[08/1972] What's in the box?? || erik & thomas - Erik Longbottom - 13.03.2024
adnotacja moderatoraRozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
—XX/08/1972—
Sklep na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu
Erik Longbottom & Thomas Hardwick
Longbottom był cholernie wściekły i nawet to, że ponownie pracował w zespole z jednym ze swoich najlepszych przyjaciół, nie poprawiało mu zbytnio nastroju. Powinien był wziąć wolne na żądanie albo udać się do Szpitala św. Munga po jakąś odtrutkę. Tak zrobiłby każdy logicznie myślący czarodziej. Tyle że ten konkretny czarodziej był też zobligowany do tego, aby odpowiadać na wezwania, które wpływały do biur Brygady Uderzeniowej, więc chwilowo musiał odsunąć własne problemy na później i wsadzić dumę do kieszeni.
A zażenowanie, jakie odczuwał, było... spore. Dzień wcześniej wybrał się na małe zakupy do Doliny Godryka i zahaczył po drodze o kram pewnego zielarza na bazarze, żeby kupić jakiś dobry, naturalny szampon. Niby wiedział, że powinien był polegać na mieszaninach od Potterów, jednak temu gościowi tak dobrze z oczu patrzyło, że nie mógł się powstrzymać. Jaki był wynik tego zakupu? Zajebiście wielki kaktus, który wyrósł Erikowi na głowie przez noc. Wyglądał, jakby urwał się z cyrku, a nie z jednego z najbardziej szanowanych oddziałów Ministerstwa Magii.
— Już nikomu nie można ufać — wywarczał Erik, poprawiając kaptur ciemnej szaty służbowej, gdy wraz z Thomasem przemierzał boczne uliczki Alei Śmiertelnego Nokturnu, aby dotrzeć na miejsce wezwania. — Już nigdy więcej nie pójdę do tego typa. Przecież to jakiś sabotaż. Za to powinien być jakiś... ała!... kryminał!
Przystanął na moment z twarzą wykrzywioną w bólu, gdy podszycie kaptura zaczęła zahaczać o kaktusowe ciernie. Erik uniósł delikatnie materiał, zrzucając sobie kaptur na plecy. Zacisnął usta w wąską linię i uniósł palec wskazujący mniej więcej na wysokość oczu.
— Ani słowa, Thomas. Mówię serio. To nie jest śmieszne. — To było bardzo śmieszne, biorąc pod uwagę, że Longbottom trzymał się zazwyczaj z dala od takich... żenujących wpadek. — Wystarczy, że w domu mnie tak widzieli i wystarczy, że w biurze mnie tak widzieli. A teraz jeszcze zobaczą mnie tutaj. Chluba munduru, kurwa mać. — Pokręcił głową, rozglądając się na prawo i lewo. — Jak to się rozejdzie, to pewnie przestępczość wzrośnie, bo Brygadzista chodzi po dzielnicy jak jakiś klaun.
Pokręcili się jeszcze parę minut po bocznych alejkach, aż w końcu dotarli do zapuszczonego sklepu z popękanymi szybami. To chyba tutaj, pomyślał Erik, przyglądając się fasadzie, żeby zidentyfikować numer budynku. Uchylił drzwi, wpuszczając Thomasa przodem. Gdy oboje znaleźli się w środku, zabrzęczał dzwonek informujący pracowników lokalu o przybyciu gości.
— Dzień dobry, Brygada Uderzeniowa Ministerstwa Magii — rzucił mocnym głosem Longbottom, chcąc przykuć uwagę właściciela. Nikt jednak nie wyszedł im naprzeciw. Nie licząc skrzypienia starej podłogi, w sklepie było zupełnie cicho. — Dziwne. Myślałby kto, że jak ktoś wzywa służby, to zostałby na miejscu.
RE: [08/1972] What's in the box?? || erik & thomas - Thomas Hardwick - 14.03.2024
Miał naprawdę dość użerania się ze swoją rodzinę. Owszem, martwił się o ojca, szczególnie, że udar którego dostał pozostawił po sobie widoczne znaki, a mogło to skończyć się o wiele gorzej. To nie ojciec i jego próby poradzenia sobie z nagłą niepełnosprawnością (co wcale nie przyszło łatwo) jednak wykończyły go najbardziej. Po prostu nie wiedział, że jego rodzeństwo mogło się zmienić w stado sępów, gdy nagle doszło do nich, że trzeba komuś ostatecznie przepisać ziemię. Sprawa jednak jako tako została zakończona, Thomas mógł więc wrócić już kompletnie do swojego normalnego, choć pewnie jeszcze parę miesięcy by tego nie przyznał, życia.
