![]() |
|
[05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy | Nikolai & Neil - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy | Nikolai & Neil (/showthread.php?tid=2969) Strony:
1
2
|
[05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy | Nikolai & Neil - Nikolai Petrov - 23.03.2024 W marcu 72 zmarła pewna bogata czarownica - Iona Macley. Ponieważ nie miała bliskiej rodziny, setki cennych, należących do niej przedmiotów, przede wszystkim posążków z różnych części świata, porcelanowe, piękne elementy zastawy stołowej i ozdobne lustra, dalecy krewni, na co dzień mieszkający za granicą, wyprzedali. Jeden z tych przedmiotów trafił w twoje ręce - może kupiony, może podarowany? W każdym razie okazało się, że ciąży na nim klątwa. Przedmiot albo oszalał i narobił zamieszania, albo trafiła cię klątwa, która sprawiła, że twoja skóra niekontrolowanie zmienia kolor. Ludzie. Dużo ludzi. Dużo ludzi i jeszcze więcej ludzi. I gdzie nie spojrzeć, tam ludzie. Kobiety, mężczyźni, dzieci, dorośli, starcy... Wszyscy gadający, wrzeszczący do kolejnych ludzi, oddalonych o kilkanaście kroków. Nikolai poczuł się trochę stłamszony, trochę przyduszony, gdy tak chodził między tymi ludźmi, starał się o nich nie obijać i po prostu znaleźć się w miejscu, gdzie nie było tylu ludzi. Głosów było tak dużo i wszystko się mieszało. Blyad, myślał za każdym razem, gdy przypadkowo na kogoś wpadł i ta osoba odwróciła się do niego, by go zbesztać, nawet jeśli owe delikatne zderzenie nie było wcale winą chłopaka. Ale cóż zrobić? Pochylił głowę, wydukał łamane "Przepraszam" i szedł dalej, wygrażając w myślach każdemu, kto zerknął w jego kierunku. Zatrzymał się przy jednym ze stoisk (może dlatego, że akurat tam nie było tak wielu ludzi?). Kobieta po trzydziestce, paląca papierosa, patrzyła na niego spod ciężkich rzęs, gdy chłopak przyglądał się wystawionym przez nią rzeczom. A tych rzeczy było mnóstwo. Cały stół zastawiony różnymi rzeczami, tworzącymi jakąś niespójną kolekcję. Były zdobione talerze i porcelanowe filiżanki. Były niewielkie laleczki, fantazyjnie ukształtowane lusterka, figurki z różnych zakątków świata. I wiele, wiele innych rzeczy. -To rzeczy mojej krewnej - powiedziała beznamiętnie kobieta, gdy Nikolai spytał ją o pochodzenie owych przedmiotów. - Zmarło się, bidulce, i nie mamy co z tym zrobić, a szkoda wyrzucić, gdy można zarobić parę knutów i sykli, a może galeonów, czyż nie? Ceny nie były wygórowane, a same ozdoby niebrzydkie. Nikolai zadał jeszcze kilka pytań, kobieta odpowiadała tym samym, beznamiętnym głosem, od którego można by zasnąć, i w końcu dobili targu, który nie usatysfakcjonował żadnego z nich. Nikolai odszedł od stoiska już trochę spokojniejszy, jakby właśnie zapalił swojego pierwszego tego dnia papierosa, i oddalał się powoli od zgromadzenia, ściskając między palcami małą, porcelanową laleczkę. Laleczka nie była ani ładna, ani brzydka. Ot, porcelanowa dziewczynka o rumianych policzkach, różowych usta, długich włosach w kolorze czerni i zamkniętych oczach. Ubrana w starą, biało-błękitną sukieneczkę, trzymała nad głową fantazyjny, równie błękitny parasol. W jakiś sposób przypominała Nikolaiowi matryoshkę. I co ja mam z tobą zrobić, myślał, wpatrując się w namalowaną na porcelanie twarz. I wtedy laleczka otworzyła oczy. Dwa szmaragdy zalśniły krótko, odbijając