Secrets of London
[13.08.1972] here we go again | Erik & Florence & Geraldine - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+---- Dział: Klinika magicznych chorób i urazów (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=18)
+---- Wątek: [13.08.1972] here we go again | Erik & Florence & Geraldine (/showthread.php?tid=2940)

Strony: 1 2


[13.08.1972] here we go again | Erik & Florence & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.03.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic

—13/08/1972—
Londyn, Mung
Erik Longbottom & Geraldine Yaxley & Florence Bulstrode



Nim się teleportowali sprawdziła jeszcze, czy faktycznie wszystko ze sobą zabrała. Miała trochę tego: miotła, szpada, różdżka, cały majdan. Na szczęście Erik jej pomógł. Samej pewnie nie udałoby się jej tutaj dotrzeć z tym wszystkim w taki łatwy sposób. Teleportował się z nią przed klinikę.

Geraldine była na siebie zła, że dała się pokonać tak szybko, w taki prosty sposób. To nie świadczyło o niej dobrze, będzie musiała się jeszcze bardziej skupić na ćwiczeniach, nie mogła sobie pozwalać na takie błędy. Musiała być zwinna i szybka, żeby radzić sobie z potworami. Jak tak dalej pójdzie, to jakaś bestia ją zeżre i tyle będzie z tego życia.

Nie spodziewała się, że stan jej duszy tak bardzo może być powiązany z jej ciałem. Dotychczas nawet, kiedy nie ze wszystkim sobie radziła to jakoś specjalnie nie kolidowało. Teraz jednak było zupełnie inaczej.

Wylądowali całkiem lekko, chociaż Ger zakręciło się w głowie. Ten niepozorny upadek dosyć mocno ją dotknął. Odetchnęła z ulgą, gdy znaleźli się przed Mungiem. - Dzięki Erik, podejrzewam, że gdybym się teleportowała sama, to ktoś musiałby szukać moich kończyn po Londynie. - Nadal podpierała się o niego, bo nie przestawało jej się kręcić w głowie. Nie sądziła, że jest to aż tak poważnie, w końcu tylko wywaliła się na ten swój głupi ryj.

- Rzadko kiedy odwiedzam ją w szpitalu. - Zagaiła jeszcze. Zazwyczaj wpadała po prostu do mieszkania Florence, albo ona zjawiała się u niej w nagłych przypadkach. Wydawało jej się jednak, że dzisiaj ma dyżur, a wolała załatwić sprawę od razu, ani ona, ani Erik nie znali się zupełnie na leczeniu, dobrze więc, żeby na to spojrzał jakiś profesjonalista.

- Za cholerę nie wiem, gdzie jej szukać. - Mruknęła, gdy zbliżali się do drzwi. Szpital ją przerażał, kojarzył jej się z umierającymi ludźmi, a do tego śmierdziało tam czystością. FUJ.

Weszli do środka. - Szukamy Florence Bulstrode. - Powiedziała jeszcze do przyjaciela, bo w sumie nie wspomniała mu wcześniej kim jest jej znajoma uzdrowicielka.

Wydawało jej się, że Longbottom lepiej odnajdzie się w tym miejscu, pewnie często je odwiedzał, skoro był BUMowcem, na pewno przychodzili tutaj z poszkodowanymi, gdy wymagali opieki medycznej. Erik mógł dostrzec w oczach Ger panikę, spowodowaną wizytą w Mungu, śmieszne, że taka duża dziewczynka bała się szpitali.




RE: [10.08.1972] here we go again | Erik & Florence & Geraldine - Erik Longbottom - 21.03.2024

Wyglądali iście tragicznie, gdy znaleźli się w środku. Erik objuczony szpadami, miotłą i całą resztą ekwipunku, jaki zabrali ze sobą ze wzgórz Little Hangleton oraz Geraldine z krwawiącą raną głowy, podpierająca się na prawie dwumetrowym przyjacielu. Dobrze, że nie miał ze sobą żadnego kija, bo ludzie w izbie przyjęć pewnie zaraz wezwaliby ochronę z obawy o własne bezpieczeństwo.

