Secrets of London
[11.06.72] Szczur na pokładzie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [11.06.72] Szczur na pokładzie (/showthread.php?tid=2712)

Strony: 1 2


[11.06.72] Szczur na pokładzie - Louvain Lestrange - 17.02.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Louvain Lestrange - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Zgodnie z zapowiedzią nadesłaną do Nicholasa, zjawił się u progu mieszkania Rudolfa na 2 kwadranse przed wchodem słońca. Właściwie oboje z jego towarzyszy mieszkali na tej samej ulicy, więc nie przewidywał żadnych problemów logistycznych. Nie uprzedzał o niczym kuzyna, bo cała sprawa rozwijała się dość szybko. Jeszcze kilkanaście godzin wcześniej, Czarny Pan przedłożył jemu, Nicholasowi oraz Bellatrix na ich ręce misje rewizji stosunków jakie Alanna utrzymywała z organizacją, delikatnie mówiąc. Oczywiście chodziło o odnalezienie zdrajczyni i zaciągnięcie przed oblicze Najwyższego, by ten własną różdżką wymierzył sprawiedliwość niewiernej. Nie spodziewał się, że zastaną ją osobiście w jej mieszkaniu, to graniczyłoby z cudem. Niemniej jednak by natrafić na jej trop, musieli sprawdzić każdą możliwą poszlakę. Nie było zbyt wiele czasu do stracenia, bowiem według słów Lorda Voldemorta mieszkanie Carrow miało spłonąć 9 czerwca. Dlatego im szybciej się za to zabiorą, tym większa szansa, że znajdą coś czego Brygada Uderzeniowa nie zdążyła zabezpieczyć, lub to co być może przeoczyła.

Nie teleportował się prosto do mieszkania kuzyna, bowiem szanował jego prywatność przynajmniej do tego stopnia. Grzecznie poczekał, aż wpuści go do środka, po wcześniejszym zapukaniu do jego drzwi, rzecz jasna. Rudolf na tym etapie mógł już się domyślać, że gdyby nie chodziło o coś bardzo ważnego, nie zakłócałby jego spokoju o tak nieludzkiej porze. Na zewnątrz panował jeszcze półmrok, ale mieli odrobinę czasu by łagodnie wprowadzić się w temat.

- Poczekamy, aż zjawi się Papilio, nie chcę się powtarzać z planem. - wyjaśnił zdawkowo, uśmiechając się zadziornie. Jak gdyby nigdy nic, sam poczęstował się szklaneczką whisky i przysiadł na fotelu. - Chodzi o sprawę szczura, który uciekł z naszego okrętu... - delektując się procentowym poczęstunkiem, pokusił się na drobny eufemizm. - Musimy przeszukać mieszkanie Allany Carrow, licząc że znajdziemy tam coś więcej, niż dyżur Brygady Uderzeniowej. - dopełnił w końcu, tego małego streszczenia planu jaki przygotował dla niego, oraz trzeciego zamieszanego na ten cudowny poranek. Chyba nie musiał dodawać, że oczekuje wsparcia swojego kuzyna w tej sprawie i nie mówi mu tego tylko po to żeby się pochwalić.




RE: [11.06.72] Szczur na pokładzie - Rodolphus Lestrange - 17.02.2024

Rodolphus nie został wezwany na zebranie - nie wiedział więc, co dokładnie tam się wydarzyło. Zauważył jednak nieobecność Bellatrix w nocy, gdy się przebudził. Dopasował jej zniknięcie do swoich przypuszczeń i porzucił temat, przyjmując do wiadomości fakt, że najwyraźniej miała coś pilnego do załatwienia, że nie wróciła nad ranem. Sam wrócił spać, ale wstał wcześnie, jak zwykle zresztą - być może odrobinę wcześniej niż zwykle. Od lat miał stały tryb dobowy, odrobinę obecnie zaburzony przez inne zobowiązania, które wymagały od niego działania nocą. To był między innymi jeden z powodów, dla których musiał zażywać eliksiry nasenne - by móc wyregulować rytm, zegar wewnętrzny. Inaczej nie byłby w stanie funkcjonować na tak wysokich obrotach, na których funkcjonował na co dzień.

