![]() |
|
[28/29 VII 1972] Podróże, małe i duże | Erik i Norka - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [28/29 VII 1972] Podróże, małe i duże | Erik i Norka (/showthread.php?tid=2782) Strony:
1
2
|
[28/29 VII 1972] Podróże, małe i duże | Erik i Norka - Nora Figg - 24.02.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II Dolina Godryka, Erik i Norka nawaleni wybrali się na wycieczkę taczką Gdyby nie obiecała babci, że będzie dzisiaj nocować u niej, to pewnie już dawno zaległaby w łóżku Erika, albo Brenny, albo ich ojca, gdziekolwiek. Byleby zasnąć. Jednak Figg dotrzymywała danego słowa, musiała więc jakoś wrócić do Lizzy. Erik, jak zawsze okazał się być wspaniałym towarzyszem do nocnych wojaży, nie zostawił jej samej sobie, tylko zaangażował się w jej powrót do babci. Bardzo rozsądnie postąpił, nim bowiem wyszli z Warowni złapał jeszcze jedną butelkę alkoholu, która miała umilić im podróż, taki przyjaciel to skarb. Zawsze myślał o wszystkim, był niesamowity. Patrzyła na niego teraz swoimi szklanymi od wypitego alkoholu czami, opierając się o framugę, kiedy ubierał swoje znoszone trampki. Noc była gwieździsta, chociaż trochę się jej one rozmywały. Próbowała mrużyć oczy, aby wyostrzyć wzrok, nie był to chyba najlepszy pomysł. Zrobiła krok i zsunęła się ze schodka przy drzwiach wejściowych, złapała się odruchowo Longbottoma za ramię, żeby nie zaliczyć gleby. - Errrriiik. - Odetchnęła głęboko. - Ni chuja, ja nie dojdę. - Dotarło do niej, że to wcale nie jest takie proste. - Daj mi te butelke. - Wystawiła dłoń w jego kierunku, coby jeszcze bardziej się doprawić, trzeźwiejsza i tak nie będzie, na pewno nie dzisiaj. Upiła łyk alkoholu, nie krzywiła się jednak, kiedy go piła, najwyraźniej już jej było wszystko jedno. - Macie tu takie wiesz... - Próbowała mu zademonstrować gestem o co jej chodziło, nachyliła się do przodu i udawała, że trzyma coś w dłoni. Zapomniała słowa, ale wreszcie sobie je przypomniała. - TACZKE KURWA - Krzyknęła trochę zbyt głośno, oby nikt w warowni się nie obudził. - Wrzucisz mnie do środka - Nadal gestykulowała, aby pokazać o co jej chodzi. - Wtedy dojdziemy! Dojdziemy do Lizzy. - Plan wydawał się jej być naprawdę doskonały. Longbottomowie musieli przecież posiadać taczkę, na pewno, przy takich terenach zielonych to mieli pewnie i z dziesięć taczek. RE: [28/29 VII 1972] Podróże, małe i duże | Erik i Norka - Erik Longbottom - 24.02.2024 "Ni chuja, nie dojdę", powtórzył za nią w myślach, naśladując prześmiewczo ton głosu Nory. No po prostu problem pierwszego świata. I co on miał niby z nią zrobić? Wziąć ją na barana? Wepchnął jej w ręce butelkę z napitkiem, licząc, że to ją na moment uciszy i nie wpadnie na ten pomysł. Jeszcze czego, jakby nie miał wystarczająco dużego ciężaru na swoich barkach.
— Ja walę, królewna, ale ty masz wymagania. — Westchnął przeciągle, zerkając ostatni raz na drzwi wejściowe do rezydencji. Oczywiście, Morfeusz musiał zmyć się w momencie, gdy trzeba było odprowadzić gości do domu. Wszystko na jego głowie jak zwykle zresztą! — Może jeszcze karocę po dziadku mam ci wyprowadzić? Wywrócił wymownie oczami na jej wymachiwanie rękami. Niby taki krasnal, a energii w niej było tyle, jakby była trollem górskim albo olbrzymem. Czy alkohol czasem nie powinien stępiać charakteru? W jej przypadku chyba wręcz wyostrzał. A może Malwa dodała do bimbru jakiś specjalny składnik? Bądź co bądź, wszyscy, którzy pili go tego wieczora wydawali się znacznie bardziej otwarci i odważniejsi, niż zazwyczaj. Aż tak chcieli się odstresować, czy faktycznie działała tu jakaś magia? Eh, pewnie nigdy się tego nie dowiedzą. — A nie możesz po prostu wejść do wora, a potem ja zrobię cyk i wór wleci do jeziora? — sarknął, poklepał się parę razy po brzuchu, po czym klasnął w dłonie. Cóż, nie mógł zawieść swojej najlepszej przyjaciółki. Chciała przemierzać wieś jak dziedziczka, to załatwi jej środek transportu. — A i tak... woli ścisłości — Zerknął na dziewczynę przez ramię, zmierzając ku małej szopie. — Do tego, żeby dojść, nie potrzebujesz taczki, tylko mnie. Ze mną wszyscy dochodzą do celu. Zawsze! Uniósł palec wskazujący nad głowę w geście triumfu, aby zaraz wyprowadzić ze składzika pordzewiały rydwan Nory Figg. Trzeszczał i wydawał dziwne dźwięki, gdy koło szybciej się obracało, ale Longbottomowie nie mieli niczego lepszego. W końcu byli tylko jednym z wielu biednych rodów czystej krwi, który miał mnóstwo wydatków, a inwestycja w mugolską taczkę nie wydawała się wystarczająco... ważna. W sumie to Erik nawet nie wiedział, kto z niej ostatnio korzystał. Gdyby miał zgadywać, postawiłby na Dorę. Dziewczyna spędzała tego lata w ogrodzie całe godziny, doglądając kwiatów i krzewów, które rosły na tyłach posiadłości. A jak nie ona, to Samuel był dosyć oczywistym wyborem. Gość wolał wszystko robić własnymi rękami, zamiast polegać na magii, toteż w ogóle nie zdziwiłoby go to, że sięgnąłby po taczkę, żeby coś przetransportować z jednego zakątka działki na drugi. — Panienka wybaczy, ale poduszki wyszły. — Wzruszył ramionami, jednak po