Oh? — Uniósł wysoko prawą brew, gdy przekroczyli próg szpitala i zaczęli krążyć po korytarzach.— A więc to Florence cię leczy? Mną też się zajmowała, ale tylko w ramach zastępstwa. — Zaczął się rozglądać na prawo i lewo, próbując przypomnieć sobie, którędy mogliby najszybciej dostać się na odpowiedni oddział. — Zagnieździła się we mnie klątwa parę miesięcy temu. To znaczy, inna niż ta, którą mam zazwyczaj. — Geraldine zapewne aż za dobrze wiedziała, co miał przez to na myśli. — Odkryliśmy ją u mnie dopiero w tegoroczną wiosnę. Sprzęty w kuchni kompletnie świrowały w mojej obecności.

Wieść o tym, że Yaxley znajdowała się pod osobistą opieką magimedyczki Bulstrode była dla niego sporą niespodzianką. Wszystko wskazywało na to, że siatka znajomych twarzy zaczynała się coraz bardziej zacieśniać. Bądź co bądź, Florence nie tylko pomagała mu przy naświetleniach magicznych, gdy klątwa kuchenna uprzykrzała mu życie, ale też bawiła się na ostatniej potańcówce w Dolinie. Kto wie, może kobietom było dane nieświadomie współpracować ze sobą jeszcze ściślej w nadchodzących tygodniach i miesiącach? Bądź co bądź, Yaxley dalej była głównym kontaktem Longbottomów, a zarazem też Zakonu w kwestii dostaw składników rzemieślniczych.

Wydaje mi się, że to będzie... Tutaj? — Zaciągnął Geraldine pod jedną z trzech ustawionych w rządku wind. Dwie z nich były już zajęte, a więc zapewne sunęły już na wyższe piętra kliniki. Zerknął na kobietę z uwagą. — Wszystko w porządku? Kręci się w głowie po teleportacji? — Przeklął się w myślach, ale w sumie, nawet jeśli gorzej się poczuła, to nie mógł za wiele na to poradzić. Teleportacja była najszybszą formą transportu czarodziejów, a przecież nie mógł spędzić kolejnych dwóch czy trzech godzin, lecąc z poobijaną Yaxley na miotle. — Chodź, Bulstrode chyba siedzi w Urazach pozaklęciowych.

Najwyżej jej powiemy, że potknęłaś się przez perfekcyjne Depulso, pomyślał, naprędce wymyślając wymówkę, dla której Florence miałaby ich przyjąć. W końcu mogła ich po prostu przekierować na inny oddział. Longbottom nie miał pojęcia, jak zażyła była relacja Yaxley z medyczką, toteż wolał nie zakładać z góry, że ta nagnie zasady dla... przyjaciółki? Niedługo później, winda ruszyła zabierająć ich na odpowiednie piętro.



RE: [10.08.1972] here we go again | Erik & Florence & Geraldine - Florence Bulstrode - 21.03.2024