Pukania do drzwi się nie spodziewał, szczególnie nie o tak wczesnej porze. A już z pewnością nie spodziewał się kuzyna, którego ujrzał w drzwiach. Wpuścił go jednak do środka, nie siląc się na zbędną grzeczność czy na przesłuchiwanie w drzwiach: po pierwsze to było niegrzeczne, a po drugie ściany miały uszy. Rodolphus zamknął drzwi, decydując się nie rzucać zaklęć zabezpieczających, skoro spodziewali się kogoś jeszcze.
- Dzień dobry tobie też - powiedział, przeciągając tę scenę odrobinę, by zyskać na czasie. Kuzyn wszedł tu jak do siebie i zaczął wydawać polecenia, na starcie zdradzając pseudonim jednego ze śmierciożerców. Rodolphus nie był głupi i szybko połączył fakty: czyżby pojawiło się drobne przetasowanie w strukturze organizacji? Albo być może Mistrz zdradził jego tożsamość? Któraś z tych opcji na pewno wchodziła w grę. Nie miał zamiaru protestować czy się jeżyć: przyjął do wiadomości fakt, że Louvain wiedział więcej od niego i zapewne powierzono mu zadanie, które we trójkę mieli wykonać, a ujawnienie się było koniecznością. W odpowiedzi na zadziorny uśmiech i poczęstowanie się alkoholem, młodszy Lestrange uniósł brew, lecz nie powiedział nic. Nie jego rolą było uświadamianie kuzynowi, że alkohol szkodzi, a poza tym picie z rana to nie był dobry pomysł, szczególnie jeżeli mieli dzisiaj do wykonania zadanie. Westchnął tylko, przechodząc do drugiego fotela. Jego mieszkanie było surowe, nie było tu żadnych personalnych rzeczy, które ociepliłyby wnętrze: dominowały tu ciemne drewno, głęboka zieleń i czerń. Dwa fotele w salonie ustawione były naprzeciwko siebie, przedzielone stolikiem kawowy. Z boku stała niska ława, a przy niej kanapa w tak samo czarnym kolorze, do kompletu. Za nią barek, z którego Rodolphus nigdy praktycznie nie korzystał, ale z którego skorzystał Louvain.

Nie chciał dopytywać o szczegóły dopóki trzeci ze śmierciożerców się tu nie zjawi, usiadł więc w fotelu obok w milczeniu. Jednak dobrze byłoby wiedzieć, czy szukali czegoś szczególnego, czy po prostu mają sprawdzić, czy BUM przegapiło pewne wskazówki, które dla nich mogły się okazać bezcenne w znalezieniu Carrow. Ciała nie znaleziono, z tego co czytał, a mieszkanie zostało spalone, więc szanse że znajdą cokolwiek były bliskie zeru. Ale skoro mieli się upewnić, to nie miał zamiaru protestować - był tu od wykonywania rozkazów, nie ich kwestionowania.


RE: [11.06.72] Szczur na pokładzie - Nicholas Travers - 18.02.2024

Tuż po zebraniu, kiedy Martes dał znać, że odezwie się w sprawie zlecenia od Czarnego Pana, Nicholas postanowił wrócić do swojego domu. Tam z kolei dokończył swoje sprawy, jakimi się zajmował. Na noc jednak wrócił do mieszkania. Co by bliżej mieć do pracy z rana. Spać, nie bardzo mu się udawało. Eliksiru nie brał. Przemęczył się tę noc, zasypiając bardziej na czuja, czy budząc co jakiś czas. Może czekał na wiadomość? Sprawa Alanny Carrow była jakby świeża. Nie mogła czekać, w przeciwnym wypadku zdrajczyni im daleko ucieknie. Jeśli, w ogóle żyje.

