![]() |
|
(Maj 1958) - Transmutacja igły w zapałkę - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: (Maj 1958) - Transmutacja igły w zapałkę (/showthread.php?tid=2930) |
(Maj 1958) - Transmutacja igły w zapałkę - Isaac Bagshot - 19.03.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic Isaac nie miał w życiu ani jednej osoby, ani żadnej rzeczy, której nienawidziłby bardziej niż Transmutacji. Był w niej tak beznadziejny, że przetransmutowanie ziarenka ryżu sprawiało mu ogromną trudność. To nie tak, że się nie starał. Po prostu nie potrafił, nie wychodziło mu, jego różdżka oponowała i był mocno zniechęcony. Pocieszał się w duchu, że to już ostatni rok, i za kilka tygodni pożegna się raz na zawsze z tym obrzydliwym przedmiotem oraz z nauczycielem patrzącym na niego z politowaniem. Zbliżały się jednak SUM-y, więc postanowił dać sobie kolejną szansę i spróbować trochę poćwiczyć. Nie miał problemu z tym, że był w niektórych rzeczach lepszy, a w niektórych gorszy. Pozostawiony sam sobie, mógł decydować do czego się przykładać, a co sobie odpuścić. Nie chciał jednak zdobyć “T”, bo to mimo wszystko trochę wstyd. Jakieś ambicje przecież miał. -Co za gówno… - Mruknął do siebie, idąc korytarzem do jednej z pustych sal lekcyjnych. Geraldine zlitowała się nad nim i obiecała mu pomóc. Był jej naprawdę wdzięczny, bo równie dobrze mogłaby teraz wylegiwać się na Błoniach Hogwartu. Było dzisiaj naprawdę gorąco i większość uczniów wyszła ze szkoły żeby pooddychać świeżym powietrzem. Oni będą za to mieli ogromną przyjemność pocić się we dwoje w dusznej sali. Czy Isaac tym razem będzie miał na tyle cierpliwość, żeby nie odpuścić po dwóch czy trzech próbach przetransmutowania igły w zapałkę? RE: (Maj 1958) - Transmutacja igły w zapałkę - Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.03.2024 Sumy zbliżały się wielkimi krokami. Nie, żeby jakoś specjalnie się tym przejmowała. Nigdy nie zależało jej na wybitnych ocenach, bo do niczego ich nie potrzebowała. Były przedmioty, na których lubiła udowadniać swoją wiedzę zbierając same powyżej oczekiwań, ale należały do znacznej mniejszości. Wiedziała, że poradzi sobie na testach, bez mniejszego problemu, nauka bowiem szła jej bardzo lekko. Jednym z nielicznych przedmiotów, który był dla niej istotny była transmutacja. Już na pierwszym roku zakochała się w tej dziedzinie magii. Przekształcanie przedmiotów w inne, czy to nie był prawdziwy, magiczny cud! No i jeszcze trafiła na informacje o animagach, bardzo marzyła o tym, aby stać się jednym z nich. Czuła, że jak tak dalej pójdzie, to to marzenie spełni się prędzej czy później. Nie ukrywała przed nikim tego, że jest biegła w tej dziedzinie magii. Nie miała również problemu z tym, żeby komuś wytłumaczyć na czym to polegało, chociaż chęci mogły nie wystarczyć, a cierpliwości nieco jej brakowało. Nie należała do najlepszych nauczycieli, jednak postanowiła spróbować, bo przecież nic złego nie mogło się stać z tego powodu. Biegła korytarzem, żeby zdążyć na umówioną godzinę, zaliczyła w między czasie trening quidditcha, więc trochę czasu udało jej się spędzić na świeżym powietrzu, w lewej dłoni miała miotłę, starała się nią nie uderzyć żadnego z mijanych uczniów. Wbiegła do sali niczym huragan. Rzuciła miotłę na wejściu, jakby nigdy nic. - Jestem! - Krzyknęła