Secrets of London
[ 22 Czerwca 1972] | Kwestia Szczęścia | Cathal & Cynthia - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [ 22 Czerwca 1972] | Kwestia Szczęścia | Cathal & Cynthia (/showthread.php?tid=2942)

Strony: 1 2


[ 22 Czerwca 1972] | Kwestia Szczęścia | Cathal & Cynthia - Cynthia Flint - 20.03.2024

Cień wojny wciąż krążył nad pogrążonym w pośpiechu Londynie — zarówno magicznym, jak i niemagicznym, ale lato zapowiadało się pięknie. Niebo było mniej pochmurne, niż zwykle w czerwcu, a słońce śmiało przebijało się przez jasne obłoki, kołyszące się nad starymi budynkami Ulicy Pokątnej i otaczających ją miejsc. Zbliżała się godzina osiemnasta, gdy Cynthia spojrzała na tkwiący na nadgarstku zegarek, czując, jak blade poliki rozgrzewają się od ciepłych podmuchów wiatru. Kostnica sprawiała, że te letnie tygodnie odczuwała wyjątkowo intensywnie, przyzwyczajona do chłodu. Napisała do Cathala liścik, podając mu godzinę spotkania i sugerując koszule, bo miejsce, do którego mieli zaproszenie, wymagało bardziej eleganckiego stroju. Sama miała buty na obcasie i dopasowaną sukienkę z delikatnym dekoltem, skromną i klasyczną, jak to miała w zwyczaju. Moda zmieniała się szybko, a tegoroczna wydawała się jej wyjątkowo fikuśna, pasująca bardziej do młodych rewolucjonistów. Włosy miała puszczone luzem, podpięte jedynie ozdobną spinką z księżycem, którą dostała od Victorii na urodziny — na ramionach narzuciła srebrny, pasujący do niej szal.
- Punktualny, jak zawsze. - zauważyła, przenosząc na niego spojrzenie niebieskich oczu, które przesunęły się dość bezczelnie po jego ramionach oraz twarzy, zanim odnalazły jego wzrok. Z niewielkiej torebki wyjęła kopertę, wysuwając ją w stronę mężczyzny. - To od mojego ojca. - wyjaśniła, przekręcając głowę na bok z delikatnym uśmiechem. Było to podziękowanie od Pana Flinta za pomoc w nauce, a do tego za towarzystwo podczas rejsu, które uznał za interesujące. Wewnątrz znajdował się liścik, jego wizytówka, bilecik na odbiór paczki z portu, w której były różne alkohole oraz bilety na wyścigi pegazów. Doceniał jego wkład w edukację córki. - Dziś jednak nie idziemy na tor, mamy zaproszenie do innego miejsca. Mam nadzieję, że lubisz trochę ryzyka?
Nie bardzo wiedziała, jak grać w gry hazardowe — podstawowe gry w karty, które miały za dzieciaka z Brenną i Victorią, niewiele się miały do Pokera lub też gry w ruletkę, ale wszystkiego można było spróbować. Otrzymane zaproszenie od znajomej z Ministerstwa było w gruncie rzeczy łapówką za wystawienie kwitka dla nieboszczyka z jej rodziny, aby przyśpieszyć sprawy pogrzebowe. Bilety zawierały kredyt stu galeonów, więc nie musieli martwić się o własne sakiewki. - Oh, no tak. Gdzie moje maniery? - zrobiła minę, jakby sobie o czymś przypomniała i przysunęła się, wspinając na palce i muskając jego polik na przywitanie. Potrzeba dostarczenia ojcowskiej zajęła ją na tyle mocno, że nie zrobiła tego wcześniej. Mieli tylko kilka minut spacerem.
Echo kroków niosło się w alejkach od bruku, chociaż mijali wiele ludzi, którzy pędzili przed siebie, pochłonięci własnym życiem. Trzymała go pod rękę, zaciskając delikatnie palce na materiale noszonego przez niego ubrania. Towarzystwo archeologa działało na nią wyjątkowo uspokajająco, mogła odpocząć od tych wszystkich spraw, które zwykle spoczywały na drobnych ramionach. Odwróciła głowę w jego stronę. - Masz doświadczenie z hazardem i w kasynach? - zapytała z zaciekawieniem, nie bardzo wiedząc, czego mogłaby się po nim spodziewać, bo wiele razy już ją zaskoczył. Nie widziała go jednak jako potencjalnego hazardzisty, uzależnionego od adrenaliny, który mógłby tracić majątek. Wejście, przed którym się zatrzymali, wyróżniało się na tle pobliskich sklepów lub lokali gastronomicznych, ale pozbawione było okien. Nad białą ramą wejściową, która przypomniała ogrodową kratę porośniętą kolorowymi kwitami, widniał wściekle różowy napis z latającymi dookoła kartami, którym zmieniały się figury oraz cyfry. Do wejścia prowadził czerwony dywan, a podwójnych drzwi pilnował rosły ochroniarz w garniturze i czarnych okularach, który trzymał splecione na przodzie dłonie. Widać było, że to nowe miejsce i jego założyciele lub współudziałowcy - jak podejrzewała, ktoś od Prewettów, zainwestowali w wystrój oraz obsługę mnóstwo galeonów. - Jak nam się nie spodoba, zmienimy lokal. - rzuciła cicho, tak na wszelki wypadek, gdyby wieczór nie był specjalnie udany lub szybko opuściło ich szczęście. W centrum magicznego świata nie było trudno o znalezienie czegoś innego, żeby spędzić wspólnie wieczór.