Florence Bulstrode faktycznie miała tego dnia dyżur. Skończyła już przyjmowanie pacjentów prywatnych, zrobiła obchód, a teraz, niedługo przed końcem zmiany, właśnie wracała do swojego gabinetu, aby tradycyjnie uporządkować dokumenty, gotowa też w razie potrzeby zareagować, gdyby okazało się, że pojawił się jakiś pilny przypadek.
Na Geraldine, podtrzymywaną przez Erika Longbottoma, wpadła więc niemal przed drzwiami gabinetu.
Florence wyglądała tak jak zwykle w szpitalu: miała na sobie paskudną szatę uzdrowiciela, która nawet po kilku godzinach dyżuru zdawała się być niedawno wyprana i wyprasowana. Kasztanowe włosy Bulstrode ściągnęła w ciasny kok, z którego nie ośmielił się wymknąć choćby jeden kosmyk, a blada, piegowata twarz, nie nosiła śladów makijażu - nie żeby ten Florence przeszkadzał, ale w szpitalu uważała go za niepraktyczny i nieprofesjonalny. Spojrzenie chłodnych, jasnych oczu prześlizgnęło się pomiędzy tą dwójką, na dłużej zatrzymując na rzeczach, które targał Erik, a potem na Yaxleyównie.
Jej obrażenia opowiadały całą historię.
– Zapraszam do środka – powiedziała po prostu. Zasadniczo Geraldine mógł zająć się spokojnie ktoś z innego oddziału, bo tutaj przebywali po prostu specjaliści od urazów magicznych. Zająć się prostymi obrażeniami powstałymi w wyniku pojedynku był jednak w stanie każdy uzdrowiciel, Florence wiedziała, jak bardzo Yaxleyówna panikowała w szpitalach, a poza tym szczęśliwie dla przyjaciółki: akurat szykowała się do zejścia z dyżuru, nie miała więc już zaplanowanych innych konsultacji.
– Proszę pomóc jej usiąść, panie Longbottom – zarządziła, wskazując na kozetkę. Czy zaskakiwało jej, że Geraldine towarzyszył ktoś, kogo znała z widzenia? Ani trochę. Magiczny światek Wysp bywał dość ciasny. Jedna szkoła, jeden budynek Ministerstwa, jeden duży szpital, trzy główne, magiczne ulice i dwadzieścia osiem rodzin czystej krwi, powiązanych więzami pokrewieństwa, wzajemnych interesów, przyjaźni i niechęci. Zapewne większość magicznych pomiędzy dwudziestym a czterdziestym rokiem życia mignęło przed oczyma Florence przynajmniej kilka razy. Widywała Erika na przyjęciach, na zdjęciach w gazetach i raz nawet spotkała go we własnym gabinecie. Był w podobnym wieku do Geraldine, to że ją znał, nie było więc żadnym zaskoczeniem.
– Powinniście dokładniej zabezpieczać broń – oświadczyła rzecz oczywistą, kiedy wszyscy weszli do gabinetu. – Uraz głowy, jak rozumiem? Mdłości? Podwójne widzenie? Zawroty głowy? – zapytała, wyciągając z kieszeni różdżkę. Zmierzyła Geraldine kolejnym, uważnym spojrzeniem, w poszukiwaniu potencjalnie innych urazów, ale chyba nie byliby na tyle szaleni, aby walczyć bronią, którą faktycznie mogli się pociąć… prawda?
To znaczy, Geraldine być może byłaby na tyle szalona, ale po Detektywie Brygady Florence spodziewała się odrobinę więcej rozsądku.

@Geraldine Yaxley @Erik Longbottom


RE: [10.08.1972] here we go again | Erik & Florence & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 21.03.2024

Na pewno zwrócili na siebie uwagę wszystkich obecnych w szpitalu. Dwa wielkoludy, z tym całym ekwipunkiem, to aż prosiło się o to, żeby na nich spojrzeć. To trochę niepokoiło Geraldine, bo nie znosiła znajdować się w centrum zainteresowania, zdecydowanie wolała ukrywać się w cieniu. Tym razem ciężko im jednak będzie zniknąć.

- Florence to moja przyjaciółka. - Powiedziała cicho do Erika, nie była tylko jej uzdrowicielem, była zdecydowanie kimś więcej i najwyraźniej miała potrzebę się tym z nim podzielić. - Nie wiedziałam, że w ogóle istnieje taka klątwa. - Nieco zdziwiło ją to, co powiedział Longbottom, bo faktycznie nie spodziewała się, że można kogoś przekląć w taki sposób. Jak widać to nie była jej dziedzina magii. - Udało się jej zdjąć to klątwę? W ogóle, nie wiem po co pytam, przecież ona jest najlepsza, na pewno się jej udało. - Widać było, że Ger ma ogromne zaufanie do uzdrowicielki.

Bulstrode była jej pierwszym wyborem od bardzo dawna, sama nie potrafiła sobie przypomnieć kiedy zaczęła ją prosić o pomoc, to wyszło jakoś tak naturalnie. Nie ma się co oszukiwać, życie Geraldine pełne było różnych urazów, taki już miała zawód, że często kończyła poharatana - mniej, lub bardziej. Flo nigdy nie odmówiła jej pomocy, a do tego była bardzo dyskretna.

- Wierzę, że to tutaj, na pewno dobrze trafiłeś. - Swoją drogą, gdyby przyszła tutaj sama, to pewnie nigdy w życiu by się nie odnalazła w tym wielkim gmachu, nie przywykła do odwiedzania szpitali.

- Nie wiem, czy od teleportacji, czy od tego jak przyjebałam głową. - Może jedno i drugie miało na to wpływ? Zupełnie się na tym nie znała, więc nie do końca potrafiła wskazać przyczynę.

Nie zdążyli wejść do gabinetu, bo Flo dopadła ich już przed nim. Geraldine wysiliła się na uśmiech na przywitanie, chociaż wiedziała, że musi wyglądać żałośnie. Na całe szczęście powiedziała, że mogą wejść do środka. Jeden problem z głowy - nie pozbyła się ich z miejsca swojej pracy.

