Secrets of London
[17 VIII 1972] flowers will grow from my bones | Morpheus & Erik - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [17 VIII 1972] flowers will grow from my bones | Morpheus & Erik (/showthread.php?tid=2953)

Strony: 1 2


[17 VIII 1972] flowers will grow from my bones | Morpheus & Erik - Morpheus Longbottom - 03.04.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III


17 VIII 1972, Warownia
Erik & Morpheus

Już od jakiegoś czasu nerwowa atmosfera spowijała Warownię. Morfeusz nie umiał przyłożyć palca do konkretnego momentu w czasie, gdy to nastąpiło, jednakże miał wrażenie, że miarowo narastało. Ciśnienie zbierało się, ciążąc, gęstniejąc, a kolejne warstwy niepokoju tylko nakładały się na siebie. Gdyby miał określić jakiś konkretny moment jednak, wahałby się między dwoma, pierwszym byłoby śniadanie po potańcówce, gdy coś się wydarzyło i większość, oprócz kaca, zmagała się z emocjonalnymi rozterkami, a wizytą na wyspie. Podczas snu był sam, ale sen powracał, mroził krew w żyłach. Chociaż rozbite przepowiednie same w sobie nie były dramatyczne, chodziło o to, jakie znaczenie za sobą niosły. Zupełną jałowość jego pracy i jego własnego istnienia. Na samą myśl robiło mu się niedobrze. Zmaganie się ze swoimi najwększymi strachami zawsze wprawiało w niepokój, a w przypadku tamtej wprawy, gdzie rzeczywistość nie tylko fragmentarycznie udawała przez wizję bogina lęki, ale stawała się nią, zamrażały ducha do głębi. Budził się wielokrotnie z mokrą poduszką, zlaną jego potem, gdy pamięć wyciągała tamte zdarzenia na powierzchnię.

Nic z tego nie było prawdziwe.

A jednak takie się zdawało.

Na śniadanie wypił kawę, bez cukru, czarną, jak pokutę. Nie miał ochoty na jedzenie, żołądek nadal ściśnięty, nie pozwalał mu nic przełknąć. Zamiast tego wyjął z kieszeni karty i potasował je, zerkając w przyszłość, szukając w niej Erika, chciał z nim porozmawiać na temat kolejnego lęku. Sam list przysporzył Morpheusowi kilku nowych siwych włosów na skroniach oraz marsowej miny przez poprzedni wieczór, gdy siedział nad nim i zastanawiał się nad tym, czy teleportować się od razu do Neila czy rozmówić z Erikiem na temat jego obaw. Nie chciał, w obecnej, nowej sytuacji, aby młody czarodziej stał się jedynie niedogodnością, problemem. Martwił się o niego, a im więcej myślał, tym więcej pytań bez odpowiedzi pojawiało się w jego głowie. Wraz z nocą wypełnioną koszmarami, przyszedł nieszczególnie przyjemny poranek.

Wyjął kartę. Dwójka mieczy. Zabawne. Tylko, że nie. Kobieta z dwoma ostrzami w rękach, skrzyżowanymi na piersi i z zawiązanymi oczami niemalże groziła mu. Trudne wybory i kompromisy.  Konflikty. Nie wróżyło to niczego dobrego ani tej rozmowie ani powodowi. Postanowił spacyfikować kartę dosłownością, więc jeśli miały być dwa miecze, niechaj dwa miecze będą. Wrócił na chwilę do swojego pokoju i z wielkiej szafy garderobianej wyjął czarny strój do szermierki, ignorując hełm, bez przesady. Ze ściany zdjął swój rapier, napisał karteczkę do Erika, wysyłając ją w stylu ministerstwa, jako samolocik i zszedł do miejsca, gdzie zwykle ćwiczyli fechtunek.


Będziemy walczyć na rapiery. Czekam w sali. Dzisiaj patronuje nam Mars.

[Obrazek: acWcAUw.png]

Morpheusowi było daleko od fizycznej tężyzny reszty Longbottomów, ale czuł, że w tym momencie, że rozpiera go ta energia, która była mu obca, a która przyszła razem z listem i wzmocniła się przez kartę z dworu mieczy. Wziął głęboki wdech. Ten, który mieczem wojuje, od miecza ginie, ale jaka jest piękna jego śmierć. Ćwiczył szermierkę odkąd nauczył się trzymać patyk w ręce i odpowiednie postawy z wyrysowanym jego własnym charakterem, jak pismo czy czarowanie, przychodziły mu z łatwością. Pozostało więc czekać na prawdziwego rycerza.

Może nie był to Mars, może to była Afrodyta Areia?




RE: [17 VIII 1972] flowers will grow from my bones | Morpheus & Erik - Erik Longbottom - 03.04.2024

Nawet w murach najznamienitszych budowli mogły pojawiać się pęknięcia, podobnie jak wraz z biegiem niezabezpieczone zwoje magiczne potrafiły obrócić się w proch. Czas. Niewidzialny wróg. Powolny zabójca. Trucizna, której nie sposób wykryć, bo spływa do ludzkiego gardła w każdej sekundzie, stopniowo prowadząc człowieka ku jego własnej zagładzie. Ponoć takie stopniowe karmienie organizmu płynną zmorą potrafiło zwiększyć tolerancję nad nią, jednak czy faktycznie tak robiła? Może jedynie usypiała czujność do tego stopnia, że ludzie nie spodziewali się ataku, a gdy ten w końcu nadchodził byli wobec niego bezbronni?

Tak jak bezbronni byli sami mieszkańcy Warowni wobec wydarzeń, które toczyły się zarówno w jej czterech ścianach, jak i poza granicami działki. Każdy miał mityczny gorszy okres, kiedy nie zawsze spisywał się na medal i daleko mu było od szczytowej formy. Najwyraźniej dla czarodziejów i czarownic z posiadłości Longbottomów był to czas wakacji. Erik na pewno to odczuwał; ostatnie tygodnie były okropne, a jedno wydarzenia zdawało się ciągnąć ze sobą masę innych, wywołując swego rodzaju reakcję łańcuchową. Może dlatego w ostatnich dniach skupiał się na tym, aby spróbować naprawić, to co nie grało?

