Secrets of London
[Zima 1971] Cisza zimowej nocy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [Zima 1971] Cisza zimowej nocy (/showthread.php?tid=2795)

Strony: 1 2


[Zima 1971] Cisza zimowej nocy - Brenna Longbottom - 26.02.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz tajemnic IV

adnotacja moderatora
Rozliczono - Thomas Figg - osiągnięcie Piszę, więc jestem


Scenariusz Thomasa: Pierwsze ataki śmierciożerców.

Mróz szczypał w nosy i policzki, a zimowy krajobraz niewielkiej miejscowości w gwieździstą nos przedstawiał się prawie jak sceneria z jakiejś baśni: nietknięta biel, migocąca w świetle Księżyca i gwiazd.
Rzecz w tym, że te pierwotne wersję baśni były pełne ciemności, strachu i krwi, i tej nocy krew też mogła popłynąć.
- Mąż Lydii Roberts przepadł w listopadzie. Nie ma dowodów, że to śmierciożercy, a ona jest mugolką. Brakuje ludzi, więc nie przyznano jest ochrony z Ministerstwa - relacjonowała bardzo cicho Brenna, gdy przedzierali się przez niedawno osiadły śnieg ku niewielkiemu domkowi, jednemu z niewielu w pobliżu. Cicha okolica, idealną na dokonanie szybkiego ataku. - Jej dzieci przyjechały do domu na ferie. Najstarszy syn jest na ostatnim roku Hogwartu. Jego ojciec miał kontak do mojego ojca. Chłopak skontaktował się z nami, że ktoś obserwuje dom - mruknęła.
Spod kaptura wymykały się włosy, długie i czarne, zupełnie niepodobne do włosów Brenny. Szalik przysłaniał twarz, a w zniszczonej kurtce, kryjącej sylwetkę, nigdy dotąd nikt jej nie widział i nie miał już zobaczyć.
Jeśli dom był faktycznie obserwowany, nikt nie powinien wiedzieć, kto odwiedził Robertsów i pomógł im rozpłynąć się im w powietrzu pewnej ciemnej, zimowej nocy. Młody czarodziej mógł się mylić, ale zniknięcie jego ojca było na tyle niepokojące, że zbagatelizowanie tej informacji nie wchodziło w grę. Musieli się tu pojawić i musieli zadbać o to, aby nikt ich nie rozpoznał.
- Przerzucamy ich do ciotki Robertsa. To czarownica, jej dom jest dobrze chroniony, zgodziła się na razie przyjąć do siebie Lydię. Dom sprzeda się przez pośrednika, więc kobieta będzie miała pieniądze, by zacząć gdzieś indziej, dzieci wrócą do Hogwartu, a my poobserwujemy okolicę, może uda się dorwać drani.
W tej chwili jednak nie było o tym mowy: priorytet stanowiło wyciągnięcie stąd pani Roberts i jej trójki dzieciaków. A musieli działać i zorganizować wszystko szybko.
Thomas pojawił się tutaj, ponieważ mógł przetransportować dzieci oraz mugolkę. Szybko, na długi dystans - zanim ktokolwiek się zorientuje, co się stało.
Brenna zerknęła na niego - z powodu szalika i kaptura widać było tylko ciemne oczy - czekając na uwagi czy pytania. A potem podeszła do drzwi, na których wciąż wisiał świąteczny wieniec i zapukała.


