Secrets of London
[19 czerwca 1972] Jak na ratunek, to tylko Aidan | Penny & Aidan - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [19 czerwca 1972] Jak na ratunek, to tylko Aidan | Penny & Aidan (/showthread.php?tid=2858)

Strony: 1 2


[19 czerwca 1972] Jak na ratunek, to tylko Aidan | Penny & Aidan - Penny Weasley - 06.03.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Aidan Parkinson - osiągnięcie Piszę, więc jestem

19 czerwca 1972
Przed Zaczarowanymi Różnościami - Penny & Aidan


Zamykała właśnie sklep. Wcześniej niż zwykle, ale ruch i tak był niewielki. Właściwie to nieistniejący. Pogoda na zewnątrz natomiast na tyle ładna, że spędzanie czasu za ladą Zaczarowanych Różności było w tym przypadku ostatnią rzeczą, na jaką miała ochotę. Terry jej pewnie później za to łeb ukręci, ale... cóż, tym będzie przejmowała się w odpowiednim momencie. O ile w ogóle.

Przekręcając klucz w drzwiach, poczuła jak ktoś ją delikatnie klepie po ramieniu. Raz, następnie drugi. A do tego jeszcze coś mówi. Zmarszczyła brwi, umieszczając klucz wewnątrz torebki. Odwróciła się powoli.

- Penelope Anne Weasley, mam racje? - usłyszała jak młody, nieznajomy mężczyzna pyta ją o imię, w zasadzie obydwa imiona, a także o nazwisko. Nie zdążyła niczego potwierdzić, niczemu zaprzeczyć. Nie dał jej nawet dojść do głosu. - Pracuje dla Czarownicy. Artemius Flis. Czy mogłaby odpowiedzieć mi pani na kilka pytań?

Pytań? Jakich pytań? Jaki Artemius Flis? Pierwszy raz o nim na uszy słyszała! Lekko skołowana, nie zdążyła ani zgodzić się, ani niczemu odmówić. A ten sęp, ten cholerny Flis, widząc jej dezorientacje postanowił - jakżeby inaczej - przejść do ofensywy. Mógł mieć dzięki tej rudej dziewczynie artykuł, który pomoże mu się przebić! Przy pomocy, którego to udowodni, że zasługuje na stałą rubrykę.

- Czy to prawda, że Zaczarowane Różności, to prezent jaki otrzymała pani od swojego narzeczonego w czasie, kiedy wasz związek był jeszcze tajemnicą? - zaczął, rzucając pierwsze pytanie. Nie przeszkadzało mu kompletnie to, że znajdywali się właśnie na dość ruchliwej ulicy, gdzie mijało ich wielu ludzi. Dopadł ofiarę, nie chciał tej ptaszyny wypuścić z garści. Kto wie kiedy trafi mu się kolejna okazja?

- Ja.. to nie...

Pokiwał głową, zanotował coś w pośpiesznie wyjętym notatniku.

- Długo jest pani w związku z panem Malfoyem? - kontynuował, najwyraźniej w ramach odpowiedzi na pierwsze pytanie wystarczyło mu to co usłyszał. A to czego nie usłyszał, dopisał sobie całkiem sam. Wymyślił. - Zdradzi nam pani jakieś pikantne szczególiki na jego temat? Coś co zainteresuje nasze czytelniczki?

Naprawdę? W związku z Malfoyem? Aż otworzyła usta... tylko po to, żeby przez chwilę tak stać z rozdziawioną paszczą. Przez dłuższą chwilę. Następnie zamknęła ją. Rozejrzała się w panice po okolicy. To nie powinno mieć miejsca. Naprawdę nie spodziewała się, że ta ściema z zaręczynami tak szybko ją dopadnie; że będzie miała swój ciąg dalszy.

- Zacznijmy może od tego, gdzie się poznaliście. Powiesz mi coś o tym, Penelope? Początki musiały być ciężkie, a do tego te obawy... - aż zacmokał, ze współczuciem? Udawanym, to było pewne. - On bogaty, czystokrwisty, z szanowanej rodziny. Musiałaś się obawiać, jak to zostanie odebrane, prawda?

