[16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Erik Longbottom - 28.02.2024
adnotacja moderatoraRozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
adnotacja moderatoraRozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic
—16/06/1972—
Teatr Selwynów, Aleja Horyzontalna
Erik Longbottom & Geraldine Yaxley
Naprawdę próbował wyłgać się z wizyty w tym przeklętym teatrze. Ledwo wykurował się po wyprawie z Brenną w Góry Kaledońskie, co zresztą dalej było widoczne po drobnych siniakach w okolicy nosa, a teraz miał brylować pośród czarodziejskiej socjety? Jakby tego było mało, był to ośrodek Selwynów. Na sam dźwięk tego nazwiska kręciło mu się w głowie od nadmiaru wspomnień, a serce szybciej pompowało krew, gdy umysł podsuwał mu po raz kolejny sugestię: A co jeśli on gdzieś tu jest?
Nie wypatrywał go, co to, to nie. Nie miał pojęcia, co porabiał i co się z nim działo w ostatnim czasie. Nawet go to nie interesowało. Ani trochę. Poza tym... Nie miał czasu. Praca, dom, Śmierciożercy czyhający na każdym kroku, sprzątanie po Beltane. Naprawdę miał co robić. Nie potrzebował jeszcze jego. Westchnął cicho, przywierając mocniej plecami do mocarnej kolumny. Nawet nie wiedział, na jaką sztukę przyszedł. To jego matka miała tu być, ale w ostatniej chwili musiała zrezygnować ze względu na inne zobowiązania. Szkoda, że on nie miał takiej wymówki.
Czuł na sobie spojrzenia innych gości zaproszonych na tę premierę. Znali go, ale czy szanowali? Najdroższy czarodziej Wielkiej Brytanii, gwiazda Brygady Uderzeniowej, chłopak ugryziony przez wilkołaka podczas letniego bankietu, dzieciak Longbottomów... Tyle tytułów, tyle plotek i faktów, które zostały przyswojone przez opinię publiczną. Brali, co tylko wpadło im w ręce. Czy jednak ich poklask był czymś stałym, a może mógł obrócić się wniwecz, gdy tylko popełni jeden błąd?
Skrzywił się na tę myśl. Może to nie na niego patrzyli, a na strój? Jego czarny garnitur, przetykany cienkimi pionowymi pasami, oplatał jego ramiona, a biała koszula prześwitywała spod rozchylonej marynarki. Może próbowali rozpoznać krawca? Podwinięte rękawy ocierały się o skórę ręki przy co drugim geście; niedopracowanie projektanta czy celowe podkreślenie nonszalancji w tym, jak postanowił się tego dnia nosić? Nawet wykonane z czarnej tkaniny spodnie idealnie przylegały, podkreślając jego sylwetkę i opadając ku czarnym, błyszczącym butom, tworząc harmonijną linię. Niech patrzą, bo gdy zgasną światła i tak zwrócą się ku scenie.
— Dzięki Merlinowi — mruknął pod nosem, gdy przy drzwiach do damskich toalet mignęła mu znajoma sylwetka. Lepiej nie mógł trafić; Geraldine Yaxley miała się dla niego stać bohaterką tego okropnego wieczora.
Ruszył w jej stronę, poprawiając fryzurę, a gdy w końcu do niej opadł, skłonił przed kobietą głowę w geście powitania i szacunku. Uśmiechnął się, przyglądając się ubraniu kobiety. Ten strój jej pasował... Jak zresztą większość rzeczy, jakie nosiła. Pracując przez większość czasu na dzikich terenach, na pewno ceniła swoją wygodę, toteż pewnie i próbowała przemycać tę swobodę do innych ciuchów. Nawet na takie ''ważne'' uroczystości.
— Już myślałem, że będę skazany na towarzystwo znajomych moich rodziców — powiedział, wzdychając przeciągle. Ciężki kamień właśnie spadł mu z serca. — Cieszę się, że jestem w błędzie. Ciebie też wysłała rodzina, czy zaczęłaś gustować w takich miejscach, gdy nie patrzyłem?
Uśmiechnął się półgębkiem, wygładzając poły marynarki. Zerknął kątem na zegar: do rozpoczęcia spektaklu zostało im parę minut. Powinni się powoli zbierać do Sali Wawrzynowej; tej największej, przeznaczone na największe ''hity''. To czy faktycznie będzie to taki hit, to się dopiero okaże. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/fdb2609f21309da9738414ceca6a4647/a7fa85f530512e1e-96/s500x750/179fa8ba1351a858c55e85e4b6d0da8cde89a33c.pnj[/inny avek]
RE: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 28.02.2024
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/c6984ce953108eb71f2084cbf992f747/01fe254639400a15-3f/s250x400/9b4717dcab26157fde9b2f54eb190df1d9230744.pnj[/inny avek]
Dostała list od ojca, że wypadałoby się pojawić w teatrze Selwynów. Przyjęła to z godnością, wiedziała, że w ich rodzinie jest raczej niewiele reprezentatywnych osób, które mogłyby utrzymywać ich pozycję wśród innych czystokrwistych czarodziejów. Od jakiegoś czasu to ona była ich posłańcem na wszelakich spędach, nie, żeby specjalnie za tym przepadała, ale rozumiała przyczynę. Musieli utrzymać swoją pozycję, trochę ją nawet bawiło to, że ojciec tak jej ufał w tym względzie, bo jak cała reszta familii Geraldine średnio pasowała do takich eleganckich miejsc. Zdecydowanie lepiej czuła się na otwartych przestrzeniach, gdzie bardzo łatwo było się schować przed osobami, których wolałaby unikać, tutaj jednak nie miała takiej możliwości. Przez lata jednak nauczyła się odnajdywać na podobnych spotkaniach, no i jeśli tatuś prosił, to mu nie odmawiała. Za bardzo go ceniła, żeby go rozczarowywać.
