Secrets of London
[08.07.1972] Kiedy palec skierowany jest ku niebu, tylko głupiec patrzy na palec - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [08.07.1972] Kiedy palec skierowany jest ku niebu, tylko głupiec patrzy na palec (/showthread.php?tid=2971)



[08.07.1972] Kiedy palec skierowany jest ku niebu, tylko głupiec patrzy na palec - Augustus Rookwood - 24.03.2024

MIESIĄC MIŁOŚCI - AMÉLIE

Minęły ponad dwa tygodnie, odkąd przebyłem dość trudne rozmowy z Imogen. Pewnie w dalszym ciągu nie byłoby ze mną za dobrze, gdybym nie uzewnętrznił się przed nią i nie wyznał jej swoich grzechów oraz obaw. Nieco mi ulżyło, ale przy okazji nabyłem również kolejnych tematów do udręk - między innymi tych związanych z podejrzeniami małżonki, kto mógł być obiektem mojej niedoszłej zdrady, który to z kolei trwał z milczeniu, podobnie jak ja. Starałem się nie myśleć, że Avelina mogła właśnie przebywać w ramionach tego całego Alexandra, choć najprawdopodobniej tak było. Sama Imogen wspomniała mi, że widziała ich w niezwykle romantycznych uściskach. Tak było lepiej, ale jednocześnie niesamowicie mnie ro mierziło i jedynie ostatkiem zdrowego rozsądku powstrzymywałem się przed tym by ponownie nie stanąć u progu apteki, w której pracowała.
Skupiłem się na małżonce, karierze oraz pracą nad sobą. Zamiast o niej rozmyślać, oddawałem się lekturze lub ćwiczeniom. Zamiast tam jechać, zajmowałem się sprawami, pomagałem Ojcu. Zaangażowałem się w naszą relację...? Heh. Może to bardziej on zaczął potrzebować mnie? Cóż, wolałem nie znać owych motywacji, aczkolwiek obawiałem się, że miała ona źródło w mojej niekompetencji, zawodzie, który mu sprawiłem, więc... Rehabilitowałem się poprzez bycie jego chłopcem na posyłki. Zresztą, jak to robiłem wcześniej, tylko mniej intensywnie.
Dziś jednak zarezerwowałem dzień dla Imogen. Rano zjedliśmy razem śniadanie, gdzie towarzyszyli nam chłopcy wraz z Beatrice. Kręcili się również inni domownicy, ale ich obecność była znikoma. Ostatnie dni, jak i ten dzisiejszy, przepełnione były masą przelotnych pocałunków, komplementów, a dziś nawet i dobrego humoru, jak gdyby ktoś - wskażmy na mnie palcem - starał się zadośćuczynić ostatnie przewinienia. Czy mi to wychodziło? Prawdopodobnie tak. Imogen zdawała się być spokojna, może nawet zadowolona i nie wspominała już nic o przeprowadzce do rodziców. Dzięki temu czułem się bezpieczniej, stabilniej. Świadomość, że została i już pozostanie u mojego boku, dodawała mi otuchy, wsparcia, siły, więc popołudniową część dnia postanowiłem przeznaczyć na spacer z Imogen po mieście, może jakieś zakupy, a na wieczór, cóż, miałem zamówiony stolik w restauracji. Przepiękny bukiet czerwonych róż czekał już u obsługi. Otrzymałem potwierdzenie, więc wszystko przebiegało jak należy.
- Patrz, nigdy nie zwróciłem uwagi na ten sklep. Ewidentnie sprzedają tu antyki - zauważyłem zauważalnie zainteresowany, idąc Imogen jedną z ulic. Znajdowaliśmy się bodajże na początku samej Pokątnej. Z reguły będąc tu w pośpiechu, nie zawieruszałem się w te rejony, a - jak zauważałem - można było tu odnaleźć niemałe perełki.
Ucałowałem przelotnie dłoń Imogen i skierowałem ją do sklepu, otwierając przed nią drzwi i wchodząc do środka tuż za nią. Ekspedient, widząc naszą parę, od razu zaproponował nam skorzystanie z jednej ze szkatuł. Właściwie już nam wręczał pergaminy by napisać listy, jak gdyby o odmowie nie było mowy.
Spojrzałem na Imogen pytająco, ciekawy, co o tym sądzi. Nie byłem pewien, czy interesuje ją pisanie listów miłosnych, których na dobrą sprawę nie otrzymamy przez najbliższy rok. Z jednej strony ekscytujące, z drugiej - irytujące.
- To są ciężkie czasy dla marzycieli - przyznałem do niej, stwierdzając w niemałym zakłopotaniu, że raczej nie będzie się chciała bawić w takie romantyzmy, chociaż... - Chociaż mam kilka słów, które chętnie bym ci podarował - dodałem na zachętę.