Dała się podprowadzić Erikowi do kozetki, chociaż trochę panikowała na sam jej widok. Florence leczyła ją raczej w jej własnym łóżku, albo swojej wannie - jak ostatnio. Posadziła jednak zad na tej kozetce, bo nie zamierzała robić scen.

- Broń była zabezpieczona, nie jesteśmy aż tak lekkomyślni. - Dodała na usprawiedliwienie, nie chciała, żeby Florence miała ich za kompletnych bezmózgów. - Potknęłam się i wywaliłam na ryj. - Dodała, żeby jakoś przedstawić jej cały obraz sytuacji.

- Potrójne widzenie, kręci mi się w głowie i rzygać też mi się chce. - Potwierdziła chyba każdy z objawów podany przez uzdrowicielkę. - Ale chyba będę żyć, co? - Bywała już w zdecydowanie gorszym stanie, jednak wolała się upewnić, że to nic takiego.




RE: [10.08.1972] here we go again | Erik & Florence & Geraldine - Erik Longbottom - 24.03.2024

Ja też nie wiedziałem, mruknął, jednak uznał, że lepiej zostawić tę historię na inny termin. Musiałby opowiedzieć jej o Brennie, o Castielu, o tym, jak odcięli go od kuchni, o tych wszystkich naświetleniach magicznych, pulsujących orbach wyczarowywanych przez medyków... Dużo do opowiedzenia, a biorąc pod uwagę stan Yaxley pewnie i tak niezbyt wiele z tego zapamięta, kiedy magimedyczka weźmie ją w obroty.

Dziękujemy! — rzucił z niezręcznym uśmiechem, gdy siostra Oriona i Atreusa od razu uchyliła przed nimi drzwi swojego gabinetu.

Nie był pewien, czy trafił do tej samej sali, w jakiej odbywał poprzednią konsultację u kobiety, jednak w tej chwili niezbyt się do liczyło. Zgodnie z poleceniem podprowadził Geraldine na kozetkę, a kiedy kobieta się na niej usadowiła, przesunął się pod ścianę z rękoma założonymi na piersi. Nic innego nie robię, tylko jej pomagam, pomyślał z przekąsem. I jak to się skończyło? Szpitalem. A to miał być tylko niewinny trening.

Broń jest zabezpieczona. A to i tak był kompromis — wyjaśnił na komentarz Florence. — Najpierw chciała oberwać z pięści, ale odwiodłem ją od tego pomysłu. — Łatwo można było wyczytać z jego tonu głosu, że uważał to za ogromne osiągnięcie. — Poza tym...

Nic zdołał dokończyć, bo Geraldine dokończyła za niego historię. Pokiwał głową, nie dodając od siebie nic więcej. A przecież mógł, skoro Bulstrode była prywatną medyczką jego przyjaciółki. Może ona zdołałby przywołać ją do porządku i wytłumaczyć, że wchodzenie komuś pod szpadę z pustą głową i ani jedną światłą myślą, nie było najlepszym pomysłem. Skoro Longbottom pomimo swych doskonałych rad, nie zdołał jej w pełni przekonać do tej myśli, to może lekarz coś zdziała?

Może i będziesz żyć, ale co to za życie z takim pomieszaniem zmysłów? — mruknął pod nosem, kuląc się mimowolnie, jeśli Bulstrode postanowiła zgromić go wzrokiem. — Przepraszam, ona po prostu jest trochę... lekkomyślna. Nie chciałbym jej przy okazji zrobić krzywdy przy następnych ćwiczeniach.

Poza tym wolał kiedy starcia były sprawiedliwe, na równych zasadach i tych samych warunkach. Żadnej taryfy ulgowej. Tylko kto w tej sytuacji był właściwie winowajcą? On, bo za bardzo się wczuł i napędzała go irytacja po zawieszeniu w pracy na kilka dni, czy Geraldine, która nie była w stanie odsunąć swoich wątpliwości na wierzch lub odpowiednio ich wykorzystać podczas treningu? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.



