Secrets of London
[08.08.72. Tropem przepowiedni. Sen] Przejdź przez lustro - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Pokój Życzeń (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=117)
+---- Dział: Sny (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=116)
+---- Wątek: [08.08.72. Tropem przepowiedni. Sen] Przejdź przez lustro (/showthread.php?tid=2733)



[08.08.72. Tropem przepowiedni. Sen] Przejdź przez lustro - Bard Beedle - 19.02.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Bajarz IV
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Tropem przepowiedni. Sesja główna
Sesję prowadzi Brenna L.

*
Jeden wpada w ciemność i ciemność go pożera.
*

Morpheus Longbottom był sam, w ciemnościach Departamentu Tajemnic.
Było tu ciemno – jeszcze ciemniej niż zapamiętał. Znał jednak to miejsce doskonale, to była Komnata Przepowiedni, a konkretnie ta jej część, w której składowano w szklanych kulach przepowiednie, które jeszcze się nie wypełniły. Po obu stronach długiego, wąskiego korytarza, ciągnęły się regały, sięgające niemal do sufitu, na których leżały opisane kule, w których zamknięto słowa…
…nie.
Żadne kule nie leżały na regałach.
A gdy Morpheus zrobił krok, pod jego butem zachrzęściło szkło.
Szkło leżało wzdłuż całego korytarza, setki, tysiące rozbitych przepowiedni. Jakby coś przewinęło się przez tę salę niby huragan, zmiotło je wszystkie z półek, sprawiło, że na zawsze zostały utracone. I Morpheus całym sobą nagle poczuł, że to coś wciąż tu jest. Skrywa się gdzieś w ciemności.
Że…
…wybrało sobie jego?
Spośród kogo…?
Chciało go pożreć.
Nie pamiętał dokładnie, jak tutaj trafił, nie był pewien, co się stało, ale gdzieś w głowie majaczyło mu wspomnienie pobrużdżonej zmarszczkami twarzy, wyblakłych oczu i przepitego głosu mężczyzny, który w domu nad morskim brzegiem ostrzegał go… przed czymś.
Ciemność za nim zaczęła gęstnieć, tak straszna, że prawie przybierała materialną postać.
A może właśnie tak było?

Rzut na percepcję – skojarzenie, że coś jest nie tak

Tura do godziny 20 - 23.02.


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni. Sen] Przejdź przez lustro - Morpheus Longbottom - 19.02.2024

Morpheus głównie teleportował się z miejsca na miejsce, uważając to za najbardziej efektywny środek transportu, dlatego nagła zmiana otoczenia nie spowodowała u niego zawrotu głowy czy też zdziwienia, a mózg samoistnie próbował dopełnić lukę w czasoprzestrzeni urwaną myślą, o nagłym wezwaniu na miejsce pracy. Niemal zaczął spieszyć się do swojego biurka, szukając swojego przełożonego, gdy usłyszał chrzęst szkła pod nogami. Umysł najpierw nie zarejestrował tego, że półki były puste. Dopiero po chwili wiedza wbiła się w umysł Morpheusa, niczym ostrze do lobotomii w mózg. Ból rozpoczął się w Trzecim Oku, a rozszedł po ciele, fantomowy ból straty i strachu, bo profeta patrzył na jeden ze swoich największych lęków.

Kryształowy koszmar rozciągał się przed nim, jak dywan potępienia, najpiękniejszy, migoczący mętnym światłem czarnych pomieszczeń Departamentu, jak śnieg, jak brokat. Schylił się i zgarnął w garść szkło, rozbite łzy Apollina, które były tak bardzo prawdziwe. Zacisnął na nich dłoń, chcąc poczuć ból, poczuć krew. Ból go uziemiał, ból dawał mu przyjemność. Ból był znajomym przyjacielem.

