![]() |
|
[15.08.1971] Uderzyło mnie, że jest kotem... | [Prawa Czasu] Vakel & Geraldine - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [15.08.1971] Uderzyło mnie, że jest kotem... | [Prawa Czasu] Vakel & Geraldine (/showthread.php?tid=2779) |
[15.08.1971] Uderzyło mnie, że jest kotem... | [Prawa Czasu] Vakel & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.02.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic Uderzyło mnie, że jest kotem: obc*, opanowan*, zawsze samotn* i spostrzegawcz*. Znów zakochałam się pierwszy raz pomyślała sobie Geraldine tego poranka. Obiecała sobie, że tego nie zrobi, zarzekała się, a teraz myślała o tym cholernym Tristanie Merigoldzie z którym spędziła kilka ostatnich nocy. Miała się nie przywiązywać, bo nigdy nie wyszło z tego nic dobrego, tyle, że ten facet, no kurde dawno nie poznała kogoś jak on. Kojarzył się jej z kotem, którego nie sposób było oswoić, ale właśnie to ją do niego przyciągało. Gdy się poznali siedział w tym pubie sam, nie potrzebował towarzystwa, zachwycona jego magnetyzmem zagadała i jakoś poszło. Po swoich dotychczasowych doświadczeniach miłosnych podchodziła jednak do tego rodzaju zakochań odrobinę rozsądnie. Dlatego też właśnie siedziała przed Vakelem Dołohovem w Prawach Czasu. Nie chciała, żeby ktokolwiek ją oceniał, naprawdę desperacja była ogromna, skoro postawiła swoją stopę w gabiniecie wróżbity. Jej podejście do tego rodzaju sztuczek było mocno negatywne, jednak co innego miała zrobić. Może warto było sprawdzić, czy będę kompatybilni, niektórzy ludzie kierowali się tymi wszystkimi liczbami, tarotami i chyba byli szczęśliwi, czas najwyższy, aby ona zobaczyła, czy to ma sens. Oczywiście wybrała najlepszego wróżbitę z możliwych, słyszała o osiągnięciach Dołohova, mimo, że średnio ją obchodziła ta dziedzina nauki. Miała kupę kasy, więc mogła sobie pozwolić na takie spontaniczne wizyty u specjalistów, nie musiała czekać w kolejce do jakichś publicznych wróżbitów, wystarczyło, że sakiewka odpowiednio zatrzepotała, a można było mieć to co najlepsze. - Tristan urodził się dziesiątego listopada tysiąc dziewięćset czterdziestego roku, to jest chyba ważne, kiedy będzie pan robił swoje czary mary. - Nigdy nie była jeszcze u wróżbity, nakreśliła mu więc w miarę prosto sytuację i czekała na to, co wydarzy się dalej. Wyglądała dzisiaj wyjątkowo schludnie jak na siebie, bo założyła czystą, błękitną koszulę oczywiście pomiętą, skórzane spodnie, tylko buty były nieco ujebane w błocie, starała się je nawet trochę wyczyścić nim weszła do środka, ale poszło jej to średnio. RE: [15.08] Uderzyło mnie, że jest kotem... | [Prawa Czasu] Vakel & Geraldine - Vakel Dolohov - 25.02.2024 W percepcji Dolohova Geraldine Yaxley nie była ani trochę rozsądna. Nikt normalny, nikt kto traktował tworzone relacje chociaż trochę poważnie, nie rzucał się płaszczką na pierwszy dostępny termin w Prawach Czasu, aby przeanalizować człowieka, którego poznał zaledwie kilka dni temu. Zwykle odwiedzały go kobiety szykujące się do zamążpójścia i mające z tego powodu pierwsze wątpliwości... Kilka ostatnich nocy - dla Vasilija to było jak nic - ale nigdy by tego nikomu nie powiedział, zwłaszcza swojemu klientowi. No i wyszedłby na hipokrytę sam przed sobą, bo mimowolnie, kiedy tylko spoglądał w czymś kierunku, kiedy tylko widział czyjąś datę urodzenia, jego imię i nazwisko - jego mózg wykonywał obliczenia. Spoglądał na innych przez pryzmat cyfr i znaków, zniechęcał się do nich przez wzgląd na sam ich