chwili do głowy wpadł mu absolutnie genialny pomysł. Bez cienia wstydu zrzucił z siebie rozpiętą i tak koszulę i złożył ją w kostkę, aby zaraz wręczyć Norze. Jak sobie ją podłoży pod głowę albo pod tyłek, to przynajmniej będzie jej miękko. — To ci musi wystarczyć. Uznaj to za darmowe ulepszenie do kursu premium, kochana. Żadna inna firma taksówkarska w Dolinie nie oferowała takiej dobrej oferty w godzinach nocnych. Poza tym trudno by im było znaleźć drugiego równie wysokiego kierowcę, który zgodziłby się na odbycie kursu bez koszulki. Gdy wyszli na główną drogę, Erik pozwolił Norze usadowić się na miejscu pasażera i podniósł uchwyty do góry. Skrzywił się, gdy napotkał opór wywołany ciężarem. To ustrojstwo musiało samo w sobie ważyć więcej niż Figg. — Dziękujemy za wybranie usług firmy Longbottom&Shorttop. Polecamy zapiąć pasy i trzymać się mocno! Erik wziął głęboki oddech i rozpędził się z taczką, rozpoczynając ze swoją przyjaciółką iście emocjonującą podróż pustymi i nie do końca oświetlonymi uliczkami Doliny Godryka. RE: [28/29 VII 1972] Podróże, małe i duże | Erik i Norka - Nora Figg - 24.02.2024 - Ksieciunio, jeszcze się nie przyzwyczaiłeś, przez tyle lat? - Prychnęła słysząc jego komentarz. To nie był pierwszy raz. - Gdybyś mnie nie uchlał, to nie byłoby problemu! - Oczywiście, to on wlewał jej do gardła ten bimber, siłą. Sama nigdy w życiu nie doprowadziłaby się do tego stanu, taaaa. - Macie karocę?! - Krzyknęła z ogromnym entuzjazmem. No tak, królowie Doliny na pewno mieli tutaj karocę, powinna się tego spodziewać. Tylko, czy Erik posiadał uprawnienia na prowadzenie takiego pojazdu. Zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów (trochę jej jedno oko zaczęło uciekać), i nie, nie wyglądał na kogoś kto potrafi prowadzić taki cud techniki. Lepiej, żeby tego nie próbowali. Norka pijana... robiła się bardzo irytująca, wszędzie jej było pełno, przestawała wtedy zupełnie panować nad sobą. Normalnie, naprawdę starała się mieć w sobie ogładę, ale teraz... teraz nie miała już żadnych granic. Biedny Erik, że znowu to on został na nią skazany, wuja wybrał dobry moment na ewakuację. Z drugiej strony, Erik znał ją, tak naprawdę, wiedział, czego się po niej spodziewać, bo przeżyli razem tak wiele, że nic nie powinno być dla niego zaskoczeniem. - PFFFFF - Pomachała mu palcem wskazującym przed twarzą. - Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo kochaniutki, nie ma szans. - To było zdecydowanie dużo prostsze rozwiązanie, od tego, które wybrali, no ale niestety będzie musiał się z nią męczyć przez jakieś najbliższe kilkadziesiąt lat życia. - Wiedziałam, że jesteś najważniejszym elementem, w tym całym równaniu. Erik mistrz dochodzenia! - Klasnęła w dłonie zadowolona z takiego obrotu sytuacji, oczywiście, że bez niego to nie miałoby żadnego sensu, był najistotniejszym ogniwem tej podróży. Erik wyprowadził rydwan, który wyglądał... cóż, nie do końca tego się spodziewała, ale jechał! To było najważniejsze, koło się kręciło, jakoś powinni dotrzeć do celu. Gwizdnęła z aprobatą, kiedy Erik ściągnął koszulę. Tego się nie spodziewała. - Czymże sobie zasłużyłam na takie widoki? Teraz to nie wiem, czy dojdziemy do celu, jak się zlecą twoje fanki, to może się zrobić problematycznie. - Skorzystała oczywiście z tej koszuli, ułożyła ją w taczce, po czym wgramoliła się do środka. Nie było to wcale takie proste, bo ta długa spódnica, którą miała dzisiaj na sobie skutecznie utrudniała jej to wcale nie tak skomplikowane zadanie. Jakoś udało jej się jednak wleźć do środka, zarzuciła nogi na przednią część karocy, sukienka podwinęła się jej przy tym do góry, ale siedziała! To było najważniejsze. - Błagam tylko omijaj dziury, nie chcę, żeby mi się jeszcze bardziej namieszało w głowie. - Czekała ich długa droga, oby Ericzek sobie z tym poradził. - Czy potrzebuje panicz trochę napitku nim zaczniemy podróż? Paliwo jest ważne podczas podróży. - Nie mógł tak o suchym pysku się w to angażować, bo jeszcze zasłabnie po drodze. - PASY ZAPIĘTE, możemy ruszać. - Złapała się jeszcze rękoma brzegów taczki, żeby przypadkiem nie wypaść za burtę, wolałaby nie stracić zębów. No i wreszcie ruszyli, Erik zaczął pchać to fantastyczne urządzenie. Norka się czuła, niczym na jakiejś karuzeli, świat wirował, naprawdę szybko. - SZYYYYBCIEJ, nie ociągamy się. - Krzyczała, aby go trochę zmotywować. RE: [28/29 VII 1972] Podróże, małe i duże | Erik i Norka - Erik Longbottom - 25.02.2024 Co tu dużo mówić, każdy musiał kiedyś odpuścić i pozwolić sobie na chwilę oddechu. Bądź co bądź, Nora miała mnóstwo na głowie. Nawet z pomocą rodziny i przyjaciół, dalej poniekąd wychowywała Mabel sama, a od paru miesięcy miała na głowie swój własny biznes. Jakby tego było mało, wszystko wskazywało na to, że jej działania na rzecz Zakonu Feniksa miały tylko nabrać na intensywności. Powinna korzystać z takich nocy jak ta całymi garściami, póki jej i jej bliskich nie otulił ponownie płaszcz smutku i straty. To jednak była odległa przyszłość. Zwłaszcza w tym momencie, mogła znajdować się całe galaktyki dalej.