zziajana, włosy miała rozwiane, kok, którego sobie stworzyła przed treningiem został naznaczony przez wiatr, przez co połowa włosów z niego wypadła. Policzki miała rumiane, ze zmęczenia, ale nie tylko, udało jej się już uzyskać nieco letnich kolorów dzięki słońcu, które ostatnio świeciło bardzo intensywnie. - Gotowy? - Nie widziała w nim entuzjazmu, ale za chwilę to się zmieni. Wyglądała zwyczajnie, jak typowy gracz quidditcha. RE: (Maj 1958) - Transmutacja igły w zapałkę - Isaac Bagshot - 20.03.2024 Isaac faktycznie nie był sobą. Miał zmarszczone brwi i zmierzył Geraldine spojrzeniem, kiedy weszła do sali w której na nią czekał. Wyglądał jakby zrobiła mu coś złego i jakby o czymś intensywnie myślał. -Mhm… gotowy. - Odetchnął, ale nie poruszył się z miejsca. Opierał się o jedną z ławek i pokręcił głową. Nienawidził transmutacji. -Naprawdę jesteś na to gotowa? - Zapytał. Ostatnim razem kiedy próbował ćwiczyć z innym gryfonem, przez przypadek przypalił mu rękaw szaty, a kolejna z prób transmutacji skończyła się wypaloną dziurą w ławce. Isaac nie miał pojęcia, dlaczego jego różdżka reagowała w ten sposób kiedy próbował coś transmutować. Był bardzo dobry z zaklęć i uroków, więc zdecydowanie nie był magicznym beztalenciem. -Nie chciałbym żeby stała Ci się krzywda, więc musimy uważać, panno Yaxley. - Miał nadzieję, że tym razem niczego nie zniszczy ani nie podpali. Nie chciał żeby dziewczyna żałowała, że zgodziła się mu pomóc. Isaac'owi było tak gorąco, że pocił się od samego stania. Ściągnął szatę pod którą miał czarne spodnie i podkoszulek reprezentujący barwy Gryffindoru, i podszedł do Geraldine żeby wziąć od niej miotłę. Również lubił Quidditcha i również w niego grał na pozycji pałkarza, tyle że z braku czasu i trochę innych priorytetów chwilowo grzał ławkę rezerwowych. Z dzisiejszego treningu też się wypisał, ze względu na naukę. RE: (Maj 1958) - Transmutacja igły w zapałkę - Geraldine Greengrass-Yaxley - 21.03.2024 Nie widziała w nim żadnego entuzjazmu, raczej wręcz przeciwnie. Może to jednak będzie ciężki orzech do zgryzienia? Kto wie. Nie nastawiała się jednak do tej sytuacji negatywnie, wierzyła w swoje umiejętności nauczycielskie (o ile w ogóle jakieś miała). - Ja jestem gotowa, zawsze! - Powiedziała z nieukrywanym entuzjazmem. - Za to ty wyglądasz, jakby cię coś bolało. - Nie byłaby sobą, gdyby tego nie skomentowała. Troszkę więcej wiary w siebie by mu się przydało, przynajmniej zdaniem Gerry. Nie mógł być, aż tak beznadziejnym przypadkiem. Wiedziała, że każdy miał dziedziny, w których się nie sprawdzał, w jej przypadku były to uroki, no ale jakieś podstawy trzeba było ogarnąć. Szczególnie, że transmutacja była cholernie interesująca - jej zdaniem. - Mi? Krzywda? Mógłbyś spróbować to zrobić, ale zapewniam się, że jestem w stanie się obronić w każdej sytuacji. - Nawet jeśli chodziło o przypadkowe podpalenie. Yaxley była zdecydowanie za bardzo pewna siebie, czuła się trochę, jakby była nieśmiertelna i nic nie mogło jej zabić. Nie było to zdrowe podejście. - Dobra, zaczynamy, szkoda tego pięknego dnia. - Podeszła do jednego ze stołów. - Musisz się skupić, to przede wszystkim, myśleć o tym, w co chcesz zmienić przedmiot. Wiem, że to trochę abstrakcyjne. - Sama nie wiedziała dlaczego jej tak łatwo przychodziła nauka tej dziedziny, bo raczej nie