kosmogram. Odbierał innym prawo do robienia tak samo właściwie tylko przez wzgląd na uważanie się za gwiazdę tego wszechświata i całkowitą pewność, że nikt nie potrafił spojrzeć na to tak dobrze jak on. - Czary-mary... - powtórzył po niej rozbawionym głosem. Czary-mary Dolohova nazywało się powszechnie zdolnością do wykonywania prostych obliczeń matematycznych, ale no cóż, rozumiał bardzo dobrze, że dla niektórych dodanie do siebie kilku cyferek było czymś poza wyobrażeniem przeciętnego zjadacza chleba. - Czyżby była panna sceptyczna co do moich umiejętności...? Poza tym (o czym ją poinformował) do stworzenia pełnego portretu potrzebował więcej danych - dnia i miesiąca, najlepiej godziny. Pracując na mniejszej ilości danych, miał ograniczone możliwości, ale Geraldine nie mogła wiedzieć o nim wszystkiego, o ile nie był bardzo wylewny, albo nie ukradła mu w nocy dokumentów. - Poza portretem sugerowałbym rozkład trzech kart. - Powiedział nagle, kiedy zaklęty imbryczek zalewał jej herbatę pełną fusów. - Rozkłady miłosne sprawdzają się zawsze kiedy w grę wchodzą silne i świeże uczucia. - Starał się nie myśleć o tych ubłoconych buciskach brudzących jego świeżo umytą podłogę. Gdyby ktoś powiedział mu, że to był jej dobry dzień jeżeli chodzi o wygląd, to chyba by tutaj zasłabł - on tak żywo, tak doszczętnie nienawidził brudu... To miejsce pachniało czystością, bo było dla niego najważniejszą przestrzenią na świecie - on sam, w tym swoim krojonym na miarę garniturku, pachnący wodą kolońską droższą niż miesięczna pensja niektórych obywateli, wpisywał się w ten obraz idealnie. Ona - była na nim skazą, plamą. Jakby ktoś postawił na tym obrazie kubek kawy, którego ścianki wcześniej zalał. RE: [15.08] Uderzyło mnie, że jest kotem... | [Prawa Czasu] Vakel & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.02.2024 Dolohov mógł mieć rację, co do jej rozsądku. Próbowała sobie jednak w jakiś sposób uargumentować wizytę w tym miejscu. Musiała znaleźć odpowiedni powód, wytłumaczenie, chociaż jedyną osobą przed którą musiała się wybielać była ona sama. Nie wiedzieć czemu, traktowała to za taką dużą ujmę. Gerry niby była szorstka, jednak kiedy obdarzała kogoś uczuciem to robiła to w strasznie silny sposób, miała pewien deficyt w tej strefie życia, dlatego tak bardzo pragnęła, aby wreszcie wszystko jej się ułożyło. Było to raczej niezdrowe, zachowywała się trochę, jakby oszalała, ale chciała sprawdzić, czy ma to w ogóle jakiś sens, czy warto się ponownie angażować. Bała się, że znowu się sparzy, że znowu zostanie oszukana. - Gdzie tam, po prostu nie do końca je rozumiem, ale nie oznacza to, że jestem sceptyczna, gdybym była, to przecież bym się tutaj nie pojawiła. - Posłała mężczyźnie uśmiech, który należał raczej do tych niespecjalnie udanych. Yaxley nie zawsze dawała sobie radę w nowych sytuacjach i widać było po niej, że się denerwuje. Opowiadanie o jej sprawach sercowych obcemu facetowi zdecydowanie nie należało do czegoś, co robiła na co dzień. - Wspominał o tym, że urodził się wczesnym rankiem, jakoś chwilę przed siódmą, później zapiał kogut. - Próbowała wyciągnąć z Tristana jak najwięcej informacji, jednak wcale nie było to takie proste. Trudno było jej się wytłumaczyć do czego tego potrzebuje, przecież nie mogła mu oznajmić, że idzie do wróżbity sprawdzić, czy są sobie pisani. Skupiła całą swoją uwagę na tym imbryczku, który zalewał jej herbatę. Zabawny przedmiot, uważała przy tym, aby trzymać się od niego odpowiednio daleko. Szkoda by było go