Już w nocy przebudziło Nicholasa skrzeczenie sowy. Udał się do pomieszczenia, gdzie przebywały i zobaczył jakąś z listem. Odebrał a zwierzę puścił wolno. Wiadomość, jaką przeczytał, mówiła wszystko. Adres podany na miejsce spotkania nie był trudny do zapamiętania. Ledwie parę kroków dalej. Skoro wiedział już, gdzie i kiedy Martes będzie na niego czekać, Nicholas postanowił spróbować dospać te kilka godzin. Zaś wcześnie rano, pilnując czas, ogarnął się na tyle dobrze, aby zjawić na miejscu jakieś pięć minut po Martesie.

Opuszczając swoje mieszkanie, po odpowiednim zamknięciu i zabezpieczeniu, nie używając teleportacji, gdyż miał blisko, zjawił się przed drzwiami pod wskazany adres. Zapukał. Jeżeli drzwi zostały mu otwarte, skinął głową znanemu mu gospodarzowi. W końcu z Rodolphusem pracowali w Departamencie Tajemnic, choć inne komnaty badań. Zaskoczeniem było to, że Martes zorganizował spotkanie akurat tutaj. Dostrzegając jego obecność, również się przywitał. Travers tradycyjnie ubrany był w czerń. Choć wziął ze sobą szatę, nie był pewny, czy będzie potrzebna.




RE: [11.06.72] Szczur na pokładzie - Louvain Lestrange - 22.02.2024

Na wymiany uprzejmości i sprostowania w rodzinnym gronie jeszcze przyjdzie odpowiednia pora. Jasne, że Rodolphus mógł być zaskoczony tym jak bez zbędnych ogródek Louvain po prostu postawił go przed faktem dokonanym. Właściwie to nie minęła nawet doba od namaszczenia Lou przez Czarnego Pana na swoją lewą rękę. Większość śmierciożerców nawet nie wiedziała rezultatach przetasowania w hierarchii organizacji, przynajmniej między wierszami mógł dać mu do zrozumienia co jest na rzeczy. Na pocieszenie może tylko rzecz, że co w rodzinie to nie zginie.

Nieco oszczędny w słowach kuzyn, ale nie mógł go winić. Była cholernie wczesna pora, a w dodatku, oczywiście w formie żartu, Louvain testował jego cierpliwość, samemu korzystając z dobrodziejstw jego mieszkania. Wiedział o jego natręctwach i dziwactwie co do alkoholu, więc widząc, że trzyma karafkę wyłącznie dla gości, lub tylko do wystroju, nie omieszkał z nie skorzystać. A kilka łyków procentów przed akcją pomoże pobudzić organizm do działania. A gdy Nicholas pojawił się już w wyznaczonym punkcie zbiórki, którym stało się mieszkanie Rudolfa, ukłonił mu się grzecznie, odstawiając na bok swoją szklankę z poczęstunkiem. Wiedział, że Nicholas był obecny przy tym kiedy Lord Voldemort wyraził swoją wolę co do zdrajczyni, więc nie musiał powtarzać mu po co tutaj właściwie się zebrali. Pora przejść do konkretów.

- Mieszkanie Carrow zostało zabezpieczone przez Departament Magicznych Wypadków, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że ktoś ze służb pilnuje miejsca zdarzenia. - zaczął, kiedy gentlemeńskie uprzejmości mieli już za sobą. - Dlatego zanim tam wkroczymy, warto dowiedzieć się ilu brygadzistów zostało przydzielonych do czuwania. Myślę, że eksterioryzacja jak najbardziej się do tego nada. Czy są tu odpowiednie do tego warunki? - ostatnie pytanie skierował rzecz jasna w stronę Nicholasa. Zdawał sobie sprawę, że wymieniona umiejętność potrzebuje odpowiedniego przygotowania.

- Potrzebny będzie też odpowiedni kamuflaż. - tym razem z nieśmiałym uśmiechem przerzucił wzrok na Rodolphusa - Myślę, że pod postacią brygadzistów unikniemy dekonspiracji przynajmniej w pierwszej chwili spotkania ze służbami. Dodatkowo, element zaskoczenia zadziała na naszą korzyść w przypadku konfrontacji bezpośredniej. Zdolności odziedziczone przez Rolpha po rodzie Potterów, mogły dać im kluczową przewagę w tym konkretnym zadaniu. - Gdyby w trakcie pacyfikacji mundurowych miało dojść do nieprzewidzianych sytuacji, nie zostawiamy rannych na groźbę aresztowania. W razie wypadku, przez teleportację wspólną, zapewnię nam awaryjną ewakuację. - dokończył tłumaczenie swojego planu towarzyszą, krzyżując ręce za sobą na swoich plecach. - Pytania? - dorzucił jeszcze grzecznościowo, by upewnić się że śmierciożercy dobrze zrozumieli to co im przekazał. Plan nie był skomplikowany, więc nie powinno dojść do żadnych nieścisłości.




