[14.08.72] rachunek sumienia | Astartoh & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.03.2024
adnotacja moderatoraRozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono osiągnięcie - Piszę więc jestem - Astaroth Yaxley
—11/08/1972—
Mieszkanie Gerry, Londyn
Astaroth Yaxley & Geraldine Yaxley
Poranki bywały różne. W ostatnim czasie w życiu Geraldine większość z nich łączyła się z kacem, i raczej średnim samopoczuciem. Starała się z tym coś zrobić, bo w jej zawodzie nie mogła sobie pozwalać na zbyt dużą niedyzpozycję, każde, nawet krótkie zawahanie mogło się wiązać ze śmiercią. Szło jej to jednak średnio. Nie był to najlepszy okres w jej życiu, miała wrażenie, że dawno nie była na takim dnie, jak teraz. Nie umiała sobie wytłumaczyć swojego postępowania, tych chwilowych uniesień i alkoholu, który na stałe zagościł w jej życiu. Na całe szczęście, nie miała na dzisiaj żadnych zleceń, więc mogła zająć się rozmyślaniem nad sensem swojej egzystencji, który chyba do końca nie istniał.
Wzięła zimny prysznic, poszła z psami na spacer, były to rzeczy, które robiła codziennie. Na całe szczęście miała te zwierzaki, bo dzięki nim przynajmniej musiała ruszyć się z domu.
Po dosyć długim spacerze wróciła do domu. Był to czas na śniadanie. Udała się więc do kuchni, zrobiła sobie kawę, nadal miała wrażenie, że brakuje jej tutaj Mellvyna, w końcu zupełnie niedawno przejął to pomieszczenie, ba ugotował jej nawet zupę, nikt nigdy nie zrobił dla niej czegoś takiego. Zniknął z jej życia i mieszkania, tak szybko jak się pojawił, nadal jej go trochę brakowało, to dziwne, że się tak przyzwyczaiła do jego obecności, chociaż gościł w jej życiu tak krótko.
Nie mogła narzekać na samotność, bo wprowadził się do niej Ast z dziewczyną, koleżanką, mniejsza o to, kim dla niego była, jednak nie do końca chyba było to, to czego potrzebowała. Parzyła tę kawę zastanawiając się nad swoimi ostatnimi poczynaniami, czuła, że jest na dnie. Jak inaczej mogłaby wytłumaczyć to, co dwa dni temu robił Jonathan w jej sypialni? Znali się od lat, miała wrażenie, że wykorzystała to, że przyznał jej się do swoich uczuć, no i również jego wykorzystała, bo potrzebowała zainteresowania i poczucia, że komuś na niej zależy. Westchnęła głośno, woda się zagotowała. Mogła zaparzyć kawę. Odczekała chwilę, a później dolała do niej whisky, idealny początek dnia.
Usiadła sobie na parapecie, przy otwartym oknie, wsadziła peta do ust i odpaliła go mugolską zapalniczką. Tylko tego jej brakowało do szczęścia.
RE: [07.08.72] rachunek sumienia | Astartoh & Geraldine - Astaroth Yaxley - 10.03.2024
Picie i kac to domeny, które jeszcze nie tak dawno mogły określać moją osobę. Słynąłem raczej z niepoważnego podejścia do życia, udając przy tym poważnego jak najbardziej. Pakowałem się w tarapaty - ale to gównie przez Skamander - i byłem właściwie obieżyświatem i obieżyAnglią, a obieżybarówLondyńskich już w ogóle totalnie, więc poniekąd rozumiałem potrzeby swojej siostry, ale... poniekąd mnie to również przerażało, wprowadzało w niepokój, dyskomfort, coś w tym stylu. Bowiem odkąd umarłem, ekspresowo dojrzałem, stałem się przewrażliwiony na punkcie bezpieczeństwa i odpowiedniego zachowania, a od tego grube, bezkresne linie oddzielały Gerladine. Tak nie mogło być, bo - już widziałem to oczami wyobraźni - jak podziela mój los... Albo i gorzej. Mogłoby się skończyć jeszcze gorzej. Albo lepiej. W zależności od perspektywy, bo to, że zostałem wampirem, wciąż było dla mnie kwestią dyskusyjną, czy to był bardziej pech czy fart od losu.
