![]() |
|
[22.07.72] Wishful drinkin' | Viorica i Cedric - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [22.07.72] Wishful drinkin' | Viorica i Cedric (/showthread.php?tid=2988) Strony:
1
2
|
[22.07.72] Wishful drinkin' | Viorica i Cedric - Viorica Zamfir - 26.03.2024 22.07.1972
Jeden z barów na Pokątnej Czuła się już trochę lepiej. Przynajmniej na tyle, że nie potrzebowała już nosić ze sobą tony chusteczek. To oznaczało, że mogła więc ze spokojem w sercu spotkać się z Cedriciem w jednym z barów na Pokątnej, nie marnotrawiąc jego starań na jej wyleczenie. A naprawdę nie miałaby do tego serca, patrząc na to, jak się postarał. Ubrana więc w granatowy kombinezon bez rękawów, z rozpiętą odpowiednią ilością guzików tworzących całkiem głęboki dekolt, czekała przed wejściem, gdzie mieli się dziś spotkać. Na nogach miała swoje czarne botki na obcasie, włosy pozostawiła w pozornym nieładzie. Usta pociągnęła czerwoną szminką, podkreślającą jej urodę niczym z bajki o królewnie śnieżce. W uszach miała swoje ulubione, złote kolczyki z motywem księżyców. Na piersi widniał naszyjnik z czerwonym wisiorkiem, niepozornym, choć zrobionym z najprawdziwszego rubinu (za który zdecydowanie nie zapłaciła), na palcach zaś, cieniutkie, liczne pierścionki o prostym kształcie, bez oczek czy innych udziwnień. W skrócie - postanowiła dziś wyglądać bardzo dobrze. Po spojrzeniach osób wchodzących do baru wiedziała, że jej się udało. Cedrica zobaczyła już z daleka. Uśmiechnęła się do niego i pomachała, po czym odepchnęła się od ściany, o którą się opierała. Przywitała się i przytuliła szybko w przyjacielskim geście, owijając go swoimi ulubionymi perfumami, po czym z gracją poprowadziła w stronę baru, przy którym barmani zbierali zamówienia licznych gości. - Dobrze, że jesteś, bo już myślałam, że jednak postanowiłeś mi zrobić na złość i dobierzesz sobie kolejne nadgodziny. - Spojrzała na niego niewinnie, choć ton jej głosu wyraźnie zdradzał, że się z nim droczy. - Miło mi, że z wszystkich istot na świecie zdecydowałeś się jednak spędzić wolną sobotę ze mną. - Mrugnęła do niego, powoli dopychając się do baru. Barman spojrzał na nich z dziwnym uśmiechem, koncentrując się na Vior, z którą mierzył się chwilę wzrokiem. Wydawali się znać i to całkiem dobrze. - To co zwykle? - dało się wyczuć pewną złośliwość w tym zdaniu, dziewczyna jednak nie dawała po sobie tego poznać. Doskonale wiedziała, że ten parszywy zdrajca chciał jej narobić wstydu, patrząc, że zwykle zaczynała tu wieczór pięcioma szotami czystej. Nie tym razem jednak. Chciała utrzymać tego dnia choć odrobinę klasy. - Dziś dla mnie jeden Cosmoploitan - odpowiedziała, nie tracą rezonu, po czym spojrzała na Cedrica, kompletnie ignorując parsknięcie zza lady. - A dla ciebie? - zapytała swojego dzisiejszego towarzysza, opierając się o blat, który zdecydowanie nie powinien się tak bardzo lepić. RE: [22.07.72] Wishful drinkin' | Viorica i Cedric - Cedric Lupin - 26.03.2024 Był pracoholikiem, o czym wiedziała większość, jeśli nie wszyscy jego znajomi. Większość tygodnia spędzał w Świętym Mungu, doglądając chorych, naciągając mocno godziny swojej pracy. Pomaganie innym go relaksowało, ale czasem nawet on potrzebował chwili przerwy. W takie wolne dni najczęściej pomagał rodzicom, obsługując bibliotekę, od czasu do czasu bawiąc się także w inwentaryzację. W końcu przez ich lokal przewijał się ogrom towarów. Ktoś musiał trzymać nad tym pieczę, a jego rodzice mieli już dostatecznie dużo roboty. Ktoś musiał im pomagać, a że nie chciał odbierać rodzeństwu wolnego czasu, najczęściej brał to na siebie. Jego życie wypełnione było pracą, ale jednocześnie stanowiło swego rodzaju harmonijną całość. Jasne, nie zawsze się wysypiał, czego efektem były oczy pandy, ale świadomość, że jest przydatny innym, dodawała mu energii. Zazwyczaj czas płynął mu bardzo szybko i nawet nie zwracał uwagi na mijające godziny, ale w tym tygodniu było inaczej. Piątkowe popołudnie spędził za biurkiem, nerwowo wpatrując się to w zegar, to w kalendarz. Jego wzrok utkwiony był w sobocie. Weekend przeważnie nie budził w nim większych emocji, ale ten różnił się od pozostałych. W końcu miał wyjść do baru, z Vioricą. Ciężko stwierdzić, która z tych dwóch rzeczy stresowała go bardziej. Zdecydowanie odwykł od wychodzenia na miasto, tym bardziej w towarzystwie ludzi. Od czasu rozstania z długoletnią dziewczyną, unikał ludzi. Smutek i złamane serce topił w niekończących się obowiązkach. Metoda może nieszczególnie wyszukana, ale zaskakująco skuteczna. Przynajmniej do czasu. Ochrzan, który zebrał przy ostatniej rozmowie z panną Zamfir, wciąż tkwił w jego głowie, budząc w nim poczucie wstydu. Na rzecz własnych zachcianek ryzykował życiem innych ludzi. Był głupi, samolubny, całkowicie nieodpowiedzialny. Pozwolił uczuciom przysłonić zdrowy rozsądek. Rozluźnienie się nad kuflem piwa zdawało się całkiem dobrym pomysłem, przynajmniej tamtego wieczoru. Teraz, z nieco bardziej świeżym umysłem czuł głęboko zakorzenione poczucie winy. Skoro mu zależało, czemu wychodził z inną? Jasne, wcale nie szli na randkę, ale i tak czuł się z tym dziwnie. Przez chwilę rozważał nawet wycofanie się z tej propozycji, ale ostatecznie się przemógł. Wciąż czuł się rozdarty w środku, ale nie chciał sprawić przykrości Vio. Uśmiech, którym obdarzyła go w szpitalu, wciąż tkwił w jego głowie. Blisko umówionej pory wyszedł z mieszkania i ruszył w stronę baru, gdzie byli umówieni. Nazwa lokalu nie mówiła mu za wiele, ale nie było to jakoś szczególnie szokujące. W końcu nie bywał takich lokalach, a już na pewno nie często. Ubrany był raczej spokojnie, żeby nie powiedzieć, że nudno. Luźne, granatowe spodnie, czarna koszula, a do tego pierwsze lepsze buty, które mu się nawinęły. W pierwszym odruchu chciał się odstawić, ale szybko odrzucił tę myśl. Na widok kobiety, nieco pożałował swojej decyzji. Wyglądała dobrze, aż za bardzo. Zaskoczyła go na tyle, że na krótką chwilę przystanął. Zaraz jednak opanował emocje i podszedł, z zaskoczeniem, ale i zadowoleniem odwzajemniając krótkie przytulenie. Uczucie to było zaskakująco miłe, niewłaściwe. Danny momentalnie pojawiła mu się przed oczami. Wspomnienie rozstania sprawiło, że nieco przygasł, ale na szczęście Vio nie dała mu wiele czasu na rozmyślanie o utraconej przeszłości. — — Nie chciałem ryzykować. Gdybym wziął dzisiaj nadgodziny, prawdopodobnie wyciągnęłabyś mnie z Munga za fraki. Nie chciałem się wygłupić przed pacjentami — odparł, nie kryjąc przy tym lekkiego rozbawienia. Jej dalsze słowa zbiły go jednak nieco z tropu. Bo czemu niby miałby nie chcieć spędzić z nią wieczoru? Przecież byli znajomymi. — Nie rozumiem, czemu wątpiłaś, przecież cię lubię — rzucił z nutką zdziwienia w głosie. Zdecydowanie nie potrafił jej rozgryźć. Czego chciał się napić? Nie znał się na alkoholach. Nie chcąc wyjść na ignoranta, a przy okazji kazać jej dłużej czekać, postanowił skopiować jej zamówienie. Jakże kreatywnie. — Myślę, że zacznę od tego samego co Ty, poproszę Cosmoploitana — rzucił w stronę barmana. Z racji na mocne zestresowanie, nawet nie zauważył tych dziwnych spojrzeń i komentarzy. Zamiast tego, skupił uwagę na dziewczynie. Próbował się nie gapić, ale było to naprawdę trudne. Jej fryzura, biżuteria, usta i w końcu dekolt — gdy jego spojrzenie dotarło w te rejony, z zakłopotaniem odwrócił wzrok. Jeśli chciał ją urazić, doskonale zaczynał. Zaraz za falą zawstydzenia pojawiły się także wyrzuty sumienia. Czuł się źle z samym faktem, że wychodził na miasto z kimś innym. Fakt, że Vio wyglądała... tak zdecydowanie nie ułatwiał sprawy. — Jak ci minął tydzień? Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej? — rzucił w końcu, próbując jakoś uciec od chaosu, który tkwił w jego głowie. — Mam nadzieję, że leki pomogły? — dodał jeszcze, znowu zerkając na dziewczynę. Tym razem jednak nie było to spojrzenie zawstydzonego chłopaka, a lekarza, który szukał ewentualnych objawów choroby. Efekt psuł nieco lekko zaczerwienione uszy. RE: [22.07.72] Wishful drinkin' | Viorica i Cedric - Viorica Zamfir - 01.04.2024 Viorica miała listę przywar, która zapewne zajmowała bardzo długi kawałek pergaminu, pracoholizm jednak prawdopodobnie by się na niej nie pojawił. Owszem, potrafiła przesiadywać godzinami nad swoimi wyrobami, jej rzemiosła zawsze było jednak dla niej bardziej hobby, a także procesem tworzenia sztuki, nie pracą. Co innego siedzenie w cholernym zakładzie w którym została zatrudniona. Stamtąd uciekała zawsze w podskokach, nie chcąc spędzać tam ani minuty dłużej, niż musiała. Zresztą, często zamiast siedzieć nad biżuterią wybierała, cóż, inne rozrywki. Najczęściej co prawda polegały one na przesiadywaniu w barach, graniu w karty, piciu i pakowaniu się w kłopoty. Co nie wyglądało zbyt imponująco, było jednak teraz ważną częścią jej życia. A przynajmniej było namiastką tego, co kiedyś je stanowiło. Było trochę nudne, to prawda, miała jednak przynajmniej większe szanse dożycia w spokoju do starości. I to na wolności. Można więc powiedzieć, że należała do kompletnie innego świata niż Cedric. Sporą część wolnego czasu spędzała z ludźmi, często kompletnie jej nawet nieznanymi, a jednak nadal ceniącymi sobie jej towarzystwo. Miała w sobie coś, co potrafiło innych przyciągać. A jednak, nawet mimo to, często czuła się samotnie. Nowo poznane twarze nie mogły się równać wieloletnim znajomościom. A tych za wiele nie miała. Może dlatego spotkanie się z byłym znajomym z czasów Hogwartu traktowała trochę inaczej, niż większość odwiedzin baru. Owszem, ich spotkaniu w Mungu mogło dostać łatkę przypadkowego, szybko jednak okazało się, że rozmowa z Cedriciem była przyjemna i ani trochę nie wymuszona. Co dało jej nadzieję, że może nie pakuje się w kolejną płytką znajomość, a może właśnie próbuje zdobyć - w sumie nie przemyślała nawet kogo. Dobrego znajomego, przyjaciela, może kochanka, patrząc na jego reakcje? Cokolwiek, co dałoby jej choć odrobinę poczucia, że ma na kogo liczyć, sprawiłoby, że może nie czułaby, że jej życie jest cóż, gówniane. Przynajmniej zyskałoby może łatkę akceptowalnego. Zapewne rozbawiły by ją przemyślenia Cedrica co do jej dzisiejszego wyglądu, tym bardziej, że prawdopodobnie jeszcze nie wiedział, iż tak ubrana mogłaby po prostu wyjść po bułki do pobliskiego sklepu. Lubiła dobrze się prezentować w każdym możliwym momencie, choć nigdy nie czuła na to presji. Po prostu dobór ubrań czy kosmetyków sprawiał jej radość, tak samo jak przykuwane spojrzenia. Przez całe swoje życie narobiła sobie przez to wiele łatek, w tym niepochlebnych, szybko jednak osoby które je jej nadawały zdawały sobie sprawę, jak bardzo jej nie docenili. Och, to kochała najbardziej. Wcale też nie narzekała na ubiór Cedrica. Ciemna koszula co prawda podkreślała jak bardzo blady był mężczyzna, podkreślała też jednak jego rysy i sprawiała, że wyglądał naprawde elegancko. Podobało jej się to. Szanowała elegancję, bardziej, niż ktokolwiek by mógł przypuszczać. Zaśmiała się na wyobrażenie siebie, ciągnącej Cedrica za poły fartucha do baru. W sumie nie wiedziała, czemu akurat w jej głowie pojawił się akurat ten element ubioru, choć coś zaczynało świtać jej w głowie, zepchnęła jednak tę myśl na później, jak już będzie co roztrząsać. Na razie chciała się tego wieczoru po prostu dobrze bawić. - I widzisz, będziesz się dzisiaj ze mną dobrze bawić, odpoczniesz, wyluzujesz i założę się, że będzie ci się lepiej pracować. Do tego zachował swoją godność. - Uśmiechnęła się do niego. Tak naprawdę gdyby się nie pojawił prawdopodobnie by sobie odpuściła i schlała na umór, wiedząc, że po prostu kolejna osobo w jej życiu ją wystawiła. Pewnie by zabolało, ale szybko by się po tym ogarnęła. Nie ufała tak naprawdę ludziom, a już na pewno nie im motywom względem niej. Może i wydawała się butna i pewna siebie, w środku jednak było trochę inaczej. Dlatego wypowiedziała kolejne słowa, nie zauważając, jaki mają wydźwięk. Przynajmniej, dopóki nie usłyszała odpowiedzi Cedrica. Mrugnęła i zaczęła zbierać myśli, jak w miarę odpowiednio to skomentować, nie zdradzają, jak bardzo złym towarzystwem w jej ocenie była. - Wiesz, może miałeś jakieś plany z przyjaciółmi, rodziną, kimś innym. - Wzruszyła ramionami, przypominając sobie o zakupionym pierścionku, o którym, musiała się przyznać bez bicia, trochę myślała przez ten cały czas. Wiedziała, że w końcu będzie chciała pociągnąć ten temat, bo od tego zależało, jak mogła chcieć pociągnąć tworząca się relację. Nie rozwalała cudzych związków. Co najwyżej swoje. Zdecydowanie cieszyła się, że Cedric nie zwrócił uwagę na wrednego barmana, który nadal uśmiechając się dziwnie gdy na nich patrzył zajął się przygotowywaniem drinków, oczywiście PO przyjęciu zapłaty, co dość dobitnie stwierdził. A niech go centaur kopnie - stwierdziła w myślach Vior, wyjmując odliczoną ilość monet, po czym stwierdziła, że skupi się całkowicie na osobie, z która tu przyszła i która nie robiła jej chociaż pod górkę. Z to, hmmm, uroczo rumieniła. Opanowała chęć uniesienia brwi i uśmiechnęła się jedynie przyjaźnie, dalej pochylając się lekko nad blatem. - Całkiem dobrze, katar już przestał doskwierać, przez to zdecydowanie lepiej się pracowało nie musząc co chwila robić przerw, by znów zacząć normalnie oddychać. A tak, nie działo się nic ciekawego - odpowiedziała, czując z powodu swoich ostatnich słów smutek. Naprawdę nie lubiła, gdy nic się nie działo. - A u ciebie? Wyszedłeś chociaż raz z pracy o normalnej godzinie? Dobra, znam odpowiedź, więc może inaczej. Dotarłeś chociaż do domu, po tym jak się rozstaliśmy pod naszym domem? - Spojrzała lekko podejrzliwie, choć widocznie była rozbawiona. Dziś wyglądał trochę mniej jak panda, bardziej jak człowiek, choć skojarzenie to pewnie miało z nim zostać na dłużej. Ich drinki zostały podane, Viorica wzięła więc łyk z kieliszka, czując głównie słodycz z niewielkim posmakiem alkoholu. Na dobra, przynajmniej zaczęła kulturalnie. Potem może będzie im już wszystko obojętne. RE: [22.07.72] Wishful drinkin' | Viorica i Cedric - Cedric Lupin - 05.04.2024 Starał się zachować spokój, ale było to nad wyraz trudne zadanie. Na co dzień zajmował się pomaganiem ludziom, ale zazwyczaj właśnie do tego ograniczały się jego zdolności społeczne. Przebadać, zdiagnozować, wyleczyć. Jasne, nierzadko rozmawiał z pacjentami, ale traktował to jako część pracy. Ludzie nierzadko byli smutni i przybici, a Cedric naprawdę nie miał serca zostawić ich w potrzebie, jakiejkolwiek. W sumie to nawet ciekawe, że w takich momentach potrafił przynajmniej jako tako utrzymać fason, a gdy przychodziło do relacji ze znajomymi, sytuacja obierała absolutnie odwrotny kierunek. Bo tak, miał grono znajomych, ale