RE: [08.07.1972] Kiedy palec skierowany jest ku niebu, tylko głupiec patrzy na palec - Imogen Rookwood - 23.04.2024

Minęły dwa tygodnie, podczas których nawet nie zająknęła się na temat niedoszłej zdrady Augustusa, chociaż wielokrotnie chciała mu to wykrzyczeć w twarz; zaciskała wówczas usta w wąską kreskę i odwracała wzrok, by nie widział, jak jej oczy płoną nienawiścią względem tej kobiety, która postanowiła położyć swoje łapska na jej mężu. Należysz do mnie, wyszeptała mu do ucha, wbijając paznokcie w jego ramiona, kiedy kochali się pierwszy raz po jego dramatycznym wyznaniu. Zresztą, Gusto sprawował się całkiem dobrze - jakby znów przeżywali swój miesiąc miodowy - i żal byłoby wykorzystywać swój najcenniejszy argument, najprawdziwszy klejnot pośród wszystkich asów w swym rękawie.
I choć domyślała się, że ta nagła zmiana determinowana jest wyrzutami sumienia Augustusa, tak podobała jej się ta adoracja. Przystała więc chętnie na propozycję spędzenia całego dnia ze sobą; odkąd na świecie pojawiły się dzieci, niewiele mieli okazji, by nacieszyć się swoją obecnością. Spacerowała obok niego w jednej ze swoich najpiękniejszych sukienek; kremowej, odciętej pod biustem, by zakryć jej odmienny stan, choć było jeszcze zbyt wcześnie, by cokolwiek dostrzec.
Och, uwielbiam antyki — zaszczebiotała radośnie. Miała ich przecież pełno; szkatułki, porcelanowe figurki, biżuterię, czy flakoniki na kosmetyki. Były też stare książki, meble - wszystko, co dla jednych ludzi było śmieciem, dla Imogen stanowiło skarb. Swego rodzaju oznakę luksusu. Lubiła przecież udawać, że ma te rzeczy od pokoleń, bo przecież pochodzi z porządnej rodziny z tradycjami, podczas gdy kupiła je na wyprzedaży tydzień temu.
Zawsze były ciężkie, zwłaszcza dla tych z głową w chmurach — zachichotała, przyjmując od ekspedienta pergamin, zupełnie nie zważając na to, że chyba zostali wmanewrowani w jakiś zakup — Ja też mam dla ciebie kilka słów, najdroższy, ale nie podglądaj!
Mówiąc to, odwróciła się do niego plecami i pochyliła nad eleganckim stolikiem (och, jakże pasowałby do salonu...), by przelać na papier swoje miłosne wyznanie.


RE: [08.07.1972] Kiedy palec skierowany jest ku niebu, tylko głupiec patrzy na palec - Augustus Rookwood - 27.04.2024

