Secrets of London
[22.08.72] Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht! | Viorica i Neil - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [22.08.72] Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht! | Viorica i Neil (/showthread.php?tid=2898)

Strony: 1 2


[22.08.72] Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht! | Viorica i Neil - Viorica Zamfir - 13.03.2024

22.08.1972
Gdzieś nad Tamizą

Naprawdę, według niej kompletnie nie musiała wychodzić z lokalu, a już na pewno nie musiała wracać do domu. Co to, to nie. Już wystarczyło, że Neil zgarnął ją od stolika w momencie, gdy miała dobrą passę w karty - choć powoli ich na oczy nie widziała - i powoli ogrywała tych gości, co prawie ją wyśmiali, jak zapytała, czy może się dołączyć. Tak, miała niewinną twarz i owszem, była już po pięciu szotach czystej, nie wiedzieli jednak, że mają do czynienia ze starym wyjadaczem.
Rozgrywka była zawzięta, przynajmniej do czasu, gdy butelka wódki, którą zasponsorowała nie została opróżniona a spite towarzystwo nie zaczęło uskarżać się na rzekome oszustwo ze strony Vior, która tym razem naprawdę grała całkowicie uczciwie i nie zamierzała oddawać galeonów, które zarobiła. W sumie nie pamiętała kto w końcu ukrócił kłótnię, która miała zaraz się zaognić, doskonale za to utkwiło jej w pamięci, że ten rudy cap wyzwał ją w sposób, którego nawet ona wolała nie powtarzać. Za karę zwinęła więc mu sakiewkę, którą teraz niczym trofeum niosła przy pasku swoich jeansów.
Przynajmniej nie była stratna.
Wracając do jej małych chęci na powrót do swojego mieszkania.
Viorica stwierdziła, że nie może wrócić tam w takim stanie - choć zapewne nawet nie wiedziała jak zły jest ten stan, patrząc, że już trzy razy zeszła z chodnika, kompletnie nie widząc w tym żadnego problemu, mimo co i rusz mijających ich świateł samochodów. Zarządziła, że musi się przewietrzyć, a najlepiej zrobić sobie bardzo długi spacer, bo noc jest za młoda i do tego jest tak ciepło i przyjemnie i szkoda by było marnować taki potencjał wieczora i… Tak naprawdę nie chciała być teraz sama w swoich czterech ścianach. Choć o tym na głos już nie mówiła.
- Wiesz, że cię uwielbiam? Ale tak naprawdę, bo zobacz, mógłbyś już wrócić do domu, a jednak tkwisz tu ze mną, dotrzymujesz towarzystwa i nawet mnie jeszcze nie utopiłeś w tej przeklętej rzece. A jeśli mam być szczera, to kąpiel na pewno nie byłaby przyjemna, bo ta woda cuchnie na kilometr i ooooo, zobacz, łódki! - Stwierdziła radośnie, niemal spadając z wielkiej skarpy prowadzącej w ku brzegu rzeki. Zamiast tego pół zeszła, pół ześlizgnęła się z niej machając z dołu na Neila. - Chodź! - krzyknęła, idąc niebezpiecznie blisko krawędzi malutkiego portu, przy którym zacumowanych było kilka malutkich żaglówek i rower wodny. - Płynąłeś kiedyś czymś takim? Bo ja nie. Myślisz, że na rzece bardziej widać gwiazdy? Pewnie na morzu pięknie widać całe niebo, aż do horyzontu, a potem odbijają się w tafli wody i czujesz się niczym utopiony w nocy kairu -paplała bez większego ładu i składu, siadając niedaleko zejścia do jednej z żaglówek. - To taki kamień, syntetyczny, nie taki z geody, ale bardzo go lubię - dodała inteligentnie na koniec. Machała nogami nad taflą wody, zastanawiając się, czy da radę sięgnąć jej obcasem swojego buta. Bardzo wysokim obcasem.


RE: [22.08.72] Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht! | Viorica i Neil - Neil Enfer - 14.03.2024

