[08.07.1972r.] Sprawy się skomplikowały | Robert & Nicholas - Nicholas Travers - 23.03.2024
adnotacja moderatoraSesja rozliczona w osiągnięciu Badacz Tajemnic przez Roberta Mulcibera.
8 lipca 1972r.
Niemagiczny Londyn / Kamienica Mulciberów
Odkąd parę dni temu dostał niepokojącą wiadomość od Roberta, że Vulturis może mieć problemy, co nie było trudne zaobserwować sytuację w Departamencie Przestrzegania Prawa, kiedy udał się tam w swojej sprawie, tak jednak nie do końca udało mu się zebrać potrzebne informacje na tyle istotne, aby móc cokolwiek przekazać Robertowi. Z drugiej strony, Mulciber chciał i tak spotkać się osobiście. Jedyny możliwy termin dla Traversa, jaki pasował to dzisiaj, ewentualnie pojutrzejszy.
Nie tylko sprawa Borgina stała się tematem rozmów, ale również podjęte działania w sprawie Mulcibera, opisywane w Proroku Codziennym. Szczególnie to, że postawiono mu już wyrok, dnia ostatniego. Sprawa jakby zamknięta, ale zapewne nie satysfakcjonująca dla Roberta. Tego bez rozmowy z nim, Nicholas się nie dowie. Czyżby planował wrócić do Ministerstwa? Jeżeli tak, to dlaczego Departament Przestrzegania Prawa? Miał kogoś w rodzinie, kto chciał tam pracować?
Oba tematy były warte uwagi. Ale że nie pracował w Departamencie Przestrzegania Prawa, nie mógł co chwilę tam gościć. Nie mógł też za bardzo zwracać na siebie uwagę. W grę wchodziło umówienie się z kim gdziekolwiek poza Ministerstwem. Ten etap działania, miał w toku.
Zgodnie z zapowiedzią, Nicholas pojawił się przed kamienicą Mulciber, bardzo dobrze mu znaną. Zapukał. Drzwi otworzyła mu znana skrzatka, wpuściwszy do środka. Zaprowadziła go prosto do gabinetu, gdzie tradycyjnie zajmowany był przez gospodarza domu. Musiała go zapowiedzieć, więc zapukała i otworzyła drzwi.
- Pan Trawers przybył. Selar przyprowadziła gościa.
Po tych słowach, przepuściła Nicholasa.
Niewymowny wyminął ją wchodząc do gabinetu. W czerń odziany, koszula spodnie i letni płaszcz. Wieczory i noce zdarzały się być chłodne.
- Robercie.
Przywitał się i skinął także głową.
Zastanawiał się, co może być jeszcze do omówienia, poza sytuacjami wspomnianymi w ostatnim liście.
RE: [08.07.1972r.] Sprawy się skomplikowały | Robert & Nicholas - Robert Mulciber - 23.03.2024
Najchętniej zamknąłby się w swoim własnym pokoju. Tym ulokowanym piętrze. Odciął od innych ludzi. Zresetował się po wydarzeniach, które miały miejsce w ciągu ostatnich godzin. Ostatnie dni były pełne chaosu. Mocno dały mu się we znaki. Miał odpocząć. Dzięki krótkiej wizycie w Irlandii, miał nabrać sił. Zregenerować się. Zamiast tego jednak, od początku miesiąca wszystko szło nie tak. Jeden problem pojawiał się w miejsce poprzedniego. A później kolejny. Aż chciało się to skwitować krótkim: miało być tak pięknie.
Wróciwszy do domu, nie mógł sobie pozwolić na dłuższy odpoczynek. Dłuższą przerwę. Dał sobie jedynie dwie godziny spokoju. Względnego spokoju. Następnie zajął się wszystkim tym, co na niego czekało. Kilka listów do wysłania. Kilka spraw do ogarnięcia. Parę kwestii, nad którymi należało się pochylić. Przemyśleć je. Przeanalizować. Wreszcie też, umówione spotkanie z Nicholasem. Nie mogło czekać. Nie powinno?
Pochylony był właśnie nad kolejnym listem. Odpisywał na prośbę o spotkanie. Biznesowe. Wyjątkowo dotyczące handlu świecami i kadzidłami. Nazwisko było mu zupełnie obce. Podobnie jak imię mężczyzny. Potencjalnego klienta. Zarobku. Najchętniej odesłałby do tego brata, Richard jednak stanowczo odmówił, mamrocząc coś o francuskiej flądrze oraz niestrwności, która wciąż mu nie odpuściła. Nie drążył tematu. Po prostu odpuścił. Raz jest tak, raz jest siak. Trzeba to było zaakceptować.