Czuła, że robi się z nerwów coraz bardziej czerwona na twarzy; że coraz bardziej panikuje. Toć Renigald ją zabije, kiedy się o tym dowie. Bo że się dowie - tego była pewna. Miała to jak w banku. Tylko co miała zrobić w tej sytuacji? Myśl Penny, myśl... opcja z odpowiadaniem na te pytania, ściemnianiem, nie wydawała się dobrym pomysłem. Choć wizja artykułu o tym, jak bardzo Renigald Malfoy uwielbia pluszowe misie, zdawała się bardzo kusząca. Może nawet coś o tym, że nadal z takim jednym zdarza mu się spać każdej nocy? No ale nie była aż tak głupia. Miała resztki instynktu samozachowawczego. Niewielkie to były resztki, ale jednak.

- Panie Flis, nie zgodziłam się na żadną...

Chciała się go pozbyć, ale... Flis sobie z tego niewiele robił. Znów coś zanotował. Obrzucił ją przy tym uważnym spojrzeniem. Zahaczył przy okazji o błyskotki na prawej dłoni. Nie był w tym wszystkim ani trochę dyskretny. Subtelny. Subtelności to miał tyle, co kot napłakał. Powinien poćwiczyć.

- Ponoć dostała już pani nawet pierścionek, czy mo...

I wtedy go zobaczyła. Kawałek dalej. Ledwie kilka metrów. Rozpoznałaby go chyba zawsze. Idealnie w porę, Aidan na ratunek. Jak zawsze, ale o tym nie myślała. Nigdy nie myślała o nim w ten sposób. A wykorzystywała go przecież niejednokrotnie.

- Aidan! Aidan! - zaczęła krzyczeć, starając się zwrócić na siebie uwagę chłopaka.




RE: [19 czerwca 1972] Jak na ratunek, to tylko Aidan | Penny & Aidan - Aidan Parkinson - 06.03.2024

Był zły. Nie, był wściekły! Plotki o zaręczynach Penny z Malfoyem rozniosły się lotem błyskawicy niemal po całym magicznym Londynie. I pewnie, kurwa mać, nie tylko. Jeżeli w Szkocji o tym nie usłyszeli, to chyba byłby cud. Targały nim w tej chwili tak silne emocje, że nie wiedząc czemu, jakoś tak dziwnym trafem znalazł się pod sklepem Penny.

Był wściekły. Miał kaca. Wczoraj, gdy się o tym dowiedział, poszedł do Kotła się uchlać. Być może zapłacił jakiejś dziewczynie, żeby spędziła z nim noc. Być może w trakcie płakał. Być może - bo nie pamiętał. Jego dzień urwał się mniej więcej w chwili, w której opuścił Ministerstwo Magii, zrzucił wieczorny patrol na byle kogo i poszedł utopić myśli w wielu szklankach ognistej. I piwie. I innych rzeczach, które do teraz go trzymały. Parkinson nie był przekonany, czy zdążył wytrzeźwieć tak na dobrą sprawę. Słodka niemoc wciąż trzymała jego odruchy i mięśnie w ryzach, a umysł działał niesamowicie powolnie. To dlatego ruda musiała kilkukrotnie wykrzyczeć jego imię, zanim zdołał zogniskować wzrok na jej postaci. I jakimś typie. To nie był Malfoy, nawet najebany by nie pomylił kumpla z tym... Kimkolwiek on był.

Aidan był w stanie, w którym jeszcze nie zaczynała boleć głowa, ale organizm trzeźwiał i domagał się snu. Bo snu to Parkinson doświadczył naprawdę niewiele. Ale słyszał słodki głos Penny, jakby zza światów, który go wołał. Jednak jej sylwetka była bardziej niż realna. Wszystkie te emocje, które jak myślał wyrzygał wczoraj, uderzyły w niego ze zdwojoną mocą.
- Penny - zdążył umyć zęby. Ba, zdążył nawet wziąć prysznic. Na przemian gorący i lodowaty. Nie śmierdział alkoholem, ale po jego niebieskich oczach było widać, że jest mocno wczorajszy. Głos jednak miał lodowaty, jak nie on, podobnie spojrzenie, chociaż odrobinkę się rozmywało i traciło ostrość. Na chwilę ją zyskało, gdy spoczęło na pismaku. - Nowy przyjaciel?
Odezwał się jadowicie, a jego dłoń odruchowo sięgnęła po paczkę papierosów. Było ich mało, ale miał w innej kieszeni zapasową. Odpalił ćmika od mugolskiej zapalniczki i przeniósł wzrok z nieznajomego na rudą. Jakby oczekiwał wyjaśnień. W końcu to ona go wołała.