RE: [Zima 1971] Cisza zimowej nocy - Thomas Figg - 27.02.2024

Przedzierając się przez zaspy białego puchu słuchał sprawozdania Brenny - mówiła na tyle cicho, że często musiał pochylać się w jej stronę i iść wygięty jak agile, żeby tylko dobrze słyszeć co mówi, a nie tylko piąte przez dziesiąte.
W ręce ukrytej w rekawie płaszcza ściskał cały czas różdżkę. Skoro dom był obserwowany, to przecież ktoś mógł postanowić zaatakować widząc nowych gości.
Wolną ręką prawił kaptur na głowie, choć za radą swojej towarzyszki zadbał o fakt, aby ukryć swoją tożsamość i zmienił kolor włosów na platynowy blond to wolałby nie pokazywać się tak otwarcie. Zwłaszcza jeśli ktokolwiek obserwował faktycznie ten dom.
- A co jeśli to ojciec ukrył się pozorują zniknięcie? Może w jakiś pokrętny sposób pomyślał, że tak ich uratuje i teraz nad nimi czuwa? - historia owszem naciągana, ale ludzkie umysły mają tendencję do zbytniego komplikowania życia samym sobie, więc mogło być i tak. Ale nie mogli przecież zakładać tak dobrego rozwiązania sprawy i musieli działać.
Pokiwał głową na znak, że rozumie plan i nie ma żadnych pytań. To co mieli zamiar zrobić było dość proste i mogło być nad wyraz skuteczne. Samo przetransportowanie mugolki nie potrwa długo, zastanawiał się tylko jak długo będą obserwować okolicę.
Szybko wypuścił powietrze nosem i poprawił chwyt na różdżce - "strzeżonego, Merlin strzeże".


RE: [Zima 1971] Cisza zimowej nocy - Brenna Longbottom - 27.02.2024

- Bardzo bym chciała, żeby tak właśnie było, Thomasie - powiedziała Brenna miękkim tonem, w którym nie dało się usłyszeć ani odrobiny sceptycyzmu: a przecież nie wierzyła w taką wersję, bo te ostatnie tygodnie leczyły z wszelkiej naiwności i wiary w baśnie. Pan Roberts albo został zabity za poślubienie mugolki, albo uciekł, by zabitym nie zostać - czy porzucając bliskich, czy naiwnie licząc, że ich ochroni. Ale wątpiła, by obserwował ich teraz z ukrycia, nie dając znaku życia. - Niemniej lepiej upewnić się, że będą bezpieczni. Jeśli to faktycznie on, to w niczym nie zaszkodzi.
Poza tym że pani Roberts musiała de facto porzucić całe swoje dotychczasowe życie... ale przynajmniej będzie żyła, dzieci nie będą patrzyły na jej śmierci i same przetrwają - Brenna podejrzewała, że śmierciożercy niekoniecznie oszczędziliby potomostwo mugolki, nawet jeżeli ojciec był czarodziejem, skoro już by się tu pofatygowali.
Musieli poczekać przez moment na chłodzie. Brenna spięła się nieco, gdy usłyszała po drugiej stronie dźwięk świadczący o tym, że ktoś się tam skrada - próbował być cicho, ale nie wyszło mu na tyle, by nie wyłapała skrzypnięcia podłogi. Po chwili jednak drzwi uchyliły się lekko.
Na progu stał chłopak, na oko koło siedemnastego lub osiemnastego roku życia. W dłoni kurczowo trzymał różdżkę. Spodziewał się ich tutaj, ale wyraźnie nie był pewien, kto się pojawi.
- Leo Roberts? - spytała Brenna, spoglądając na jasne oczy i szopę włosów o barwie słomy. Przypominał bardzo swojego ojca, którego zdjęcie trafiło do BUM - nie było wszak dowodów, że w zniknięcie zamieszani byli śmierciożercy... - Kontaktowaliśmy się listownie. Mamy pomóc wam się bezpiecznie przenieść.
- To ja - mruknął Leo i rozluźnił trochę ramiona, jakby opuściło go napięcie. - Moglibyśmy użyć Fiuu, ale...
- Ciiii - powiedziała Brenna, przykładając palec do ust, czy też raczej do szalika. Mogła się domyśleć, z czego wynikało ale: sieć Fiuu dało się monitorować, a krewna Robertsa może i była skłonna na jakiś czas ukryć panią Roberts, ale już niekoniecznie chciała, by ktokolwiek o tym wiedział. A sama Brenna wolała, by zbyt wiele słów nie padło w tym domu, który - kto wie - odwiedzą może wkrótce śmierciożercy. - Jesteście spakowani?
- Naszykowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy. Tylko mama... wciąż nie jest przekonana.
- Pomożesz je znieść? - spytała Brenna, zwracając się do Figga. - Porozmawiam z panią Roberts. Czy wolisz zostać z nią, a ja pójdę po rzeczy?