- Wpuść. - zareagował na słowa Selar, gestem dając znać, żeby wpuściła Nicholasa do gabinetu. Następnie dopisał jeszcze kilka kolejnych słów. Dokończył list, umieścił wewnątrz pieczęci. Zalakował. Pozostawało jeszcze wysłać. To jednak zrobi później, po spotkaniu z Traversem. Nie widział powodu do większego pośpiechu. Konieczności załatwienia tej drobnej sprawy niejako od ręki.
Odłożył pióro. Odsunął kałamarz na bok. Tak żeby nie przeszkadzał.
- Nick. Usiądź, proszę. - odpowiedział, dla odmiany zdrobniając imię mężczyzny. Zdarzało się, choć nie było czymś częstym. Wskazał mu fotel, znajdujący się po przeciwnej stronie sporych rozmiarów, dość masywnego biurka. - Dziękuje, że udało Ci się znaleźć tak szybko czas. Podejrzewam, że po moich ostatnich listach, musisz mniej więcej orientować się w czym rzecz? - zapytał, zainteresował się. Od czegoś musieli zacząć. Znaleźć jakiś punkt wyjścia. Punkt początkowy.
Czekając na jakąś odpowiedź wyciągnął dłoń w kierunku kubka. Dla odmiany na biurku stała tym razem kawa. Czarna. Mocna. Sprawiająca, że Robert był w stanie jeszcze utrzymać się w pionie. Zachować przytomność. Bo tak po prawdzie, nawet jeśli starał się nie dać tego po sobie poznać, to ostatnia przygoda porządnie go wymęczyła. Bardziej niż się tego spodziewał.
RE: [08.07.1972r.] Sprawy się skomplikowały | Robert & Nicholas - Nicholas Travers - 23.03.2024
Wpuszczony do środka i pozostawiony sam na sam z Robertem, odprowadził wzrokiem skrzata i skupił zaraz uwagę na mistrzu. Nie przeszkadzał mu. Pozwolił dokończyć to, co miał zaczęte. Zbyt dobrze znał Mulcibera. Nie był człowiekiem, co lubił przerywać swoją wykonywaną czynność. Mieli czas, a ten im przecież teraz nie ucieknie. Skorzystał sobie z możliwości rozejrzenia po gabinecie dobrze mu znanym.
W momencie, kiedy usłyszał swoje skrócone imię, spojrzał na Roberta i zbliżył do biurka. Zdecydowanie rzadko zdarzało się, aby Robert zwracał się do niego zdrobnieniem imienia. Nie było to nic co prawda złego, choć miewał wrażenie, że Mulciber cenił sobie w kontaktach bardziej pewną formę szacunku niżeli zwracanie się po koleżeńsku. To nie był jednak temat, w jakim pojawił się Travers.
Zajął wskazany fotel, wysłuchawszy podziękowań, że znalazł czas. Już nie raz mu przypominał, że zawsze postara się go znaleźć. Dzisiaj wyjątkowo mu pasowało.
- Przyznam, że byłem zaskoczony, ale tak. Zorientowałem się w sprawach, na tyle ile mogłem, o które prosiłeś.
Zaczął od potwierdzenia poruszanych spraw listownych i podjęcia prób zorientowania się w działaniach i atmosfery panującej w Departamencie Przestrzegania Prawa.
Sięgnął przy okazji do swojej wewnętrznej kieszeni płaszcza, wyjmując złożoną ulotkę.
- Ze Stanleyem widziałem się parę dni temu, ale nie na osobności. Nie wiem czy o tym wiedziałeś, ale działa na Nocturnie.
Mówiąc, rozwinął ulotkę i podał po chwili Robertowi, aby sobie przeanalizował. Kongres w Głębinie. Miejsce, gdzie ostatnio odbyło się spotkanie, czy zaś zebranie i przyjmowanie członków do działań w budowaniu swojej sieci kontaktów i likwidowaniu wrogów. Była tam mowa także o niejakim Panie Zagadka i innych znaczących osobach. Ale to pewnie nie interesowało Roberta, więc nie będzie mu zanudzał.
- Nie miałem jeszcze okazji zorientować się bliżej o jego sytuację w Biurze Aurorów. Ani go osobiście o to zapytać. Jak źle to wygląda?
Dopytał. Na razie pozostając przy jednym temacie, który poniekąd dotyczył dalekiej rodziny Nicholasa, zanim przejdą do kolejnego, związanego z rodziną Roberta.
RE: [08.07.1972r.] Sprawy się skomplikowały | Robert & Nicholas - Robert Mulciber - 23.03.2024
O tym, że znajdzie czas, Nicholas mógł Robertowi przypominać przy każdej okazji, za każdym jednym razem. Nie było szans, żeby wpłynęło to na zachowanie mężczyzny. Nauczonego, że pewne rzeczy powiedzieć zwyczajnie należało. Mulciber właśnie tak został wychowany, nie potrafił tego zarzucić. Nie był w stanie o tych zasadach zapomnieć. Albo po prostu nie próbował tego zrobić?