RE: [19 czerwca 1972] Jak na ratunek, to tylko Aidan | Penny & Aidan - Penny Weasley - 09.03.2024

Gdyby okoliczności były inne, zwróciłaby uwagę na to, że nie wyglądał w tym momencie najlepiej; że był po trosze wczorajszy. Zaatakowana przez pisarzynę, przez tego dziennikarza od siedmiu boleści, nie miała jednak czasu na to, żeby uważniej przyjrzeć się Parkinsonowi. A że nie śmierdziało od niego tanim alkoholem na kilometr, to i łatwiej było to i owo zwyczajnie przeoczyć. Nie zauważyć odpowiednio w porę,

- Artemius Flis, dziennikarz. Pracuje dla Czarownicy.- nie zdążyła zareagować. Dziennikarz odezwał się pierwszy, lustrując przy tym Aidana uważnym spojrzeniem. Był przy tym znacznie bardziej spostrzegawczy niż Penny, ale niczego nie skomentował. - Rozmawiałem właśnie z panną Weasley o jej zaręczynach. Mamy w planach artykuł, który z pewnością poruszy nasze czytelniczki. Wspaniała historia, prawie że rodem z bajki!

Czy on to mówił na poważnie? Ciężko było stwierdzić. Ocenić. Albo może to sama Penny, nie obyta z mediami, miała pod tym względem spory problem? Nie potrafiła poprawnie odczytać sygnałów. W sumie to nawet nie próbowała. Dla niej priorytetem było pozbycie się tego mężczyzny, zanim napisze tu, pod Zaczarowanymi Różnościami, pełnoprawny artykuł o jej związku z Renigaldem.

Artykuł całkowicie zmyślony. Oparty o informacje wyssane z palca.

- Nie zgodziłam się na żaden wywiad. - zauważyła, zakładając ręce na wysokości klatki piersiowej. Ot, postawa obronna. A do tego te spojrzenie. Niezadowolone. Gdyby wzrok mógł zabijać, gdyby Penny była bazyliszkiem...

- Nonsens! Toć rozmawiamy tutaj od dobrych pięciu minut. Dopiero co pytałem pani, Penelope, o pierścionek. Ponoć miała go pani na niedawnym przyjęciu organizowanym przez państwa Malfoy. - odpowiedział, znów próbując zorientować się czy na prawej dłoni, na odpowiednim palcu, widniał zaręczynowy pierścionek. Niestety, choć Penny pierścionków miała całkiem sporo, na tym konkretnym palcu nie dało się dostrzec żadnego. Tylko czy faktycznie znaczyło to, że zaręczyny się nie odbyły? Skąd w takim razie wzięły się te wszystkie plotki? Czyżby Larson się pomyliła? - Proszę się nie obawiać, Penelope, nie napiszemy o pani nic, co byłob...

Przerwała mu. Weszła w słowo.

- Panie Flis, nie obchodzi mnie co pan napisze. Ani w jakim świetle mnie pan przedstawi. Proszę dać mi wreszcie...

Tyle tylko, że i Flis odpuszczać nie zamierzał. Być może wcale nie mógł? Być może właśnie od tego konkretnego wywiadu zależała cała jego kariera? Był młody. Mógł wreszcie dostać prawdziwy etat! Zostać poważnym dziennikarzem. Prawdziwym dziennikarzem, a nie kolejnym pracownikiem z cyklu podaj kawę i pozamiataj.

- Panno Weasley, proszę się tak nie denerwować. Przecież my tu tylko grzecznie rozmawiamy. - zwrócił jej uwagę, również przy tym wchodząc w słowo. A ona... a Penny myślała, że jeszcze tylko chwila i wreszcie się zagotuje. Aidan, cholero, byś mi pomógł! Przeszło jej nawet przez myśl, kiedy kolejne zabójcze spojrzenie posłała właśnie w kierunku kolegi.




RE: [19 czerwca 1972] Jak na ratunek, to tylko Aidan | Penny & Aidan - Aidan Parkinson - 09.03.2024

Na słowo zaręczyny skrzywił się widocznie. Niezbyt umiał udawać to, co czuje. Co prawda Penny nie wiedziała, że się w niej buja, ale na pewno i jedno, i drugie mogło zauważyć, że na wieść o tym, że Weasley się zaręczyła, chłopak trochę się... jeżył. Ale na razie słuchał. Palił papierosa i obserwował jak Penny wije się jak piskorz. Jak próbuje wejść dziennikarzowi w słowo. Jak chce go odgonić, ale nieskutecznie. Kurwa, nawet trochę mu się przykro zrobiło na ten widok. Ale potem znowu usłyszał o tej niedorzecznej historii. Będzie musiał porozmawiać z Reginą. Nie chciało mu się wierzyć, że Weasley tak po prostu poleciałaby na jego kasę. Ten typ nawet nie pracował! Chyba. Przynajmniej oficjalnie. Okej, może i byli kolegami i czasem pili, ale bez przesady: nie lubił go aż tak, by w tej chwili nie wyzywać go od najgorszych. Jeszcze w myślach.