RE: [Zima 1971] Cisza zimowej nocy - Thomas Figg - 29.02.2024

Pokiwał głową na znak, że faktycznie lepiej zapobiegać niż potem le... Urządzać pogrzeby. Odetchnął głęboko czują nieprzyjemne uczucie w żołądku, dziwne przeczucie, że coś gdzieś tu pójdzie nie tak. Nienawidził tego uczucia, szczególnie, że rzadko się sprawdzało ale jednocześnie nie mógł go od tak zignorować, przecież przychodząc tutaj zobowiązał się zadać nie tylko o swoje bezpieczeństwo.
Cóż, rozmowa z mieszkającymi tutaj osobami była w tej chwili w kwestii Brenny, lepiej się nadawała do tego niż on, natura poskąpiła mu krasomówczego talentu i czasami był wręcz do bólu dosadny. Nim weszli do środka rzucił jeszcze uważne spojrzenie na okolicę widoczną z drzwi chcąc być pewnym, że nie ma nikogo w zasięgu wzroku.
W środku wcale się nie rozluźnił, na to pozwoli sobie dopiero kiedy już zakończą zadanie. Miał już powiedzieć że zazwyczaj szaleni panowie pukający do drzwi są dość przekonywujący, ale w porę ugryzł się w język z kilku powodów: ojciec i mąż prawdopodobnie ich spotkał, oni nie pukali a w chodzili z drzwiami - a nie potrzebowali teraz lamentowania i histerii.
- Oczywiście, chyba nie sądziłaś, ze będę dobry do przekonywania kogokolwiek - odpowiedział i skinął na Leo. - Prowadź młody, znieśmy bagaże. Zanim wrócimy pewnie twoja matka będzie gotowa do drogi - i bez zbędnej zwłoki ruslyzł za młodzieńcem.


RE: [Zima 1971] Cisza zimowej nocy - Brenna Longbottom - 01.03.2024

Figg nikogo nie dostrzegł w ciemnościach zimowej nocy. Widział tylko ciemność i śnieg, iskrzący się w blasku gwiazd. Czy jednak nikt nie obserwował ich gdzieś z mroku? Czy w żadnym z trzech domów, położonych może nie tuż za płotem, ale w pobliżu, nie czaił się jakiś szpieg? Czy nie zostawiono tu jakiegoś zaklęcia, które miało powiadomić, gdyby niedoszłe ofiary chciały umknąć? Czy ktoś nie pojawi się wkrótce...?
Tego żadne z nich nie mogło wiedzieć.
- Wierzę w twój czar - odparła Brenna cicho. Szalik przysłaniał dół twarz, nie mógł więc widzieć jej uśmiechu: szczerego, chociaż wcale nie wesołego, bo przecież sytuacja, w której się znajdowali, nie była ani trochę wesoła. Skierowała się w stronę salonu, gdzie bardzo drobna, niska kobieta siedziała na kanapie. Zaciskała nerwowo dłonie, a u jej boku siedziała dziewczynka, na oko około piętnastoletnia.
- Pani Roberts? I Amy, prawda? - przywitała się Brenna, podchodząc do nich. - Amy, mogę chwilę porozmawiać z twoją mamą?
Nastolatka mruknęła coś, wyraźnie niezadowolona, że wykluczają ją z rozmowy, ale wstała z kanapy i znikła w kuchni.
- Tędy, mój brat ogarnia ostatnie rzeczy - powiedział tymczasem Leo do Thomasa i skierował się ku schodom. - To niesprawiedliwe, że musimy opuszczać swój dom przez jakichś kutasów. Że w tym całym Ministerstwie Magii nie zrobicie z nimi porządku
Poprowadził Figga na górę, gdzie jego brat - trochę młodszy i bardzo do niego podobny - właśnie wyciągał z pokoju walizkę. U szczytu stopni leżało już kilka toreb i dwa plecaki. Młodszy z braci Roberts rzucił Thomasowi kose spojrzenie, jakby to była jego wina, że muszą tak uciekać. Leo jednak klepnął go lekko w ramię, jakby chciał upomnieć brata i pochylił się, by zgarnąć plecak i torbę. We troje zdążyli zejść na dół akurat w momencie, w którym młoda Aby Roberts wypadła z kuchni: blada, rzuciła się ku bratu.
- Ktoś jest przy furtce na tyłach!