- Dobrze. - palce uderzyły o kubek. Raz, drugi, trzeci. Odstawił kawę na blat biurka. Zdążył wcześniej upić ze dwa łyki. Niewiele, ale też niewiele napoju pozostało w środku. Nie był on też tak ciepły, jak na początku.
Być może chciał coś jeszcze powiedzieć, dodać. Tyle tylko, że wtedy pojawiła się ulotka. Wyciągnięta przez Traversa, Mulciberowi zaprezentowana. Obejrzał ją z pewnym zainteresowaniem, następnie odłożył na bok. Coś na ten temat wiedział, ale nie było tutaj wielu konkretów. Nie skupiał się jakoś szczególnie na tej kwestii, przy okazji swoich ostatnich spotkań z synem. Nie dopytywał. Dla niego priorytetem w dalszym ciągu była bowiem organizacja, w której działał oraz sprawa Harper Moody.
- Obiło mi się coś o uszy, ale nie wnikałem w szczegóły. - nie widział powodów, aby to ukrywać. Zwłaszcza, że dla niego Nokturn nie był miejscem, w którym chciał działać na większą skalę. W szerszym zakresie? Nieszczególnie interesowało go wspinanie się po tamtejszej drabinie. Wyrabianie sobie marki. Walka o pozycje. Nie uważał, aby był to odpowiedni kierunek. - Na razie nie zamierzam się w to zagłębiać.
Pokiwał powoli głową słysząc, że nie miał jeszcze czasu na to, żeby ten konkretny temat zgłębić. W zasadzie nawet to rozumiał. Problem taki, że jednocześnie chciałby już mieć to wszystko podane na tacy. Zebrane. Uporządkowane. Miał momentami wrażenie, że działali zbyt wolno. Dawali im zbyt dużo czasu na to, aby wszystko im utrudnić. Im czyli Harper oraz Ministerstwu Magii. Musiał się kontrolować, niekiedy samego siebie upominać. Bo przecież pośpiech bywał złym doradcą. I doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
- Może to i lepiej. Zanim cokolwiek zaczniesz działać, powinieneś wiedzieć w co wchodzisz. - zaczął od tych słów. Być może całkiem trafnym? Bo przecież działając na ślepo, bez wiedzy o tym, co konkretnie się wydarzyło w Departamencie Przestrzegania Prawa, Nicholas mógł sobie narobić problemów. Ściągnąć na siebie niepotrzebną uwagę. A to już, pociągnęłoby w ślad za sobą szereg komplikacji. Takich, których to wszyscy woleliby uniknąć. - Mówiłem już, swego czau, o Harper Moody i jej powiązania ze zdrajcą, którego usunęliśmy przed Beltane. - zaczął, cofając się do jednej ze wcześniejszych rozmów. Wcześniejszego spotkania. Czerwcowego. - Stanley brał w tym udział. I dostał dość istotne zadanie. Dostarczenia głowy naszego zdrajcy do rąk własnych Harper Moody. Została wcześniej transmutowana, na miejsce miała być dostarczona jako najzwyklejszy list. I do niedawna wydawało nam się, że rzeczywiście udało się to odpowiednio zrealizować; że nikt nie połączył kropek. Kilka dni temu jednak, Stanley został wezwany do gabinetu Harper Moody i przesłuchany w tej sprawie. Wiemy, że ktoś go w tamtym momencie zauważył. Zdecydował się poinformować szefostwo o tym, że Borgin przyniósł w tym dniu korespondencje. I być może udałoby się z tego jakoś wybrnąć, uniknąć konsekwencji, cokolwiek... - tutaj aż musiał potrzeć dłonią skronie. Nieczęsty widok, nie pozwalał sobie przecież na takie ukazywanie emocji. Swojego stosunku do sprawy, którą omawiał. Z drugiej jednak strony... czy dotąd miał okazje mierzyć się z czymś tak skomplikowanym? - ...gdyby po tym wszystkim nie opuścił Ministerstwa bez słowa. Bez wypowiedzenia. Czegokolwiek. Nie zachował zimnej krwi, a my tym samym straciliśmy jedno z ważniejszych źródeł informacji. Borgin jest na ten moment najpewniej całkowicie spalony.
RE: [08.07.1972r.] Sprawy się skomplikowały | Robert & Nicholas - Nicholas Travers - 23.03.2024
O wolnym czasie, przypominał w większości listownie. W końcu tak najszybciej szło się umówić na spotkanie. Nawet, jeżeli sprawa wyglądała dość pilnie, to i nawet zjawianie się bez zapowiedzi. Nie zawsze uprzedzając się. Nigdy jednak Nicholas nie zjawiał się znienacka bez konkretnego powodu, bez zapowiedzi.