Nie umiał wysiedzieć w miejscu, no po prostu nie mógł. W pracy go nosiło, chciał robić coś, cokolwiek, latał tu, tam, nosił talerze, przyjmował zamówienia, jakby pracował na miano pracownika miesiąca.
W końcu jednak jego energia zniknęła i mógł chociaż na kilka chwil uświadomić sobie, że chyba przesadzał. Jak wypruje się z sił teraz, to kto posprząta w domu? Kto przygotuje zioła i maści dla ojca? Nikt, nie będzie komu. Musiał się więc oszczędzać. Dotrwał więc nieco spokojniej do końca swojej zmiany, pożegnał się grzecznie, zebrał swoje rzeczy i jedną bezpańską kocicę, co to właśnie miała zacząć przegrywać w karty, bo dobra passa kiedyś się kończy, szczególnie, gdy się jest pijanym w pień. Trochę też mu to weszło w nawyk, że ją odprowadzał. Przychodziła często, mieszkała całkiem blisko niego, więc to całkiem normalne, że czasami się tak kończyło. Już przyzwyczaił się do jej trasy, stylu chodzenia, choć dzisiaj na pewno była specjalna noc. Nie narzekał, że prowadzi go nie wiadomo gdzie i jedynie próbował łapać ją pod łokieć, jak schodziła na ulicę, żeby znów wciągnąć ją na chodnik.
Uniósł brew, słysząc jej kolejne pijackie gadanie i westchnął cicho na jej słowa. Ona go uwielbia, co? A skąd wie, że nie rozważał utopienia jej? Może ma jakieś mordercze myśli w sobie? Nigdy nie wiadomo. Już chciał jej to powiedzieć, ale jej entuzjazm go przerósł.
-Co? Czek...-zaczął, zaraz widząc, jak dziewczyna pada na tyłek i zjeżdża w dół. Nie myślała w tej chwili zapewne nic o śladzie ziemi i trawy, jaki właśnie powstał jej na tyłku.
-Idę.-rzucił, zmęczony trochę, ale i pod wrażeniem jej wytrwałości i barku zażenowania. Nie miał jednak sił z nią walczyć i powoli, bo powoli, ale zszedł ze skarpy, krok za krokiem, jedna noga za drugą i jakoś to poszło. Zaraz podbiegł do niej prędko, bojąc się, ze dziewczyna skończy w wodzie, choć trochę kusiło, żeby tak ją lekko popchnąć. Mały diabełek na ramieniu walczył z aniołkiem, który koniec końców wygrał. Nie tak go rodzice wychowali!
Uśmiechał się słysząc jej gadanie. Zadawała pytanie i sama odpowiadała na nie, przechodząc zaraz dalej. Cudowna rozmówczyni dla osób, które nie do końca wiedzą co powiedzieć. Może dlatego czuł się przy niej całkiem dobrze?
-Czy ja wiem? Na morzu pogoda bywa kapryśna. Czasami nie widzisz nic poza falami, które chcą cię utopić.- z lądu było zdecydowanie bardziej bezpiecznie. Spojrzał na nią od góry, na czubek jej głowy, popatrzył na wodę, na niebo.
-To chyba najważniejsze, prawda? Nie żeby coś było drogie i piękne, tylko, żeby się to lubiło.-zagadał, dosiadając się obok niej i puszczając nogi, aby wisiały swobodnie nad wodą.-A na statku kiedyś byłem, ale to dawno. I może niedługo znów będę. Chcemy pojechać z rodzicami na wycieczkę do Norwegii. Ciekawe jak tam będzie. Może spotkamy jakieś wilki, albo łosie. Chciałbym znaleźć poroże takiej bestii. Wyglądałoby świetnie pod sufitem.-czy ona w ogóle zrozumie? Znajdzie punkt odniesienia? On sam planował bardzo mocno w przód i to nie jego wina, musiał tak robić, choć może nie powinien, bo kto wie, może w tej chwili jego ojciec w swoim łóżku bierze ostatni wdech w swoim życiu. Nigdy nie wiedział, dlatego planowanie miało sens, choć obarczone było dużym potencjałem porażki.


RE: [22.08.72] Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht! | Viorica i Neil - Viorica Zamfir - 15.03.2024