Posyłając wujowi wiadomość na temat Neila, liczył na to, że i to nie sprowadzi na ich głowy żadnych problemów. Nie chciał martwić Morfeusza i nie chciał sprawiać kłopotów jego młodemu protegowanemu, ale nie potrafił też zatrzymać tych informacji dla siebie. Wiedział, że sam miał mnóstwo szczęścia w kwestii biurokratycznych walk z Ministerstwem Magii i akceptacją kryjówki. Jak do tej pory nie angażował się zbytnio w sprawy innych wilkołaków, jednak teraz było inaczej. Bardziej personalnie, może właśnie przez to, że poznał Enfera nieco bliżej podczas potańcówki. Poza tym czyż nieoficjalna dewiza rodu nie brzmiała ''pomagamy póki możemy''? Nie stronili od udzielania wsparcia obcym, więc czemu mieliby postępować inaczej w stosunku do sojuszników Warowni?

Śniadanie tego dnia zjadł w pokoju, porządkując dokumenty służbowe, które zdążyły się uzbierać w sporych rozmiarów stertę przez tydzień zawieszenia w obowiązkach służbowych. Na samą myśl dostawał bólów głowy i miał ochotę rozmówić się z szefostwem, aby wybronić decyzje, jakie podjął podczas wizyty w Little Hangleton. Nie było jednak ku temu okazji, a i perspektywa zaognienia konfliktu na wyższych szczeblach władzy niezbyt była mu w smak. Powinien jakoś rozładować to napięcie, wyładować się i... Wtedy właśnie przez uchylone drzwi wleciał samolocik z wiadomością od Morfeusza. Starcie szermiercze.

A to ci dopiero niespodzianka — mruknął pod nosem Erik, składając wiadomość na cztery i odkładając na biurko.

Z rozpromienioną twarzą przeszedł w pobliże szafy i wyciągnął z jej czeluści uniform szermierczy: spodnie na szelkach i bluzę z kompletu w kremowym kolorze. Ochraniacze i maskę sobie darował, wychodząc z założenia, że był to zwykły trening, a nie oficjalne zmagania, które podlegałyby ocenie starego Godryka. Przy odrobinie szczęścia na niego nie trafimy, pomyślał, wbijając się w swój strój, aby chwilę później znaleźć się już na parterze Warowni, z prywatnych rzeczy zabierając ze sobą jedynie rapier i różdżkę, która znalazła się w elastycznej kaburze przytłoczonej do spodni w okolicy uda.

Nie spodziewałem się treningu, ale to też jest jakiś sposób na prowadzenie dyskusji — odezwał się na powitanie, kłaniając się lekko przed Morfeuszem. Wykrzywił usta w lekkim uśmiechu.

Wykręcił głowę, aby zajrzeć do salonu. Większość rozgrywek na terenie posiadłości odbywała się właśnie w pokoju wspólnym; dużo światła, jeszcze więcej przestrzeni, zwłaszcza po przepchnięciu wszystkich mebli pod ściany. Skoro mieściło się tu wystarczająco dużo ludzi, aby wyprawiać tu przyjęcia, to pojedynek jeden na jeden, również miał szansę tutaj zaistnieć. Longbottom wkroczył na środek domowej areny, rozglądając się bacznie, czy przypadkiem nie zostały tu żadne wazony i drogocenne figury rodziców. Przerobił już parę razy podobną wpadkę. Nie było miło.

Mam nadzieję, że mój list cię nie wystraszył — zagaił, dla bezpieczeństwa odstawiając ozdoby, które stały na parapecie w bardziej odległe miejsce. Oprócz tego pomieszczenie zostało odpowiednio przygotowane przez Morfeusza do treningu. — Pomyślałem, że powinieneś wiedzieć.



RE: [17 VIII 1972] flowers will grow from my bones | Morpheus & Erik - Morpheus Longbottom - 17.04.2024

O Panie, potężny i mocny, którego gniew osusza dno morza, którego potężne spojrzenie łamie góry. Wzywam Cię, Marsie, wojowniczy Marsie, przez serce potężnego lwa i przez płomień wielkiego, gorejącego ognia, byś był mi posłuszny. Wzywam Cię, Marsie, krwisty i śmiały, przez powietrze, przez ziemię i przez środek ziemi, byś był mi posłuszny. O Marsie, którego radują klęski, który i gardzi szczęściem, wzywam Cię!

Morpheus odkłonił się przed Erikiem, zgodnie z konwenansem.

Wszelkie meble oraz elementy wyposażenia stworzyły nieożywioną widownię pojedynku pod ścianami pomieszczenia, ustawione tak, aby żadna waza ani porcelanowa rzeźba nie ucierpiała podczas patyczki dwóch magów. Dywan został zwinięty i ustawiony w kącie, prawie jak sędzia, opiekujący się starciem. Nie potrzebowali go, oczywiście, nie planowali zrobić sobie krzywdy, a jedynie poćwiczyć. Konwersacyjna aktywność, jak tańce towarzyskie z damami podczas balu.

Zbyt długo nie trzymałem broni innej, niż różdżka — wyjaśnił. Na najbliższym stoliku postawił magiczną kulkę, która dotknięta różdżką przez Morpheusa, uniosła się w powietrze, lśniąc lekko na złoto. Był to rodzaj czasomierza, bardzo prostego w obsłudze, o wyglądzie przypominającym znicz, ale większym i zrobionym w większości ze szkła, z iskierką wewnątrz. Stuknął go drugi raz, a wtedy ten zaczął pulsować lekko niebieskim światłem, odliczając w spokojnym rytmie dziesięć sekund, do startu sparingu.