Nie wolno się bać, pomyślał, lecz słyszał nie swój głos, a głos swojego ojca. Wyciągnął swoją różdżkę i rozświetlił mrok znajomych korytarzy, szukając kogokolwiek, żywych i umarłych. Coś było nie tak, coś musiało być nie tak...  Strach zabija umysł.

Coś chciało go pożreć. Baranek boży, wybrany na rzeź, ukochane jagnię ofiarne. Czy dlatego chciał iść na Wyspę? Zjeżyły mu się na karku włoski, gdy zaczął się rozglądać za tym, co inne, odmienne, nieprawdziwe. Coś nie pasowało do układanki. Brenna mówiła, że jest synem swojej matki. Ale był też synem swojego ojca. Jego szorstkie dłonie również kształtowały tę glinę. Nadal był jednak synem swojej matki. Więc wieszczył, sięgał po krwawiące oko.

Wiem, że mnie szukasz. Objaw mi się więc — powiedział szeptem, niemal pieszczotliwie. Nie był odważny, ale miał ból.




RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni. Sen] Przejdź przez lustro - Bard Beedle - 21.02.2024

Wszystko wyglądało tak bardzo realnie.
Dobrze znane mu półki. Podłoga, po której chodził setki razy, przemierzając tę salę. Nawet napisy – gdyby się im przyjrzał – informujące, o kim traktują przepowiednie, byłyby znajome. Rozpoznałby niektóre imiona, miejsca, w których stały te przepowiednie, które szczególnie go zainteresowały. Szkło pod butami miało dokładnie taki dźwięk, jaki rozbrzmiewałby, gdyby Morpheus naprawdę po nim chodził.
Ból też zdawał się realny. Nie obudził go jednak.
I realna była ciemność.
Nikt nie odpowiedział na wyzwanie rzucone w mrok. Może dlatego, że ten mrok nie miał kształtu, jaki mógłby objawić profecie. Nie było tutaj ludzi ani demonów (czy takie w ogóle istniały?), nie było żadnych bogów, tylko podobno tajemnicza broń, która miała w sobie ciemność – ale której śladu nie dostrzegli w sali, która znajdowała się w sercu podziemi i do której zaprowadziły ich wszystkie tropy – groza bez imienia i dawno rzucone zaklęcia. Czary, które być może miały zagwarantować, że ta broń pozostanie ukryta i nie wpadnie w niepowołane ręce… a może że nie straci swojej mocy? Że będzie tutaj czekała aż kiedyś zostanie wykorzystana?
Zdawało się mu, że powietrze wokół niego staje się gęściejsze. Że ciemność owija się wokół niego.
Morpheus nie był pewien, co ma zrobić – ale mógł wiedzieć jedno: na pewno nie mógł po prostu stać, bo ta ciemność go pochłonie. Wiedział, że byli tutaj aby znaleźć jakąś broń i że znalazł się tutaj zapewne w ramach jakiegoś mechanizmu obronnego.
Musiał znaleźć albo sposób na to, aby się obudzić, albo broń, po którą przyszli.
A błysk szkła przypomniał mu butelki w chacie Charona i ostatnią wiadomość, jaką wieszcz nabazgrał na kawałku papieru tuż przed swoją śmierć.
Przejdź przez lustro.
A może tym, co powinien znaleźć, było właśnie zwierciadło.

Odpis do godzina 20, 25.02


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni. Sen] Przejdź przez lustro - Morpheus Longbottom - 22.02.2024

Ciemność narastała tak jak poczucie zagrożenia. Krew i ból w dłoni pozwalały mu nie panikować. W końcu nie takie rzeczy działy się w Departamencie Tajemnic, przecież to wiedział, nawet jeśli strach obejmował go swoimi długimi palcami, pokazując mu to, czego bał się najbardziej. Musiał przestać myśleć o tym, co mroczne, a mieć w duszy radość, nadzieję. Tym ciemność nie może się pożywić, tak sobie przynajmniej racjonalizował. Życie Morpheusa było sztormem od momentu, gdy się urodził z darem jasnowidzenia, dlaczego miałby bać się wichury?