RE: [11.06.72] Szczur na pokładzie - Rodolphus Lestrange - 22.02.2024

Gdy usłyszał kolejne pukanie do drzwi, zdusił westchnięcie. Tak, kuzyn postawił go w niewygodnym położeniu, robiąc z jego mieszkania jakąś bazę wypadową, miejsce spotkań. W teorii powinni się spotkać w Kromlechu, lecz Lestrange podejrzewał, że istniały jakieś przesłanki do tego, by Louvain działał w taki a nie inny sposób. Być może z pewnych względów nie mogli się tam spotkać, być może zaistniały jakieś okoliczności, wymuszające ujawnienie przed nimi swojej tożsamości. Nie wiedział - mógł tylko gdybać, nie brał bowiem udziału w spotkaniu. Jedynym śmierciożercą, o którym do tej pory wiedział, była Bellatrix i to tylko i wyłącznie dlatego, że razem, ramię w ramię, działali w kierunku uzyskania mrocznego znaku. O Traversie nie wiedział - więc gdy wpuścił go do środka, przekrzywił lekko głowę z zaciekawieniem, wlepiając swoje szare tęczówki w jego sylwetkę. Nie odezwał się jednak, bo nie lubił trzepać ozorem po próżnicy. Nie był w stanie jednak ukryć lekkiego uniesienia brwi, gdy przepuszczał Nicholasa. Kto by się spodziewał.

Rodolphus odstąpił mu fotel, jeśli ten chciał - sam by usiadł na kanapie naprzeciwko. Przeniósł wzrok z jednego na drugiego, a potem skupił wzrok na kuzynie. Ani trochę nie wierzył w jego nieśmiały uśmiech, którym go obdarzył. Zbyt wiele ich łączyło, by dał się na to nabrać. Jego i Louvaina oraz Louvain i Lorettę, która ostatnio wpadła w jego ramiona, przyćpana, ledwo przytomna. Wiedział oczywiście, że bliźniacy mogli być diametralnie różni, lecz znał tę dwójkę na tyle by wiedzieć, że słodkie słówka i nieśmiałe uśmieszki były tylko na pokaz. Gdy starszy Lestrange wykładał im plan, Rodolphus przeniósł wzrok za okno. Było jeszcze ciemno, lecz powoli noc ustępowała miejsce szarości.
- Zmiana wyglądu i transmutacja ubrań da wam chwilę - odezwał się w końcu, bo jego zaklęcia były trwałe. Później będzie musiał doprowadzić ich twarze do porządku. - Sam nie zmienię swojej tożsamości, ale mogę pod postacią węża wślizgnąć się do środka. Być może wyczuję coś, co brygadziści przeoczyli.
A być może nie. To była loteria, a Rodolphus nie lubił loterii. Wiedział jednak, że średnio mają jakiekolwiek inne wyjście. Dobrze, że chociaż mieli plan, bo Lestrange nienawidził działać bez planu. Zamyślił się - szukali czegokolwiek, igły w stogu siana, która być może w ogóle nie istniała. Przeniósł wzrok na Nicholasa, bo on sam pytań nie miał. I tak działali na ślepo, a plan Lou będzie musiał być odpowiednio modyfikowany. Podejrzewał, że na pewno ktoś będzie strzegł mieszkania, bo w innym przypadku byłoby to za proste - a życie nie lubiło być proste.