RE: [ 22 Czerwca 1972] | Cathal & Cynthia - Cathal Shafiq - 21.03.2024

Cathal nie ignorował tej wojny, ale i nie interesował się nią naprawdę mocno.
Wiedział, że prędzej czy później ta może zainteresować się nim. Że łatwo zostać wciągniętym w ten konflikt - wystarczyło być w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Jego przyjaciel niemal na pewno nosił na ręku mroczny znak, czarnym panem kazał tytułować się krewny, a odkrycia na wykopaliskach mogły przyciągnąć uwagę śmierciożerców. Zdawał sobie sprawę z tego wszystkiego, a jednocześnie korzystał bez oporów z przywileju czysto krwistego i na razie to wszystko ignorował.
Nigdy nie opowiedziałby się po stronie Voldemorta, bo bezsensowne mordowanie go nie interesowało, a sama myśl o klękaniu przed kuzynem była wkurzająca. Ale i nie planował walczyć przeciwko niemu z prostego względu.
Wcale nie był dobrym człowiekiem.
Skupiony na pracy, na Blackwoodach, na walijskiej wiosce, leżącej daleko od Londynu i centrum konfliktu, po prostu więc na razie o tym wszystkim nie myślał.
Pojawił się na miejscu punktualnie, ubrany może nie jakoś szczególnie elegancko, ale i tym razem nie niedbale - jasna koszula, ciemne spodnie i narzucona na wierzch czarna szata, najbardziej typowa w świecie czarodziejów.
- Witaj, Cynthio. Jak zwykle wyglądasz doskonale - powiedział po prostu na powitanie. Uniósł lekko jasne brwi, kiedy wręczyła mu prezent od ojca, chyba trochę tym rozbawiony, ale i nie zaskoczony. Takie gesty w pewnych środowiskach były naturalne i miały nierzadko zapewnić przychylność, bo nigdy nie wiesz, kiedy przyda ci się jakaś drobna przysługa od przedstawiciela innego rodu.
Nie zapytał, dokąd idą. Może uznał, że i tak nie powie mu wcześniej, a może zgodził się po prostu na małą niespodziankę. W tłumie ludzi nieco trudniej było się mu skupić na rozmowie – ale i nie było znalezienie się w takim miejscu dla Shafiqa nowością, miał w końcu mieszkanie w pobliżu, na Horyzontalnej, a bywał i w tak zatłoczonych miejscach, jak egipskie bazary. Uśmiechnął się lekko pod nosem, kiedy zatrzymali się przed kasynem, a Cynthia zapytała o jego doświadczenia w tym zakresie.
– Mam szerokie doświadczenia z hazardzistami – odpowiedział, zgodnie z prawdą zresztą. Jamil był hazardzistą i to z gatunku tych, którzy wiecznie przegrywali. Ginewra lubiła grać i robiła to tylko trochę mniej chętnie niż Anwar. A i grupka, która kiedyś pojawiła się w obozie nocą, aby wyegzekwować długi, bez wątpienia była powiązana z hazardowym światem. Nie wspominając o tym, że pracował z Prewettówną, a to nazwisko przecież kojarzyło się z kasynami.
Sam takich miejsc zwykle nie odwiedzał, bo i nie czuł ku temu potrzeby – dla niego liczyło się ryzyko wchodzenia do zapomnianych korytarzy i do starych grobowców. Ale też nie miał jakiejś niechęci do hazardu, przynajmniej póki ten nie doprowadzał do takich sytuacji, do jakich nie raz, nie dwa doprowadziło uzależnienie Anwara. Nie wiedział, że Cynthia miała jakieś bony, ale i w jego kieszeni było kilka galeonów, które ostatecznie mógł stracić bez jakiegoś wielkiego żalu. Zarobił całkiem sporo na egipskiej wyprawie.
– Nie zaszkodzi spróbować. Ale ostrzegam… będę oszukiwał – stwierdził, uśmiechając się półgębkiem. On nie musiał liczyć kart: zapamięta po prostu, ile ich przeszło z rąk do rąk, czy będzie chciał, czy nie.


RE: [ 22 Czerwca 1972] | Cathal & Cynthia - Cynthia Flint - 07.04.2024

Miał rację, bycie czystej krwi dawało przywilej — zwłaszcza, jeśli miało się wyrobioną jakąś reputację. Cynthia, chociaż każdego dnia manipulowała swoimi siłami witalnymi i hormonami, aby wyciszać emocje, miewała dni, że wszystko było zbyt ciężkie. I nie chodziło o widmo śmierci, do jej obecności w życiu była przyzwyczajona i stanowiła ona ostatnią rzecz, której się bała — ale właśnie o zaangażowanie bliskich jej ludzi, o niebezpieczeństwo, w jakim była Victoria, Brenna czy nawet Atreus. Wszyscy się wzajemnie podejrzewali, należało uważać na słowa lub gesty bardziej niż zwykle. Dlatego też spotkania z Shafiqiem nie mogła się doczekać — bo on w tym nie tkwił tak namacalnie. Cały mrok, słońce, sprawy przykre i trudne zostawały gdzieś na boku, a ona mogła złapać oddech. Jej ojciec w tym siedział, jej znajomi ze szkoły i prędzej czy później, będzie trzeba stanąć naprzeciw siebie, a brat skrzywdzi brata. I jeszcze Castiel, który włóczył się gdzieś po świecie, praktycznie nie dając znaku życia, co doprowadzało ją do szaleństwa, gdy się zapominała. Byli bliźniakami, odczuwała jego brak, chociaż nikt tego nie zauważał, bo była przecież idealnie dopasowana do sytuacji. To nie był czas słabości.
Dobrze wyglądał w koszuli — zawsze miała do takowych słabość, bo podkreślały ramiona, które gdyby miała wybrać — zaraz obok dłoni i oczu, były dla naj bardziej istotnym elementem męskiej aparycji. Nie mogła powstrzymać dyskretnego uniesienia kącika ust ku górze, gdy lustrowała go jasnymi oczami.
- Zastanawiałam się, czy Ci się spodoba. - rzuciła figlarnie, odrobinę niewinnie, patrząc na niego spod długich rzęs. Brakowało tylko zwiewnej sukienki, która zatańczyłaby na ciele. Z natury nie była taka śmiała i wygadana, ale dobrze opanowane role i bogaty zasób masek sprawiał, że potrafiła być kimś zupełnie innym. Dostrzegała, że Cathal coraz częściej łapał te elementy, które były prawdziwe — co było zaskakujące i intrygujące jednocześnie, bo niewiele osób chciało dotrzeć głębiej. Dlaczego? Bo dawała im zwykle to, czego oczekiwano. Wiedziała, że ojciec będzie chciał załatwić sprawę w ten sposób, kontakty były ważne, a dodatkowo, jego rodzina mogła połączyć interesy z jego statkami, chociaż nad tym Cynthia nie chciała się dziś zastanawiać.
- Czyli nie jesteś pewnie potencjalną ofiarą uzależnienia, znając jego skutki. Dobrze, nie będę miała ewentualnie wyrzutów sumienia. - zauważyła zaciekawiona, zerkając w jego stronę. Hałas, pośpiech i mieszanka perfum dookoła sprawiały, że faktycznie ciężko było się skupić na jednym elemencie, bo ilość bodźców była porażająca. Na to również miała sztuczkę, czasem poruszając palcami na jego ramieniu, które miały być chyba formą dzwoneczka, ściągającego jej myśli oraz pełnię uwagi do towarzyszącego jej mężczyzny.
- Skoro tak, to nie ma wyboru, tylko.. - gdy jej to powiedział i się zatrzymali, przekręciła głowę, wbijając w niego wzrok już bezpośrednio, przesuwając się tak, aby stać naprzeciw. Poznała go na tyle, aby wiedzieć lub raczej określić go w myślach mianem uczciwego człowieka, więc nawet na owo ostrzeżenie się nie skrzywdziła, mając świadomość, że istniał ku temu powód. - Powinieneś się zastanowić, co zrobisz ze swoją wielką wygraną. - wzruszyła ramionami, sięgając do torebki. Wysunęła kopertę, w której tkwiły zaproszenia i bileciki, które uprawniały do zaciągnięcia w kasynie kredytu. Brzmiała jakby była pewna jego sukcesu, swojego już nie bardzo. Bo tyle, o ile umiała zachować pokerową twarz i umiałaby się przy stole z kartami odnaleźć, to na samych kartach praktycznie się nie znała. - Masz swoją ulubioną grę? Możesz wybrać, od czego zaczniemy, jeśli masz chęć.
Zasugerowała, autentycznie ciekawa, na co postawi. Łatwiejsze było obstawianie wyścigów konnych, ale dla Cynthii pójście na łatwiznę nie było żadnym rozwiązaniem. Miała tylko nadzieję, że ona nie ma żadnych ukrytych zapędów do zostania hazardzistką.
Po okazaniu zaproszeń i wejściu do środka omiotła spojrzeniem eleganckie i dość lekkie wnętrze. Starano się złagodzić ciężkie, drewniane stoły oraz brak okien białymi elementami, oraz kwiatami, a przechodząca pomiędzy stolikami obsługa ubrana była w lekkie i eleganckie stroje, serwując gościom drinki. Wszyscy mieli duże kokardy na szyjach, niezależnie od płci, co blondynce skojarzyło się trochę z królikiem wielkanocnym. Pomimo dużej ilości gości, panował porządek i muzyka przygrywająca w tle nie była zagłuszana zbyt głośnymi rozmowami, czasem dało się usłyszeć salwę śmiechu lub jęk zawodu, ale w takich miejscach było to normalne. W niewielkiej budce wymienili bilety na pieniądze, a kobieta wręczyła jedną z kopert Cathalowi. Kilka osób, które ich mijało — o twarzach znajomych dla towarzyskiej śmietanki Londynu, kiwnęło w ich stronę głosami lub przywitało się werbalnie, na co grzecznie odpowiadała, uśmiechając się niewinnie i z nutą zawstydzenia, jakby przyłapanie jej w takim miejscu było czymś złym. Na dobrą sprawę, to kobiecie bez męża chyba samej nie przystoi chodzić po kasynach, ale na szczęście, ona wcale nie była sama i nawet zapowiadało się, że towarzyszący jej blondyn sprawi, że chociaż jedno z nich wyjdzie bogatsze. Próbowała znaleźć jakieś książki o zasadach gry, gdy zdecydowała się już na to kasyno, ale nie było nic ciekawego w niewielkiej bibliotece znajdującej się w sąsiedztwie ich rodzinnej posiadłości. - Napijemy się czegoś? - zaproponowała, ruchem głowy wskazując na podświetlony bar, przy którym tkwiły stołeczki. Tkwiąca za nim półka uginała się od kolorowych alkoholi, niektóre miały magiczne efekty. Wielka tabliczka reklamowała drinka, który był ruletką — mógł być zwykły, a mógł zawierać tajemniczy składnik w postaci jakiegoś eliksiru o nieznanym efekcie i chyba cieszył się popularnością, bo grupka młodych kobiet odeszła od stolika z kartami, gdzie grali ich partnerzy i zamówiła kilka sztuk, szepcząc z podekscytowaniem.


