Secrets of London
[4.06.1972, wieczór] In vino veritas | Olivia, Icarus - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [4.06.1972, wieczór] In vino veritas | Olivia, Icarus (/showthread.php?tid=2994)

Strony: 1 2


[4.06.1972, wieczór] In vino veritas | Olivia, Icarus - Olivia Quirke - 26.03.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Olivia Quirke - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Wczorajszy dzień był paskudny - chociaż może to było zbyt dużo powiedziane... Ale na pewno nie należał do najmilszych. Cały dzień nie mogła mówić inaczej, niż rymami. I to wszystko z powodu jakichś głupich czekoladek, które dał jej jakiś szczyl na Pokątnej. Pewnie gdyby dotknęło to kogoś innego, to zapewne by się śmiała, ale tak... Nie mogła się uspokoić, dopóki nie upewniła się, że nie zostanie jej to na zawsze. Świat nie był gotowy na wiecznie-rymującą Olivię Quirke, ledwo wytrzymywał jej paplaninę bez rymów.

Dzisiaj mogła wyjść z Fiolki wcześniej. Zrobiła co miała, poinformowała tylko matkę że wychodzi i ruszyła przed siebie. Magiczny Londyn o tej porze roku i dnia był przepiękny. Zaczynał się wieczór, knajpki na Pokątnej powoli się otwierały, a w oknach zapalały się miękkie, żółte światła, które zachęcały do odwiedzin. Nie to, żeby Olivia miała problem z alkoholem, ale w tym barze już była, do tamtego wracać nie chciała, a tamten jej się nie podobał. Szła więc wzdłuż ulicy, aż w końcu przeszła na Horyzontalną. Może powinna iść jednak do Kotła? To było bezpieczne miejsce. Lubiła tam chodzić, no i pewnie spotka kogoś znajomego. Tylko czy miała ochotę na spotkanie znajomych akurat dzisiaj? Z cichym westchnięciem poprawiła torbę na ramieniu. Zaszeleściła o kurtkę, trochę już znoszoną, ale wciąż ciepłą. Może i był czerwiec, ale wiatr potrafił być zdradliwy, tak samo jak pogoda w Londynie. Dlatego też o tej porze roku wciąż nosiła długie jeansy i zakryte buty. Może w lipcu to się zmieni, ale na ten moment nie ufała londyńskiej pogodzie tak po prostu, o.

Już miała przejść na znaną jej dróżkę w kierunku Dziurawego Kotła, gdy w oddali mignął jej szyld. CONVIVIUM. Quirke najpierw zwolniła, a potem całkowicie się zatrzymała, gdy dostrzegła sentencję In vino veritas. Łacina - to znała. Dla niektórych piękny, martwy język, dla niej kolejny połamaniec, do którego jej język nie był przystosowany. Ale takie klasyczne zwroty znała. Nie spotkała się jednak z takim połączeniem w tej części Londynu, więc zaintrygowana bezczelnie zajrzała najpierw w okno, a potem otworzyła drzwi, by wetknąć łeb, a następnie całe ciało do środka. Ach, ten jej zmysł detektywa - wiedziała, że tu będzie mogła się napić! Najpierw jednak wolała się rozejrzeć po wnętrzu. Odrobinę zwątpiła: chyba wyglądało na to, że to nie był lokal na jej kieszeń.


RE: [4.06.1972, wieczór] In vino veritas | Olivia, Icarus - Icarus Prewett - 26.03.2024

Convivium otwierał się o czwartej po południu. Od tego czasu zaczynało się picie po robocie w Ministerstwie. Biedni, strudzeni urzędnicy potrzebowali relaksu między wyjściem z pracy a powrotem do domu. I rzeczywiście, bar napełniał się powoli dostojnymi klientami. Niektórzy ważniacy upodobali sobie nawet leżanki i misy z winem. Rzymskie zwyczaje powoli wracały do łask albo to miejsce przenosiło ludzi w czasie.