RE: [11.06.72] Szczur na pokładzie - Nicholas Travers - 27.02.2024

Również i Nicholas był zaskoczony, lekko, że to akurat z Rodolphusem będą współpracować i że on też jest śmierciożercą. Na ten temat sobie, kiedy indziej porozmawiają, ale to był w sumie też dobry znak, że tożsamość swoją poznali. W razie problemów, to i w Departamencie Tajemnic by mogli sobie jakoś pomóc. Kryć się wzajemnie. Teraz Travers przybył tutaj z polecenia drugiego Lestrange’a. Nie bez powodu musiał wybrać ten adres.

Nicholas zajął wolne miejsce, choćby ten wskazany zwolniony fotel, jaki odstąpił mu Rodolphus. Miło z jego strony, z takiej gościnności. Wysłuchał planu Louvaina, zauważając, że poruszył kwestię jego umiejętności Eksterioryzacji, wyuczonej z dziedziny nekromancji. Nicholas nie chwalił się z tym na lewo i prawo, trzymając to w sobie jako swojego asa. Lecz co innego, gdy należało się do klubu Spectrum, chciało się przećwiczyć gdzieś, z kimś takie umiejętności. Do tego klubu należał także starszy z dwójki Lestrange. Nicholas rozejrzał się po pomieszczeniu, wstał po chwili, aby podejść do okna i rozejrzeć się po ulicy okolicy. Mimo iż było jeszcze ciemno, latarnie rozświetlały ulice.

- Podejrzewam, że nie bez powodu wybrałeś jego mieszkanie. Im bliżej miejsca zdarzenia, tym lepiej dla mnie. Jaki jest adres?
Odpowiedział na pytanie, zadając także swoje. Kierując się na powrót do wcześniej zajmowanego fotela, ale nie usiadł. Jeżeli Louvain zdecyduje mu się pokazać lub przedstawić lokalizację spalonego mieszkania panny Carrow, Nicholasowi znacznie lepiej ułatwi jego odszukanie i oszacowanie zabezpieczenia. Liczby patrolujących czarodziei z Ministerstwa, wspomnianego wydziału. Udanie się w konkretne miejsce, pod postacią astralną, oszczędziłoby im czasu. A im bliżej, tym lepszy zasięg. Nie chciał za bardzo oddalać się od swojego ciała, gdyby coś poszło nie tak.

Przy czym, dowiedzieli się także, że nie tylko mieszkanie było ważną lokalizacją zbiórki, ale i chodziło o umiejętności Rodolphusa. Zmiana kamuflażu. Nie zostawianie rannych, na wypadek jakiegoś niepowodzenia.

- Dodatkowa obecność Rodolphusa, nawet jako obserwatora byłaby pomocna.
Travers zgodził się na ten plan. Ryzykowali, ale we współpracy, w zespole powinni dać sobie radę. Nim jednak zdecydował się przejść do uaktywnienia swojej umiejętności, analizował plan w głowie.
- Pytania pewnie się znajdą, jak ocenię sytuację na miejscu.
Stwierdził Nicholas. Po czym spojrzał na gospodarza mieszkania.
- Mogę skorzystać z sypialni?
Zapytał. Na użycie Eksterioryzacji potrzebował dobrego podłoża, aby jego ciało mogło odpocząć, gdyż pozostanie nieruszane, jako pusta skorupa. A jego ciało mentalne zwane też inaczej duszą, przemieści się gdzieś indziej. Póki Ci dwaj tutaj byli, nie czuł zagrożenia. Nie powinien.



RE: [11.06.72] Szczur na pokładzie - Louvain Lestrange - 28.02.2024

Tak się złożyło, że Rudolf swoje lokum posiadał najbliżej miejsca akcji, a zważając na to, że Louvain miał już wcześniej zaplanowane, aby nakłonić Nicholasa do skorzystania z jego umiejętności podróży astralnej. Dlatego jeszcze raz, będzie kuzyn musiał mu to wybaczyć, albo opierdolić za to w innym czasie. To też był dość ciekawy aspekt, że wraz z nową funkcją zostało mu przekazane sporo informacji o pozostałych członkach organizacji. On sam wcześniej znał tożsamość kilku z śmierciożerców i wiedział jakie personalia kryją się za tymi pseudonimami. Wiedział, że mroczny znak zdobi przedramię jego siostry Loretty, ale to chyba nikogo nie zdziwi, ale wiedział też o swoich przyjaciołach ze szkolnych jak Stanley, czy Anthony. Tak się złożyło, że większość z bandy Borgina trafiła pod "strzechę" Kromlechu i wspólnie działali w imię Czarnego Pana.