RE: [ 22 Czerwca 1972] | Cathal & Cynthia - Cathal Shafiq - 08.04.2024

*

- Naprawdę? - spytał, z odrobiną rozbawienia w jasnych oczach. - Wydawało mi się, że nie jesteś kobietą, która zastanawia się, czy spodoba się mężczyźnie.
Cynthia Flint zdawała się pewna swojej urody i ewidentnie potrafiła ją wykorzystać. Bez wątpienia była też świadoma, jak działa na większość mężczyzn i zapewne rzadko rozważała, czy we wskazanym przez nią miejscu taki będzie bawił się dobrze. Odrobina nieśmiałości mogła więc równie dobrze być starannie wykalkulowana, jak i wynikać z tego, że w jego przypadku aż tak pewna nie była - chociaż Shafiq akurat niczego nie próbował udawać. Podobała mu się i wcale tego nie ukrywał. Jednocześnie wcale go nie opętała, bo opętać tego mężczyznę było bardzo trudno: może z powodu charakteru, a może bo Slytherin, tkwiący w jego głowie, nie znosił konkurencji.
- Myślę, że popadnięcie w nałóg mi nie grozi. Jestem uzależniony od trochę innych rzeczy.
Z tych bardziej namacalnych kawa na przykład, pozwalająca zachować jasną głowę. Papierosy - ukojały nerwy, kiedy Jamil znowu coś odwalił, gdy pokłócił się z Letą albo kiedy głos Salazara stawał się nadmiernie natarczywy. Eliksir zapomnienia, wypijany po szczególnie nudnych dniach, niewartych zapamiętania. Z tych jednak prawdziwie ważnych: nowości. Podróże.
I tajemnice.
Przede wszystkim tajemnice.
- Czy powinienem wymyślić coś ekscytującego? Obawiam się, że jeżeli faktycznie coś wygram, wydam te pieniądze w bardzo nudny sposób. Na dodatkowego specjalistę do ekipy w Walii i remont salonu - przyznał bez oporów. Na kuchnię składali się w tej chwili z Ulyssesem, ale gdyby pieniądze spadły mu ni z tego ni z owego z nieba, pewnie Rookwood nie protestowałby przeciwko wykorzystaniu ich na ogarnięcie innych pomieszczeń w budynku.
Kiedy weszli do środka, Cathal zamilkł na dłuższą chwilę, rozglądając się po prostu. Mogłoby wydawać się, że pochłonęło go przyglądanie się ludziom i stolikom, w istocie jednak umysł usłużnie podsuwał wspomnienia wszystkich innych kasyn, jakie widział - a chociaż nie było ich jakoś wiele, i z dwóch zaledwie wywlekał za fraki Anwara, to zapisały się w jego pamięci żywo, każdy dźwięk, obraz, zapach. Odpowiedział więc po dłuższej chwili.
- Jeżeli mam oszukiwać, najlepszy będzie poker.
Czy był uczciwym człowiekiem? Sam by się takim nie nazwał. Nie oszukiwał współpracowników, nie zafałszowywał wyników badań, póki nie musiał, rozliczał się z długów i był lojalny wobec paru krewnych oraz członków ekipy. Jednocześnie przywłaszczył sobie kiedyś parę przedmiotów z wykopalisk, a kiedy uznawał, że tak będzie najlepiej… nie miał skrupułów wobec wyrządzenia komuś krzywdy. Cathalem kierował raczej chłodny pragmatyzm niż cokolwiek innego.
W przeciwieństwie do niej rozpoznawał niektóre twarze, chociaż w środku nie było akurat nikogo, kogo znałby lepiej. Cathal w końcu lata spędził poza Anglią - ot, chłopak, który był dwa lata niżej w Slytherinie i zaledwie mijali się na korytarzach, dziennikarz, któremu udzielił wywiadu na temat odkryć w Egipcie, krewna Burków, którą ciotka zaprosiła na jedno ze swoich przyjęć. Ludzie zapamiętani nie przez bliskie relacje, a mimowolnie. Raz tylko przywitał się z jedną osobą, bo był to mężczyzna również mieszkający na Horyzontalnej, którego Cathal widywał od czasu do czasu.
- Jeżeli masz ochotę - mruknął, zerkając ku drinkom. Wątpił, by w takim miejscu serwowano coś szczególnie niebezpiecznego, a i efekt zapewne szybko ustąpi.