nigdy nie czuł się tam w pełni sobą. Nie, żeby kogoś tam nie lubił, nic z tych rzeczy. Po prostu wolał słuchać niż mówić, a nierzadko była od niego wymagana właśnie ta druga czynność. Nie był szczególnie dobry w mówieniu o samym sobie, bo też nigdy nie uważał się za kogoś godnego uwagi. Po prostu pracował w Mungu, robił swoje — tyle. Naprawdę nie było o czym mówić. Poza tym nieszczególnie umiał się wyluzować i bawić, nie mówiąc już o piciu. Dlaczego więc zgodził się na wyjście do baru z Vioricą? Przez kilka ostatnich dni zadał sobie to pytanie tyle razy, że niejako wypaliło się w jego podświadomości. Zazwyczaj unikał wieczornych wypadów na miasto, a jednak dzisiaj postanowił to zmienić, a to nawet nie była najdziwniejsza część tego wszystkiego. Pomimo stresu czuł bowiem również podekscytowanie. Czuł się z tym dziwnie, nawet źle. Głównie z powodu byłej już dziewczyny, którą dalej nie do końca wyrzucił z głowy. Wyprowadziła się i zerwali kontakt, ale nawet mimo tego każdy poranek zaczynał od odtwarzania w głowie rozmowy, która to wszystko zakończyła. Obwiniał się o tę sytuację i wizja czegokolwiek, co przynosiło nawet odrobinę przyjemności, paliła niczym rozgrzane żelazo. Bo jak mógł cieszyć się życiem, gdy wszystko zaprzepaścił? Zwłaszcza z kimś takim jak Vio. Im dłużej o niej myślał, tym więcej wspomnień z przeszłości do niego wracało. Powiększało to i tak ogromne już wyrzuty sumienia, ale nie potrafił się powstrzymać. W jego głowie pojawiło się nawet nieśmiałe pytanie "co by było gdyby". Rzeczywistość bardzo szybko to zweryfikowała. Nie stałoby się absolutnie nic. Już strofowanie w Mungu zbiło go trochę z pantałyku, ale dzisiaj czuł się absolutnie zagubiony. Jej strój, zachowanie, gesty... nawet sam uśmiech! Dosłownie w każdy możliwy sposób uświadamiała mu, że powinien sobie odpuścić. Po prostu nie miał szans u kogoś takiego jak ona. Zresztą, tak czy siak nie mógł. Pierścionek, który zakupił na licytacji Longbottomów zakopał głęboko w kufrze, ale z myśli nie udało mu się go wyrzucić. Był drobny, ale przygniatał jego świadomość, tworząc niewiele przestrzeni na cokolwiek innego. Jej śmiech był nagły, niespodziewany, ale i niezwykle przyjemny. Nie spodziewał się tego tak bardzo, że na chwilę zapomniał o wszystkim innym, po prostu ciesząc się chwilą. Zmarszczone czoło nieco się wygładziło, w oczach zapaliły się niewielkie iskierki. Zupełnie inny człowiek, pytanie jednak, na jak długo. — Czyli po wszystkim będę mógł wrócić do pracy? To dobrze. Bałem się, że to wyjście to jakaś wyszukana pułapka. Wiesz, wyciągnęłaś mnie z pracy i teraz zmusisz do urlopu — odparł, mimowolnie się przy tym uśmiechając. Przez chwilę analizował jeszcze wzmiankę o dobrej zabawie. Nawet nie wiedział, od czego miałby zacząć, ale skoro ona wie. Może mógł spróbować? Bo co złego mogło się niby zdarzyć? — Natomiast co do zabawy... niech będzie. Chociaż muszę cię uprzedzić, że dawno już nie wychodziłem na miasto. No i marny ze mnie przeciwnik, gdy chodzi o picie alkoholu — dodał jeszcze. Przy tym ostatnim, jego głos znowu brzmiał nieco niepewnie, ostrożnie. Uśmiech jednak pozostał, przynajmniej na ten moment. Czuł się zaskakująco miło. — Z rodziną widzę się na co dzień. Po pracy często pomagam rodzicom w aptece, z rodzeństwem rozmawiam... prawie codziennie? Ze znajomymi pewnie się spotkamy za jakiś czas. Poza tym... — W trakcie całej rozmowy był nieco zamyślony i uśmiechnięty, ale teraz jego twarz nagle przygasła. Znowu poruszył ten jakże drażliwy i bolesny temat. Tyle dobrego, że tym razem doszedł do siebie wręcz zaskakująco szybko. — Poza tym nie mam nikogo — skwitował, czując w ustach gorycz, gdy wypowiadał ostatnie słowo. Z całego tego zaaferowania nawet się nie zorientował, kiedy Vio zapłaciła za ich drinki. Zrobiło mu się głupio. Naprawdę nie chciał żerować na jej pieniądzach, w końcu miał swoje. Starał się znowu skupić na tu i teraz, ale było nieco ciężko. Słuchaj, ale część jego świadomości tkwiła teraz przed ścianą, wpatrując się w nicość. — Cieszy mnie, że mogłem pomóc. Gdyby potrzebowała pani kolejnej recepty, proszę się zgłosić do mojego gabinetu — rzucił, próbując żartem wyrwać się z tego marazmu, ale wyszło mu to nieco mizernie, chyba. W tym stanie ciężko było mu cokolwiek uznać jako pewnik. Nieco się spocił, gdy spytała o wychodzenie o normalnych godzinach, z ulgą przyjmując zmianę tematu. Jeśli nie chciała ciągnąć tematu nadgodzin, z radością się do tego dostosował. — Tak, dotarłem do domu... prawie? Zasnąłem na schodach w aptece, ale to zasadniczo część domu, także... — mówił, ale im głębiej w to brnął, tym bardziej wiedział, że właśnie jej podpadł. Zapewne to skutek jego aktualnego nastroju, ale poczuł się z tym strasznie źle. Na tyle, że nie do końca myślał, co robi, gdy sięgał po kieliszek. Bezmyślnie przechylił szkło, wlewając w siebie całość za jednym razem. Przełknął to, ale smak alkoholu i słodyczy, który pojawił się zaraz po tym, sprawił, że zaczął gwałtownie kaszleć. — Ja... — zaczął, próbując się uspokoić. Dopiero po kilku długich chwilach jako tako zebrał się w sobie. Z tego wszystkiego był trochę zaczerwieniony, ale najbardziej odczuwał zawstydzenie. — Ja... um... następna kolejka na mnie, okey? — rzucił w końcu, patrząc na nią oczami, z których wręcz wylewał się wstyd. RE: [22.07.72] Wishful drinkin' | Viorica i Cedric - Viorica Zamfir - 20.04.2024 Złamane serce potrafiło zepsuć życie na długo. Szczególnie, jeśli związek wydawał się poważny. Nie, żeby Viorica wiedziała o tym zbyt wiele. Miała wiele mniejszych i większych zauroczeń, spotykała się z kilkoma osobami, a jednak, nigdy nie trwało zbyt długo. Czasami dlatego, że ona tak chciała, czasami ta druga strona nie potrafiła znaleźć w niej kogoś, z kim można byłoby spędzić lata. Rozumiała to. Była ładna, nie przejmowała się zbyt wieloma konwenansami, akceptowała różne rodzaje czułości i miłości, często w oczach innych abstrakcyjne. Idealna osoba do krótkiej zabawy, ewentualnych eksperymentów, do wspólnego rozładowania krążącej w krwi adrenaliny. Potem jednak okazywało się, że jest człowiekiem, który nie jest łatwy w obyciu, ze swoimi wszystkimi przywarami, które w żaden sposób nie były dla ewentualnego związku zdrowe. Po pewnym czasie sama więc przestała chcieć się w cokolwiek angażować. A jednak gdzieś w głębi zawsze chciała czegoś więcej. Kogoś, przy kim mogła być sobą, jednocześnie mając poczucie bezpieczeństwa. Kogoś, przy kim mogła zawsze czuć się jak w domu. Bała się powoli o kimś takim marzyć. Dlatego do relacji z Cedriciem podchodziła ostrożnie. Wydawał jej się pochodzić z kompletnie innego świata, niż ona. Tego ładnego, poukładanego, szczęśliwego. Miał w swoim życiu misję, wiedział, co chciał osiągnąć, odnosił sukcesy. Ona miotała się w bagnie przeszłości, bała co przyniesie przyszłość a teraźniejszość… Nie czuła do niej nic. Trochę nie wiedziała, co może mu niby zaoferować. A jednak naprawdę tu z nią był. Zastanawiała się, jak długo? Co takiego w niej widział? A może właśnie w tym problem, że wiedział o niej zbyt mało. Nie mogła się jednak powstrzymać przed droczeniem się z nim, żartowaniem i zwykłym pleceniu mniejszych lub większych głupot. - Skąd wiesz, że nie usypiam jak na razie twojej czujności, byś łatwiej wpadł w moje sidła? Może właśnie sfałszowałam za ciebie wniosek urlopowy, który ktoś podrzuca