W tym czasie starszy Longbottom założył rękawiczki z miękkiej skórki, dobył rapiera i ustawił się w pozycji do fechtunku. Gdy miganie zmieniło się na zielone w ostatnich trzech sekundach oczekiwania, zmrużył oczy w skupieniu na oponencie. Morpheus lubił walczyć rapierem, chociaż umiał też cięższym, klasycznym mieczem, co wymagało konsultacji ze średniowiecznymi manuskryptami. Mało kto wiedział, że można miecz zatrzymać ręką, jeśli zrobi się to odpowiednio dobrze lub uderzać głownią, jak bronią obuchową. Nie było to ani eleganckie, ani sprawiedliwe, ale na pewno skuteczne. Skuteczność za to stanowiła klucz do wygranej. W starciu z bratankiem nie potrzebował tak brutalnych środków, dlatego zdecydował się na rapier i czysto sportowe formy.

Ostatnie mrugnięcie i...

Delikatny dzwonek oznajmił początek sparingu i atak ze strony Morpheusa, szybki i agresywny. Podczas walki bronią białą, widać było jej naleciałości na używanie różdżki przez wieszcza. W ten sam sposób czarował, gwałtownie, szarpanymi ruchami, sobie tylko znaną choreografią. Sposób używania różdżki był jak charakter pisma, mówił wiele o człowieku i wywodził się z jego korzeni.

Kiedy metal krzyżował się z metalem, odpowiedział:

Nie, zupełnie nie. Natomiast. Zagniewał. Nie na ciebie oczywiście.

Chwila odskoku do tyłu i znów zwarcie.

Neil nie asymiluje się z magiczną społecznością i nie pozwala. Nie pozwala sobie pomóc. Nie szuka. Pomocy. Jest mugolakiem. Martwię się o. O niego. Nie. Nie widziałem go od potańcówki. Miałem. Nóż. Wiesz sam.

Słowa przecinały dźwięki krzyżujących się broni oraz przyśpieszonego oddechu. Morpheus szybko dostawał zadyszki, co wraz z mówieniem, sprawiało, że wydolność płuc bardzo spadała.


Rzut na Aktywność Fizyczną (N) na ogólny atak
[roll=N]



RE: [17 VIII 1972] flowers will grow from my bones | Morpheus & Erik - Erik Longbottom - 18.04.2024

Może to kwestia innej perspektywa, a może różnych doświadczeń związanych z pojedynkami, jednak Erik przestał zwracać uwagę na meble, gdy tylko te zostały usunięte z głównego pola ich areny. Niemożliwe było mieć oczy dookoła głowy, a wzrok powinien być skupiony na przeciwniku. Nie na sędzim, nie na publiczności. Powinien być tylko on i przeciwnik lub ewentualnie elementy areny, które można było wykorzystać na swoją korzyść.

Pole bitwy było niczym zamknięty i odizolowany od reszty rzeczywistości świat, w którym zbyt duża liczba elementów mogła jedynie rozpraszać i tym samym utrudnić rywalizację o pierwsze miejsce. Teraz, w Warowni Longbottomów, stawka może i nie była tak wysoka, ale przyzwyczajenia z pracy czy klubu pojedynków dalej pozostawały żywe. Bądź co bądź, ciężko, aby przymarły skoro pieczę nad rodem dalej sprawował przewodniczący tegoż klubu.

W Grecji nie pozwolili ci wypróbować żadnej włóczni czy trójzębu? — spytał z lekkim uśmiechem, przerzucając rapier z jednej dłoni do drugiej.

Zmarszczył brwi, gdy Morfeusz zaczarował małą kulkę. W ostatnim czasie większość sesji treningowych odbywał w towarzystwie Geraldine, a ona nie potrzebowała takich... upiększeń. Runda kończyła się, gdy jedna z osób została zapędzona w kozi róg lub straciła możliwość ataku. Publiczność by to uwielbiała, zwrócił jednak uwagę Erik. Pokazy Klubu Pojedynków dla pięknych i bogatych na pewno doceniłyby taki dodatek.

Nie spodziewał się tak intensywnego ataku ze strony wuja. Skupił się więc na parowaniu, ustępując poniekąd pola starszemu krewnemu, jednak nie dając się zepchnąć do kompletnej defensywy. A co zaś tyczyło się naleciałości technicznych... Nie było w tym nic dziwnego. Niektórzy adaptowali ruchy pędzla do pracy ze swoją różdżką, inni dłuto lub naśladowali ruchy własnych rąk, a Erik zaadaptował oręż. A przynajmniej tak mu się wydawało, bo w gruncie rzeczy nigdy się nad tym nie zastanawiał. Wychowywał się jednak pośród Longbottomów, toteż ostre przedmioty towarzyszyły mu wczesnego dzieciństwa.

I słusznie — odparł, przygotowując się do skontrowania morfeuszowego cięcia z zamiarem odepchnięcia go w bok, co by uniemożliwić mu trafienie. Uśmiechnął się minimalnie, gdy manewr się powiódł. — Brakuje mu przewodnictwa. Twardego przewodnictwa. To tak jakby znał ruchy tańca, ale w trakcie układu wracał do jego początków.

Nie mógł powiedzieć za wiele o tym, jak wyglądały dotychczasowe kontakty ze światem czarodziejów w wykonaniu Neila, jednak zaskoczyło go to, że ma problem z tym, aby się w nim zagnieździć. Był pewien, że Morfeusz pełnił funkcję jego mentora, przewodnika, który pomaga mu... w czymś. Nie potrafił jednak jednoznacznie stwierdzić, w czym konkretnie.

Przez to, że starszy Longbottom pracował w Departamencie Tajemnic, Erik nauczył się, że na niektóre pytania nie będzie mu dane poznać odpowiedzi. A czasem lepiej było tkwić w niepewności niż spotkać się z głuchą ciszą, która miała posłużyć za respons. Na pewno było to mniej frustrujące niż pogodzenie się, że w pewnych kwestiach zawsze spotka lukę, której nie zdoła zapełnić faktami.