U boku Kim jednak jakoś żyłem... żyłem, funkcjonowałem może bardziej. Trzymałem się piony i nawet niekiedy wychodziłem do ludzi... po zmroku i najedzony. Nie przepadałem za piciem krwi i jednocześnie uwielbiałem ją spożywać, ale nikomu o tym nie mówiłem, choć Kim chyba wiedziała, ale wolałem myśleć, że jednak tego nie była świadoma. Tak czułem się mniej psychopatą, bardziej ludzkim, choć niekiedy widziałem w jej spojrzeniu niepewność i strach. Podobnie jak w oczach innych bliskich, ale robiłem co mogłem by mogli czuć się bezpieczni.
Gorzej, bo właśnie Geraldine bardziej zagrażała ona sama niż ja jej, ale nie miałem pojęcia, jak do niej podejść by mnie nie zjadła żywcem za wpierdalanie się do jej życia. Jakby nie patrzeć, miałem mniej wiosen od niej, sporo mniej, a na dodatek bardziej nierozważne przygody w swoim życiu... czy też nieżyciu. Obawiałem się po prostu, że zaraz wylecę przez okno, co same w sobie nie było złe. Bardziej przerażało mnie stanięcie twarzą twarz ze słońcem, które dopiero miało wschodzić. Czułem to szóstym zmysłem. Włoski zaczynały mi się jeżyć na karku.
- Kiedyś przylecą harpie i cię porwą z tego parapetu - odezwałem się do niej złośliwie, żeby nie być skradającym się psychopatą, którym nie chciałem być, a którym zapewne i tak nie byłem, bo siostra zapewne wyczuwała z kilometra, że się zbliżam. Już nigdy nie dane mi będzie jej zaskoczyć. Chyba że definitywną śmiercią.
A jeśli chodziło o złośliwość, to łatwo było się przyczepiać, kiedy nie chodziło o prawdziwe problemy. To, że wypadnie z okna... Tego mogli się obawiać rodzice lata temu. Teraz jedynie obawiali się tego, czy nikogo nie zabiję i czy świat czarodziejów nie dowie się, że dumni łowcy mają potwora w rodzinie.
RE: [07.08.72] rachunek sumienia | Astartoh & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 10.03.2024
Upiła łyk kawy z wkładką, którą sobie przygotowała. Nawet się nie skrzywiła, kiedy poczuła smak alkoholu, przyjemnie palił jej ciało i pozostawiał gorzki posmak na języku. Ciepły wiatr wdzierał się do mieszkania przez otwarte okno, przyjemnie plątał jej włosy. Co chwila strzepywała popiół za okno, nie przejmowała się tym, że może komuś wlecieć do oka. To wcale nie tak, że nie chciało jej się podnosić tyła, który w tej chwili wydawał się być bardzo ciężki... Popielniczka leżała na stole oddalonym ledwie o kilka kroków. Jej chęci do czegokolwiek aktualnie oscylowały w okolicach zera.
Usłyszała kroki, które zwiastowały rychłe nadejście któregoś z mieszkańców, były zbyt głośne jak na Kim, ona była drobniutka, ledwo można było usłyszeć, jak tupta po mieszkaniu, psy poruszały się zdecydowanie szybciej, to musiał być więc Astaroth. Zgodziła się ich przyjąć do siebie, bo chciała mieć na niego oko, chciała mieć pewność, że jakoś sobie radzi po tym, co go spotkało. Nie umiała sobie wyobrazić takiego piętna, czekało go życie wieczne, zabawne, że ona polowała na takich jak on, zresztą nie tylko ona, cała ich rodzina, a teraz przekleństwo dosięgło i ich. Los umiał żartować, zdecydowanie. Oczywiście nigdy nawet przez myśl jej nie przyszło, że powinni się go pozbyć, był jej słodkim, młodszym braciszkiem, oczkiem w głowie. Właśnie dlatego postanowiła wziąć go pod swoje skrzydła, a wraz z nim trafiła tutaj też ta dziewczyna. Zrobiło się tłoczno, dwa psy, troje ludzi, w sumie to, Ast nie był już człowiekiem, ale to chyba nie był czas na takie filozoficzne rozmyślenia.
