![]() |
|
[3.07.1972] Zniszczona suknia - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [3.07.1972] Zniszczona suknia (/showthread.php?tid=2950) Strony:
1
2
|
[3.07.1972] Zniszczona suknia - Rodolphus Lestrange - 22.03.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I 3 lipca 1972
Tak, jak obiecał w liście, po swojej pracy zaszedł na właściwe piętro Ministerstwa. Widok Niewymownego w tym miejscu nie był niczym zaskakującym - te dwa departamenty współpracowały ze sobą, mniej lub bardziej. Większość osób jeszcze tkwiła w swoich biurach, nadrabiając raporty czy przerzucając dokumenty. On jednak tak ustawił swój dzień, że mógł wyjść odrobinę wcześniej i udać się do Marie. Ubrany tak, jak poprzednio - i tak, jak zawsze - w eleganckie buty, czarne spodnie, białą koszulę i czarną marynarkę. Włosy standardowo miał zaczesane w tył. Nie denerwował się tym spotkaniem: nie miał żadnych powodów, doskonale wiedział co robić, nie potrzebował do tego instrukcji. Razem z Marie udali się do Domu Mody Rosier na Pokątnej. Z racji na porę dnia, bo przecież było popołudnie, Lestrange unikał ewentualnego fizycznego kontaktu podczas samej drogi - nie dawał kobiecie żadnych powodów do tego, by chociaż pomyślała, że to spotkanie ma prowadzić do czegokolwiek bardziej intymnego, niż po prostu zakup sukienki. Jednocześnie wciąż miał nienaganne maniery: otwierał przed nią drzwi, pozwalał sobie także na delikatnie umieszczenie dłoni na jej plecach gdy wchodziła pierwsza, tak jak nakazywała etykieta. Tak, żeby kobieta czuła, że jest w dobrych rękach mężczyzny, który potrafi panować nad swoimi odruchami - w rękach kogoś, kto traktuje ją jak prawdziwą damę, a nie byle pierwszą lepszą kobietę, którą spotkał na ulicy. Chciał, żeby poczuła się zaopiekowana i ważna, a nie jak kawał mięsa. - Byliśmy umówieni - powiedział, gdy tylko znaleźli się w środku i podeszła do nich wysoka, szczupła kobieta. Była starsza od ich dwójki, ale urodę miała nienaganną, podobnie jak ubiór. Zadbana tak, jak tylko pracownicy domu mody potrafili być. - Ach, tak. Pan Lestrange i pani Abbott, zapraszam - kobieta miała miły, chociaż trochę niski głos. Nic w jej postawie nie sugerowało, by miała traktować ich z góry. Być może to obecność Rodolphusa, a być może mężczyzna niepotrzebnie się martwił, bo wszystkich traktowano tu z szacunkiem i jego obecność wcale nie była potrzebna. On tu przyszedł w zasadzie tylko po to, by mieć kontrolę nad tym spotkaniem - nie chciał narzucać Marie niczego, zwłaszcza że na modzie znał się o tyle, o ile. To ładne, to za wzorzyste, to powinno być dłuższe. Rodolphus puścił Marie przodem, a sam się rozejrzał po pomieszczeniu. Było jednym z wielu. Dom Mody Rosier był ogromny, a liczba ubrań na każdą okazję przyprawiała o zawrót głowy. Jednocześnie było tu elegancko i schludnie. Przy pojedynczych przebieralniach znajdowały się fotele i stoliki. W środku było co prawda niewiele osób, lecz gdyby wziąć poprawkę na rozmiary Domu, to z pewnością nie można było powiedzieć, żeby świeciło tu pustkami. - Szuka pani czegoś konkretnego, pani Abbott? - zapytała miło, odwracając się w stronę kobiety. Chciała wiedzieć, co może jej pokazać, być może doradzić, pomóc dobrać sukienkę do figury. - Suknia wieczorowa? Codzienna? Koktajlowa? Jakieś konkretne wymagania, prośby? Chętnie wesprę, poradzę. Jest pani w dobrych rękach. RE: [3.07.1972] Zniszczona suknia - Bard Beedle - 23.03.2024 Kiedy Marie otrzymała list z