Niezmiernie cieszył się, że w końcu udało mu się znów partnerować Erikowi, szczególnie, że miał ogromne wyrzuty sumienia przez to, że tak nagle zostawił go samego z robotą. Nie powiedział jednak tego na głos. Tak jak wiele innych rzeczy, które leżały mu na sercu przez ostatnie kilka tygodni, gdy w wirze tej całej rodzinnej katastrofy zaczął zaniedbywać swoich przyjaciół. Było mu wstyd, czuł, że parę osób zawiódł. Na przykład Gerry. O której udawał, że wcale nie myślał.
Można powiedzieć, że miał przez to trochę wisielczy humor. Przynajmniej przez ostatnie dni, gdy wszystko to do niego dotarło.
I chyba po prostu potrzebował zobaczyć dziś rano Erika z wielkim kaktusem na głowie, by w końcu naprawdę szczerze się zaśmiać. A raczej niemal spaść z krzesła, zanosząc się chichotem przez kilka dobrych minut.
Nawet teraz trudno było mu się powstrzymać, by nie uśmiechać się szeroko, za każdym razem, gdy spojrzał na niezadowoloną minę przyjaciela, który niezgrabnie próbował ukryć wielką roślinę kapturem, co powodowało jeszcze bardziej komiczny efekt.
- A mówiłem, że lepiej kupić w znanym markecie, a nie na przypadkowym bazarku? Czy ja skończyłem z rośliną wyrastającą z włosów, gdy tak zrobiłem? Ano nie. A ty, cóż, może się mnie następnym razem posłuchasz. - W jego głosie wyraźnie słychać było rozbawienie. - Ale zobacz, przynajmniej nie skończyłeś całkowicie łysy, albo z jelenimi rogami, albo… Wiesz co, jednak nie, trudno wymyślić coś gorszego - mówił, wiedząc, że nie powinien dobijać Erikowi gwoździa do trumny, nie potrafił się jednak powstrzymać. Nie chciał być jednak tak nieczuły. - Jak skończymy tutaj, to spróbujemy to jakoś, nie wiem, transmutować w twoje własne włosy? Albo znajdziemy typa od eliksiru i spróbujemy przekonać, by pomógł to odkręcić. O ile jeszcze ma swój kram tam, gdzie go zastałeś, bo na jego miejscu już byłbym w drodze na inny kontynent. - Spojrzał na partnera i musiał odchrząknąć, by znów się nie roześmiać. - A jak to nie pomoże, to zawsze mogę kupić sobie ten nos klauna, będziemy do siebie pasować. - Dorzucił, uśmiechając się szeroko.
Przynajmniej do czasu, aż nie wzięli się do pracy na poważnie. Zgłoszenie które dostali brzmiało niepokojąco, Thomas więc wolał się mieć na baczności i zachować skupienie, gdy dotarli do odpowiedniego budynku.
Nie przepadał za Nokturnem, ciągle miał wrażenie, że ktoś obserwuje tu każdy jego ruch, z zamiarem wciśnięcia mu czegoś pod żebra, gdy tylko straci czujność. Szczególnie, gdy miał na sobie mundur, który raczej nie nastawiał miejscowych do niego zbyt pozytywnie.
Wszedł pierwszy z różdżką w dłoni gotową do ewentualnego użycia. Szybko zaczął się rozglądać po pomieszczeniu, które, wydawało się całkiem zwyczajnym sklepem, jakby to ująć, wielobranżowym. Takim których na Nokturnie pełno. W większości sklepów okna były jednak całe, a meble stały na swoich miejscach.
Thomas podszedł ostrożnie do przewróconego krzesła oraz porozrzucanych papierzysk.
- Chyba, że uciekł, albo został zabrany. Ewentualnie to świetnie zastawiona pułapka, na którą daliśmy się nabrać, choć wtedy muszę przyznać order za scenografię - mówił, przyglądając się papierom, które pozostawiono.
RE: [08/1972] What's in the box?? || erik & thomas - Erik Longbottom - 16.03.2024
— Chciałem wesprzeć lokalny biznes — wyjaśnił Erik, próbując się jakoś wybronić. Chciał dobrze, czy to naprawdę było takie okropne? Westchnął cicho. — Wiesz, to nie jest moja wina, że w Dolinie są niższe standardy niż w mieście.
Poza tym to był bazar Lovegoodów, pomyślał przelotnie. Można tam było znaleźć najgorsze śmieci, ale i największe skarby, a każda wizyta tam była jak zakręcenie kołem fortuny. Czasem trafiło się na wspaniałomyślnych sprzedawców i dobre promocje, a innym na samych dusigroszy, którzy sprzedaliby własną matkę za parę knutów. Skrzywil się lekko. Chyba dlatego tylu czarodziejów wysługiwało się skrzatami. Gdy raz powiedział Malwie, żeby kupowała jabłka w konkretnym miejscu, to zazwyczaj trzymała się tych zaleceń. Nie dawała się zwieść ludzkiej gadaninie jak taki Erik.