— To oczywiste. Jesteś zbyt ważnym sprzymierzeńcem w walce z moją despotyczną siostrzyczką — powiedział, siląc się na poważny ton, co rusz parskając zachrypniętym śmiechem. To od tego alkoholu! — Bez ciebie byłbym na straconej pozycji. No i mam do ciebie jakąś taką nieopisaną słabość. Co? Nie tego się spodziewałaś, co?, pomyślał, widząc jej zawiedzioną minę. Cóż, dziadek - owszem - miał kiedyś karocę, ale to było dawno, dawno temu. Jeszcze zanim Erik zaczął uczęszczać do Hogwartu. Jak przez mgłę pamiętał, że Godryk miał w zwyczaju wyprawiać się w niej na ważne uroczystości i obchody sabatów, które w końcu nie zawsze odbywały się w lasach otaczających Dolinę Godryka. Czasem trzeba było pojechać gdzieś dalej, zwłaszcza jeśli to było prywatne zaproszenie od jakichś wysoko postawionych znajomych. Gdzie teraz był ten powóz? Nie miał bladego pojęcia. — Uuuu... Mistrz dochodzenia. To brzmi dumnie — zawołał ucieszony, zupełnie nie zdając sobie sprawy z podwójnego znaczenia tego przydomku. Ach, ta słodka nieświadomość, jaką przyniosło zaledwie... kilka kolejek bimbru. — To tak łaska przyszłego dziedzica Warowni. Korzystaj z widoków pókim dobry. Sapnął parę razy pod nosem, mierząc na oko ciężar dziewczyny, żeby wiedzieć, jak dużo siły użyć. W końcu, czemu miałby się przemęczać? Już i tak sporo z siebie dawał i okazywał nadzwyczajne dżentelmeństwo, chcąc odprowadzić Norę na próg lokalu Lizzy. No i ruszyli! I ach, cóż to był za kurs! — Obawiam się, że nie byłoby to możliwe. Ty już masz kompletnego fioła. Niestety z gatunku tych, których nie da się wyleczyć. Zacisnął usta w wąską linię, starając się powstrzymać kolejne parsknięcia śmiechem. Nora sama się dawała, a on nie potrafił się powstrzymać. Te diabliki, które na co dzień ukrywali pod warstwą rozsądku, były wręcz stworzone do tego, aby kpić z siebie nawzajem. — Szybciej mówi! Szybciej? — Mimowolnie dostosował tempo swoich kroków, wkładając więcej siły w utrzymanie taczki w wygodnej dla Nory pozycji. Nawet w tym stanie próbował dbać o jej bezpieczeństwo, żeby sobie bidulka zębów nie powybijała. Co wtedy powie swojej córce, matce i babce? — A myślałem, że wolniej znaczy lepiej, bo wtedy jest większa satysfakcja. Zaśmiał się z własnych słów. Wszyscy sportowcy na pewno popukaliby się w głowę na taki tekst. Na boisku wolna gra była czymś niestandardowym. W końcu kibice po to chodzili na mecze, żeby się nimi emocjonować i dać porwać temperamentowi panującemu na stadionie. Tam liczyła się szybkość i zdecydowanie graniczące z brutalnością. Za to w innych sferach życia... Cóż, to już zależało od poszczególnych ludzi. Haha, niespodzianka! Myślałaś, że będzie tak łatwo? Co to, to nie! Wykonaj rzut kością 1d6 w offtopie lub w swoim poście w tym wątku i odnieś się do wylosowanego scenariusza! Niech kości zawsze ci sprzyjają!