Nie miała żadnej listy osób, której nie chciałaby tutaj spotkać, posiadła za to magiczną listę, dosyć krótką osób, które chętnie by zobaczyła. Posiadała kilkoro przyjaciół wśród czystokrwistych czarodziejów, z którymi zawsze chętnie spędzała czas. Już od czasu Hogwartu.
Nie zjawiła się na tym wydarzeniu z Giovannim, który zazwyczaj jej towarzyszył. Przepadł gdzieś po Beltane, co nieco ją martwiło. Przyszła więc sama. Nie do końca lubiła pojawiać się bez osoby towarzyszącej, gdyż wiedziała, że z kimś zawsze będzie jej raźniej, nie będzie wyglądała jak dzikus, który stoi sam pod ścianą.
Wiedziała, że spora część osób tutaj obecnych nie do końca rozumiała jej rodzinę. Yaxleyowie zawsze byli raczej na uboczu, kojarzeni z okrucieństwem i bardzo szorstkim obyciem, ludzie z lasu. Umiała jednak walczyć z tymi mylnymi założeniami dotyczącymi jej rodziny. Gerry wyglądała dzisiaj wyjątkowo, jak na siebie. Ubrana w koszulę w kratkę w odcieniach zieleni, na którą założyła kamizelkę. Oczywiście, że wybrała spodnie, tyle, że nie jak zazwyczaj skórzane, a materiałowe, bardzo eleganckie. Nie uważała, żeby była to okazja, aby stroić się w sukienki, jednak wypadało wyglądać nieco lepiej niż zazwyczaj.
Skorzystała z okazji, że przedstawienie się nie zaczęło, (a ona zdążyła już wypić ze dwa drinki), postanowiła skorzystać jeszcze z łazienki, żeby nie wychodzić w trakcie sztuki.
Wychodziła z łazienki, kiedy dopadła ją znajoma twarz. Uśmiechnęła się ciepło, miała jednak szczęście. Ericzek, wilkołaczek Longbottom. Jej serdeczny kolega. Kamień z serca, nie będzie musiała stać sama w kącie. Może miejsce, w którym się spotkali nie było szczególnie atrakcyjne, ale dobrze, że ją zobaczył. - Och tak, zrzuciłam skóry i stwierdziłam, że czas zająć się czymś normalnym. - Zaśmiała się, kiedy usłyszała jego komentarz. Może i Erik się skłonił, i był bardzo oficjalny, jednak Ger nadal była prostym człowiekiem. Bez oporu przytuliła go krótko na powitanie. - Cieszę się, że cię widzę, stary mnie w to wrobił. - Szepnęła mu na ucho konspiracyjnym szeptem. - Możesz być moim partnerem w zbrodni, razem łatwiej będzie nam to przetrwać. - Miała wrażenie, że Erik nie potrzebuje tego tak bardzo jak ona. Brylował zawsze na tych wszystkich spędach, świetnie się odnajdywał, nie to co ona - dzikuska.
RE: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Erik Longbottom - 01.03.2024
Oh, jakże się cieszył, że nie był tu sam. Zdecydowanie wolał tego dnia nie wylądować w towarzystwie znajomych swoich rodziców. Na pewno chcieliby posłuchać, co tam u wszystkich było słychać, zwłaszcza po pogrzebie Derwina. Iskierki w oczach Erika przygasły na moment, gdy jego umysł zalały wspomnienia związane z krewnym. Tak, towarzystwo Geraldine Yaxley było dużo bardziej fortunne.
— I wybrałaś teatr? — Uniósł rozbawiony brwi, w pełni przygotowany na to, że jego następne słowa zrujnują jej wieczór. — Obawiam, że to nie był trafiony wybór. W tym miejscu nie ma nic normalnego. Zaufaj mi. — Rozejrzał się na boki z lekkim niepokojem, jakby w tych ścianach widział coś, czego Ger nie mogła dostrzec gołym okiem. — Tutaj się czai więcej oportunistów niż w Ministerstwie.
Na jego twarz wypłynął krzywy uśmieszek. Co tu dużo mówić, było to dla Teatru Selwynów spore osiągnięcia. Ministerstwo Magii ze swoimi licznymi departamentami i biurami zatrudniała całe armie ambitnych czarodziejów, jednak tam ograniczało ich w dużej mierze prawo. Tutaj? Tutaj granice się zacierały, bo w grę wchodziła popularność i rozpoznawalność w całym mieście, o ile nie kraju.
— A więc oboje jesteśmy ofiarami swego pochodzenia — skomentował dramatycznie, podając kobiecie swoje ramię. Jej ostatnia deska ratunku. A w sumie, to i tak miała dużo racji. Skoro los ich tu przygnał, najlepiej było wystąpić niebezpieczeństwu naprzeciw wspólnie. — Wiesz cokolwiek o tej sztuce? Nawet nie zdążyłem zerknąć na plan przedstawienia.
Wydawało mu się, że to miała być premiera lub powrót dawnego przedstawienia na deski teatru, ale po tym, jak praktycznie został wypchnięty z domu z biletem, nawet się tym zbytnio nie zainteresował. Znając życie, po głównej sztuce odbędzie się jeszcze przemówienie reżysera, scenarzysty, a potem zaproszenie na małe after-party. Aktorzy na pewno chętnie skorzystają z możliwości wyrobienia sobie kontaktów wśród socjety Londynu.