należała do osób, które miały zbyt dużą wyobraźnię. RE: (Maj 1958) - Transmutacja igły w zapałkę - Isaac Bagshot - 21.03.2024 -Boli mnie życie, panno Geraldine. Boli mnie, kiedy jest ładna pogoda, a ja jestem zamknięty z ładną dziewczyną w dusznej sali. Powinniśmy siedzieć na kocyku na Błoniach i powinienem Cię łapać za boki, a Ty powinnaś udawać, że Cię to nie interesuje. - Wyjaśnił i w połowie swojego wywodu zaczął się już uśmiechać. Nie potrafił być długo ani zdenerwowany, ani smutny. Może i nienawidził Transmutacji, ale z Geraldine zawsze było wesoło. Oparł jej miotłę o ławkę i wyciągnął różdżkę. -Umiesz się obronić? O proszę. - Zupełnie niespodziewanie, dźgnął ją lekko palcem w bok. Było to normalne zachowanie ze strony chłopaka. Odkąd skończyli jakieś 13 -14 lat, polubił zaczepki z dziewczynami. Większość z nich nie oponowała. - No i widzisz? Gdzie Twój refleks? Co, jeśli jakaś zbłąkana iskra poleci w Twoją stronę? Widziałaś mnie na lekcjach. No ale skoro jesteś pewna…- Spojrzał na nią uśmiechając się i kręcąc głową. Na ławce przed Geraldine leżała igła, którą Isaac powinien potrafić zamienić w zapałkę. Nawet to było dla niego bardzo trudne do zrobienia. -Zawsze się skupiam, zawsze się mocno staram i… - Isaac skupił się jak tylko mógł! Machnął różdżką i... nic się nie stało. Spróbował więc jeszcze raz i z końca jego różdżki zaczął wydobywać się dym. Igła nadal pozostała igłą. RE: (Maj 1958) - Transmutacja igły w zapałkę - Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.03.2024 Przewróciła oczami. Przyglądała się mu dłuższą chwilę, a na jej twarzy pojawiło się zmieszane, zmierzyła go wzrokiem, jakby chciała doprowadzić go do porządku. - Wiesz co, tobie to chyba już słońce wystarczająco przygrzało, może i lepiej, że zostaniesz tutaj. - Sama Yaxley miała zdecydowanie aktualnie zdecydowanie inne priorytety, niż dawanie się łapać za boki. To nie było coś, co ją interesowało. Odsunęła się o krok, gdy dźgnął ją palcem. Nie było to nic specjalnie bolesnego, ale nie zareagowała. Gdyby to zrobiła, mogłaby mu zrobić krzywdę, a tego nie chciała. - Gdybym zareagowała mógłbyś zostać bez palca, następnym razem uważaj, bo potrafię ugryźć. Bardzo mocno. - Nie przyszła tu jednak po to, żeby demonstrować swoją siłę, wolała też nie wykręcać Bagshotowi ręki zbyt mocno. Od lat trenowała szermierkę, jej refleks był naprawdę wyćwiczony, gdyby tylko chciała, mogłaby go powstrzymać, w dosyć bolesny sposób. - Będziemy się tym martwić, jeśli poleci w moją stronę, aktualnie to nie jest nasze zmartwienie. - Najwyraźniej zupełnie nie zrobiło to na niej wrażenia, bo co może jej się stać? Podpali sobie rękaw, dostanie w twarz? Obrywała już gorszymi rzeczami niż jakąś zabłąkaną iskrą. - Może za bardzo się starasz, w sensie wiesz, skupiasz się tak bardzo na tym, żeby ci się udało, że magia ma cię w nosie. - W końcu czasem przesadna presja też nie pomagała. - Zobacz. - Gerry wyciągnęła swoją różdżkę i szybko nią machnęła, pod nosem mruknęła zaklęcie, i cyk. Za pierwszym razem jej się udało. - Ruch różdżką i wyraźnie wypowiedziane zaklęcie. - Przywróciła jeszcze igłę do wersji zapałki, żeby miał na czym ćwiczyć. RE: (Maj 1958) - Transmutacja igły w zapałkę - Isaac Bagshot - 22.03.2024 Isaac nie miał pojęcia, dlaczego Geraldine była tak odporna na jego zaloty. Co prawda