RE: [ 22 Czerwca 1972] | Cathal & Cynthia - Cynthia Flint - 21.04.2024

Wydała z siebie zamyślone mruknięcie, jakby złapał ją na gorącym uczynku. Faktycznie, czasem dodawała odrobinę nieśmiałości lub słodyczy do swojego zachowania, bo cechy te często były przypisywane blondynkom i dobrze je odbierano. Te słowa były jednocześnie grą i małą chęcią dostrzeżenia jego reakcji, ale z drugiej — faktycznie nie umiała jeszcze dobrze ocenić stylu, który u kobiet podobał się mu najbardziej. Zwykle nie było to trudne, śledząc męskie spojrzenie, które czasem częściej wędrowały w kierunku nóg, czasem w kierunku dłoni, a niekiedy na talię lub piersi. Z Cathalem stawiała jednak na klasykę gatunku i eleganckie, bo był przede wszystkim odważnym i pewnym siebie mężczyzną, na którego te najtańsze sztuczki nie działały.
- Czyżbyś mi nie wierzył? - zapytała z odrobiną smutku i niedowierzania w głosie, wpatrując się w niego spod wachlarza ciemnych rzęs, żeby zaraz puścić mu oczko i pozostawić temat wolny do domysłu. Jego komentarz sprawił, że uśmiechnęła się pod nosem, przytakując jedynie. Cathal i tajemnice lub też tajemniczość pasowały do siebie, jak czerń do czerwieni. Jak gwiazdy do księżyca, tworząc spójną całość, intrygującą, W myślach nawet próbowała zgadywać, od czego mógł być uzależniony lub co mogłoby go w przyszłości w nałóg, a podróże były jedną z tych rzeczy, które stawiała najwyżej. Miała już okazję przebywać z nim poza granicami Wielkiej Brytanii, widziała te drobne zmiany w jego spojrzeniu, które umiała zauważyć tylko dzięki temu, że zawsze była dobrym obserwatorem. Nie pomyślała jednak o kawie, nie pomyślała o eliksirze zapomnienia, czy też o papierosach. Te proste rzeczy jak zwykle, były najbardziej skomplikowane.
- Powinieneś zrobić, co tylko zechcesz. Remont salonu brzmi nawet ekscytująco, zważywszy na to, jak wiele możliwości aranżacji w tym roku twarzą, a gdybyś nie wspomniał o czymś związanym z Archeologią, byłabym zaskoczona. - przyznała szczerze, pozwalając sobie na delikatnie wzruszenie ramionami. Zawsze słuchała, co mówił i doskonale wiedziała, że dla nich dwojga praca była istotna, poświęcali na nią środki. Ona również wiecznie kupowała nowe księgi, fiolki, noże czy inne rzeczy, które mogłyby przydać się w alchemii lub w sztuce nekromancji i uzdrawiania. Nie była typem czarnoksiężnika, który próbował wskrzeszać zmarłych, bardziej intrygowała ją kwestia manipulacji sił witalnych w żywych organizmach i wpływaniu na ich funkcjonowanie.
W kasynie tak na dłużej żeby zagrać — była pierwszy raz. Nie miała czasu na rozrywki, skupiona wiecznie na edukacji oraz nadgodzinach w Ministerstwie, chcąc bardziej zaprzyjaźnić się ze śmiercią lub — bardziej aktualnie — znaleźć rozwiązanie problemu Victorii, który poza bezsennością, spędzał jej sen z powiek. Wnętrze na swój sposób pomagało się zrelaksować, kwiaty chyba miały wpłynąć na nerwy płynące z ewentualnych porażek przy stolikach i utraty galeonów. Brak okien teoretycznie nie powinien dziwić, ale w praktyce, nieco jej to przeszkadzało. Wolną dłonią poprawiła ramiączko od sukienki, zgarniając luźne pasmo włosów za ucho i przytaknęła, szczerze z pokera zadowolona. To jedyna gra, gdzie mogła nie wyjść na zero tak szybko, jak sądziła, mogło to mieć miejsce przy ruletce czy innych grach karcianych. Uczciwość była kwestią indywidualną, tego, co osoba oceniająca pod nią podpiąć, a Cynthia, nawet gdyby miała świadomość przywłaszczania sobie przez niego znalezisk, nie zmieniłaby o nim zdania. To były drobiazgi, nagroda za pracę. Sama nie była lepsza, czasem biorąc sobie serce lub wątrobę, dodatkowe próbki krwi lub też bezczelnie wykorzystując fakt, że była po prostu ładna, aby zyskać to, co sobie wymyśliła. Oczywiście ze smakiem, nie przekraczała granic i była porządną kobietą, nie chodziła do łóżka z mężczyznami dla korzyści, chociaż mogłaby pławić się w luksusach.
Pomimo przywitań z ludźmi, nie odsuwała się od niego, grając po prostu dobrą miną do faktu, że nie miała pojęcia, kim była większość tych osób. Jego dar związany z pamięcią musiał być naprawdę wykańczający, bardziej niż problemy ze snem.
- Tak na rozgrzewkę. - odparła, ruszając w stronę baru i delikatnie pociągając go za sobą. Uśmiechnęła się do barmana, witając się z nim krótko i zamawiając dwa tajemnicze drinki, za które o dziwo nie musieli zapłacić — okazało się, że wejście z kredytem zapewniało im darmowe napoje oraz małe przekąski, które można było tu również zamówić. - Jesteś głodny? - zapytała go, odchylając nieco głowę, aby na niego spojrzeć, gdy przysiadła na stołku barowym, zakładając nogę na nogę i poprawiając sukienkę, której materiał nieco uniósł się do góry. Zgodziłaby się z nim, że o eliksiry dolewane do drinków, mogli być spokojni. Euforia? Płynne szczęście? Może eliksir tworzący przyjaźń, wiggenowy, kropla veritaserum... Veritaserum mogłoby być przesadzone, ale kto wiedział? Grunt, że nie będzie to wywar żywej śmierci lub trzcina. Nawet eliksir zapomnienia w maleńkiej ilości dałby efekt w zmieszaniu z alkoholem. Mężczyzna postawił im wysokie, parujące kieliszki — dekorowane błyszczącymi kryształkami, które miały chyba imitować krawędź kociołka. Wyglądały tak samo, ale zapewnił, że eliksiry mogły trafić się różne lub nie trafić się wcale, a silny zapach kwiatów oraz owoców maskował je na tyle, że nawet gdy odrobinę się nachyliła, nie mogła rozpoznać tego, co mogło tkwić w środku. Wskazała ręką na blat, przekręcając głowę. - Jak myślisz, więcej szczęścia jest w prawym, czy też w lewym?
Miała spokojny głos, chociaż brzmiała w nim mała nutka rozbawienia, wskazująca, że miło spędzała czas, a tajemniczy drink był tylko przyjemnym dodatkiem do całości wieczoru. Jednocześnie kobieta dała mu wybór.