A przychodząc w umówione miejsce z prywatną tożsamością, przynajmniej mogli wiedzieć komu będą musieli zaufać, lub na odwrót. Nie posądzał nikogo o wiarołomność, ale ludzie ze strachu robili przeróżne głupstwa, a gdyby miało się zdarzyć tak, że nie wszyscy wrócą z dzisiejszej misji, reszta będzie wiedzieć kto prawdopodobnie stał się kapusiem, a nie tylko jego pseudonim. Można powiedzieć, że w ten sposób poniekąd "trzymali się za jaja", co by nikomu nie przyszło do głowy wygadania się BUM-owcą zbyt bardzo, w razie totalnego niepowodzenia.

- Tak, tamto mieszkanie znajduje się w niedalekiej okolicy. Proszę, tutaj adres. - odpowiedział Traversowi wręczając mu kartkę z adresem, którą wcześniej dostał od samego Voldemorta. Dalej pokiwał tylko twierdząco głową na odpowiedź kuzyna. Przemknięcie pod postacią węża powinno wystarczyć, oby tylko wiedział kiedy powinien wkroczyć do akcji. Stanął nieopodal okna, obserwując okolicę, bo nic innego niż poczekać, aż Nicholas skończy swoją robotę im nie pozostało.




RE: [11.06.72] Szczur na pokładzie - Rodolphus Lestrange - 28.02.2024

Być może niektóre osoby z organizacji by tego nie pochwaliły, ale Lestrange nie zamierzał zostawiać nikogo za sobą. Nie tylko dlatego, że miał przed sobą kuzyna i drugiego Niewymownego - ale też dlatego, że jeżeli ktokolwiek schwytałby śmierciożercę, mógłby zmusić go do mówienia. Znali swoją tożsamość, nie mogli ryzykować wpadki. Przecież pozostawienie kogokolwiek za sobą było tak durne, że nawet nie chciał myśleć o tym, że ktoś kiedyś mógł wpaść na podobny pomysł. Tu nie chodziło o jakieś więzy, braterstwo czy inne uczucia a o wspólną sprawę i jej bezpieczeństwo. Byli cienkimi ogniwami łańcucha, gdy pęknie jedno: posypią się kolejne.

Rodolphus zerknął na Nicholasa i powoli kiwnął głową, wskazując dłonią odpowiednie drzwi. Nie miał zamiaru go odprowadzać i przykrywać kołdrą, Nick był dużym chłopcem, a on nie zamykał pokojów na klucz. Przeniósł spojrzenie z powrotem na kuzyna, gdy Travers wszedł do sypialni. Milczał, wpatrując się w jego plecy. Przynajmniej darował sobie picie, tyle dobrze. Powinien mu pogratulować? Być może, ale nie zrobił tego. Przyjął do wiadomości fakt, że Louvain jest w tej chwili wyżej w hierarchii, co mu w ogóle nie przeszkadzało. Był tylko małym trybikiem w machinie - nie miało dla niego znaczenia kto aktualnie przyjmował na siebie największe ciśnienie, byle by tylko ta osoba była kompetentna. Czy Mistrz słusznie zrobił, zrzucając ze stołka Mulcibera? Być może nie, ale nie jego rolą było kwestionowanie tej decyzji. Dobrze, że na jego miejsce wszedł od razu ktoś, kto w oczach Rodolphusa nie był skończonym idiotą. Czekał w milczeniu, siedząc na kanapie. Jego palce przesuwały się po materiale jednej z poduszek niemal odruchowo, gdy automatycznie układał w głowie kilka planów. Zmodyfikuje je odpowiednio, gdy Travers skończy i przekaże im to, czego się dowiedział. Ale zarys musiał powstać w jego głowie już teraz, na wypadek gdyby coś poszło nie tak i trzeba było całkowicie zmienić założenia.