Odetchnąłem z ulgą, kiedy Imogen zechciała wymienić się wraz ze mną miłosnymi listami. Właściwie, to wymienić się to aż zanadto powiedziane, bo wciąż przeżywałem fakt, iż nie będę mógł odczytać zapisanej przez małżonkę wiadomości od razu, tylko dopiero gdzieś za rok, ale zamierzałem wydobyć z niej ten drobny sekret przy najbliższej okazji, ale to z pewnością nie w towarzystwie ekspedienta.
Chciałem jak najbardziej podglądać, ale Imogen obrała strategię, z którą nie byłem w stanie walczyć. Zaśmiałem się zaraz po niej i pokręciłem głową. Sam nie zamierzałem zanadto się rozpisywać, pisząc o tym jak bardzo ją kocham, że cieszę się, że los splótł nasze istnienia oraz że mamy takie cudowne dzieci, że nie mogę się doczekać aż powitam na świecie kolejną naszą pociechę. Dodałem, że mam dla niej niespodziankę, ale dowie się o niej szybciej na żywo niż z listu, ale dopisałem zaraz, że róże będę dawał jej zawsze i na zawsze, bo każdy mijany przeze mnie pąk róży to skrawek jej wspomnienia.
Myślę, że bywałem romantyczny, ale też niestety zdarzało mi się zagubić w zgiełku emocji. Czy to Ojciec, czy to Avelina wyprowadzali mnie z normy emocjonalnej, ale postanowiłem sobie, że z tym koniec. Zamierzałem ciężko pracować by podobne sytuacje nie miały miejsca, więc wsparcie ze strony Imogen było w tym przypadku niezwykle dla mnie ważne. To dzięki niej i jej miłości do mnie byłem gotowy podjąć się zmiany... I oczekiwaliśmy czwartego dziecka. Musiałem uczynić ten świat lepszym dla również dla niego, by mogło dorastać w mniej skomplikowanych warunkach, nienarażone na pogańskie zwyczaje mugoli. Obawiałem się, że każde z nich oraz Imogen mogliby zostać wciągnięci w ten polityczny, niebezpieczny ruch, więc... z tyłu głowy siedziała mi ta przeprowadzka. Pytanie, co na to Ojciec, co na to Czarny Pan... Cóż, ale to też był temat na inny moment, czyż nie?
Teraz złożyłem swój list, ucałowałem i wrzuciłem do szkatuły. Miałem nadzieję, że za rok uraduje Imogen, że wtedy będziemy mieli okazję żyć już w tym lepszym świecie, że wszelkie nasze marzenia oraz plany się ziszczą. Uśmiechnąłem się. Dokładnie tak powinno być, powinienem mieć więcej wiary w siebie i we własne możliwości.
- Ja skończyłem! - odparłem, po czym dałem swobodnego czasu dla Imogen, samemu rozglądając się po sklepie. Podszedłem oczywiście do regału z księgami by wśród wielotematycznych tomów znaleźć te bardziej mnie interesujące. Nic jednak na szybko nie dostrzegałem, aczkolwiek kilka tytułów mogło się w przyszłości przydać. Sięgnąłem po jeden z nich i zacząłem przeglądać losowe strony. Co i rusz spoglądałem na Imogen, bynajmniej póki nie zaczytałem się w jednej ze stron.


RE: [08.07.1972] Kiedy palec skierowany jest ku niebu, tylko głupiec patrzy na palec - Imogen Rookwood - 29.05.2024

Z całych sił walczyła z okrutnymi podszeptami własnego umysłu, nakazującymi jej wylać cały swój żal w związku z (niedoszłą, lecz nie mniej bolesną) zdradą w tym liście; ostatecznie jednak powstrzymała się i zapewniła go o swojej miłości oraz lojalności. W końcu to ona go wybrała - lata temu, zanim jeszcze Augustus zaczął interesować się płcią przeciwną. Był jej pierwszą i jedyną miłością, sensem życia i opoką, a przecież nie rezygnuje się tak łatwo z czegoś, co nadaje życiu sens. Nie odpuści męża, choćby miała o niego walczyć. Nawet teraz, w tym momencie mogłaby wytargać za kłaki wywłokę, która ostatnio zajmowała jego myśli i rozszarpać ją na kawałki, by już nigdy więcej nie stawała na drodze do ich szczęścia.
Specjalnie ustawiła się tak, aby Augustus nie widział treści jej listu - nauczyła się już, że nie może odkrywać przed nim wszystkich kart. Czasami... Czasami trzeba było być tajemniczą i odrobinę niedostępną; matka powtarzała jej, że mężczyźni lubią zdobywać, a ona bawiła się świetnie udając zwierzynę, na którą mógłby polować. Była żmiją przebraną za bezbronnego króliczka (i pachniała jak jeden, bowiem pochłonęła go na śniadanie), ale odpowiednio wygłodniałemu wilkowi nie powinno to zupełnie przeszkadzać...
Ja również — oświadczyła po chwili, ostrożnie wkładając nakreślony starannym pismem list do koperty, którą następnie umieściła w skrzynce. Oczywiście, że wezmą ją ze sobą i otworzą za rok, może dwa... A może nigdy; może odnajdą ją ich wnuczęta, podczas gdy ich kości już dawno pobieleją we wspólnej krypcie. Bo przecież nie wyobrażała sobie innego scenariusza.
Wyprostowała się i rozejrzała po sklepie - chyba nie zamierzali tak szybko wychodzić? Szczególnie, że było tu tyle wspaniałości! Biżuteria, stare sprzęty, dekoracje... Ale to witrażowa lampka przykuła jej uwagę. Och, jakże pięknie prezentowałaby się w ich sypialni! Najlepiej w pięknym londyńskim mieszkaniu, ale Augustus nie chciał o tym słyszeć...
Piękna, nie uważasz? — rzuciła, wodząc opuszkami palców po kolorowym kloszu.