Nie zmusi się nikogo do partycypacji w życiu publicznym — cofnął się o pół kroku, unosząc rapier, gotów do odparcia kolejnego ataku. — Ale z tą kryjówką to on naprawdę potrzebuje pomocy. Realnej pomocy. Chowanie się podczas pełni w piwnicy, gdy na piętrze jest rodzina...

(Aktywność Fizyczna) Odbicie ataku Morfeusza w bok
[roll=PO]



RE: [17 VIII 1972] flowers will grow from my bones | Morpheus & Erik - Morpheus Longbottom - 18.04.2024

Kiedy się poznaliśmy, nie. Nie miał nawet. Różdżki. Przy. Sobie. — Morpheus próbował wykonać unik, ale rapier elegancko ciął, a kulka zalśniła czerwonym w połowie, po stronie stryja. Trafienie zajaśniało też wątłym blaskiem na kombinezonie, udając bardzo wytworną ranę. Zupełnie, jakby wszystko dookoła wuja musiało być idealnie wypielęgnowane tak jak jego wiecznie zaczesane do tyłu włosy i świeży wygląd nawet po nieprzespanych nocach. Morpheus nie pozwalał sobie na odstępstwa od swoich określonych zasad, aby inne nagięcia uchodziły mu na sucho. — Zostawił ją na zapleczu.

Erik musiał znać tę historię, wtedy cały magiczny stał w podwyższonej gotowości. Wieszcz brał udział w obronie niedużego baru w dzielnicy robotniczej, stawiając opór naśladowcom Śmierciożerców, nim dotrze tam BUM lub aurorzy. Jego dar dał mu przedsmak wydarzenia, a gdy próbował określić, kiedy to się wydarzy, trafił w sam jego środek. Później okazało się, że właściciel tego miejsca, mugol, jak i jego żona, mieli córkę w Hogwarcie i dlatego, potencjalnie, stali się celem.

Stworzył między nimi dystans, aby złapać oddech. Był na straconej pozycji od początku sparingu, I nie tylko dlatego, że był niższy, miał krótsze ręce i... Prawdę powiedziawszy, Erik zaszczepił w nim bardzo interesującą myśl. Chciałby spróbować walki trójzębem, brzmiało to wyjątkowo intrygująco i na pewno zbijało z tropu. Musiałby poćwiczyć tężyznę fizyczną, ale dystans do przeciwnika znacząco pomagał. Nie miał jednak czasu na fantazjowanie o innej broni, gdy jedną miał już w dłoni. Ponownie przeszedł do ofensywy, ale dużo mniej agresywnie, klasyczny sparing, zgrzytanie metalu o metal, ale czuł swoją porażkę w kościach. Oby bolało. Chciał pozbyć się gniewu.

Kiedy. Kiedy proponowałem mu podłączenie kominka do fiuu, w razie czego... Na bogów, mieszka na Horyzontalnej, jest łatwym celem, odmówił. I nie umie się teleportować — wymieniał coraz bardziej zapalczywym tonem żmii, syczącej ostrzegawczo.  Trochę, jakby to Erikowi miał za złe, że Neil nie radzi sobie w magicznym życiu. Nie miał, oczywiście, bardziej był zły na siebie, po pierwsze, dlatego, że dał się poddać poczuciu odpowiedzialności, ale także dlatego, że Neil stanowił obciążenie, ze swoimi humorkami  i beznadziejną niechęcią do zmiany jakości swojego życia. Świat dawał mu cytryny, aby zrobił z nich lemoniadę, a on zostawiał je, aby gniły i go zatruwały.

I odrzuca wszelką pomoc. Proponowałem mu staż w Mungu, jestem dobrym znajomym z panią Bulstrode, mógłby nawiązać znajomości z magimedykami. Jego ojciec jest chory — kontynuował z jadem w głosie. Tutaj łatwo było zrozumieć myślenie Morpheusa. Zamiast zajmować się domowej jakości ziółkami i tinkturami, młody czarodziej mógł studiować pod okiem profesjonalistów i pracować nad nowymi metodami leczenia. Ktoś z branży mógłby zainteresować się przypadkiem jego ojca i... go wyleczyć. 

Nie jestem jego właścicielem, nie założę mu obroży. Już wystarczy, że się zakochał, to brzmi jak kojec sam w sobie. — Z Erikiem mógł mówić o tym otwarcie. — A wiesz doskonale, że ja nie bawię się w stałe związki. Jeśli mam być mentorem, mogę być tylko mentorem. Nikim więcej. Mildred jest mniej tragicznym przypadkiem, a doskonale wiesz, jaka jest Millie.

Kropelka potu spłynęła mu po skroni, a gniew buzował w żyłach. Żadko kiedy wuj tak bardzo przypominał dziadka Godryka, jak w tej chwili. Zamarkował uderzenie w udo, by szybko przenieść miejsce celowania w przeciwległe ramię. Nikłe były jednak jego szanse przy tym poziomie zamroczenia frustracją. 


Rzut na Aktywność Fizyczną (N) na atak w ramię

[roll=N]



RE: [17 VIII 1972] flowers will grow from my bones | Morpheus & Erik - Erik Longbottom - 23.04.2024

Jest to nieco dziwne — przyznał ostrożnie, słuchając tłumaczeń Morfeusza. Gdyby nie to, że chłopak był dorosły, powiedziałby, że mieli do czynienia z kimś kompletnie nowym w świecie czarodziejów. A skoro Neil odebrał pełną czarodziejską edukację, to chyba po tylu latach powinien być przyzwyczajony do standardów życia w tej społeczności, czyż nie? — Gdyby mieszkał w mugolskiej dzielnicy, byłbym mniej zaskoczony. Skoro już i tak wpakował się na Horyzontalną, to podłączenie kominka do sieci nie powinno być aż takim problemem. Nie ma tam ryzyka złamania ustawy o tajności.