RE: [ 22 Czerwca 1972] | Cathal & Cynthia - Cathal Shafiq - 23.04.2024

On sam był raczej jednym z mniej elegancko odzianych mężczyzn na sali, chociaż i nie odstawał od towarzystwa jakoś szczególnie. Wyróżniał się głównie wzrostem i opalenizną – ta nie była już tak wyraźna, jak po powrocie z Egiptu, ale Shafiq wciąż spędzał na zewnątrz całe godziny i nie „zbladł” jeszcze jak na typowego Anglika.
Cathal nie był ślepy, a Cynthia bez wątpienia miała bardzo ładne nogi. Byłby straszliwym hipokrytą, gdyby udawał, że wygląd nie ma dla niego żadnego znaczenia. Czy mógłby zainteresować się brzydką kobietą? Zapewne tak. Ale musiałaby być przynajmniej dwa razy bardziej interesująca niż ta piękna i ciężej byłoby przykuć jego uwagę. Dostrzegał więc wszystkie atuty urody Flintówny, wyłapywał każdy mały gest, zamierzony czy niezamierzony – jak poprawianie ramiączka czy spódnicy – ale i prawda była taka, że widział dość ładnych dziewcząt, i zbyt szybko się nudził, aby akurat dekolt mógł mieć największe znaczenie.
– Nieważne, czy potwierdzę, czy zaprzeczę, odpowiedź i tak będzie zła, zachowam więc tajemnicze milczenie – odparł Cathal na jej stwierdzenie, nie dając się nabrać ani na ten smutek, ani na niedowierzanie i uśmiechając przy tym półgębkiem. – Możliwości aranżacji? Na Matkę Księżyca, to dopiero brzmi przerażająco. Myślałem tylko o odmalowaniu ścian i nowej podłodze – parsknął, rozbawiony trochę wizją samego siebie i Ulyssesa, pochylających się nad jakimś katalogiem salonów i dywagujących nad doborem firanek oraz kanapy. (Ustalenia odnośnie kuchni mieli powziąć dopiero za kilka dni i na szczęście bez żadnych katalogów, opierając się na obopólnej zgodzie co do tego, że zniknąć muszą gipsowe króliki, stary piec oraz paskudna mozaika we wzór z węży.). – Zwykle to właśnie robię – dorzucił jeszcze, posyłając jej nieco zaczepne spojrzenie.
Robienie to, czego zechce, było w końcu jednym z jego mott życiowych. Mogło na to nie wyglądać, bo wpisywało się w to całkiem sporo pracy, a nie był też z natury skłonny do popadania w szaleństwa i pewnych obowiązków po prostu chciał dopełniać, bo nie był głupim szczeniakiem. W istocie jednak Cathala bardzo ciężko było zmusić do robienia rzeczy, na które nie miał ochoty, a za to chętnie podążał za impulsami i ciekawością.
Tutaj też był tylko dlatego, że akurat miał na to ochotę.
Shafiq bez protestów dał się pociągnąć w stronę baru i usiadł obok Cynthii. Spodziewał się, że za drinki przyjdzie im słono zapłacić, i był nieco zdziwiony, że te jej specjalne wejściówki zapewniały i to – przez myśl przeszło mu, jakim sposobem to wszystko załatwiła. Flintowie nie byli na pewno biedni, dało się ich uznać prawdopodobnie za zamożnych, ale jednak gra w takim miejscu, nie wspominając o drinkach, tania nie była.
– Czy zabiję zabawę, jeśli powiem, że nie spodziewałbym się szczęścia w żadnym? Właścicielom tego miejsca pewnie zależy, aby więcej tu przegrano niż wygrano – stwierdził. Stary, dobry Felix, eliksir szczęścia, był tu pewnie zakazany: parę jego kropel wystarczyłoby, aby przynieść wygraną. A Cathal doskonale wiedział, jak działały takie miejsca. Bazowały na nadziei, na uzależnieniu, na poszukiwaniu zabawy. Na tej jednej historii kogoś, kto wygrał. Bardzo niewiele osób wychodziło z kasyna z większą ilością pieniędzy niż przychodziło – ale ich opowieści wystarczały, aby zwabić kolejnych. – Na zdrowie, Cynthio – oświadczył Shafiq, zgarniając po prostu tego drinka, który znalazł się bliżej niego.