— Jak ci mija lato? — spytał, przesuwając się powoli w stronę wejścia na salę. — Miałaś już okazję wyskoczyć na jakiś urlop?
Yaxley nie brała wprawdzie udziału w walkach na Polanie Ognisk, jednak Belane było czymś, co... Wstrząsnęło społecznością. Co zresztą popchnęło Erika ku temu, aby upewnić się, że Geraldine w razie czego będzie w stanie załatwić im pokątnie kilka partii składników alchemiczno-rzemieślniczych. Ludzie na pewno już robili większe zapasy. Pytanie tylko, czy sięgali już po usługi łowców pokroju Ger.
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/fdb2609f21309da9738414ceca6a4647/a7fa85f530512e1e-96/s500x750/179fa8ba1351a858c55e85e4b6d0da8cde89a33c.pnj[/inny avek]
RE: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.03.2024
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/c6984ce953108eb71f2084cbf992f747/01fe254639400a15-3f/s250x400/9b4717dcab26157fde9b2f54eb190df1d9230744.pnj[/inny avek]
W przypadku Ger jakiekolwiek towarzystwo było zwycięstwem, tak to musiałaby przetrwać sama te kilka godzin, a nie znosiła takich miejsc. Czuła się tu trochę, jak intruz. Nie pasujący zupełnie do wszystkich wokół. Pojawiała się tu jednak, bo taki był jej obowiązek. Była to winna rodzicom, szczególnie, że nie wtrącali się zbytnio w jej życie, a mogli.
- Tak, wspaniały wybór, nie sądzisz? - Poprawiła rękaw koszuli, który jej się podwinął. Nie znosiła tego stroju, wszystko ją kuło, nie miała pojęcia ile jeszcze wytrzyma. Najchętniej by to wszystko z siebie zrzuciła w tym momencie. Uśmiechnęła się na samą myśl, takiego przedstawienia to towarzystwo pewnie jeszcze nie widziało. No, ale nie zamierzała oczywiście tego zrobić, miała w sobie odrobinę ogłady.
- Och, skoro tak mówisz. - Akurat Erikowi ufała, wiedziała, że ma rację. Rozejrzała się po ludziach, ale trudno jej było przypisać nazwiska do twarzy, miała wrażenie, że zna coraz mniej osób.
- Na to wygląda, ale razem jakoś to przetrwamy. - Wsunęła rękę Longbottomowi pod ramię. Erik był jednym z nielicznych mężczyzn, który był od niej wyższy, dodawało jej to pewności siebie. Razem nie rzucali się tak bardzo w oczy, nikt nie zwracał uwagi na to, że jej wzrost odbiega od normy. - Znasz mnie na tyle, że powinieneś wiedzieć, czego się po mnie spodziewać. Oczywiście, że nie wiem, co to za sztuka. Ojciec wysłał mi bilet, to jestem. Liczyłam na darmowy alkohol, i nic więcej. - Nie sądziła, że ta sztuka ją porwie, bo raczej średnio przepadała za taką formą rozrywki, chociaż może będą faceci w rajstopach... wtedy by się jej podobało, to była ostatnia nadzieja na dobrą zabawę.
- To nie jest mój sezon urlopowy, zazwyczaj wypoczywam zimą. - Latem miała zawsze dużo roboty, dni były też dłuższe i mogła więcej czasu poświęcić na polowania. - Coś czuję, że najprędzej w listopadzie uda mi się stąd wyrwać, chociaż na chwilę. Mam strasznie dużo pracy, przez to się dzieje ludzie coraz częściej korzystają z moich usług, każdy chce mieć pełne spiżarnie, wcale mnie to nie dziwi. - Dawno nie miała tylu zleceń. Wzbogacać się na strachu... nie było to może do końca moralne, ale korzystała z okazji, głupi by nie wykorzystał.
- A Ty zaliczyłeś chociaż krótki urlop? Wy pewnie też macie ręce pełne roboty. - Zdawała sobie sprawę, że pracownicy ministerstwa również mieli dużo pracy. W końcu co chwilę dochodziły słuchy o jakichś mugolakach zaatakowanych przez popleczników Voldemorta.
RE: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Erik Longbottom - 05.03.2024
Aktorzy na pewno byliby wniebowzięci, gdyby Geraldine postanowiła odwalić na widowni taką improwizację. Kto wie, może nawet znaleźliby jej jakiś etat?
— Sądziłem, że chociaż znasz gatunek. — Zaśmiał się krótko. — Aczkolwiek darmowy alkohol to równie dobry powód przyjścia tutaj, jak każdy inny. Przynajmniej nie szukasz sponsorów jak właściciele tego przybytku.
Czy pozwalał sobie na zbyt dużo w stosunku do Selwynów? Możliwe, jednak ufał Geraldine. Znali się od lat, wiedziała o jego futerkowym problemie i akceptowała go takim, jakim był. Jeśli miał się przy kimś czuć swobodnie z żarcikami skierowanymi w stronę czarodziejskiej socjety, to była to właśnie panna Yaxley. Bądź co bądź, jako jedna z nielicznych wiedziała, że wysokie pochodzenie niekoniecznie równało się idealnemu życiu. Na taki obraz trzeba było sobie zapracować, a czasem nauczyć się także ignorować pewne zadrapania i skazy.