A nawet gdyby Enfer pomieszkiwał poza magicznym Londynem, to prawdopodobnie i tak mógłby podłączyć swój lokal pod sieć Fiuu. Ministerstwo Magii raczej nie robiłoby z tego dużych problemów; szeregi świata czarodziejów dalej zasilała całkiem spora liczba mugolaków czy czarodziejów półkrwi, którzy preferowali życie po drugiej stronie Dziurawego Kotła. Erik nie do końca rozumiał, czemu chłopak tak się przed tym wzbraniał. Zwłaszcza że nie był ewenementem jak Cresswellowie, którzy według plotek otrzymali magię dopiero w wieku dorosłym po jakimś... przedziwnym zdarzeniu, w jaki zaangażowana była kobieta z rodu, jabłoń i piorun.

W Ministerstwie Magii zachowywał się tak, jakby był nieco zagubiony — dorzucił od siebie Erik, mimowolnie skupiając się na spotkaniu z Neilem. — Przyszedł tam ze świadomością, że jego papiery i tak raczej nie przejdą. To tak jakby pójść do apteki bez recepty i dziwić się, że nikt ci nie chce wydać leków.

Porównanie nie należało do zbyt eleganckich, a i ton Longbottoma wskazywał na to, że nie rozumiał tok myślenia chłopaka. Może liczył na cud. Może czuł się zobligowany do tego, aby spróbować, chociaż dobrze wiedział, że nie miał zbytnio szans z urzędniczą maszyną. Detektyw potrafił nie zgadzać się z wieloma aspektami działaniami Ministerstwa Magii, ale co do wymogów dotyczących kryjówek wilkołaków nie miał najmniejszych złudzeń - wyśrubowane kryteria były potrzebne, zarówno dla dobra likantropów, jak i ich krewnych oraz zwykłych ludzi.

Duma? Tak został wychowany? — Uniósł pytająco brwi, jakby liczył, że pytania tego typu naprowadzą Morfeusza na jakiś trop. Chłopak ewidentnie dostał kilka ofert pomocy, a jednak zdawał się z niechęcią podchodzić do tego, aby z nich skorzystać. Nawet jeśli mogły mu bardzo pomóc. — Wspominał krótko o ojcu. Chyba planują jakąś podróż na rehabilitacje w Skandynawii. — Zmarszczył na moment czoło. — Coś w tym stylu.

Nieoczekiwanie zgubił krok, gdy wuj nieoczekiwanie rzucił, że chłopak się w nim zakochał. To nieco wytrąciło Erika z równowagi, jednak stosunkowo szybko odzyskał rezon. Zgarbił się jednak nieco, jakby nagle opadł mu na barki ciężar własnych wspomnień. Nie był najlepszy z matematyki, ale nie musiał też być geniuszem, aby wykalkulować, że różnica między nimi była dosyć mocno zbliżona do tego, ile lat oddzielało Erika od Laurence'a, gdy się poznali.

Każdy miał swoje wady, jednak Morfeusz jawił się Erikowi jako nieporównywalnie lepszy człowiek względem Laurence'a. Nie był zdziwiony, że chłopak się zadurzył. Młodszy Longbottom poczuł nieprzyjemny ścisk w żołądku, gdy mimowolnie dalej porównywał sytuację Neila do swojej własnej. Czy koniec tej relacji miał być dla Neila równie burzliwy, jak ten jakiego doświadczył Erik za młodu w wykonania starszego aktora?

Założenie mu obroży byłoby co najmniej niestosowne, biorąc pod uwagę jego schorzenie. Nawet jeśli niektórym wilkołakom taki układ by pasował. Zachowajmy jednak minimum wyczucia, co? — skomentował miałkim głosem. — Oczywiście. Doskonale wiem, jaka jest Millie. Słodka. Urocza. Bezproblemowa. Uległa. Potrafi okazać skruchę. Nie używa podwórkowego języka. Idealna studentka — sarknął pod nosem.

Chyba tylko to, że znali się od lat, sprawiało, że w pewnym momencie nie urwał Mildredzie głowy, słuchając jej niezliczonych komentarzy okraszonych coraz to wymyślniejszymi przekleństwami. To jednak nie panny Moody dotyczyła ich rozmowa. Jej temat na pewno byłby prostszy, jednak nie spotkali się tutaj, aby rozmawiać o sprawach łatwych. A przynajmniej nie tylko o nich. Mentor, nie kochanek. Nikt więcej. Ciekawe, jaki chłopak ma pogląd na tę sytuację, pomyślał, przyjmując pozycję obronną, gdy Morfeusz gotował się do ataku.

(Aktywność Fizyczna) Przyjęcie ciosu Morfeusza na rapier x1
[roll=PO]

Chyba za bardzo rozproszyły go wieści na temat natury relacji łączącej Neila z Morfeuszem, bo... Zupełnie nie przewidział tego, że atak skierowany na jego udo nagle przekształci się w uderzenie w ramię. Rapier uderzył o kombinezon Erika, sprawiając, że krwistoczerwone światło rozlało się po miejscu uderzenia. Młodszy Longbottom skrzywił się i odskoczył do tyłu z niezadowoleniem wypisanym na twarzy.

Tak właściwie... Tak właściwie to wiesz, kim chcesz dla niego być? — spytał powoli, poruszając niespiesznie barkiem.



RE: [17 VIII 1972] flowers will grow from my bones | Morpheus & Erik - Morpheus Longbottom - 06.05.2024

Uparty jak nastolatek, zaradny jak dziecko. W obecnej sytuacji nie stać mnie na to, aby poświęcić czas na prostowanie ścieżek przed jego miękkimi stopami. — Brzmiał okrutnie, ale, nawet jeżeli na co dzień wyglądał beztrosko, swobodnie w kolorowych koszulach i drapowanych szatach, w uśmiechu i ekspresyjnej mimice, okrzepł dość mocno w ostatnich miesiącach. Obiecał Brennie. 