Do sprawy w obu przypadkach, jakie Robert poruszył w liście, Nicholas ostrożnie podszedł do tematów, zbierając na razie podstawowe informacje, aby mniej więcej wiedzieć, na czym stoi problem. Myślał, czy nie spotkać się z kimś tam zaufanym, ale postanowił z tym poczekać, kiedy dostał zaproszenie na Kongres Głębiny, a teraz miał porozmawiać o tym z Robertem.
Przyjął do wiadomości. Dotarły do niego informacje o działalności Borgina. Dziwnym byłoby nie wiedzieć o tym, mając także sklep w Podziemnych Ścieżkach. Ulotek tam sporo było rozdawanych, może i pod drzwi przeciskanych. Aby każdy o nich usłyszał. Mulciber jednak nie chciał o tym rozmawiać, gdyż były inne priorytetowe sprawy.
Siedząc, Nicholas pozwolił sobie lewy łokieć oprzeć o podłokietnik fotela a na palcach dłoni oprzeć głowę, obserwując Roberta.
- To jedynie dodam. Dla zwyczajnej informacji, że na Kongresie była Bellatrix Black.
Mały szczegół, ale być może istotny dla Roberta, że ta dziewczyna kręciła się tam raz i pewnie więcej jej noga tam nie postanie. Z tego względu, że obecność mugolaka, wypłoszyła ją i Nicholasa. To jednak nie był temat na teraz. Travers chciał jedynie, aby Mulciber o tym wiedział.
Pozwolił mu przejść do konkretów. Wyjaśniając cały problem ze Stanleyem. I tak słuchając uważnie, ze spokojem, co kuzyn miał za zadanie do wykonania i jak zapewne źle się do tego zabrał. Po Robercie widział, że przez złe zagranie, stracił człowieka w Departamencie Prawa.
- Stanley dostarczył ten list osobiście, bezpośrednio do jej rąk czy pozostawił w biurze? Jeżeli tak, to nic dziwnego, że jest podejrzanym, zamieszanym w sprawę. Gdyby ten list położył komuś na biurku, dyskretnie podrzucił innej osobie, aby go dostarczyła, nie miałby teraz problemów.
Przedstawił swój punkt widzenia na tę sprawę, choć nie miał pojęcia jak to było w rzeczywistości. To jednak nie zmieniało tego, że jest po fakcie i Borgin narobił sobie sporego problemu.
- Nie ukrywam, że odejście z Ministerstwa bez odpowiedniego zachowania się i pozostawienia chociażby wypowiedzenia, stawia go w niekorzystnym świetle. Czy to dlatego pisałeś również w sprawie członka swojej rodziny, ostatnio skazanego na Azkaban? Chcesz kogoś na miejsce Stanleya wysłać do Departamentu Przestrzegania Prawa?
Zapytał. Chcąc zrozumieć i tutaj problem, przechodząc płynnie do sprawy rodziny Roberta. Nie miał pojęcia jak blisko spokrewnieni są z niejakim Juliusem. O rodzinie Mulcibera Nicholas wiedział, zdecydowanie bardzo mało. Nigdy nie zagłębiali się w sprawy prywatne obu swoich rodzin, aby się wymieniać czymkolwiek. Chyba, że potrzebne było coś załatwić u członka swojej rodziny.
- W dodatku nadal nie mam pojęcia jak nazywał się tamten zdrajca. Temat z nim widzę wciąż powraca, mimo iż miał być uznany za zamknięty.
Dodał. Dla przypomnienia. O Carrow powiedział Robertowi. Sprawa im stanęła w martwym punkcie.
RE: [08.07.1972r.] Sprawy się skomplikowały | Robert & Nicholas - Robert Mulciber - 24.03.2024
Bellatrix Black. Ile to czasu minęło? Ledwie miesiąc, odkąd pierwszy raz przewinęło się jej nazwisko. A teraz słyszał o niej ponownie. Cały czas tutaj była. Działała? Ta informacja nie mówiła mu zbyt wiele. Nie na ten moment. Tylko czy powinien drążyć? Teraz? Kiedy inne sprawy miały znacznie wyższy priorytet? Z jednej strony naprawdę chciał to zakończyć, ale... ale z drugiej, rozsądnym wyjściem zdawało się odsunięcie tego na bok. Zostawienie tej jednej sprawy na później?
- Miej na nią nadal oko, gdyby znów gdzieś się przewinęła. - ograniczył się więc do tych słów. Bo przezorny zawsze ubezpieczony. Lepiej było wiedzieć więcej, niż być pozbawionym cennych informacji.
Następnie już obydwaj skupili się na konkretach. Na tym, czego konkretnie miało dotyczyć to spotkanie. Zarysował Nicholasowi sytuacje. Dość dokładnie. Pozwolił mu się odnieść do otrzymanych informacji. Dopił też w międzyczasie swoją kawę. Na dnie zostało jej na ten moment tyle co nic.