— Utrata włosów byłaby zbrodnią brzemienną w bardzo niepokojące skutki — stwierdził, bo nie wyobrażał sobie nagle ściąć na zero albo jeden milimetr.
Jedyne, w czym by mu to pomogło to we wpasowaniu się do grona typków, jakich zdarzało im się aresztować po lokalnych rozgrywkach quidditcha, gdy nagle z trybun zaczynały latać cegły i uroki, mające napsuć krwi graczom, organizatorom i widowni. A z tego, co kojarzył, to Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów miało obecnie większe aspiracje niż infiltracje środowisk... kibolskich?
— O nie, nie, nie... Nie będę tak latał po Dolinie Godryka! — Pokręcił zdecydowanie głową, kategorycznie odmawiając udziału w tym przedsięwzięciu. — Wolę, żeby mnie wytykali palcami w Londynie niż na wsi. Tutaj tylko pracuję, a tam mieszkam. — Obejrzał się przez ramię w stronę uliczki prowadzącej do bezpieczniejszych rejonów magicznej dzielnicy. — Może co najwyżej wpaść do Lupinów.
Akurat im ufał bezgranicznie pod względem leków i innych medykamentów. Byli jedynymi rzemieślnikami w kraju, którzy sprzedawali Eliksir Tojadowy, toteż siłą rzeczy musiał korzystać z ich usług. Nigdy nie miał jednak najmniejszych problemów z transakcjami, nawet jeśli akurat nie mógł osobiście odebrać zestawu flakoników i prosił o to Brennę czy chociażby Malwę. Tak, odwiedzenie ich apteki, to zdecydowanie był dobry pomysł.
Domknął za nimi drzwi, na wszelki wypadek rozglądając się na odchodne na prawo i lewo, co by sprawdzić, czy nikt nie obserwował lokalu. Z drugiej strony zawsze istniały zaklęcia maskujące, jeśli to faktycznie była jakaś pułapka, to zapewne i tak nie dostrzegliby przeciwników od razu. Dołączył do Thomasa przy ladzie, trącając papierowe teczki na dokumenty czubkiem różdżki.
— Z notki jaka dotarła do biura, wynikało, że coś do niego przyszło. To znaczy, zostawiano mu coś w sklepie albo przed sklepem. A może na magazynie? — Zmarszczył brwi, żałując, że przekaz został w siedzibie Brygady Uderzeniowej. — Może tam warto sprawdzić?
Uniósł różdżkę, szepcząc pod nosem parę fraz. Wprawdzie nie oczekiwał, że znajdą tu ukrytą armię złodziei i bandytów, jednak zawsze można było spróbować.
(Rozproszenie) Erik próbuje rozproszyć magię maskującą w lokalu x2
[roll=N]
[roll=N]
RE: [08/1972] What's in the box?? || erik & thomas - Thomas Hardwick - 18.03.2024
Thomas spojrzał z powątpiewaniem na Erika następnie przeniósł oceniające spojrzenie na kaktusa.
- Teraz na pewno wspierasz lokalną branżę rozrywkową - odpowiedział, siląc się na powagę, z marnym skutkiem.
Hardwick był jednym z tych mugolaków, którzy ostrożnie podchodzili do magii, a jeszcze ostrożniej do eliksirów, które za jego hogwarckich czasów kilkukrotnie wysłały go do skrzydła szpitalnego i tylko część z przypadków miała miejsce poza lekcjami. Ale przynajmniej nie skończył z kaktusem na głowie. Co najwyżej z twarzą w zielone kropki. O czym Erik albo nie pamiętał, albo był lepszym przyjacielem.
- Och przestań, włosy by może odrosły, a przynajmniej nie wyglądałbyś w kapturze jakbyś miał na głowie, hmmm, duże, długie, z czymś jeszcze mi się kojarzy. - Wolał nie wypowiadać właściwych myśli na głos, tak w ramach ewentualnych szans na obronę. - Lepiej jak kaptur jest zdjęty, mniej pozostawia wyobraźni do dodania - wtrącił jeszcze jedynie, z całkowicie niewinną miną.
W aktualnym stanie Erik mógł w końcu robić za wtykę jedynie u Bellów, co może byłoby i dobrym pomysłem, Thomas jednak przemilczał akurat tą konkretną myśl, wiedząc, że każdy ma swoje granice. A te u Erika już chyba przekroczył. Była to jednak chyba najzabawniejsza rzecz, jaka przydarzyła mu się od dawna. Mały błysk światła w tej smutnej, szarej rzeczywistości.