propozycją spotkania, w celu zakupienia nowej sukienki od nikogo innego jak samego Rodolphusa Lestrange, omal nie pisnęła z zachwytu. Napisał do niej list. Kolejny. No przecież wcześniej też pisał. Umawiali się w barze, porozmawiali. Poznali lepiej. Z tej radości od razu postanowiła mu odpisać. Starannie wyszukała idealny papier, kopertę. Pisała ładnie, starannie. Uperfumowała całość. Przytuliła swojego ptaszka i dała mu list na drogę. Następnie niczym zauroczona księżniczka, czekała na powrót sowy. Rozmarzona. Listy jakie otrzymywała od Rodolphusa, były przechowywane w jednym z jej ulubionych pudełeczek, starannie ułożone. Niczym jej magiczny skarb. W pracy trochę ciężko było się jej skupić na swoich zdaniach, myślami będąc gdzie indziej. Wyobrażając sobie jak ten dzień może minąć. Jak będzie wyglądał. Dostała jednak ostrzeżenie od koleżanek, że on podobno jest zaręczony. Może to tylko plotka? Nie chciała w to jakoś wierzyć. Nie chciała myśleć, że ich znajomość skończy się tylko na tej sukience. Kupi jej i zapomni. Może za szybko wierzyła w coś więcej? Kiedy przyszedł po nią, przystojnie ubrany, zabrała swoją torebkę i podeszła do niego. Dzisiaj musiała być służbowo ubrana, nie mogła odpindolić się, aby zawrócić mu w głowie. Spódnica lekko nad kolana czarna, biała bluzka koronkowa i czarna marynarka. Z makijażem także nie przesadzała, starając się utrzymywać jego tonację taką, jaką widział ją ostatnimi razy Lestrange. Może i unikali dosłownej bliskości, lecz rozumiała że to pewnie za wcześnie myśleć o przyszłości. "Cierpliwości Marie. Cierpliwości…" – mówił jej w głowie jeden głosik. "Jejku, jaki on przystojny…" – szeptał jej w głowie drugi głosik. Zapytała, uwagę przenosząc na kobietę. Choć do ślubu brata było trochę czasu, to jednak teraz zdecydowała się na coś wieczorowego. Idealnego, co także by się Rodolphusowi spodobało. Nie znała jego gustu, ale może czas z tego skorzystać? Dowiedzieć się, co lubi? Co według niego by jej pasowało? RE: [3.07.1972] Zniszczona suknia - Rodolphus Lestrange - 26.03.2024 Kobieta zamyśliła się, dotykając palcem ust. Również się rozejrzała, w milczeniu, powoli przyswajając to, co mówiła do niej Marie. Suknia wieczorowa, w kwiaty... - Zapraszam - powiedziała w końcu, prowadząc oboje do odpowiedniej części pomieszczenia. Musieli przejść dobrych kilkanaście kroków, żeby móc znaleźć się przy odpowiednich wieszakach. Rodolphus puścił Marie przodem, oczywiście. Jeżeli irytowała go ta wizyta, to w ogóle nie dawał tego po sobie poznać. Nie wydawał się również nadmiernie podekscytowany, ale Marie mogła już zauważyć, że z nadmierną ekspresją mężczyźnie było po prostu nie po drodze. Usiadł więc na jednym z foteli, łokieć wspierając na podłokietniku, a podbródek na dłoni. Obserwował jak ekspedientka pokazuje Marie kolejne sukienki. - Nie mamy identycznej, ale mamy podobne. Ta jest biała, ale ma różowe kwiaty. Długa, z pani wzrostem może być trochę za długa, ale możemy skrócić. Machnęła różdżką, a z górnego wieszaka miękko spłynęła długa, elegancka sukienka. Biała, w motywy kwiatowe, przeplatane bladozielonymi liśćmi. Dekolt w łódeczkę. Kobieta spojrzała krytycznie na materiał, a potem na Marie. - Ale do pani chyba bardziej by pasował dekolt półokrągły, ewentualnie w literę V. Proszę poczekać - znowu machnęła różdżką, a kolejne trzy kreacje zawirowały wokół postaci Marie. Pierwsza była w kolorze ecru, z błękitnymi kwiatkami, ale bez dodatkowych motywów. Krótsza