Icarus stał przy barze. Jego brat nie mógł mu pomóc tego wieczoru, więc robił drinki sam i naprawdę dobrze się bawił. Może też decydował o tym fakt, że wypił już na rozgrzewkę odrobinę whisky. Serwował wszystko z uśmiechem, zagadywał czasem klientów, poznawał coraz to nowe plotki. A kto jak kto, ale Icarus miał świetną pamięć.

W pewnym momencie zobaczył młodą kobietę zaglądającą przez okno. Czyżby kolejna klientka? Kiedy weszła do środka Icarus nie miał wątpliwości: była to jego przyszła klientka. Jego bar miał to do siebie to, że każdy, kto tu wchodził zostawał klientem. Czar tego miejsca urzekał każdego.

Icarus posłał kobiecie zachęcający uśmiech. Nie nachalny, ale pokrzepiający, niosący ze sobą przekaz, że Convivium było miejscem przyjaznym, idealnym dla takich osób jak ona.


RE: [4.06.1972, wieczór] In vino veritas | Olivia, Icarus - Olivia Quirke - 26.03.2024

Przenosiło w czasie... To było dobre określenie. Adekwatne. Bo Olivia przez chwilę poczuła się kompletnie nie na miejscu. Jakby była gdzie indziej - w starożytnym Rzymie, gdzie hulaszcze życie i hedonizm miały się naprawdę dobrze. Wino potrafiło lać się strumieniami, tancerki potrafiły godzinami wyginać ciała wśród oparów kadzideł, a zamknięte okna sprawiały, że pot mieszał się z wonią alkoholu i jedzenia. Ale nie była w Rzymie - była w Londynie, weszła tu przecież z Alei Horyzontalnej. Nie widziała ludzi ubranych w togi, tylko w szaty czarodziejów lub garnitury. Widziała kobiety, mające na sobie o wiele bardziej eleganckie ubrania, niż te jej. Te ułożone, eleganckie postacie kontrastowały z jej rudymi włosami, które choć uczesane, zwracały na siebie uwagę. Być może bardziej niż by chciała, bo gdy tylko jej wzrok pomknął w kierunku baru, wyłapała uśmiech mężczyzny, stojącego po drugiej stronie.

Co miała zrobić? Jej twarz odruchowo się rozpromieniła, bo gdy ktoś uśmiechał się w jej stronę, to odpowiadała uśmiechem. Może nie będzie tak źle - wystrój był naprawdę ciekawy, a i ona nigdy tu nie była, więc wrodzona ciekawość Olivii po prostu wzięła górę. Wyminęła dwie osoby, które przechodziły z jednej strony na drugą, i w chwilę znalazła się przy barze. Była dość niska, więc nie mogła oprzeć nonszalancko łokci o blat. Zamiast tego położyła na nim dłonie i stanęła na palcach - odruch, którego nie potrafiła się pozbyć.
- Pięknie tu macie - zagadnęła, a jakby na potwierdzenie tych słów dodatkowo się rozejrzała. - Trochę nietypowo jak na Anglię, nie?
Miała miły dla ucha głos, w którym nie dało się wyczuć ani jednej nuty oskarżenia czy niechęci, spowodowanej tą nietypowością lokalu. Wybrzmiewały w jej tonie raczej ciekawość i uprzejmość. Nie wyglądała też na kogoś, kto miałby robić problemy z jakiegokolwiek powodu, a takich klientów chyba się ceniło.
- Tak tematycznie, patrząc na wystrój - dodała, przestępując z nogi na nogę. Jej wzrok spoczął na półkach za mężczyzną. No tak, gadka szmatka, ale... Co by tu wybrać? Na chwilę się zawiesiła, bo nie bardzo wiedziała, o co mogłaby nawet poprosić. Chciała się napić: to wiedziała i to było nawet widać. Ale chyba do końca nie wiedziała czego konkretnie by spróbowała.


RE: [4.06.1972, wieczór] In vino veritas | Olivia, Icarus - Icarus Prewett - 27.03.2024

Icarus nie mylił się. To była jego nowa klientka. Teraz trzeba było sprawić, żeby zostawiła tu swoje pieniądze i może żeby spodobał się jej duch lokalu. Rzecz jasna, duch metaforyczny. Prawdziwych jeszcze tu nie było.