Co jednak za dużo to nie zdrowo, nie wyobrażał więc sobie, że jego partner skończy z kaktusem już na całe życie (choć był ciekaw, czy po odpowiednim czasie z rośliny wyrosną kwiatki), dlatego skinął głową na wzmiankę o znanych aptekarzach.
- To może być dobry pomysł, w ostateczności Mungo, jako ostatnia deska ratunku, podejrzewam, że i tak już rozniosły się plotki o twoim stanie, nie ma nic do stracenia. - Poklepał Erika pocieszająco w ramię. Bycie popularnym miało swoje wady. Na przykład każdy wiedział kim jesteś i jak się nazywasz. Thomas dziękował w duchu, że na niego nie padło światło sławy. Pewnie spędziłby wtedy większość życia jako pies, unikając wścibskich spojrzeń. Choć może jako pies byłby jednak bardziej popularny.
Przeglądane papiery nie zawierały nic ciekawego. Żadnych żądań okupu, pogróżek, nic o wspomnianej przesyłce, zwykłe rachunki i stany magazynowe, choć te, po założeniu na rękę rękawiczki, Thomas zabrał i odpowiednio zabezpieczył, tak w ramach przejrzenia później, o ile tu nic nie odkryją. A na to mieli jeszcze trochę szans, bo po zaklęciu Erika pomieszczenie lekko się odmieniło. To tu, to tam widniały ślady spalenizny - niezbyt dobry znak, do tego w podłodze ukazała się na pierwszy rzut oka niewidoczna klapa. Thomas podszedł do niej ostrożnie, po czym spróbował ją unieść - oczywiście oni drgnęła.
- Podejrzewam, że to może być magazyn numer dwa. Warto się rozejrzeć. Te ślady, w pierwszej kolejności myślałem, że ta tajemnicza paczka wybuchła, choć może to bardziej ślady walki? - Przyjrzał się najbliższemu śladowi sadzy na ścianie. - Może spróbuję się najpierw rozejrzeć na dole - stwierdził, po czym spróbował pozbyć się ewentualnych zabezpieczeń odpowiednim zaklęciem.
Rozproszenie - rzut na otwarcie klapy (też dam razy 2, a co)
[roll=Z]
[roll=Z]
RE: [08/1972] What's in the box?? || erik & thomas - Erik Longbottom - 20.03.2024
— Głodnemu chleb na myśli, Hardwick — rzucił bez większego zastanowienia, zanim pomyślał o konsekwencjach tego stwierdzenie. — Ale odpuszczę ci ten jeden raz, bo na twoim miejscu pewnie też bym się śmiał.
Pokręcił głową. Gdyby nie dodał tych kilku słów, to pewnie zaraz wywiązałaby się między nimi potyczka słowna, co do tego, co się komu, z czym właściwie kojarzyło i jaki był tego powód. A zgłoszenie nie poczeka...
— Ty to potrafisz człowieka pocieszyć — sarknął z niezadowoleniem. Plotki. Oczywiście. Mógł się tego spodziewać. Już wcześniej każdy jego ruch był poddawany uważnej analizie reporterów, ale po sukcesie, jaki odniósł wiosenny bal, popularność Erika tylko wzrosła. — Tym większa motywacja do tego, żeby się szybko uwinąć z wezwaniem i zająć tym problemem.
Wskazał na czubek własnej głowy. Jak to było mieć wielkiego kaktusa wyrastającego spomiędzy włosów? Cóż, zdaniem Erika to nie było tak, że jest dobrze albo nie dobrze. Gdyby miał powiedzieć, co cenił sobie w życiu najbardziej, powiedziałby, że ludzi. Ekhm... A tak poważnie to było to cholernie dziwne uczucie. Miał wrażenie, jakby miał wielkiego guza, który urósł do niebotycznych rozmiarów. Chyba nawet zaburzał jego poczucie równowagi, gdyby szybciej szedł lub wykonywał gwałtowniejsze ruchy głową.
— Wygląda to na ingerencję człowieka. — Pokiwał lekko głową, przyglądając się odkrytym śladom, dając przy okazji przyzwolenie Thomasowi na sprawdzenie klapy. — Jeśli faktycznie doszło tu do walki, to mieli wystarczająco dużo czasu na przykrycie śladów zaklęciami. Działali bardzo szybko i mieli szczęście albo to my jesteśmy bardzo opieszali.
Ewentualnie wiadomość dotarła późno, pomyślał z przekąsem, zduszając ciężkie westchnienie w zarodku, nim te na dobre w nim wezbrało. A może ktoś próbował ich zmylić? Była to nieco niestandardowa taktyka, biorąc pod uwagę ataki czarnoksiężników w ostatnich latach. W pewnym momencie zwolennicy Czarnego Pana zrobili się na tyle aroganccy, że zaczęli nawet zostawiać po sobie znaki w formie czaszki i węża zawieszonych na niebie nad miejscem ataku. Bardzo bezpośredni komunikat. Zero bawienia się w kotka i myszkę.