Przed nim zawsze próbowała trzymać pion, próbowała udawać, że radzi sobie ze wszystkim, musiała. W końcu była jego starszą siostrą, powinna dawać mu przykład. Nie widział jej w najgorszych momentach, dbała o to, aby nikt z rodziny nie widział, jak blisko dna zdarzało jej się gościć. Nie musieli tego wiedzieć. Dosyć szybko wyprowadziła się z domu, żeby nikt jej nie kontrolował. Tak było prościej, od zawsze bowiem wykazywała dziwne upodobanie do autodestrukcji. Pakowała się w te dziwne związki, wybierała podejrzane zlecenia, jakby sama chciała się zniszczyć.
Zdawała sobie sprawę, że ostatnio przekraczała granicę - znowu. Niestety teraz on miał szansę to widzieć, musiałby być głupi, żeby się nie domyśleć, że zaczęła taplać się w gównie.
- Myślę, że taka harpia nie zdążyłaby wystawić pazurów, a zostałaby pozbawiona głowy. - Uniosła kąciki ust w uśmiechu i przeniosła wzrok w stronę drzwi. Lubiła na niego patrzeć, gdy był dzieckiem zastanawiała się, kim będzie, jaką ścieżką będzie podążał, nie zakładała jednak takiego scenariusza, nikt się chyba nie spodziewał, że tak może potoczyć się jego życie. Musiała go chronić przed całym światem, gdyby ktoś się dowiedział... Wolała nawet nie myśleć o konsekwencjach, jakie mogły się pojawić.
- Kawy? - Zapytała jeszcze, żeby nie było. Nie miała pojęcia, czy kawa w jakikolwiek sposób teraz na niego oddziałuje, dopiero, gdy stał się wampirem zauważyła, jak mało o nich wie, bo nie musiała dużo wiedzieć, aby na nie polować.
RE: [07.08.72] rachunek sumienia | Astartoh & Geraldine - Astaroth Yaxley - 13.03.2024
Powoli i ostrożnie podszedłem do okna, jak gdyby słońce mogło mnie w jakikolwiek sposób zaskoczyć. Na szczęście bywało przewidywalne, każdego poranka takie samo. Jedynie zmieniały się godziny wschodu i zachodu, ale te z kolei trzymały się określonych ram, więc... jedyną zmienną, bardziej nieprzewidywalną, były dni pochmurne kontra te słoneczne. Żyliśmy w Anglii, w Londynie, gdzie w jednym momencie mogło smażyć słońce, zaś w kolejnym padać potężną ulewą. Nie ruszałem się z mieszkania za dnia i dlatego to było nużące - siedzieć całe dnie w domu, zamiast wariować. Z Kimi bylibyśmy chuj wie w jakim kraju w tej chwili. Co robili...? Cóż, to też byłoby cholernie nieprzewidywalne, szczególnie znając jej standardy.
Siostra proponowała mi kawę, ale pokręciłem nosem. Sięgnąłem jednak po jej kubek by skraść chociaż łyka, chociaż w odrobinie... poczuć się dawnym sobą...? Ale to nie miało sensu. Picie kawy. Nie była w stanie mi pomóc przy znużeniu, które potrafiłem odczuwać przez... głód. I nie okłamujmy się, sięgnąłem po jej kawę z innego powodu. Sprawdzałem niepozornie, potwierdzałem teorie kłębiące się w mojej głowie.
- Myślę, że jak dalej będziesz tak jechała... to harpia będzie wygrana w tym pojedynku - zauważyłem, jednak wyjeżdżając z grubej rury. Tak jakoś... poszło? Może nawet lepiej, praktyczniej. Zerwanie plastra, czyż nie? - Chciałem z tobą pogadać, Ger. Tak na poważnie, tak na trzeźwo, tak brutalnie - odparłem, zaproponowałem...? Może jednak nie. Czasami byliśmy sobie jak wrzody na tyłku, więc przysiadłem na skraju parapetu, właściwie bardziej się o niego opierając i spojrzałem w dół. Wcale nie było tak nisko, ale wysoko również nie za szczególnie.