RE: [08.07.1972] Kiedy palec skierowany jest ku niebu, tylko głupiec patrzy na palec - Augustus Rookwood - 15.06.2024

Księga, którą trzymałem w swoich rękach, zawierała przeróżne mieszkanki ziół na specjalne okazje. Mogłoby się okazać, że to idealny top w celu uzupełnienia mojej wiedzy na temat kadzideł. Jakby nie patrzeć, do wielu z nich używałem suszonych ziół, a improwizacja mogła zaprowadzić mnie do odkrycia czegoś pomocnego...? Nim jednak dotarłem do końca strony, spojrzałem na odruchowo ponownie na Imogen i zdałem sobie sprawę, że wpatrywała się we mnie, dotykając stojącej nieopodal lampy. Nie miałem pojęcia, o czym do mnie wcześniej mówiła, o co pytała, więc uśmiechnąłem się nieśmiało, odkładając księgę. Nie chciałem jej urazić, więc zamierzałem wybrnąć z tego politycznie, jak też mąż powinien wychodzić z opresji w dyskusjach z małżonką...?
Podszedłem bliżej i spojrzałem na lampę, a potem ponownie na nią. Ująłem jej drugą dłoń w swoje dłonie. Nie chciałem jej robić nadmiernej nadziei, bo jeszcze nie podjąłem decyzji, ale jednak... Była ku temu idealna okazja?
- Myślisz, że ładnie wyglądałaby w naszym mieszkaniu? - zapytałem powoli, zastanawiając się, w jakie bagno w tej chwili wpadałem. Jak ja powiem Ojcu, że się wyprowadzamy? No bo przecież nie listownie! Cóż, na razie podejmowałem decyzję, więc miałem trochę czasu, zanim obwieścimy to światu, prawda? Miałem trochę czasu...? Choć, tak patrząc na Imogen, to raczej bardzo trochę czasu, a to robiło sporą różnicę. Ale może właśnie o to chodziło, żebym się uniezależnił od rodziny. Zaczął myśleć po swojemu? Jakoś to będzie. Przecież Ojciec mnie za taką decyzję nie zabije, czyż nie?
Najbardziej obawiałem się właśnie reakcji Ojca, ale również strony finansowej przedsięwzięcia. Z pewnością uszczupli to przyrost oszczędności, aczkolwiek też nie mogłem nadmiernie oszczędzać, szczególnie że Imogen zasługiwała na wszystko co najlepsze. Nie byłem pewien, skąd pojawiła jej się nagła potrzeba przeprowadzki, ale ewidentnie bardzo jej na tym zależało. Nie potrafiłem jej odmawiać, tak na dłuższą metę, więc... Dodatkowo chciałem ją chronić, trzymając jak najdalej od planów Śmierciożerców. Mogłem te sprawy zostawić w domu rodzinnym, gdzie przecież wciąż mogłem wracać. Nawet każdego dnia. To był po prostu krok do przodu, a jakby nie patrzeć, Vespera również się wyprowadziła, a Ulysses też bywał w domu niczym obcy.
- Tylko... tak na spokojnie, bez nadmiernej fascynacji, moja droga. Jeszcze potrzebuję to dokładnie przeanalizować, ale wstępnie mógłbym przystać na zakup mieszkania - odparłem, chcąc pocałować Imogen w policzek, ale nieoczekiwanie nam się zrobił tu niemały ambaras. Jakaś kobieta zaczęła przewracać krasnale...? Co tu się działo? Z tymi czarodziejami, to trzeba było mieć oczy dookoła głowy.