- Pani powiedziała, że nie zgodziła się na wywiad - powiedział poważnie, kładąc dłoń na ramieniu dziennikarza. Ścisnął ją mocno. Dużo mocniej niż powinien. Uśmiechnął się przy tym krzywo, bo nie wyciągnął papierosa z ust. Tkwił on w kąciku, a śmierdzący dym leciał prosto na dziennikarza Czarownicy. Parkinson miał szczęście, że nie był w mundurze. Wtedy miałby do dyspozycji tylko i wyłącznie legalne metody przepędzania natrętów. Ale no... Nie był w mundurze. Był ubrany po cywilnemu. - Co tam ciekawego pan zanotował, panie Fils?
Nie miał jednak zamiaru grzecznie czekać, aż Fils odda mu notes. Ba, podejrzewał że ten gnojek by tego nie zrobił po dobroci. Więc po prostu mu go wyrwał i uniósł wysoko nad głowę. Jakby zabrał dziecku zabawkę. Podniósł oczy na zapisane naprędce kartki. Nie miał za bardzo czasu, żeby wczytywać się w to, co ten zjeb napisał, ale cośtam zauważył.
- Prawdziwa miłość czy mezalians? Czy Penelope Weasley leci na kasę Malfoyów? O... Widzę, że przekręcił pan imię RENIGALDA - uśmiechnął się złośliwie. Reginald, Renigald... Regina. No żadna, kurwa, różnica.
- Proszę mi to oddać! - Fils nie był specjalnie niższy. W sumie to nie było żadnej różnicy między nimi, ale był zdecydowanie mniej sprawny fizycznie. Aidan pracował w Brygadzie Uderzeniowej, na dodatek latał od patrolu do patrolu, a na dokładkę przydzielali go do jakichś durnych spraw, wymagających biegania. Durnie.
- Sam se, kurwa, weź - Parkinson zmarszczył brwi i schował notatnik za plecami. Bardzo dojrzałe, nie ma co.


RE: [19 czerwca 1972] Jak na ratunek, to tylko Aidan | Penny & Aidan - Penny Weasley - 10.03.2024

Nie była w stanie poradzić sobie z tym upartym dziennikarzyną sama. Nie brał jej na poważnie. Nie chciał odpuścić. Potrzebowała pomocy i dlatego właśnie zawołała Aidana. Jak dużo musiała mieć szczęścia, skoro znów był w okolicy? Nie pierwszy już raz, zdarzało się, że ją ratował. Przypadek? W sumie to nigdy się nad tym nie zastanawiała. Może jak dotąd nie dało to jej za bardzo do myślenia?

Odetchnęła z ulgą, kiedy ten wreszcie zareagował. I nie. Nie zauważyła, że kiedy tylko słyszał o tych całych zaręczynach, to jakby tak trochę się jeżył. Wyglądał nieswojo. Być może umykało jej to z tego względu, że skupiona była dość mocno na samej sobie. A także na tym drobnym problemie, z którym chciała się uporać. Musiała się uporać. Zanim zmieni się w spore bagno, z którego ciężko będzie jej się wydostać.

- Proszę oddać mi notes! - oburzył się dziennikarz, starając się przy tym odzyskać swoją własność. Może i sposób w jaki starał się to załatwić Aidan nie był szczególnie dojrzały, ale przynajmniej bawił. Sprawił, że na twarzy Penny pojawił się lekki uśmiech. Takich scen nie oglądało się w końcu codziennie! - Bo będę musiał wezwać brygadę! To napaść na dziennikarza. I to w trakcie wykonywania przez niego swoich obowiązków! To karygodne!

No co za dupek - przeszło jej przez myśl. Ten cały Flis rzeczywiście miał w sobie coś dupkowatego oraz wyjątkowo odpychającego. Nie budził sympatii, a jedynie niechęć. Cieszyło to, że musiał sobie poradzić z Aidanem. Zasługiwał na to, żeby ktoś mu nieco umilił ten dzień. I może zmusił do zastanowienia się nad samym sobą? Penny nie było go ani trochę szkoda. Wręcz przeciwnie.