1, 6 —> Po kilku minutach drogi odnosisz wrażenie, że Erik postawił sobie za punkt honoru, abyś poczuła każde wgłębienie, dziurę i właz studzienkowy na drodze do karczmy twojej babci. Czy on to robi specjalnie? To ma być jakaś zemsta? Zaczynają cię boleć plecy i kość ogonowa. 2, 5 —> Dostrzegasz ruch przy furtce prowadzącą na podwórko jednej z posesji, jaką mijacie. Nawet twój zmącony alkoholem umysł zdaje sobie sprawę, że coś jest nie tak. Ciemna smuga początkowo próbuje wspiąć się po furtce, jednak zaraz zmienia zdanie i mknie na drogę. W twoją stronę. Na krawędź taczki wskakuje mała szara... mysz! Przekręca głowę w twoją stronę. 3, 4 —> Jak na razie podróż mija ci spokojnie. Kto wie, może twój kierowca zasłuży nawet na napiwek? Mimowolnie zerkasz w rozgwieżdżone niebo. Twoja poprzednia impreza u Longbottomów nie skończyła się najlepiej, a Erik musiał wyciągać cię na Ostarę praktycznie siłą. Jak się jednak czujesz teraz? Czy spędziłaś miło czas? O czym jeszcze opowiada ci nieboskłon? Może o jednej z wakacyjnych nocy przed laty, jakie spędziłaś w towarzystwie pewnego Księcia Kniei? RE: [28/29 VII 1972] Podróże, małe i duże | Erik i Norka - Nora Figg - 25.02.2024 Wszyscy teraz mieli dużo na głowie. Nie czuła się w tym specjalnie wyjątkowa. Czasem myślała o tym, jak beztrosko wyglądały ich życia jeszcze kilka lat temu, gdy nie musieli angażować się w ten cały konflikt. Teraz nie mogli sobie często pozwolić na podobne wybryki, na całe szczęście nie zapomnieli o tym, jak to jest być nieodpowiedzialnym, nadal w wyjątkowych sytuacjach potrafili sobie z tym poradzić. - Awww, słabość, i to wszystko zaczęło się, kiedy spotkałeś mnie w piaskownicy. - Sama była zdziwiona, że ich relacja przetrwała lata, bo wiele ich różniło, przede wszystkim sam status społeczny, ona była nikim, Longbottom wręcz przeciwnie, miał zadatki na to, aby zostać jednym z najbardziej znanych czarodziejów w całym magicznym świecie. Mimo wszystko nadal znajdował dla niej miejsce w swoim życiu. Dość jednak tych rozmyślań, bo zaraz się wzruszy i tyle będzie z dobrej zabawy. - Tak właśnie miało brzmieć, ciesz się tym, póki doceniam twoje unikalne umiejętności. - Rzadko kiedy była taka wylewna, gdy piła jednak nie miała problemu z rzucaniem komplementów na prawo i lewo. Robiła się bardzo sentymentalna i uczuciowa, mogło się to skończyć w różny sposób. - No tak, jak dziedzic przejmie władzę, to nie będzie już miał czasu dla swoich poddanych, wszystko jasne. - Zaśmiała się, wyobraziła sobie Erika z koroną na głowie i berłem w dłoni, który rzucał rozkazami na prawo i lewo, był to widok naprawdę zabawny. Na całe szczęście Figg była lekka niczym piórko, z racji na swoją drobną budowę ciała. To ułatwiało tę podróż, którą rozpoczęli, chyba taczka sama w sobie więcej ważyła, niżeli ona sama. Oczywiście nie wymagała od Erika jakiegoś ogromnego zaangażowania i tak wykazał się ogromną łaską, że postanowił ją dowieźć do babki. Mało kto by się przejął jej problemem z chodzeniem, a on zorganizował jej taki wspaniały transport. - Dziękuję za ciepłe słówka, na ciebie zawsze można liczyć, muszę cię jednak zmartwić, jeśli ja mam nieuleczalnego fioła, to ty również. - Tak na pocieszenie. Puściła się jedną ręką, żeby wlać sobie do gardła jeszcze więcej alkoholu, robiła to strasznie nieudolnie i trochę go na siebie wylała, ale zupełnie jej to nie obchodziło. Parsknęła śmiechem, słysząc jego kolejny komentarz. - To zależy wiesz, chyba od umiejętności prowadzącego, najważniejsze, żeby się upewnić iż druga strona jest zadowolona, a wymagania spełnione. - Nie mogła przestać się śmiać, bo ta rozmowa zdecydowanie zmierzała w dziwną stronę, dawno nie czuła się tak lekko, jakby wszystkie troski gdzieś zniknęły. Przemierzali Dolinę Godryka w całkiem szybkim tempie, mijali kolejne podwórka i domy, gdzieniegdzie paliło się jeszcze światło. Oby nikt ich nie wypatrzył tej nocy, bo wziąłby ich za mocno stukniętych, kto normalny jeździł taczką o tej porze? Zauważyła ruch na jednej z posesji, zmrużyła oczy, aby zobaczyć, czymże jest on spowodowany. Trudno jej się jednak było skupić, wypity alkohol uderzał we wszystkie zmysły, w ten wzroku również. Reagowała za wolno, żeby wyłapać to co się działo. Może jej się wydawało. Jednak nie. Jakiś szalony drapieżnik postanowił wskoczyć na taczkę. Nora pisnęła głośno przerażona i podskoczyła, prawie wypadła z tej taczki. - ERIK, on się na mnie patrzy, chce mnie zabić! - Nie mogła się jednak wygramolić z pojazdu, pozostawała więc jej jedynie panika. RE: [28/29 VII 1972] Podróże, małe i duże | Erik i Norka - Erik Longbottom - 27.02.2024 — No, a gdzie indziej? — rzucił pod nosem. — Tam się rodzą tylko dwa rodzaje relacji: wielkie przyjaźnie albo najgorsze nienawiści.