Skinął z ubolewaniem głową. Podczas zimy mógł wyrwać się co najwyżej w okolicy Yule, a i wtedy musiał sprawdzać korespondencje, czy aby go nie wzywają do Ministerstwa. Może powinien w przyszłym roku zrezygnować z letniego wolnego na rzecz dłuższej przerwy w okresie świątecznym? Mógłby się znów poczuć jak uczeń Hogwartu.
— W takim razie cieszę się, że wleciałem na listę jako pierwszy — stwierdził. Lepiej było zaklepać sobie dostawcę zawczasu niż szukać kogoś na ostatnią chwilę. — I co planujesz na listopad? Góry, ciepłe kraje?
Aż żal byłoby nie skorzystać z zimy w jakimś resorcie w górach. Chociaż znając Yaxleyów, pewnie mieli jakąś starą chatę w górach po pradziadku, gdzie zbierali się na jakieś polowania.
— Właściwie to niedawno wróciłem. Byłem na wybrzeżu z kilkoma osobami z Ministerstwa. Łowiliśmy ryby. — przyznał, przystając tuż przed wejściem na salę, aby przepuścić w kolejce starszą parę. Siwowłosy mężczyzna z plamami na skórze miał na sobie dosyć staroświecki garnitur, a jego towarzyszka ciemną sukienkę oraz kapelusz z pawim piórem. — Mam być szczery? Sądziłem, że będzie gorzej, ale wszystko jakby... Spowolniło. Nie wiem, czy to cisza przed burzą, czy coś pokrzyżowało im szyki, ale da się żyć. Chwilowo.
Z tak bliskiej odległości Geraldine bez wątpienia mogła zauważyć, że jego nos poznaczony był drobnymi siniakami, jakby zaliczył bliskie i nagłe spotkanie z czymś twardym. Kobieta mogła się jednak tylko domyślić, z czym konkretnie. Skałą? Ścianą w domku? Czyjąś pięścią? Ciekawe, czy wśród opcji miała konfrontację z górskim trollem, które nastąpiło już po powrocie z urlopu. Erik uśmiechnął się pod nosem, gdy weszli już do środka.
Pracownik teatru po sprawdzeniu ich biletów wskazał im schodki prowadzące do jednej z bocznych loży. Na bogato, nie ma co. Opłacało się robić te wszystkie przyjęcia charytatywne, pomyślał z przekąsem, zaraz jednak przypomniał sobie, do kogo należał budynek w jakim się znajdowali i jego uśmiech nieco przygasł. To oczywiste, że rodzina tak zaangażowana w kulturę i sztukę chciała wkupić się w łaski rodzin czystej krwi. Dobre słowo, czy dodatkowe zaproszenie na bankiet mogło być dla kogoś być albo nie być.
— Zaczynamy od szampana czy będziemy prosić o jakieś wino? — spytał, gdy znaleźli się już w loży i usadowili na swoich miejscach. Erik przesunął delikatnie palcem po nóżce kieliszka z winem musującym. — Dzisiaj zdam się na ciebie, moja droga. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/fdb2609f21309da9738414ceca6a4647/a7fa85f530512e1e-96/s500x750/179fa8ba1351a858c55e85e4b6d0da8cde89a33c.pnj[/inny avek]
RE: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.03.2024
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/c6984ce953108eb71f2084cbf992f747/01fe254639400a15-3f/s250x400/9b4717dcab26157fde9b2f54eb190df1d9230744.pnj[/inny avek]
Och tak, Gerry to tylko do szczęścia brakowało etatu w teatrze, na pewno by się w tym odnalazła, nie ma co.
- Trudno zgadnąć gatunek po samym tytule, zresztą sam wiesz, jak to jest w teatrze, czasem zabawny tytuł może przynieść prawdziwą tragedię. - Rzuciła, jakby faktycznie znała się na sztuce. Dobre sobie. Nie była osobą, która odnajdywała się w tego typu miejsach, uważała, że często te przedstawienia to był przerost formy nad treścią, zupełnie do niej nie docierał ten rodzaj sztuki. No no, już się tu pojawiła, przemęczy się chwilę i zniknie.
- To nie tak, że brak mi alkoholu, wiesz, jak jest, ale skoro mogę go mieć więcej, do tego bez żadnych kosztów, pazerna jestem. - Uśmiechnęła się pokazując uzębienie. Była bogata, miała dużo pieniędzy, zresztą tak samo jak Longbottom, mimo wszystko cieszyły ją takie małe przyjemności, jak drink za darmo, w końcu za darmo to najlepsza cena. No i tatuś będzie zadowolony, czy potrzebowała czegoś więcej do szczęścia, no nie. Ger była naprawdę bardzo prostym człowiekiem.
- Ciekawa jestem, czy jakichś znajdą, mam wrażenie, że stan portfela teatrów nie jest aktualnie głównym problemem naszego społeczeństwa. - Czarodzieje musieli inwestować pieniądze w zupełnie inne rzeczy, kto wie, czy w najbliższym czasie w ogóle będą mieli szanse odwiedzać teatry, w końcu konflikt robił się coraz bardziej jawny, prędzej, czy później poplecznicy Czarnego Dzbana zaczną atakować miejsca jak to, skoro mieli odwagę zjawić się na Beltane, gdzie była masa śmietanki towarzyskiej czystokrwistych czarodziejów, to nie będą mieli problemu z atakowaniem innych miejsc.