- O, czyli dziennikarz może napaść na dowolnego mieszkańca Londynu, a my nie mamy prawa bronić się przed jego bezczelnością? - wtrąciła się, kibicując przez cały ten czas Aidanowi. Kibicując tak po cichu. A niech mu jeszcze tym notesem w łeb przyłoży. Tak z raz i drugi. A później... później to już cokolwiek, byle tylko po tym później, Flisowi odechciało się zawracać jej głowę. Ponownie nachodzić tutaj bądź jakimkolwiek innym miejscu. Naprawdę nie chciała użerać się z tym typem. - Może to ja powinnam wezwać brygadę? - zapytała, niby niewinnie, ale zarazem wiedząc przecież, że brygada była już na miejscu. Tyle tylko, że nieoficjalnie. Po cywilnemu. Szczegóły, pozbawione większego znaczenia.




RE: [19 czerwca 1972] Jak na ratunek, to tylko Aidan | Penny & Aidan - Aidan Parkinson - 10.03.2024

- Już mówiłem: sam se weź - jego uśmiech poszerzył się, a on sam po prostu schował notes za plecami. I tak więcej nie wyczyta z tych naprędce skleconych notatek. Kusiło odpowiedzieć to ja jestem brygadą, ale niestety wiedział doskonale, że nie mógł się zdradzić z tym, że należy do BUM. Bo wtedy miałby naprawdę przejebane: ostatnio grabił sobie w pracy tak, że naprawdę powinien wziąć na wstrzymanie. Ale no... Nie potrafił się powstrzymać w tym przypadku z naprawdę wielu powodów. Po pierwsze: ten dziennikarzyna był śliski. Naprawdę śliski, w ten niedobry, obleśny sposób. Przypominał trochę glony w jeziorze, w którym się pływało spokojnie, dopóki nie dotknęły twojej stopy. Obrzydliwe uczucie. Po drugie: chodziło o Penny. I mógł być naprawdę na nią wściekły, ale jednak ta ruda cholera skradła mu serce. I potrzebowała w tej chwili pomocy.

Flis odwrócił głowę w kierunku Weasley. Był wściekły. Nadął policzki, które w tej chwili przybrały odcień dorodnego pomidora. W sumie kształt też się zgadzał - były rozkosznie okrąglutkie od tej złości. Nic tylko je ścisnąć, mocno. Najlepiej butem.
- Nie naruszyłem pani cielesności! - brnął dalej w swoją historię i poniekąd miał rację, bo przecież atakował ją wyłącznie słownie. Nie dotykał jej, nie szarpał. A Aidan to robił. To była definicja napaści, bo tak mocno ściskał jego ramię, że naprawdę bolało. Flis próbował się wysmyknąć, ale Parkinson trzymał mocno. Zluzował jednak, bo ten piskorz tak się szarpał, że w tej chwili zamiast jego ciała, trzymał kurtkę. Zaraz się tu ludzie zlecą i będzie po zabawie.
- Ale pomówienia są już karalne, tak samo jak publikacja nieautoryzowanych wywiadów bez wyraźnej zgody - zauważył, puszczając w końcu tego szczurka. Nadal nie oddawał mu notesu. Nie planował tego robić - chciał zobaczyć, co tam jeszcze gnida zapisała.
- Nic nie jest bez zgody, sama to na siebie sprowadziła, ogłaszając zaręczyny! Baby tak zawsze, najpierw mówią jedno, a potem nie chcą odpowiadać na pytania! Czyli jednak chodzi o pieniądze? - łypnął w stronę Penny. Może i się kłócił, może i w teorii pyszczył Aidanowi, ale jednak ten wszędobylski dziennikarski nochal wyniuchał fakt, że Weasley była w tej chwili nieco odsłonięta. Mogła chlapnąć coś, co będzie mógł potem wykorzystać. A następnie: sława! Pieniądze! - W końcu taki malutki sklepik nie może przynosić zbyt wielu dochodów? Co tam pani w ogóle sprzedaje?

Parkinson ściągnął brwi. Nie spodobało mu się to, co usłyszał. Ani to, w jaki sposób facet odnosił się do Penny.
- Odszczekaj to albo zmuszę cię, żebyś zeżarł ten notes - nie żartował. Naprawdę był gotów do tego, by wcisnąć go mu do gardła. Kartka po kartce. Wkurwiał go, z każdą sekundą coraz bardziej.