RE: [10.08.1972] here we go again | Erik & Florence & Geraldine - Florence Bulstrode - 24.03.2024

- Wstrząśnienie mózgu - orzekła Florence, nawet jeszcze nim rzuciła zaklęcie. - Oczywiście, że będziesz żyć, przynajmniej tak długo, jak długo zdołasz spędzić dobę we własnym domu, stosując się do wskazań uzdrowiciela - powiedziała, bo takie obrażenia to nie były żarty. Nie były śmiertelne może, ale już niebezpieczne jak najbardziej, zwłaszcza jeśli nie poddano pacjenta odpowiedniej kuracji. Nawet w świecie czarów. Złamane kości były czymś innym niż uszkodzony mózg.

Zacisnęła na moment usta – w bardzo, bardzo wąską linię – gdy Erik oświadczył, że Geraldine chciała, aby walnąć jej pięścią i że bywała lekkomyślna. Wiele kosztowało teraz Bulstrode, żeby tego nie skomentować. Nie podczas leczenia. Nie, kiedy była w pracy (to znaczy, zasadniczo zmianę właśnie w tej minucie skończyła, ale i tak zajmowała się pacjentem w Mungu). Nie, kiedy nie była pewna, jakie relacje łączą Longbottoma i Yaxley. Gdyby nie całe lata powstrzymywania się od komentarzy w przypadku braci, i powtarzania sobie, że mają prawo do swoich decyzji i swoich błędów, chyba nie zdołałaby zachować milczenia.

Machnęła różdżką nad głową Geraldine, by dokładniej przyjrzeć się obrażeniom i upewnić, że uraz należy do tych z kategorii lekkich, a w środku nie powstała żadna opuchlizna albo niebezpieczne krwiaki. Siniaka z zewnątrz od razu zlikwidowała, podobnie jak zatamowała krwawienie. Nie było to trwałe rozwiązanie, ale tymczasowo wystarczyło, a potem sprawę dokończą eliksiry. Ból związany z tym ustąpił, ale głowa z pewnością wciąż bolała.
Florence odwróciła się do szafki. Po jej otworzeniu ukazały się pudełeczka z eliksirami, wszystkie ułożone w nienagannym porządku, według systemu pozwalającego łatwo znaleźć miksturę na konkretną przypadłość. Bulstrode sięgnęła po jedną z fiolekni starannie odmierzyła dawkę.

- Dwie łyżeczki - zarządziła, podając łyżkę Yaxley. - Powinno pomóc. Nie dostaniesz leków przeciw bólowych, bo gdy przestanie boleć, natychmiast uznasz, że już wolno ci znowu biegać.
To nie tak, że była sadystką albo że chciała Geraldine ukarać za nieostrożność. Zależało jej na skuteczności leczenia, a w tym celu musiała zmusić kobietę od odpoczynku.
Florence przeniosła spojrzenie na Erika. W jej wzroku nie kryło się może wyrazne oskarżenie, ale chyba wychodziła z założenia, że w jakiś sposób to jego wina, bo to on dostał kolejne instrukcje.

- Ma odpoczywać przez minimum dwadzieścia cztery godziny. Żadnej aktywności fizycznej, ograniczona aktywność umysłowa, ograniczenie bodźców. Problemy z koncentracją i nadwrażliwość na światło będą naturalne, ale gdyby wystąpiły wymioty, omdlenia albo ból nie zacząłby maleć po paru godzinach, musi wrócić do szpitala. Słyszałaś, Geraldine? Doba odpoczynku i to nie podlega negocjacjom. Powinny być dwa dni, ale niw mogę prosić o cuda.


@Geraldine Yaxley @Erik Longbottom


RE: [10.08.1972] here we go again | Erik & Florence & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.03.2024

Spoglądała na Erika spode łba. Czy naprawdę musiał o tym powiedzieć Florence? Nie spodziewała się, że będzie się tak chętnie dzielił szczegółami ich ustaleń. Tak, miała ochotę pobić się z kimś na pięści, ale to miał być tylko trening, tak samo jak szermierka, czy magiczne pojedynki. Mógł zobaczyć pioruny w jej oczach, kiedy na niego spoglądała. Po co wspominał o tym przy Florence...

- Ja jestem lekkomyślna? Naprawdę? - Uniosła ton głosu, bo nie podobała jej się narracja, którą tutaj tworzył przyjaciel, będą musieli poważnie porozmawiać. Fakt, może trochę jej nie poszło, może nie skupiła się za bardzo, ale pojedynki różnie się kończyły, raz lepiej, a raz gorzej. Miała po prostu jeden z tych niesprzyjających dni.

Nie był to jednak czas i miejsce na wylewanie swoich gorzkich żali w stosunku do Erika. Przeniosła spojrzenie na Bulstrode, poniekąd czekając na wyrok.