dla wyższych osób, dla niej chyba idealna. Dekolt półokrągły, tak jak mówiła. Bez rękawów, na grubych ramiączkach, bez pleców. Kolejna była robiona na podobną modłę, lecz miała zabudowane plecy i dekolt w literę V. Materiał był zebrany w pasie, żeby lepiej układał się na pełniejszej figurze. Również układ kwiatów był inny. Kolejna była podobna do pierwszej, ale kwiaty były bladofioletowe. Była zdecydowanie skromniejsza i prostsza, z rękawami 3/4. - Wszelkie ewentualne poprawki wprowadzamy do dwóch dni, możemy skrócić albo zmienić rękawy. Czy chodziło pani o coś takiego? Zapytała uprzejmie, od tej pory kompletnie ignorując obecność Lestrange'a, jakby z góry założyła, że facet nie doceni kunsztu pięknych sukienek, które właśnie prezentowała dziewczynie. RE: [3.07.1972] Zniszczona suknia - Bard Beedle - 28.03.2024 Marie udała się za kobietą, aby zobaczyć przedstawione jej kreacje. Czasami oglądała się za swoim towarzyszem, mając nadzieję, że będzie jej towarzyszyć w dokonaniu wyboru. Chciała, aby może on pomógł jej wybrać? Skoro miało być od niego, niech też oceni. O ile znał się na modzie. Nie zależało jej kompletnie na identycznej sukience, ale żeby chociażby podobna. Inna. Taka, która będzie jej o nim przypominać. Przyjrzała się ów sukniom jakoś tak nie do końca przekonana. Podobała się jej ta długa kiecka. Ale kolorystycznie ta trzecia. Jak to w kobietach wygląda, miały zawsze problem z dokonaniem jednoznacznego wyboru. Zastanawiała się, ale może wygodniej będzie, jeżeli wszystkie przymierzy. - Trudno się zdecydować. Mogłabym każdą z nich przymierzyć?Zapytała ekspedientki. Ta z kolei wyraziła zgodę i zaprowadziła ją do przymierzalni. Trzy suknie podleciały na wieszak, znajdujący się w przystosowanej wnęce. Marie postanowiła zdjąć z siebie odzienie i ubrała pierwszą suknię. Długą, z dekoltem w kształcie łódki. Być może nie do końca jej pasowała, ale była ładna. Wyszła w tej sukni, aby się pokazać Rodolphusowi.- Co myślisz? Może i za długa, ale sam krój jest ciekawy. Stanęła nie tylko przy nim, ale też obracała się przy lustrach. Uwagę po chwili skupiła na Lestrange’u, czekając na jego opinię. RE: [3.07.1972] Zniszczona suknia - Rodolphus Lestrange - 06.04.2024 Być może Rodolphus znał się na modzie, ale po prostu nie korzystał z rad, które zapewne daliby mu u Rosiera. Sam ubierał się klasycznie, do bólu wręcz tak samo - i chociaż poszczególne kroje koszul czy marynarek lub spodni nieznacznie się różniły, to na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało identycznie. Może to była wygoda, może jakiś własny, narzucony z góry styl: fakt jednak był jeden i był na dodatek niezaprzeczalny - nikt nigdy w miejscu takim jak to nie posądził go o znajomość mody. Lestrange przysiadł więc na jednym z foteli, gdy tylko Marie zniknęła w przebieralni. Krótkim gestem wyciągniętej dłoni odmówił kieliszka z alkoholem, który mu podarowano. O wodę nie poprosił. Nie zakładał, że będą tutaj specjalnie długo, chociaż... Mimowolnie zerknął w stronę, gdzie zniknęły trzy kreacje. Po minie kobiety widać było, że była nie do końca przekonana. Westchnął w duchu. Może jednak powinien prosić o tę wodę. Albo znieczulić mózg, byłoby mu łatwiej to znieść. - Mamy najnowsze wydanie Proroka - powiedziała kobieta, uśmiechając się przymilnie. Jakby przeczuwała, że to nie była najlepsza forma spędzania wolnego czasu dla większości mężczyzn. Stereotyp? Być może, ale w tej chwili akurat się