Erik. To była metafora. Co prawda groziłem tym Mildred i Mulciberowi, ale to nie to samo. — Nie każdy może poszczycić się tym, że wyjął karty, transmutował dwie z nich w obrożę ze smyczą i dał dwójce czas minuty na rozwiązanie sporu, inaczej zamierzał oboje opanować w ten zdecydowanie poniżający sposób. Alexander miał jako zwierze totemiczne psa, natomiast Millie była BUM-owcem. Psiarnia, prawie jak Warownia. A przecież on sam też uśmiechał się czasami z tą nutą zezwierzęcenia, jakby był pięknym materiałem na wilkołaka.

Gdybym nie miał sumienia, powiedziałbym, że nikim. Zdajesz sobie sprawę, Erik, że można uprawiać seks bez zobowiązań? O to w tym wszystkim chodziło, zdjęcie z barków napięcia, przedstawiłem sprawę jasno. Tak myślałem. Nie jest mi obojętny, ale...

Pomimo progresu w świecie Mugolskim, w magicznym społeczeństwie, zwłaszcza arystokracji, małżeństwa kojarzone miały się świetnie. Istniały też dwie kompletnie odmienne narracje, dotykające różnie nowożeńców przymuszonych przez swoje rodziny do tego aranżu. U kobiet mówiono o tym, że nawet jeśli teraz nie kocha swojego narzeczonego, z czasem znajdzie tę miłość, a u mężczyzn? Nawet pominąwszy kwestie związane z rodzeniem dzieci, było prawdą to, że jeśli nie ma początkowej fascynacji, zakochania, nie pojawi się ono nigdy. W takich wypadkach miłości należało szukać w szeregach kochanek. W przypadku zaś, gdy nie wiązało ich nic żadna umowa, żaden konwenans, nie dało się zmusić drugiej osoby do relacji. Pominął całkowicie to, że Neil wykorzystał kiepską sytuację psychiczną Morpheusa, tę wrażliwość wieszcza i siłę, z jaką śmierć brata rozbiła jego stabilność. Był winny sam sobie, gdy pozwolił temu przejść dalej, niż tylko do pocałunków.

Otacza mnie w pracy zbyt wielu konserwatystów, aby wyobrażać sobie spokojne życie z kimkolwiek, kto nie jest kobietą. A teraz jeszcze klub czytelniczy Brenny. Nie mogę pozwolić sobie na to, żeby stracić pracę w Departamencie Tajemnic. Najłagodniejszym byłoby zakończyć tę znajomość i chronić go z daleka. Niech jego rodzice wygrają na loterii, sam ją ufunduję.

Nawet jeżeli pieniądze nie rozwiązywały wszystkiego, mogły pokonać kilka z przeszkód życiowych Neila. Może tak byłoby lepiej? Aby złamał mu definitywnie serce i uwolnił ich oboje od problemu. Uprawianie seksu z niestabilnym emocjonalnie wilkołakiem, gdy największym strachem jest utrata daru jasnowidzenia, było co najmniej głupie.

Skupił się na walce, czekając na to, aż Erik go zmiażdży, czy to w walce czy to wyrzutami.


Rzut na atakowanie AF(N) Erika w prawy bark

[roll=N]



RE: [17 VIII 1972] flowers will grow from my bones | Morpheus & Erik - Erik Longbottom - 11.05.2024

Nie wiedział, co powiedzieć. Na co dzień wychodził z założenia, że jeśli można było komuś pomóc, to powinno się to zrobić, a przynajmniej spróbować. Przywykł do tego, że pomagał swoim bliskim, jak mógł, nawet jeśli nie znał się na danej dziedzinie życia. Być może dlatego Nora już lata temu przestała go relegować do pomocy w kuchni, a zamiast tego znajdowała mu jakieś ''męskie'' obowiązki pokroju przestawiania ciężkich mebli czy naprawy szafek. A czasem po prostu służył jako jej spowiednik, gdy opowiadała mu o swoich kolejnych rozterkach. W tym zdecydowanie był bardzo dobry.

Starał się jednak rozumieć, że nie każdy był gotów poświęcić się ciągłemu wspieraniu drugiej osoby, jeśli ta tego nie odwzajemniała lub po prostu nie pozwalała sobie pomóc. Czy właśnie taki problem nawiedził Neila i Morfeusza? Erik zmełł w ustach kolejne pytania, które wydawały się zbyt personalne, aby wypowiedzieć je na tym etapie na głos. Jeśli wuj nie czuł się w tym momencie na siłach, aby wesprzeć Neila, to może faktycznie nie powinien tego robić. Dla dobra ich obu. Pielęgnowanie płomienia mogło przynieść miłe chwile, ale zwiększało to też szanse na nieoczekiwanie sparzenie się. A takie rany potrafiły pozostać z człowiekiem nawet po zabliźnieniu obrażeń.

A jednak masz sumienie — zauważył Erik. — Jakoś zaszliście do takiego poziomu, że przyprowadziłeś go na ostatnią potańcówkę. Więc zdecydowanie nie jest nikim. — Zamilkł na moment, po czym sarknął na słowa Morfeusza, gdy ten wspomniał o cudownym układzie, jakim było friends with benefits. Czy jakoś tak. — Naprawdę? — Rozchylił w zdumieniu usta. — Nawet mi to przez myśl nie przeszło. Do tej pory sądziłem, że to miejska legenda. A więc to jednak fakt?

Może Longbottom nie był idealny, ale chyba nie potrafiłby zredukować relacji z daną osobą do relacji czysto fizycznej. Pragnął kontaktu, który spełniłby zarówno potrzeby jego ciała, jak i umysłu, a średnio mu się uśmiechało ufanie komuś, kto szukałby jedynie łóżkowych uciech. Nie wspominając już o tym, że musiałby wówczas zawierzyć w gruncie rzeczy przypadkowym osobom. A biorąc pod uwagę, że w ostatnich miesiącach coraz częściej gościł na okładkach gazet i na językach socjety, nie bardzo widział tutaj pole do popisu. Wzdrygnął się na myśl, co by było, gdyby kiedyś okazało się, że wylądował parę razy w sypialni jakiegoś przestępcy albo, Merlinie broń, Śmierciożercy. Czasem mniej znaczy więcej. A Erik był cierpliwy. Mógł poczekać na odpowiednią osobę.