RE: [19 czerwca 1972] Jak na ratunek, to tylko Aidan | Penny & Aidan - Penny Weasley - 10.03.2024

Dziennikarzyna nie odpuszczał. Nawet teraz, kiedy przy jej boku był Aidan, nadal zdawał się upierać przy swoim. Cholerna pijawka. Ten cały Flis zasługiwał za to, żeby oberwać prosto w nos. Może wtedy oduczyłby się go wtykać w te sprawy, którymi nie powinien był się interesować?

- Teraz to już pan przesadził, panie Flis! - oburzyła się. Z nerwów była już cała czerwona. Aż po same czubki swoich uszu. Oskarżał ją o to, że zależało jej na pieniądzach Reginy? Tego już było za wiele! Owszem, chętnie by z nich skorzystała, ale żeby z takiego powodu się z nim wiązać? To już trąciłoby prawdziwą desperacją i tak w ogóle to...

Nawet nie zarejestrowała tego momentu, w którym prawa dłoń pierw zacisnęła się w pięść, a następnie spotkała z nosem Artemiusa. Jakoś za tym nie nadążyła. Wyglądała na zaskoczoną tym, że czegoś takiego się dopuściła. A do tego bolały ją po tym palce. Nie była przyzwyczajona do takich rzeczy. Nawet nie wiedziała, w jaki sposób uderzać, czy pięść złożyć. Chyba cudem tylko nie zrobiła sobie przy tym krzywdy. Bo mogła. Oczywiście, że mogła.

- Choleracholeracholera, przepraszam! - wyrzuciła z siebie, chwiejnym krokiem cofając się o krok i jeszcze jeden. A dziennikarz? Dziennikarz chyba też nie wiedział jak zareagować. Przynajmniej na początku. W tej pierwszej chwili. Zaraz bowiem odpalił się na nowo. Tym razem zdając sobie, że miał w tym momencie nad nimi drobną przewagę. Toć wszyscy dokoła widzieli, jak ta ruda zołza go zdzieliła prosto w nos. I to za co?! Za jedno, drobne nic! Bo przecież on nic jej nie zrobił.

Kompletnie nieistotne stało się w tym momencie to, co powiedział Aidan. To jak Flisowi groził. Jak mu kazał wszystko odszczekać. Czy ktokolwiek to w ogóle zarejestrował? Najpewniej nie. A już na pewno nie zarejestrowała tego Penny. Bo Penny odcięło dobrą chwilę wcześniej. Odcięło całkiem porządnie. Trochę zbyt mocno.

- Mój nos! Ta ruda wiedźma uderzyła mnie w nos! - zaczął wrzeszczeć, łapiąc się za ten nieszczęsny nos. Najwyraźniej albo zabolało, albo Artemius był nienajgorszym aktorem. Ciężko było ocenić, kiedy dość dokładnie ten cholerny nos osłaniał. Rękoma. - Nie odpuszczę tego! To atak na dziennikarza!

A jednak, pomimo wypowiedzianych słów, całej tej groźby, Flis wreszcie się wycofał. Trochę jeszcze się im odgrażał, ściągając coraz większą uwagę na całe te zajście, ale poza tym... poza tym uznał, że na chwilę obecną ma tego jednak dość i zabrał z tej okolicy swoje cztery litery. Tylko czy znaczyło to, że faktycznie Penny będzie teraz miała od niego spokój? Cóż. To najpewniej byłyby marzenia ściętej głowy. Rzecz mało prawdopodobna.




RE: [19 czerwca 1972] Jak na ratunek, to tylko Aidan | Penny & Aidan - Aidan Parkinson - 11.03.2024