- Nie liczy się kolejność wlecenia na listę, wiesz, że mam do ciebie sentyment, prawda? - Nie mogła uwierzyć, że myślał, że mógłby się znaleźć gdzieś indziej niż na samym szczycie jej priorytetów. - Dla Ciebie zawsze znajdę czas. Znaczy dla twoich zleceń. - Nie miała zamiaru udawać, że jest inaczej. Darzyła Erika sympatią, od bardzo dawna.
- Póki co, nic konkretnego. Może wybiorę się na jakieś dalsze polowanie i przy okazji odbębnię urlop. - Yaxley chyba nie do końca potrafiła odpoczywać, nie umiała sobie wyobrazić, że miałaby gdzieś leżeć plackiem jakiś tydzień albo więcej. Zdecydowanie wolała ruch, a polowanie na jakieś egzotyczne stworzenia na pewno dałyby jej bardzo dużo radości.
- Łowienie ryb brzmi... - zastanowiła się chwilę, nad doborem odpowiedniego słowa - niesamowicie porywająco. - Nie miała pojęcia, czy oznacza to coś innego w męskim żargonie, czy faktycznie pojechał łowić ryby. Ona chyba zanudziłaby się na śmierć. Zresztą przy łowieniu trzeba było być cicho, co to za przyjemność na wakacjach?
- To dobrze, dobrze, że spowolniło, ludzie musieli wylizać rany po Beltane. - Tamte wydarzenia dotknęły sporą część osób, na szczęście póki co nie wydarzyło się nic więcej, przynajmniej nic do niej nie doszło. Skoro Erik jej to teraz potwierdził, to faktycznie tak musiało być. - Lepiej mieć oczy z tyłu głowy, nigdy nie można przewidzieć, kiedy należy się spodziewać najgorszego. - Sama Ger była ostatnio nieco ostrożniejsza.
Zauważyła siniaki na jego nosie. Nie byłaby sobą, gdyby tego nie skomentowała. Wolną ręką sięgnęła do jego twarzy i dotknęła go w miejsce, na którym dostrzegła ten ślad, nie wiadomo po czym. - Bliższe spotkanie z czymś twardym? - Zapytała, aby zaspokoić ciekawość. Nie widziała nic złego w tym, że smyra go po twarzy.
Udało im się dotrzeć do wejścia. Pracownik po sprawdzeniu biletów skierował ich na odpowiednie miejsce. Loża. Wspaniale, nie będą musieli siedzieć koło obcych, będą mogli skupić się na sobie i dobrze bawić, znaczy na sztuce, oczywiście, to ona była przecież tutaj najważniejsza.
- Możemy zacząć od szampana, że niby jesteśmy tacy eleganccy. - Sięgnęła po dwie lampki, bo już zadecydowała, jedną wzięła dla siebie, drugą wręczyła przyjacielowi. - Jakie wino, co ty, jesteś jakaś baba? - Nie mogła uwierzyć w jego propozycję. - Będziemy pić whiskey, jak prawdziwi, duzi chłopcy. - Dodała z uśmiechem.
RE: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Erik Longbottom - 06.03.2024
Co racja, to racja, pomyślał niewesoło. Tytuły bywały złudne. Mimowolnie pomyślał o jednej sztuce, jaką widział przed laty. Wszystkie plakaty i zapowiedzi prasowe sugerowały, że miała to być komedia z kapką dramatyzmu dla smaku, a zamiast tego wyszła z tego przejmująca opowieść o przemijaniu i kruchości ludzkiego życia. Wzdrygnął się na samo wspomnienie. Pamiętał, że spora część publiczności płakała, ale po seansie nie wydawała się specjalnie zachwycona tym, jak ich zaskoczono. Chyba nawet wystosowano wówczas przeprosiny, bo premiera odbyła się pierwszego kwietnia.
— Zawsze znajdzie się ktoś niezorientowany lub z nadwyżką gotówki — skomentował przyciszonym głosem. Pomimo oczywistej tragedii, jaką był atak na Beltane, życie toczyło się jednak dalej. Ludzie przygotowywali sobie zapasy, jednak czy wszyscy byli tacy przemyślni? Niektórzy byli zapewne bardziej niż skorzy do tego, aby wydać parę galeonów na swoje prywatne uciechy. — A jak zapewne dobrze wiesz, ludzie wprost uwielbiają wydawać pieniądze. Nawet jeśli mają istotne wydatki na głowie.
Skłonił przed Geraldine głowę, uśmiechając się lekko pod nosem. Doceniał to, że pomimo upływu lat dalej darzyli się tę samą sympatią, gdy zaklepywali dla siebie nawzajem najlepsze kąski podczas obiadów w Wielkiej Sali lub miejsca na trybunach podczas szkolnych rozgrywek. Drobne przysługi, które obecnie urosły do rangi takich, które w pewnym momencie mogły przyczynić się do uratowania komuś życia. Kto by pomyślał, że ich relacja skręci w tym kierunku?
— Czyli dalej praca? — Uniósł wymownie brwi, jednak darował sobie gadkę o tym, że powinna odpocząć. Jeśli przebywanie z Yaxley w jednej szatni czegokolwiek go nauczyło to tego, że mówienie jej co ma robić, zdecydowanie nie było dobrym pomysłem, bo zrobi człowiekowi na złość i jeszcze się do tego przyłoży i włoży dwa razy więcej energii i pasji. — To były naprawdę duże ryby. — Próbował pokazać ruchami dłoni wielkość jednego z okazów. — Wiem, że dla ciebie tryton jest jak płotka, ale nie każdy poluje na potwory.