- O ile się orientuje, miał dostarczyć ten drobny prezent razem z resztą korespondencji. - odpowiedział na pierwsze z pytań. Nie wiedział jak wszystko wyglądało krok po kroku. Skupił się raczej na innych kwestiach, które wiązały się z tą wpadką. Istotną wpadką. Być może kosztowną dla nich wszystkich. - Nie ma sensu teraz rozważać teraz tego, w jaki sposób mógł to rozegrać, mógł sobie z tym poradzić. - dodał jeszcze. Bo i po co mieliby tracić na to czas? Zapewne nawet sam Stanley, po tej wpadce zdążył już zrozumieć, że powinien był w tym przypadku skorzystać z innej opcji. Innego rozwiązania? Tyle tylko, że czasu nie dało się cofnąć. Odkręcić jakoś tego, co miało miejsce. Niestety.
I druga kwestia. Ten nieszczęsny Julius. Tyle lat nie mieli z nim żadnych problemów. Tak długo nie wychylał nosa z tej swojej nory. A kiedy już postanowił wypłynąć, to z miejsca na szerokie wody. Miał krewniak rozmach, tego nie można było mu odmówić. Szkoda tylko, że swoją głupotą narobił im wszystkim problemów. Westchnął nieco ciężej. Poruszył głową. Na boki. Był naprawdę zmęczony, ale na odpoczynek nie mógł sobie pozwolić. Nie w tym momencie. Nie w sytuacji, kiedy całość skomplikowała się aż tak bardzo.
- Potrzebujemy tam kogoś. I w samej brygadzie, i w biurze aurorów. - przyznał. Nie owijał w bawełnę. Nie kręcił. Nie widział takiej konieczności w tym konkretnym momencie. Podczas tej konkretnej rozmowy. - Mój brat przez lata pracował jako auror w norweskim ministerstwie magii, mógłby spróbować wejść w buty Stanleya. Tyle tylko, że sprawa Juliusa Mulcibera trochę nam skomplikowała sytuacje. W ministerstwie mogliby spoglądać na niego z pewną nieufnością. Może nawet znaleźć powód, żeby odrzucić jego kandydaturę? - przedstawił w tym miejscu swoje obawy. Uzasadnione? Najpewniej i owszem. Czy byli w stanie cokolwiek na to poradzić? Niestety, w ramach tego konkretnego Departamentu, Robert w zasadzie nie posiadał innych kontaktów, znajomości. Miał naprawdę mocno ograniczone możliwości podjęcia się jakichkolwiek działań. - Na ten moment jest to sprawa otwarta, ale w najbliższym czasie chciałbym podjąć w tym przypadku jakieś decyzje. Może cokolwiek zaplanować? Co Merlin jeden pozwoli.
Wyjaśnił to na tyle, na ile wyjaśnić potrafił? Gdyby coś było niejasne, budziło wątpliwości, Nicholas mógł zawsze pytać. Nie na każde pytanie otrzymałby odpowiedź, na wiele jednak - Robert by mu jej zwyczajnie nie odmówił. Przez lata nauczył się ze swoim byłym uczniem współpracować.
- Imię zdrajcy, oczywiście. - umknęło mu to? Nie podał świadomie? Chyba raczej to pierwsze. Przekazując tak wiele informacji, łatwo było coś pominąć. Zwłaszcza, jeśli była to jakaś oczywistość. W tym przypadku padło na imię i nazwisko ofiary. Taki tam peszek. - To Ulrich Greyback. Na jego temat również nie wiemy zbyt wiele. Sprawa jest w toku. Będę potrzebował w tym przypadku... drobnej pomocy z Twojej strony.
RE: [08.07.1972r.] Sprawy się skomplikowały | Robert & Nicholas - Nicholas Travers - 25.03.2024
Nicholas chciał tylko zaznaczyć na jej temat, gdzie jej szanowna osobistość pojawiła się ostatnim razem, jako że był uświadomiony z jej problematycznością w sprawach Mulcibera. Jak i była także w związku z jego współlokatorem. Tak, na marginesie. Nie o niej przecież będą rozmawiać. A na jego słowa, potwierdził skinieniem głowy. Będzie tego pilnował, gdyby czasem pojawiła znów gdzieś niespodziewanie. Choć po ostatnim zebraniu, trochę wątpił aby szybko tam wróciła. Jak to jednak kobiety mają to do siebie, że często zmieniają zdanie.
Pytając o szczegóły, czy nawet odnosząc się do nich, kiedy Robert wyjaśnił mu sprawę dotyczącą dostarczania głowy zdrajcy do Ministerstwa, zaznaczył jak ów przekazanie miało zostać zrealizowane i zdawało się, że przebiegło bez problemu. Bez zwracania na siebie uwagi. To jednak znalazł się ktoś, kto czekał najwyraźniej na odpowiednią okazję, aby donieść na kolegę z pracy. Nic, tylko westchnąć.