Aidan zamrugał. Zamrugał kilkukrotnie, bo nie był pewien, czy mu się nie przewidziało. Czy naprawdę ruda właśnie zwinęła dłoń w pięść i wyprowadziła piękny cios prosto w nos Flisa? Aż tak ubodły ją jego słowa? Spojrzał na nią, ale nie zdążył dobrze się przyjrzeć jej reakcji, bo Flis już zaczął wrzeszczeć, zwracając na ich trójkę zbyt wiele uwagi. Kilka osób przystanęło i patrzyło na niecodzienną scenę, która się rozgrywała między tym dziwnym trio. Flis wrzeszczał, praktycznie tupał nogami ze złości. Parkinson palił, drugą ręką ściskając notes, schowany za plecami, a Penny się chwiała i cofała. Jak dzieciaki w magiprzedszkolu.
- Dobra, wypierdalaj. Jak będziesz składał skargę, poproś o Longbottom albo Bones do tej sprawy, na pewno się ucieszą z dodatkowej roboty - mruknął, bo jednak nie mógł sobie darować tego, by wyraźnie zaznaczyć, że w Brygadzie ma wtyki. Nadal się nie zdradził z tym, że sam tam pracuje, ale być może mężczyzna zrezygnuje z głupich pomysłów, skoro rzucił aż dwoma nazwiskami brygadzistek, z których obie były pracowite, a tylko jedna pierdolnięta. Gorzej tylko, jeżeli Flis postanowi tu wrócić, ale na to akurat nie mieli wpływu.

- Przekaż to swojemu NARZECZONEMU, na pewno się ucieszy ze sławy, ojciec będzie dumny - Parkinson rzucił w Penny notatnikiem. A raczej rzucił go w jej stronę, nie wkładając w to jakoś specjalnie dużo siły. Chciał, żeby go złapała i przejrzała, a nie by oberwała książeczką w ryj. Jak zwykle znalazł się w dobrym miejscu, w dobrym czasie, ale... Co z tego? Tylko do tego się nadawał? By straszyć dziennikarzy i odganiać ich od Weasley, która w tym czasie migdaliła się z Renigaldem? Nie był pewien, czy do tego doszło - gdyby myślał trzeźwo i na spokojnie, pewnie doszedłby do wniosku, że to na pewno jakiś podstęp, tania zagrywka by zwrócić na siebie uwagę. Ale nie myślał trzeźwo. - Naprawdę, Penny? Z Reginą?
Na jego twarzy malowało się obrzydzenie. Nie to, żeby nie lubił Malfoya, bo przecież znali się od lat - chłopak był użyteczny i naprawdę przydatny, całkiem dobrze im się rozmawiało. Ale jednocześnie był podstępną, jadowitą, śliską glistą. Miał ochotę wytargać ją za te rude kudły i wydusić odpowiedzi, których potrzebował natychmiast. Gdyby nie to, że brzydził się przemocą wobec kobiet, to pewnie by to zrobił.

Nie chciał nic dodawać. Nie chciał nawet na nią patrzeć. Zerknął więc gdzieś w bok, wcześniej biorąc ostatniego bucha. Papieros poleciał na ziemię, pod but, który roztarł i zgniótł żar.


RE: [19 czerwca 1972] Jak na ratunek, to tylko Aidan | Penny & Aidan - Penny Weasley - 13.03.2024

Aidan nie musiał się powtarzać. Flis wyglądał jak ktoś, kto miał na ten moment serdecznie dość. Nie zamierzał dłużej walczyć, dalej próbować wyciągnąć z Penny... chyba czegokolwiek, co mogłoby okazać się choćby trochę interesującym. Tak odrobinę. Po tym jak oberwał w nos, po prostu się stąd zawinął, zostawiając ich samych. A w sumie to nie tak do końca samych, bo całe to przedstawienie ściągnęło na nich uwagę. Mieli więc kilku gapiów.

Złapała notes. A że była ciekawa, to zaraz też zaczęła zapoznawać się z tym, co znajdywało się na zapisanych przez Flisa stronach. Pismo miał dziennikarzyna całkiem ładne, to jedno należało mu przyznać.

I może nawet by przez to wszystko przebrnęła, gdyby nie zadane po chwili pytanie. To całe obrzydzenie malujące się na twarzy Parkinsona. To jak nagle uciekał spojrzeniem, zamiast patrzeć na nią. Spojrzeć prosto w oczy. Powiedzieć prosto w oczy, to o czym teraz myślał? Bo przecież doskonale wiedziała co musiał teraz myśleć.

Kompletny dupek.

- Naprawdę Aidan? Z Reginą? - powtórzyła po nim, z pewnym takim niesmakiem, nie kryjąc się z tym, że po prostu jej się to nie podobało. Jeśli chciał w taki sposób, z pretensjami, dając jej odczuć, że widział w niej tą najgorszą. Interesowną. Zdolną do tego, żeby związać się z kimś dla nazwiska, statusu, czy pieniędzy... mógł po prostu mówić do ręki. Nie zamierzała znowu tego słuchać, czytać, cokolwiek tam więcej.