RE: [08.07.1972] Kiedy palec skierowany jest ku niebu, tylko głupiec patrzy na palec - Imogen Rookwood - 28.06.2024

Zadrżała niespokojnie. Mieszkaniu? To znaczy, wydzielonej im części posiadłości Rookwoodów, na którą składały się sypialnie ich oraz dzieci, czy może...? Odwróciła wzrok speszona. Nie chciała o tym myśleć, nie chciała mieć nadziei na to, że wyrwą się w końcu z ponurego Little Hangleton, aby boleśnie się nie zawieść. Nerwowo założyła włosy za ucho, unikając spojrzenia Augustusa, ale sposób, w jaki jej drżące palce zaczęły bawić guzikiem swojej bluzki, jej oczy błyszczały, a śnieżnobiałe zęby przygryzały muśniętą szminką wargę jasno sugerowały, że te słowa wywołały w niej silne emocje. Znów będzie mieszkać w Londynie, W LONDYNIE! Kiedy po ślubie zamieszkała na dalekiej północy, nie wydawało jej się to takie straszne. Miała przy sobie męża, mężczyznę, do którego wzdychała przez całe życie i który stał się jej całym światem. Ale ich miesiąc miodowy się skończył i on wrócił do pracy, a ona zajmowała się tymi wszystkimi rzeczami, które powinna robić pani domu - to znaczy, zarządzała służbą - i dni dłużyły się bez jego obecności. Kiedy na świecie pojawili się chłopcy, jej tęsknota za towarzystwem stała się nieco mniejsza, lecz nie mniej dotkliwa. Aż w końcu postanowiła coś zrobić i skończyła kursy dziennikarskie i zaczęła pisać dla Czarownicy, ale jej pierwsze artykuły były porażką, bo zbyt długo żyła z dala od stolicy i nie wiedziała już, jak to jest być wytworną damą z Londynu, gdy całymi dniami biegało się boso za swoimi dziećmi po łąkach. To nie tak, że była nieszczęśliwa jako żona i matka - wręcz przeciwnie, odnajdywała w tych rolach spełnienie i uważała, że powinna dzielić los Augustusa, ale z drugiej strony... Czuła, jakby traciła część siebie. Imogen była wychowywana na salonową lwicę, nie wiejską gospodynię. Kiedy więc wspomniał o mieszkaniu, jej serce zabiło mocniej, bo to oznaczało powrót do tego, za czym tak rozpaczliwie tęskniła.
Uważam, że pasowałaby do koloru zasłon w naszej sypialni — odpowiedziała wymijająco, nie precyzując dokładnie o jakiej sypialni mowa. Tej w Little Hangleton, czy może nieistniejącej jeszcze w Londynie. Słusznie, pomyślała, że nie okazałam ci swojego entuzjazmu. Bo kolejne słowa Augustusa były dla niej jak cios obuchem. Oczywiście, że dopiero rozważa. Mężczyźni tylko rozważali.
Wiesz, że w razie czego cena nie gra roli, bo moi rodzice chętnie nam pomogą...? — rzuciła na zachętę, bo przecież Parkinsonowie byli zamożniejsi niż ta gałąź Rookwoodów. Czy to właśnie pokaźny posag Imogen skusił Chestera do tego, by zgodzić się na propozycję aranżowanego małżeństwa...? Cóż, chyba dobrze na tym wyszli.
Wiedząc, co Augustus zamierza zrobić - po tylu latach związku znała te wszystkie małe gesty sugerujące zbliżające się pieszczoty - wspięła się na palce i podsunęła mu swój policzek, ale hałas, jaki usłyszała za swoimi plecami zmusił ją do odwrócenia głowy. Jakaś staruszka nie tylko przewracała krasnale ogrodowe, ale sama stała się ich ofiarą i wylądowała na podłodze. Imogen zakryła usta dłonią, ale zaraz potem ruszyła do działania. To było jej pięć minut! Mogła się pokazać z jak najlepszej strony; tej dobrej, czułej i troskliwej. Podniosła więc biedną kobietę i zaprowadziła w stronę najbliższego krzesła, nie zważając na to, że było antykiem na sprzedaż.
Wszystko w porządku? — zapytała z udawaną troską, której nijak nie dało się odróżnić od prawdziwej.
Chciałam podnieść jednego krasnala i wszystkie się na mnie rzuciły — poskarżyła się sędziwa dama.
Niegodziwcy! — odparła Imogen — Lepiej pomagać ludziom, niż krasnalom ogrodowym. Prawda, Augustusie?