W sumie, to, w jakich okolicznościach się spotkali, nie było znowuż takie dziwne... Dolina Godryka różniła się znacząco od Londynu, ludzie bardziej tu sobie ufali i byli zwartą społecznością. Nic dziwnego, że spore grono dzieciaków dorastało tu razem, dopóki nie rozpoczęli swojej nauki w Hogwarcie. — Odległa przyszłość — parsknął, bo nie spodziewał się, że przyjdzie mu nosić tytuł dziedzica wcześniej niż przed czterdziestką. — Dziadek Godryk chyba mimo wszystko lubi te czasy. Przez to, że wszyscy mieszkamy w jednym miejscu... Trochę wolniej się starzeje. Wiesz, mimo wszystko musi nadążać za wnukami. Odejście Godryka byłoby ogromnym ciosem dla rodziny. Bądź co bądź, był trzonem ich rodu i zarządzał nim od wielu, wielu lat. Gdyby nagle go zabrakło lub postanowił przenieść swe obowiązki na najstarszego syna, aby usunąć się w cień... Nawet Erik nie do końca wiedział, jak wówczas zmieniłaby się jego rodzica, czy chociażby relacja z ojcem. Czy Jeremiah zmieniłby się nie do poznania? A może zaczął faktycznie wymagać, aby jego dzieci zatroszczyły się o swoją przyszłość? Wprawdzie nikt w rodzinie zbytnio nie naciskał na to, aby kogoś sobie znaleźli, ale jeśli przyszłoby co do czego, a w rodzie zaszły dramatyczne zmiany... Kto wie? Erik pokręcił głową, starając się odpędzić te myśli. Od pogrzebu Derwina wolał nie roztrząsać tych spraw. Niczego nie dało się już przewidzieć. Na nic nie można było się przygotować. — Och, ja mam fioła? To ciekawe, co ma głowie Brenna. — Uśmiechnął się szeroko, spychając negatywne przemyślenia na drugi plan. Może po drodze do Lizzy powinni się zatrzymać przy jakimś sklepie całodobowym? Jeszcze trochę alkoholu na pewno by nie zaszkodziło. — Mhmm. Mam rozumieć, że ty jako wielka właścicielka, wielkiego biznesu skupionego na rozpieszczaniu klientów słodkościami, doskonale wiesz, co trzeba zrobić, żeby klient wyszedł usatysfakcjojo... ustaf... zadowolony, kur...de! Zmełł przekleństwo w ustach. Droga przez wieś nie obfitowała w wiele atrakcji. Mieszkańcy w dużej mierze siedzieli pochowani w domach i spali jak zabici. Po tygodniach upałów nawet ta sierpniowa noc musiała jawić się niczym zbawienie. Tu i ówdzie paliły się światła, jednak nikt nie wystawał w oknie, aby sprawdzić, kto tak hałasuje. To była taka spokojna noc i... — Co? Coo?! — Zaczął wykręcać głowę, żeby zobaczyć, o czym mówi. Wcześniej nawet nie zauważył, że w pojeździe znalazł się pasażer na gapę. — Kurwa, Nora siedź na tyłku! Czarodziej szarpnął taczką, gdy blondynka zrobiła to, co blondynki mają w zwyczaju i zaczęła panikować. Już chyba lepiej by było, gdyby piszczała i krzyczała w niebogłosu. Ale nie, nawet w akcie przerażenia Nora Figg musiała dodać specjalną posypkę od siebie: próbowała wysiąść. A to sprawiało, że utrzymanie taczki w miejscu nie było takie łatwe. Na szczęście udało mu się to i utrzymał taczkę na kole. Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś bardzo przewrażliwiona? A pomyśleć, że miałaś taką odpowiedzialną rolę w Zakonie Feniksa! Co by pomyślał Albus Dumbledore, gdyby zobaczył cię tu teraz? Wstyd, po prostu wstyd, panno Figg! I to wszystko z powodu małej, słodkiej myszki, która tylko chciała się z tobą przywitać!
Gryzoń jakimś cudem utrzymał się na krawędzi taczki, gdy Erik wyrównywał kurs, jednak twoje krzyki Noro tylko sprawiły, że zwrócił na ciebie jeszcze większą uwagę. Mysz skuliła się, wlepiając w ciebie ciemne oczka, aż tu nagle... Dziura w ziemi! Mysz ześlizgnęła się do taczki i wylądowała pod twoimi nogami! Wykonaj rzut 1d5. Zinterpretuj wynik rzutu według poniższej rozpiski i zareaguj w poście. 1 — Co ten debil do ciebie gadał? Że masz się uspokoić? Kompletnie mu się już rzuciło na łeb! Przecież to była krwiożercza bestia. Wyskakujesz z taczki, co skutkuje tym, że pociągasz swój ''rydwan'' i Erika za sobą. Wszyscy lądujecie na asfalcie. Mysz ucieka w trawę. 2 — Jeszcze czego! Ta mysz ewidentnie chce zrobić ci krzywdę. Skoro facet nie chce ci pomóc, to musisz sama być swoim księciem na białym koniu. Wyskakujesz z ''rydwanu'', jednak nie pociągasz za sobą Erika. 