na chwilę swój blask w równie zielonych oczach chłopaka, jej usta wygięły się w nieprzyjemny uśmiech i Nikolai zauważył, jak jego opuszki zaczęły nabierać wpierw zgniłozielonej, a z każdą kolejną sekundą coraz intensywniejszej barwy zieleni. Co do..., nie dokończył myśli. Zieleń pięła się po jego ramionach coraz wyżej i wyżej. RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy | Nikolai & Neil - Neil Enfer - 24.03.2024 Targowisko było jednym z jego ulubionych miejsc, no może targowisko to zbyt odważne określenie, ale na pewno jego oczy i uszy miały tutaj masę pracy. Kolory, faktury, dźwięki pozytywek, kroków i rozmów. Dzisiaj wydawało mu się, że było dużo tłoczniej niż normalnie. Nie planował nic kupować i właśnie z taką myślą szedł oglądając się co chwila na ciekawe okazy, laki, lustra, filiżanki, książki, szczotki. Wszystko z innej parafii, ale razem tworzyły ładny klimat przypadkowości na ulicy, która z nazwy idealnie do niego pasowała. Tak czy inaczej... Spakował do torby niewielką figurkę delfina, którą kupił za żałośnie niską cenę, bo delfin miał odłamany ogon. Miał już plan, jak go naprawić. Podniósł wzrok z ziemi i stanął jak wryty, widząc kilka metrów przed sobą chłopaka przybierającego barwy trawy. Wspomnienia wróciły, ale szybko odrzucił myśl, nie rozpoznając w obcym Morpheusa. Z resztą czarodziej miał iść z siebie zdjąć klątwę zaraz po ich spotkaniu. Przechylił lekko głowę na bok. -Nawet nie zapytam, jak Panu mija dzień, bo chyba właśnie widzę.-zaśmiał się pod nosem. Znów jego głowę omiotło zmartwienie. Klątwy to nie jest zbyt przyjemna sprawa, ale ta nie była groźna, chyba, nie była przynajmniej jeśli chodzi o Morpheusa, może teraz sprawa ma się inaczej? Podszedł nieco bliżej, zerkając na figurkę. -Oh... Znam ją...-wskazał z uśmiechem na laleczkę.-Nawet rozważałem kupienie, ale za dużo mam rupieci w mieszkaniu.-nie to, że jego zakup był rupieciem, ale jak widać średnio też był czymś pozytywnym. RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy | Nikolai & Neil - Nikolai Petrov - 24.03.2024 Stał spokojnie, trochę na uboczu, gdy dziwna klątwa zmieniała kolor jego skóry. Zielony nie był złym kolorem, ale zdecydowanie do niego nie pasował. Zapewne wyglądał śmiesznie. Gdyby to chociaż był niebieski... Albo fioletowy... Gdyby klątwa zabarwiła go złotem, czy światło słońca odbijałoby się od niego na tyle, by oślepiać ludzi? Przeklęta laleczka wciąż tkwiła zamknięta pomiędzy jego palcami, z szeroko otwartymi oczami i tym nienaturalnym uśmiechem. Mogło to być niezrozumiałe, ale wcale nie miał zamiaru jej wyrzucać, albo niszczyć. Skoro ta niepozorna ozdoba płatała takie figle, to mogła się jeszcze do czegoś przydać, o ile nie jest to klątwa jednorazowa... Tak dawno nie wysyłał żadnego prezentu swojemu idealnemu bratu... -Hm? Jak widać, mój dzień zapowiada się kolorowo - powiedział, chociaż nieznajomy wcale go o to nie pytał. Przez myśl przeszło mu, że może powinien zacząć panikować... Krzyczeć, rzucać się po ziemi, albo błagać o pomoc, bo w końcu nie miał pewności, czy zmiana koloru skóry była jedynym, co robiła laleczka. A jeżeli to był zaledwie początek? Preludium katastrofy? Chłopak, który do niego podszedł, nie mógł być wiele lat starszy od niego i z pewnością nie był rodowitym Anglikiem, sądząc po jego wyglądzie. -Znasz? - spytał, gdy nieznajomy