- Może nie jak na współczesną Anglię, ale Brytania była kiedyś prowincją Rzymu - odparł przyjaznym tonem. Nie chciał się wymądrzać i starał się, by jego głos nie brzmiał, jak u kogoś, kto bierze sobie za punkt honoru pouczanie wszystkich dookoła. - Ale dziękuję. Starałem się, żeby to miejsce czymś nowym. A co jest lepszą nowością niż odświeżenie tego, co zapomniane?

Oparł się ręką o bar. Kobieta wyglądała na trochę zagubioną, jakby nie do końca wiedziała, co zrobić w takim miejscu.

- Dobra, nie będę cię zanudzał historią. Lepiej mi powiedz, co pijesz. Albo nie, sam zgadnę... - przechylił lekko głowę, przyglądając się jej badawczo. - Ognista Cuba libre? - zaproponował. Może nie wiedział, czy to jej ulubiony drink, ale była to pozycja z karty, która nie była w jakiejś specjalnie wysokiej cenie. A klienci woleli na pierwszy raz wybierać coś tańszego, żeby przetestować lokal. Szczególnie, jak przychodzili tu sami i nie mieli się przed kim popisywać.


RE: [4.06.1972, wieczór] In vino veritas | Olivia, Icarus - Olivia Quirke - 28.03.2024

Olivia wydęła nieco usta w zamyśleniu. Prowincja Starożytnego Rzymu jej nie zaskoczyła, bo przecież cośtam pamiętała (chociaż, tak po prawdzie, nie za wiele) ze szkoły i z tego, co czytała sama, ale zastanowiły ją słowa mężczyzny. A co jest lepszą nowością niż odświeżenie tego, co zapomniane? Kryło się w nich trochę prawdy. Sama uważała, że gdy coś było zapomniane, to gdy wywlekało się je na wierzch, to nagle stawało się nowe. Trochę pokrętna logika, ale dla niej to było absolutnie normalne i zrozumiałe.
- Nie zanudzasz! Co prawda jestem ignorantką, jeśli chodzi o historię, ale lubię słuchać jak inni o niej opowiadają. Być może nawet coś zapamiętam - mrugnęła do Icarusa wesoło. To była absolutna, najszczersza prawda: w Hogwarcie zasypiała na historii magii, ale gdy tylko ktoś opowiadał jej swoimi słowami (najlepiej dodając jakieś bzdurne ciekawostki) to samo, co mówił profesor, jakoś tak łatwiej jej wchodziło wszystko do głowy. Gdy zaoferował jej drinka, wydęła lekko usta. Ognista cuba libre... - Chyba nigdy jej nie piłam, wiesz? Zdarza mi się wychodzić do niemagicznego Londynu i piłam zwykłą, ale ognistej chyba nie? Jak to się robi? Tak jak absynt? Mugole podpalają go od zapalniczki.
Usiadła przy barze, bo przecież nie będzie tak stała jak widły w gnoju. Wcześniej ściągnęła jednak kurtkę - była leciutka i cienka, więc z powodzeniem wpakowała ją do przepastnej torby. Wolała nie zostawiać niczego na wieszaku, lubiła mieć wszystko przy sobie.
- Można tu palić? - zapytała jeszcze badawczo, wzrokiem szukając popielniczki. Jeszcze kilka dni temu by o to w ogóle nie pytała tylko po prostu zapaliła, ale ostatnio ktoś się do niej okropnie spruł, że kopci papierosy w środku. Ponoć to szkodziło zdrowiu i śmierdziało. Ona z kolei lubiła zapach papierosów, ale w razie czego miała te, które nie wydzielały zapachu, te zaklęte. Czy Olivia nosiła ze sobą dwie paczki fajek? Cóż, być może. Przezorny zawsze ubezpieczony.