głupie, bo czego oczekiwać od nastolatka w jego wieku, no ale w końcu to zaloty! Dość często ją zaczepiał i podszczypywał, ale kiedy widział po jej minie że przesadzał, to uspokajał się i potrafili w fajny sposób spędzić ze sobą czas. Pewnie dlatego nadal go tolerowała i zgodziła pomóc. Oczywistym było, że ani trochę nie przejął się groźbami dziewczyny. Z szacunku do jej czasu, postanowił jednak skupić na tym po co się tutaj spotkali. -Jesteś pierwsza dziewczyną która powiedziała mi, że za bardzo się staram. - Tego jednak nie mógł nie skomentować. Opanował dym lecący z różdżki i mina mu zrzedła, kiedy zobaczył jak Ger w ułamku sekundy transmutuje igłę. -No bardzo proste… - westchnął. - No to jeszcze raz… - Tym razem postanowił… mniej się skupić? Sam nie wiedział. Spróbował ponownie, ale różdżka poparzyła go lekko w dłoń i wyleciała mu z ręki. -No i tak to właśnie zawsze wygląda. - Zanurkował pod stołem żeby podnieść swoją różdżkę. -Byłoby łatwiej, gdybym mógł na egzaminie po prostu opowiedzieć o Transmutacji... - Biadolił z klęczek. - ... albo mógłbym napisać kilka zwojów pergaminu, jak bardzo tego nienawidzę. - Dokończył wstając. - Jak jest Twój znienawidzony przedmiot, panno Geraldine? Pochwal się. Powiedz, że też jesteś w czym kiepska, hm? - Poprawił podkoszulek, gotowy do kolejnej próby. RE: (Maj 1958) - Transmutacja igły w zapałkę - Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.03.2024 Geraldine po prostu miała swoje zasady, jedną z nich było nie zbliżanie się za blisko do członków swojego domu, szczególnie, że znali się od samego początku swojej drogi w Hogwarcie. Wolała unikać później niepotrzebnych spin i innych takich, do tego była aktualnie na takim etapie, że zupełnie nie interesowali jej chłopcy, może czasem, ktoś z rocznika wyżej zwrócił jej uwagę, ale nie ci, którzy kręcili się obok niej. Próby Isaaca nawet ją bawiły, wiedziała, że większość dziewcząt byłaby zachwycona tymi końskimi zalotami, ale nie ona. Nie teraz. - Ciekawe, która będzie ostatnia. - Nawet ją to rozbawiło, właściwie to ktoś musiał przecierać nowe szlaki, nawet jeśli chodziło o coś tak błahego, może chłopak wyciągnie z tego jakąś lekcję. - Ale uważaj na siebie, bo później będę się musiała tłumaczyć pigule z tego, że to nie ja ci to zrobiłam, a ona mi nie ufa, nie po tych wszystkich bójkach z ślizgonami. - Najwyraźniej trafił się jej przypadek beznadziejny, co tylko spowodowało większą chęć do pracy, działało to na zasadzie JA GO NIE NAUCZĘ. Uwielbiała wyzwania, wiedza z transmuracji Isaaca miał się okazać być jednym z większych z jakimi przyszło jej walczyć. - Weź, co ty gadasz, jakoś to ogarniemy, tylko musisz się wyluzować i przestać tym przejmować. - Rada idealna, szczególnie dla kogoś, kto w ogóle nie radził sobie z tematem. - Oczywiście, że jestem. Nie ma osób, które byłyby dobre we wszystkim, moją piętą Achillesa są uroki, nienawidzę ich. - Cóż, zdecydowanie bardziej przepadała za tymi praktyczniejszymi dziedzinami magii. RE: (Maj 1958) - Transmutacja igły w zapałkę - Isaac Bagshot - 23.03.2024 -Może ty chcesz być ostatnia, hm? - Pozwolił sobie ją zaczepić, skoro była wyraźnie rozbawiona jego próbami transmutacji. Obejrzał swoją lekko poparzoną dłoń, jednak skóra była tylko odrobinę zaczerwieniona. -Wyluzować i przestać przejmować? A to w