zwrócił uwagę na laleczkę. -Wiesz może, co zrobić z... tym? 0 tutaj wskazał na swoją twarz, wskazując na niecodzienny kolor swojej skóry. Podniósł tę nieszczęsną laleczkę na wysokość twarzy. Skrzywił się. -Kupiłem ją, bo przypomina ozdobę w domu moich rodziców, ale ty chyba nie był najlepszy pomysł - westchnął. -Wiesz może, czy to jest jednorazowe? Chciałbym ją wysłać mojemu bratu. Zabawnie byłoby widzieć Pyotra, panikującego i latającego po całej posiadłości, bo przecież nie mógłby wyjść na zewnątrz i pokazać się ludziom, gdyby wyglądał tak, jak obecnie wyglądał Nikolai. Bliźniaki miałyby ubaw. RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy | Nikolai & Neil - Neil Enfer - 24.03.2024 Facet odpowiedział pozytywnie, co na swój sposób zbiło go z pantałyku. Źle go odczytał? Bardzo możliwe, w końcu go nie znał. Zaśmiał się więc, trochę wymuszenie, bo zaskoczyło go to, że ma się śmiać. Chociaż czy powinien się śmiać? Zacisnął usta i zagrzebywał się jeszcze bardziej w tym bagnie niezręczności. -Znaczy widziałem ją na wystawce.-wyjaśnił szybko.-A tym... Do szpitala najlepiej iść. To chyba zwykła klątwa, tam zdecydują, czy zdejmą ją sami, czy trzeba kogoś wzywać, ale raczej nie umrzesz od tego, chyba.-Morpheus żył, jeszcze, a może nie żył? W końcu nie rozmawiali ze sobą codziennie. Przestąpił w nogi na nogę, patrząc to na niego, to na lalkę, chociaż głównie na niego i na to, jak nienaturalnie wyglądała jego skóra. -Nie mam pojęcia... Ale wysłanie nie zaszkodzi. Najwyżej nie podziała. Albo twój brat dostanie klątwę albo straszną lalkę. I to i to brzmi chyba dobrze, prawda?-uśmiechnął się, wsadzając ręce do kieszeni i wisząc w chwili własnego milczenia. Czy sam by wysłał coś takiego swojemu bratu gdyby go miał? Bardzo możliwe, w końcu zawsze słyszał, że na tym polega mienie rodzeństwa. Dokuczanie sobie to podstawa bycia czyimś bratem czy siostrą. W pewnym momencie zaciekawiło go coś jeszcze. -Mogę?-zapytał, wystawiając dłoń w stronę jego ręki, gdzie widoczna była gołą skóra. Był ciekaw czy w jego przypadku kolory również będą zmieniać się pod wpływem dotyku. RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy | Nikolai & Neil - Nikolai Petrov - 24.03.2024 Odpowiedź nieznajomego nie była tym, czego się spodziewał, skoro facet sam podszedł i oznajmił, że już taki przypadek widział. Więc powinien iść do szpitala, tak? Nie wystarczy poczekać, aż samo przeminie, jak to czasami bywało z klątwami, huh? Czy gdyby przybrał teraz swoją animagiczną formę, jego futro również byłoby zielone? Laleczka wylądowała w kieszeni spodni, choć ktoś poważniejszy z pewnością by ją wyrzucił, albo od razu zniszczył, z nadzieją, że to wystarczyło, by pozbyć się tej śmiesznej klątwy. Ale mogła być potrzebna, by magomedycy zdecydowali o formie leczenia, albo jako późniejszy prezent. Nikolai podniósł drugą rękę, bardziej w stronę słońca, i obejrzał swoją dłoń z jednej i drugiej strony. Palce przysłaniały promienie słońca, a jego skóra nie wyglądała już, jak zabarwiona esencją z trawy. Może było to jedynie złudzenie optyczne, ale wydawało mu się, że jego skóra na jego dłoni zaczęła nabierać bardziej turkusowego odcienia, co w sumie nie było wcale aż takie złe, bo to przecież tylko skóra, gdyby tak dużo osób nie odwracało się, by się na niego gapić i potem szeptać między sobą. -Gdybym umarł, pogrzeb