- Myślisz, że jak trochę dorosnę, będę przemieniał się w nietoperza? - zapytałem ją dla rozładowania nieco atmosfery... albo jej zgęstnienia również. Pewnie też trochę ze stresu. Podniosłem jednak wzrok ponownie na siostrę i, cóż, była śliczna, ale się marnowała.
- Musisz się ogarnąć, inaczej wszystko spierdolisz. Tak jak ja - krótkie, szybkie podsumowanie. Tak zwana puenta. - Co o tym myślisz? - zapytałem ją z nadzieją, że może jednak tyle moralnej gadki wystarczy...? Cóż, te moje piękne oczy... Czy można było im odmówić?
RE: [07.08.72] rachunek sumienia | Astartoh & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.03.2024
Nie była w stanie sobie wyobrazić, jak bardzo musi być to męczące. Był tutaj zamknięty, całymi dniami, niczym w klatce. Nie mógł się ruszyć nawet na chwilę, bo słońce by go zamieniło w proch. Okropne, najgorsze było to, że nikt nie był w stanie mu pomóc, musiał po prostu do tego przywyknąć, pogodzić się z tym.
Kiedy upił łyk kawy z jej kubka, na pewno poczuł smak whisky, którą do niej dolała. Nie była to może jakaś ogromna ilość, ale przebijała się w smaku tej chujowej kawy. Nie miała pojęcia, że chciał ją sprawdzić, przyłapać na gorącym uczynku, inaczej nie dałaby mu jej spróbować. Nie zakładała, że jest taki sprytny, a może nie sądziła, że pojawił się tutaj z jakiegoś konkretnego powodu. Nie spodziewała się, że mógł zauważyć, że coś jest z nią nie tak. Próbowała to przecież maskować.
- Słucham? - Odwróciła się w jego kierunku, miała wrażenie, że się przesłyszała, chociaż to chyba było niemożliwe. Mina jej zrzedła, a na twarzy pojawił się grymas. Nie znosiła, kiedy ktoś komentował jej zachowanie, szczególnie w taki sposób. Nie był specjalnie delikatny, ale tego powinna się po nim spodziewać.
- Na trzeźwo to już chyba trochę za późno. - Próbowała nieco złagodzić atmosferę słabym żartem. Nie była nawalona, łyknęła ledwie kilka kropel alkoholu, ale ton jego głosu spowodował, że musiała się bronić, a żarty były zawsze jej pierwszym wyborem. Najłatwiej było obrócić wszystko co poważne w żart.
Nie patrzył na nią, nie wiedziała dlaczego, nie było to normalne, spowodowało, że poczuła się nieswojo. Nie chciała, żeby się o nią martwił, to ona powinna martwić się o niego.
- Byłbyś uroczym nietoperzem, tego jestem pewna, nie wiem jednak, czy do końca tak to działa. - Pociągnęła temat, chociaż miała wrażenie, że próbuje po prostu na chwilę ją omamić.
Spojrzał na nią, kamień z serca, odetchnęła z ulgą, bała się, że w ogóle nie będzie chciał na nią patrzeć. Nie miała pojęcia do czego zmierza, co wie, jednak mieszkali razem, więc nie miała szansy ukryć przed nim wszystkiego.
- Nie do końca rozumiem. - Najłatwiej przecież udawać, że problem nie istnieje, czyż nie?
- Przecież jestem ogarnięta, poluję, żyję, jest dobrze. - Na pewno w to uwierzy, brzmiała strasznie przekonywająco. - Do czego zmierzasz? - Nie znosiła domysłów, wolała usłyszeć wprost o co właściwie mu chodzi, wtedy będzie mogła wymyślić jakąś odpowiednią odpowiedź, która usatysfakcjonuje obie strony.