Przykro mi — powiedział po prostu, nie potrafiąc znaleźć odpowiednich słów.

Poniekąd jechali na tym samym wózku, chociaż Morfeusz zdecydowanie miał więcej do stracenia przez swoje powiązania z Departamentem Tajemnic. Bądź co bądź, było to jedne z nielicznych miejsc, gdzie faktycznie mógł rozwijać swoje dary i umiejętności we względnie bezpieczny sposób. A całe lata spędzone pośród obsydianowych korytarzy na pewno pomogły mu znaleźć swego rodzaju rutynę. Mógł też po prostu lubić swoją pracę, co po dołączeniu do Zakonu Feniksa tylko nabrało na znaczeniu. A Erik? Cóż., Erik ledwie parę dni temu wrócił do pracy po zawieszeniu po tym, jak pozwolił Geraldine Yaxley wysadzić błotoryja w powietrze. Dalej nie wiedział, jak sprawa się rozwinie i czy przypadkiem nie będzie teraz uważniej obserwowany.

Aczkolwiek plan jest sprytny — pochwalił z przekąsem krewniaka, kręcąc powoli łepetyną. — Chociaż na twoim miejscu porozmawiałbym o tym najpierw z Brenną. Loterie i licytacje zna od podszewki, więc na pewno chętnie udzieli kilku wskazówek, co do tego, jak to załatwić po bożemu. — Uśmiechnął się przewrotnie. — Może nawet ominie cię występ na scenie.


(Aktywność Fizyczna) Czy Erik zdoła zrobić unik?
[roll=PO]

Zamach Morfeusza, chociaż szybki, okazał się na tyle niechlujny w wykonaniu, że Erik bez większych problemów zdołał się uchylić przed ciosem. Przesunął się na tył, ustawiając rapier w pozycji obronnej. Obrzucił wuja badawczym spojrzeniem, biorąc kilka głębszych oddechów.

Jesteś nim sfrustrowany czy po prostu zagubiony w sytuacji? — rzucił, dając im chwile wolnego na oddech. Potem podjął próbę wykonania cięcia skierowane w lewę ramię Morfeusza.

(Aktywność Fizyczna) Cięcie w lewe ramię x1
[roll=PO]



RE: [17 VIII 1972] flowers will grow from my bones | Morpheus & Erik - Morpheus Longbottom - 21.05.2024

Przyprowadziłem? Zaprosiłem go, żeby się asymilował z kimś bliżej swojego wieku, bo nie zamierzałem go traktować tylko jako...  — Usłyszał kroki na korytarzu i umilkł. Kontekst był wystarczająco jasny. Widocznie Morpheus rozgniewał się na to, jak ujął to Erik, jakby nagle starszy Longbottom obiecywał tamtemu domek z białym ogródkiem, czerwonego pick-upa i trójkę adoptowanych dzieci. Niewymowny nie wierzył, że kiedykolwiek będzie istniał świat, w którym tacy jak on czy Erik mogliby żyć jawnie i w szczęściu. Nie chciał o tym myśleć, szukać prawdy tej tezy, bo wtedy za bardzo myślał o przeszłości, o nadgiętym asie kielichów jego ulubionej talii. Było zbyt wiele rzeczy, które oddałby, aby teraz móc wracać do Praw Czasu, witać się z Vakelem w zupełnie innym nastroju i słuchać przy kominku, jak opowiada mu o swoich badaniach do następnej konferencji, jak bardzo chciał opowiadać mu sekrety Komnaty Przepowiedni, gdy już przygasną światła i świat będzie składał się tylko z ich dwojga i ich czystego domu, z miejskim szumem za oknem. Myślał, że zwymiotuje od tych myśli. Bardzo starał się wyrzucić Dolohova ze swojej głowy i serca, słuchać mądrości Brenny. Dwadzieścia lat. Kochał go dwadzieścia lat. Oto, o co modlił się do gwiazd: o łagodniejszy początek i milszy koniec. 

Syknął, gdy poczuł na ramieniu ból. Będzie miał siniaki, ale jemu to nie szkodziło, wręcz przeciwnie. Trochę bólu pozwalało pamiętać, że się żyje. Po to tutaj był, dla bólu.

Znów wymieniali ciosy, iskry ścierającego się metalu ślicznie błyszczały między nimi, muzyka metalu uprzyjemniała czas, nawet nie było prawie widać zaciśniętej szczęki Morpheusa, który nacierał z prawie całą swoją siłą, nie odstępując kroku od bardziej wysportowanego bratanka.

Sprawa byłaby prosta, gdyby grał w takie pierdoły. Nie robi tego. Nie zdaje się nawet na los. Oba, Eriku. Jestem sfrustrowany. Domyślam się, że ty nie masz takich problemów. — Chciał, aby Erik był szczęśliwy, a jednocześnie obawiał się, co się stanie z Antoniuszem, gdy jego romantyczne serce zostanie złamane po raz wtóry. Jako Anam Cara, połowy duszy, stali na przeciwległych krańcach, Morpheus chodził do łóżka z kimkolwiek, Antoniusz natomiast... Zdecydowanie nie. 

Zaatakował mocniej, na wprost, w rozbudowaną klatkę piersiową bratanka, prosto w serce.


Cios w "serce", rzut na Aktywność Fizyczną (N)
[roll=N]



RE: [17 VIII 1972] flowers will grow from my bones | Morpheus & Erik - Erik Longbottom - 30.05.2024

Szkoda, że nie trafił na lepsze towarzystwo do asymilowania się, pomyślał z ubolewaniem Erik, postanawiając jednak nie wyprowadzać krewnego z błędu. Podejrzewał, że Morfeusz robił co w jego mocy, aby ułatwić Neilowi ''wejście'' w brytyjską społeczność czarodziejów, zarówno do swojego prywatnego kręgu znajomych, jak i tego szerszego, na jakie składały się między innymi jego kontakty biznesowe. Pomysł sam w sobie był całkiem dobry, tylko... Goście imprezy poniekąd zawiedli. Banda staruchów.