mógłby być zabawny - trup z zieloną skórą, to był zapewne niecodzienny widok. Ale ciało po śmierci zaczyna blednąć i sinieć. Jeżeli miałoby to wpływ na skutki klątwy, to zwłoki z pewnością nie wyglądałyby dobrze, nieważne, jak pięknego koloru nabrałaby skóra. Spojrzał z uniesioną brwią na nieznajomego, który wyglądał w tym momencie bardzo niezręcznie. Dlaczego? To Nikolai był tu tym zielonym. -Wolałbym, żeby oberwał klątwą. Zrobiłby w biurze furorę. Wizja zielonego Pyotra przestała go bawić. Byłoby lepiej, gdyby zrobił się czerwony. Chociaż nie, i tak się robił na twarzy czerwony, kiedy się denerwował, więc jaka byłaby różnica? Różowy. Tak, to by był najlepszy widok. Pytanie chłopaka trochę go zaskoczyło, bo facet nie wyglądał na magomedyka, ale bez zbędnego wypytywania po prostu wyciągnął do niego swoje ramię i gdyby Neil go dotknął, skóra na chwilę przybrałaby pomieszanej barwy błękitu i granatu w miejscu, w którym palce zetknęłyby się z chłodną skórą. RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy | Nikolai & Neil - Neil Enfer - 25.03.2024 Nie wszystkie klątwy mijają same i kto wie, może dzsiaj kolor jest tylko na skórze, jutro przejmie włosy i gałki oczne, a pojutrze zajmie organy i krew zmieniając jej skład i zabijając go od środka. Lalka niestety zniknęła z widoku, ale cieszył się, że chłopak nie chciał dawać mu jej na testy, choć na pewno przyjąłby ją w ręce, może licząc, że tym razem to on będzie tym kto umili jednemu czarodziejowi czas. Śledził wzrokiem jego podnoszoną dłoń, słońce poraziło go lekko w oczy, więc zmrużył je i spojrzał na twarz chłopaka. Czarodziej, co? Z krwi i kości? Boga się nie boi, a co dopiero jakiejś tam klątwy. Chyba nawet się nie wzdrygnął, nawet nie zapaliło to w nim czerwonej lampki, a jedynie dało pomysł na rodzinną złośliwość. Ciekawe. Parsknął śmiechem na jego nagłe stwierdzenie. -Jeśli umrzesz, to chyba tylko kremacja ci zostanie, aby zachować godność. Chociaż może i popiół byłby zielony.-to było faktycznie zastanawiające, ale nie będą tego testować. Skinął głową na jego wytłumaczenie. -Zawsze możesz poprosić kogoś o nową klątwę działającą w ten sam sposób. Na pewno ktoś to dla ciebie zrobi.-tylko czy miał pieniądze na takie bajery? Zerknął na niego, na jego rękę kiedy tak po prostu mu ją podał. Był niepewny, ale przyłożył palce do jego skóry, która natychmiast zaczęła zmieniać kolory w zupełnie inny sposób niż ten jaki znał z ostatniego spotkania z klątwą, dużo spokojniej, płynnie, kolory nie uciekały od dotyku, a zmieniały się pod jego wpływem, jak para znika z lustra gdy przesuniesz po nim palcem. Ciche ,,łał" uciekło z jego ust, gdy chwycił jego przedramię w dłoń, obejmując ją, a zaraz puścił i rozbawiony popatrzył na granatowy odcień w niby kształcie dłoni, który szybko zaczął się mieszać i rozmazywać, próbując wracać do zieleni. -Masz kogoś kogo lubisz?-zapytał, zaraz strzelając się w głowie za pytanie.-W sensie... Wiesz... Zanim pójdziesz do lekarza, możesz pokazać to komuś kogo lubisz... Może się im spodoba....