RE: [11.08.72] rachunek sumienia | Astartoh & Geraldine - Astaroth Yaxley - 19.03.2024
Oczywistym było, że nie oczekiwałem odpowiednich odpowiedzi, raczej odpowiednich uczynków w tym przypadku. Zakładałem również, że wcale nie będzie łatwo z moja siostrą, bo nawet ze mną samym nie było łatwo, a oboje byliśmy siebie warci, więc obstawiałem, że to jedna z pierwszych rozmów, które będę miał okazję z nią przeprowadzić. Miałem przy tym przeogromną nadzieję, że zakończy się na rozmowach, a nie legendarnych bójkach ze starszą siostrą. Trochę z tego wyrośliśmy, ale kto wie...? Lepiej niech uważa, bo teraz miałem parę ostrych kłów w repertuarze. Nie zamierzałem ich używać, ale jednak... było to zabawne? Ech, chyba raczej nie.
- O to chodzi, że wcale nie jesteś ogarnięta. Udajesz, że jesteś ogarnięta, ale wcale nie jesteś - stwierdziłem z lekkim wyrzutem, ale w dobrej wierze. Patrzyłem na nią zatroskany, bo chociaż była śliczna, to miała te paskudne limo... Właściwie to pół twarzy rozpieprzone raną. Od rana waliła alkohol. Nie sypiała dobrze, co też odciskało piętno na jej twarzy. W dodatku za każdym razem widziałem ją z innym facetem... Inni widzieli ją z różnymi facetami. Nie powinno tak być. - Znam cię, Ger. Nie wciskaj mi kitów. Jest z tobą źle i... po prostu nie chcę, nie mogę ci pozwolić się staczać dalej. Powiedz mi, co ci siedzi na duszy...? Nie musisz być z tym sama. Pomogę ci, a jeśli będzie trzeba, to też mamy Kim. Możesz jej zaufać, podobnie jak mi - zauważyłem, właściwie zaoferowałem swoją pomoc. Byliśmy oboje Yaxleyątkami.
- A co mam na myśli...? Spójrz chociażby w lustro. Wciąż jesteś przemęczona. Nie sypiasz regularnie. Nadużywasz alkoholu. Sypiasz z jakimiś przypadkowymi facetami. Chyba mi nie powiesz, że to znajduje się pod etykietą jest dobrze? - zapytałem ją. To nie było łatwe. Zdawałem sobie z tego sprawę, że może też się wzbraniała przed rozmową o tym, a może nawet przed przyznaniem się do tego, ale właśnie tu przylazłem i jak ta pijawka wgryzałem się w jej duszę by wyssać tę depresję za wszelką cenę. - Co ci się stało w twarz? Nie opowiadałaś mi o tym... - zauważyłem, pochylając się nieco by lepiej widzieć jej twarz. Minę miałem poważną, skupioną. Te jakiekolwiek oznaki żartowanka poszły sobie, może w daleki, głęboki las.
RE: [11.08.72] rachunek sumienia | Astartoh & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.03.2024
Cóż, byli do siebie podobni. W końcu wychowywali się w jednym domu, a ich rodzina, była bardzo specyficzna. Nikt nie nauczył ich rozmawiać o tym, co czuli. Można było zauważyć w tej dziedzinie pewien deficyt. Może nawet bardziej widoczny w Ger, niż w jej bracie. Wynikało to też z tego, że zawsze musiała udowadniać, jaka to nie jest silna, musiała dorównywać mężczyznom, którzy zajmowali się tym samy, bo przecież w ich oczach była tylko kruchą dziewczynką. Przez lata odgrodziła się naprawdę solidnym murem, za którym chowała wszystkie swoje problemy, weszło jej to tak głęboko w nawyk, że sama przestała je zauważać.
Prychnęła, kiedy usłyszała jego kolejne słowa. Udawała, dobre sobie, ciekawe przed kim, przed nim, czy przed sobą? Prawda bolała, bardzo, starała się jednak nie pokazywać, że ją to ruszyło, nie teraz. Upiła jednak spory łyk swojej kawy z wkładką, idealnie nadawała się do kojenia emocji, które zaczynały powoli się w niej budzić przez słowa, które wypowiadał.
- Jej w to nie mieszaj. - Zareagowała bardzo gwałtownie, bo nie znosiła się otwierać przed kimkolwiek. Kim nie była jej na tyle bliska, może razem mieszkali, ale na pewno nie będzie się jej zwierzać, to nie był ten etap znajomości. Zdecydowanie. Nie potrafiła dzielić się tym, co w niej siedziało nawet ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi.