3 — Trzęsiesz się i płaczesz, a myszce... Chyba robi się ciebie żal, bo próbuje się do ciebie zbliżyć. 4 — Z tej paniki zaczynasz szlochać. Nie chcesz patrzeć temu potworkowi w oczy. Mysz czai się w kącie taczki, niebezpiecznie blisko twojej stopy. 5 — Udało ci się utrzymać pod kontrolą swoje spanikowane ciało. Skołowana mysz nie bardzo wiedziała, co się dzieje i spróbowała wspiąć się po ściance taczki. Po paru próbach udało jej się to i pomknęła w trawę. RE: [28/29 VII 1972] Podróże, małe i duże | Erik i Norka - Nora Figg - 27.02.2024 Co to to prawda. Erik miał stuprocentową rację. - Strasznie się cieszę, że u nas ta znajomość skończyła się wielką przyjaźnią... - Bo co ona by bez niego zrobiła w swoim życiu? W czyje ramię by płakała, kogo mogłaby opierdzielać, na kim się wyżywać? Nie umiała sobie wyobrazić swojego życia bez Ericzka, który był w nim od zawsze, na dobre i na złe. Ech, rozczulające. - Nie ma wyjścia, wasz dom jest pełen ludzi, sama się gubię w tym, kto u was mieszka, dziadek musi to wszystko spamiętać. Podejrzewam, że ma lepszą pamięć od mojej. - Psy, ludzie, u Longbottomów było wesoło, miała trochę wrażenie, że Warownia jest jak hotel, tyle, że goście zatrzymywali się tutaj na dłużej. Bardzo lubiła się tu pojawiać, bo zawsze kończyło się to w zabawny sposób. Marzenie stworzyć taki dom pełen życia. Senior musiał być dumny z tego osiągnięcia. Wolała teraz nie skupiać się na śmierci. To było oczywiste, że spotka każdego, miała wrażenie jednak, że póki co wszystkim odpowiadała taka sytuacja. Dziadek był w formie, ojciec Erika nie wtrącał się póki co za bardzo w sprawy rodzinne, dzięki czemu jego dzieci póki co mogły żyć w taki sposób jak chciały. Norka wiedziała, że nie u wszystkich czystokrwistych to tak wygląda, w końcu nadal można było usłyszeć o aranżowanych małżeństwach. Wolała nie myśleć o tym, że ktoś kiedyś będzie mógł zmusić jej przyjaciół do tego, aby spędzili z kimś zupełnie im obojętnym całe życie. To by było naprawdę dramatyczne zakończenie. - Fakt, twoja siostra jest jeszcze gorsza. - Trudno jej było ostatnio nadążyć za Brenną, nie miała pojęcia, jak daje radę angażować się w tyle spraw jednocześnie i wszystko ogarniać. Podziwiała ją trochę za tę samodyscyplinę. - Nie, nie, nie! - Postanowiła poprawić przyjaciela. - Malutka właścicielka, malutkiego biznesu, ale tak, co prawda to prawda, umiem zrobić dobrze KAŻDEMU! - Powiedziała to, co on chciał najprostszymi słowami, jakie tylko znała, zabrzmiało to cóż... jak zawsze. Jak miała siedzieć na tyłku, kiedy walczyła tutaj na śmierć i życie. Czy on do reszty zwariował? - JAK MAM SIEDZIEĆ NA DUPIE, SKORO ONA CHCE MNIE ZABIĆ!!!! - Słowa bardzo szybko opuszczały jej usta, przesuwała się też ciągle do tyłu taczki, aby oddalić się od swojego oprawcy. Jak na złość mysz wpadła do taczki. Nora pisnęła jeszcze głośniej. Było coraz bliżej jej końca. Tyle, że wtedy coś do niej dotarło. Nie była byle jakim, pierwszym lepszym laikiem. Jej życie nie bez powodu było powiązane z kotami. ONA BYŁA KOTEM. Taką mysz, to mogłaby zjeść ot tak, albo złapać w swoje dłonie. Coś się zmieniło, kiedy te myśli zaczęły krążyć jej po głowie. Spojrzała na mysz zadziornie, jej wzrok mówił No dawaj, była gotowa na starcie. Tyle, że ta mała istota chyba to wyczuła, zobaczyła, jakie niebezpieczeństwo ją czeka jeśli zostanie tutaj dłużej. Po kilku próbach udało jej się opuścić taczkę. Panna Figg klasnęła, była zadowolona, że udało jej się wygrać ten pojedynek na spojrzenia. - JESTEM KOTEM! - Krzyknęła zadowolona. RE: [28/29 VII 1972] Podróże, małe i duże | Erik i Norka - Erik Longbottom - 28.02.2024 Przyjaźń łącząca Erika i Norę była wyjątkowa. Niewiele relacji z dzieciństwa ma zaszczyt przetrwać okres dorastania, nie wspominając nawet o życiu dorosłym. Ludzie szli w swoją stronę, skupiali się na swoim własnym życiu, a z czasem kontakt słabnął, dopóki wszechświat ponownie nie popychał pewnych osób ku sobie. Oni tego nie doświadczyli.