RE: [Zima 1971] Cisza zimowej nocy - Thomas Figg - 06.03.2024

- Chociaż ty - mruknął pod nosem wchodząc do środka zaraz za nią. Powiódł wzrokiem za Brenną znikającą w salonie i wrócił spojrzeniem do młodego czarodzieja, który miał go zaprowadzić do bagaży.
Przysłuchiwał się narzekaniu Leo i choć wolał nie wtrącać się w czyjeś życie - dość odważne stwierdzenie jak na kogoś kto właśnie pomaga w wymuszonej przeprowadzce - to postanowił nieco sprowadzić na ziemię chłopaka.
- W życiu nic nie jest sprawiedliwe - zaczął spokojnie, zdejmując kaptur, bo i uszy już mu nie zmarzną. - W życiu chodzi o to co jesteś w stanie zrobić, a czego nie. Czy jesteś w stanie zostać bezpiecznie w tym domu i ochronić rodzinę? - Zapytał retorycznie i nie czekając na odpowiedź kontynuował. - Nie, dlatego robicie to co możecie, dbanie o rodzinę to nie tylko machanie różdżką ale też podejmowanie trudnych decyzji - nie miał pojęcia ile ojciec mu wpoił, ale skoro go nie ma, to lepiej, żeby chłopak zdawał sobie z tego sprawę.
Thomas odpowiedział młodszemu z braci uśmiechem, niemrawym co prawda ale w jego mniemaniu miał by pocieszający. Sam nie wiedział jak to jest opuszczać w takiej sytuacji rodzinny dom i wolałby się nie dowiedzieć. W milczeniu już pomógł im znieść bagaże na sam dół - wszystko zapowiadało się całkiem przyjemnie i spoko...
- Nóż kurwa... - warknął pod nosem. - Wy, idźcie powiadom matkę i Brennę, niech przygotują się do podróży - nakazał młodszemu rodzeństwu zbierając bagaże w jedno miejsce. Cóż nie taki był plan, ale trzeba było się dostosowywać. Zaklęciem odesłał ich bagaże w bezpieczne miejsce - miał tylko nadzieję, że w jego pokoju w Norze nikogo obecnie nie było, potem zajmie odzyskają swoje bagaże - jeżeli będą musieli uciekać wolał nie musieć zwracać uwagi na jakieś torby i walizki.
- Ty, za mną - powiedział do Leo - Wolę się upewnić że to nie wasz ojciec, oby na Merlina to był on, a nie jeden z tych kutasów co wypędzają cię z domu - to było proste, przez okno sprawdzić w miarę możliwości kto czai się przy furtce.