Przejdź przez lustro. Przejdź. Przez. Lustro. Przejdź przez lustro, przejdź przez lustro, przejdź przez lustro. Przejdźprzezlustro. Przejdźprzezlustro. Przejdźprzezlustro. Przejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustro.

Dla wielu Departament Tajemnic był labiryntem, pułapką w pułapce, ale nie dla niego. On znał mapę, schematy komnat, przestawień, wszystko, czego potrzebował, tkwiło w jego głowie, a on tutaj był od myślenia. Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Gdzie mogło być lustro? Zaczął biec, szkło chrupało pod jego butami, iskry przeszłości w tym, co miało być przyszłością. Grawery, nazwy, biegł ku wyjściu, zaciskając rękę na reszcie przepowiedni. Zaglądał między półki, szukając wyjścia. Szukał lustra. Kierował się ku centrum Departamentu Tajemnic, gdzie korytarz wskazywał różne komnaty. Wyciągał macki swojego jasnowidzenia, bez zwykłej dla siebie delikatności, musiał wiedzieć, co dalej. Gdzie najlepiej ukryć lustro? Komnata Artefaktów? Nie nazbyt oczywiste?

Niczym Jaś z bajki o czarownicy z domku z piernika, oznaczał swoją ścieżkę krwią, dotykał zakrwawionymi palcami półek, które już ominął, żeby zobaczyć, czy się nie wraca, aby się nie zapętlić.




RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni. Sen] Przejdź przez lustro - Bard Beedle - 24.02.2024

Co kryje się w ciemnościach?
To nie tak, że zawsze były to potwory, strachy i złe rzeczy. Potrzeba mroku, by zobaczyć gwiazdy. Potrzeba ciemności, by poznać światło. Ludzie lękali się ciemności od wieków, bo nie mogli dostrzec w niej zagrożenia – bo noc była czasem drapieżników. Bo nie potrafili jej przejrzeć.
Ciemność skrywa tajemnice, a ludzie nie lubili nierozwiązanych zagadek.
Nie każda ciemność była zła, ale ta tutaj owszem. Czy to dlatego broń miała być wypełniona ciemnością…? Czy zwrócono ją właśnie przeciwko niemu?
Morpheus doskonale znał rozkład Departamentu Tajemnic – poza gabinetami, główne sale tworzyły swego rodzaju labirynt, drzwi do nich wiodące z przedsionka potrafiły się poruszać, by utrudnić niepowołanym odnalezienie się. Była doskonale mu znana Komnata Przepowiedni, wypełniona szklanymi kulami, przez którą teraz biegł i Komnata Czasu, pełna zegarów, w której chętnie by go swego czasu widziano. Komnata Śmierci, której pracowników często unikano, niekiedy nawet pośród Niewymownych, z łukiem, zza którego dobiegały przedziwne szepty, Komnata Planet, wypełniona gwiazdami, i Komnata Miłości – przez niektórych uważana za najbardziej bezużyteczną, przez innych zaś za najbardziej tajemniczą.
W żadnej z tych komnat nie było lustra.
Ale to był jego sen.
Przejdź przez lustro, przejdź przez lustro, przejdź przez lustro, dźwięczało mu w głowie, i gdy biegł pośród korytarzy Komnaty Przepowiedni, ścigany przez ciemność, szkło pękające pod jego stopami zaczęło się unosić. Coraz więcej i coraz więcej, aż w końcu z głośnym trzaskiem połączyło się, tworząc lustro: nierówne, popękane, pokryte setkami rys, pozbawione ramy. Zwierciadło stworzone ze zniszczonych przepowiedni.
Morpheus widział w nim swoje odbicie, nierówne, powykrzywiane.
I ciemność, która zdawała się kłębić gdzieś na dnie lustra – po drugiej stronie.

Odpis do: 28.02, godzina 20.