RE: [4.06.1972, wieczór] In vino veritas | Olivia, Icarus - Icarus Prewett - 28.03.2024

Icarus poczuł jednocześnie dwie pozornie sprzeczne emocje: radość z tego, że ktoś jeszcze ciekawił się historią i... melancholię. To, co uderzało go, gdy myślał sobie o tym, jak bardzo zmarnował swoje szanse na zostanie prawdziwym historykiem. Teraz mógł opowiadać anegdotki w barze, ale każde spojrzenie do ksiąg przywoływało bolesne uczucia, wspomnienia wspólnych godzin spędzonych z ojcem, badań, które były dla ich obu tak ważne...

Dobra, musiał przygotować drinka. Dlatego schował emocje za uśmiechem i chwycił za butelkę magicznego rumu.

– Robi się to podobnie. Tylko wiesz... eliksiry dają lepsze efekty niż zwykłe mugolskie sztuczki – nalał rum do szklanki z lodem i podniósł fiolkę z porcją pomarańczowego wywaru ognistego. Płyn wyglądał jak tańczące płomienie zamknięte za szkłem. – Będziesz mogła to pić nawet jak będzie płonął. Masz jakieś specjalne życzenia na kolor płomieni? I jasne, wszyscy tu palą. Na razie nikt nie narzekał, ale jest tu dość liberalnie.

Wlał eliksir do szlanki z alkoholem i limonką, po czym odsunął się, bo płomienie strzeliły do góry. Cóż, zdawały się gwałtowne reakcje. Ale lód się nie roztopił, co znaczyło, że drink się udał. Icarus poczuł lekką ulgę, że udało mu się nie zawalić.


RE: [4.06.1972, wieczór] In vino veritas | Olivia, Icarus - Olivia Quirke - 03.04.2024

Gdy powiedział, że eliksiry dają lepsze efekty, uśmiechnęła się z pozoru zupełnie niewinnie. Coś jednak w jej niebieskich oczach błysnęło. Jakby nutka rozbawienia, iskierka zadziorności i prowokacji. Olivia oparła łokcie o blat kontuaru i nachyliła się lekko w stronę Icarusa, minę robiąc absolutnie niewinną i jakby zdziwioną.
- Naprawdę? Opowiedz mi o tym - mało brakowało, a zatrzepotałaby rzęsami. Ale nie była aż tak okrutna - przecież mężczyzna nie mógł wiedzieć, że jeśli chodziło o eliksiry, to miał przed sobą może nie ekspertkę, ale kogoś, kto po prostu się na tym znał. Cała ta sytuacja jednak rudą na tyle rozbawiła, że postanowiła nie wyprowadzać mężczyzny z błędu. Zwłaszcza że mogła eliksiry tworzyć, ale na mieszaniu ich z alkoholami to jednak się nie znała.

Gdy zapytał o kolor płomieni, akurat wyciągała paczkę papierosów. Tych magicznych po krótkim namyśle. Niby za nimi nie przepadała, bo w końcu jak nie czuło się tej charakterystycznej woni, to chciało się palić więcej, ale jakoś tak uznała, że bardziej pasują do klimatu. Odpaliła jednego więc od mugolskiej zapalniczki.
- Hm - powiedziała tonem, jakby naprawdę się nad tym zastanawiała. Ale to była tylko gra, bo doskonale wiedziała, jaki kolor najchętniej by zobaczyła. - Umiesz zrobić fiolet? Albo czerwień, chociaż fiolet jest dużo ładniejszy.
Przekrzywiła głowę, jednocześnie wzrokiem szukając popielniczki. Palce pochwyciły mały przedmiot i przesunęły bliżej niej w chwili, gdy płomienie buchnęły w górę. Aż gwizdnęła, a jej oczy roziskrzyły się w czymś na kształt zaskoczenia.
- To tak zawsze? Efektowne. Co tam wlałeś? - normalnie by zajrzała do szklanki, ale nie była pewna, czy nie przypali sobie rzęs i brwi. Kiedyś jej się to zdarzyło jak odpalała papierosa a jakiś śmieszek ustawił płomień na maxa. Nic fajnego, wolałaby tego nie powtarzać. Po jej minie widać było też, że odrobinę się waha. Niby barman mówił jej, że może pić jak drink będzie płonął, ale chyba Olivia była dość ostrożna, jeśli chodziło o ogień, bo na razie tylko patrzyła na drinka i wciąż rozważała, czy mu zaufać i się napić, czy może najpierw płomienie zgasić.