Odkąd zapoznali się ze sobą w Dolinie Godryka cały czas byli blisko siebie; jak nie w Hogwarcie, to w Londynie, gdy szkolne mury zostawili daleko za sobą. Ząb czasu, zamiast nadkruszyć ich więzi, tylko je umocnił. Zasługa słabości, jaką mieli do siebie nawzajem? A może siatki znajomych, jaka pokrywała się w wielu punktach? Połączenie tych i wielu innych czynników? Najprawdopodobniej. — O tak, pamięć ma niezrównaną — potwierdził Erik, a jego twarz stężała na wspomnienie dawnych nagan i pogadanek w wykonaniu dziadka. Longbottomów nie było łatwo utrzymać w ryzach, a mało kto w rodzinie miał prawdziwie żelazną rękę. Godryk siłą rzeczy musiał przyzwyczaić się do tej roli. — Chociaż mam wrażenie, że nawet on nie jest w stu procentach pewny, ile konkretnie osób u nas mieszka. Oprócz Longbottomów i Crawleyów mieszkał tam także Thomas i Julien, a jakby się uprzeć to można by było dodać do tego zestawu także stolarza Samuela, który spędzał na terytorium Warowni praktycznie tyle samo, co i jej mieszkańcy. A zwierzaki to już w ogóle można sobie darować, pomyślał z przekąsem. Jeszcze z psami nie było tak najgorzej, bo każdy z nich różnił się od reszty, ale sowy... To był prawdziwy koszmar. Biorąc pod uwagę liczbę domowników, Warownia powinna mieć oddzielną sowiarnie na całą korespondencję. — Co moje uszy słyszą? — rzucił zdezorientowany. Zupełnie nie wiedział, jak się zachować. Czy ktoś w końcu przyznał mu rację do Brenny? — Komuś za bardzo rozwiązał się język. — Zaśmiał się krótko. — Nieładnie tak obgadywać innych, Norciu. Pójdę ci jednak na rękę i będę milczał jak grób. Ach, jak cudownie byłoby wytknąć Longbottomównie, że faktycznie przekraczała wszelkie ludzkie wyobrażenia na temat swojej osoby. Szkoda tylko, że do tej wiekopomnej chwili doszło, gdy Erik i Nora mieli w żyłach więcej alkoholu niż krwi i mało co będą pamiętać z tej rozmowy o poranku. Cóż, nawet jeśli zapomni o tym po powrocie do domu, to te pół godziny satysfakcji z pewnością mu wystarczy. Nie była to zresztą jedyna niespodzianka tej sierpniowej nocy. Drugą było to, że Figg faktycznie zdołała się uspokoić i... odstraszyła mysz. Co jak co, ale Erik nie spodziewał się, że tak się potoczą sprawy. Sądził, że mysz przestraszy się na tyle, że wskoczy na Norę, a wtedy Dolina Godryka dowie się, jak duży potencjał wokalny tkwił w trzewiach panny Figg. Tak się jednak nie stało. Aż żal... Czyż nie? — Albo wyliniałą kocicą, która drze się jak stare prześcieradło przy pierwszej okazji — mruknął, posyłając dziewczynie wredny uśmieszek. — Chociaż odwagi nie można ci odmówić. Przynajmniej nie wyskoczyłaś ze swojego rydwanu przyjaźni. Powoli wyjeżdżali z dzielnicy mieszkalnej i zbliżali się do centrum Doliny Godryka. Erik zatrzymał się na środku skrzyżowania, nie do końca wiedząc, gdzie teraz skręcić. Nie był pewien, która droga byłaby bezpieczniejsza z uwagi na mniej dziur na drodze, a która szybsza acz najeżona przeszkodami. RE: [28/29 VII 1972] Podróże, małe i duże | Erik i Norka - Nora Figg - 29.02.2024 Mieli szczęście, przynajmniej tak uważała Norka, Erik mógł mieć o tym inne zdanie, bo Figg poza tym, że była jego przyjaciółką była również jego wrzodem na tyłku, ale takim kochanym, na którego nie dało się złościć dłużej niż krótką chwilę. Był dla niej zawsze bardzo wyrozumiały i nie brał do siebie jej zmian nastroju, które czasem jej się zdarzały, szczególnie, kiedy zaczynała panikować. Miała wtedy tendencje do wyżywania się na nim, zupełnie niepotrzebnie. Chyba się do tego przyzwyczaił, bo dalej był obok niej i ją wspierał, za co była mu ogromnie wdzięczna. - Nie ma się mu co dziwić, ta liczba ciągle się zwiększa, populacja rośnie i to nie w naturalnym tempie, wy po prostu bierzecie do domu ludzi z ulicy. - Zaśmiała się, kiedy to powiedziała, bo nie do końca była to prawda. Miała świadomość, że pomagali tym, którzy tej pomocy potrzebowali, co było bardzo szlachetne. Nie każdy mógł sobie pozwolić na takie gesty, oni byli bardzo majętni, ale korzystali z tego bogactwa w naprawdę umiejętny sposób. Takich rodzin powinno być więcej. Nie umiałaby wskazać chyba podobnej, znanej i szanowanej rodziny. - Stop, stop, stop. - Odparła, kiedy wspomniał o tym, że obgaduje innych. - To ty zacząłeś! - Sama z siebie by pewnie nigdy nie pokusiła się na taki komentarz sprowokowana jednak nie miała żadnego oporu. - Masz szczęście, lepiej milcz, bo inaczej się zemszczę, a wiesz, że umiem, jak się postaram. - Odwróciła się w jego stronę i pokazała mu język, typowe zachowanie młodszej, rozwydrzonej siostry przyłapanej na czymś nieodpowiednim. Na całe szczęście bardzo prawdopodobne było to, że jutro nie będą pamiętać tej podróży i rozmowy, pewnie zrobiłoby się jej głupio za to co mówiła, a tak to nie miała żadnych oporów. Ciekawe, czy kac będzie proporcjonalny do tego, co wypili, oby nie, bo przecież jak poważny, dorosły człowiek musiała jutro wstać do pracy... Była bardzo dumna z tego, w jaki sposób zakończyło się starcie z tym strasznym agresorem. Może i przeżył, ale na pewno zapamięta pannę Figg i nigdy więcej nie wejdzie jej w drogę! Liczyła na to, że mysz dozna traumy i resztę życia spędzi w piwnicy, aby nie uprzykrzać życia biednym przechodniom, którzy tylko chcieli dotrzeć do karczmy. - Ej, ej, ej... - Odwróciła się ponownie na taczce i złapała rękoma za jej brzeg, aby się nie przewrócić. Spoglądała na przyjaciela. - Co to, to nie, żadną wyliniałą kocicą, prawdziwa kotka ze mnie. - Nie zastanawiała się specjalnie długo i wyciągnęła jedną rękę do przodu przejechała nią w powietrzu dodając do tego efekt dźwiękowy. - MIAAAAU - Zaskrzeczała. Po chwili odwróciła się ponownie, aby być przodem do kierunku jazdy, bo te akrobacje powodowały, że zaczęło się jej kręcić w głowie. Nie wróżyło to nic dobrego, szczególnie po tej ilości alkoholu, którą w siebie wlali. - Nie spodziewałeś się po mnie takiej odwagi, co? Jeszcze potrafię cię zaskakiwać. - Nora Figg pogromczyni myszy, prawdziwa wojowniczka. Poczuła, że rydwan się zatrzymuje, jeszcze tego brakowało, żeby się zgubili. Nie no, Erik znał Dolinę jak własną kieszeń, to na pewno nie było to. - Dawaj w lewo, wszystkie drogi prowadzą do Lizzy. - Czy na pewno? To się dopiero okaże. RE: [28/29 VII 1972] Podróże, małe i duże | Erik i Norka - Erik Longbottom - 29.02.2024 Dokładnie. Liczba domowników stale się zwiększała, chociaż z tego, co orientował się Erik, parę osób robiło podrygi do tego, aby próbować wyrwać się z gniazda. Jak tragiczne by to nie było, wystarczyło spojrzeć, chociażby na Morfeusza; miał spędzić w Grecji następne kilka miesięcy na swoich badaniach, a okoliczności zagnały go do ojczyzny i wcale nie były one przyjemne. Poza tym był jeszcze Thomas... Brzebąkiwał coś o tym, że może czas znaleźć coś innego, jednak koniec końców chyba się na to nie zdecydował. Może za duża presja ze strony Erika i Brenny?