RE: [08.07.1972] Kiedy palec skierowany jest ku niebu, tylko głupiec patrzy na palec - Augustus Rookwood - 03.07.2024

Średnio podobała mi się wizja brania pieniędzy od teściów. Zapewne to brało się z męskiej czy też rodowej dumy, a może i tej, i tej. Kumulowało się i... korciło by kategorycznie zakazać Imogen chociażby wspominania o tym mamie i tacie, ale... Z drugiej strony mogłem to potraktować jako pożyczkę, którą zwrócę w ratach. To zdecydowanie przyspieszyłoby zakup mieszkania, a tym samym... a tym samym co...? Czyżbym chciał w ten sposób zrekompensować Imogen nie tylko niedosłyszenie jej słów, ale również przewinienia ostatniego czasu związane z pewną Krukonką o zadartym nosie...? Najwyraźniej. Pytanie więc, czy nie podejmowałem tej decyzji nader pochopnie? Może powinienem jednak przystopować z takimi zmianami. Jakby nie patrzeć, rodowa posiadłość miała nietypowe zabezpieczenia, które mogły chronić nie tylko mnie, ale również moją rodzinę. Chronić, ale też generować większe zagrożenia.
Cóż, z pewnością miałem zamiar przedyskutować z Imogen finansowanie przez Parkinsonów, ale to w ramach pożyczki, nie zaś pomocy. I tak za wiele od siebie dawali. Nie mogłem przyjmować więcej.

Wywróciłem oczami na te eskapady staruszki, ale zarówno Imogen, jak i kobieta tego nie widziały. Co najwyżej właściciel przybytku. Zapewne również uznał, że małpy nie powinny wchodzić do sklepu z antykami. Szkoda krasnali, szkoda mebli, ale Imogen była taka dobra dla tej kobiety, taka bezinteresowna i przy tym beztroska, że ten klimat mi się jakoś udzielił. Może nie powinienem być aż tak negatywnie nastawiony... Ktoś gdzieś kiedyś pisał, że dobre uczynki do nas wracały. Może tak było i właśnie dzięki Imogen mieliśmy znaleźć mieszkanie swoich marzeń?
- Prawda-prawda, moja ukochana żono - potwierdziłem, uśmiechając się do niej i robiąc ten krok w jej kierunku by wyciągnąć ku niej pomocną dłoń, żeby wysunąć się z wąskich alejek sklepiku. Jak ta starsza kobietka się rozsiadła, to ciasno się zrobiło. Imogen nie brakowało filigranowości, ale moje wsparcie z pewnością uzna za przydatne, więc przyciągnąłem ją do siebie subtelnie.
- Imogen, kupujemy tę lampę...? Pan z pewnością zorganizuje nam dostawę do domu - zaproponowałem, bo miałem inne plany niż noszenie lamp przez całe miasto. Przy okazji zrobię dobry uczynek i dam mu dodatkowo zarobić. Z napiwkiem. - Nie chciałbym cię pospieszać, moja droga, ale nie ukrywam, że mam pewne plany na nasze wspólne popołudnie, poza tym moglibyśmy przedyskutować plany mieszkaniowe... - odparłem, po czym zachęciłem. Uśmiechnąłem się cwanie, ale tak pozytywnie cwanie. Nie miałem niecnych rzeczy w głowie. Nic z tych rzeczy. Po prostu wiedziałem, że Imogen będzie wniebowzięta planowaniem. Nie przepadała się nudzić. Poza tym obawiałem się, że jeśli jeszcze trochę posiedzimy w tym sklepie, to kupię pół regału, do którego uciekały w międzyczasie moje myśli.