RE: [Zima 1971] Cisza zimowej nocy - Brenna Longbottom - 07.03.2024

Chłopak rzucił Thomasowi kolejne, buntownicze spojrzenie. Nie kłócił się już jednak - może dlatego, że słowa do niego trafiły, a może po prostu mina brata sprawiła, że nie zdecydował się na marudzenie. Był jeszcze jednak chyba trochę za młody, aby mógł myśleć o trudnych decyzjach i o tym, że pewne rzeczy są po prostu konieczne. Jego brat, już siedemnastoletni, chyba patrzył na to trochę inaczej, choć i jego wyraźnie zżerała gorycz.
Dziewczyna poinstruowana przez Figga po prostu rzuciła się pędem do salonu. Średni z rodzeństwa stał jednak niezdecydowany, spoglądając to na brata, to na Thomasa, Leo zaś pobladł jak ściana.
– Mój ojciec nie żyje. Inaczej by nas nie zostawił – powiedział. Z kieszeni wydobył różdżkę i zacisnął na niej palce, ale jego dłoń trzęsła się: wyraźnie myślał o tym, że zagrożenie jest jednak realne, że na progu stanęli śmierciożercy, że ich przecież szkolono właśnie do walki i zabijania… – Powiedz tej kobiecie, żeby zabrała stąd matkę i Amy – rzucił jednak w końcu, ruszając za Thomasem.
Na zewnątrz było ciemno. W okolicy nie płonęły żadne latarnie – jedynymi źródłami światła były księżyc i gwiazdy. Śnieg iskrzył w ich blasku, na tyłach domu biały i nieskalny.
Ktoś nie miał ochoty przedzierać się przez zaspy.
Thomas mógł dostrzec dwie postacie w ciemnych płaszczach. Jeśli pan Robert nie doznał cudownego rozdwojenia, to raczej nie mógł być on. Z tej odległości nie widział czy mają maski, ale nocna wizyta dwóch podejrzanych osób, z których jedna zaklęciem usunęła śnieg, torując sobie drogę do domu, nie wróżyła niczego dobrego.
– Thomas, trzeba ich stąd zabrać! – Brenna wypadła z salonu. Machnęła różdżką, celując od razu w drzwi, pokrywając je ochronną tarczą: było jednak jasne, że ta co najwyżej da im kilkanaście dodatkowych sekund, bo gdy nie zadziała pierwsza alohomora, rzucą po prostu silniejsze zaklęcia albo użyją okien. Przeklinała teraz w duchu. Siebie, że nie pojawili się kwadrans wcześniej. Że nie zadbała bardziej o to, aby nie zostali dostrzeżeni. Śmierciożerców, bo gdyby przyszli pięć cholernych minut później, ich by już tutaj nie było. A nawet panią Roberts, która próbowała w ostatniej chwili wycofać się z planu, niechętna do opuszczenia własnego domu.
Jedna z sylwetek obróciła się w stronę okna – i chociaż Thomas nie widział jej dobrze, mógł być niemal pewien, że dostrzeżono, że ktoś patrzy z wnętrza budynku na furtkę.


RE: [Zima 1971] Cisza zimowej nocy - Thomas Figg - 07.03.2024

- Niczego nie możesz być pewny, w ekstremalnych sytuacjach ludzie nie zawsze postępują zgodnie z tym co o nich wiesz - odpowiedział jedynie, ale widok dwóch postaci dał jasno do zrozumienia jak bardzo skrewił. A tak bardzo chciał wierzyć w cud - jak zwykle się przeliczył. Miał wrażenie, że czas zwolnił, ale to tylko adrenalina uderzyła mu do mózgu. Nie było czasu na to, żeby teraz jeszcze dywagować nad tym co i kiedy ich ojciec mógł, zrobił czy mógłby zrobić. Teraz w tej chwili mieli naprawdę mało czasu na działanie.
- Wiem! - odpowiedział i zaraz cofnął się od okna z bezgłośnym "kurwa" na ustach. Pięknie spieprzył sprawę, aby tylko pomylili go z Leo. Ale nie mógł przecież polegać na głupocie przeciwników, to było jak stąpanie pod cienkim lodzie. - Zaraz po was wrócę, nie rób nic głupiego. Loe, pilnuj się jej jak rzep psiego ogona! powiedział szybkim krokiem podchodząc do dwójki młodszych dzieci i pani Roberts.
- Złapcie mnie za rękę i nie puszczajcie, to... Będzie dość specyficzne uczucie - dodał woląc oszczędzić im szczegółów uczucia podczas teleportacji - nie mieli czasu teraz na to. Kiedy tylko poczuł ich uchwyt zniknęli z cichym pyknięciem.
Pojawili się w niewielkim pomieszczeniu z kanapą, dwoma fotelami i stolikiem zastawionym kanapkami i dzbankiem z herbatą, oraz wiadra. Tak, wiadra, Thomas dobrze wiedział jak może podziałać na innych teleportowanie się po raz pierwszy.
- To normalne, uwierzcie mi nieprzyjemne uczucie zaraz minie. - powiedział prowadząc do kanapy, aby mogli odzyskać komfort na własną rękę. Chwycił mocno różdżkę w prawą rękę i dodał. - Wracam po tamtych dwoje i zaraz tu będziemy razem, potem ruszymy do waszej ciotki - wraz z ostatnim słowem znów zniknął, aby pojawić się w domu Robertsów.
- Czas na nas! - rozejrzał się uważnie za Brenną i Leo, aby i ich zabrać w podróż.