-zagadał, doradził, sam nie wiedział co, ale zrobił to szybko, od razu po głupim pytaniu, licząc, że nie wyczyta tutaj chłopak dziwnych podtekstów, jakie były dla tego kto wiedział, że mogą tu być. Schował ręce za plecami i patrzył na niego, czekając na odpowiedź. Już go więcej macać nie będzie, chociaż chciałby. Może to była zazdrość? Sam chciałby mieć taką skórę? Zostawiłby sobie ją na stałe? Rodzice by na zawał zeszli, już oczyma wyobraźni widział, jak mama odpala stado kadzideł. RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy | Nikolai & Neil - Nikolai Petrov - 25.03.2024 Czy powinien się bać? Zapewne tak. Każdy czarodziej o zdrowych zmysłach z pewnością na początku wpadłby w panikę, która poruszyłaby całym targowiskiem, a po uspokojeniu się od razu udałaby się do szpitala, gdzie magomedycy pozbyliby się nienaturalnego koloru skóry, lub wezwaliby kogoś, kto wiedział, co robić. Czarodziej o zdrowych zmysłach pomyślałby, że tego typu klątwy, poza zmianami aparycji, mógłby wpływać również na organizm, uśmiercić co szybko lub wyniszczać powoli, w bólach i innych nieszczęściach. Stąd ktoś mógłby pomyśleć, że Nikolai był niespełna rozumu, gdy tak ze spokojem stał pod słońcem, rozmawiał z nieznajomym i oglądał swoje przedramię w barwie turkusu. Może był niespełna rozumu? Może nie umiał panikować? Stało się, to się stało. Tak działał świat. Coś się zadziało i coś się zmieniło. Panika w niczym nie pomoże. Pomogłaby jednak reakcja, której nie było prawie wcale. Gdy tak rozmawiali swobodnie o ewentualnej śmierci Nikolaia i sposobach pochówku, który mógłby być zabawny, lub uratować go od hańby, w jego głowie pojawiła się ta nieprzyjemna myśl, że właśnie pokazał się jako beznadziejny brat. W końcu nie wziął pod uwagę niebezpieczeństwa magii i konsekwencji, jakie nosiła ze sobą styczność z przeklętym przedmiotem, ale jego pierwszą myślą było podesłanie takiego przedmiotu Pyotrowi, tylko dlatego, że nadawała zabawny wygląd, tylko po to, by się ponaśmiewać. I nawet, gdyby jednak zdecydował się sprezentować starszemu bratu taką "pamiątkę", nie musiał martwić się o pieniądze i to była jedna z nielicznych zalet bycia synem swojego ojca. Z pewnością trudniejsze byłoby znalezienie czarodzieja, który przygotowałby mu taką klątwę, szczególnie po usłyszeniu, co młody Petrov miał w planach na wykorzystanie jej. Przyglądał się, jak chłopak powoli dotykał jego przedramienia. Jak powoli przesuwał palcami po skórze, zostawiając po sobie granatowo-błękitne ślady, które zniknęły tak szybko, jak się pojawiały. Jak znowu zbliża dłonie, zaciska je na przedramieniu i poszczą go, zostawiając znikający powoli odcisk ręki. Jego rozbawienie było urocze. Jakby Nikolai nie rozmawiał z młodzieńcem, który mógł być te kilka lat starszy od niego, a z dzieckiem, które wciąż poznawało kolory i zachwycało się każdym z nich. -Nie... Nie ma nikogo, kogo lubiłbym w "ten" sposób- bo podejrzewał, że właśnie o to nieznajomemu chodziło. - I nie sądzę, by moi znajomi chcieli oglądać mnie w takim wydaniu. Nie powiedział nic więcej, choć wręcz cisnęli mu się na usta, by spytać chłopaka, czy on również chciał spróbować działania klątwy na własne skórze, skoro tak bardzo mu się podobało, ale ugryzł się w język. Niedorzecznym było proponowanie takich rzeczy drugiej osobie, gdy nie miało pewności, że było to bezpieczne. Właśnie... Powinien w końcu iść do tego szpitala. RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy | Nikolai & Neil - Neil Enfer - 25.03.2024 Brak reakcji to też wiele mówi. Nie jest magipsychiatrą, ale zna jednego i kto wie, może go zapyta o to. Żartował z nim ze śmierci, bo nie była mu