RE: [11.06.72] Szczur na pokładzie - Nicholas Travers - 01.03.2024

Sam Nicholas znał co najmniej kilku śmierciożerców osobiście, co także ułatwiało drogę komunikacji, wzajemnego wsparcia, udzielania pomocy i współpracy. Teraz z kolei niespodziewanie poznał obu panów Lestrange, którzy pracują także w Ministerstwie Magii, a z jednym z nich, dzieli zawodowo nawet ten sam Departament.

Odebrał od Louvaina adres, napisany na tej kartce, jaką przekazał mu Czarny Pan. Pozwolił sobie wziąć na czas wykonania Eksterioryzacji. Rodolphusowi podziękował za wskazanie kierunku do sypialni, zatem aby nie tracić czasu, udał się tam. Zamknął za sobą drzwi. Potrzebował wyciszonego pomieszczenia, gdzie musi się na prawdę skupić, aby przejść w stan astralny. Rozejrzał się jeszcze, nie decydując na zapalanie jakiegokolwiek światła. A jeżeli pomieszczenie było oświetlone, postanowił pozostawić je w półmroku. Zaklęciami można było dokonywać cudów. Wziął głęboki wdech i wydech. ”Bierzmy się do roboty.” – rzekł do siebie w myślach. Kartkę z adresem na razie schował do kieszeni. Zdjął buty i usiadł na łóżku. Po chwili, położył się gapiąc w sufit. Zamknął oczy, aby się wyciszyć. Brał głębokie wdechy i wydechy. Musiał wejść w stan głębokiej relaksacji. W trans. Powtarzał sobie ustalone dla siebie afirmacje. Musiał doprowadzić się do głębokiego wyciszenia wewnętrznego. Koledzy musieli dać mu na to nieco czasu. Uzbroić się w cierpliwość. Będąc świadomym tego, że będzie musiał z tego dzisiaj skorzystać, nie bez powodu widocznie tej nocy za wiele nie spał, a więcej czuwał.

Kiedy czuł, że osiągnął ten stan duchowy. Eksterioryzacja się powiodła. Że jego dusza opuściła ciało. Otworzył oczy będąc w postaci astralnej, znajdując na Alei Horyzontalnej. To tutaj chciał się znaleźć. Tutaj się znalazł. Pamiętając co miał zrobić, gdzie się udać. Spojrzał na swoje dłonie, rozejrzał po otoczeniu, aby zarejestrować, w której części Alei się znalazł. Dostrzegł znajome kamienice. Swoją, Lestrange’a. Udał się tam, gdyż niedaleko powinna być ta, gdzie spalone zostało mieszkanie Alanny Carrow. Nikt go nie widział. Nikt najpewniej nie wyczuwał jego obecności. Mimo to, zachowywał ostrożność. W świecie czarodziejskim nie trudno o bycie wykrytym przez jakiegoś ezoteryka, wróżbitę czy innego znawcę w tych dziedzinach.

Co go na miejscu zaskoczyło to, że nie dostrzegał nikogo pilnującego zniszczonego przez pożar mieszkania. Miejsce było co prawda zabezpieczone taśmami. Ale czy zaklęciami także? Nie miał pojęcia. Tego w tej postaci nie sprawdzi. Nikogo tutaj nie było, nikt nie sprawował fizycznego nadzoru. Kompletna ruina z mieszkania niestrzeżona. Jakby wszystko spłonęło doszczętnie? Albo uprzątnęli porządnie. Wszedł tam, nie naruszając niczego. W postaci astralnej, nie mógł i tak niczego dotknąć. Rozejrzał się pobieżnie, a następnie wychodząc, rozejrzał się na zewnątrz. Żadnego patrolu? Zmarszczył brwi. Czy coś mógł przeoczyć? Czy możliwe, że tę sprawę potraktowano jako nic wartego uwagi, skoro nikt nie zginął? Nic więcej tu nie zdziała. Nie w tej postaci. Musiał wrócić teraz do siebie. Do swojego ciała. Zamknął oczy. Skoncentrował się mocno. A następnie, otworzył już będą w swoim ludzkim naczyniu. Znajomy sufit. Powoli podniósł się do siadu, przetarł oczy i nasadę nosową. Zsunął nogi z łóżka. Analizował to co widział. Ubrał buty. Wstał i wyszedł z sypialni.