Na trzeźwo zawsze by wdzięczna za to, że jednak ktoś dbał o to, by skończyła w swoim mieszkaniu, a nie pod przypadkowymi drzwiami, przyprawiając o zawał ich właścicieli. Nawet jeśli wcześniej zapierała się rękami i nogami przed powrotem.
Nie, żeby nie miała doświadczenia w nocowaniu w dziwnych miejscach, miała jednak w końcu stać się normalnym, uczciwym obywatelem, co szło jej jak krew z nosa, może dlatego, że czasami po prostu przestawała się starać. Miała swoje wzloty i upadki, które pojawiały się nie wiadomo kiedy i skąd, a przynajmniej ona nie widziała żadnego w tym wzoru.
Nawet jej pijackie przygody miały różne rozwinięcie. Zdarzało jej się czasem zastanawiać pod stołem nad bezsensownością życia, przy okazji plotąc przy tym jakieś pozorne brednie, czasem po prostu potulnie dawała się prowadzić za rączkę, też plotąc przy tym farmazony, albo, tak jak dziś, ruszała ku bliżej nieokreślonej przygodzie. I tak, wtedy również nie zamykała jej się jadaczka. Do tego wrastało prawdopodobieństwo ulegnięciu ewentualnym zapędom autodestrukcyjnym.
Tak naprawdę powinna być wdzięczna, że Neil jednak nie wrzucił jej pod jeden z tych samochodów.
Nie myślała ani o spodniach, ani o rozmazanej szmince, a już na pewno nie o zmierzwionej niemiłosiernie fryzurze, nad czym będzie zapewne płakać jutro, próbując rozplątać swoje włosy.
Uśmiechała się patrząc na wodę, czując przyjemne szumienie i pewien spokój. Może dlatego często kończyła pijana? Większość rzeczy wydawała się wtedy nieznacząca, mogła przez chwilę po prostu niczym nie przejmować i udawać, że świat jest prostszy. Jej emocje zwykle przez nią kontrolowane mogły w końcu płynąc swoim rytmem, a ewentualne wtopy wystarczało zrzucić na procenty. W jakiś sposób była wolna. Choć te uczcie zniewalało. Powalony paradoks.
- Może i masz rację, słyszałam kiedyś opowieści o Morzu Północnym, gdzie fale ciągnęły się kilometr do góry i ta wizja jakoś utknęła mi w głowie. Jedna wielka siła, wobec której jesteś taki malutki, choć mam wrażenie, że cały świat tak działa, a ty po prostu starasz się w tym całym bagnie nie utonąć. - Uniosła głowę, spoglądając na chwilę w oczy Neilowi, po czym znów z uśmiechem zerkała na malutkie fale na rzece. Pokręciła głową na jego kolejne słowa.
- Ja lubię drogie rzeczy. Wiesz, że potrafią dać władzę? Albo po prostu dzięki nim sprawiasz wrażenie, że ją masz. Wszyscy ważni ludzie otaczają się tym co cenne i ładne, nawet tak dobierają towarzystwo. Czasem jak się żyje w społecznym rynsztoku, patrzy się na to z zazdrością i chciwością. I to nie tak, że nie potrafią mnie usatysfakcjonować małe rzeczy, na przykład baklawa mojej mamy, ale to nie to samo, co pragnienie posiadania sznura z diamentów. Ciężko to wytłumaczyć. - Zamyśliła się, jakby chcąc wniknąć w samą siebie, by odnaleźć odpowiednie słowa. Wszystkie jednak wiązały się z jej mało pochlebną przeszłością, toteż jednak darowała sobie te poszukiwania. Za to z entuzjazmem podchwyciła kolejny temat rozmowy.
- Ooo, na pewno jest tam ładnie. Nigdy nie byłam poza krajem, chciałam kiedyś odwiedzić Bułgarię, ale okazuje się, że to nawet dla czarodziejów trudne, wiesz? A potem słyszała o innych fajnych krajach, tylko albo nie miałam czasu, albo pieniędzy, albo osoby, z która mogłabym się wybrać na taką wycieczkę. - Uśmiech stał się jakby smutniejszy, nie znikał jednak z jej twarzy. Przynajmniej, póki nie przypomniała sobie kolejnej ciekawostki. - Wiesz, byłam kiedyś w takiej posiadłości i facet miał nie tylko poroża jakichś zwierząt, jakich na oczy nie widziałam, ale też na przykład skóry tygrysów, lwów czy kły słonia, ba, jestem pewna, że w szafie miał buty z krokodyla, ale jak tak dłużej na to patrzyłam, to czuło się przez to bardziej jak na cmentarzu niż w domu, a nie daj Merlinie poczuło się na sobie wzrok tych wypchanych głów. Myślałam tylko o tym by jak najszybciej stamtąd wyjść. - Wzdrygnęła się na samo wspomnienie, choć minęło, ile, z trzy lata, jak nie więcej, od kiedy mieli zabrać parę gratów z tej posiadłości, oczywiście bez wiedzy właściciela. W ogólnym rozrachunku należało mu się.
Neil siedział w przyszłości, ona zaś nie potrafiła nic w niej dostrzec, dlatego ciągle zerkała w przeszłość. Jakoś trzeba było sobie radzić z życiem, gdy teraźniejszość wyglądała niemrawo.
Viorica nagle wstała. Przyjrzała się wszystkim łodziom, aż nie znalazła motorówki, która spokojnie zmieściłaby cztery osoby. Wyglądała na zadbaną i całkiem drogą. Tak, była idealna.
- W sumie może teraz wybierzemy się na wycieczkę? - zapytała, stawiając już pierwszą nogę na pokładzie swojego nowego środka transportu.