- Wolałabym teraz na siebie nie patrzeć. - Wiedziała jak wygląda, do jakiego stanu się doprowadziła, zdecydowanie bywało lepiej, ale to chyba jeszcze nie było dno. - Muszę sobie załatwić eliksir na spanie, bo poprzedni się skończył. - Nie wpadłaby na to, że umiałaby w ogóle bez niego spać, tak długo cierpiała na bezsenność, że stało się to dla niej zupełnie normalne. - Co jest złego w szukaniu sobie faceta? - Sposób może nie należał do odpowiednich, szczególnie, że prawie przespała się z Jonathanem, co byłoby chyba już jej gwoździem do trumny. - Zresztą serio? Zamieszasz mi to wyliczać, co cię to w ogóle obchodzi, czy drzwi mojej sypialni są otwarte dla każdego. - Najwyraźniej nikt nie chciał zostać z nią na stałe i coraz mniej sobie z tym radziła, tylko póki co nie chciała mu o tym mówić, bo czuła, że jest to żałosne. - Szklanka whisky jeszcze nikomu nie zaszkodziła. - Miała argument na każdą jego uwagę.
- Wyjebałam się na swój głupi ryj. - Zebrała sobie wolną ręką włosy z czoła, żeby miał możliwość bardziej się przyjrzeć jej szramie. Był to nowy nabytek. - Nie było się czym chwalić, przegrałam pojedynek szermierczy, bardzo sromotnie przegrałam. - Nie lubiła mówić o swoich niepowodzeniach, było jej za to trochę wstyd, bo czuła, że ostatnio nie daje rady. - Liczyłam na to, że jak ktoś mi wpierdoli to coś poczuję. - Tyle, że chyba tak się nie stało, tak samo jak te trzy dni temu, gdy wróciła do domu z pękniętym żebrem po bliskim spotkaniu z pewnym błotoryjem.
RE: [11.08.72] rachunek sumienia | Astartoh & Geraldine - Astaroth Yaxley - 24.03.2024
Jak się domyślałem, nie było łatwo, ale skoro już nie mogłem sobie pozwolić na bycie rozpieszczonym smarkiem, to ewidentnie miałem zostać głosem sumienia w tej rodzinie. Ze skrajności w skrajność, ale tak samo było z moim życiem i moim nieżyciem. Nie dziwić się, że musiałem przemyśleć swoje priorytety, zmienić sposób bycia i wydorośleć, tym samym stać się odpowiedzialnym. Tak, Ger, to oznaczało, że od teraz będę truł ci dupę, przynajmniej dopóki nie wyrzucisz mnie z własnego mieszkania.
- O tym właśnie mówię... Znalazłaś sobie pokrętny sposób na powrót do normalności, ale zauważ, że to nie działa. Dostanie wpierdolu ci nie pomoże, ewentualnie śmierć i zmartwychwstanie, ale tego ci nie polecam - odparłem w ramach drobnego opierdolu. Wróciłem na swoje miejsce i zlustrowałem otoczenie za oknem, szczególną uwagą obdarzając niebo. Brakowało mi promieni słońca. Uwielbiałem je czuć na swojej twarzy, a teraz latem było to szczególnie bolesne, kiedy dni były dłuższe, ludzie chodzili lekko ubrani, rozweseleni, skłonni do przygód, do zabawy do białego rana. Wziąłem głęboki wdech i ze świstem wypuściłem powietrze. Wróciłem spojrzeniem do siostry.
- Powiedz mi, jakim cudem sromotnie przegrałaś pojedynek szermierczy!? To się prosi o żałosny śmiech na sali - podjąłem dalszą przemowę by jej dopierdolić, ale też uświadomić, że wcale to jej nie pomagało, a jedynie psuło renomę. - Geraldine, czy to chodzi o twojego byłego? Melvyna? Co się wydarzyło, że się wyprowadził? Dlaczego zniknął? - zapytałem ja, bo to mogło mieć spore znaczenie w prostowaniu panny Yaxley.