teraz na biurko twojego przełożonego? Choć pewnie i tak za wiele by to nie dało. Wydajesz się beznadziejnym przypadkiem, jeśli chodzi o twoje lekarskie powołanie. - Pokręciła głową, patrząc lekko w górę, jakby szukała tam ducha Merlina, który miałby przyjść jej z pomocą. - Ale spokojnie, od dziś mogę pilnować, byś raz na jakiś czas wyszedł ze swojego gabinetu, - Jej kąciki ust znów uniosły się wysoko. Nie miała nic przeciwko dodatkowemu towarzystwu, nawet wolała, gdy chociaż jeden rozmówca był kimś, z kim dobrze się znała. O ile zdobywanie nowych znajomości było ciekawe, tak po pewnym czasie ciągła zmiana kompanów robiła się męcząca. I nudna, gdy po raz któryś z kolei powtarzało się ten sam schemat, a zmieniały się tak naprawdę jedynie twarze. Uniosła brwi, na wieści o słabej głowie Cedrica. Co prawda czuła, że jest raczej tym z grzecznych chłopców, teraz jednak miała co do tego prawie pewność. Mogło być zabawnie. Przynajmniej dla niej. - Spokojnie, jak odpadniesz mogę cię przypilnować. Mogę wypić dużo i jeszcze się dobrze trzymać. Obiecuję, że nie zostawię cię śpiącego pod barem. - Mrugnęła do niego. Prawdopodobnie mogłaby przepić co najmniej połowę towarzystwa w tym barze, nie lubiła się jednak aż tak tym chwalić. Jej relacja z alkoholem nie była zapewne najzdrowsza. Trzeba było jednak od czegoś zdechnąć, nie prawda? Nie chciała poruszyć nieprzyjemnego tematu, wyraz twarzy Cedrica, gdy mówił o swoim aktualnym statusie na rynku matrymonialnym jednak co nieco jej zdradził. Wyczuła, że nie jest to przyjemny temat, dlatego postanowiła zbyt mocno nie drążyć. Mimo, iż wywołało to w niej sprzeczne emocje. W jednej strony, nic nie stanowiło ewentualnej przeszkody, z drugiej, nie brzmiało to, jakby Cedric był z tego faktu zadowolony, - Czyli możemy wypić za radosne życie singli. Albo i nie radosne. Mogę wznieść toast za obie opcje - skwitowała, po czym uniosła swój kieliszek, stukając się nim z mężczyzną, by wypić zaraz jego zawartość niemal do końca. W toastach się nie pierdoliło, jeśli miały być udane. - Jeśli będę potrzebować konsultacji lekarskiej, będę się kierować prosto do ciebie. Jesteś od teraz moim ulubionym lekarzem, który nie narzeka na klientki z dziecięcymi zachciankami w sprawie smaku eliksirów. Do tego do twarzy ci w fartuchu, ale to pewnie mówią ci wszystkie odwiedzające cię staruszki. Pewnie masz grono fanek - rzuciła, szczerząc się wesoło. Szybko jednak spoważniała. Jej wyraz twarzy przekuł się w lekkie niedowierzanie, gdy dotarło do niej, że Cedric potrafił naprawdę ze zmęczenia nawet nie dotrzeć do swojego własnego łóżka. Wcześniej myślała, że to tylko żarty, teraz jednak, czuła, że to czas na kolejną tyradę. - Dziś nie wracasz nigdzie sam. Kiedy ty się ostatnio w ogóle wyspałeś? Wiesz, że mogło ci się coś stać? Na przykład jakbyś odpłynął wcześniej gdzieś na ulicy? - Obruszyła się, patrząc na niego z niezadowoloną miną i zmarszczonymi brwiami. Podniosła łokcie z baru i założyła ręce na piersi. - Zaczynam jednak rozważać w tej chwili plan z przymusowym wysłaniem cię na urlop. - Spojrzała na niego, jakby oceniając, czy da radę to w jakiś sposób naprawdę zrobić. Westchnęła jednak po chwili, chyba lekko się poddając. - Naprawdę jesteś niereformowalny. Możesz coś nam wybrać do picia. Mają kartę jakichś wymyślnych nazw drinków, chyba, że wolisz coś mocniejszego. Albo słabszego, dostosuje się. - Machnęła ręką, odsuwając puste szkło, które zaraz zgarnął barman. RE: [22.07.72] Wishful drinkin' | Viorica i Cedric - Cedric Lupin - 21.04.2024 Starał się robić dobrą minę do złej gry, ale tak po prawdzie to nie do końca wiedział, jak powinien się zachowywać. Minęło naprawdę dużo czasu, od kiedy ostatni raz wyszedł na miasto z dziewczyną. Jasne, nie byli na żadnej randce, ale i tak czuł się zestresowany. Jeśli już zdarzało mu się z kimś spotykać, byli to przeważnie znajomi, z którymi utrzymywał stały kontakt przez ostatnie lata. Vior co prawda znał jeszcze z czasów szkolnych, ale kontakt im się urwał wraz z ukończeniem edukacji. Nie przywykł do jej towarzystwa, co wprawiało go w lekkie poddenerwowanie. Nie chciał powiedzieć albo zrobić czegoś głupiego, a wiedział, że ma do tego talent. Nie chciał przed nią wyjść na debila. Jednocześnie zastanawiało go, co takiego siedzi w jej głowie. Co u licha przyszło jej do głowy, że zaprosiła do baru kogoś takiego jak on? Był nudny, bezbarwny — większość czasu spędzał w pracy, całkowicie zaniedbując pozostałe aspekty życia. Nie było w nim absolutnie niczego, co mogłoby zaciekawić drugą osobę. Vior zawsze była pełna zainteresowań i pasji, które automatycznie generowały wokół niej grono znajomych. Był przekonany, że teraz nie było inaczej. Z pewnością było wiele innych osób, z którymi mogłaby się znacznie lepiej rozerwać. No i facetów, którzy z chęcią zawalczyliby o jej uwagę. Bo chyba tylko ślepiec nie dostrzegałby tego, jak ładnie wyglądała. Dlaczego więc padło na niego? Ta myśl nie chciała mu dać spokoju. No ale przecież jej nie spyta. To byłoby głupie, nawet jak na niego. Próbował jakoś dojść do sedna tej sprawy, ale ciężko było się skupić, gdy siedziała przy nim, wyglądając, cóż, TAK. Podobała mu się już w wersji zaziębionej, ale to... Ciężko było dobrać odpowiednie komplementy. — Jeśli taka jest prawda, to zdecydowanie nie doceniłem Twojej przebiegłości — odparł powoli, nie mogąc się powstrzymać od lekkiego uśmiechu. Wciąż czuł się zestresowany, ale im dłużej rozmawiali, tym swobodniej czuł się w jej obecności. No i sam lokal też był w sumie całkiem przyjemny. Nieszczególnie dużo ludzi, barman, który nie przykładał do ich obecności większej uwagi. Uwagę jednej osoby dawał radę jakoś znieść, chociaż w tym przypadku było to nieco trudniejsze niż zazwyczaj. — Czyli jednak muszę uważać na to wyciąganie mnie z gabinetu za ucho? — rzucił w odpowiedzi, gdy rzuciła wzmiankę o tym, że może go pilnować. Oczywiście wiedział, że kobieta tylko żartuje, ale i tak poczuł się nieco dziwnie. Myśl, że mogłaby chcieć spędzać z nim więcej czasu wciąż była nieco stresująca, ale przy okazji zaskakująco przyjemna. Może nawet ekscytująca. Chociaż oczywiście była to tylko fikcja, która zaistniała w jego głowie. — Nie no, wolę nie pić tyle, żeby skończyć pijanym pod stołem. Byłoby mi głupio. No i ja raczej mało piję, nawet jak już jest okazja. Gdy ostatnim razem przesadziłem... no powiedzmy po prostu, że nie skończyło się to najlepiej i wolałbym nie powtarzać — rzucił, czując, jak policzki robią mu się nieco czerwone. Wciąż ze wstydem wspominał ów felerny wieczór, pod koniec którego narobił tyle hałasu i bałaganu, że wezwano odpowiednie służby. — Aczkolwiek będę pamiętał, żeby nie przyjmować od ciebie wyzwań w konkursach picia. Za łatwo byłoby ci wygrać — dorzucił jeszcze szybko, próbując odwrócić temat od potencjalnego skupienia się na jego starych przygodach. O ile można je było tak w ogóle określić. — Bywałaś tu już wcześniej? Wydaje się, jakbyś znała barmana? — dodał nagle, dostrzegając, że barman podejrzanie często patrzy na jego partnerkę. No, chyba że mu się podobała? W sumie nie byłoby to niczym dziwnym, ale przez sekundę przemknęła przez niego fala zazdrości, która zniknęła równie szybko jak się pojawiła. Przez krótką chwilę zastanawiał się, jak zareagować na oferowany toast, ale ostatecznie po prostu się z nią stuknął. Nie było sensu