RE: [22.08.72] Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht! | Viorica i Neil - Neil Enfer - 15.03.2024

Przemiana z robaka w motyla nie zawsze była gładka, czasami robak był zjadany, okazywał się dżdżownicą, a czasem motyl był jedynie ćmą czy molem. Różnie bywa i zazwyczaj mało co można z tym zrobić. Przefarbować ćmę na inne kolory niby można, ale czy da radę później latać obciążona farbami?
-Chyba tak... W końcu fale są w wodzie, na ziemi masz ruchome piaski i trzęsienia ziemi. Też jest cała masa rzeczy do unikania.-może chodziło o to właśnie, że była pijana? Odejmowało mu to stresu, bo w końcu dziewczyna mało co będzie pamiętać, a wahanie i przejęzyczenia może nawet umknął jej uwadze. Dlatego mówiło się przy niej tak łatwo.
Zabujał nogami, uważając na podeszwy butów. Nie chciał, przemoczyć ich.
-Sam nie wiem, nie jest to aż tak skomplikowane. Też się cieszę tym co mam, ale odrobina więcej na pewno by mi nie zaszkodziła.-zastanowił się na głos. Mając więcej pieniędzy dałby radę bez problemów przygotować piwnicę na to, by w czasie pełni go wytrzymała, mógłby zapłacić już teraz za wycieczkę za granicę dla rodziców, za leczenie, za lepsze mieszkanie, choć jego obecne było całkiem przyjemne dla jednej osoby.
Uśmiechnął się na jej entuzjazm. Chciałby być jak ona pod tym względem. Mimo rozczarowań chciałby dalej pędzić nas spotkanie losu, a może dziewczyna tylko mu się taka wydawała, w końcu znał ją tak naprawdę w jej pijackich epizodów.
Zaśmiał się pod nosem.
-Kolekcjonerzy to specyficzny rodzaj zwierzęcia.-sam poniekąd rozumiał, bo gdyby bardziej cieszyły go zwierzęta, niż rośliny, to jego mieszkanie wyglądałoby podobnie, a tak? Ot, leży kawałek zioła, trawa w słoiku, to wygląda dużo lepiej niż zakonserwowane w alkoholu węże.
Od razu wyciągnął do niej rękę, chcąc ją ochronić przed upadkiem, bo nie wiedział na ile nagłe poderwanie nią zachwieje. Jego pomoc pewnie na nic by się nie zdała, oboje by po prostu wpadli do wody, ale chociaż by próbował. Wstał więc za nią, wiedząc, że chwila opóźnienia, a dziewczyna już będzie kilometr od niego.
Stanął popatrzył na nią, popatrzył na łódź, rozejrzał się dookoła podejrzliwie. Nie było dookoła nich ani jednego żywego ducha, a jednak jakaś moralność kawała mu się zastanowić.
-To w sumie nie będzie jak kradzież...-wrócił wzrokiem do dziewczyny.-...w końcu łódkę oddamy jakoś, kiedyś.-dodał, trochę pytającym tonem, szukając potwierdzenia w reakcji Vio, że nie robią aż tak źle, jak mogliby robić. Nie chciał, żeby łódka przypadkiem się zniszczyła. Może należy do kogoś bogatego kto kupić sobie może drugą, a może jest to cały majątek kogoś mniej zamożnego, kto po latach zbierania w końcu kupił sobie pływające marzenie. Tak czy inaczej kilka chwiejnych kroków o już był na pokładzie, trzymając się burty.
-Umiesz tym pływać?-spojrzał na nią czujnie, nie wiedząc czy powinien ufać jej wiedzy w tym stanie, ale jak to się mówi, jak coś umiesz, to po pijaku z zamkniętymi oczyma jesteś w stanie to zrobić.


RE: [22.08.72] Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht! | Viorica i Neil - Viorica Zamfir - 16.03.2024