sprawdzał. Rolph jednak zdążył jedynie sięgnąć po gazetę, bo Abbott uporała się z pierwszą sukienką całkiem szybko. Poczuł nawet coś na kształt ulgi, ale przecież... Nie mógł powiedzieć tak od razu, że jej pasowała. Zwłaszcza że prywatnie nie był fanem tego typu dekoltów i krojów. - Wydaje mi się, że druga będzie dla ciebie bardziej odpowiednia pod kątem kolorystyki i kroju - powiedział po chwili milczenia, przyglądając się kobiecie. Nie była brzydka czy gruba, ale te ramiączka optycznie poszerzały jej ramiona, a co za tym szło: górę sylwetki. Trzecia, jeżeli by go pytać o opinię, nie podobała mu się ze względu na rękawy. Nie pasowały mu nigdy do sukienek, ale nie miał zamiaru wypowiadać swoich opinii nieproszony. Nie dał po sobie jednocześnie poznać, że coś mu w tej pierwszej nie pasowało. Nawet lekko uniósł kąciki ust w górę, lecz nie było widać tego błysku fascynacji w jego oczach, którego być może oczekiwała. RE: [3.07.1972] Zniszczona suknia - Bard Beedle - 08.04.2024 Mężczyźni mieli to do siebie, tę prostotę, że ubierali się tak samo, z niewielką różnicą kroju marynarki czy koszuli. Różnicach w kolorze i jakości materiału. Preferowali za dodatek krawat lub muszkę, u spodni zaś pasek z dowolnym wyglądem klamry. U kobiet ten etap odzieży był bardziej zróżnicowany z przeważającą różnorodnością kolorystyczną jak i krojami. Każda spódnica, suknia, bluzka koszulka wyglądały często w prostocie, koronkach czy nawet i w marszczeniach. Biorąc pod uwagę to, że ów suknię miał jej kupić Pan Lestrange, Marie chciała aby pomógł jej w dobrze. Będzie to dla niej cenna pamiątka, jaką suknię od niego dostanie. Może i ubierałaby ją często na ich spotkania? Kto wie. Jeszcze z jakąś chwilę sama sobie się przyglądała w odbiciu dwóch luster. Aż w końcu zniknęła w przymierzalni, aby ubrać drugą suknię. O jakiej mówił jej partner. Ubrała na siebie tę krótszą, z półokrągłym dekoltem. Choć była w kolorze ecru i miała błękitne kwiaty, nie wyglądała na niej tak źle jak na wieszaku. Wyszła, pokazując się Rodolphusowi, obracając się wokół swojej osi. Przyglądając się także sobie w lustrach. - A w tej? Lepiej? Zapytała, ostatecznie wzrok zatrzymując na jego obliczu. Uśmiechając się cały czas. RE: [3.07.1972] Zniszczona suknia - Rodolphus Lestrange - 13.04.2024 Partner... Czy to na pewno było właściwe określenie na ich dwójkę? W końcu byli dla siebie obcy, mimo iż mieli już pierwsze spotkania za sobą. W teorii do niczego nie doszło, chociaż powietrze pomiędzy nimi było gęste i ciężkie, pełnie niewypowiedzianych obietnic lepszego życia. Czyż jednak należało ufać mężczyznom jego pokroju? Mężczyznom o takim statusie, takim majątku i takim nazwisku? Czy Abbott w ogóle zdawała sobie sprawę z tego, że oficjalnie Rodolphus wciąż był zaręczony? Czy być może niewygodny fakt pominęła, zepchnęła gdzieś na bok, uznając, że ma szansę z kobietą o nazwisku Black? - Wyglądasz zjawiskowo - jego twarz na moment złagodniała, a on sam skinął głową z uznaniem. Sprzedawczyni, która wciąż kręciła się gdzieś w pobliżu, niemal natychmiastowo zmaterializowała się obok Marie. - Jest jakby stworzona dla pani! - zaszczebiotała, lekko podciągając materiał na jej barku. Szczupłe palce zebrały go w talii, a jej wzrok wodził po sukience, kroju i ciele Marie. - Ale tu by trzeba było bardziej dopasować... Tutaj jest go trochę za dużo, ale niewiele. Takie poprawki to góra dwa dni pracy przy naszym obłożeniu. Trajkotała, tak jakby Marie już