myśleć o przeszłości, szczególnie teraz. Chciał chociaż raz mieć udany wieczór. Z kimś, kogo lubił. Gdy nagle rzuciłą komplementy o fartuchu, z zaskoczeniem uniósł brwi. Tylko po to, żeby zaraz nieco się zakłopotać. Tyle dobrego, że na koniec dodała wzmiankę o staruszkach, dzięki czemu łatwiej było mu to wziąć za zwykłą zaczepkę. — W takim razie powinno cię ucieszyć, że zapisałem cię na moją listę stałych pacjentów. Uzupełnię zapas smakowych leków, żeby być przygotowanym na kolejną wizytę. Tylko o tym nie rozpowiadaj. Nie chcemy, żeby moje fanki zrobiły się o ciebie zazdrosne — Posłał jej lekki uśmiech, po czym zaczął się mimowolnie bawić szkłem, które miał w rękach. Siedział w ciszy, wysłuchując jej uwag, na które nie miał żadnej sensownej odpowiedzi. — To może brzmieć źle, ale apteka to tak naprawdę mój dom. Spędziłem tam większość dzieciństwa, a sypianie na krzesłach to norma, gdy masz wyjątkowo męczący dyżur w szpitalu. Naprawdę nie było tak źle, obiecuję — mówiąc to, zerknął na nią, próbując ocenić sytuację. Być może celowo nie nawiązał do pytania, kiedy ostatni raz się wyspał, ale nie chciał jej rozjuszać jeszcze bardziej. Zwłaszcza że aż do tego momentu było mu tutaj naprawdę dobrze. Nigdy nie lubił wybierać i decydować. W pracy nierzadko był do tego zmuszany, przez co odbijał to sobie poza nią. "Możesz nam coś wybrać". Przez dłuższą chwilę przeglądał menu, aż w końcu jego wzrok padł na nieco losową nazwę. — Poprosimy dwa razy "Szalejący Tłuczek". I drugi raz to, co mieliśmy teraz — Nie planował zamawiać drugiej kolejki, ale wiedziony nagłym impulsem po prostu to zrobił. — No więc... co chciałabyś robić za kilka lat? — Chciał nieco przełamać napiętą atmosferę. Miał nadzieję, że w ten sposób uda mu się to zrobić. Pytanie nieco dziwne, ale naprawdę ciekawiły go rzeczy związane z Vior. RE: [22.07.72] Wishful drinkin' | Viorica i Cedric - Viorica Zamfir - 24.04.2024 Pierwsze spotkania zawsze takie były. Pełne ostrożności, sekretów i obaw. I choć Viorica chciałaby powiedzieć inaczej, to ona także nie miała odwagi pokazać od razu wszystkich swoich kart. Po pierwsze, nie mogła ze względów bezpieczeństwa, po drugie, bała się tak naprawdę szybkiego odrzucenia. Owszem, może zaoszczędziłoby to jej wielu cierpień, oraz robienia sobie nadziei, ale rzucanie na wstępie, hej, mam problem z alkoholem, potrafię przegrać majątek w karty i w sumie to powinnam siedzieć za kratkami to był baaardzo zły pomysł. Szczególnie jeśli chodzi o to ostatnie. Czuła więc się źle, że udawała przed Cedriciem kogoś innego. Kogoś bez tych wszystkich wad. A jednocześnie w tamtej chwili wątpiła, by mogłoby się przerodzić to w coś więcej, patrząc na to jak byli różni. Same chęci w końcu zwykle nie wystarczały. Przyjemnie się jednak tak z nim siedziało, patrzyło na jego lekko roztrzepane już teraz włosy i szczery uśmiech. - O, ten błąd popełniło wiele osób przed tobą. Uwierz mi, potrafię czasem przeprowadzić operacje wręcz legendarne. - Konsekwencje były tego różne, ale nie mogła się powstrzymać przed drobnymi przechwałkami. W końcu o niektórych jej skokach pisały gazety, o innych wyskokach gadało pół Nokturnu. Co prawda robiła też czasem rzeczy idiotyczne, ale taka była już jej natura. Zaśmiała się, gdy Cedric wspomniał o wyciąganiu go z gabinetu. - Tak, miej na uwadze, że nie będę miała żadnych zahamowań gdy chodzi o twoja zaburzoną równowagę pracy i życia poza nią. Może jak ci przyniosę wstyd, to będziesz miał nauczkę na przyszłość? - Zapytała, dalej sobie żartując. Chyba, bo sama sytuacja wydawała jej się na tyle zabawna, że chciałby choć raz spróbować zrobić podobną scenę. No, może jak Cedric będzie zbyt jednak uparty. Na przykład jak barman, który lekko zakasłał, gdy Cedric stwierdził, że byłoby mu głupio runąć pijanym jak kłoda, co już kilka razy zdarzyło się Vior, także tu, dokładnie w tym lokalu. Dziewczyna już wiedziała, że jutro Ronald, który wycierał teraz niewinnie szklankę, prawdopodobnie skończy jako kaczka. Przynajmniej na jakąś godzinę lub dwie. Jako kara za podsłuchiwanie. - Jasne, rozumiem, też mam parę złych doświadczeń - albo i kilkadziesiąt. Różnie bywało. Szczególnie w gorsze dni. - A co do wyzwań, zawsze możemy założyć się o coś innego. Lubię wszelkie ich rodzaje - a raczej była od nich lekko uzależniona. Może dziś nawet ktoś ma przy sobie karty? Mogliby się przysiąść. Później oczywiście. Na pytanie o barmana niemalże wywróciła oczami. Może nie było to jej ulubione miejsce i ulubiony członek obsługi, bywała tu jednak dość często, na tyle, by stała się rozpoznawalna. - Zdarza mi się od czasu do czasu tu przychodzić, Ronald kilka razy mi pomógł, poza tym zdarza się nam porozmawiać. - W tłumaczeniu: wysłuchiwał jej pijackich rozważań i narzekań, a czasem wyprowadzał z lokalu, gdy nie dawała rady wyczołgać się o własnych siłach, gdy już trzeba było zamykać. Mieli więc kilka wspólnych przygód za sobą. Zostawiła jednak szybko temat, rzucając barmanowi jedno nienawistne spojrzenie, w duchu obiecując sobie, że już tu z Cedriciem nie przyjdzie. Skupiła się za to na speszonym jej słowami rozmówcy. - Mogą być zazdrosne, jestem pewna, że bije je na głowę. Nie mają nawet do mnie podejścia, a nawet jeśli, to na pewno nie uwierzą, że moim benefitem jest akurat smaczniejszy eliksir. - Pokręciła rozbawiona głową. Czasami lubiła być trochę dziecinna. Cieszyć się głupimi rzeczami i czerpać przyjemności z czegoś, co dorosłym nie wypada. Nawet jeśli miałby być to pomarańczowy syrop na katar. Patrzyła na Cedrica z uniesionymi brwiami, gdy próbował się wytłumaczyć, choć tylko się pogrążał. Widać mężczyzna był trudniejszy do naprawienia, niż się wydawało. - Wstaw do apteki łóżko, to może to przełknę. Twój kręgosłup ci za to podziękuje. Raz jak zasnęłam na krześle przy biurku, myślałam, że odpadnie mi kark. Nie wiem, jak możesz tak funkcjonować, znaczy tak, rozumiem przyzwyczajenie i pasję, ale nie wiem, nie masz czasem dość? Szczególnie, że czasem to nie jest łatwa praca. - Zdała sobie nagle sprawę, że Cedric cały czas widzi cierpienie innych ludzi, na które musiał być wrażliwy, patrząc na jego empatię. Ona, pewnie by nie mogła na jego miejscu tak wytrzymać. Gdyby oczywiście miała te całe sumienie i tak dalej. Znów uniosła brwi, widząc, że pomimo wcześniejszych zapewnień, że nie będzie dużo pił, Lupin zamówił dwa drinki, w tym jeden z najmocniejszych w całej karcie. Starała się jednak nie komentować, bo nie jej było podobne zachowania oceniać. A potem zadał to pytanie, które sprawiło, że miała ochotę zaśmiać się i załamać jednocześnie. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się, co ma odpowiedzieć. Kiedyś odpowiedziałaby, że żyć i będzie to i tak sukcesem. Jeszcze nie tak dawno paplałaby o swoim pomyśle na otworzenie własnego sklepu z biżuterią. A teraz? Ostatnio mocno pogubiła się w swoich marzeniach, chęciach i możliwościach. Nie wiedziała tak naprawdę, na czym powinna się skupić i jak poprowadzić swoje życie. A jednak musiała coś odpowiedzieć, prawda? Szkło z napojami pojawiło się przed nimi. Chwyciła do ręki cosmopolitan i zaczęła bawić się kieliszkiem. - Myślę, że dalej będę chyba rozwijać interes. Na pewno nie mam zamiaru już wtedy pracować u tego mojego aktualnego szefa, który jest zwykłą mendą. - O tak, tego mogła być pewna. Nawet, jakby miała wrócić do okradania ludzi. Nienawidziła swojego aktualnego miejsca pracy. - A ty, nadal planujesz karierę w Mungu? - Odbiła piłeczkę, próbując zejść z tematu jej osoby. RE: [22.07.72] Wishful drinkin' | Viorica i Cedric - Cedric Lupin - 13.05.2024 Od kilku lat po alkohol sięgał raczej w towarzystwie, głównie gdy wychodził gdzieś ze znajomymi. Nigdy nie był jakimś szczególnym fanem procentów, szczególnie od momentu, gdy po pijaku nieco narozrabiał. Wstydliwe wspomnienia skutecznie odciągały go od kieliszka, ale dzisiejszego wieczoru drinki były dla niego istnym wybawieniem. Ledwo już wytrzymywał ze stresem, którego poziom normy przekroczył już kilka godzin temu. Miał jedynie nadzieję, że zadziała to na niego relaksująco bez efektów ubocznych. Naprawdę nie chciał się przed nią wygłupić. Gdy zaczęła się przechwalać, na twarzy mimowolnie pojawił mu się lekki uśmiech. Nie było w nim jednak krztyny ironii, słuchaj jej z faktycznym zaciekawieniem. Już w szkole dała się poznać jako niezwykle rezolutna osoba, także uwierzenie w jej słowa nie było jakoś szczególnie trudne. Kusiło go podpytać o jakieś przykłady z teraźniejszości, ale postanowił odłożyć to pytanie w czasie. Nie chciał w końcu jej tak o wszystko wypytywać na początku rozmowy. To był przyjacielski wypad do baru, a nie przesłuchanie w Wizengamocie. — Czuję się uprzedzony, aczkolwiek zdecydowanie nie chciałbym ci podpaść — odparł z lekkim zakłopotaniem, wspominając przy tym rozmowę, którą odbyli kilka dni wcześniej w Mungu. Nie chciał tego powtarzać, głównie dlatego, że wciąż było mu za to wszystko głupio. Poza tym jakoś nieszczególnie chciał, żeby źle o nim myślała. Tak po prostu, bo przecież nie było w tym żadnego większego sensu. Dlaczego więc wciąż czuł wyrzuty sumienia? Na szczęście (chyba?) Vior potrafiła zaskakująco dobrze przeciągnąć jego uwagę na zupełnie inne, chociaż równe niewygodne tematy. Czy wierzył na słowo w to, że wyciągałaby go z gabinetu siłą, robiąc przy tym sceny? Znał jej matkę, trochę o siedzącej przy nim kobiecie słyszał, a przede wszystkim sam doświadczył charakteru, który drzemał w tej niewinnie wyglądającej kobiecie. Tak, wierzył jej na słowo. — Osobiście wolałbym tego uniknąć, ale reszta pracowników miałaby pewnie tematy do plotkowania na następny miesiąc. Mając na uwadze to oraz fakt, że wolałbym nie wyjść źle przed moimi pacjentami... zgadzam się na Twoją propozycję. Miej tylko na uwadze, że skazujesz się na częstsze przebywanie ze mną — Śmianie się z samego siebie nie było dla niego niczym nowym. Już w szkole zdarzało mu się w ten sposób umniejszać konfliktom, a czasem unikać także pobicia. Jak widać, stare nawyki wciąż dość mocno w nim siedziały. Onieśmielała go. Jej otwartość, werwa, odwaga — po prostu czuł, że jest od niego lepsza. Jakim cudem postanowiła z nim gdzieś wyjść? — Znaczy się — zaczął niepewnie, w duchu rozważając jej propozycję. — Jeśli chcesz, to możemy się założyć, ale masz coś konkretnego na myśli? — odparł, rozglądając się przy tym w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby posłużyć jako źródło zakładu. Normalnie raczej się w to nie bawił, ale w tym wieczorze chyba nic nie było na swoim miejscu, także co za różnica? Gdy zaczęła mu wyjaśniać swoją ze znajomość z barmanem, który okazał się Ronaldem, przyjął to bez większego zastanowienia. Przecież nie miała żadnego powodu do kłamstwa, a i to, co powiedziała, miało całkiem sporo sensu. — Miło mi poznać — rzucił jeszcze w stronę mężczyzny stojącego za barem, wychodząc z założenia, że znajomi Vior są jego znajomymi. Niezwykle przyjemny człowiek, ewidentnie. Naprawdę starał się podejść do tego wszystkiego z humorem, ale jej pewność siebie po prostu go peszyła. Nie zdziwiłby się, gdyby po tym wieczorze jego uszy na stałe przybrałyby czerwony odcień. — Jako lekarz i profesjonalista nie mogę mieć faworytów, także dyplomatycznie wstrzymam się z odpowiedzią. Poza tym nie chcę zrazić do siebie moich potencjalnych pacjentów — odparł, drugie zdanie dodając bez większego zastanowienia, bo tak, Vior była całkiem miłą odmianą od gromady starszych pań i kobiet z płaczącymi dziećmi. Gdy dotarło do niego, co właśnie powiedział, nieco się zakłopotał. Zapewne niepotrzebnie, bo nie był to jakoś szczególnie wyszukany komplement, ale jak na niego było to całkiem sporo. Na szczęście z ratunkiem znowu przybyło zakłopotanie, tym razem w obliczu kolejnego strofowania z jej strony. Przez chwilę czuł się, jak gdyby znowu stali na korytarzu w Mungu. — Niech będzie, zostawię za ladą łożko polowe, ale obiecuję, że następnym razem dojdę do łóżka, okey? ...czyli w sumie dzisiaj. Obiecuję grzecznie się położyć i przespać, hm, sześć godzin. Akurat mam wolny weekend — mówił nieco niepewnie, powoli dobierając słowa. Czuł się jak saper, który próbuje rozbroić pole minowe, którym w tym wypadku było dalsze rozczarowanie ze strony kobiety. Naprawdę nie chciał, żeby miała o nim negatywne zdanie. Ucieszyło go, gdy usłyszał, że planowała dalej rozwijać swój biznes. Zdążył już pooglądać jej wyroby i był przekonany, że odniesie sukces. Taki talent rzadko kiedy się trafia. — Co prawda przykro mi słyszeć o tym szefie, ale cieszy mnie, że planujesz to dalej rozwijać. Jestem szczerze zachwycony Twoimi wyrobami i mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł znowu coś zakupić. O ile oczywiście będziesz miała coś, co nie jest jeszcze zarezerwowane — odparł ciepło, posyłając jej szeroki uśmiech. Był absolutnie poważny i szczerze wierzył w słowa, które właśnie wypowiadał. — Opowiedziałem o Twoich wyrobach mojemu ojcu i będzie chciał kupić coś na rocznicę dla mamy. Wspomniałem też znajomemu, ma się przejść do zakładu Twojego szefa — dodał jeszcze, nieco mniej pewnie. Miał nadzieję, że nie będzie miała mu tego za złe. W końcu reklamował ją bez pytania o zgodę. — Wydaje mi się, że tak. W sensie, nie wiem, co innego miałbym robić. Chciałbym pomagać ludziom, a w Mungu jest ich zawsze najwięcej. Nie interesuje mnie kariera w Ministerstwie, niekoniecznie chcę zostać znanym i szanowanym profesorem, który tylko wykłada i nigdy nie zajmuje się chorymi. Marzy mi się wynalezienie leków na choroby, które wciąż męczą ludzi, ale póki co skutki są dość mizerne — Przy końcówce nieco się skrzywił, ale uśmiech zaraz powrócił na jego twarz. Upił nieco płynu z kieliszka zawierającego cosmopolitana, po czym skupił swój wzrok na Vior. — Jakie masz najmilsze wspomnienie ze szkoły? Nie brakuje ci czasem tamtych czasów? — rzucił, próbując znaleźć kolejne tematy do rozmowy. Naprawdę nie chciał, żeby zapadła między nimi niezręczna cisza. RE: [22.07.72] Wishful drinkin' | Viorica i Cedric - Viorica Zamfir - 19.05.2024 Jej zaradność narodziła się jeszcze w czasach, gdy zamiast chodzić do Hogwartu biegała po zabłoconych uliczkach między Nokturnem, Pokątną i Horyzontalną. Jej mama starała się jak mogła zapewnić jej najlepszy byt, nie mogła jednak ciągle mieć jej na oku, szczególnie, że ktoś w ich domu musiał zarabiać. Tak, spędzała dużo czasu u dziadków, tyle samo jednak łaziła po ulicach, po których większość dzieci nie zostawała puszczana samych nawet na pięć minut. Poznała w ten sposób wiele ciekawych osobistości, nauczyła się wielu ważnych lekcji życia, a także umiejętności, które potem wykorzystywała wiele lat później. Wszystko to zabrała ze sobą jako bagaż doświadczeń do Hogwartu, zderzając się ze