ona obca, może jeszcze niedoświadczona, ale kilka razy po niego przychodziła z niepowodzeniem dla niej, do tego w domu rodzinnym czaiła się w jednym z regularnie wietrzonych pokojów. Bez większych oporów go dotykał, nie myśląc o tym wiele, zafascynowany kolorami, jak inaczej wyglądają niż wtedy, jak i teraz pięknie się zmieniają i rozpływają, nie uciekając od niego, a powstając dzięki niemu. Według niego ta klątwa była piękna i gdyby nie musiał kontaktować się z niemagicznym światem to na pewno by pozostawiłby ją sobie na stałe. Niby mógł używać magii aby zakryć inny koloryt skóry niż ma normalnie, ale to by wymagało zbyt wiele wysiłku i mogłoby sprawić, że klątwa wyjdzie na wierzch, bo czar przestanie działać w najmniej odpowiednim momencie. Zacisnął usta. "Ten" sposób. Mówił tu o miłości? Zaraz, to on zadał pytanie, powinien wiedzieć! Ale było wiele niedomówień, wszystko było więc możliwe, zależnie od interpretacji według ich wcześniejszych doświadczeń. -Dlaczego nie? To wygląda ładnie. Z resztą znajomi widzą się w różnych stanach. Zawsze mogłoby to być powodem do stworzenia nowych, zabawnych wspomnień.-rozgadał się zdziwiony jego słowami. Jak to nikt nie chciałby go takim oglądać?-Za moich czasów, chłopaki w szkole, walili się rękoma po plecach i karkach, żeby zobaczyć kto jest w stanie zrobić najbardziej czerwony ślad na skórze...-był ofiarą kilku takich zabaw, nie do końca z własnej woli. Najpierw owszem, chciał się wpasować. Z czasem jednak wszystko się zmieniło.-Znaczy no to głupie strasznie, nie rób tego ze znajomymi.-zamachał rękoma, cały speszony, z rumianymi polikami, bo co to go tak na wspomnienia idiotyczne złapało?-Chodzi mi o to, że... Wiesz, takich rzeczy nie widzi się codziennie.-spróbował się wybronić. Nie chciał naciskać na to, aby komuś się tak pokazał, ale też nie wierzył w to, że naprawdę czarodziej nie ma nikogo zainteresowanego oglądaniem takiej klątwy. RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy | Nikolai & Neil - Nikolai Petrov - 26.03.2024 Gdy chłopak spytał, czy Nikolai miał kogoś, kogo lubił, pomyślał, że chodziło mu o kogoś, z kim mogłaby go łączyć specjalna, silna więź. Na tyle silna, by ta osoba była pierwszą, która przyszłaby mu do głowy, gdyby chciał pokazać coś tak... Niecodziennego. Jej lub jemu, w zależności od preferencji. Może pomyślał, że chłopakowi chodziło o miłość? W końcu najczęściej, gdy pada to pytanie, chodziło właśnie o osobę, którą darzyło się "specjalnym" uczuciem, a takiej Nikolai nie miał. Nie był pewien, jak jego "znajomi" by się zachowali, gdyby go teraz zobaczyli. Wybuchliby śmiechem? Przestraszyliby się? Próbowaliby go obezwładnić i odizolować, by nie rozpowszechniał dziwnej "choroby"? Ciężko było stwierdzić, gdy tak na dobrą sprawę ludzi nie znało się za dobrze i wszelkie reakcje na różne sytuacje były jedną wielką niewiadomą. -Za twoich czasów mieliście dziwne zabawy - stwierdził. Stwierdzenie "za twoich/moich czasów" było w tym przypadku dziwne, gdy chłopak był od Nikolaia starszy o ile? Trzy lata? Jego "czasy" nie były Nikolaiowy tak dalekie, ale nie potrafił odnieść się do miejsca. Nikolai swoich rówieśników poznał w Koldovstoretz, a potem na bankietach, na które zapraszano jego ojca. Jak było w przypadku tego chłopaka? Uczęszczał do Hogwartu i to tam młodzież bawiła się w tak dziwny sposób? A