była to niewielka polana z kwiatami i kolorowymi krzewami na skraju. Nie zdawałam sobie sprawy, że moje luźne podejście do życia było dla niektórych osób zagadkowe i niezrozumiałe. Astaroth zawsze towarzyszył mi w moich przygodach, akceptował moje pomysły i rzadko słyszałam od niego narzekania (zazwyczaj je ignorowałam, więc moja wiedza na ten temat może być odrobinę zakrzywiona). – Y… nie – odparłam unosząc jedną brew ku górze, gdy zaproponował polowanie. – Nie ma polowań na mojej warcie. Idziemy na piknik milordzie – przyglądałam się mu jak wymachuje kijem niczym pałką do baseballa i w sumie to nie był głupi pomysł. – Możemy zaczarować kamień, aby wyglądał jak piłka, a konary jak kije – rzuciłam luźno rozglądając się dookoła i szukając odpowiedniej drogi. Moje zawahanie trwało krótko, bo doskonale wiedziałam dokąd idę. Nie było miejsca, w którym mogłabym się zgubić. Czasami byłam jak żywy kompas. Spojrzałam na niego wymownie, gdy zadał mi pytanie o drogę. Chyba nie musiałam nic mówić, bo moje oczy mówiły za siebie. Wręcz mógł usłyszeć moje spojrzenie. Wiedziałam, że on wiedział, że ja się nie gubię. Tak, mogę potknąć się o konar i rozwalić kolano, ale nie zgubię drogi choćby ktoś mnie o to błagał. – Tak, idziemy dobrze – dodałam jakby nie zrozumiał mojego spojrzenia i po kilku chwilach byliśmy na miejscu. Wyciągnęłam z torby kocyk i rzuciłam go prosto w moją wampirzą miłość. Nadal nie potrafiłam pogodzić się z tym kim się stał, nadal mnie bolało, że był martwy, że nie będzie nam dane się razem zestarzeć. RE: [ 19.06.1972 ] – Lew zakochał się w jagnięciu - Astaroth Yaxley - 29.03.2024 Oczywiście, że się nie zgubiła. Nie byłaby sobą, gdyby nie dotarła w zamierzone miejsce. Zawiodłem się...? Nie, raczej poczułem odrobinę bardziej bezpiecznie, skoro bywały rzeczy w tym leśnym mroku, które byliśmy w stanie kontrolować. Z drugiej strony, co będzie jeśli oboje się rozdzielimy i pogubimy w lesie. Właściwie, to kiedy sam się zgubię w lesie. Bez niej. Czy wtedy Kimi będzie w stanie mnie odnaleźć z tym swoim szóstym kompasowym zmysłem? Albo... Czy prędzej ja ją odnajdę,bo mi zacznie pachnieć późną kolacją? To drugie było, rzecz jasna, przypierdoleniem się do mojego aktualnego stanu. Może martwy byłem i musiałem pić krew, ale za wiele profitów z tego nie miałem. Chyba żadnych, oprócz wiecznej młodości... Ale skoro nie mogłem za bardzo szaleć, to co mi było po tej wiecznej młodości? Kim zakazała polowań, mój tateł to już w ogóle, a ja to wszystko na dobrą sprawę pieczętowałem po stokroć, więc miałem z tego jedynie same niedogodności. I cholernie dużo czasu, kiedy nie mogłem zasnąć. Odrzuciłem konar na razie na bok. Najpierw może niech Kim coś zje, bo z reguły za mało jadała, a ja, cóż, mogłem poczekać z głupimi zabawami o północy. Konary nagle nie dostanę nóg i nam nie zwieją, więc wskazałem na jej rzeczy nieeleganckim paluchem. - Najpierw piknik, a potem pomyślimy o baseballu. Znowu migasz się od jedzenia, a jednak musisz coś jeść, żeby mieć siłę aby odbijać i łapać piłkę - zauważyłem, choć sam już nie byłem pewien, czy lepiej zostawać tu dłużej niż to warte. Miałem złe przeczucia, poza tym Kimi znowu głupio się upierała przy tym pikniku, jakby serio myślała, że mogę żyć jak normalny człowiek. Żyć! Phi, dobre sobie. Nic nie zrewanżuje mi meczu baseballu z chłopakami ze Stanów, a nasze bezpieczeństwo... A przynajmniej bezpieczeństwo Kim było priorytetem. Może właśnie dlatego mój wzrok co chwila czujnie przeczesywał okolicę. Można by pomyśleć, że łowca zawsze był na służbie, ale to było aktualnie moje przewrażliwienie. - A czy jak zaczarujemy kamień w piłkę, to nie nabijemy sobie guzów? - zapytałem głupkowato, żeby jednak po raz kolejny wyluzować atmosferę panującą w moim wnętrzu. To może podchodziło już pod lekką panikę, mimo że przecież Kim potrafiła pierdolnąć lepiej niż ja, jeśli zachodziła taka potrzeba... Ale z kolei wiedzieliśmy oboje, że bywała miliard razy bardziej nieostrożna niż ja. Przynajmniej ostatnimi czasy, odkąd natychmiastowo wydoroślałem i przestałem - powiedzmy, że przestałem - robić głupie rzeczy. - Czasami... nachodzi mnie taka myśl, że on znowu wychyli się zza jakiejś ściany albo krzewów i mnie dorwie po raz drugi - przyznałem zamyślony nieco, patrząc przed siebie. Zaraz jednak zacisnąłem wargi i wziąłem torbę od Kim. Niech rozkłada