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni. Sen] Przejdź przez lustro - Morpheus Longbottom - 25.02.2024

Lustereczko, powiedz przecie, któż jest najpotężniejszym jasnowidzem w świecie?

Lustra nader często pojawiały się ostatnio w jego życiu, zaczynając od pułapki czasu i przestrzeni, która go oślepiła i odebrała możliwość widzenia, zakrwawiła policzki szkarłatem, przez wylosowane małe lustereczko, jako prezent na potańcówce, objaw chciwości oraz ciekawości, będący małym psztyczkiem w nos. Oczywiście, ostatnie słowa Charona. Przejdź przez lustro.

Tak wielu uważało, że to objaw znieczulicy, aby kochać i śmiać się w czasie wojny, ale on był nastolatkiem, gdy Nazistowskie bombowce latały nad Londynem i wiedział doskonale, że to nie jest ślepota i ignorancja. To staniecie prosto z brawurą w spojrzeniu, oko w oko ze złem. Wiemy, że nadchodzi śmierć, dlatego tańczymy. Dlatego tańczymy.

Zatrzymał się, gdy powołał do istnienia to, czego potrzebował i patrzył na kreację własnego umysłu. Na pokrzywiony obraz, niemal fraktali z jego rysów twarzy. Zupełnie jakby rozpadł się, aby sprawdzić, które fragmenty jego samego już nie pasują.

Przejdę przez lustro, a kiedy się obudzę — rozkazywał sam sobie szeptem. Rozkazywał przestrzeni. Bo nie tylko on był zamknięty we śnie z ciemnością, ciemność była zamknięta razem z nim. A on był szalony. — Kiedy przejdę, w mojej dłoni będzie bezpiecznie spoczywać broń, ktorej szukam. I to będzie prawdziwe. Obudzę się. I broń będzie razem ze mną.

Tyś panie,  jak gwiazda na niebie, ale Dolohov potężniejszy od Ciebie.

Tsk. Kłamstwo. Lustro nie powinno kłamać w tej bajce.

Spoglądanie w rozbitą taflę nie mogło mu dużo dać, ale napawało go pewnym komfortem analogii. Często patrzył na siebie, w rzeczywistości, jako przeszły-Morpheus i teraźniejszy-Morpheus. Czasami ciężko było powiedzieć, który jest który. Jego specyficzna relacja z czasozmieniaczem zmieniła biochemię jego umysłu, odmieniła percepcję w sposób, który nie był osiągalny dla nikogo innego. Wiedział tylko o jednej osobie, która wiedziała, jak Morpheus widzi świat, bo na jedną noc i jeden dzień zamieszkała w jego skórze.

Nie pytaj świata dokąd zmierza, bo nie daj Boże prawdę powie.

Wziął oddech, jakby miał się zanurzyć w wodę, aż zabolało, zacisnął szkła w dłoni dla otuchy, przygotował różdżkę i wszedł w lustro. Bez strachu, bo strach zabija duszę. Pozwolił mu przepłynąć przez niego i odejść. Już widział, co może mu się stać, może umrzeć. Nie był to najgorszy los, jaki widział. W przeciwieństwie zaś do Rodolphusa, wiedział, że jego będzie opłakiwać przynajmniej jedna osoba. Wkroczył w magię Charonowego polecenia z uśmiechem na twarzy.

Przywykł do ciemności, nawet jeśli był jedynie człowiekiem z krwi, kości i miłości.

Eli, Eli, lema sabachthani?




RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni. Sen] Przejdź przez lustro - Bard Beedle - 26.02.2024

Wiedział już, że śni. W snach, przynajmniej w teorii, człowieka nie mogła spotkać krzywda – chociaż niektóre przypadki w Anglii, do których doszło ostatnio, udowadniały, że to nie takie proste. Jeżeli jednak zaklęcie snu utrzymałoby się zbyt długo, to było jasne, że skończy jak Alistair. Jeśli to nie magia zabiła mężczyznę, zapewne zrobiło to po prostu to, że się nie obudził – organizm poddał się w końcu, z tej prostej przyczyny, że nie dostarczano mu wody.
Szklana powierzchnia ustąpiła pod dotykiem Morpheusa Longbottoma. Przeszedł przez lustro: zapadł w ciemność, ta jednak go nie pochłonęła. Nie obudził się wprawdzie, ale wciąż był żywy – znalazł się w miejscu, w którym otaczał go mrok, cisza, spokój. Być może była to senna kopia groty, do której zawędrowali na wyspie, która pojawiała się i znikała, nie mógł mieć jednak pewności, bo tutaj ciemność pozostawała nieprzenikniona, nienaruszona żadnym, nawet najsłabszym zaklęciem lumos.
Ciemność była najgęściejsza w jednym miejscu.
Trudno powiedzieć, czy Morpheus zobaczył to swoimi oczyma, Trzecim Okiem czy tylko przeczuwał, że coś tam jest, tak jak czasem we śnie wiesz, że coś cię ściga, chociaż tego nie widzisz. Był to nóż, o czarnej rękojeści. Gdyby wydobyć go z pochwy, zapewne okazałoby się, że i ostrze wykonano z ciemnego metalu – a może tylko ciemnym się stało pod wpływem rzuconych później na nie zaklęć. Longbottom nie pracował wprawdzie w Sali Artefaktów, i nie znał wszystkich jej sekretów, ale dość łatwo było Niewymownemu rozpoznać artefakt, w dodatku artefakt niebezpieczny. Z pewnością magiczny, i być może to on był źródłem zaklęcia, które zesłało na nich wszystkich przedziwne sny. Zdawał się być źródłem mroku, ten emanował z przedmiotu i pochłaniał wszystko dookoła.
Czy broń znajdowała się naprawdę tutaj, we śnie? A może tylko o niej śnił? Tego też nie mógł być pewien: żadna nowość dla kogoś z Departamentu Tajemnic, gdzie rozwiązanie jednej zagadki często oznaczało odnalezienie kilku innych. Gdzie każda odpowiedź przynosiła coraz więcej i więcej pytań.
Mógł ująć ją w dłoń, ale nie mógł obnażyć ostrza.
Tego ktoś z jego wiedzą i umiejętnościami mógł domyśleć się szybko (a może w tym śnie po prostu to rozumiał, może odpowiedź podsuwał mu jego talent?), że po prostu nie była przeznaczona dla jego ręki. Nie odrzucała go całkowicie, ale jego dusza była za mało spaczona, aby mógł faktycznie ją wykorzystać. Tego przedmiotu nie stworzono po to, by bronił czy służył dobrym celom – istniał ukształtowany przez czarną magię tylko po to, aby krzywdzić i niszczyć. I mógł służyć prawdziwie tylko komuś, kto tej krzywdy i zniszczenia autentycznie pragnął.

Odpis do: 1.03.


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni. Sen] Przejdź przez lustro - Morpheus Longbottom - 26.02.2024

Dorosły człowiek mógł wytrzymać średnio trzy dni bez wody. Tyle zapewne zajęło to w przypadku snu Alistaira. Morpheus jednak nawet gdyby byłby bardziej wysportowany, miał dużo mniej czasu. Codziennie walczył z krwią, która zmieniała się kwas, pożerając jego wnętrzności i spalając ciało w okrutnym cierpieniu, przez niedostatek hormonów kontrolujących poziom cukru. Z każdym rokiem było gorzej, ale on już przyzwyczaił się do swojej choroby. Strzykawka z ampułkami zawsze znajdowała się w jego ekwipunku, tak samo jak kilka cukierków, gdyby jego cukier spadł zbyt mocno. Problemem nie był jednak brak zasobów, a fakt, że śni i musiał zakładać, że inni również, nawet jeśli Brenna i Erik wiedzieli, co muszą zrobić. Zgodnie z prawami w snach, domniemanymi i liczonymi z różnych teorii, czas we śnie powinien biec wolniej, niż w rzeczywistości, ale Longbottom znał się z czasem za dobrze, aby uznać to za fakt. Musiał zbudzić się ze snu, z czaru, z magii, która zabiła latarnika, zanim hipoglikemia wtrąci go w śpiączkę cukrzycową. Wtedy może już nigdy się nie obudzi.


Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy,
Starość u kresu dnia niech płonie, krwawi;
Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy.

Ostrożnie stąpał ku jądru ciemności, oczekując niemal jaja, a w nim mrocznego homunkulusa, unoszącego się w tej przestrzeni, antymaterię, epitom ciemności. Jednocześnie czuł się realnie, jak zwykle, oraz absolutnie nierealnie. Był w miejscu, gdzie nie było góry i dołu, nie było wschodu i zachodu, jak na początku świata, zanim cała materia rozsypała się i cała energia pękła, niczym skórka doskonale dojrzałej brzoskwini pod zębami bogów, tworząc wszechświat. Zupełnie, jakby znajdował się przed tym momentem, tak bardzo cofnął się w czasie, że teraz nasłuchiwał słowa, które miało wzbudzić kreację. Chciał usłyszeć boga. Może, może to właśnie on miał nim być? Stwórcą. Eli. Aton. Bóg Słońce.

Może świat został stworzony ze szkła przepowiedni oraz krwi Morpheusa Longbottoma? Z materii i przeznaczenia. Dlatego w ciele ludzkim znajdowały się te same składniki, co w ciałach gwiazd, w planetach, w Ziemi. Wypełnił grotę swoim własnym śmiechem, panicznym i bezbrzeżnie radosnym, jakby chciał swoją radością rozproszyć mrok. Wielokrotnie mówił, że bogowie byli szaleni; może tak było, bo on był szalony.


Szaleni słońce chwytający w locie,
Wasz śpiew radosny by mu trenem łzawym;
Nie wchodźcie cicho do tej dobrej nocy.

Mierzył się spojrzeniem z nożem, który emanował czernią tak gęstą, że oczy oszukiwały i doszukiwały się w niej bieli, jaśniejącej niczym otoczka, tworząc jego zarys. Serce w jego piersi dudniło, jak dzwon, który zapowiada koniec świata. Mało osób tak jak on rozumiało, że nie należało patrzeć na Departament Tajemnic komnatami, ponieważ one były nierozdzielne w sposób trudny do pojęcia; Morpheus uważał, że wielu samych Niewymownych nie rozumiało delikatnych połączeń pomiędzy wszystkimi dziedzinami. Artefaktów się nie dotyka, zbiera się je, zamyka i odstawia na półki. Nie tym razem jednak. Musiał pokonać wszelkie swoje instynkty, aby ująć w dłoń broń. Czuł jej opór, nie należała do niego, nie powinien jej dzierżyć, ale mógł. I nie zginął przy tym. Broń krwawiła w jego sercu mrokiem. Dzierżył mrok, ale ta potęga nie była dla niego. Musiał ją tylko ukryć przed poplecznikami Voldemorta.


Mędrcy, choć wiedzą, że ciemność w nich wkroczy -
Bo nie rozszczepią słowami błyskawic -
Nie wchodzą cicho do tej dobrej nocy.*

Objął mocno rękojeść długimi palcami i przyłożył nóż do swojej piersi, jakby chciał go przytulić. Musiał teraz tylko się obudzić. Jednym ze sposobów było zabicie się tutaj, ale czy to na pewno był sen? Nie mógł być tego pewien, a wbijanie w siebie samego, nawet z nałożoną pochwą, czegoś, co jest przesiąknięte mrokiem, nawet we śnie, nie jest dobrym pomysłem. Spojrzał na swoją dłoń, w którą wbite były fragmenty szkła, na krew, którą rozmazał na swojej różdżce. Ból również nie stanowił remedium, którego sprawi, że powróci do rzeczywistości. Zacisnął oczy. Obudź się, obudź się, obudź się.