RE: [08.07.1972] Kiedy palec skierowany jest ku niebu, tylko głupiec patrzy na palec - Imogen Rookwood - 19.09.2024

Imogen nigdy nie zadowalała się półśrodkami; zarówno w miłości, jak i nienawiści angażowała się całą sobą - płomiennie, bezprecedensowo, niebezpiecznie zakrawając o obsesję. W swoich młodzieńczych uczuciach do Augustusa była gotowa pójść za nim choćby na sam koniec świata lub jeszcze dalej, zejść do samego Hadesu, udowodnić swoją lojalność, okazać, jak wielce jest dla niej ważny. Ale kiedy już złapała go w swoją sieć, usidliła i uzależniła od siebie, poczuła, że życie w Little Hangleton ją męczy. Że bycie żoną i matką - choć niewątpliwie chlubne - nie było tym, czego pragnęła od życia. To znaczy, nie jedynym, w czym się widziała. Chciała, aby świat padł do jej stóp.
Augustus mógł jej to dać. Wystarczyło tylko, aby odpowiednio nim pokierowała...
Wsunęła dłoń pod jego ramię i pozwoliła się odprowadzić od tego zamieszania z niekrytą ulgą, że to nie ona będzie musiała dłużej zajmować się niezdarną staruchą i jej krasnalowymi przygodami. Niech pracownik sklepu ogarnie ten rozgardiasz - ona nie miała do tego głowy, ani przede wszystkim nie było w niej krzty ochoty na interakcję z nieznajomą. Wszystkie ruchy Imogen były wyuczone, starannie wypracowane przez lata - w oczach męża miała być ciepła, serdeczna i pełna troski. Nie mogła sobie pozwolić na pęknięcia w tej masce.
Ależ oczywiście, że tak, najdroższy — twarz czarownicy momentalnie się rozpogodziła, a bursztynowe oczy rozbłysły blaskiem charakterystycznym dla momentów, kiedy w wyobraźni widziała coś, co bardzo jej się podobało. Tym razem była to witrażowa lampa na komodzie pod ścianą, oczywiście od jej strony łóżka, by mogła podziwiać kolorowe szkiełka przed snem. — Och? A cóż takiego dla mnie szykujesz? — przechyliła głowę zaskoczona, ale w ten pozytywny sposób, a usta natychmiast rozchyliły się w łagodnym uśmiechu; stonowanym, by nie wyrazić nadmiernego entuzjazmu, ale też nie okazać jego całkowitego braku. Plany mieszkaniowe brzmiały nieco enigmatycznie i podniecająco, pokiwała więc głową jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Tak, muszą omówić kwestię przeprowadzki.

Załatwiwszy wszystkie formalności w sklepie z antykami, ponownie znaleźli się na ulicy Pokątnej. Szli pod rękę, ona dumna niczym paw, jakby chciała oznajmić całemu światu "widzicie tego mężczyznę obok? to mój mąż! mój i tylko mój, możecie jedynie wodzić za nim żałosne tęskne spojrzenia, ale on i tak wybierze mnie!". Dzień był upalny, jak bywa w lipcu, ale Imogen zdawało się to w ogóle nie przeszkadzać; elegancki kapelusz o szerokim rondzie, najnowszy krzyk mody, chronił jej głowę i część szczupłych ramion przed żarem lejącym się z nieba.
Wiesz, że nie wydaliśmy jeszcze całkowicie mojego posagu? — podjęła, niby od niechcenia wędrując spojrzeniem na witrynę mijanego sklepu; nie mogła sobie odmówić tej próżności i pośpiesznie obejrzała się w szybie, by upewnić się, że wygląda nienagannie. — Nowe mieszkanie będzie idealną okazją, żeby wreszcie ruszyć moją skrytkę u Gringotta.