podjęła decyzję. Lestrange nie lubił tego typu kobiet. Z czystej złośliwości miał ochotę powiedzieć kobiecie, żeby poszła i przymierzyła kolejne suknie lub być może poszła oglądać kolejne, ale... Grał. Nie mógł być dupkiem, nie przy kimś, przy kim miał zgrywać troskliwego, przystępnego. Nie westchnął więc nawet. Ba, nie odezwał się, zostawiając tę decyzję kobiecie. Tylko wpatrywał się w nią być może odrobinę za długo, tak jakby oczarowała go w tej właśnie wersji. RE: [3.07.1972] Zniszczona suknia - Bard Beedle - 16.04.2024 Na jego pochwałę, komplement, cokolwiek by to było, Marie zarumieniła się lekko. Spojrzała znów na swoje odbicie w lustrze, wygładzając sukienkę. Aż jej mowę odebrało, kiedy usłyszała tak przyjemne słowa ze strony Rodolphusa. Możliwe, że nie byli parą. Znali się zbyt krótko, aby na poważnie o sobie razem mówić. Jednak czuła, że to może być dla niej ten jedyny. Nie zapomniała o fakcie, że jest zaręczony. Starała się tę informację na razie odrzucać na bok. Wiedziała jednak, że musi uważać. Postawić granicę. Nie przekroczyć jej, nie chcąc wchodzić w konflikt z panną Black. Nie chciała zbyt szybko stracić pracy. Wysłuchała także ekspedientki, która swoim okiem krawca zwróciła uwagę na to, aby tę sukienkę nieco poprawić. Jakby uważała, że to będzie ta jedyna jaką Marie mogłaby już kupić. - Przymierzę jeszcze jedną.Została przecież ta trzecia. Nie znaczyło, że z tej zrezygnuje. Podobała się jej tylko dlatego, że podobała także i Rodolphusowi. Za zasłoną, potrzebowała chwili aby schłodzić swoje policzki. Jeżeli i w tej drugiej ją pochwali, będzie problem z wyborem. Dwóch jej przecież nie kupi. Wpadło jej coś jeszcze do głowy. Wychyliła się zza zasłoni przebieralni i odszukała wzrokiem kobietę ją obsługującą. - Mogłaby Pani przynieść mi także suknie w ciemniejszych barwach? Taka typowo wieczorowa. Poprosiła. Skoro już tutaj byli, chciała przymierzyć jeszcze jakieś ciemniejsze kreacje. Nie tylko same jasne. Może te ciemne lepiej podkreślą jej sylwetkę? Charakter? Jak Lestrange na to spojrzy? Kobieta zgodziła się i udała na poszukiwanie sukien. W tym czasie Marie zdjęła obecną sukienkę i założyła pozostałą, trzecią. Podobną do poprzedniej, z tym że miała inne wycięcie. W kształcie litery V. Rękawy na trzy czwarte, choć kwiaty bladofioletowe były piękne, to jednak coś jej ta suknia nie leżała. Widząc się w niej, przekrzywiła nieco głowę. Ale wyszła z przebieralni, aby pokazać się Rodolphusowi. - Chyba ta poprzednia była znacznie lepsza.Stwierdziła zastanawiając się, przyglądając w lustrach. Obracając tak, aby też i Lestrange mógł ocenić. Zła nie była. Ale jakby coś je nie odpowiadało. Czegoś brakowało? RE: [3.07.1972] Zniszczona suknia - Rodolphus Lestrange - 21.04.2024 Gdy kobieta zniknęła, a wraz z nią głowa Marie z powrotem zniknęła w przebieralni, Lestrange powstrzymał się od westchnięcia. Cichego, ale pewnie zauważalnego, więc ostatkiem sił tylko przeniósł wzrok na wieszaki, które były ulokowane aż pod sufitem. Podtrzymywała je magia i zapewne też magia sprawiała, że niektóre obracały się wolno, jakby w świetle promieni słonecznych. Pewnie były najdroższe. I mimo że pieniądze w tej chwili nie grały roli, to jakoś nie uśmiechał mu się fakt, że zapewne jedną z takich sukien wybierze ekspedientka. Przesadnie drogich szmat, które były przecież wyłącznie kawałkiem materiału. Prezencja prezencją, ale powinno się znać granice, czyż nie? Gdy Marie wyszła, od razu pochwycił