RE: [4.06.1972, wieczór] In vino veritas | Olivia, Icarus - Icarus Prewett - 07.04.2024

Icarus odwzajemnił uśmiech kobiety. Wychwycił w jej tonie zaczepkę, ale nie było to coś złego. Wręcz przeciwnie. Na szczęście miał swoje triki na pytania klientów, żeby nie sprowadzać rozmów na nudne teoretyczne pogadanki, relikt jego przeszłości.

Łączenie eliksirów z alkoholem w gruncie rzeczy nie kryło za sobą jakiejś wielkiej filozofii. Przeczytał kilka książek, wiedział, co zrobić, żeby drinki nie wybuchały i żeby nie struć swoich klientów. No, ale trzeba było zrobić wrażenie.

– Nie będę zdradzał wszystkich sekretów „Convivium”. Lepiej nie niszczyć otoczki tajemnicy – odparł z uśmiechem, spogladając na kobietę.

Usłyszał prośbę o fiolet i od razu znalazł na półeczce pod barem fioletowy barwnik. Nawet go sam nie wytworzył, ale kupił w sklepie na Pokątnej o dość wysokiej renomie.

– Proszę bardzo – wlał do szklaneczki kropelkę barwnika, a płomienie przybrały barwę indygo. Zaraz klientka znowu zapytała go o eliksir. Icarus spojrzał na nią badawczo, ale wciąż z lekkim uśmiechem.– Mam do czynienia z ekspertką, że dostaję od ciebie tyle pytań? Może powiedz mi swoje imię, może poznam w tobie sławną mistrzynię eliksirów?

W jego głosie nie było jakiegoś straszliwego sarkazmu, jedynie leciutki przekąs połączony z... zainteresowaniem. Kim była dziewczyna, która zadawała mu tyle pytań? Miał nadzieję, że nie kontrolerką z Ministerstwa. Srogo by się zawiódł, bo zaczynał czuć do niej sympatię.

Przysunął w jej stronę szklaneczkę z drinkiem. Fioletowy płonący napój zwrócił uwagę kilku osób, które zapewne same chciały sobie teraz coś takiego zamówić.


RE: [4.06.1972, wieczór] In vino veritas | Olivia, Icarus - Olivia Quirke - 08.04.2024

Olivia roześmiała się i uniosła dłonie w poddańczym geście.
- Ależ dobrze, panie tajemniczy. To w zasadzie jeszcze lepiej, lubię zagadki i tajemnice. Może niedługo sama je odkryję, tak będzie ciekawiej - błysnęła zębami w uśmiechu, bo nie kłamała - naprawdę lubiła zagadki. Albo po prostu uwielbiała wtykać nos w nie swoje sprawy. Wyglądała na taką, co to nie potrafiła usiedzieć dłużej w jednym miejscu. Pod tym względem Olivia była dość stereotypowa, bo tego typu osoby faktycznie nie lubiły nudy i bywały odrobinę wścibskie. Ale nie dało się w niej wyczuć ani trochę nieuprzejmości czy zadufania w sobie. Wydawała się... Sympatyczna, chociaż to określenie było chyba najgorszym, jeżeli chodziło o określenie nieznajomych. "Sympatyczny" było słowem tak miałkim, że mdliło.