Spokój był dobry. To był fakt, nie opinia. Przynosił jednak ze sobą mnóstwo niepokoju. W jakiś kuriozalny sposób życie byłoby łatwiejsze, gdyby atak gonił atak, a wszystko się waliło jak domek z kart lub elementy domina. Brygada i Zakon byliby w ciągłym ruchu, coś by się działo, a zamiast tego, czekali, aż coś się stanie. Erik aż za dobrze pamiętał poczucie niesprawiedliwości, jakie buzowało w nim w maju, kiedy okazało się, że w gruncie rzeczy nie mają, jak pomścić Derwina. Czas ostudził emocje, ale wątpliwości co do tego, co robić dalej pozostały.
— Mhm. Warownia ma strasznie twarde podłogi — rzucił wymijająco, a na jego ustach zatańczył żartobliwy uśmiech. — Chyba dziadek postanowił je wzmocnić zaklęciami obronnymi w trakcie mojego urlopu.
Chwilę później byli już w swojej loży.
— Na swoją obronę mam to, że wychowałem się praktycznie z samymi kobietami. Siostra i kuzynki w szkole praktycznie non-stop. — Ciekawe o ile inne byłoby jego życie, gdyby Morfeusz przyszedł na świat jeszcze parę lat później i byliby bliżsi wiekiem. Z drugiej strony, czy to nie byłoby dziwne siedzieć z własnym wujem na obiedzie w Wielkiej Sali? — Poza tym, wino jest bardzo dobre.
Nie miał nic przeciwko innym trunkom, jednak wino to było jednak wino. Nie zdążył jednak przekonać Ger do swoich racji, bo zaraz zaczęły gasnąć pojedyncze światła, dając widzom znak, że przedstawienie zaraz się zacznie. Koniec końców wraz z rozpoczęciem sztuki, Erik wzniósł z przyjaciółką toast za jak najmniej bolesne widoki na scenie, mentalnie przygotowując się do tego, że zaraz będzie musiał wlać w siebie whiskey. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/fdb2609f21309da9738414ceca6a4647/a7fa85f530512e1e-96/s500x750/179fa8ba1351a858c55e85e4b6d0da8cde89a33c.pnj[/inny avek]
RE: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.03.2024
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/c6984ce953108eb71f2084cbf992f747/01fe254639400a15-3f/s250x400/9b4717dcab26157fde9b2f54eb190df1d9230744.pnj[/inny avek]
- To też prawda, bogacze mają dziwne fanaberie. - Nie tak dawno wdała się też w krótką dyskusję na ten temat z Esme, który był kaletnikiem i pokazywał jej różne, ciekawe projekty, które czarodzieje u niego zamawiali, kilka z nich utkwiło jej w pamięci. Między innymi skórzane pasy, które miały służyć do przyjemności związaną ze strefą erotyczną, mało co więc było ją już w stanie zaskoczyć. - Fakt, są tacy, którzy lubią je wydawać, nawet jeśli ich nie mają. - Znała wiele osób, które chciały żyć ponad stan, aby zaimponować innym. Nigdy nie umiała tego zrozumieć, bo sama przy swoim bogactwie nosiła się jak biedak. Nie była rozrzutna. Na pierwszy rzut oka bardzo trudno było stwierdzić, że posiada ogromny majątek. W niczym jej to nie przeszkadzało, nie czuła nigdy potrzeby, aby posiadać niewiadomo jakie rzeczy.
Yaxley miała ogromny sentyment do swoich przyjaciół z szkolnych murów. Z nimi spędziła najbardziej kolorowy czas w swoim życiu, wiele się od nich nauczyła i wykształtowała dzięki nim swoje poglądy i charakter. Zostało jej to do dzisiaj, bowiem najbardziej ceniła tamte znajomości, szczególnie, że spora część z nich przetrwała do dzisiaj, co ogromnie ją cieszyło. Lubiła wracać do tych beztroskich czasów, kiedy największym zmartwieniem były ewentualne trolle z obrony przed czarną magią, czy eliksirów.
- Wiesz, kiedy praca jest tym, co lubisz robić najbardziej, czy do końca zostaje to pracą? - Polowania były jej największą pasją, kiedy tropiła, czuła, że żyje. W ten sposób odpoczywała, uwielbiała, gdy wiele się działo w jej życiu, nie znosiła stagnacji, a ryzykowanie życia było dla niej najlepszą rozrywką.
Przyglądała się ruchom Erika, który demonstrował jej wielkość okazów, które udało mu się złapać. Pokiwała głową z aprobatą. - Teraz rozumiem, potwory rzeczne, czy tam jeziorne. - Nie miała pojęcia, jaki zbiornik wodny wybrał, to był tylko strzał.
Spokój mógł być chwilowy, zresztą, czy ktoś faktycznie go odczuwał? Skoro ciągle czekali na to, co zrobią kolejnym razem, wiecznie musieli oglądać się za ramiona, czy nikt nie próbuje ich zabić. Geraldine miała i tak spory komfort, bo nie wychylała, nie mieli powodu, aby obrać ją za cel. Miała świadomość, że rodzina Erika, cóż, była znana ze swoich poglądów promugolskich. To mogło mocno im komplikować życia.
- Czyli było to spotkanie pierwszego stopnia z podłogą, pięknie. - Dodała z uśmiechem. - Może potrzebujesz jakiegoś treningu, skoro zahaczasz twarzą o podłoże? - Trening zawsze wydawał jej się idealnym pomysłem, szczególnie z Erikiem. Był podobnych rozmiarów, co ona, posiadał również spore umiejętności, nie mogła sobie wyobrazić lepszego przeciwnika do sparingu (no, oczywiście, jeszcze jego siostra nadawała się do tego idealnie).