Z drugiej strony, nie każdy napad można było z miejsca przypisać Śmierciożercom. Naśladowcy, aspirujący do tego, aby do nich dołączyć już i tak byli problemem, ale przecież nie na tych dwóch grupach kończył się przestępczy półświatek społeczności czarodziejów. Erik nie byłby zdziwiony, jakby co bardziej zuchwałe organizacje próbowały przypisać swoje działania ludziom Czarnego Pana. A nóż widelec ktoś dałby się nabrać i przypisałby parę niecnych przestępstw terrorystom, a nie drobnym rzezimieszkom z Nokturnu?
— Zostanę tutaj... Przynajmniej na razie — stwierdził, gdy fala zaklęcia Hardwicka przetoczyła się przez drewnianą klapę w podłodze, neutralizując narzucone wcześniej zabezpieczenia. — Piwnice to nie moje klimaty. Poza tym ktoś musi cię ubezpieczać.
To było po prostu rozsądne. Jeśli piwniczka była wyłożona dodatkowymi blokadami, to lepiej, żeby ktoś pozostał poza ich zasięgiem, chociażby na wypadek, gdyby klapa się nagle zamknęła.
RE: [08/1972] What's in the box?? || erik & thomas - Thomas Hardwick - 26.03.2024
Dobra, może coś w tym było i Erik uderzył w pewne sedno, do tego jednak Thomas nie miał zamiaru się przyznawać, dlatego zgrabnie przemilczał temat swoich uwag i tego, co mogły oznaczać. Choć tak, gdyby to on wylądował z rośliną doniczkową na łbie, nikt by go nie oszczędzał. Przynajmniej przez jakiś czas.
Przytaknął na stwierdzenie, że najlepiej byłoby jak najszybciej załatwić to co mieli na Nokturnie i zabrać się stąd w jakieś przyjemniej pachnące i mniej podejrzane miejsce. Szczególnie to pierwsze. Był w miarę wrażliwy na zapachy.
- Spokojnie, niedługo odzyskamy starego, jak zwykle przystojnego, nieroślinnego ciebie i wszyscy o tym zapomną. - No, oprócz Thomasa, przynajmniej przez najbliższe dwa, może trzy miesiące. Erik powinien się zastanowić, czy naprawdę cenił ludzi.
Kolejne odnajdywane przez nich poszlaki sprawiały, że cała sprawa coraz mniej mu się podobała. Ktoś się niby postarał, by wszystko zamaskować, a jednak zaklęcia wydawały się całkiem proste do obejścia. Pozostawiały za to coraz więcej pytań, niż odpowiedzi i powodowały, że… Właśnie, że tu siedzieli i szukali poszlak. Thomas wyprostował się, szybko przyglądając się pomieszczeniu.
- Mam dziwne wrażenie, że ktoś chce zyskać na czasie, gdy my tu buszujemy - westchnął, nie chciał jednak nic ominąć przez zwykłe przypuszczenia, które mogły okazać się błędne. Przetarł czoło, po czym otworzył powoli klapę do piwnicy, spodziewając się, że w każdej chwili może coś na niego wyskoczyć. Obyło się jednak bez niespodzianek.
Zajrzał do środka.
Nie widział zbyt wiele poza drabinką, która musiała prowadzić jakieś dwa metry w głąb ziemi, było jednak tam cholernie ciemno. Skrzywił się, zaraz jednak rzucił szybkie Lumos i zerknął przez plecy na partnera.
- Spróbujmy jak najszybciej odkryć co się tu dzieje, ja oglądając piwnicę, ty resztę sklepu. Nie podoba mi się to, że nikogo tu nie zastaliśmy. Co prawda wygląda to na robotę zwykłych oprychów, ale tych lepiej też nie ignorować. - stwierdził, prawie wskakując do dziury w podłodze, znajdując oparcie na którymś ze szczebelków drabiny.
Droga w dół nie była długa. Szybko rozejrzał się po wąskim, acz długim pomieszczeniu, w którym znajdowało się mnóstwo prostych skrzyń. Zapewne nie pustych. Nie podobały mu się ciemne kąty, w których ciężko było cokolwiek dostrzec, starał się jednak jak najlepiej rozeznać, z czym ma do czynienia. Podszedł do jednej ze skrzyń, próbując ją otworzyć, była jednak zabita gwoździami. Rozejrzał się, znajdując w końcu kawałek metalowego płaskownika - sam nie wiedział od czego, po czym spróbował podważyć wieko, chcąc dostać się do ewentualnej zawartości.