RE: [ 22 Czerwca 1972] | Cathal & Cynthia - Cynthia Flint - 01.05.2024

Cathal był przystojnym mężczyzną, łatwo było zwrócić na niego uwagę wśród ludzi, niezależnie od rodzaju noszonego przez niego odzienia. Opalenizna też mu pasowała, chociaż ona sama nie czułaby się komfortowo z takim odcieniem skóry, głównie przez przyzwyczajenie do bladości. Była przekonana, że odpowiednie eksponowanie atutów nie jest kluczem w przypadku kogoś o zainteresowaniach i wiedzy Shafiqa, ale nie mogło zaszkodzić. Nie robiła tego w ordynarny lub też nachalny sposób, bo uznała, że damie tak nie wypada. Sztuką było pokazywanie swoich najlepszych stron z odpowiednią do tego dawką niewinności i obojętności, jakby była to najbardziej naturalna rzecz na świecie. Nikt nie lubił kobiet, które zbyt nachalnie narzucały swoją aparycję lub też rozmowę, zdzierając z siebie cały rąbek tajemnicy i nutę, która musiała przecież pozostać dla wyobraźni.
- Tajemniczość zawsze w cenie, co? Zagadki, odkrywanie kolejnych kart.. - posłała mu rozbawione spojrzenie, jak zwykle zaskoczona drzemiącą w nim przebiegłością. Miała szczęście do wygadanych mężczyzn w swoim życiu, niemalże adwokatów diabła, którzy mieli odpowiedź na wszystko. I do tego odpowiednią, pasującą. Jego rozbawienie sprawiło, że sama się roześmiała krótko, kręcąc delikatnie głową. - Tak, jakby aranżacja salonu sprawiała wyzwanie komuś, kto przemierza pełne klątw i magicznych przedmiotów, starożytne korytarze. - zauważyła mimowolnie, posyłając mu krótkie i bezpośrednie spojrzenie, zarówno z nutą prowokacji, jak i kokieterii, ale nie miała niczego złego na myśli. Prawdę mówiąc, ciężko było wyobrazić go sobie w sytuacji, gdzie wybierałby meble pasujące do ścian i wspomnianą podłogę. Mężczyźni już chyba tak mieli. - Jestem ciekawa, co zrobiłbyś z takim salonem. Jaka byłaby wizja dobrego wnętrza, wedle Cathala? - stuknęła palcami w blat baru, nie przesuwając spojrzenia z twarzy blondyna. Na jego krótki komentarz, brwi jej nieco drgnęły, ale uśmiechnęła się tylko, nie odpowiadając werbalnie.
Przeniosła wzrok na wypełniony kolorowymi trunkami regał, barmana i nawet krótko omiotła spojrzeniem najbliżej znajdujących się ludzi. Kwiecisty, świeży zapach przyjemnie wpływał na i tak dobry już nastrój Cynthii, bo wszystkie te obciążające ją w ostatnich dniach myśli, zostawiła na zewnątrz. Nie była bogata, nie była też biedna. Była oszczędna, miała sporo dodatkowych zleceń — jak chociażby przygotowywanie maści czy eliksirów, małe praktyki uzdrowicielskie na boku lub pomoc z kwestiami spadkowymi, poprzez wydanie odpowiednich papierów po sekcjach zwłok. I większość tych rzeczy robiła z "dobroci serca", zbierając przysługi, niczym karty do talii. Nie potrzebowała obecnie galeonów, nigdy nie była chciwa i nie przykładała dużej uwagi do kwestii materialnych, ale ludzie lubili się odwdzięczać. Dostawała zaproszenia na różne wydarzenia socjalne, wejścia do kasyn lub restauracji, czasem pudła z ubraniem lub biżuterią. Nie ukrywając, Cynthia umiała powiedzieć odpowiednie rzeczy we właściwej chwili, co później zaowocowało. Normalnie nie wydałaby tyle na przyjście tutaj, były przyjemniejsze, lepsze miejsca i sposoby spędzania czasu.
- Nie, masz racje. Można czasem jednak udawać, że jest inaczej. Dobra reklama sprzyja traconym tu monetom, a mózg bardzo łatwo oszukać. - zgodziła się z nim, powracając tym samym uwagą do jego twarzy. Wzięła drinka, który został i uniosła kieliszek. - Na zdrowie Cathal, za dzisiejszy wieczór. I odrobinę szczęścia. - puściła mu oczko, a potem przysunęła napój do ust, kosztując z początku niewiele, aby potem zrobić konkretniejszego łyka. Smak był przyjemny, niebezpiecznie komfortowy i zwodniczy — znała takie alkohole, niepozorne, a później najmocniej uderzają do głowy. Nie był zbyt słodki, wyczuwalna była nuta limonki lub innego cytrusa, który wszystko równoważył. I tak przyjemnie pachniał, chociaż to zrzucała na efekt roślinności dookoła. - Trafili w Twoje gusta? - zapytała z ciekawością, nie mogąc ocenić na podstawie wyglądu walorów smakowych jego drinka. Nie spuszczając z niego wzroku, kolejny raz stuknęła w blat paznokciami, zdając sobie sprawę, że Cathal był nieprzyzwoicie przystojnym facetem, zwłaszcza w koszulach. Miał takie ładne ramiona. Czy zwróciła na to wcześniej odpowiednią uwagę? Przekręciła głowę na bok, zwilżając wargi, a potem uśmiechnęła się delikatnie, upijając kolejny łyk swojego drinka.


RE: [ 22 Czerwca 1972] | Cathal & Cynthia - Cathal Shafiq - 02.05.2024

Cathal był wygadany, kiedy miał na to ochotę. Był też uparty i pewny siebie, ba, bezczelny wręcz, i to również pomagało – przynajmniej w tworzeniu pierwszego wrażenia. Czy to mogło utrzymać się na dłuższą metę?
Kolejna tajemnica.
– Może jestem nudnym, prostolinijnym mężczyzną, który musi się postarać o aurę odrobiny tajemnicy? – zakpił lekko, chociaż w tej pewności siebie, na pewno nie uważał się za człowieka nudnego. Niekoniecznie jednak przy tym sądził, że jest szczególnie tajemniczy: Cathal był tak naprawdę mężczyzną dość szczerym, a i w jego życiu nie było tylu zagadek ani niezwykłych momentów, co wydawało się niektórym… i zapytany zazwyczaj w takich sytuacjach mówił prawdę. – Aranżacja salonu może być prawdziwym wyzwaniem. Białe meble i szare ściany? Brązowe meble i białe ściany? Kanapa czy fotele? I jaki dywan wybrać? Ze starożytnymi korytarzami mam mnóstwo doświadczeń, ale dobór właściwej kolorystyki… – westchnął ciężko, w dość oczywisty sposób sobie po prostu żartując. Ale na pytanie Cynthii wzruszył po prostu ramionami i odpowiedział już poważnie.
– Tak naprawdę dla mnie liczy się to, by nie było przeładowane i dało się w nim wygodnie spędzać czas. W mieszkaniu na Horyzontalnej niewiele zmieniłem po tym, jak je kupiłem. A z tej… lokacji korzysta poza mną przyjaciel. On lubi schludność, więc pewnie niewiele barw – skwitował. Tutaj jemu i Ulyssesowi łatwo było pójść na kompromis, bo Cathal w takim salonie chciał po prostu wygodnego fotela i odpowiednio dużego regału na książki. Ulysses z kolei chciał, aby wszystko było w miarę symetrycznie, barwy nie dostarczały nadmiaru bodźców i dało się łatwo utrzymać porządek. To wszystko można było pogodzić bez zbędnego trudu.
Na jej kolejne słowa zaś Shafiq zamyślił się. Nie w ten charakterystyczny dla niego sposób, gdy zawieszał się na kilka chwil: raczej rozważał je, choć w teorii nie miały wielkiej wagi, a były zaledwie luźną uwagą. W jakiś sposób uderzyły go jednak i spojrzał na Cynthię przez moment nieco poważniej.
– Udawanie… Chyba nigdy nie lubiłem udawać – stwierdził, spoglądając na nią niebieskimi oczyma, które umiały być i bardzo chłodne, i pełne rozbawienia, w zależności od tego, jaki wyraz przyjmowała reszta twarzy. Może tak było łatwiej, może tak było zabawnie, może większość ludzi tak robiła i miała ku temu doskonałe powody. Cynthia Flint wiele udawała – i właśnie to go zainteresowało, głównie dlatego, że choć robili to i inni, w jej przypadku był ciekaw, co jest prawdą, co nie, i jakie są powody tych gierek (te, jak wierzył, częściowo już odkrył). Ale do Shafiqa bardzo to nie pasowało.
– Na zdrowie, Cynthio – powiedział, unosząc i swój kieliszek, a potem upił dwa łyki. Nie wychylił całości od razu, głównie z głęboko zakorzenionej ostrożności. To byłoby wybitnie lekkomyślne, skoro nie znał pełni efektów drinka, a rzadko bywał lekkomyślny: lekkomyślność mogła kosztować na wykopaliskach jeżeli nie czyjeś życie, to zniszczenie czegoś istotnego, opóźnienie prac, pozycję. Poza tym nie był już młokosem.
…pechowo, a może na szczęście, drink, którego dostał, powodował właśnie lekkomyślność. Swego rodzaju zaćmienie umysłu, pozbycie zahamować, a przecież Shafiq już i tak zwykle, jak powiedział Cynthii, robił dokładnie to, na co miał ochotę. Zamiast odpowiedzieć na pytanie kobiety, wstał więc jedynie z taboretu, a potem sięgnął po jej rękę i pociągnął lekko, by też się podniosła: przysunął ją przy tym do siebie, ramieniem otoczył na moment talię. Nie pochylił się ku niej, ale kiedy spojrzał na nią z góry, w jego oczach iskrzyło rozbawienie.
– Idziemy grać, Cynthio – stwierdził. – Mam ochotę przegrać trochę pieniędzy.