stłuc. Spojrzenie swoje przeniosła na mężczyznę, gdy się do niej ponownie odezwał. Nic jej to nie mówiło, zdecydowanie była laikiem i w numerologii i we wróżbiarstwie. Vakel mógł dostrzec w jej spojrzeniu zagubienie. - Jeśli pan tak uważa, to jak najbardziej chętnie też skorzystam z takich usług. - W tej chwili mógłby jej wcisnąć cały pakiet premium, a ona by za to zapłaciła. Chciała poznać odpowiedzi, usłyszeć jakieś wskazówki, cokolwiek, bez względu na to ile pieniędzy miała kosztować taka usługa. - Oczywiście koszty mnie nie interesują, także może pan użyć każdej metody, którą uzna za słuszną. - Dodała jeszcze, aby miał pewność, że jest w stanie mu zapłacić. Wiedziała, że niektórzy mogą wątpić w jej status materialny, bo cóż, nie widać po niej było zupełnie, że była bogata. RE: [15.08] Uderzyło mnie, że jest kotem... | [Prawa Czasu] Vakel & Geraldine - Vakel Dolohov - 27.02.2024 Do listy rzeczy, które Dolohov myślał o tej brudasce, dodał jeszcze, że nie umiała kłamać i że najpewniej traktowała dorobek jego życia jako naprawdę wymyślne farmazony. Nie był już jednak młody i popularność robiła swoje - takie opinie spływały po nim jak woda po kaczce, bo przecież on sam znał swoją wartość, jego wartość znali szanowani naukowcy, do czego potrzebne mu było zaufanie Geraldine Yaxley? Z jakiegoś powodu (i ten jakiś powód powiązał jednoznacznie ze swoim darem jasnowidzenie - czasami intuicja mówiła mu, że miał przed sobą jakąś przygodę i tak też było w tym przypadku) czuł, iż wbrew wszelkiej logice i oczekiwaniom każdego czytelnika tej fabuły, pomiędzy nim i tą zadziorną kobietą nawiąże się jakaś dziwaczna, nieregularna nić porozumienia, nawet jeżeli pasowali do siebie jak pięść do mordy. Jakby się nad tym głębiej zastanowić, to znał całkiem wiele mord, do których taka pięść pasowałaby idealnie... Na wieść o tym, że mimo tak krótkiej znajomości znała jego godzinę urodzenia... uśmiechnął się. Był w gronie męskim taki żart, że jak kobieta na pierwszym spotkaniu wypytuje cię o takie rzeczy, to ratuj swoją psychikę i uciekaj już teraz. Może dlatego od dwudziestu lat nie potrafił znaleźć sobie chłopaka? Zrobił to, czego chciała - sprawdził tego człowieka pod każdym możliwym kątem. Już przy analizie układów planetarnych, dało się poczuć pewien zgrzyt - wcale nie wpisywały się w wizję idealnego partnera panny Yaxley. Wręcz przeciwnie, jeden z najbardziej znanych wróżbitów ich czasów właśnie... zarzucił jej wyśnionemu mężowi skłonność do leserstwa i psychopatii. - Nie lubię przynosić aż tak tragicznych wieści, ale - powiedział, odkrywając kartę przeszłości, wyciągniętą przez Geraldine z pozłacanej talii - wasza relacja oparta jest na kłamstwie. - Odkrył kolejną z kart, tę środkową. - Żyjące w tej relacji uczucia są jednostronne, dla drugiej strony to tylko i wyłącznie czerpanie korzyści. - Odkrył kolejną. - Wszystko skończy się... Dolohov zawiesił się. - W nieoczekiwany sposób. Wróżbita wyglądał na skołowanego. Yaxley nie musiała wcale chwalić się pieniędzmi, sam fakt, iż wybrała go spośród wszystkich gabinetów w tej okolicy, stawiał ją w pozycji osoby majętnej. - Rozumiem więc, że nie zamierza panna iść z nim zerwać na podstawie moich słów... RE: [15.08] Uderzyło mnie, że jest kotem... | [Prawa Czasu] Vakel & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 28.02.2024 Ona za to nie miała specjalnych przemyśleń o siedzącym przed nią mężczyźnie, kto inny pojawiał się w jej myślach, ten przez którego się tutaj pojawiła. Liczyła na to, że Vakel