RE: [Zima 1971] Cisza zimowej nocy - Brenna Longbottom - 08.03.2024

– Nigdzie nie pójdę bez brata!!! – zawołał młodszy z Robertsów.
– Co się dzieje? – dopytywała pani Roberts, przerażona. Amy tuliła się do jej boku. Młodszy z chłopców doskoczył do Leo, wyraźnie ani myśląc gdzieś iść bez niego – choć Leo próbował popchnąć go w stronę Thomasa, chłopak stawił twardy opór.
– Kurwa, bierz dziewczyny – rzuciła Brenna, błyskawicznie podejmując decyzję. Być może bardzo głupią, ale w tej chwili nie mieli po prostu czasu na przepychanki, ani odrywanie młodego Robertsa od brata, a mugolka i piętnastoletnia Amy były absolutnie bezbronne wobec ewentualnego ataku. Sama rzuciła się w stronę drzwi, pewnie chcąc zablokować je lepiej, zyskać jeszcze parę dodatkowych sekund.
Gdy Thomas dopadł do pani Roberts i Amy, i kiedy wirowali już, znikając na moment w niebycie, zdało się mu, że słyszy brzdęk tłuczonego szkła.
Wylądowali bezpiecznie. Figg był wprawiony w sztuce translokacji, więc bez większych problemów przetransportował obie osoby tam, gdzie powinny trafić. Amy cofnęła się i usiadła wprost na podłodze, może z powodu stresu, może bo pierwsza teleportacja sprawiła, że dopadły ją torsje. Za to mugolka, choć wyraźnie zdezorientowana, chwyciła chłopaka za rękę.
– Gdzie moi synowie?!!! Gdzie moi synowie?! – krzyknęła, szarpiąc go w ataku paniki. Musiał ją odepchnąć, by się uwolnić i ponownie zanurkować gdzieś w przestrzeń, pokonując odległość, jaka dzieliła go teraz do spokojnego domku Robertsów.
Domku, który nie był już spokojny.
Minęła minuta, może dwie, odkąd zniknął. Tylne drzwi wyleciały w powietrze, okno w kuchni było rozwalone. Naśladowcy wciąż nie weszli jednak do środka – i gdy Thomas się zmaterializował, wejście właśnie zaczęły porastać cierniste pędy, wyczarowane ręką Brenny. Sekundę później zaczęły płonąć, zaczarowane przez któregoś ze śmierciożerców. Longbottom stała w wejściu do kuchni, kryjąc się za futryną. Leo – przy wejściu do salonu, z różdżką w ręku, z bratem u boku.


RE: [Zima 1971] Cisza zimowej nocy - Thomas Figg - 13.03.2024

- Jak mi nie będziesz przeszkadzać to zaraz się tu zjawią - odkrzyknął Thomas i popchnął panią Roberts w kierunku kanapy. Naprawdę rozumiał jej panikę i strach, ale nie miał obecnie czasu na to, żeby się nią zajmować. Już to widział, jak mówi Norze, że "głupia sprawa, Brennie coś się stało bo uspokajałem rozhisteryzowaną mugolkę".

Szybka ocena sytuacji po pojawieniu się w kuchni domu rodziny Robertsów pozwoliła mu ustalić, że jeszcze nie było aż tak źle. Jednakże nie zamierzał zostawać tu ani sekundy dłużej niż powinien. Machnął różdżka posyłając krzesło przez palące się pnącza. Ta rodzina nie będzie już miała dokąd wracać, zdawał sobie z tego sprawę - doskakując do panny Longbottom.
- Wiejemy! - warknął i pociągnął ją za rękę w stronę wejścia do salonu. Dopaść chłopaków i teleportować się - plan prosty, ale czy skuteczny? Oby.