- To ciekawe, że ma się tam jeszcze co wstrząsać. - Próbowała zażartować, chociaż widziała po minie przyjaciółki, że to nie był chyba najlepszy pomysł.

Zmrużyła oczy, kiedy machnęła jej różdżką nad głową, nie było to nic przyjemnego.

Przejęła łyżkę od uzdrowiecielki i połknęła dwie łyżeczki specyfiku. Faktycznie niemalże od razu pomogło, nie zniknął jednak ten tępy ból głowy, który jej towarzyszył.

- Przecież to nic takiego, bywało już gorzej. - Niby to tylko jeden dzień, ale Yaxley nie znosiła kiedy coś ograniczało jej wolność. W tym przypadku miała siedzieć zamknięta w domu, a nie znosiła tego.

Westchnęła ciężko, nie chciała podważać diagnozy Florence, zresztą ledwie trzy dni temu była u niej po tym spotkaniu z błotoryjem, faktycznie wydawało jej się, że coraz częściej pakuje się w kłopoty. - Dobrze, jakoś przeżyję te dwadzieścia cztery godziny. Dziękuję za pomoc Florence. Mam nadzieję, że nie spotkamy się zbyt szybko, w podobnych okolicznościach. - Nie miała innego wyjścia, jak zrobić sobie fortecę w domu i jakoś przeżyć ten jeden dzień, nie żeby ją to specjalnie uszczęśliwiło.




RE: [10.08.1972] here we go again | Erik & Florence & Geraldine - Erik Longbottom - 25.03.2024

A co? Może nagle zrobiłaś się górnolotna? — Uniósł wymownie brwi, wbijając w nią wyczekujące spojrzenie.

Wstrząśnienie mózgu. Po prostu świetnie. Naprawdę zaczynał doceniać własną przemyślność. Skoro drzemała w nim dzisiaj taka siła, to jak by to wszystko się skończyło, gdyby przystał na oryginalny plan kobiety? Skrzywił się, gdy wyobraźnia roztoczyła przed nim wizję Ger, która obrywa od niego prawym sierpowym i wypluwa kilka zębów. To byłoby dużo ciężej wytłumaczyć niż ''standardowy'' uraz głowy.

Mózg walczy wbrew woli właścicielki — żachnął się na żart przyjaciółki.

Przecież to nic takiego, bywało już gorzej, powtórzył za nią, nieudolnie naśladując jej ton głosu. Ugh, w takich chwilach aż za bardzo przypominała mu Brennę. A chociaż kochał siostrę całym sercem, tak coraz częściej ogarniała go frustracja w związku z jej wyskokami i wszelkimi niebezpieczeństwami, jakie zdawały się na nią czyhać, gdy to akurat ona nie polowała na nie. To porównanie zaskoczyło nawet Longbottoma, bo jak do tej pory, raczej rzadko kiedy porównywał do siebie Brennę i Geraldine.

Cóż, najwidoczniej współczesny świat i traumatyczne wydarzenia ostatnich miesięcy potrafiły wpłynąć na każdego. Wykręcił głowę w bok, żeby bliżej przyjrzeć się Florence, która akurat poiła swoją pacjentkę jakimś eliksirem. Miał nadzieję, że nie była to jedna z tych mikstur dziecięcych, które smakowały jak świeże owoce i rozgrzewały całe ciało, żeby chory poczuł się lepiej. Zachowała się głupio, to teraz powinna cierpieć. Poza tym, jako łowczyni potworów powinna być przyzwyczajona do tego, że wylizanie wszystkich ran może chwilę potrwać.

Proszę się nie martwić, przekaże wszystko jej bratu, co do każdego punktu — zapewnił z pasją Florence, bo cóż innego niby miałby zrobić? Może zabrać ją do siebie? Warownia wprawdzie służyła za motel dla zbłąkanych podróżników i zagubionych dusz, ale Geraldine miała własne lokum oraz brata. — Może on ją utrzyma pod kontrolą skoro duma Brygady Uderzeniowej i Szpitala św. Munga nie są w stanie tego zrobić.