wykona swoje wróżby, da jej odpowiedzi na pytania i ona więcej się tutaj nie pojawi. Najlepiej by było, gdyby jej powiedział, że wreszcie trafiła na tego właściwego, że jej życie nabierze jakiegoś sensu i może to będzie czas w którym się trochę ustatkuje, znajdzie swe miejsce na ziemi. Szukała go już przecież od lat i ciągle coś jej nie pasowało. Mężczyźni pojawiali się w jej życiu, na dłużej lub krócej, miała za sobą całą masę różnych relacji, nie to, że była rozwiązła, tyle, że po prostu nigdy jej się nie udawało zatrzymać przy sobie kogoś odpowiednio długo. Życie z nią nie było łatwe, bo często jej nie było, w dużej mierze właśnie przez to rozsypywała się spora część tych relacji, które udało jej się stworzyć. Do tego miała bardzo wredny charakter, lubiła stawiać na swoim, co też nie wszyscy akceptowali, bo mężczyźni w dużej mierze woleli kobiety, które nie mają swojego zdania. Obserwowała uważnie Dołohova, kiedy zaczął pracować. Jako, że nigdy nie korzystała jeszcze z takich usług była dosyć mocno ciekawa tego, w jaki sposób działa. Nie bardzo rozumiała poszczególne czynności, które wykonywał. Próbowała też się nie ruszać, bo bała się, że może przeszkodzić mu w pracy, nie chciała, żeby z jej winy coś poszło nie tak. Otworzyła ze zdumienia oczy, kiedy się odezwał tragiczny to bardzo mocne słowo. Czy miało być, aż tak źle? To nie było to, co chciała usłyszeć. Drgnęła jej ręka, kiedy sięgała po filiżankę z herbatą. Odetchnęła ciężko. Czy naprawdę powinna mu wierzyć? Z taką łatwością przyszło mu skreślenie tego, co sobie założyła. Tristan przecież miał się stać jej partnerem idealnym. Pewność miała, że jej uczucia są szczere, jeśli więc wróżbita mówił o jednostronności, to miała pewność, kto jest w tym związku (czy to w ogóle był związek?) którą stroną. W jej oczach pojawiła się złość, znowu się rozczarowała. - Wydał pan bardzo mocną opinię. - Próbowała zebrać myśli w słowa, szło jej to jednak raczej średnio, postanowiła więc się za bardzo nie zastanawiać nad tym, co mówi. - Nie wydaje mi się szczególnie rozsądne zrywanie z kimś przez jedną tezę, bez faktów, konkretnych argumentów, mam nadzieję, że rozumie pan o co mi chodzi? - Co niby miała mu powiedzieć, że była u wróżbity i powiedział jej, że to nie ma sensu. - Tylko, że martwi mnie to wszystko, o czym pan wspomniał, strasznie mnie martwi. Dziwnym trafem za każdym razem trafiam na dupków, myślałam, że teraz będzie inaczej. - Chyba zaczęła mieć do niego zaufanie, bo raczej nie wspominała o takich rzeczach. - Czy byłby mi pan w stanie powiedzieć, czym jest nieoczekiwany sposób, czy wie pan coś więcej? RE: [15.08] Uderzyło mnie, że jest kotem... | [Prawa Czasu] Vakel & Geraldine - Vakel Dolohov - 11.03.2024 Dolohov zabujał się na swoim krześle. Jeden z kilkudziesięciu zegarów wiszących na ścianie wybił pełną godzinę, a siedząca w nim kukułka zaśpiewała bardzo niepewnie - zupełnie jakby bała się wyjrzeć i zobaczyć zdenerwowaną minę swojego właściciela. - Mocną opinię? - Uśmiechnął się szerze, ale drżąca brew od razu zdradziła, że wcale do śmiechu mu nie było. - Jak to mawia teraz młodzież: zjechałem go jak burą sukę - te słowa zupełnie do niego nie pasowały - i nie wstydzę się tego, od dawna nie widziałem takiego długu karmicznego, co to jest za paskudna osobowość... - Co z człowiekiem robił jeden głupi list wsadzony do złego koszyka w chwili słabości? - Niby nie jestem panny ojcem, żeby pannie ustawiać życie, ale jeżeli mam tu jakąkolwiek siłę przebicia, to niech panna następnym