Tak. Czasu nie cofnął. Trzeba pomyśleć na przód, jak rozwiązać powstały problem, odkręcić go, znaleźć rozwiązanie takie, aby nikomu nie zaszkodziło ale też pomogło Borginowi.
- Moje kontakty i znajomości ograniczają się do Biura Koronerów, z Departamentu Przestrzegania Prawa. Jedynie od nich mogę próbować cokolwiek się dowiedzieć. Bezpieczniejszą drogą. Mając tam, zaufanego człowieka.
Odezwał się zaraz po tym, jak tylko Robert potwierdził, że faktycznie potrzebują kogoś od środka, bezpośrednio w samym Departamencie Przestrzegania Prawa, biurze aurorów i w brygadzie. Ryzykował wprowadzeniem członka rodziny, kiedy jeden został właśnie skazany. Miał powody do obaw. Ale czy słuszne?
- W przypadku Twojego brata. Jeżeli ma czystą kartę, to nie widziałbym problemu spróbować. Rozumiem obawy, ze względu na ostatnio skazanego członka rodziny. Spojrzenie na nazwisko, cofając się wstecz, kiedy odeszliście z Ministerstwa. A skoro pracował za granicą, ma prawo nie wiedzieć o działaniach waszego krewnego.
Wyjaśniał, ze swojego punktu widzenia. Jako boczny obserwator. Sytuacja inna, ale sytuację z nieobecnością swojego brata też musiał ratować, podtrzymując wersję, jaką zapodała jego babka.
- W każdej rodzinie są problemy, co czasami przekłada się na czyjąś karierę. Pomyśl, ilu w naszej społeczności czarodziei, czystej krwi, jest wydziedziczonych? Z różnych powodów, zawsze znajdą się czarne owce. Tutaj macie Juliusa.
Dodał. Rzadko się zdarzało, aby tak dużo mówił. Próbował jednak pomóc rozjaśnić problem. Uspokoić Roberta. Nie narzucał mu, co ma zrobić. Umiał myśleć. Wiedział jak do tego podejść. Zbierał zapewne opinie, uwagi, spostrzeżenia innych osób, z którymi współpracuje. Momentami jednak docierało do Traversa to, że jeżeli gadał za dużo, powinien się zamknąć.
- Jeżeli zaś obawiasz się o jego… reputację? Bezpieczeństwo? Nie ryzykuj. Znajdź innego pionka do gry.
Zaproponował. Jeżeli tutaj był problem, wystarczyło rozejrzeć się i poszukać kogoś, kogo można zmanipulować i wprowadzić do swojego planu. Nowy pionek na szachownicy, skoro jeden został zbity? Przeskoczył planszę, znikając z niej.
Greyback. Ulrich Greyback. Pomyśleć, że Moody miała układy z wilkołakami? Słysząc nazwisko, westchnął. Choć jego rodzina i Greybacków dzieliła tę samą klątwę, nie mieli ze sobą jakiejś bliższej więzi między rodzinami.
- Co mam zrobić?
Zapytał wprost. Bez przeciągania sprawy. Bez sugerowania czegoś od siebie. Czekał na polecenia.
RE: [08.07.1972r.] Sprawy się skomplikowały | Robert & Nicholas - Robert Mulciber - 28.03.2024
Od czegoś trzeba było zacząć. Biuro Koronera nie brzmiało w tym przypadku źle. Oferowało pewne możliwości. W ich obecnym położeniu, jedynie kompletny głupiec nie skorzystałby z takiej opcji. Takiej okazji? Zwłaszcza, że na chwilę obecną lepszej alternatywy w zasadzie nie posiadali. A rezygnacja z realizacji zadania nie wchodziła w grę.
- Na początek będzie musiało nam wystarczyć. - zareagował. Nie musiał się nad tym nawet zastanawiać. Pozostawało mu jedynie liczyć na to, że kontakty Nicholasa okażą się cokolwiek warte. Umożliwią im pchnięcie sprawy dalej. Posunięcie jej do przodu.
Słuszne czy nie, obawy te dotyczyły rodziny. Bliskiej osoby, której bezpieczeństwo stanowiło dla Roberta priorytet. Nie chciał zanadto ryzykować w momencie, kiedy w grę wchodziło dobro własnego brata. Nie to, że nie wierzył w Richarda, w to że ten sobie poradzi. Nic z tych rzeczy. Zwyczajnie nie chciał pchać go prosto w paszcze lwa. Posyłać na misję, którą można byłoby określić mianem jednej z tych niemożliwych.