może uczęszczał do innej szkoły w innym kraju i z inną kulturą? -Za moich czasów szkolnych najwiekszą rozrywką było wyzywanie starszaków na pojedynek. Zabawa kończyła się, gdy to ty przegrywałeś. Niby z kim miałby tutaj klepać się po plecach do czerwoności? -Jeśli nie umrę, klątwa nie będzie jednorazowa i cię kiedyś spotkam, oddam ci ją, jeżeli chcesz. Wygląda na to, że ci się podoba - kąciki jego ust uniosły się w lekkim uśmiechu. Wcale nie przeszkadzało mu, że nie poznał imienia chłopaka, ani sam się nie przedstawił. -Powinienem już iść z tym do szpitala, więc... RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy | Nikolai & Neil - Neil Enfer - 26.03.2024 Głupie skojarzenia kiedyś kłopoty mu przyniosą, ale ciężko było walczyć z językiem, który nie umiał kłamać, a jeśli to robił, to wychodziło to bardzo nieumiejętnie. To był jego dar, bo dzięki temu ludzie łatwo wiedzieli jak się czuje, nie musiał o tym często mówić słowami, ale z drugiej strony było to też jego przekleństwo, bo kiedy chciał coś zataić to jego domek z kart rozpadał się już przy początkowych dwóch kartach wyłożonych na stół i tylko od grzeczności rozmówcy zależało to czy dopyta, czy uzna za stosowne zostawienie tematu w spokoju. Zaśmiał się niezręcznie, słysząc ten komentarz. Bo palnął idiotyzm, wiedział, kompletnie zbędny i bezsensowny. -Ta...-zerknął w bok z kolejnym śmiechem.-Młodzi tacy są.-nie to, że był stary i nie to, że określał rozmówcę starym, ale widać było, że ewidentnie trochę dojrzali, wyrośli ze szkolnych głupot i życie dorosłe albo już porządnie zjechało jak łyse kobyły, albo chociaż lekko zweryfikowało korygując fałszywe przeświadczenia wpajane przez rodzinę i nauczycieli. Młodość cechuje się naiwnością i nadzieją, wiarą, a potem przychodzi praca i podatki. -Oh... To brzmi... Nie tak źle, przynajmniej się czegoś uczysz, a nie tylko bezsensownie obrywasz w plecy.-może jakby sam się pchał w takie pojedynki, to by lepiej czarował? A może jakby to robił, to by nie miał oka, zębów czy reki, bo by czary pojedynkowe poszły nie tak i musiałby się do końca życia bujać ze swoją złą decyzją. Kolejny śmiech rozległ się w uliczce urwany odchrząknięciem, gdy zdał sobie sprawę z tego, ze chyba nie powinien tak parkać i do tego tak głośno i do tego z tak dziwnego powodu, no i już się naśmiał trochę przy tym spotkaniu, trzeba znać umiar. Purpura na jego twarzy jasno krzyczała co działo się w jego głowie: ,,Zażenowany kretyn". -Jasne, z chęcią ją przyjmę i dam jej dobry dom.-uśmiechnął się milutko, zastanawiając się teraz czemu chciał mu oddać lalkę jeśli klątwa nie będzie jednorazowa. Co z oddawaniem zabawki bratu? Czy właśnie niechcący stał się aniołkiem, który siadł mu na ramieniu przypadkiem kierując go na ścieżkę dobroci dla bliźnich? Nie chciał być czyimś duchowym przewodnikiem, niczyim mentorem, bo jak coś rypnie, to mu aż w stawy pójdzie, o wyrzutach sumienia już nie mówiąc. -Aa... No tak, faktycznie.-wzdrygnął się, kiwając żywo głową i przestępując z nogi na nogę, aż w końcu odsuwając się krok robiąc mu miejsce na chodniku by mógł lecieć w stronę pomocy.-Mam nadzieję, że klątwa faktycznie będzie nieszkodliwa... Powodzenia i no... do zobaczenia?-kolejny raz zaprezentował zęby, gotów rozejść się i iść we własną stronę. Mieszkanie wiecznie czekać nie będzie, a świece same się nie zrobią. |