Olivia po raz kolejny obróciła w dłoni szklankę. Wpatrywała się w płomienie z niemal fascynacją. Na próbę nawet odłożyła papierosa do popielniczki i przesunęła palcem tuż nad płomieniem, by upewnić się, że ten jej nie oparzy.
- Jaką tam od razu ekspertką, czasem uwarzę coś i nawet nie wybuchnie - parsknęła śmiechem, bo nigdy w życiu by siebie nie określiła w ten sposób. - Jestem Olivia. Zapamiętaj to imię, bo jeśli stanę zaraz w płomieniach, to wrócę tu w dusznej postaci, żeby cię straszyć do końca twoich dni.
Mrugnęła, a potem wstrzymała oddech. Szybkim ruchem zbliżyła szklankę do ust i wypiła naprawdę potężnego łyka. Chyba zbyt potężnego, bo aż łzy jej stanęły w oczach. Nie było szans, żeby wyzerowała taką ilość - nie miała już dwudziestu lat. Przełknęła jednak wszystko grzecznie i dopiero wtedy zaczęła kaszleć.
- Już umarłam? Na Merlina, mogłeś mnie ostrzec, że to takie mocne - chrypnęła, przykładając dłoń do klatki piersiowej. Policzki nieco jej poczerwieniały, a jedna łza spłynęła z kącika oka. - Ale dobre! Tylko... Nie pijcie tego na hejnał, jak ja.
Odezwała się do dwójki mężczyzn, którzy stali obok i z ciekawością patrzyli już nie na drinka, a na reakcję Quirke. Jakby sami nie do końca wiedzieli, czego mogą się spodziewać. Ruda nawet nie oczekiwała odpowiedzi, więc sięgnęła po papierosa.
- Dla nas to samo - mężczyzna szturchnął swojego kolegę w bok, wskazując głową na drinka Olivii.
- O widzisz, powinien mi się jakiś procent należeć za bycie żywą reklamą tego drinka - ruda otarła kącik oka palcem. Przyjemne ciepło rozlało się po jej ciele, nieprzyjemne uczucie pieczenia minęło, pozostawiając po sobie tylko wspomnienie. Teraz upiła dużo mniejszy łyk, mogąc się naprawdę delektować smakiem. Bo przecież czasy, gdy piło się byle tylko się napić, już dawno minęły. - A ty? Zdradzisz swoje imię, czy to też tajemnica Convivium?


RE: [4.06.1972, wieczór] In vino veritas | Olivia, Icarus - Icarus Prewett - 13.04.2024

Icarus robił... mocne drinki. Nie szczędził alkoholu, głównie dlatego, że klienci nie przychodzili tu, żeby pić rozwodniony rum. A drink przygotowany dla Olivii nazywał się przecież „Ognista Cuba Libre”. Taka nazwa do czegoś zobowiązywała. A jednak, wciąż było dla niego dosyć zabawne widzieć, jak ludzie reagowali. Cicho się zaśmiał, gdy kobieta napiła się drinka.

Po chwili dwóch klientów zamówiło to samo. Chyba płomienie robiły wrażenie. Całe szczęście ognisty eliksir był banalnie prosty do uwarzenia. Nie było ryzyka, że nagle zabraknie zapasów przy długiej kolejce gości.

– Rzeczywiście robisz mi reklamę. Może powinnaś tu częściej przychodzić? – odpowiedział z uśmiechem i zajął się kolejnym drinkiem. – A nazywam się Icarus. Icarus Prewett, właściwie, choć kilka osób mówiło mi, że nie zasługuję na moje nazwisko.

Po latach kompleksów przez bycie bękartem, Icarusowi powoli przechodziło. Nie miał kontaktu z macochą, która go nienawidziła, a z bratem obaj wiedzieli, że byli równi sobie. Jednak niektórzy wciąż uważali, że nie był prawdziwym Prewettem. Szczególnie, że wszyscy jakoś wiedzieli, że jego matka była mugolką. Nawet jeśli nikt nie znał jej prawdziwej tożsamości. Ale Icarus się nie przejmował. Może to był stan jakiejś apatii, a może po prostu zdrowy akt odpuszczenia sobie czegoś bezsensownego? Nie miał pojęcia.

– To powiedz mi, kim jesteś. Jeśli to nie jest tajemnica, oczywiście – zagadnął znowu Olivię. W ich rozmowie wyczuwał lekki flirt i nie miał nic przeciwko temu. Chyba było to typowe doświadczenie pracy za barem. Co nie znaczyło, że nie było to czymś miłym w porównaniu z krzyczącymi pijanymi klientami, użeraniem się z sąsiadami i oszustami, którzy myśleli, że mogliby wyjść bez płacenia. Tak, to był zdecydowanie pozytywny aspekt pracy za barem.