społecznością dzieci i nastolatków wychowanych w większości w dobrych domach. Jej nietypowe podejście do świata niektórych jej rówieśników przerażało, innych ciekawiło, a nawet zachwycało. Wtedy nie bardzo potrafiła zrozumieć ich reakcji. Zabawne czasy. - Słusznie, że nie chcesz. Szczególnie, że jestem pamiętliwa - choć miała też wrażenie, że w tym wypadku oczy szczeniaczka w wykonaniu Cedrica potrafiłyby ją ugłaskać. Miał w sobie coś, co sprawiało, że nawet gdy się z nim droczyła, dopadały ją delikatne wyrzuty sumienia. Nie były jednak wystarczające na tyle, by mu całkowicie odpuściła. Zbyt słodko się frustrował. - Nic mi nie mów o szpitalnych plotkach, zbyt dobrze wiem, jak szybko się potrafią rozchodzić. Nawet nie wiesz, ile zawsze dowiem się od mojej mamy o ludziach, których nigdy na oczy nie widziałam. - Zresztą, czuła, że informacja o jej spotkaniu z Cedriciem też zapewne prędzej czy później dotrze do uszu Ralitsy. I Merlin wie co, jakie brednie dopowiedzą sobie inni ludzie. - I od razu skazuję, hej, jakbym nie chciała tu siedzieć, to już dawno użyłabym wymówki z toaletą. Nie jestem z tych, którzy zmuszają się do czegoś, jeśli tego nie chcą. Jesteś miły, nawet zabawny i słuchasz mojej paplaniny, nie wiem, czemu miałabym narzekać na twoje towarzystwo? - Spędzała czas z gorszymi szujami i nudziarzami w ramach interesów, czy też tylko dlatego, że napatoczyli się w jednym z barów, do którego akurat chodziła. Nie mogła więc narzekać na całkiem miłą konwersację. Zakład, huh? Sama przejechała wzrokiem po pomieszczeniu, zdobywając kilka mniej lub bardziej głupszych pomysłów. Była jednak ciekawa, czy Cedric naprawdę da się wciągnąć w jakąś gierkę, czy jedynie powiedział to dla żartów. Ona traktowała podobne sprawy bardzo poważnie. Potrafiła nawet postawić na szali własne życie. Może jednak nie musieli wcale pójść na takie ekstremum. - Okej, to może tak. Wieczór jeszcze jest młody, więc nikt jeszcze nie zaczął się do siebie zbytnio kleić i wszystko może się wydarzyć. Wybieramy dwie osoby, które przyszły do tego baru osobno, a wyjdą razem. Nie wnikamy co dokładnie będą robić poza nim, ważny jest ten jeden fakt. Przegrany stawia kolejnego drinka drugiej osobie. A żeby było ciekawiej. Jeśli wygramy oboje, ja zapraszam na kawę. Jeśli wspólnie przegramy, ty wtedy stawiasz wypad do jakiejś cukierni. Co ty na to? - Nie, nie miało to zbyt dużego sensu, ale nie o to w zakładach chodziło. Jedynie o ekscytację, wynikająca z oczekiwania na wynik i podniecenie związane z ewentualną wygraną. A wcale nie musiała ona być sprawiedliwa. Może nawet tak było zabawniej? Musiała przygryźć wargę by nie roześmiać się na tą całą grzeczną wymianę zdań z Ronaldem, który wyraźnie zdziwiony odpowiedział “mi też” po czym posłał pytające spojrzenie Vior, jakby potrzebował wyjaśnienia, skąd ona w ogóle wytrzasnęła kolesia, z którym tu przyszła. Zignorowała je jednak, w duchu jednak nadal czując przyjemne rozbawienie. Cedric naprawdę był uroczy. - Spokojnie, twój faworytyzm zostanie naszą cichą tajemnicą, o której nikomu nie zdradzimy. - Oparła policzek na dłoni, a jej oczy nadal się śmiały, powodując delikatne zmarszczki w ich kącikach. Miło było wiedzieć, że mimo wszystko ktoś jednak trzymał ją choć trochę ponad zwykłym tłumem. Nawet, jeśli miał być to znajomy lekarz, od którego dostanie przez większy opieprz niż inni o to, że nie dba o swoje zdrowie Lubiła nawet takie małe przejawy troski. Pokręciła głową. Trochę żartowała z tym łóżkiem, choć miło, że Cedric łaskawie przemyśli takie a nie inne rozwiązanie. Nawet jeśli wcale nie oznaczało to, że jest choć odrobinę zdrowsze. - I pomyśleć, że akurat ja pouczam uzdrowiciela o tym, jak prowadzić zdrowy tryb życia - Kąciki ust, które powędrowały w górę zdradzały, że niezwykle ją ta myśl bawiła. - O te sześć godzin też się chcesz założyć? - Uniosła pytająco brwi, gotowa przyjąć, że wcale się tak ten wieczór nie skończy. Zaskoczyło ją, jak wielu osobom zachwalał jej wyroby i nawet nie próbowała tego ukryć. Miała naprawdę sporą chwilę zwątpienia w swój talent, ale coraz więcej osób zgłaszało się do niej prywatnie i to wcale w nie błahych sprawach, co tylko połechtało jej ego, które sama sobie w pewnej chwili podkopała. Może jednak ponowne wystawienie stoiska, tym razem w Lammas, wcale nie było takim głupim pomysłem? Szczególnie, że większość rzeczy zdążyła już przygotować. - Nawet jeśli trafisz na czas, gdy wszystkie gotowe wyroby będę miała aktualnie wyprzedane, zawsze możesz zlecić wykonanie jakieś przedmiotu. Tak naprawdę sprawia mi to wiele więcej frajdy niż tworzenie jakiś dużych, powtarzalnych kolekcji. Wiesz, taka biżuteria na zamówienie ma zastrzeżony projekt, więc masz pewność, że to, co dostaniesz, będzie niepowtarzalnym przedmiotem - wyraźnie się wyprostowała. Widać komplementy i rozmowa o jej prawdziwej pasji dodały jej przez chwilę jakby nowej energii. - A twój znajomy niech zagląda do nas, gdy ja będę za ladą, mogę nawet dać znać, jak wygląda mój grafik, to może nawet dorzucę zniżkę i będzie miał pewność, że nikt nie będzie próbował mu wcisnąć czegoś tylko po to, by wyszło go jak najdrożej. Tylko niech wtedy powie, że jest od ciebie. - Upiła ze swojej szklanki, niemalże kończąc kolejnego drinka, z ukosa patrząc na bombę alkoholową, która była następna w kolejce. - A myślałeś kiedyś o własnej przychodni, albo nawet klinice? Wtedy mógłbyś leczyć pacjentów, jak i być na tyle niezależnym, by prowadzić badania nad lekami. Choć nie, robiłbyś pewnie wszystko za darmo i nie minęłaby chwila a byś zbankrutował. Może więc Mung to nie taka zła opcja dla ciebie? O ile będziesz pilnować tych dyżurów, by móc zrobić coś poza nimi. - Widać długo jeszcze nie miała zamiaru odpuścić. Nie kłamała z tą pamiętliwością. Musiała się chwilę zastanowić nad pytaniem, które nagle zadał Cedric. Nie lubiła się tak naprawdę uczyć za czasów szkolnych, miała zresztą kilka przedmiotów, których nienawidziła całym swoim sercem, choć parę wydawało się na tyle znośnych, że nie rzuciła Hogwartu wcześniej, przed ukończeniem siódmej klasy, choć kiedyś nawet ją kusiło. Zresztą, to nie lekcje były tym, co było w szkole najfajniejsze. Niemal uśmiechnęła się na myśl o tych wszystkich pobytach w wieży astronomicznej czy na błoniach, małych imprez w pokoju wspólnym i wyjść do wioski. O tak, te chyba zawsze wspominała najlepiej. - Hogwart był zabawny, choć może nie był najlepszym okresem mojego życia - bo ten należał do czasów świetności jej szajki - mam jednak sporo całkiem miłych wspomnień. Najfajniejsze chyba zawsze były wypady do Hogsmeade. Wiesz, zostawili nas tam samych sobie, a my udawaliśmy, że czujemy się dorośli, u stóp mieliśmy cały świat i nie musieliśmy się niczym przejmować, a największym problemem był esej z transmutacji. Brakuje mi chyba tej lekkości na duchu. - Kieliszek po cosmopolitanie został odstawiony na bar, na twarzy Viorici zaś jawił się niezwykle łagodny wyraz twarzy. Czasami zazdrościła tej dziewczynie, która kiedyś była. Choć to co spotkało ją po szkole było zdecydowanie bardziej ekscytujące, a jeśli miała być szczera, dość długo pozostała beztroska. Zapewne do momentu feralnego skoku i przymusowego rozpadu jej grupy. RE: [22.07.72] Wishful drinkin' | Viorica i Cedric - Cedric Lupin - 01.06.2024 Początkowo był zestresowany i wycofany, ale powoli zaczynał się