razem przegoni jego sowę ogniem. - Niby gdzieś tam mu światło, że może szybko pożałować tych słów, jeżeli Yaxley okaże się paplą, więc odetchnął głęboko i cudem, a jednak (!) uspokoił się wreszcie, wtapiając się plecami w skórzane obicie. Jej postawa go dziwiła. Z jakiegoś powodu nie opuszczało go wrażenie, że powinna mieć jego słowa za najgorsze dyrdymały, a ona bezradnie rozkładała ręce. Niby nie powinien oceniać książki po okładce, ale on ją oceniał też po jej portrecie, więc nie powinien mylić się w tym aż tak bardzo. - Ani gwiazdy, ani liczby, ani wróżby nie dają konkretnej odpowiedzi. Gdyby tak było, po co byśmy w ogóle żyli, po co istnieć jeżeli wszystko jest z góry zaplanowane? - Pewnie dużo łatwiej, niż kiedy trzeba było podejmować wybory, budować swoje życie od fundamentów, a później płacić cenę za każdy, nawet najmniejszy błąd ze świadomością bycia kowalem własnego losu. - Zresztą, to nie działa tak, że wyjdziemy teraz na ulicę i to nagle się wydarzy. - No, ale gdyby to miało się wydarzyć, to... piętnasty sierpnia to wcale nie był na to taki zły dzień. Oczy mu rozbłysły, ale po tym jak nerwowo przeczesał włosy palcami, spowił je cień. - Chociaż bym się nawet nie zdziwił, jeżeli miały kogoś na Pokątnej pieprznąć piorun, to dzisiaj. RE: [15.08] Uderzyło mnie, że jest kotem... | [Prawa Czasu] Vakel & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.03.2024 Yaxley wzdrygnęła się, kiedy kukułka wybiła pełną godzinę. Zegar wydał dźwięk zupełnie niespodziewanie, kiedy w jej głowie pojawiły się trybiki, które zaczęły bardzo intensywnie myśleć. Trochę ją to wyprowadziło z rytmu w który wpadła. Otworzyła szeroko oczy, kiedy usłyszała kolejne słowa padające z ust wróżbity. Tego się nie spodziewała. Bezpośredniość z jaką się do niej zwracał ją zdziwiła. Sama naprawdę starała się robić, co mogła, żeby nie wyjść na nieokrzesaną i niegrzeczną. Może niepotrzebnie? W tej chwili pierwszy raz zobaczyła w nim zwykłego człowieka, a nie jakiegoś wieszcza, który miał być dotknięty przez siłę wyższą, bo chyba za takich wszyscy (może nie do końca ona) mieli jasnowidzów. - Aż tak, ogniem? - Wyprostowała się na krześle i zmrużyła nieco oczy. Bardzo intensywnie myślała. Były to dosyć drastyczne metody, ale skoro tak mówił, może faktycznie miał rację. Nie wybierałby takiego sposobu postępowania bez powodu. - Na pewno ma pan większą siłę przebicia od mojego ojca. - Skomentowała jeszcze jego słowa, chociaż może nie powinna tego mówić w głos. Gerard nie do końca się wtrącał w jej sprawy, nie chodziła do niego po rady, na pewno nie w tej dziedzinie życia. Vakel zdecydowanie wydawał się być bardziej kompetentny od niego w tym co mówił. Była tak bardzo zagubiona w swojej własnej opinii, że bez najmniejszego problemu przyjmowała tą jego, chociaż jeszcze chwilę w ogóle nie chciała wziąć pod uwagę tego, że ten związek może nie mieć sensu. Jak szybko można wpłynąć na czyjąś opinię wygłaszając kilka kontrowersyjnych słów. Pojawiło się zwątpienie, niewiele już brakowało, żeby doprowadziła do konfrontacji, bo nie zamierzała znowu marnować czasu na kogoś, kto nie był tego warty. - Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale chyba zawsze jest dla nas zaplanowana jakaś droga, w zależności od naszych wyborów może bardziej wyboista? - Gdybała teraz, bo zdecydowanie należała do tych bardziej przyziemnych osób, które raczej nie poświęcały czasu duchowości. Może to będzie ten dzień, w którym zmieni swoje podejście. - Skoro tak pan sugeruje, dlaczego