Aktywność fizyczna - rzucam na otwarcie skrzyni w piwnicy
[roll=N]
RE: [08/1972] What's in the box?? || erik & thomas - Erik Longbottom - 31.03.2024
Chciałbym, żeby tak było, skomentował bezgłośnie, uśmiechając się tylko niejasno do przyjaciela. Na pewno miał dobre intencje, po prostu nie do końca wiedział, jak teraz wyglądały sprawy. Ludzie rozdmuchali fakt, że przytulił Norę na pożegnanie po jej urodzinach w klubokawiarni, a mieliby zignorować fakt, że przyszedł z kaktusem na głowie do roboty?
Jeśli pracownicy Ministerstwa Magii nie podejmą tematu, to zrobią to media.
Zaraz okaże się, że nieświadomie propaguje jakąś dziwną modę. O albo wykorzystają ten incydent do tego, aby przyczepić się do sklepu Potterów. W końcu był z nimi spokrewniony, więc może jakiś ich specyfik wywołał taki efekt? Eh, ciężkie było życie młodego i przystojnego celebryty, który nie siedział na co dzień zamknięty w czterech ścianach. Mógł tylko liczyć, że nie będzie się z tego tłumaczyć przez następnego tygodnia, a wieść ucichnie po kilku dniach.
— Skoro tutaj jesteśmy, to nie wszystko stracone — rzucił do Thomasa. — Przyjęliśmy zgłoszenie, zjawiliśmy się na miejscu, najszybciej jak się dało. Jeśli nie rozwiążemy sprawy, to przynajmniej będziemy mieli informacje z miejsca zdarzenia.
Chociaż same ślady ognia były zastanwiające, tak zdolni technicy Ministerstwa Magii na pewno byliby w stanie wyciągnąć z tego miejsca jeszcze więcej. Kto wie, może udałoby im się nawet dotrzeć do jakiegoś widma ostatnich zdarzeń, które nakierowałoby ich na jakiś lepszy trop? Gdy Hardwick zaczął schodzić po drabinie, Erik stanął na klapie włazu, jakby liczył, że waga jego ciała zablokuje lub przynajmniej utrudni działanie ewentualnym zabezpieczeniom.
— Dobra, ale bądź ostrożny. I w razie czego krzycz. Albo rzuć jakimś naprawdę głośnym zaklęciem — podniósł głos, zerkając nieufnie w dziurę. Nawet rzucone przez Thomasa Lumos nie sprawiało, że piwniczka wyglądała przytulniej. — Sprawdzę to zaplecze...
Zszedł powoli z klapy, jednak nie udał się od razu na tyły sklepu. Zamiast tego przystanął przy włazie, jakby oczekiwał, że ten nieoczekiwanie się zamknie. Tak się jednak nie stało, toteż Longbottom ruszył w stronę magazynu. Kto wie, może tam na coś wpadnie?
Prowizoryczny łom nie zdołał pomóc ci w otwarciu skrzyni, jednak zdecydowanie wywołał reakcję czegoś, co zostało w niej ukryte. Thomasie, gdy wsunąłeś płaskownik pod wieko i nacisnąłeś... Momentalnie odskoczyłeś w tył, upuszczając swoje narzędzie.
Wstrząs przeszył opuszki twoich palców, a ramię drgnęło w konwulsji, jakbyś został kopnięty przez prąd z mugolskiego gniazdka. Wyczułeś na opuszkach palców mrowienie, delikatny taniec nieznanego ładunku magicznego, a uczucie pięło się w górę, mijając twoją dłoń i przedramię, zatrzymując się dopiero w okolicy barku. Może energia szukała ujścia, ale nie znalazła go dostatecznie szybko?
Wtedy ponownie przeszył się wstrząs. Na chwilę cię zamroczyło, a piwnica, jaką przed chwilą miałeś przed oczami, została zastąpiona kalejdoskopem kolorów - żywymi błękitami, ognistymi czerwieniami i połyskującymi odcieniami złota. Nie straciłeś przytomności, jednak gdy rozchyliłeś powieki, dalej migały ci przed oczami wielokolorowe plamki, jakbyś spojrzał prosto w słońce w czasie upalnego lata.
Kolejną niespodzianką było to, że... Twoja ręka przestała się ruszać i zwisała jak kończyna marionetki. Kompletnie odmówiła ci posłuszeństwa, a jeśli naprawdę skupiłeś się na tym, aby nią poruszyć, mogłeś co najwyżej wyczuć, że masz minimalną władzę nad opuszkami palców. Sprytny mechanizm zabezpieczający, a może zaklęcie mające chronić właściciela przybytku przed obcymi o niecnych zamiarach?