Błagam cię, o stróżu Snu, rozpal płomień mej świadomości, bym mógł zrzucić z siebie zasłonę snu, która mnie otacza. Ty, którego imię noszę, daj mi siłę i jasność myśli, bym mógł przebudzić się ze snu, by znowu stąpać po ziemi, pełen życia i radości. Wspieraj mnie, gdy stawiam pierwszy krok w kierunku jawy, niech twe światło prowadzi mnie przez labirynty marzeń. O, Boże Snu, obudź mnie teraz, zanurz mnie w rzeczywistości, bym mógł znów doświadczać świtu, nowego dnia i nadziei.

A jeśli to nie zadziałało, pozostały jeszcze dwie rzeczy. Próba rozproszenia albo teleportacji do korytarza, kilka metrów przed ciałem Alistaira. Czas płynął, bez względu na to, czy był prawdziwy, czy nie.



*Fragmenty wiersza Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy Dylana Thomasa


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni. Sen] Przejdź przez lustro - Bard Beedle - 27.02.2024

Czy bogowie mogli odpowiedzieć na jego modlitwy?
Byli czarodzieje, którzy spotkali Boginię o trzech obliczach – którzy rozmawiali z Dziewicą, Matką i Staruchą. Byli tacy, którzy widzieli martwą kobietę i zastanawiali się, czy ta nie była fragmentem Matki Księżyca.
Tylko czy one naprawdę istniały, czy były tylko wytworem wyobraźni?
Czy Apollo, bóg wieszczów i słońca, Hades, bóg zaświatów i umarłych, czy Morpheus, zsyłający sny, byli czymś więcej niż opowieścią, sposobem na wyjaśnienie świata, na ucieczkę przed lękiem – przed śmiercią i tym, co następuje po niej?
Nikt nie odpowiadał na modlitwy Morpheusa.
Były tylko cisza i ciemność, tak dobrze znane mu z Departamentu Tajemnic.
Trudno powiedzieć, co zadziałało ostatecznie – czy jego wola obudzenia się była dostatecznie silna, w połączeniu ze świadomością, że to sen, czy może podziałało rozproszenie lub kluczem po prostu było samo sięgnięcie po tę broń, jej senne odbicie, po centrum zaklęcia, które schwyciło ich w swoje sidła. Mrok zaczął gęstnieć jeszcze bardziej, a potem…
…Morpheus Longbottom obudził się na chłodnym kamieniu, w grocie, do której zeszli. Bolała go ręka i głowa – na tej pierwszej leżał, ta druga z kolei… może była to wina snów, jakie go dręczyły, może upłynęło już sporo czasu, a może po prostu uderzył się w nią, kiedy upadał? Był obolały, odrętwiały i osłabiony. Przemarzł. Głód nie zadręczał Morpheusa, chociaż odczuwał pragnienie – musieli spędzić w tych tunelach już jakiś czas. Trudno było mu oszacować, ile dokładnie minęło. Otaczały go ciemności, tak jak wcześniej, w wizji. Lumos, rzucone wcześniej przez kogoś z grupy, wygasło. Gdyby rzucił to zaklęcie teraz, zadziałałoby słabo – chociaż w jego świetle mógłby dojrzeć innych członków grupy, leżących na ziemi, wciąż pogrążonych w snach. Wszyscy oddychali.
A także coś, czego – mógłby przysiąc – wcześniej tu nie było.
Być może zaklęcie maskujące opadło, a może po prostu wcześniej nie spojrzeli w tym kierunku lub pomogło mu jego Trzecie Oko, bo teraz widział wyraźnie podwyższenie bardzo podobne do tego, o którym śnił: spoczywał na niej ten sam nóż, po który sięgnął, kiedy pajęczyna zaklęcia spowijała jego umysł. Broń, której poszukiwali i o której mówił Charon.

Wyspa, która pojawia się i znika

Koniec sesji