Chociaż potańcówka zorganizowana przez Brennę była w dużej mierze imprezą otwartą, tak koniec końców znaleźli się na niej ludzie, którzy w dużej mierze znali się przynajmniej z widzenia. Albo z reputacji. Skoro starszy Longbottom liczył na zapoznanie Enfera z paroma jego rówieśnikami z grona znajomych, to chyba w tej sytuacji bogowie nie byli po jego stronie. Kto tam był najmłodszy? Młody Carrow, który szalał na parkiecie z panną Brzęczyszczykiewicz? Dosyć skąpe grono rówieśników, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że i oni zdawali się w dużej mierze zajęci sobą podczas imprezy.

(Aktywność Fizyczna) Próba uniknięcia ciosu x1
[roll=PO]

Zachwiał się nieco, gdy Morfeusz zdecydował się zaatakować go od frontu. Nie spodziewał się aż tak bezpośrednio uderzenia, toteż nie był przygotowany na wykonanie odpowiednio szybkiej kontry. Bezwiednie upuścił rapier na podłogę, uchylając się praktycznie w ostatniej możliwej chwili. Niestety, unik przerodził się na dobrą sprawę w upadek, bo chociaż Erik odsunął się od ostrza, tak opadł na jedno kolano, dysząc ciężko. Z bronią Morfeusza wiszącą tuż nad jego głową. Longbottom zaczął dyszeć ciężko.

Frustracja może mieć wiele źródeł. Tylko dlatego, że staram się być bardziej ostrożny w tych sprawach, nie znaczy, że nie obrywam — odparł z kwaśną miną, wpatrując się z niezadowoleniem w czubek rapieru wuja. Znalazł się zdecydowanie zbyt blisko jego piersi, niź by sobie tego życzył. — Więc tak, frustracja nie jest mi obca. — Wciągnął ostro powietrze do płuc. — Jeszcze parę dni temu byłem połączony rytuałem miłosnym z dwoma osobami. Pamiątka po zabawach kowenu na Beltane.

Raczej nie rozwodził się jakoś często nad tym, z kim konkretnie połączyła go magia majowych pali. Niektórzy wiedzieli o Norze, między innymi Brenna, która po incydencie z traktorem na farmie Paxtonów nakazała mu wrócić do Londynu, aby upewnić się, że kobieta nie posiwiała ze stresu. Ale o Elliotcie... Nie wiedział praktycznie nikt. Chociaż problemy z rytuałem Erik miał już za sobą, bo przed ledwie dwie doby wcześniej zerwał połączenie z Figg i Malfoyem przy asyście Florence Bulstrode, tak trudno było zapomnieć o tym wszystkim, co łączyło się z tą więzią. Poczerwieniał lekko. Czy z emocji, czy z wysiłku - trudno było stwierdzić.

Sądziłem, że połączenie samositnie osłabnie, więc odkłada...liśmy w czasie znalezienie kogoś, kto rozwiązałby ten problem. — Wzruszył sztywno ramionami. Przez moment zastanawiał się, czy powinien dalej mówić, jednak słowa Morfeusza najwyraźniej otworzyły drzwi, które były zakluczone przez kilka ostatnich miesięcy. — Wyczuwaliśmy, kiedy reszcie coś się działo. Poharatanie się nożem, oberwanie zaklęciem, wypadki... To niezbyt przyjemne. Wiesz, jak wygląda praca w Brygadzie Uderzeniowej. Tam niebezpieczeństwo jest wpisane w zawód. No i była też kwestia wyczuwania hmm bliskości z innymi osobami.

Uciekł wzrokiem w bok. Akurat tutaj chyba ucierpiał najmocniej z całej trójki. Chociaż jeden skradziony moment z Elliottem przed atakiem Śmierciożerców na Beltane zdawał się sugerować, że mogłoby być z tego coś więcej, tak... Nic się nie wydarzyło. I może było to po części błogosławieństwo, chociażby dla Nory czy nawet jego przyjaźni z panną Figg. Nie wyobrażał sobie ''znęcać się'' nad nią w taki sposób, gdy jeszcze do niedawna była sama i zdawała się coraz bardziej zrezygnowana w kwestii tego, czy kiedykolwiek znajdzie sobie jakiegoś partnera. Po części to zawieszenie, w którym się znaleźli, utrudniało całej trójce nawiązanie jakichkolwiek relacji. Może dlatego Erik był tak ostrożny z Anthonym?

Wybacz — powiedział w końcu, odsuwając się nieco na bok. — Nie próbuję cię do niczego zmusić. Nie powinieneś też czuć się winny, skoro druga strona ewidentnie odrzuca twoją pomoc. Po prostu myślałem, że chciałbyś wiedzieć. — Westchnął przeciągle. — Przepraszam, jeśli dołożyłem ci tym zmartwień.

Nie chciał być zwiastunem złych wieści, ale w gruncie rzeczy nie wiedział, do kogo innego miałby się z tym zwrócić. Jedynym ogniwem łączącym Neila z kimkolwiek z jego kręgu znajomych był Morfeusz. Ewentualnie Perseusz, biorąc pod uwagę, że siedzieli zamknięci w jednej toalecie, ale wątpił, aby Black mógł bardzo pomóc. Poza tym teraz pewnie bawił się na wyjazdach ze swoją żoną albo był zbyt zajęty unikaniem swoich rodziców i teściów Vespery, żeby para młoda mogła zarządzać swoim małżeństwem wedle własnych zasad. W obliczu tego wszystkiego Morfeusz wydawał się jedyną logiczną opcją.