O tak, katastrof naturalnych było rzeczywiście sporo, niektóre raczej nie miały szans ich nawiedzić, inne tak naprawdę mogły w nich uderzyć bez ostrzeżenia. Nie to jednak było na świecie najstraszniejsze.
- A najgorsi są ludzie! - uniosła energicznie palec wskazujący do góry, który wraz z jej ręką jakimś dziwnym trafem nie potrafił się do końca utrzymać w pionie. - Nic ci tak nie zniszczy życia, jak drugi człowiek, choć niektórzy, jak ty, są mili i nie chcą we mnie rzucać klątwami. - Posmutniała na chwilę. Oj, było paru takich, niektórym się nawet udało, a to nie było za przyjemne. Choć może nie aż tak tak zdrada. Tak, zdrada zawsze bolała najbardziej.
- Najgorsze jest chyba to, że zawsze chcesz więcej. Nie  ważne ile masz, coś ciągle ci mówi, że to za mało. Starasz się to zdobyć, czasem posuwając się do rzeczy, których nie myślałeś, że możesz. I może na początku masz szlachetne intencje, zawsze zaczyna się od tego, albo kwestii życia i śmierci. Ale potem, zatracasz się w tym, co było początkiem. Brniesz w to. To chyba też jakieś uzależnienie - stwierdziła, pochylając się nad wodą, zastanawiając się, czy jest zimna. Spróbował sięgnąć wody ręką, szybko jednak zrezygnowała, gdy niemal nie straciła równowagi. Resztka instynktu samozachowawczego.
Och, nie chciał być jak ona. Nie widziała w sobie zbyt wiele dobra do zaoferowania, wady zaś nie mieściły się na jednym arkuszu pergaminu. Zniszczyło ją tak wiele rzeczy, najbardziej zaś ona sama. Bała się, że nie ma już co ratować. A nawet jeśli, to powoli przestawała mieć pomysły - jak?
- Kolekcjonowałam biżuterię, znacznie bardziej wolałam widok rubinów i szmaragdów, niż puste oczodoły czaszek jeleni. Przynajmniej nikt nie stracił ży… - zastanowiła się chwilę nad tą kwestią, zaraz jednak machnęła ręką. - No, nie zamordowałam wielu niewinnych istnień, tak czy siak. Masz papierosy? - zapytała, nagle czując konieczną potrzebę zapalić. Ot, chyba by zająć czymś ręce, niż z głodu nikotyny. Nie była pewnie i w tej kwestii nałogowcem tylko dlatego, że szkoda jej było kasy na fajki i zawsze je od kogoś wyłudzała.
Nie zauważyła ewentualnych prób wyratowania jej, jej wzrok wbijał się tylko i wyłącznie w łódkę, oraz w rzekę, która jakoś kusiła ją, by po prostu popłynąć w dal i mieć wszystko gdzieś. Brzmiało to wręcz bajecznie.
- Nie będzie kradzież? A w sumie może i masz rację, tylko pożyczymy, dobrze mądrego posłuchać. - Pokiwała głową, z zupełnie niewzruszoną miną. Nie miała w tym momencie zbyt wielu skrupułów, chciała się przepłynąć i tylko ta jedna myśl krążyła pod jej czarną czupryną. Usiadła sobie wygodnie na jednym z siedzisk z tyłu, a raczej, rozłożyła się tam na wpół leżąco, po czym, zdjęła linę, za pomocą której łódka była przymocowana.
W momencie, w którym Neil zadał je pytanie o jej umiejętność kierowania tą jednostką pływającą, odepchnęła ich od kawałka betonu, wysyłając jakiś dobry metr od brzegu.
- W sumie to nie umiem. - Spojrzała na niego kompletnie niewinnie. - Myślisz, że może powinniśmy wziąć ten rower wodny? - zapytała, gdy łódka powoli zaczęła płynąć wraz z nurtem rzeki. Który płyną w odwrotnym kierunku, niż znajdował się dziób motorówki. - Tak ogólnie to nie umiem w ogóle pływać. - Dodała, przyglądając się ciemnej tafli wody rzeki, która, cóż, na pewno nie była płytka.


RE: [22.08.72] Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht! | Viorica i Neil - Neil Enfer - 19.03.2024

Łał, dziewczyna... Mówiła dalej z sensem utrzymując pijacką logikę złotych myśli, które mimo wszystko były prawdziwe, aż nie mógł zaprzeczyć. Czy to był znak od losu, trochę tak to czytał. Czy chciał więcej? Tak, chciał, chciał zdecydowanie więcej i już nie raz jego myśli poszły paskudnym torem okropnych działań, aby to zdobyć. Na razie na myślach poprzestawał.
Chyba wolałby czaszki niż drogie kamienie. Czaszek nie jest żal łamać i dodawać do eliksirów, a takie kamienie, już trochę średnio. Serduszko by mu pękło gdy by takie kamienie niszczył, zamiast sprzedać i zarobić na leki, czynsz, czy wycieczkę, na cokolwiek.
-Nie, nie palę.-może i czasami pachniał papierosami, ale to było albo przez zapachy w kawiarni albo prze Morpheusa, co palił, jak smok.
Próbował jeszcze jakoś ich wytłumaczyć, chcąc czerpać jakąś przyjemność z ich wycieczki, a nie tylko zmartwienia czy na pewno nikt ich nie przyłapie na kradzieży. Jeśli zwrócą ją w dobrym stanie, na dobre miejsce, to tylko po paliwie ktoś zobaczy, że coś nie gra. Dziewczyna przyklepała pomysł, a jego duch nie był ani odrobinę spokojny. Mimo tego wszedł na łódkę, licząc, że nagle nie wypadnie zza winka dziesięciu policjantów, nie złapią ich za fraki i nie zamknął w areszcie. To by było niefortunne, patrząc na to, że zaraz pełnia. Wyjdzie z aresztu, żeby do niego zaraz wrócić, to niech już go tam zostawią dla świętego spokoju.
Zrezygnowany popatrzył na oddalający się z każdą chwilą brzeg, ufając, że dziewczyna wie co ro... nie, nie wie co robi.
-Tak, powinniśmy, ale... teraz chyba za późno na to.-popatrzył na rower wodny. Gdyby wskoczyli do wody i do niego popłynę... Nie, ona nie umie pływać. Nigdzie nie popłyną, pójdą prosto na dno. Spojrzał na nią martwym wzrokiem. Przeniósł wzrok na krawędź łódki. Spojrzał na brzeg. Westchnął cicho, przymykając oczy, a gdy je otworzył patrzył się na dziewczynę.
-Pożycz mi różdżkę.-poprosił ją, licząc, że dziewczyna się zgodzi, albo że w ogóle ma przy sobie różdżkę.