RE: [ 22 Czerwca 1972] | Cathal & Cynthia - Cynthia Flint - 21.05.2024

W czasach, w jakich przyszło im żyć, mężczyźni zbyt mocno obrastają w piórka. Cynthia zauważyła, że większość z nich czerpie z renomy, którą zbudowali ich ojcowie lub też dziadkowie, a sobą nie reprezentowali zbyt wiele. Brakowało im szyku, elegancji, ale przede wszystkim błysku w oczach i ambicji. Nosiłeś dobre i nazwisko, dzięki któremu znajomości pozwoliły Ci dostać wymarzoną posadę bez żadnego wysiłku, zwykle też chęci. Chodzili do burdeli, pili, trwonili czas i wolność, którą mieli. Byli szarą, nudną masą, absolutnie banalną do rozpracowania — ot, nieco ładniejsza dziewczyna, która wyeksponuje odpowiednio nogi lub rzuci głupi komentarz, aby dać im poczucie tego, że są od niej lepsi i mogła mieć dzięki temu wszystko. Smutne to były czasy. Cathala dobre wrażenie wciąż trwało, nawet jeśli dowiadywała się więcej i więcej. Może przez to, że obydwoje byli pracoholikami, przesadnie ambitnymi i mającymi inne priorytety, niż romanse i życie w magicznej socjecie, a może to przez uzupełnianie się na wyjątkowo pokrętne sposoby? Trudno powiedzieć.
Na jego słowa uniosła jedynie brwi, a spomiędzy pomalowanych delikatną szminką ust, uciekło prychnięcie rozbawienia i niedowierzania jednocześnie.
- Śmiem twierdzić, że akurat ta aura przychodzi Panu naturalnie, Panie Shafiq.- zaczęła w końcu, ponownie podnosząc na niego spojrzenie. Cień rozbawienia przemykał przez jej twarz, gdy prawił tak o trudnościach dekoracyjnych, w które poniekąd była skłonna uwierzyć, bo nie raz słyszało się, chociażby o zupełnie innym postrzeganiu kolorów przez mężczyzn, chociaż nie zagłębiała się nigdy w ten temat. Owszem, był szczery i nie miał sekretów celowo, ale większość ludzi nie chciała lub też nie umiała zadać mu właściwych pytań, o ile w ogóle dawał ku temu okazję. Wciąż pamiętała, jak się poznali i jak silny był jego głos wśród dyskusji. Taki, któremu trudno było cokolwiek innego, niż w to co wierzył, narzucić.. - Słyszałam, że beże oraz odcienie żółtego wchodzą teraz do salonów, chociaż nie jestem zwolenniczką tych kolorów, jeśli moja rada cokolwiek Ci podpowie w tej trudnej kwestii dotyczącej salonu.
Nie chciała mówić, co by do niego pasowało lub doradzać mu cokolwiek, jeśli o to nie pytał. Nie miała w zwyczaju się narzucać. Zauważyła jednak, że ze spotkania na spotkanie, ich konwersację odrobinę się zmieniały, pojawiało się więcej tonów i emocji, które można było z nich wyczytać. Przekręciła głowę na słowo "przyjaciel", jednak nie zapytała, pomimo odrobiny ciekawości, która pojawiła się w jej głowie. - Myślę w takim razie, że ostatnie nowości nie będą sprzyjały waszym kryteriom, ale jednocześnie — zaspokojenie ich nie powinno być trudne.
Skoro byli przyjaciółmi i mieszkali razem, musieli do perfekcji opanować sztukę kompromisów lub też nie przykładać żadnej uwagi do wnętrz — innej drogi nie widziała, a drugą sam wykluczył. Zgarnęła pasmo włosów za ucho, nie uciekając przed głęboko niebieskimi tęczówkami blondyna, milknąc, jak on kilka sekund wcześniej. Cathal umiał być bardzo onieśmielający przez sposób, w jaki spoglądał na kobiety, chociaż Cynthia nie była pewna, czy zdawał sobie z tego sprawa. Ona jednak od wielu lat pracowała nad swoimi umiejętnościami, zarówno dotyczącymi kłamstwa, jak i kokieterii. Ukrywanie się za maską przychodziło jej naturalnie, a co było w tym przerażające — czasem zapominała, co się pod nią kryje. Jaka była wcześniej, zanim zaczęła się dopasowywać i udawać? Zwilżyła wargi, a ramiona nieznacznie jej drgnęły, jakby na kilka sekund straciła kontrolę nad dopracowaną mimiką twarzy, jakby zasiał w niej ziarnko sentymentu i jakieś tęsknoty, której od lat nikomu nie pokazywała. Miała mu ochotę powiedzieć, że kiedyś tego nie lubiła, ale nie była w stanie przeobrazić tej myśli w słowa, więc jedynie uśmiechnęła się delikatnie, kiwając głową. Jakby przyznawała, że faktycznie, do Shafiqa to nie pasowało. Czy nadal byłaby dla niego taka interesująca, gdyby straciła kontrolę, przestała się dostosowywać i kontrolować swoje hormony oraz stan organizmu, co umożliwiało jej pozbywanie się emocji? Pewnie nie. Wtedy była tylko zwykłą, prostą i zapewne nudną dziewczyną. Taką, którą się zostawia, bo wiecznie czyta książki i nie ma wiele do zaoferowania. Gdy patrzyła w lustro, czasem dostrzegała we własnym odbiciu ten niewinny i cichy obraz, który z każdym kolejnym rokiem bardziej się rozmywał.
Drink był dobry, orzeźwiający. Trafił. A do tego piła go w tak dobrym i interesującym towarzystwie i w akompaniamencie kwiatów, które tak bardzo lubiła. Nie był to doskonały wieczór? Trzeba mieć naprawdę szczęście w nieszczęściu, aby wylosować amortencję. A może barman zrobił to umyślnie? Nie miało to znaczenia, bo gdy Cathal pociągnął ją za rękę z pewnością i przyciągnął do siebie, nogi jej nieco zadrżały. Jego ręka idealnie pasowała na jej talię, była przekonana, że tworzą parę rodem z obrazka i myśl ta sprawiła, że jasne policzki zarumieniły się odrobinę, zwłaszcza gdy przesuwała wzrokiem po przystojnej twarzy Shafiqa. Flint uśmiechnęła się figlarnie, przygryzając dolną wargę i wolną dłonią przesunęła, niby od niechcenia po jego koszuli, palcami poprawiając kołnierzyk, zaczepiając skórę. Przyjemnie pachniał, biło od niego ciepło i Merlin jej świadkiem, najchętniej by go wyciągnęła z tego kasyna i zagrała w nieco inną grę, ale po pierwsze — była damą, po drugie — ta myśl odrobinę ją przeraziła, a po trzecie — skoro chciał pograć i tak ładnie się uśmiechnął, jak mogłaby mu odmówić? Trzeci punkt był chyba najbardziej istotny.
- Może szczęście Ci dopisze i zostaniesz milionerem? - zapytała retorycznie, a potem przesunęła się nieco, ściszając ton głosu i kierując go tak, aby mógł dostać się tylko do jego ucha, skoro już był nachylony. - A może, jak to mówią, pech w kartach, daje szczęście w.. Innych sprawach? - uśmiechnęła się pod nosem, odsuwając się odrobinę i puszczając mu oczko. Złapała go pod rękę, kierując się w stronę stolików z pokerem, gdzie było jeszcze wolne miejsce, a jeden z graczy wyglądał, jakby miał sobie niedługo odpuścić — sądząc po ilości znajdujących się przed nim żetonów. Mężczyźni kiwnęli w ich stronę głowami, na szczęście darując sobie uprzejmości typu całowania wierzchu dłoni. Podniosła spojrzenie na krupiera, czując, jak jasne pasma włosów opadają jej do przodu. - Dobry wieczór. Można?
Wskazał ruchem dłoni na krzesło, uśmiechając się zachęcająco.. Cynthia poczekała, aż Cathal usiądzie i przesunęła dłonią po jego ramieniu, grzecznie siadając nieopodal, na wskazanym przez krupiera miejscu. Akurat będzie miała jedną kolejkę na nauczenie się zasad! Założyła nogę na nogę, poprawiając sukienkę i wbiła spojrzenie na blat stołu, chociaż niezwykle chętnie uciekało w stronę Shafiqa.