RE: [08/1972] What's in the box?? || erik & thomas - Thomas Hardwick - 17.04.2024
Nie wiedział co oznacza bycie naprawdę sławnym. Owszem, przez jego pracę i przyjazne usposobienie kojarzyło go więcej, niż mniej osób, nigdy jednak nie zasmakował tego całego pojawiania się na pierwszych stronach gazet, czy dawania autografów na ulicach. I wcale nie zazdrościł tego Erikowi. Widział, jak bardzo potrafiło go to irytować i ile kosztowało go, by zachować twarz przy sytuacjach, w których normalny człowiek mógłby mieć wszystko w czterech literach. Jak teraz na przykład. Chętnie przyjąłby od kolegi tego kaktusa, gdyby mógł, bo z niego najwyżej pośmiali by się chwilę i tyle.
Bez żadnych konsekwencji i dywagacji, co, kto i jak.
Nie pocieszała go myśl, że może im się dziś nie udać rozwiązać sprawy, lepszy jednak rydz, niż nic. Musieli zdobyć jak najwięcej wskazówek i zrobić z nich należyty użytek. A jeśli uwinął się w miarę szybko, nie wszystko mogło być jednak stracone. Co prawda wolał nie mieć na sumieniu człowieka, któremu mogło coś się stać przez ich opieszałość, wiedział jednak, że w tym wypadku nie mieli za wielu opcji. Dlatego zabrał się od razu do roboty.
Skinął głową Erikowi, który widać był bardzo podejrzliwy co do odkrytej przez nich piwnicy. Thomas podszedł do tego swobodniej. Owszem, na dole mógł się ktoś czaić, teraz stracił jednak ewentualną możliwość wyskoczenia z tego miejsca niczym z zasadzki. Thomas schodząc tam będzie ostrożny i gotowy na ewentualne niebezpieczeństwo.
- Ty też daj znać jak coś, lub kogoś, znajdziesz. Postaram się dotrzeć jak najszybciej - uśmiechnął się przed zejściem w głąb, gdzie na szczęście nie czekał żaden szwadron wrogów.
Jedynie cholerne pułapki. No tak, czego się spodziewał.
Upuścił łom, który potoczył się po podłodze, po czym złapał za swoja prawą ręką, upewniając się, że nie rozpadła się jeszcze na milion kawałków. Była jednak na swoim miejscu. Syknął, próbując przestać skupiać się na dziwnym uczuciu, zaraz jednak oparł się ciężko o jeden ze słupów podtrzymujących sufit piwnicy.
Zrobiło mu się ciemno przed oczami, potem kolorowo, a potem piwnica pokryła się licznymi kolorami, rozmazując mu obraz przed oczami. Czy tak czuli się ludzie na haju? Wcale nie najlepsze uczucie szczerze mówiąc. Cóż, przynajmniej wiedział, że w skrzyni nie znajdowało się byle co.
- Chyba coś znalazłem! - krzyknął w stronę dziury od piwnicy, mając nadzieję, że Erik go usłyszał. Spróbował poruszyć swoją prawą ręką, ta jednak została sparaliżowana. - No pięknie - mruknął. Miał nadzieję, że ten stan nie miał się utrzymać na długo. Wymacał lewą dłonią swoją różdżkę, która schował do kieszeni, gdy próbował otworzyć wcześniej wieko. Lepsze to, niż pozostać bezbronnym.
Skrzywił się, po czym spróbował rzucić na próbę zaklęcie, które mogłoby pomóc wykryć inne niespodzianki.
Rozproszenie - rzucam na pomieszczenie, chcąc znaleźć ewentualne inne pułapki
Odejmuję -20 od wyniku za rzucanie lewą ręką.
[roll=Z]
RE: [08/1972] What's in the box?? || erik & thomas - Erik Longbottom - 24.04.2024
Nikt nie powiedział, że życie w świetle fleszy będzie łatwe. Erik nie był przyzwyczajony do tego, aby dzielić się swoimi prywatnymi sprawami z obcymi, a kontakt z reporterami poniekąd go do tego zmuszał. Nawet jeśli bankiet czy przyjęcie go nie dotyczyły, to poniekąd musiał obnosić się z własnymi przeżyciami i przekonaniami, aby pokazać, czemu dane wydarzenie było ważne i czemu warto było je wspierać. A to, że Longbottom był empatyczny, tylko zaskarbiło mu to przychylność tłumu.
Kaktus zrobi istną fururorę, pomyślał z przekąsem. W końcu media potrzebowały nowego haka na spragnionych plotek czytelników. Bal Longbottomów mógłby równie dobrze mieć miejsce w innym stuleciu, a wydarzenia z Beltane powoli przestawały być tak nośne, jak w maju czy czerwcu, toteż trzeba było znaleźć sobie nowy cel. Bądź co bądź, sezon ogórkowy powoli dobiegał końca, a socjeta wracała z urlopów i zagranicznych wakacji, aby wrócić do życia w Wielkiej Brytanii. A gazety tylko czekały na to, aby znowu pławić się w nowych doniesieniach ze świata znanych i lubianych.