Zerknął na pannę Yaxley. Astaroth na pewno będzie zachwycony tym, że próbuje się z neigo zrobić osobistego asystenta gapowatej siostry. Z drugiej strony, może zdołać przemówić krewniaczce do rozsądku. Bądź co bądź, nie ma to, jak rodzeństwo, prawda? Yhy, to na pewno pójdzie po jego myśli, pomyślał, bo wiedział, jak w tej sytuacji zachowałaby się jego własna siostra. Z niemałym trudem stłumił ciężkie westchnienie.

Może dać jej coś mocniejszego? — rzucił w stronę Florence, uśmiechając się słabo. — To znaczy - mocniejszy lek. Albo coś, co przywróci jej zdrowy rozsądek.



RE: [10.08.1972] here we go again | Erik & Florence & Geraldine - Florence Bulstrode - 27.03.2024

Florence tylko uniosła lekko brwi na pytanie Geraldine. Nie czuła potrzeby odpowiadania na nie, i to wcale nie dlatego, że było skierowane do Erika Longbottoma. Przecież to było tak oczywiste, że nie wymagało żadnego komentarza. Zdaniem Florence zdjęcie Yaxley mogłoby znaleźć się w słowniku obok definicji słowa „lekkomyślność”. Miała jednak słabość do Geraldine od czasów, gdy obie były jeszcze w Hogwarcie, zwykle więc starała się nie oceniać i nie zwracać na to większej uwagi. W końcu Yaxley była dorosła.
– To że jakiś narząd istnieje, nie oznacza, że jest w pełni funkcjonalny i odpowiednio wykorzystywany… ale pan chyba też brał udział w tym treningu, prawda? – odparła za to na ich wymianę zdań, odnośnie tego, że jest jeszcze co wstrząsać i że mózg walczy wbrew woli właścicielki. – Podważasz moją diagnozę, Geraldine? – spytała uprzejmie Florence, zwracając na kobietę spojrzenie jasnych oczu. Gdyby na miejscu Yaxley siedział ktokolwiek inny, pewnie usłyszałby jeszcze parę słów, ale w tym wypadku Florence trochę się powstrzymała.
Może i bywało gorzej, ale to że bywało gorzej, nie oznaczało, że teraz nie będzie źle. I że ten uraz nie mógł doprowadzić go pogorszenia sytuacji.
– Jeżeli zaczniesz od razu biegać, pogorszysz tylko swój stan i trafisz do szpitala. Jeśli zabraknie ci szczęścia, może się to skończyć jeszcze gorzej. Zdają się sytuacje, w których ktoś po urazie głowy po prostu umiera.
Wprawdzie Bulstrode sprawiła, czy nie ma obrzęku ani jakichś krwiaków i podała Geraldine odpowiedni eliksir, więc nie powinno być aż tak dramatycznie, ale wolała jasno zaznaczyć: z urazami głowy nie ma żartów. Mogły wydawać się mało poważne, bo krew nie tryskała na prawo i lewo, sprawa jednak w istocie przedstawiała się zupełnie inaczej.
– Oczywiście, dobrze przekazać bratu zalecenia, ale jestem pewna, że skoro Geraldine obiecała odpoczywać przez dobę, nie złamie danego słowa – powiedziała uzdrowicielka, wciąż tym samym, przesadnie uprzejmym tonem, rzucając przy tych ostatnich słowach jeszcze jedno spojrzenie Yaxley. Oj, gdyby ta trafiła tutaj w ciągu najbliższej doby, bo nie dostosowała się do zaleceń, to chyba Florence szlag by trafił na miejscu. Prawie tak jak wtedy, gdy zorientowała się, że z magazynu znikła część eliksirów i stan na półkach nie zgadza się z tym w książkach. – Dostała dokładnie taką dawkę, jakiej potrzebuje, panie Longbottom. Przedawkowanie eliksirów może mieć równie poważne skutki, jak ich nie zażycie. Jeżeli natomiast chodzi o lekarstwo na zdrowy rozsądek, to takiego jeszcze nie wynaleziono. Ale jeśli kiedyś udałoby się panu dowiedzieć o jego istnieniu, proszę mnie poinformować, znam kilka osób, którym chętnie sprezentowałabym kilka porcji.
Westchnęła tylko i pokręciła lekko głową. Chyba niezbyt wierzyła w to, że nie spotkają się niedługo w podobnych okolicznościach – i nawet nie próbowała Geraldine sugerować, żeby uważała.
– Za dwie godziny zażyj jeszcze porcję wigginowego, żeby rana na głowie się nie otworzyła. Jeżeli go nie masz, dam ci na razie fiolkę z moich prywatnych zapasów.
Prywatnych, oczywiście, nie szpitalnych. Te szpitalne były dokładnie ewidencjonowane i podawane pacjentom w samym szpitalu. Florence jednak zawsze nosiła w torbie niewielki zestaw z opatrunkami i podstawowymi miksturami, ot tak na wszelki wypadek.