RE: [ 22 Czerwca 1972] | Kwestia Szczęścia | Cathal & Cynthia - Cathal Shafiq - 23.05.2024

Cathal wiele zawdzięczał swojemu nazwisku oraz krewnym i na pewno by się tego nie wypierał. To dzięki Shafiqom dostał pierwszą pracę, dzięki Shafiqom znalazł się w Irlandii i dzięki Shafiqom wreszcie jego kariera nie ucierpiała mocno po wypadku, do jakiego doszło w kurhanach. Ich krew niosła też ze sobą specjalną magię, pozwalającą na porozumiewanie się we wszystkich językach, a to ułatwiało i podróże, i prace badawcze, i zdobywanie wiedzy teoretycznej.
Nie żyli w świecie osób równych i Cathal akceptował tę prawdę, a z przewag, jakie dawało nazwisko, chętnie korzystał. Był w pełni świadom i swego uprzywilejowania, i tego, jak jest niesprawiedliwie, korzystał jednak z niego bez najmniejszych skrupułów.
Ale prawdą i było, że nie szukał rozpaczliwie sensu życia i radości w alkoholu, zabawach, włóczęgach po spelunach, ramionach przypadkowych kobiet, kartach (choć teraz, gdy jego umysł zasnuwała mgła eliksiru, miał wielką ochotę grać i nie dbać o to, ile pieniędzy straci). Nie musiał. Jedynym, czego mu brakowało, była cisza we własnej głowie, brak złowieszczych podszeptów i obrazów, podsuwanych przez Salazara Slytherina.
– Co we mnie tajemniczego, panno Flint? – spytał, wciąż rozbawiony. – Żółty pasuje tylko Puchonom. Pozostaniemy pewnie przy bielach i szarościach.
Sztuka kompromisów była stosunkowo łatwa, gdyż nie mieszkali razem cały czas. Ulysses korzystał z tego domu przez lata, jakie Cathal spędzał za granicą, a i teraz Shafiq spędzał mnóstwo czasu albo w Walii, albo na Horyzontalnej. Do Little Hangleton wpadał regularnie, ale rzadko na długo, wiecznie gdzieś gnając – wracał do tej miejscowości trochę prowadzony szeptami w głowie, trochę tym niewygodnym przywiązaniem do dziedzictwa Gauntów, którego przecież zarazem nienawidził, trochę przez wzgląd na dawne znajomości i przyjaźń z Rookwoodem. Poza tym obaj mieli dość niskie wymagania, nieprzywiązani specjalnie do konkretnej idei danego krzesła lub kanapy, a i obaj stawiali raczej na pewien minimalizm.
Czy Cynthia Flint interesowałaby go, gdyby odrzuciła swoje maski? Tak naprawdę sam pewnie by nie wiedział. Przyciągnęła go chęć sprawdzenia, co jest prawdą, a co tylko grą, ale to nie tak, że dziewczyna tkwiąca w książkach byłaby dla niego nudna. Shafiqa nudziło raczej to, co innych mężczyzn przyciągało – te wszystkie frywolne, pewne siebie uwodzicielki, te panny, które lubiły okręcać sobie mężczyzn wokół palca, czy to z płochości, czy dla własnych interesów. Nudziły go błyskawicznie, o ile w ogóle dostrzegł ich istnienie. Cynthia przyciągnęła jego spojrzenie jako aktorka, niby do nich podobna, ale tylko dlatego, że dostrzegł pewien kontrast w jej zachowaniu.
To nie maska była tu interesująca.
Ale czy to zainteresowanie mogło się utrzymać?
Na pewno trwało na razie, a Shafiq nie nawykł do zastanawiania się, co będzie potem. Zresztą – przyjmował, że z dużym prawdopodobieństwem ona znajomość z nim traktuje raczej jak przygodę niż cokolwiek innego. Syn czarnoksiężnika nie był przecież dobrą partią.
– Nie wierzę w coś takiego, jak szczęście – powiedział Cathal, wciąż lekko pochylony, gdy ona wspięła się na palce, by szepnąć mu parę słów do ucha. Na moment objął ją przy tym mocniej, trudno powiedzieć, czy wiedziony przekornym charakterem, w odpowiedzi na tę małą prowokację kobiety, czy też eliksirem, który skłaniał do nie do końca przemyślanych zachowań. – Są tylko przypadek, upór, umiejętności i odwaga, by sięgnąć po to, co chce się zdobyć – uzupełnił, odsuwając się od niej i posyłając kobiecie kolejne spojrzenie jasnych oczu, w których zdawało się pobłyskiwać rozbawienie. A potem odsunął się i gdy ruszył do stolika wciąż trzymał ją wpół, puszczając dopiero, gdy krupier wskazał im krzesła. Sam znał zasady: nie grał wprawdzie często, ale z jego pamięcią ciężko byłoby ich nie znać. Zerknął przelotnie na te, które mu wydano, a potem uniósł wzrok na ręce krupiera, przesunął spojrzeniem po innych osobach zgromadzonych przy stoliku. Liczenie kart? On nawet nie musiał ich liczyć, ich widok miał utkwić w jego głowie już na stałe…