RE: [22.08.72] Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht! | Viorica i Neil - Viorica Zamfir - 24.03.2024

Każdy miał jakiś dar, Viorica widać była nie takim złym filozofem pod wpływem alkoholu. Do tego miała jakąś dziwną umiejętność uświadamia ludziom, że wcale nie musieli być cały czas dobrzy. Wiedziała, że każdy powinien mieć w sobie więcej lub mniej samolubności, która jak najbardziej w jej odczuciu była zdrowa. Można było sobie grać świętych przed innymi, Vior jednak nie wierzyła w istoty bez skazy. Przez to łatwo akceptowała w ludziach większe i mniejsze wady. Przynajmniej, póki nie została przez nie pokrzywdzona.
A co do przedmiotów kolekcjonowanych - zawsze można było stworzyć biżuterię w kształcie czaszek. Mógłby być to nawet większy projekt, bo gdzieś czuła, że motyw ten miałby wzięcie. Czarodzieje mieli często jakoś taki mroczny gust.
Zasmuciła się wyraźnie na wieść o braku wyrobów tytoniowych, żałując przy okazji, że nie miała przy sobie żadnej butelki z zapasami, którą powinna zapewne wynieść z klubu, a o której nie pamiętała. Albo ktoś nie dał jej ze sobą zabrać. Różne były możliwości.
Brak jednak dodatkowych bodźców sprawiał, że zrobiła się lekko poirytowana. Nawet mimo prób ratowanie się adrenaliną wynikającą z kradzieży łódki, która spokojnie dryfowała po wodzie. Zmieniła lekko pozycję na fotelach, zerkając w taflę, którą przecinały lekkie zmarszczki. Zanurzyła rękę w zimnej wodzie, męcąc jej powierzchnię jeszcze bardziej.
- Cóż, zostaje nam się po prostu tutaj rozgościć - stwierdziła, z jej tonu jednak nie można było stwierdzić, czy była bardziej zrezygnowana, obojętna czy zadowolona. Może nawet jakimś cudem wszystkie trzy rzeczy na raz.
Nie stresowała się zbytnio całą sytuacją, dając się ponieść nurtowi, który prowadził ich wzdłuż portu. Choć Neil widać nie potrafił się w tej chwili zrelaksować, zapewne widząc ciało Vior gdzieś na dnie tej rzeki.
Nie oznaczało to jednak, że miała zamiar tak łatwo oddać mu swoją różdżkę.
- Do czego niby ci jest potrzebna? - Podniosła się lekko z wygodnego siedziska, patrząc na chłopaka z dużą dawką podejrzliwości. Nie lubiła się dzielić swoimi rzeczami. Szczególnie drogimi i sentymentalnymi. Pamiętała do tej pory, ile jej matka włożyła wysiłku, by w ogóle mogła tę różdżkę dla niej kupić. Tak, nie zmieniała jej od czasów Hogwartu.
Jej myślenie jednak przestawiło się trochę na inne tory, gdy jedna z fal trochę zarzuciła motorówką, która wpadła na całkiem ładny jacht. Vior patrzyła ze wstrzymanym oddechem jak ich kadłub pozostawia na drugiej z jednostek pięknie widoczną, czerwoną od lakieru, rysę. Ich łódź popłynęła trochę dalej a kobieta spojrzała na Neila, z niewinnym uśmiechem.
- Może jednak ją weź. Tylko jak zgubisz lub popsujesz, to będziesz na mojej czarnej liście. - Jej oczy stały się na sekundę zimne, tworząc groźne połączenie z ostrym uśmiechem, który zaraz po tym złagodniał. Wyciągnęła swój magiczny kawałek drewna zza bluzki, kierując rączkę w stronę Enfera.