@Erik Longbottom @Geraldine Yaxley


RE: [10.08.1972] here we go again | Erik & Florence & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 28.03.2024

Nie przestała spoglądać na Erika złowrogo, bo trochę ją denerwowały jego komentarze, szczególnie, że nie byli tutaj sami, nie znosiła krytyki, a teraz miała wrażenie, że ta dwójka siadła na nią jednocześnie. Jakby zrobiła nie wiadomo co głupiego, chociażby poszła w pojedynkę polować na kelpie (miała to już za sobą, więc to też nie byłoby nic nowego).

Gdyby przystał na pierwotny plan Gerry, to mógłby zamienić się z nią miejscem, bo miała spore doświadczenie w walce wręcz, umiała się bić, mieszała różne sztuki walki i chętnie prezentowała te techniki, których nauczyła się podczas swoich podróży. Lubiła ten sposób wyżywania się fizycznego, bo był zdecydowanie brudniejszy i brutalniejszy od eleganckiej szermierki. Miała wrażenie, że walka wręcz pasowała lepiej do jej charakteru.

- Najwyraźniej nie jest ze mną jeszcze tak źle. - Skoro ten nieszczęsny mózg jeszcze zdobywał się na jakieś próby walki.

Yaxley po prostu patrzyła na to przez pryzmat przeszłości, znajdowała się już w zdecydowanie gorszych sytuacjach, nie raz, nie dwa. Nawet całkiem niedawno, kiedy dwa razy nadziała się na te widma, które mieszkały w Kniei, uderzenie głową o kamień, to było nic, przy tym, czego już miała szansy doświadczyć, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, musiała się wyleczyć i tyle. Będzie mogła wrócić do pracy, jeden dzień nie brzmiał jeszcze tak tragicznie, chociaż może trochę, najbardziej ta świadomość, że czegoś nie może ją w tym wszystkim irytowała.

- Ta, Astaroth na pewno mnie utrzyma pod kontrolą. - Prychnęła, bo nie uważała, żeby miał on taką siłę przebicia, znaczy na pewno będzie jej gadał nad głową coś głupiego, tego nie pominie, ale jakoś sobie poradzi. - Będzie zachwycony, że może się nade mną trochę poznęcać. - W myślach powtarzała sobie, że to przecież tylko jeden dzień, że sobie poradzi, jakoś to wytrzyma, a później znowu będzie mogła uciec.

- Nie śmiałabym podważać twojej diagnozy Flo, zbyt wiele ci zawdzięczam, to tylko niepotrzebny komentarz. - Powinna była ugryźć się w język. Wiedziała, że Bulstrode miała w jej stosunku ogromną cierpliwość, zawsze jej pomagała, bez względu w jakim bagnie by się nie znalazła, nie chciała tego stracić.

- Mam jeszcze sporo potworów do zabicia, więc postaram się nie umrzeć. - Zresztą chciałaby odejść z tego świata w bardziej efektowny sposób, niż poprzez jakiś uraz głowy, to było zbyt banalne, jak na jej życie. Koniec będzie musiał być spektakularny, tak samo jak cało one.

- Oczywiście, że nie złamię słowa. - Akurat, jeśli coś obiecywała, to się tego trzymała, bez względu na to ile cierpliwości będzie to musiało ją kosztować.

- Skończył mi się, chętnie więc wezmę dawkę od ciebie. - Musiała zaopatrzyć swoją apteczkę, bo nie mogła dopuszczać do takich sytuacji, zbyt często wpadała w tarapaty.

- Dziękuję za pomoc Flo, wynagrodzę ci to wtargnięcie. - Nie uważała, żeby wizyta w Mungu była specjalnie dobrym pomysłem, ale tym razem nie było innego wyjścia. Powoli podniosła się z kozetki, czas najwyższy udać się do domu, legnąć w łóżku i jakoś przeżyć najbliższe dwadzieścia cztery godziny. - Chyba możemy się zbierać. - Ostrożnie, jak na siebie ruszyła w kierunku wyjścia.