- Owszem. Sytuacje bywają różne. Tyle tylko, że ostatnimi czasy o naszym nazwisku zrobiło się zdecydowanie zbyt głośno. Zanim podejmiemy jakieś kroki, najpewniej będę chciał się upewnić czy możemy tutaj liczyć na pewne wsparcie. Oszacować wiążące się z tym ryzyko? - niektórzy by pewnie powiedzieli, że tylko wszystko przeciągał w czasie; że niepotrzebnie tyle się z tym ociągał. Tylko czy to Ci niektórzy ryzykowali bezpieczeństwem własnego bliźniaka? Czasami było tak, że punkt widzenia zależał od punktu siedzenia. To była jedna z takich właśnie sytuacji. - Na razie nie będę się śpieszyć, na podjęcie tej decyzji chcę dać sobie więcej czasu.
W tym konkretnym przypadku nie uciął tematu. Odpowiedział. Odbił piłeczkę. Może niezbyt dokładnie, ale tłumaczył w jaki sposób miały się sprawy. W jaki sposób te sprawy widział on sam? Nie miał z tym problemu. Albo może faktycznie potrzebował usłyszeć w jaki sposób na ten problem patrzyli inni. Zebrać opinie. Informacje. Zestawić je ze sobą? A na samym końcu, w oparciu o to wszystko, podjąć konkretną decyzje.
Co miał zrobić Nicholas? Czego od niego oczekiwał Robert? Zbierając się do udzielenia odpowiedzi, wyciągnął dłoń w kierunku kubka. Obracał go w dłoniach. Musiał być w ruchu. Robić cokolwiek? Choćby drobne, nieistotne rzeczy.
- Jest kilka rzeczy. Z racji na Twoje znajomości w Biurze Koronera, skupiłbym się jednak w pierwszej kolejności na tym, żeby sprawdzić czy Biuro Aurorów lub Brygada, zajęły się oficjalnie sprawą głowy przesłanej w prezencie dla Harper Moody. - pierwotnie chciał podejść do tego inaczej, ale skoro Nicholas dysponował tego rodzaju kontaktami, to wręcz prosiło się o to, żeby pokierować go w tym konkretnym kierunku. - Przy okazji, gdyby coś się trafiło, miej uszy i oczy otwarte w sprawie Stanleya. - dodał, odkładając kubek na blat. Odsuwając. Została już ostatnia kwestia. Najbardziej jednak istotna, skoro mowa o tym czym mieli się w najbliższym czasie zająć. - Będę potrzebował ponadto skorzystać z Twoich pewnych... umiejętności. Chce sprawdzić pewne miejsce, upewnić się, że nie znajduje się ono pod obserwacją, zanim zdecydujemy się je odwiedzić. Byłoby dobrze zająć się tym na dniach. Może do końca następnego tygodnia? Albo z początkiem jeszcze kolejnego.
Nie był pewny odnośnie terminu. Ten bowiem pozostawał w znacznej mierze zależnym od innych kwestii. Musieli najpierw dograć sprawy z widmowidzem. Potrzebowali opracować też dla siebie odpowiednią przykrywkę. Zadbać o porządny kamuflaż. Zorganizować miejsce, z którego Nicholas byłby w stanie działać bez większych problemów. Niedogodności. To wymagało czasu.
RE: [08.07.1972r.] Sprawy się skomplikowały | Robert & Nicholas - Nicholas Travers - 01.04.2024
Ważne, że jakiekolwiek znajomości Nicholas posiadał. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, przez to jaki chaos zapanował na wydarzeniach Beltame, Komnata Śmierci współpracowała bardziej z Biurek Koronerów, chcąc wyjaśnić tajemnicze śmierci ludzi, czarodziei, których dusze z niewyjaśnionych przyczyn, po prostu znikały. A ich zmarli bliscy, nigdzie tej duszy nie widzieli. Nie przeszła na inny wymiar, ani nie pozostawała na ziemi. Cóż więc z nią się stało? Została pochłonięta przez ”widma”? Bo raczej Dementorów nikt tam nie zarejestrował.
Jeżeli miał jakoś pomóc w obu sprawach, wyciągając informacje z Departamentu Przestrzegania Prawa, musiałby skorzystać z kontaktów czarownicy, pracującej jako Koroner. Wyjścia innego Robert nie miał, jak tylko przyjąć do wiadomości takie, a nie inne znajomości Traversa. Być może coś innego po drodze się wydarzy, nawiąże się nowe znajomości.
Nicholas nie chciał się za bardzo mieszać do spraw rodzinnych Roberta, ale może zrobić mu przysługę i mieć na uwagę sprawę Juliusa Mulcibera jak i samego Stanleya.
- Najlepiej też przeczekać aż sprawa nieco ucichnie. Ludzie szybko zapominają o pewnych wydarzeniach. Miesiąc? Jeżeli nie dwa. Powinni być skupieni na innych informacjach co im Prorok Codzienny napisze.
Dodał o siebie, rozumiejąc ze strony Roberta danie sobie czasu na podjęcie decyzji. Mógłby go wykorzystać na opracowanie taktyki, działania, po zebraniu wystarczających informacji.