jej niepewną minę. On sam przekrzywił głowę, a potem zmarszczył brwi, jakby w zastanowieniu. - Czegoś jej brakuje - powiedział w końcu, po chwili milczenia. - Nie ma tego czegoś, co miała poprzednia. Możliwe, że chodziło o rękawy. Albo o to, że nie została zebrana idealnie, że zebrany materiał był nieco za wysoko. Dziwnie leżała - niby było ok, ale tak nie do końca. I nawet on to musiał przyznać: poprzednia była zdecydowanie lepsza. - Zdecydowanie poprzednia była lepsza, ale ta... - kobieta wróciła, a przed nią dryfowała suknia. Nie sukienka - suknia. Te wcześniejsze można było przyrównać do koktajlowych, ta zaś była pełnoprawnie wieczorowa. Miała przepiękny odcień głębokiego granatu, materiał połyskiwał lekko w oświetleniu, lecz nie błyszczał się jak wiadomo co na wiadomo jakiej okazji. Była dyskretna, a jednocześnie przyciągała wzrok. Niby prosta, lecz delikatna złota nić, którą obszyto dekolt i ramiączka oraz brzegi aż krzyczała "droga". "Wyjątkowa". "Idealna". Nie miała gorsetu, lecz na plecach znajdowały się przepiękne jedwabne tasiemki, które tworzyły wspaniałe wykończenie pleców, zakończone kokardą. Można ją było również regulować, a przynajmniej tak wyglądała. - Może być nieco długa, ale odpowiednio wysokie obcasy i trochę skrócenia i powinna być jak znalazł. Kobieta machnęła różdżką, a suknia podpłynęła do Marie. Dryfowała wokół niej w powietrzu, krzycząc "przymierz mnie!". RE: [3.07.1972] Zniszczona suknia - Bard Beedle - 25.04.2024 Marie nie patrzyła na pryzmat zbyt drogich sukienek, na które nie było jej stać. Nawet jeżeli towarzyszyła jej bogata i znana persona męska, nie miałaby zapewne odwagi, aby prosić go o kupno jednej z najdroższych i pięknych sukien. Nie chciała się na weselu swojego brata czy kuzyna zbyt mocno wyróżniać. Aż taka nie była, żeby pokazywać się w czymś, na co jej jeszcze nie stać. Jeszcze, gdyż pewnie miała nadzieję poślubić bogatego męża. Oczami wyobraźni widziała już to właśnie z Rodolphusem. Ten bogaty ślub. Ta piękna suknia ślubna. Pokazała się w tej ostatniej z kolekcji sukience, ale i ta widocznie nie była jakoś przekonująca. Najbardziej sprawdziła się ta poprzednia. Była zwycięska w tej kategorii. - Czyli ta poprzednia sprawdziła się idealnie. Jedynie dać na poprawki.Stwierdziła, przyglądając sobie w odbiciach lewitujących luster. Nawet ekspedientka potwierdziła te słowa. Mimo to, Marie stwierdziła, że chce jeszcze zobaczyć jakąś wieczorową. Taką elegancką. Tylko przymierzyć, jeżeli już tutaj są. Bo może zdecydowałaby się na nią, jeżeli nie tę poprzednią, równie ładną i idealną na niemal każde okazje. Kobieta wyszukała odpowiedni krój z odpowiedniego materiały i przepięknych barwach. Pannie Abbott zaświeciły się oczy. Od razu jak tylko ta suknia powędrowała w jej kierunku, ujęła ją w swoje słonie. Przyjemny materiał. - Przymierzę.Zakomunikowała Lestrange’owi i schowała się zaraz w przebieralni. Zmieniła suknię i wyszła, przyglądając się sobie w odbiciach. Zupełnie inaczej wyglądała. Wygładziła materiał, obróciła się, ale faktycznie, była nieco długa. Gdyby miała teraz szpilki, to może by ten problem faktycznie zniknął? - I jak? Zapytała Rodolphusa. Jakie było jego zdanie? Jeżeli i ta suknia będzie odpadać, wróci do tej zwycięskiej jaką za drugą próbą ubrała. Nie chciała też za dużo czasu zabierać mężczyźnie z tymi swoimi przebieraniami, gdzie on zapewne mógł się nudzić. A także z powodu takiego, że mieli jeszcze kawę w planie. |