Poza tym znał ją przecież na tyle długo, że powinien był się domyślić. Albo może zbyt wiele od niego oczekiwała?

- Jeśli chcesz mi coś na ten temat powiedzieć, to lepiej się streszczaj, bo podejrzewam że jest jeszcze sporo osób, które czekają na swoją kolej. I nie chciałabym, żeby osoby te musiały czekać zbyt długo. - te wyzywające spojrzenie, ta irytacja. Oczywiście, że była zła. Nie zdążyła się jeszcze uspokoić po spotkaniu z Flisem, a ten tu Parkinson tak po prostu jej dokładał. Nie mógł po prostu zapytać czy jest w porządku? Czy czegoś potrzebuje? Czy może odprowadzić ją do mieszkania, żeby upewnić się, że nikt więcej jej nie będzie niepokoił? Oczywiście, że nie.

Bo przecież był Aidanem. Działającym akurat w trybie mam kiepski humor, a co za tym idzie mam też prawo być skończonym dupkiem. Typowe.




RE: [19 czerwca 1972] Jak na ratunek, to tylko Aidan | Penny & Aidan - Aidan Parkinson - 14.03.2024

Między nimi istniał pewien duży, nierozwiązany problem, który przerodził się w tej chwili w ogromne nieporozumienie. Aidan wiedział oczywiście, że Penny jest ambitna i lubiła pieniądze (bo ich nie miała), ale nigdy by jej nie posądził o to, że związała się dla nich z Malfoyem. On był po prostu, cholera jasna, zazdrosny. Bo przecież każdego by zniósł, tylko nie Malfoya. To była granica, którą Penny przekroczyła i to chyba z premedytacją, patrząc na jej zachowanie. Z Reginą też sobie porozmawia. Parkinson wyciągnął kolejnego papierosa i wetknął go w usta, przewracając oczami tak mocno, że cud że mu nie wypadły z oczodołów. Przedrzeźnianie, jakie to kurwa dorosłe.
- Ach tak? - warknął, odpalając peta. - Oczywiście, jak zwykle nie masz dla mnie czasu. Jak jestem potrzebny, to Aidan ratuj, pomóż, zrób coś, ale żeby wytłumaczyć co tak naprawdę się odkurwiło, że na mieście huczy od plotek o mezaliansie między Malfoyem a Weasleyówną, to już podwijasz ogon pod siebie i uciekasz.
Być może był dupkiem i się tak zachowywał, ale to był jego mechanizm obronny. Zraniła go tak bardzo, że stracił wczoraj nad sobą kontrolę, części nocy nawet nie pamiętał. Myślał, że mieli to pod kontrolą - że trzymali się razem, że byli po prostu... znajomymi. A tu okazuje się, że nagle Penny zapałała uczuciem do tej śliskiej gnidy? Cholera jasna, przecież typ nawet nie miał porządnej pracy. To całe bogactwo, którym się chwalił na prawo i lewo, nawet nie było jego! Jak ona mogła zakochać się w kimś takim? Przecież to nie miało absolutnie żadnego sensu.
- Każdy ważniejszy ode mnie. Wiesz co, Penny? Spierdalaj. Przyszedłem tu, żeby porozmawiać o tych dziwnych zaręczynach, ale widzę, że nie jestem mile widziany - gdyby tylko w grę nie wchodziły emocje, to zapewne by to przemyślał. Rozważył kilka opcji, po prostu na spokojnie podszedł i zapytał, co się stało. Bo przecież jeszcze dwa dni temu w życiu by nie pomyślał o tym, że ta dwójka może się związać. A tu od razu narzeczeństwo. Blondyn był skończonym chamem, ale wiedział, że nie zmusiłby Penny do przyjęcia oświadczyn. Więc musiała to zrobić dobrowolnie. I to chyba najbardziej bolało.

Spojrzał na nią ze złością. Ona była zirytowana, on - wściekły. Aidan często wpadał w złość, dla nikogo nie było tajemnicą, że Parkinson nie należał do najcierpliwszych osób na tym świecie. I chociaż na przestrzeni tych lat odrobinę się uspokoił, to jednak daleko mu było do normalnej osoby. Większość problemów rozwiązywał sarkazmem czy siłą. Albo krzykiem. Tutaj siły nie chciał stosować, przynajmniej nie w stosunku do Penny. Bo czego by nie powiedzieć o Aidanie, to kobiety nigdy by nie uderzył. Chyba że musiałby ją obezwładnić, ale tutaj to nie miało miejsca.