miałabym w to nie uwierzyć? Czyli powinnam się wybrać na Pokątną? - Być może zbyt dosłownie odbierała jego słowa, ale miał w tej chwili do czynienia z prostym człowiekiem, który naprawdę nie potrafił zbyt głęboko analizować jego słów. Miała nadzieję, że nie weźmie jej za idiotkę, chociaż z drugiej strony i tak się pewnie szybko nie spotkają. @Vakel Dolohov RE: [15.08] Uderzyło mnie, że jest kotem... | [Prawa Czasu] Vakel & Geraldine - Vakel Dolohov - 06.04.2024 Dolohov ciął słowami jak brzytwą, ale pozostawał przy tym dziwacznie wręcz elegancki. Poprawił mankiet idealnie skrojonego garnituru, chociaż był to gest na miarę strzepywania z ramienia niewidzialnego pyłku kurzu - jedynie na moment odwrócił uwagę od jego pewnych siebie, czarujących oczu. Wypowiedzi tkał z trudnych, nietypowych zwrotów. Był krasomówcą. Nie było tu mowy o pomyłce - chciał przekazać jej to w taki sposób, w jaki to zrobił. Może ostatnio nie był w humorze...? A może po prostu nie udawał. Bo z jakiegoś powodu nie czuł, że musi. - Jeżeli ze względu na rodzinne preferencje woli panna kuszą - proszę bardzo. Pozostanę uparty przy stwierdzeniu, że ten romans zapisze się na kartach panny biografii jako jedna z największych porażek jej życia. - Dobrze wiedział, jak nieprzyjemnie to brzmiało, ale aż wzdrygnął się, kiedy wybrała kartę z talii, jaką jej podsunął, a później odwrócił ją rewersem do dołu. - Istnieje wiele aspektów, które wpływają na nasze życie, które w jakiś sposób je kształtują, narzucają mu koloryt, ale - tylko ludzie słabi wierzyli w przeznaczenie do tego stopnia, aby nie wierzyć we własne możliwości - wiara w to, że ktokolwiek lub cokolwiek zaplanowało dla nas konkretną ścieżkę, jest brakiem wiary z nasz rozum, w naszą wolę, w naszą umiejętność decydowania o sobie i przestrzeni, w jakiej funkcjonujemy. Czas to skomplikowana rzecz, jego upływ, teorie z tym związane - to dopiero temat na rozmowę - mugole prowadzą poświęcone temu, wielogodzinne wykłady. Można powiedzieć: wszystko stało się po kolei, ale też wszystko stało się jednocześnie - zapewne dlatego od dziecka dostrzegam znaki zdradzające różne sekrety naszych życiorysów, ale gwarantuję, panno Yaxley... Odwrócił kolejną z wybranych przez nią kart. - To nie jest prosta ani oczywista sztuka. Tym, co odczytuję, wcale nie są słowa bogów wyryte na glinianych tablicach, rysujące nam konkretną ścieżkę, lecz intencje. - Uniósł w górę brwi. - Dlaczego miałaby w to panna nie uwierzyć? Być może dlatego, że jestem dla niej kompletnie obcym człowiekiem, mówiącym negatywnie o panny kochanku, ponieważ policzyłem w głowie, że jest obłąkany? - Spuścił wzrok na karty. Zaczynał wierzyć, że jednak do siebie pasowali, bo nie miał pojęcia, po co w ogóle zadała to niezręczne pytanie. - Ale tak, im szybciej to panna zakończy, tym lepiej dla niej. RE: [15.08] Uderzyło mnie, że jest kotem... | [Prawa Czasu] Vakel & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.04.2024 Nie umknęło jej to, jaki Dolohov był wymuskany, wydawał się wręcz być aż za bardzo idealny, nie do końca wierzyła w uczciwość takich osób, niewiele zresztą znała podobnych mu ludzi. Stroniła od nich, bo wydawali jej się zbyt perfekcyjni, aby być prawdziwi. Nosili maski, uśmiechali się do innych, mówili pięknymi słowami, aby wzbudzić zaufanie. Tyle, że słowa, które wypowiadał w jej kierunku, wydawały jej się go trochę uczłowieczać, nie wiedzieć czemu sięgnął właśnie po nie podczas tej krótkiej pogawędki. Może to wzbudziło w niej zaufanie, może zupełnie