- I nie obawiaj się. Nie chcesz w to mieszać innych, więc to pozostanie między nami, tylko daj sobie pomóc. Wiesz... Sam przegiąłem i zniszczyłem sobie życie. Nie pozwolę by ciebie też to spotkało - przyznałem, zaciskając wargi. Taki oto tom rozpoczął się w tej historii, że wampir stanie się aniołem stróżem by kolejne wampirzątka w rodzinie nie miały miejsca. Albo definitywna śmierć. Ugh. Nie wyobrażam sobie, co czułbym, gdybym znalazł Geraldine martwą. To właśnie ona mnie znalazła... Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, ale obawiałem się, że jej załamanie to była poniekąd moja wina. - Co o tym myślisz? Będziesz miała znowu młodszego braciszka na głowie. Właściwie, to w ciągu dalszym... - dodałem z lekkim uśmiechem, nawiązując do naszego dzieciństwa, ale też do faktu, że aktualnie u niej mieszkałem i miała mnie na głowie. I Kimi, hehe. Dwoje przerośniętych dzieciaków.
RE: [11.08.72] rachunek sumienia | Astartoh & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.03.2024
Nie przewidziała takiego obrotu spraw. Nie spodziewała się, że własny brat zostanie jej wrzodem na tyłku, a zarazem sumieniem. Zupełnie ją to zaskoczyło i nie miała pojęcia, co powinna o tym myśleć. To ona powinna go pilnować, dbać o to, żeby podejmował dobre decyzje, role się odwróciły.
- Po prostu próbuję jakoś sobie z tym poradzić, tylko tak umiem. - Widać było, że zupełnie się zagubiła, bo mówiła też bez żadnego sensu. Chyba sama zdawała sobie sprawę z tego, że jest z nią źle, ale nie chciała tego przyznać.
- Nie wiem jakim cudem, ale strasznie mnie to wkurwiło, nic mnie tak nie wkurwiło, jak to, że Longbottom wygrał ze mną ten pojedynek. - Była to sromotna porażka, z którą naprawdę nie mogła się pogodzić, bo szermierka od zawsze była jedną z jej dziedzin. Wystarczyła jednak chwila nieuwagi, a Erik spowodował, że odbiła się głową od parteru. Było to dosyć bolesne, właściwie to przecież tego chciała, liczyła na to, że spuści jej wpierdol i mu się to udało, może nawet nie do końca umyślnie. Ona była winna swojemu niepowodzeniu, nie skupiła się odpowiednio.
- Bo wolał dalej ćpać, rozumiesz? Wolał ćpać, mimo, że obiecałam mu, że znajdę lekarstwo na nocną marę. Zaczęłam szukać, a on spierdolił stąd i tyle go widziałam. - W jej głosie mógł usłyszeć rozżalenie, naprawdę się starała, próbowała pomóc Ollivanderowi, była w stanie poruszyć niebo i ziemię, żeby dać mu wsparcie, którego potrzebował. Tyle, że to nie wystarczyło, wybrał coś innego. Strasznie ją to wkurwiło, nadal nie mogła się z tym pogodzić.
- Ja zniszczyłam ci życie!!! - Krzyknęła, bo nie mogła tego słuchać. Przy okazji rzuciła kubek, który trzymała w dłoni w ścianę, która znajdowała się na przeciwko nich. Rozbił się w drobny mak, a jego zwartość zaczęła po niej spływać. Gdyby pojawiła się szybciej, to mogłaby mu pomóc, to żył by dalej. Nie miał pojęcia, jaki ogromny żal miała do siebie, że pojawiła się za późno. Zresztą trzymała go wtedy w dłoniach i myślała, że umarł. Jej młodszy brat odchodził na jej oczach i nic nie mogła z tym zrobić. Czuła się wtedy strasznie malutka, jakby nie miała żadnego znaczenia, ku planom tego świata.
- Co myślę o tym, że zamierzasz mnie pilnować, jak jakiegoś dzieciaka, no zajebisty pomysł. - Ger była wkurzona, nie dało się tego nie zauważyć. Sięgnęła po papierosa i go sobie odpaliła. Najgorsze było to, że nie mogła dzisiaj nigdzie wyjść, bo obiecała Florence, że ten jeden dzień poświęci na odpoczynek, po tym, co się jej wczoraj przydarzyło.