otwierać. Swój udział miały w tym z pewnością wypite do tej pory procenty, ale największą rolę grała osoba, z którą przyszło mu spędzić ten wieczór. Jej obecność była zaskakująco lekko i przyjemna, co mogło nie być aż tak oczywiste, jeśli pamiętało się ich rozmowę w Mungu. Była kolejną już osobą, która postanowiła zwrócić uwagę na złe nawyki Cedrica, ale pierwszą, której udało się coś z tym zrobić. Jasne, było to tylko jedno wyjście, ale w jego przypadku nawet tak mała zmiana robiła różnicę. Nawet jego rodzice byli w szoku, gdy oznajmił, że wychodzi i wróci późnym wieczorem. Matula próbowała przeskanować go nieco bardziej, ale z uporem nie zdradzał więcej informacji. Nie chciał, żeby robiła sobie mylne wyobrażenie całej tej sytuacji, zwłaszcza po tym, jak skończyła się jego relacji z Dandelion. Już to ciężko przeżyła, nie chciał jej obarczać kolejnymi troskami. Vior była w końcu po prostu znajomą ze szkoły, z którą nagle odnowił mu się kontakt. Wychodzenie ze znajomymi było czymś absolutnie normalnym (jeśli akurat nie byłeś nim) ale był przekonany, że pani Lupin dorobiłaby sobie do tego jakąś niestworzoną historię. To było zwykłe spotkanie, a nie randka. Nawet jeśli wyglądała tak zjawiskowo, a jemu coraz ciężej było się na nią po prostu nie gapić. Jak widać, alkohol ma też swoje minusy. — W takim razie jest nas dwoje. Bo nie, nie zapomniałem o mojej deklaracji względem noszenia czapki. Wypatruj mnie na horyzoncie, gdy zaczną się pierwsze mrozy. Twoje uszy i zatoki mi za to podziękują — odparł łagodnie, nie potrafiąc powstrzymać szerokiego uśmiechu. Im dłużej rozmawiali, tym bardziej miał poczucie, jak gdyby w ich relacji nigdy nie było żadnych przerw. Bo jak inaczej można było wytłumaczyć to, jak lekko mu się z nią rozmawiało? Cedric zdecydowanie nie należał do szczególnie otwartych ludzi, ale tutaj było mu jakoś tak... łatwiej. — W sumie... — zaczął, uświadamiając sobie, że kobieta zapewne doskonale rozumie to, o czym właśnie mówił. W końcu jej mama pracowała w Mungu znacznie dłużej niż Cedric. — Jakoś o tym nie pomyślałem, ale jeju, masz rację. Strach pomyśleć, ile historii musiałaś wysłuchać, ale... mam nadzieję, że nie były o mnie? Jeśli tak, nie były aż tak złe? — dokończył, zerkając na nią z zaciekawieniem. W sumie to nawet nie wiedział, co takiego ludzie mogliby mówić za jego plecami, ale nie chciał, żeby było to coś negatywnego. Naprawdę nie chciał źle wypaść przed Vioricą. Alkohol nieco go rozluźnił, ale nie na tyle, żeby potrafił ot tak przyjmować komplementy. Zwłaszcza te, których się nie spodziewał. Z miejsca uwierzył w to, że Vior nie zadawała się z ludźmi, którzy jej nie pasowali. Nieco gorzej było mu jednak przyjąć do świadomości wszystkie te komplementy. Był miły i zabawny? Nigdy nie patrzył na siebie w tych kryteriach, ale miło było wiedzieć, że ktoś tak uważał. Wizja tego, że kobieta chciałaby spędzać z nim więcej czasu wciąż była nieco dziwna, jak gdyby nie na miejscu, ale... jednocześnie była miła, nawet bardzo. Na tyle, że zaczął się szczerzyc jak debil. — Nieco ciężko mi uwierzyć w to, że nie masz mnie jeszcze dość, ale... cieszę się, że razem wyszliśmy. Jest miło — Mówiąc to, poczuł się nieco zawstydzony. W jego słowach nie było nic złego, ale nie nawykł do takiej otwartości względem innych ludzi. Oferta zakładu była w jego oczach nieco szalona, ale jednocześnie bardzo pasowała do Viorici. Niebanalna, intrygująca i nieco straszna. Absolutnie nie znał się na relacjach, ale miał nadzieję, że w tej zabawie znajomość amorów nie była aż tak potrzebna. — Hmmm, wskazujemy dwie osoby? No dobra, okey. Chyba rozumiem — dla pewności powtórzył całość w głowie, po czym wysunął w jej stronę otwartą dłoń. W końcu zakład to zakład, trzeba to zrobić oficjalnie. W międzyczasie zaczął się też rozglądać za potencjalnymi ofiarami. Dość szybko doszedł do wniosku, że to zadanie wcale nie będzie takie łatwe. W barze było bowiem zaskakująco dużo samotnych gości. Nieco zrezygnowany wrócił spojrzeniem do rozmówczyni i nieco się zawiesił. Te roześmiane oczy, delikatny uśmiech — jego serce mimowolnie zaczęło bić szybciej. Bez większego powodu. Speszony odwrócił wzrok i skupił się na dopiciu drinka, powoli sięgając po ten drugi, od którego znacznie mocniej czuć było alkoholem. — Nie bądź taka mądra, okey? — rzucił, odruchowo wystawiając w jej stronę język. Miała aż za dużo racji, ale hej. Nikt nie był idealny, nawet on. — Póki co skupiam się na zdrowiu innych, potem przyjdzie czas na mnie — dodał jeszcze, znowu zerkając w jej stronę. Tym razem nieco bardziej nieśmiało. — Założyć? Ummm, dobra? Możemy się założyć. Tylko uprzedzam. Jeśli mnie upijesz i do łóżka dotrę później niż bym chciał, zakład będzie rozstrzygnięty na moją korzyść — dodał jeszcze, grożąc jej przy tym palcem. Gdy rozmowa nieco się uspokoiła, z nieukrywaną ciekawością wsłuchał się w opowieści związane z jej pracą. Oparł policzek na dłoni, wpatrując się w nią niczym w obrazek. Zdolna, miła, ładna — ciężko było mu uwierzyć, że ktoś taki chodził po ziemi, a gdyby tego było mało, spędzał z nim czas. — Dobrze, przekażę zainteresowanym Twoje instrukcje. Może też cię o coś zaczepię, ale chyba nie w tym momencie. Muszę pomyśleć, nie chciałbym cię męczyć o byle co Jej nagłe pytanie nieco go zaskoczyło. Własna przychodnia? W sumie to czasem nawet o tym myślał, ale wiedział, że nie dałby rady tego ogarnąć. Vior była zaskakująco trafna i boleśnie szczera. — Gdybym pracował w prywatnej przychodni, nie mógłbym mieć ulubionych pacjentów. Na pewno jesteś gotowa zrzec się swojego tytułu? — odparł, celowo ignorując wzmianki o dyżurach i bankructwie. Miał nadzieję, że uda im się nieco odejść od tego tematu. Dzisiejszego wieczoru wyjątkowo wolał odstawić pracę na drugi plan. Coraz lepiej czuł się w jej towarzystwie, chociaż jednocześnie rosło też napięcie w podbrzuszu. Zupełnie, jak gdyby lepsze poznanie się nawarstwiało w nim niepewność i lęk. Wspomnienia Hogwartu nieco złagodziły stres, przynajmniej początkowo. Chciał pociągnąć dalej rozmowę, ale nie przemyślał dwa razy tematu, który postanowił wybrać. Miał ze szkoły całkiem sporo miłych wspomnień, ale to właśnie tam poznał i zbliżył się do Dandelion. Wciąż świeże uczucia zabolały ze zdwojoną siłą. Przez jego twarz przeszedł grymas bólu, któremu chwilę zajęło zniknięcie. Starał się to jednak schować, na chwilę odwracając się w stronę baru. — Wiesz co, chyba też najmilej wspominam Hogsmeade. Lubiłem chodzić jego ulicami, szczególnie zimą. Lubiłem widok miasteczka przysypanego śniegiem i obwieszonego świątecznymi ozdobami. Chciałbym się cofnąć w te czasy — westchnął, po czym pokręcił lekko głową. Posłał kobiecie lekki uśmiech, po czym w końcu sięgnął po faktycznie mocny drink. — Z drugiej strony, cieszy mnie, że jestem teraz tutaj — Zerknął przy tym na nią, dając jej do zrozumienia, że chodzi mu o ten konkretny wieczór. — Nie zmieniłbym niczego. Szkoda, że ten wieczór kiedyś się skończy — dokończył, po czym przechylił szkło, upijając kilka łyków drinka. Tak, zdecydowanie było w nim sporo alkoholu. Po jego gardle przeleciała fala gorąca, która wywołała nagły, zduszony kaszel. Rzadkie picie alkoholu miało to do siebie, że odporność malała, co zaobserwować można było po Cedricu, którego rozum coraz mocniej tracił granice taktu i tego, co doktor Lupin normalnie uważał za stosowne. |