RE: [22.08.72] Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht! | Viorica i Neil - Neil Enfer - 25.03.2024

Nie lubił uświadamiania go, że ma w sobie coś złego. Zawsze bał się, że jednak ulegnie, że uderzy szkolnego prześladowcę, że przyłapią go na kradzieży, na skrobaniu nożem głupich napisów w łazience. Nawet jak Nora pozwalała mu zabrać stłuczoną szklankę do domu czuł się, jakby popełniał przestępstwo, a teraz? Wszedł na łódź z pijaną kobietą, do tego łódź ani jego ani jej. Kradzież! Złodziejstwo, nieważne jak bardzo łódź zwrócą, to na jakiś czas przywłaszczyli sobie czyjąś własność!
Dłoń dziewczyny w wodzie sprawiła, że ciekawskie ryby podpłynęły obadać ich i łódkę. Nie było ich wiele, w końcu większość spała, ale nie byli tu sami. Neil przyglądał się towarzyszce, jak ta wegetuje jak galaretka na łodzi, jak jej stan emocjonalny jest bliżej nieokreślony. Nie ufał jej, ani łodzi, ani wodzie, ani nawet sobie, obecnie poziom jego zaufania był poniżej zera jeśli chodzi o wszystko. Widać dziewczyna nie ufała też i jemu.
-Dobre pytanie.-odpowiedział enigmatycznie, choć w jego aurze i atmosferze jakie wokół siebie roztaczał nie było nic enigmatycznego. Poruszył jednak prowokacyjnie brwiami. To było głupie, wyglądał głupio, wiedział to.
Zaraz nimi szarpnęło, a wilkołak zachwiał się niebezpiecznie, asekuracyjnie przypadł niemalże do klęku. Pływać umiał, ale nie chciał tego robić akurat teraz. Mógł jedynie patrzeć jak odpływają coraz bardziej od jachu przyozdobionego w nowy kolorek.
Poczuł zimny dreszcz na jej wzrok i z wahaniem odebrał różdżkę.
-Będę o nią dbać, jest ze mną bezpieczna.-ta, mhmm, zupełnie jak jego własna różdżka, co? Oj, ta kradzież, to nie była jego wina! Tu go nie okradną, chyba... Zaraz chwycił ją delikatnie w zęby i zaczął przeszukiwać wszystkie skrytki ich cudownego środka lokomocji. Haczyki, pierdoły, dudki srutki, trytytki i inne, aż w końcu znalazł to... Zdziwił się, że się udało, ale nie będzie narzekać, różni dziwacy mają swoje łodzie w tym porcie, nie jemu to oceniać. Zerknął przez ramię na dziewczynę i znów skrył znalezisko, niczym gremlin strzegący złota, czy to goblin? Nie miało to znaczenia.
Szemranie pod nosem i cyk pyk jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w szklanej butelce zamiast przezroczystego płynu było teraz krwistoczerwone wino.
-Może to nie to samo, co alkohol z baru, też nie do końca jestem pewny, jak to działa, ale... testuj.-rzucił z uśmiechem, wystawiając w jej stronę butelkę. Niech pije i mówi jak smakuje. Wino, jak wino, transmutacja swoje zrobiła, ale nie zdarzyło mu się jeszcze pijać takiego szachera machera.


Czy Neil to drugi Jezus? Jak się w kościach nie uda to pierwsze podejście nie wyszło i Neiil próbuje do skutku. XD
[roll=Z]


RE: [22.08.72] Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht! | Viorica i Neil - Viorica Zamfir - 01.04.2024