RE: [11.08.72] rachunek sumienia | Astartoh & Geraldine - Astaroth Yaxley - 25.03.2024
Skoro Ger nie mogła ruszać się z mieszkania i ja również nie mogłem ruszać się z jej mieszkania, to oznaczało jedno - oboje byliśmy na siebie skazani, a właściwe role się tak obróciły, ze to Ger miała być skazana na moje towarzystwo. Mnie to nieco bawiło, tak lekko, odrobinę, a ją ewidentnie nie, szczególnie kiedy w końcu uzewnętrzniła swoje emocje i przyznała, co jej siedzi na jelitach. Na sercu, wiem, ale nie chciałem przyznawać jak bardzo było poważnie.
Może to nie było za bardzo w stylu Yaxleyów, ale wstałem ze swojego miejsca i powlokłem swój tyłek by przytulić do siebie Geraldine. Takich czułości to nauczyła mnie Skamander, bo potrafiła przytulać się do wszystkiego i do wszystkich, wszędzie rozświetlając świat swoją obecnością, a my to raczej byliśmy jak żywe trupy. Zdystansowani, może nawet chłodni. Uzewnętrzniania uczuć można było szukać u nas z lupą i ciężko byłoby cokolwiek znaleźć, więc ucieszyłem się poniekąd, że mieliśmy progres, ale równocześnie nie było mi fajnie słuchać tego cierpienia w głosie Geraldine, tym bardziej tego, że faktycznie moje obawy miały rację bytu - zniszczyłem ją, mój stan ją zniszczył.
Wziąłem od niej papierosa by mnie przypadkiem nie zjarała, złapałem ją za rękę i pociągnąłem w swoim kierunku. Musiała wstać, zeskoczyć z parapetu, ale nie zdążyła z pewnością nawet jęknąć oburzona, a już ją obejmowałem swoimi długimi rękoma. Nie żartowałem z tym, że nie jest z tym sama, tylko że nie wziąłem pod uwagę swoich zmian. Byłem raczej chłodniejszy niż kiedyś, teraz może mniej, bo niedawno jadłem, ale wciąż, poza tym też już nie pachniałem jak dawny Astaroth. Pewnego razu Kim się do tego przyznała. Umarłem. Moje ciało się zmieniło. Trwało w zawieszeniu pomiędzy życiem a śmiercią, więc po prostu nie wydzielałem zapachów charakterystycznych dla ludzi. Trochę o tym ostatnio czytałem. Dużo ostatnio czytałem. Ogólnie ostatnimi czasy tak na dobrą sprawę zacząłem czytanie, wcześniej raczej unikając jakichkolwiek lektur na rzecz praktyki i metody prób i błędów.
- To nie twoja wina, Geraldine. To był mój pomysł z tym głupim zakładem, pamiętasz? Biorę za to pełną odpowiedzialność - przyznałem do niej szeptem. Albo też głośniej, jeśli sama zdecydowała się drzeć mordę. Zapewne wtedy bym ją przekrzykiwał w przekonaniach, ale... Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło by o cokolwiek z tej marnej, zaistniałej sytuacji oskarżyć Geraldine. - I to nie twoja wina, że Melvyn wybrał ćpanie. Zaangażowałaś się w to emocjonalnie i to nie był błąd z twojej strony, raczej wina leży po stronie jego słabości. Czasami po prostu tak się dzieje. Zamknij ten rozdział z Melvynem, z... z tamtą nocą, z polowaniem. Było minęło. Pomyśl o innych... Ludziach, okazjach wartych twojej uwagi. Co z twoją znajomością z Erikiem, hmm? - zapytałem z ciekawością, bo raczej spędzali ze sobą trochę czasu, a też miała od niego podarunek na twarzy, a jeszcze wiedziałem, że takie rzeczy zbliżały ludzi. Albo dzieliły. Obstawiałem jednak, że w tym przypadku raczej nie będą na siebie patrzeć wilkiem, bo Longbottom wygrał jeden z licznych pojedynków.
|