- Ewentualnie wywołać odwrócenie uwagi.
Wzruszył lekko ramionami. Już samo Beltame i wydarzenia w Kniei były wystarczająco huczne, że ktoś inny na bank by to wykorzystał dla swoich korzyści. Ludzie skupieni na cierpieniu i śmierci, a politycy przepuszczający swoje interesy na lewo, lub z kosztem poszkodowanych. Tak działa świat i jego polityka. Śmierć i podatki.
Zostawiając już temat Juliusa i Stanleya, gdzie Nicholas wiedział, że ma mieć na uwagę ich sprawę, Robert miał do niego inną prośbę. Czy zaś zadanie? Wspominając o pewnych umiejętnościach. Ostatnio Martes korzystał z jego umiejętności, na potrzeby przeszukania mieszkania zdrajczyni. Teraz potrzebny jest Robertowi. Łącząc kropki, chyba domyślił się w jakim celu chce użyć jego eksterioryzacji.
- Ma to związek z Greybackiem? Mogę pomóc. Tyle że, muszę mieć w pobliżu tego miejsca także dla siebie bezpieczne. Najlepiej, aby ktoś mi przy tym towarzyszył. Jeżeli nie Ty, wezmę kogoś ze swojej strony, kto zna moje umiejętności. Jak tylko ustalisz pewny termin, po prostu daj mi znać. A spróbuję się dostosować.
Zapytał i jednocześnie wyjaśnił, czego by w sumie potrzebował. Bezpiecznego miejsca, w którym mógłby użyć eksterioryzacji, zostawiając swoje ciało pod opieką kogoś, kto będzie czuwał nad nim i całym pomieszczeniem. Z terminem sądził, że problemów nie będzie. Chyba, że wypadnie mu wyjazd, jak ten jutrzejszy.
RE: [08.07.1972r.] Sprawy się skomplikowały | Robert & Nicholas - Robert Mulciber - 01.04.2024
Odwrócenie uwagi... coś, co niewątpliwie Roberta zainteresowało.
- Hmm... - padło z jego ust. W ślad za tym jednym odgłosem, nie poszły jednak żadne konkrety. Cokolwiek Robert teraz myślał, nad czym być może zamierzał się pochylić... zostawił to wyłącznie dla samego siebie. Nie dzielił się niczym, w stosunku do czego nie posiadał chociaż najbardziej ogólnych planów. Tutaj nie mogło być inaczej.
Dlatego też mogli płynnie przejść do kolejnych tematów. Albo raczej tematu. Jednego, aczkolwiek wymagającego dokładnego omówienia. Sprawdzenie mieszkania oraz okolicy, w której mieszkał Greyback, na chwilę obecną stanowiło priorytet. Nie mogli działać zbyt szybko. Zbyt pochopnie. Bez odpowiednich przygotowań. Takie podejście byłoby zdecydowanie za bardzo ryzykowne.
Pokiwał powoli głową słysząc, czego konkretnie Nicholas potrzebował.
- Da się to zorganizować. Potrzebowałbym ze dwóch dni, może trzech, żeby wszystko zorganizować. - wyciągnął z szuflady biurka kartkę, na której na szybko nakreślił kilka zdań. Następnie umieścił wewnątrz koperty. Starannie ją zakleił. Kiedy już pożegnają się z Nicholasem, prześle list do właściwej osoby. Sprawdzonej. - Poza tym, wolałbym żeby nie uczestniczył w tym przedsięwzięciu nikt, spoza grona czarodziejów zaangażowanych w tę sprawę. Jest zbyt istotna i delikatna.
Spojrzenie, które przy okazji utkwił w Nicholasie wyraźnie mówiło, co miał na myśli. Nikomu ani słowa. Nikogo w to nie wciągaj. Nie bez mojej wyraźnej zgody. Robert potrzebował zachować nad tym wszystkim maksymalną kontrolę. Do tego dążył. O to starał się zadbać. Działał według konkretnych zasad, od których nie zamierzał pozwalać na żadne odstępstwa. Potrzebował czuć, że nad całą sprawą panuje.
- Masz jakieś pytania? - zapytał. Ze swojej strony przekazał już wszystko. Nie miał już do poruszenia żadnego kolejnego tematu. Mogli zakończyć to spotkanie, o ile Nicholas nie posiadał żadnych wątpliwości. Nie miał do przekazania choćby jednej uwagi. Sugestii, jaką chciałby się z Mulciberem podzielić. Cokolwiek na to pytanie odpowiedział, w swoim towarzystwie wiele czasu już nie spędzili. Kilka kolejnych minut. Wymieniony uścisk dłoni. Deklaracja tego, że pozostaną w kontakcie. Pożegnanie takie same jak wiele wcześniejszych. I zapewne również niejedno późniejsze.
Koniec sesji
|