niepotrzebnie, ale przestała uważać, że wróżbita chce ją po prostu oszukać, aby zarobić. Pewnie nie bez powodu tak trudno było umówić się na spotkanie z nim, renoma nie wzięła się znikąd, w jego wróżbach musiała być choć odrobina prawdy. - Lista moich porażek jest całkiem spora, ale jeśli mówi pan o tym, że może to być jedna z największych z nich, to faktycznie zaczyna mnie to niepokoić, i tak wolę kuszę. - Dodała jeszcze, chociaż nie czuła, że go to specjalnie interesowało. Za dużo złego ostatnio wydarzyło się w jej życiu, żeby się tym nie przejęła, nie chciała ponownie cierpieć, znowu odbijać się od dna przez jakiegoś typa, może powinna przerzucić się na kobiety? Z drugiej strony one były chyba jeszcze bardziej fałszywe. Lepiej jakby po prostu zamknęła się w jakimś zakonie w Tybiecie i ogarnęła swoją głowę, tyle, że nie był to odpowiedni moment, na takie wędrówki. Wiedziała jedno, że musi się odciąć od tego Tristana, żeby znowu nie cierpieć. Wywód o czasie, to było dla niej chyba zbyt wiele. Nie do końca zrozumiała to, co jej powiedział, żeby nie wyjść jednak na kompletną ignorantkę kiwała jedynie głową, że niby rozumie, co do niej mówi, chociaż z każdym wypowiedzianym przez niego słowem gubiła się w tym coraz bardziej. Próbowała się skupić, próbowała nadążyć, ale szło jej to raczej kiepsko. - Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się pan w tym wszystkim wiarygodny, pomimo mojego nie do końca pozytywnego podejścia do dziedziny, w której się pan specjalizuje. Myślę, że częściej zacznę korzystać z takich usług. - Nie wiedzieć dlaczego, chciała się z nim tym podzielić, tyle, że po raz kolejny wydawało jej się, że ta informacja nie jest mu do niczego potrzebna, ale to była Yaxley pierdoliła głupoty bez zastanowienia. - W takim wypadku, chyba czas na mnie, ma pan ochotę na spacer? - Może w towarzystwie tego zupełnie obcego typa łatwiej jej będzie stawić czoła swojemu aktualnemu problemowi? RE: [15.08.1971] Uderzyło mnie, że jest kotem... | [Prawa Czasu] Vakel & Geraldine - Vakel Dolohov - 20.05.2024 - To niech panna tę sowę albo i jego samego zestrzeli z kuszy, tylko najpierw przebierze go za dzika, żeby się do niej nie dobrał Wizengamot - zasugerował Dolohov dowcipnym tonem głosu, przesuwając niewiele mówiącym spojrzeniem po twarzy blondynki, pochylając się przy tym lekko nad biurkiem. - Żartuję oczywiście - dodał, a przecież nie było to konieczne, któż by podejrzewał niesamowitego Vasilija Dolohova o tak mordercze zapędy? Prawda o nim była jednak taka, że prędzej wzruszyłby się widząc martwą świnię niż człowieka. - A może nie? - Teraz już musiał żartować. Uśmiechnął się poza tym, opierając łokcie o blat i splatając palce, na których oparł brodę. - Nie wiem skąd u panny brak pozytywnego podejścia do dziedziny, jaką się zajmuję, ale przypominam, że to nie ja tworzę treści tych przepowiedni, ja je jedynie wygłaszam. Spotkania oczywiście odmówił. Oczywiście nie dlatego, że do Yaxley coś miał, on odmówiłby każdemu. Nie nadawał się do długich spacerów w dziczy, a w mieście był taki jeden, dosyć istotny problem - gębę miał tak znaną jak gęba Ministra, ciężko było przejść się ulicą i nie zostać rozpoznanym. - Oh nie, za moment mam spotkanie w bibliotece Parkinsonów... Ale coś w środku mówi mi, że dobrze pannie zrobi rozejście tego, cokolwiek tli się teraz w jej głowie - powiedział, jakby faktycznie nie wiedział co Yaxley teraz czuła, ale coś w jego spojrzeniu mówiło, że mijał się z prawdą. A później się rozeszli. Koniec sesji
|