— Powodzenia — podsumował tylko.
To nawet nie chodziło o to, że miał złe przeczucia co do piwnicy. Wprawdzie ukryte przejście do podziemi brzmiało dosyć niepokojąco, jednak Erik nie przepadał też za ciemnymi, klaustrofobicznymi zakamarkami. Zdecydowanie preferował otwarte przestrzenie i świadomość, że miał nad sobą niebo i słońce. Erik nie zdążył nawet zbyt dobrze rozejrzeć się po zapleczu, gdy dobiegły go słowa Thomasa. Kolega miał chyba całkiem niezłą passę, skoro tak szybko wpadł na kolejny trop. Szczęście pracownika powracającego z dłuższego urlopu? Być może.
— Co takiego? — rzucił głośno, truchtając z powrotem w stronę klapy.
Przykląkł przy drabince, po czym z wahaniem zszedł na dół. Jego serce zaczęło bić tym szybciej, im niżej schodził. Cały czas zerkał nerwowo w górę, obawiając, że klapa faktycznie sama się zatrzaśnie. Dopiero gdy zobaczył dosyć nieudolny ruch ze strony Thomasa, zwrócił uwagę na jego rękę.
— Nieźle się załatwiłeś — skomentował, przekrzywiając głową, przyglądając się smętnie zwisającej kończynie. — Mówiłem, żebyś był ostrożny. Nie pamiętasz, co gada Alastor? ''Stała czujność''? — Zacmokał nerwowo. — To by było na tyle, jeśli chodzi o odpowiednie rozpoznanie terenu, co?
Longbottom nie był pewny, po jaki czar sięgnął Hardwick, jednak cokolwiek to było... Nie zadziałało. A przynajmniej nie ujawniło to żadnych widocznych na pierwszy rzut oka efektów. Byli tutaj tylko oni i skrzynka. I to, co było w środku.
RE: [08/1972] What's in the box?? || erik & thomas - Thomas Hardwick - 15.05.2024
Lepiej kaktus na głowie, który w czytających mógł wywołać uśmiech, w najlepszym wypadku współczujący, w najgorszym szyderczy, niż coś poważniejszego. Plotki potrafiły być krzywdzące i niebezpieczne, niszczyły czasem rodziny na całe pokolenia, a powodem ich powstania potrafiła być zwykła zawiść.
I tak jak Thomas chętnie podłapywał jakieś zabawne czy głupie gadanie po kątach, także te związane z rynkiem matrymonialnym, tak nigdy starał się brać do serca czy powtarzać tych, które naprawdę mogły zrobić komuś krzywdę. Wszystko miało jakieś granicę.
Nawet naśmiewanie się z głupich przygód przyjaciół.
Szczególnie, że sam jak widac nie miał czym się popisać.
Słysząc jak Erik schodzi po drabince, uzbroił się w większe pokłady cierpliwość, wiedząc, że uszkodzenie się w tak krótkim czasie po powrocie do normalnego trybu pracy wcale dobrze nie wyglądało. I zapewne nie zostanie pozostawione bez komentarza.
Próbował przez chwilę zmusić rękę do współpracy, nic to jednak nie dało.
- Otóż znalazłem jakieś skrzynie ze skrzętnie zabezpieczoną zawartością, nie udało mi się jednak jak widać do nich dostać. - Wskazał głowa na bezwładną kończynę. Kusiło go przez sekundę ukryć to, jak się załatwił, po pierwsze, było to raczej trudne, po drugie, lepiej by Erik wiedział, że mają o jedną rękę mniej do pracy. I możliwe, że różdżkę, sądząc po małej skuteczności ostatniego zaklęcia.
Grzecznie wysłuchał małego wykładu o bezpieczeństwie i takich tam. Tak, pospieszył się, tak, powinien rzucić zaklęcie kontrolnie, tak, zjebał.
- Mówiłeś. Pamiętam co mówił Alastor, możliwe jednak, że trochę mnie poniosło to jak łatwo nam idzie. Od dziś będę się bardziej tych słów trzymał, bo jak widzisz, dostałem nauczkę. A teraz przejdźmy dalej.
Podszedł do skrzyni, próbując dostrzec, czy nie ma na nich jakichś run, znaków, czy napisów, które mogłyby coś powiedzieć o tym jak są zabezpieczone, lub co zawierając, wolą jeszcze się do czegoś przydać.
- Jak nie damy rady ich otworzyć, musimy je zabezpieczyć. Nikt nie pozostawia takiej ochrony na byle czym - mówił, coraz bardziej zirytowany niesprawną ręką.
Rzut na percepcję na znalezienie czegoś na skrzyni
[roll=N]
|