- Widzisz, to nas różni, ty z samymi kobietami, a ja mężczyznami. To wyjaśnia nasze upodobania. - Zdaniem Ger te stwierdzenie nawet miało większy sens. Jakby nie patrzeć Erik miał w swoim otoczeniu wiele kobiet, nie wydawało jej się jednak, żeby jego męska część osobowości na tym specjalnie ucierpiała. Może wyróżniało go jedynie to, że był pełen szacunku do kobiet, czego zdecydowanie nie reprezentowała sobą spora część mężczyzn. Yaxley uważała to za naprawdę wspaniałą cechę, szczególnie, że akurat ona dosyć często spotykała się z lekceważeniem swojej osoby jedynie przez to, że między nogami nie dyndał jej kutas.
Zawtórowała Erikowi w toaście, przedstawienie miało się zacząć, więc skierowała swoje spojrzenie ku scenie, chociaż średnio ją interesowało, co się tam będzie działo. Przy okazji jednym haustem wypiła zawartość kieliszka, nie przepadała za szampanem i wolała to zrobić szybko. Coś czuła, że przez tą jedną lampkę, jutro obudzi się z bólem głowy, dziwnym trafem zdarzało się to zawsze gdy wybierała ten trunek, bez względu na to jakie ilości w siebie wlała, czy był to kieliszek, czy dwie butelki.
RE: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Erik Longbottom - 07.03.2024
— Na przykład handel żywym towarem w towarzystwie — skomentował ze złośliwym uśmieszkiem, mając oczywiście na myśli wiosenny bankiet charytatywny. — Wrzucisz kawałek mięsa na scenę i od razu znajdują się chętni. Niesamowite.
Gdy stał wówczas na mównicy, obserwując jak kolejni czarodzieje i czarownice zgłaszają chęć podbicia ceny, czuł przede wszystkim szok. Miał świadomość własnej popularności i wiedział, że ludzie go kojarzą, jednak dopiero wtedy zrozumiał, że może być osobą pożądaną w towarzystwie. Obecnie nieco inaczej patrzył na całą tę sytuację. Nadal uważał, że było to nieco niesmaczne, jednak nieco porażało go, że ludzie, których nie znał, byli skłonni go... Wynająć? Wykupić? Zarezerwować? Jeśli mógł być za coś wdzięczny Elliotowi to przede wszystkim za to, że wybawił go wówczas z opresji.
Erik miał to szczęście, że większość silniejszych relacji zawartych w młodości pielęgnował po dziś dzień. Wprawdzie rodzina stanowiła trzon jego towarzyskiego grona, tak osoby takie, jak Nora, Geraldine, Thomas czy wielu innych dalej orbitowały wokół niego, a on wokół nich. Może nie zawsze mieli dla siebie czas, ale pamiętali o sobie i to było ważne. Zwłaszcza w czasach, gdy każdy dzień mógł być zapowiedzią nadchodzącej zagłady. To tyle, jeśli chodzi o pozytywne nastawienie, pomyślał z przekąsem, odpędzając natłok nieprzyjemnych myśli.
— A na jakim etapie pasja i kreatywność zostają zatracone przez uleganie ramom wymaganym do pracy w danej profesji? — odpowiedział pytaniem na pytanie. Sam na szczęście nie miał takich dylematów. — Chociaż i tak mamy sporą przewagę. Rodowa fortuna... Pomaga.
W gruncie rzeczy, gdyby nie chcieli, nie musieliby pracować. Owszem, posiadanie zawodu i specjalizowanie się w określonych dziedzinach było pożądane przez nestorów i nestorki rodów czystej krwi, jednak niektórzy mogli sobie pozwolić na luźniejszy styl życia. Skarbce wielu rodów dalej były pełne, a złote galeony wylewały się na kamienne podłogi podziemi Banku Gringotta, ilekroć uchylano ich wrota. Nie wszyscy byli w tak komfortowej sytuacji.
— Rzeczne węże — poprawił przyjaciółkę z zawadiackim uśmiechem. — Podobno są bardzo niebezpieczne.
Chyba właśnie to najbardziej dziwiło Longbottoma: brak odpowiedzi na to, jakim afrontem wykazał się w stosunku do środowisk sprzyjającym Śmierciożercom. Nie powstrzymywał się zbytnio, gdy Lockhart znalazł go w obozie medyków tuż po Beltane. Powiedział tyle, ile mógł, licząc, że społeczność popchnie sprawę dalej. Że Ministerstwo da coś od siebie. Czy jednak faktycznie tak było? Panował spokój. Spokój był dobry. Czy równał się jednak temu, że doszło do jakichś poważnych postanowień na wyższym szczeblu? Erik naprawdę miał nadzieję, że tak było.
— Nie wiesz nawet połowy — parsknął, rozkoszując się ukrytymi za tym prostym stwierdzeniem sekretami. — Aczkolwiek chyba wyszło mi to na dobre. Obycie z kobietami... Pomaga. — W łagodnym odmówieniu im ilekroć przekraczały granicę z napisem przyjaźń. — Zwłaszcza w towarzystwie.
Erik wziął spory haust alkoholu, pozwalając, aby ten przelał się agresywnie przez jego gardło, podróżując coraz niżej i rozchodząc się po całym organizmie. Zdecydowanie będzie tego potrzebował. Co jednak ze sztuką? Cóż... Faktycznie okazała się komedią. Historia dotyczyła sporu między braćmi, gdzie jeden był burmistrzem miasta ewidentnie zainspirowanym Doliną Godryka, a drugi opiekunem miejsca kultu kowenu. Co ciekawe, autorzy sztuki wpletli do sztuki wątki romantyczne między kapłanem a jego gosposią i sekretarką burmistrza.