ten piknik. RE: [ 19.06.1972 ] – Lew zakochał się w jagnięciu - Kim Skamander - 29.04.2024 Chciałam, aby Asek czuł się normalnie chociaż w moim towarzystwie, aby przy mnie zapominał o byciu krwiopijcą. W końcu ja nigdy nie będę czuć wobec niego strach. Kochałam go i tak miało zostać już do dnia mojej ostateczności. Gdy wspomniał o jedzeniu wywróciłam tylko oczami i parsknęłam pod nosem. Zaczesałam moje bujne włosy do tyłu, ale nic to nie dało – z powrotem wróciły na swoje miejsce. Te moje loki żyły swoim życiem. Pewnie jakbym umarła i została wampirem to moje włosy nadal byłyby jedynym żywym pierwiastkiem w mojej osobie. W końcu dotarliśmy na miejsce i zabrałam się za rozścielanie kocyka. Zagoniłam przy tym też Aska do roboty, aby mi pomógł. Wyjęłam z koszyka butelkę, czerwonego, półsłodkiego wina, które podałam Astarothowi, aby je otworzył i dwie lampki. Do tego dwie kanapki dla mnie i jakieś drobne przekąski. Asek raczej nie potrzebował przekąsek, w pewnym sensie już tu była dla niego takowa, a mianowicie ja! Hihi. – A będziesz mi celować kamienną piłką w głowę? – zmrużyłam oczy przyglądając się mu – Kochanie, ja bez nokautów jestem łatwa – parsknęłam śmiechem i wgryzłam się w kanapkę, aby nasycić swój głód i nabrać sił jak to mawiał mój wampirzy przyjaciel. Zerknęłam na niego, gdy spoważniał. Lubiłam, gdy się uzewnętrzniał. Potrafiłam wtedy całym sercem pochłaniać jego troski. Chciałabym być taką gąbeczką na jego zmartwienia, aby stawał się od nich suchy i nie musiał tak bardzo cierpieć. Złapałam jego dłoń i zacisnęłam na niej swoje palce. – Nie – odparłam krótko – nie pozwolę na to – dodałam wiedząc, że nie weźmie tych słów na poważnie. – Złapiemy go jakoś, na pewno – odparłam i przysunęłam się do niego bliżej – teraz o tym nie myśl, napijmy się wina, chyba możesz nie? – położyłam dłoń na jego udzie, aby spojrzał na mnie. RE: [ 19.06.1972 ] – Lew zakochał się w jagnięciu - Astaroth Yaxley - 30.04.2024 Nie wziąłem jej słów na poważnie. Co mogła taka drobna i beztroska istota, jaką była Kimi, w obliczu tego niewyobrażalnego zła w postaci wampira, który mnie przemienił? Zaatakował, wyssał i tym samym przemienił w wampira. Wciąż czułem ten ból, tę niemoc, ten krzyk, krzyczałem, kiedy gwałtem rozrywał mi szyję. Potem to podłe... umykanie życia, jakbym odpływał, hen!, daleko, a na koniec nic. Zamknąłem oczy i osunąłem się w mrok. Myślałem, że to był koniec. Tak byłoby pewnie lepiej, mniej kłopotliwie i niebezpiecznie. - Nawet tak nie mów! - rzuciłem do niej, siadając na rozłożonym kocu i wpatrując się w nią. Celowanie kamienną piłką w jej głowę nasuwało mi tylko i wyłącznie jedno skojarzenie. Aż w tej nostalgii wziąłem i wyciągnąłem rękę przed siebie by dłonią dotknąć jej czoła, pogładzić je kciukiem. Gdybym uderzył kamieniem w jej głowę, polałaby się KREW. Tak, krew. - Nie mów o rzucaniu w ciebie kamieniami, bo o walkach z wampirami wręcz zakazuję ci myśleć! - wyjaśniłem, puszczając ją chwilowo wolno, bo zająłem się otwieraniem butelki i nalewaniem jej zawartości do kieliszków. Kieliszki to była dla mnie fanaberia, bo przecież mogliśmy pić wino z butelki jak za dawnych dobrych czasów. Uniosłem kieliszek, ale miałem kompletną pustkę w głowie, jeśli chodziło o toast. Bardziej w tym przypadku liczyłem na spontaniczną Kimi. Ona zawsze miała „dobre” pomysły. Patrzyłem w jej oczy, szukając w nich pomocy, ale widziałem w nich beztroskę. Jak zwykle! Nie uszło mojej uwadze, że właśnie trzymała dłoń na moim udzie. Pewnie kiedyś już próbowałbym się do niej dobierać, jeszcze za nim wzięliśmy pierwsze łyki wina, ale teraz? Teraz ta sytuacja pachniała mi kompletnie innymi klimatami. Przysunąłem się bliżej, bo przy odrobinie szczęścia, będę miał coś znacznie bardziej doskonalszego niż wykwintne wino. - To wino pachnie obłędnie, ale... Ale Ty... Twój zapach jest dla mnie jak narkotyk... Jak ulubiony gatunek heroiny... - wymruczałem do niej, właściwie to się trochę łasząc jak ten kot. Tylko że koty nie chciały wyżłopać twojej krwi, bo im smakowała życiem. - Wiesz, że ja zawsze bardzo chętnie...? - Chętnie wgryzę się w twoją rękę, a najchętniej w twoją szyję. To co, że mógł nas tu ktoś najść... Choć w środku lasu o północy...? Nie, nie było opcji! Więc tym bardziej kusiło mnie do złego. Byłem już tak blisko swoimi ustami, że cmoknąłem ją w policzek. Koniec sesji
|