porządku! Szkoda, że wcześniej nie wiedziałem żeby tak zrobić. - Rozłożył ręce i pokręciło głową. Uderzył otwartą dłonią w swoje czoło. - Jak mogłem nie wiedzieć, panno Geraldine… - Żartował sobie z jej rady i spróbował jeszcze raz. Igła jedynie lekko się poruszyła, ale przynajmniej różdżka Isaaca nie latała po sali i nie dymiło się z niej. -Jeśli potrzebujesz pomocy z Uroków, to ja jestem z nich dobry. Bo mam w sobie urok… i nie tylko… - Mówił i tym razem faktycznie zupełnie od niechcenia rzucił czar i igła w ułamku sekundy zamieniła się w zapałkę. Chłopaka na chwilę zatkało i złapał Ger za nadgarstek. - Udało mi się! Zobacz! To zapałka! - Podekscytował się i sięgnął po zapałkę leżąca na stole. Faktycznie mu się udało. Co prawda czubek zapałki był lekko zaostrzony, jednak mimo wszystko nie była to zła transmutacja. -Gerry! Na egzamin musisz iść ze mną, będziemy rozmawiać i wtedy na pewno mi się uda! Nigdy nie udało mi się transmutować nawet ziarenka ryżu, moja matka myślała że z moją różdżka jest coś nie tak… - Był z siebie naprawdę zadowolony, więc niech lepiej Geraldine nie odważy się powiedzieć na głos, że dokonał transmutacji na poziomie ucznia drugiego roku szkoły. - To teraz coś trudniejszego! RE: (Maj 1958) - Transmutacja igły w zapałkę - Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.03.2024 - Myślę, że szybko byś pożałował tej decyzji. - Uśmiechnęła się zadziornie, bo był z niej naprawdę kawał cholery i nie sądziła, żeby taki Isaac potrafił sobie z nią poradzić, nie było takiej opcji. Zdecydowanie lepiej im zrobi jeśli zostaną tylko na stopie koleżeńskiej. I jemu i jej. - Dobra, dobra, bo wyglądasz, jakby to był koniec świata, a to tylko jedna z wielu dziedzin magii, może ci się do niczego nigdy nie przydać. - Wydawało jej się, że każdy ma jakieś wady i to było zupełnie normalne. Jasne, musieli posiadać, jakąś wiedzę, żeby zdać te nieszczęsne egzaminy i zamierzała mu się pomóc do nich przygotować, ale później mógł zapomnieć o transmutacji, bo właściwie skoro jej nie lubił, to po co miał się męczyć? - Popatrz, ten twój urok coś cienki, albo po prostu jestem na niego odporna. - Dalej próbował się przekomarzać i nawet ją to bawiło. - Jakoś się prześlizgnę, wolę poświęcać czas dziedzinom, w którym jestem dobra. - Nawet tego nie ukrywała. Doskonalenie swoich atutów uważała za istotniejsze od skupiania się na niepowodzeniach i dziedzinach, które nie był stworzone dla niej. Klasnęła w dłonie widząc sukces swojego ucznia. - No to pierwsze koty za płoty, będzie tylko lepiej. - Był to może mały sukces, ale przynajmniej tym razem się nie poparzył. - Pójdę z tobą, najwyżej zostanę przed drzwiami, ale będziesz mógł sobie zwizualizować moje durne gadanie, kiedy będziesz go zdawał. - Nie sądziła, żeby to miało pomóc, ale musieli znaleźć jakiś sposób. - Coś trudniejszego, dobra, tylko nie możemy przesadzić. - Bo ledwie zmienił igłę w zapałkę, musieli znaleźć coś odpowiedniego. - Dobra, ten puchar. - Sięgnęła na jedną z szafek, żeby wziąć przedmiot w swoje dłonie, nie miała z tym większego problemu bo była wysoka, cholernie wysoka. Nie musiała nawet wspinać się na palce. Postawiła go na blacie przed chłopakiem. - Zamień go w mysz. - Obawiała się, że może być to trochę za bardzo skomplikowane, ale dlaczego by nie spróbować, trzeba było mierzyć wysoko. |