W swojej szkolnej karierze zdobyła nie jeden szlaban, który musiała odbębnić, tylko po to, by następnego dnia znów zrobić wbrew szkolnym zasadom. Po prostu nie dawała się zbyt często złapać. Była pewnie uznawana za typ buntowniczki, ona jednak po prostu wychowała się na innych zasadach i to co dla innych wydawało się moralnie niedopuszczalne, dla niej wyglądało zupełnie inaczej. Potrafiła świetnie udawać, że jest inaczej, a jednak czasem jej prawdziwe oblicze wychodziło na wierzch. Wierzyła, że u niemal wszystkich ludzi tak jest. No, może z drobnymi, upartymi przypadkami, które bywały dla niej zagadką.
Wątpiła w głębi duszy, że Neil się do nich zaliczał. To, że był z nią na tej łódce, stanowił dla niej wystarczający dowód.
Bała się jednak, że zniszczenie mienia - tego kradzionego i innego, stojącego sobie spokojnie przy porcie, sprawi, że Neil spanikuje. Sama miała małe wyrzuty sumienia, które jednak szybko zniknęły, gdy przekazała swoją różdżkę, ciekawa, czy podjęła opłacalną decyzję. Jeśli miała być szczera (ha), myślała, że Neil zaraz zaprowadzi ich magią na ląd i skończy się ich wycieczka. Czuła już w duszy nawet lekki zawód, chłopak jednak potrafił ją jak widać całkiem miło zaskoczyć.
Przyglądała się uważnie jego poczynaniom, unosząc brwi, gdy ten wcisnął ją w zęby. Spojrzała na niego lekko rozbawiona, wychylając się przez przednie siedzenie.
- Zdajesz sobie sprawę, że trzymałam ją w staniku, prawda? - Wskazała palcem na pożyczony przedmiot, na jej ustach zakwitł zaś złośliwy uśmiech.
Szybko jednak zmienił się w pełne zadowolenie, kiedy w końcu dostrzegła, co takiego zmajstrował, gdy próbowała zerkac mu przez ramię. Wzięła do ręki butelkę, przyglądając się ciemnobordowej barwie wyczarowanego płynu.
- Czy mówiłam ci już dzisiaj, jak bardzo cię kocham Neil? - zapytała słodkim głosem, po czym wzięła potężny łyk prosto z butelki. Dom perignon to nie był, piła jednak gorsze sikacze w podejrzanych spelunach.
Nawet dobre, wyczuwam co prawda jakąś dziwną nutę, ale prawdopodobnie też nie mam gustu - a raczej dochodziła powoli do etapu, że nie ważne co, ważne, aby kopało. Zapewne powinno dać jej to do myślenia, miała jednak więcej tych dni, gdy i tak jej było wszystko jedno, niż na odwrót.
Podała butelkę, po czym znów spojrzała w górę, podziwiając nieboskłon. W mieście nie było widać wielu gwiazd. Światło za bardzo je przygłuszało. A szkoda, bo naprawdę kochała nocne niebo.
- Może uda nam się dostrzec jakąś spadającą gwiazdę, w końcu powoli zaczyna się sezon. Masz jakieś życzenie? - Spojrzała na rozmówcę i wyciągnęła rękę po alkohol.


RE: [22.08.72] Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht! | Viorica i Neil - Neil Enfer - 01.04.2024

Nie umiałby ich magią zaprowadzić na ląd. Nie umiał czarować tak dobrze, jakby chciał. Zamknął się w swojej małej pasji ziół, maści i oczarowań transmutowanych przez siebie istot, że wszystko inne napawało go niepokojem, szczególnie gdy miał to robić przed kimś innym niż własne odbicie w lustrze. Dlatego schował się z butelką wody, w razie niepowodzenia dając sobie szanse na ponowną próbę i uspokojenie miny pełnej stresu. Nie było jednak takiej potrzeby, bo przemiana wody w wino nastąpiła za pierwszym razem i może wino najwyższej jakości nie będzie, tak będzie miało to co najważniejsze, czyli procenty.
Spojrzał na nią lekko unosząc zaczepnie brew.
-To nahet lefiej.-skomentował jej stanikowe przygody. Ciekawa fiszbina, ale kto co lubi. A i niech wie, że w tej chwili boga się nie boi, cycki, nie cycki, równie dobrze mogliby się ze sobą teraz przespać i nie poruszyłoby go to zbyt specjalnie. Wiedział też, że nie poruszyłoby to tez osoby po jakiej oczekiwał poruszenia licząc młodym umysłem, że cokolwiek dla niego znaczy. Jak bardzo był zapatrzony w siebie? Mówił o sobie czy o nim?
Zaśmiał się na jej słowa.
-Tak, co najmniej trzy razy przy barze...-ona była szalenie wylewna, szczególnie kiedy porównywał jej zachowanie do swoich nowych standardów. Kiedyś było inaczej. Kiedyś był głupi, a teraz? Teraz dalej był głupi, ale nieco mniej naiwny, tak przynajmniej chciał sobie wmawiać.
Patrzył, jak wielki łyk jest połykany przez dziewczynę i nie mógł się nie uśmiechnąć bo czego innego się po niej spodziewał? Zaraz odebrał butelkę i po chwili wahania sam upił kilka łyków. Chciał nie pić, chciał wrócić do domu, ale koniec końców, czemu nie? W razie kłopotów będzie łatwiej się wytłumaczyć, choć liczył, że kłopotów nie będzie, bo w końcu jest noc i może trochę nahałasowali, ale może nikt tego nie widział.
Usiadł wygodniej, dając łodzi płynąc do przodu, czasami znosiło ją na boki, czasami przekręcała się lekko, nie płynąc idealnie przodem. Nie było to ważne.
-Mam.-zawahał się, bo jego życzenie nie powinno być wymawiane na głos i to nie tylko dlatego, że się nie spełni, po prostu było średnio miłe.-Życzę takiej jednej nieszczęścia, obojętnie jakiego, nie będę wybrzydzać.-oddał jej butelkę.-A ty?-czy ona będzie to w ogóle pamiętać? Może rano wyda się jej, że to był tylko sen, co sobie tutaj powiedzą?