— Oby to nie było naszą zgubą — mruknął pod nosem, zaraz jednak się rozpogodził, nie chcąc psuć nastroju. — Jeszcze naprawdę będę musiał kupić łóżka piętrowe do pokoju i z kimś mieszkać. Wyobrażasz to sobie? Aż tak dramatyczna sytuacja im nie groziła, jednak dla innych rodzin postępowanie Longbottomów musiało wydawać się szalone. W tych czasach, zwłaszcza gdy praktycznie zrobili z siebie cel zwolenników Czarnego Pana, przyjmować pod swój dach kolejne osoby? Wprawdzie dbali o to, aby przyjmować osoby sprawdzone, jak chociażby Charlesa, jednak co się stanie, gdy nie będzie im dane kogoś sprawdzić? Czy wtedy zamkną komuś drzwi przed nosem? Longbottom skrzywił się na samą myśl. Może trzeba było porozmawiać o tym z Dumbledorem lub Stewardem? Ale to temat na inną rozmowę, inny czas. — Ja komentuję, a nie obgaduję. Obgadywałbym, gdybym powiedział, że moja siostra ma taki okropny zwyczaj zostawienia swoich książek w całej posiadłości, których po sobie nie sprząta. Co jest, pragnę nadmienić, nieprawdą — wyjaśnił ze spokojem. Pasażera na gapę zostawili daleko w tyle, toteż Erik nie przejmował się zbytnio tym, aby uważać. Ulice również były wyludnione. Gdyby nie pojedyncze światła w oknach i migające latarnie można by pomyśleć, żę Dolina została opuszczona. Jak jedna z tych zakutych dechami wiochy, jakie można było minąć na odludziach i na niezasiedlonych obecnie terenach. Tylko kilku starszych czarodziejów i dziwaków mieszkających w podniszczonych chałupach. Oby Doliny nigdy nie spotkał taki los. — Mhmm... Prawdziwa z ciebie bohaterka. Nie mogę się doczekać, aż zobaczę, jakie jeszcze niespodzianki skrywasz. — Pokiwał spolegliwie głową. Ewidentnie chciała, aby jej przytakiwać. W sumie to wolał już słuchać jej, niż pozwolić, aby dręczące go myśli przejęły stery. — Babcia Lizzy cię tego nauczyła, czy przyswajacie to naturalnie? — sarknął, gdy zaczęła miauczeć. I to bardzo przeraźliwie. Po chwili jednak zatrzymali się na skrzyżowaniu. — Okej — zgodził się z nią z braku laku. Bądź co bądź, to ona siedziała w rydwanie Longbottomów. Jak coś będzie nie tak z drogą, to ona będzie najbardziej cierpieć. Czas wrócić do niewykorzystanych scenariuszy kostkowych, więc masz szansę na kolejną przygodę! Cóż za emocje. Wykonaj rzut 1d6 w offtopie i odnieś się do wylosowanego zdarzenia. Niech kości zawsze ci sprzyjają!
1, 3, 6 —> Po kilku minutach drogi odnosisz wrażenie, że Erik postawił sobie za punkt honoru, abyś poczuła każde wgłębienie, dziurę i właz studzienkowy na drodze do karczmy twojej babci. Czy on to robi specjalnie? To ma być jakaś zemsta za tą akcję z myszą? A może to ty wybrałaś złą ścieżkę? W każdym razie, zaczynają cię boleć plecy i kość ogonowa. 2, 4, 5 —> Jak na razie podróż mija ci spokojnie. Kto wie, może twój kierowca zasłuży nawet na napiwek? Mimowolnie zerkasz w rozgwieżdżone niebo. Twoja poprzednia impreza u Longbottomów nie skończyła się najlepiej, a Erik musiał wyciągać cię na Ostarę praktycznie siłą. Jak się jednak czujesz teraz? Czy spędziłaś miło czas? O czym jeszcze opowiada ci nieboskłon? Może o jednej z wakacyjnych nocy przed laty, jakie spędziłaś w towarzystwie pewnego Księcia Kniei? |