Spojrzał na Rodolphusa, po czym na Louvaina. Wyjął z kieszeni kartkę z adresem i oddał młodszemu Lestrange’owi. Następnie zajął wolny fotel.

- Mieszkanie jest spalone. Puste. Wejście zabezpieczone taśmami. Ale, nikogo nie zauważyłem. Nikt nie pilnuje tego miejsca. Nie jestem wstanie powiedzieć, czy zabezpieczyli to miejsce dodatkowo zaklęciami czy nie.
Opowiedział im co widział. Patrząc z jednego na drugiego, choć dłużej zatrzymując wzrok na Martesie. Mogła to być pułapka. Ale też i nie. Nicholasowi przeszło przez myśl, że jeżeli nie chcą niczego naruszać, można byłoby pozwolić wejść tam Rodolphusowi w postaci węża. Tylko i tutaj istniało ryzyko, czy to się powiedzie. Co zrobią ostatecznie, decyzja należała do Louvaina. Czy ich plan wymaga w tej chwili poprawek?



RE: [11.06.72] Szczur na pokładzie - Louvain Lestrange - 02.03.2024

Tak długo jak nie było to niezbędne dla wykonania zadania, Lou nie widział palącej potrzeby ryzykowania wolnością, zarówno swoją, lub swoich towarzyszy. Czarny Pan domagał się doprowadzenia wiarołamczyni przed własne oblicze sprawiedliwości(chociaż w kwestii życia, lub śmierci Alanny pozostawił im wolny wybór), ale te kilka ziarenek własnego osądu, które pozostawało w rozsądku Lestranga mimo wszystko podpowiadało, że nie warto ryzykować wyroku dla szczura, który jako pierwszy uciekł z pokładu statku. A statek ten wcale nie zamierzał zatonąć, przeciwnie, on dopiero nabierał wiatru w żagle. W ostateczności, w najgorszym scenariuszu weźmie odpowiedzialność za niepowodzenie zadania na własne plecy. Bo Louvainowi sodówka jeszcze nie odbiła do głowy, pomimo nowej rangi, nie uważał się za lepszego, ani swoim towarzyszy za gorszych od siebie. W taki sposób nie zjedna sobie ludzi, nawet jeśli głównym narzędziem do utrzymania dyscypliny w organizacji był strach.

- Wyśmienicie. - spuentował, kiedy Nicholas wrócił do nich z rozeznania. W normalnych okolicznościach spalone mieszkania nie dostają całodobowej, osobistej ochrony, jednak to nie były normalne okoliczności. Alanna to już była mroczna sługa, która posiadała sporo niewygodnej dla organizacji wiedzy, dlatego musieli zakładać z góry wszelkie niedogodności i dochować niezbędnych środków bezpieczeństwa. - W takim wypadku wejdziesz z nami, ale weź ze sobą chociaż maskę. - po krótkiej chwili namysłu, zwrócił się do kuzyna w pierwszej kolejności. - I nie rezygnujemy z kamuflażu, wciąż mogą trafić się postronni świadkowie. Drobna korekta planu, przynajmniej zyskali dodatkową parę oczu i właściwie kończyn też. Szkoda, że Vipera nie mógł zastosować swoich zdolności również na sobie, ale każda umiejętność miała jakieś swojego ograniczenia. Gdyby poszło coś nie tak, przynajmniej maska ochroni jego facjatę przed trafieniem na afisze z rysopisem poszukiwanego.

A kiedy przygotowania można było uznać za gotowe, odezwał się do towarzyszy, już w swoim nowym fizys. - Zabiorę nas pod adres, chwyćcie mnie za ramię. I kiedy tak zrobili, Louvain skupił się na teleportacji wspólnej, by zabrać ich prosto przed drzwi mieszkania oklejonego taśmą.