— Nieco przewidywalne to wszystko nie sądzisz? — szepnął do Ger, polewając im kolejne kieliszki. Minęło może ze dwadzieścia minut sztuki. — To oczywiste, że kapłan opuści kowen, żeby żyć w zgodzie ze sobą i swoimi uczuciami.
Absolutnie nic na to na tym etapie nie wskazywało.
Może Erik faktycznie miał w sobie jakieś geny jasnowidza? [inny avek]https://64.media.tumblr.com/fdb2609f21309da9738414ceca6a4647/a7fa85f530512e1e-96/s500x750/179fa8ba1351a858c55e85e4b6d0da8cde89a33c.pnj[/inny avek]
RE: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.03.2024
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/c6984ce953108eb71f2084cbf992f747/01fe254639400a15-3f/s250x400/9b4717dcab26157fde9b2f54eb190df1d9230744.pnj[/inny avek]
Parsknęła śmiechem, słysząc jego kolejne słowa. - Zapomniałam o tym, wiesz? - Erik za to chyba nigdy miał o tym nie zapomnieć, musiało to być dla niego bardzo dramatyczne wydarzenie, nie dziwiła mu się wcale, że nadal o tym myślał. - To był cios poniżej pasa, zdecydowanie, wybaczyłeś siostrze? - Ciekawiło ją to strasznie. Sama na pewno bardzo by się zirytowała, gdyby któryś z braci wywinął jej taki numer. - Skoro wróciliśmy do tematu, to czy było warto zapłacić tyle galeonów za spotkanie z tobą? - Zastanawiała się, jakie usługi zaoferował Erik temu, kto wygrał licytację. Może pytanie było nie do końca na miejscu, ale ona się tym akurat niespecjalnie przejmowała.
Geraldine starała się utrzymywać kontakt z większością osób, do których zbliżyła się na różnych etapach swojego życia, ostatnio jednak stawało się to coraz trudniejsze. Strasznie jej było przykro, że Theseus wyjechał i brakowało jej go ogromnie, nie miała pojęcia, kiedy wróci i czy w ogóle wróci, bo po co miał siedzieć w Wielkiej Brytanii skoro atmosfera była tutaj strasznie napięta i nie wiadomo było kiedy właściwie coś się zmieni. Sama zastanawiała się, czy nie powinna wyjechać i po prostu przeczekać tego gdzieś indziej. Z drugiej strony spora część jej bliskich znajomych była tutaj, w pewien sposób czuła obowiązek po prostu bycia obok, gdyby potrzebowali jakiejkolwiek pomocy.
- Co za filozoficzne pytanie. - Zastanawiała się krótką chwilę, aby znaleźć na nie odpowiedź. - Myślę, że mówisz o etapie, w którym łapie muchy siatkoskrzydłe, bo są potrzebne do masowej produkcji eliksirów, dlatego czasem muszę zapolować na coś większego, żeby nie zwariować. - Miała dużo zleceń, jednak większość z nich była powtarzalna, w końcu czarodziejom najbardziej były potrzebne te standardowe komponenty, mało kto interesował się tymi unikalnymi, chociaż zdarzali się i tacy. - Tak, pomaga, nawet bardzo. - Dzięki pieniądzom mogła sobie pozwolić na swoje fanaberie. Nawet się nie łudziła, że mogłaby sobie pozwolić na takie wyprawy, gdyby urodziła się w innej rodzinie.
- Wąż rzeczny jest niebezpieczny, zapamiętam na przyszłość tę radę. - Uśmiechnęła się do Erika. Nie spodziewała się, że taki z niego wędkarz, ale najwyraźniej każdy miał jakieś tajemnice.
Yaxley wcale nie zdziwiła ta wypowiedź Erika po Beltane. Brał udział w walkach, jak wielu innych czarodziejów. Spodziewała się tego po nim, zważając na to, co przeżyli razem w Hogwarcie, wiedziała, jakie ma poglądy, i że kiedy chce potrafi być bardzo stanowczy i mówić głośno to, co myśli. Oby się to dla niego nie zakończyło niepotrzebnym ryzykiem, bo takie komentarze mogły go wznieść jako jeden z głównych celów dla tych złych. Mimo tego, że był czystokrwisty.
- Wszystko chyba zależy od towarzystwa. - Zaśmiała się cicho. Ona potrafiła się zachować tylko i wyłącznie dlatego, że matka od zawsze pilnowała tego, aby znała zasady savoir vivre, nie było to jednak przydatne w życiu codziennym, gdzie spotykała się z nieco innym poziomem znajomości.
Oglądała sztukę jednym okiem, bardziej skupiona była na złocistej whisky, którą spożywała. Dawno nie piła takiego dobrego alkoholu, ostatnio raczej bywała w obskurnych miejscach, gdzie jakoś trunków była wątpliwa. Zapomniała, że to może tak dobrze smakować. Rozkoszowała się więc tym smakiem.
- Tak i na pewno będą żyli długo i szczęśliwie i będą mieli całe stado małych heretyków, skoro odsunie się od kowenu. - Skomentowała jeszcze. - Nic odkrywczego nie przygotowali, mam wrażenie, że te wszystkie sztuki są na jedno kopyto. - Szkoda, że nikt nie skłonił się ku temu, aby choć trochę zaskoczyć swoją publikę.
|